Felietony

Dmowski, konsekwentny przeciwnik lewicy

Piętnował doktrynę „praw człowieka”. O hasłach rewolucji francuskiej (zawartych między innymi w sloganie „Wolność, Równość, Braterstwo”) pisał, że „stały się firmą najbrudniejszych szalbierstw oraz wyrazem nowych form niewoli, nierówności i bezlitosnego wyzysku”.

Miesiąc temu Wojciech Stanisławski na stronach Tygodnika TVP dworował sobie z petycji , która trafiła do Rady Warszawy w sprawie przemianowania w stolicy Ronda Romana Dmowskiego na Rondo Praw Kobiet . Żarty żartami, ale trzeba tę inicjatywę środowisk lewicowych potraktować serio. Odsłania ona bowiem pole poważnego metapolitycznego konfliktu. Od tego, kto wygra to starcie zależy, jaki porządek – w wymiarze fundamentalnych dla Polaków wartości – będzie panował nad Wisłą.

Rada Warszawy nie przyjęła wniosku o odrzucenie wspomnianej petycji. Można więc uznać, że w stołecznym samorządzie została uruchomiona procedura mająca na celu zmianę nazwy ronda w centrum miasta. Jeszcze nic nie jest przesądzone, niemniej intencje większości radnych są czytelne. Chodzi im o to, żeby w przestrzeni publicznej pamięć o zasługach Dmowskiego zastąpić hasłami radykalnego feminizmu z transparentów Ogólnopolskiego Strajku Kobiet.

Roman Dmowski od początku III Rzeczypospolitej był szwarccharakterem lewicowych narracji. Potępiano go jako teoretyka polskiego nacjonalizmu i guru polskich antysemitów.

Z kolei liberałowie, w odróżnieniu od lewicy, jeszcze w pierwszej połowie ubiegłej dekady byli powściągliwi w rzucaniu anatem na tego polityka. Stać ich nawet było na to, żeby w oficjalnych swoich wystąpieniach doceniać olbrzymi wkład Dmowskiego w odzyskanie w roku 1918 niepodległego państwa polskiego. Niemniej z upływem czasu coraz bardziej ulegali oni wpływom lewicowych intelektualistów, którzy w końcu objęli nad nimi rząd dusz. W efekcie dziś liberałowie już akceptują uprawianie przez lewicę wobec Dmowskiego „cancel culture”, czemu dali wyraz w choćby w Radzie Warszawy.

Co takiego jest w dziedzictwie przywódcy Narodowej Demokracji, że wywołuje ogromną wrogość? Czy naprawdę chodzi o jego żydożercze opinie? Można postawić tezę, że jednak nie. Antysemityzm Dmowskiego to przede wszystkim zjawisko anachroniczne. Współczesna Polska jest bowiem – w odróżnieniu od okresu międzywojennego – krajem bez liczącej się mniejszości żydowskiej. Ktoś, kto dziś bezkrytycznie cytuje antysemickie uwagi tego polityka w kontekście tego, co się dzieje w III RP, z jednej strony naraża się na śmieszność, z drugiej zaś ściąga na siebie hańbę bagatelizacji Holokaustu.

A zatem można przypuszczać, że stosunek lidera endecji do Żydów to tylko pretekst do atakowania go za coś, co zachowuje aktualność. A tym czymś są jego przestrogi dotyczące niebezpieczeństw, jakie dla Polski niosły idee lewicowe.

Znamienne, że choć Dmowski w okresie rozbiorów taktycznie próbował grać na sojusz z caratem przeciw Prusom i Austrii, to jednak nie wyrażał przekonania, że Polaków z Rosjanami łączy więź cywilizacyjna. Przywódca endecji postrzegał Rosję z perspektywy człowieka zapatrzonego we wzorce zachodnie (zwłaszcza brytyjskie) – jako barbarzyńskie i zacofane imperium. W tej kwestii właściwie jego stanowisko nie różniło istotnie od punktu widzenia Józefa Piłsudskiego, z którym bądź co bądź politycznie rywalizował.
Maska pośmiertna Romana Dmowskiego na wystawie w Muzeum Warszawy. Fot. Joanna Borowska / Forum
Rzecz jednak w tym, że przyszły marszałek Polski był czołowym działaczem Polskiej Partii Socjalistycznej i miał poglądy lewicowe, choć cechujące się pewną specyfiką. Piłsudski jako orędownik odzyskania przez Polaków niepodległej państwowości inspirował się bardziej polską literaturą romantyczną niż filozofią Karola Marksa. Niemniej w tekście „Jak zostałem socjalistą?” z roku 1903 wyznał, że socjalizm jest nie tylko „ideą szlachetnych ludzi, marzących o uszczęśliwieniu ludzkości, lecz staje się realną potrzebą ogromnej masy ludu pracującego z chwilą, gdy kulturalny i społeczny rozwój umożliwia mu zrozumienie zasad tej idei”. To warunkowało przychylne nastawienie Piłsudskiego do lewicowych ruchów w Rosji, które stawiały sobie za zadanie obalenie caratu.

