Cywilizacja

Gorączka testosteronu. Koniec zasady fair play w sporcie?

Z krajów, które zrezygnują z kobiecych norm hormonu, po medale zgłoszą się sportsmenki, które mają go więcej. Tysiące dziewczyn bez zaburzeń będzie płakać.

MKOl. to korporacja przemysłu rozrywkowego. Dawno temu Komitet obrał roboczą linię działania i „ona jest słuszna ta linia”. Każda droga, która prowadzi do celu, jest dobra. Pod warunkiem, że wszystkie prowadzą do kasy. Żeby było zgodnie z duchem korporacyjnym.

Komitet nie ma oporów w wyborze metod. Pokazał, że potrafi być twardy, zmuszając cały świat sportu do igrzysk w pandemii, a Japoński Komitet Olimpijski do totalnej olewki narodu, gdyż 90 procent obywateli było przeciw, w obawie o zdrowie i życie.

Odbiło się to niekorzystnie na wizerunku Thomasa Bacha, prezydenta MKOl., który pozował na supertwardziela, a wyszedł na chciwą hienę. Rzekomo ratując igrzyska, ratował budżet MKOl., narażając na zarazę mnóstwo ludzi.

Być może z tej przyczyny Bach i przyjaciele wykonali kolejny ruch, który ma wykazać, jak empatyczna i troskliwa umie być ta korporacja. W języku marketingu takie gesty służą budowaniu przyjaznego otoczenia społecznego i mają dać zwroty w profitach.

MKOl. ogłosił publicznie, że rezygnuje z testosteronu jako wyznacznika płci dla kobiet trans i z zaburzeniami rozwoju płciowego. Konsultacje w tej sprawie ponoć trwały od 2018 roku, objęły 250 osób, które wzięły udział w 60 spotkaniach.

Róbta co chceta...

Tak ogólna deklaracja nic nie znaczy bez konkretów, które wskazują na podstawę decyzji oraz sposoby wdrożenia jej w życie. Niestety szczegółowych rozwiązań brakuje. Zamiast tego są kolejne ogólniki podpięte pod ogólne postanowienie.

Wszystko to razem tworzy osobliwy rebus, który należy rozwiązać, żeby się zorientować, o co tak naprawdę chodzi. Pierwszą zagadką jest skład konsultantów. Wysłuchano wypowiedzi gejów, lesbijek, osób queer, biseksualnych, międzypłciowych i trans.

Nie pominięto rzecz jasna kategorii cisgender, oznaczającej spójność płci przypisanej przy narodzinach z aktualną tożsamością płciową. Jednak wytyczne MKOl. poświęcają tej grupie znacznie mniej uwagi niż poprzedniej. Skąd tak rożne proporcje ujęcia tematu?

Może stąd, że wcale nie chodzi o to, aby zmierzyć się z kontrowersyjnym zagadnieniem, jakim jest nadmiar testosteronu u niektórych sportsmenek, tylko o to, żeby od niej uciec, zachowując pozory obowiązkowej poprawności.

Wskakuje na to przyjęta metodologia. Swoje wnioski Komitet rozpisał na 10 przykazań, które przedłożył międzynarodowym federacjom w formule rekomendacji na zasadzie „Róbta co chceta!”. To one mają ustalić szczegóły, określić warunki, wyznaczyć granice.

Ten swoisty dekalog to mieszanka mętnego populizmu i pobożnych życzeń niekiedy wręcz sprzecznych jak choćby takie, że „każdy ma prawo do udziału w sporcie”, a zaraz potem „wyeliminowanie przewagi fizycznej kobiet trans...”
Przewodniczący MKOl. Thomas Bach w Atenach w październiku 2021 podczas próbnej ceremoniii zapalenia ognia olimpijskiego. Fot. Milos Bicanski/Getty Images
Tworząc to dzieło MKOl., bardzo się spocił. Dał z siebie wszystko i stwierdził stanowczo, że więcej nie może. Że nie jest w stanie wymusić na federacjach stosowania swoich zasad. Jednak niektóre zaczęły to robić, wypadło średnio i całkiem źle.

Rzekomy kompromis

World Athletics, światowa federacja lekkoatletyki, ambitnie podjęła zadanie. Przez całe lata woziła się z przypadkiem Caster Semenyi, biegaczki z RPA o naturalnie podwyższonym testosteronie. Od niej zaczęły się globalne awantury o płeć sportsmenek.