Tymczasem Dmowski podchodził do sprawy inaczej. Optował za modernizacją ziem polskich, w której wiodącą rolę odegra klasa średnia. Zdecydowanie odrzucał socjalizm – także ten w patriotycznej wersji Piłsudskiego, ponieważ opowiadał się za jednoczącym (etnicznych) Polaków solidaryzmem społecznym. W lewicy widział opcję siejącą antagonizmy między poszczególnymi warstwami społeczeństwa polskiego.

Ta różnica między Piłsudskim a Dmowskim dała o sobie znać podczas wojny polsko-bolszewickiej.

Naczelnik Państwa jako priorytet postawił przed sobą niedopuszczenie do recydywy białej Rosji. Imperium Romanowów było w jego oczach najgorszym wrogiem. Z tego powodu początkowo usiłował się dogadywać z rosyjskimi komunistami. Można tu przypomnieć polsko-bolszewickie negocjacje w Mikaszewiczach w 1919 roku. W ich rezultacie strona polska pozwoliła Armii Czerwonej rozbić ofensywę wojsk generała Antona Denikina. Tyle że nowe państwo polskie nic na tym nie zyskało.

Z kolei Dmowski był przeciwnikiem wzmacniania rosyjskich komunistów i osłabiania obozu białych. Kontestował lewicę – bez względu na to, z jakiego kraju by była.

Dla Piłsudskiego tym, co obciążało bolszewizm była jego rosyjskość. Wojna lat 1919-1921 przekonała polityka, że wódz czerwonej Rosji Włodzimierz Lenin to w gruncie rzeczy kontynuator ekspansjonizmu i despotyzmu carów. Piłsudski zatem patrzył na rosyjski komunizm głównie w kategoriach relacji międzynarodowych i lokalnej tożsamości tego projektu.

Inaczej było z Dmowskim. Dostrzegał problem lewicowych koncepcji, które napływały do Polski także z Zachodu i nie miały rosyjskich korzeni. Już w roku 1903 w „Myślach nowoczesnego Polaka” oznajmił wprost: „Dziś jako główny wróg idei narodowej i narodowego państwa występuje międzynarodowy i zarazem antyreligijny radykalizm bądź jako niezorganizowany prąd umysłowy, bądź jako organizacja wolnomularska”. W książce tej piętnował doktrynę „praw człowieka”. O hasłach rewolucji francuskiej (zawartych m.in. w sloganie „Wolność, Równość, Braterstwo”) pisał, że „stały się firmą najbrudniejszych szalbierstw oraz wyrazem nowych form niewoli, nierówności i bezlitosnego wyzysku”.

Nic więc dziwnego, że obecnie lewica w Polsce nie postponuje pamięci o Piłsudskim – przynajmniej z czasów jego aktywności w PPS. Nie słychać postulatów, żeby demontować pomniki marszałka Polski. Natomiast inaczej jest z Dmowskim, o czym świadczą choćby wydarzenia w Radzie Warszawy.

Nowa mapa Warszawy. Rondo Owulacji zamiast Jazdy Polskiej?

Ulica Orla to symbol patriotyzmu tromtadrackiego, żywiącego się niechęcią do innych, Lwowska i Inflancka brzmią jak pochwały polskiego kolonializmu.

zobacz więcej
Antykomunizm Piłsudskiego skłania do jednostronnego upatrywania wroga Polski wyłącznie w Rosji – nie bacząc na to, kto nią rządzi. Oczywiście w okresie międzywojennym marszałek Polski widział też zagrożenia ze strony Niemiec, ale dziś za Odrą jest państwo, które po roku 1945 zostało głęboko przeorane. Nie można tego podmiotu porównywać z którąkolwiek Rzeszą.

W myśli Dmowskiego są zaś wskazówki dotyczące inżynierii społecznych rodem z Zachodu, które w Polsce chce realizować lewica. Dlatego antykomunizm lidera Narodowej Demokracji jest dużo bardziej pogłębiony niż ten Piłsudskiego i nie ogranicza się do antybolszewizmu czy antysowietyzmu.

To jest istotne w XXI wieku. Mamy dziś bowiem do czynienia z nowym egalitaryzmem, dążącym do faktycznej likwidacji wszelkich granic zarówno na politycznej mapie Europy, jak i w życiu społecznym poszczególnych narodów. Chodzi o pomysły, które dalekosiężnie zakładają zniesienie „dyskryminujących” podziałów na państwa, rasy, religie, role w rodzinie, płcie.

W tej sytuacji lewica w Polsce, aby unieważnić dorobek Dmowskiego, nie tylko wytyka temu politykowi antysemickie opinie, ale i stara się mu przyprawić gębę skompromitowanego rusofila. Dzieje się tak również dlatego, iż Polacy chętnie akceptują przekaz, że Wschód stanowi źródło tego, co wsteczne, zaś Zachód – tego, co postępowe.

Sprzyja temu zresztą fakt, iż obecny prezydent Rosji Władimir Putin stroi się w szaty konserwatysty. Ten, kto w Polsce jednak wyciąga z tego wniosek, że konserwatyzm we współczesnym świecie to wybór proputinowski i z tej przyczyny staje po stronie lewicy, tak naprawdę wchodzi w rolę przyszykowaną dla niego przez Kreml.

Inna rzecz, że Putinowi zdarza się coś powiedzieć, z czym trudno się nie zgodzić. Niedawno w polskich mediach szerokim echem odbiło się wystąpienie prezydenta Rosji na tegorocznym posiedzeniu Klubu Wałdajskiego (w Tygodniku TVP analizował je Konrad Kołodziejski ). W nim Putin nie zostawił suchej nitki na zachodniej lewicowej poprawności politycznej.

Publicysta i były polityk Jan Rokita w wywiadzie, którego udzielił Marcinowi Mamoniowi na łamach „Dziennika Polskiego”, skomentował to wydarzenie następująco: „Przeszło sto lat temu [Piotr] Stołypin [premier Rosji w latach 1906-1911] słusznie przestrzegał przed nadchodzącą groźbą nihilistycznej rewolty, która podpali świat. A jednocześnie kazał wieszać na stokach warszawskiej cytadeli polskich patriotów od Piłsudskiego. I co? Czy dlatego że był wizjonerem, gdy idzie o niebezpieczeństwo bolszewizmu, to mieliśmy stać się wasalami carskiej tyranii?”.
Po czym dodał: „Teraz jest dokładnie tak samo. Parę tygodni temu Putin wygłosił świetną mowę (...). Ironizował, iż Rosja miała już swoją rewolucję bolszewicką, więc dobrze wie, do czego prowadzi to wszystko, co dzieje się teraz na Zachodzie: agresywne wymazywanie własnej historii, odrzucenie religii, próba zmiany sensu takich rzeczy jak rodzina, ojcostwo, macierzyństwo, a nawet płeć. Czy Putin ma rację? Oczywiście, że ma. Ale czy z tego powodu mamy się stać wasalami agresywnej putinowskiej tyranii? Przecież to jawny absurd”.

Kiedy w roku 1991 krach Związku Sowieckiego przypieczętował ostatecznie klęskę komunizmu, można było to uznać za pośmiertne zwycięstwo Piłsudskiego nad Rosją – i tą czerwoną i tą białą – bo przecież na gruzach ZSRR zamiast restauracji imperium Romanowów powstało mnóstwo nowych państw. Szkopuł w tym, że owszem, państwo sowieckie sczezło, ale lewicowe pomysły na naprawę świata – nie.

Jak słusznie zauważył w roku 1989 włoski myśliciel Augusto Del Noce, marksizm skonał na Wschodzie, ponieważ był wdrażany na Zachodzie. Gdyby Dmowski żył pod koniec lat 80. XX wieku prawdopodobnie by się z tym stwierdzeniem zgodził. To, że lewica w Polsce chce wyrugować pamięć o przywódcy endecji z przestrzeni publicznej, jest ilustracją tego, że rozpoznała ona siłę tkwiącą w myśli tego polityka.

– Filip Memches

TYGODNIK TVP, ul. Woronicza 17, 00-999 Warszawa. Redakcja i autorzy

Zdjęcie główne: Kontrmanifestacja zorganizowana przez ruch Obywatele RP na trasie II Hajnowskiego Marszu Żołnierzy Wyklętych. w lutym 2017 roku. Fot. PAP/Artur Reszko
Zobacz więcej
Felietony Najnowsze wydanie
Tymczasowość to norma w tym zawodzie
Tu nie ma, że tatuś załatwi. Nic nie znaczą układy partyjne czy koneksje towarzyskie.
Felietony Najnowsze wydanie
Co znaczy „Z”
Komentarze Piotra Młodożeńca w Tygodniku TVP.
Felietony Najnowsze wydanie
Zdobycie Mariupola
Andrzej Krauze dla Tygodnika TVP.
Felietony Najnowsze wydanie
To ukraiński patriotyzm i tradycja uwierają Kreml
Skrzydła są atrybutem świętego Michała Archanioła, patrona Kijowa, którego Sowieci rugowali z przestrzeni publicznej.
Felietony Najnowsze wydanie
Druga śmierć Zygielbojma
Mówił o sobie: „ja nie jestem Żydem z Polski, ja jestem polskim Żydem”.