Pod presją federacji Afrykanka podjęła kurację, znacznie obniżając poziom hormonu, a zarazem wyniki do bardzo przeciętnych. W efekcie zrezygnowała z terapii i znów zaczęła wygrywać. Wtedy dostała ultimatum, które odrzuciła, więc wypadła z gry.

Nie był to jedyny przypadek, dyskusje i kłótnie trwały nadal, toteż World Athletics musiała to jakoś rozwiązać i niestety rozwiązała fatalnie. Trudno zgadnąć, skąd czerpała inspirację. Jeżeli z wiedzy fachowej, to była to raczej hydraulika niż fizjologia.

Stanęło na tym, że wysoki testosteron daje przewagę kobietom biegającym na 100, 400 i 800 metrów, ale nie daje tym, które startują na 200 oraz na dystansach od 1 mili do maratonu. Tak to poukładali w lekkoatletycznej centrali.

Pewnie w zamyśle miał to być kompromis między dwoma obozami. Tym, który uważa, że ponadnormatywny testosteron daje sportową przewagę i tym, który twierdzi, że tak nie jest, bo nie ma na to dowodu. Kompromis okazał się zbędnym absurdem.
Podobnie jak cała reszta jałowych spekulacji. Każdy impreza dostarcza dowodów, że sportsmenki z DSD (różnica w rozwoju płci, w tym przypadku polegająca na nadprodukcji testosteronu) mają fizyczną przewagę nad rywalkami, które normy nie przekraczają.

Po igrzyskach w Tokio zrobiło się głośno o Francine Niyonsaba z Burundi, która zdobyła srebro na 800 metrów. Badania wykazały, że ma zbyt wysoki testosteron. Zgodnie z wytycznymi federacji zabroniono jej startów na tym dystansie. I co?

Szybko zmieniła konkurencję na dłuższe trasy, odniosła parę zwycięstw na 5000 m oraz poprawiła rekord świata na 2000 m, masakrując rzekomy kompromis World Athletics, który niemądrze zakładał, że testosteron pomaga wybiórczo.

Chodzi o zasady

Rekomendacja MKOl. dla świata sportu to czysta hipokryzja. Pozorując próbę rozwiązania problemu, Komitet spycha odpowiedzialność na poszczególne federacje, żonglując demagogią poprawności, uderza w istotę sportu, jaką jest fair play.

Bo co to znaczy „że rezygnuje z testosteronu jako wyznacznika płci dla kobiet trans i z zaburzeniami rozwoju płciowego?” To znaczy, że rezygnuje z podstawowej zasady równości szans, która odróżnia sport od cyrku.

Panie i panowie na ringu, stadionie i torze. A co z transseksualistami?

Organizm mężczyzny, bez względu na to kim się on czuje, i jakie wybrał sobie imię, będzie produkował określone dawki testosteronu.

zobacz więcej
Określony poziom testosteronu, różny dla kobiet i mężczyzn, nie został wymyślony przy biurku. Wynika z wiedzy o funkcjonowaniu ludzkich organizmów. Jego źródłem jest sama natura. A ustalone i przyjęte normy hormonu spełniają kryterium równych szans.

Przecież dokładnie z tej przyczyny wprowadzono do sportu badania antydopingowe. Testosteron w rozmaitych postaciach jest ściśle nadzorowany, a jeżeli przekracza właściwe normy, takie wykroczenie podlega karze. Zawieszenia lub wykluczenia ze sportu.

Już tylko ten fakt – uznania podwyższonego testosteronu za doping, czyli za bodziec, który przynosi nieuprawnione korzyści sportowe – wystarczy, aby zamknąć dyskusję, czy kobiety, które mają go więcej, spełniają warunek równych szans, czy też nie.

Bez względu na źródło nienormatywnego hormonu, organiczne lub zewnętrzne, zasada fair play jest łamana. W tej sprawie chodzi o zasady, na których opiera się sport, a ta jest fundamentalna i wyróżnia to zajęcie.

Jednak gorąca debata, jaką wywołał na świecie przypadek Semenyi, od której wszystko się zaczęło, najmniej dotyczyła sportu. Od razu weszła w fazę pryncypialną. Praw człowieka, dyskryminacji, a przede wszystkim zagadnień płci.

W tę narrację wpisał się MKOl. ze swoją nieszczęsną rezygnacją z testosteronu jako wyznacznika płci. Brawurowe posunięcie zwłaszcza dzisiaj. Gdy ogień idzie z każdej strony i żadna nie ustępuje, Thomas Bach z kolegami ogarnęli temat, tyle że nie ten, co trzeba.

MKOl. robi unik

MKOl. nie ma żadnych kompetencji do definiowania płci przez akceptację lub rezygnację z wyznaczników. Takie ujęcie zaognia sprawę, odwraca uwagę od istoty problemu, jakim jest przestrzeganie zasad sportu. Nie prowadzi to do celu, wiedzie drogą donikąd.

Od tego Komitetu nikt nie oczekuje uczonych wyroków, kto jest kobietą, a kto jest mężczyzną. Ale do niego należą decyzje, kto może rywalizować na arenach, bo trzyma się przyjętych reguł, a kto nie może, bo je łamie. Lecz MKOl. robi unik.

Nie chce ponosić skutków konkretnej i jasnej decyzji. Boi się reakcji świata bardzo skłóconego w tej sprawie, ewentualnych protestów społecznych, politycznych nacisków, a najbardziej utraty sponsorów.
Nowozelandzki sportowiec Laurel Hubbard jako mężczyzna odnosił umiarkowane sukcesy. W 2012 roku zmienił płeć i jako kobieta został jednym z najwybitniejszych ciężarowców w swoim kraju. Zakwalifikował się nawet na igrzyska olimpijskie w Tokio 2020, gdzie jednak spalił wszystkie próby. Fot. David G. Mcintyre / Zuma Press / Forum
Tymczasem sport, jak każda dziedzina aktywności zawodowej, ma pewne podstawy, na których się opiera i pewne ramy, w których funkcjonuje. A równe szanse na starcie są warunkiem kanonicznym.

Niestety szeroka dyskusja, czy kobiety z DSD mogą rywalizować z normatywnymi, podryfowała od początku w złym kierunku. Głupawe wypowiedzi, także osób publicznie znanych w rodzaju „Ta baba to przecież chłop” utrwaliły ten myślowy stereotyp.

W dylematach, czy kobieta z wysokim testosteronem jest jeszcze kobietą czy już mężczyzną, nie ma logiki. Gdyż gdyby nie była kobietą, nikt by od niej nie wymagał zbijania tego hormonu do wartości ustalonej w sporcie dla kobiet. Zresztą cała ta dyskusja jest zastępcza.

Nawiasem mówiąc farmakologiczne obniżanie testosteronu nie jest operacją na otwartym sercu. Można to zrobić i uprawiać sport, chociaż ze słabszymi wynikami, więc mniejszymi zarobkami. Stąd argumenty o wykluczeniu, dyskryminacji itp.

Rekomendacja MKOl. niczego nie wyjaśnia, niczego nie nakazuje i nie zabrania. Każdy będzie ją czytał jak chce i robił, co chce, gdyż szacowny Komitet umył ręce i stulił głowę. Nie tylko zostawił ten bałagan koncepcyjny, lecz skutecznie go powiększył.

Ale spokojnie, może być gorzej. Jeżeli poszczególne federacje zrezygnują z kobiecych norm testosteronu, po medale zgłoszą się tylko nieliczne sportsmenki, które mają go więcej. Tysiące dziewczyn bez zaburzeń rozwojowych, będzie sobie patrzeć z daleka i płakać.

– Marek Jóźwik

TYGODNIK TVP, ul. Woronicza 17, 00-999 Warszawa. Redakcja i autorzy

Zdjęcie główne: Testosteronowe reprezentantki RPA Caster Semenya i Burundii Francine Niyonsaba na starcie biegu na 2 tys. metrów w podparyskim Montreuil w czerwcu 2019. Fot. PHILIPPE WOJAZER / Reuters / Forum
Zobacz więcej
Cywilizacja Najnowsze wydanie
Nasze ulubione piosenki są „gimnastyką mózgu”
Muzyka dała początek… fizyce. Pomaga nawet w matematyce.
Cywilizacja Najnowsze wydanie
Kobieta bez twarzy. Nie chciała być rozpoznana nawet po śmierci
Czy była szpiegiem? Albo należała do gangu i miała status świadka koronnego?
Cywilizacja Najnowsze wydanie
Pożyteczni idioci Putina
Deklaracje polityków i myślicieli związanych z zachodnią lewicą dotyczące rosyjskiej napaści na Ukrainę mogą zaskakiwać.
Cywilizacja Poprzednie wydanie
Wolność od rosyjskiego gazu
Niebawem Polska uzyska dostęp do złóż izraelskich i egipskich.
Cywilizacja Poprzednie wydanie
Identyczne bliźnięta nieidentyczne
Są od siebie genetycznie różne. Czy tylko jedno może mieć skłonność np. do raka?