Historia

SB nagrała, media wyemitowały. Największy sukces komunistycznej propagandy w czasach legalnej Solidarności

Okoliczności zarejestrowania, a następnie nadania w Telewizji Polskiej i Polskim Radiu zapisu z posiedzenia władz związku w Radomiu z 3 grudnia 1981 r. to materiał na film sensacyjny (z elementami komediowymi).

3 grudnia 1981 r. w Radomiu odbyło się nieformalne spotkanie członków Prezydium Komisji Krajowej NSZZ „Solidarność” oraz przewodniczących poszczególnych regionów. Wzięli w nim też udział związkowi eksperci oraz zaproszeni goście (Jan Kułaj – przewodniczący NSZZ „Solidarność” Rolników Indywidualnych oraz Jarosław Guzy – przewodniczący Krajowej Komisji Koordynacyjnej Niezależnego Zrzeszenia Studentów).

Początkowo do udziału w obradach nie dopuszczono związkowych doradców – na salę mogli wejść dopiero godzinę po rozpoczęciu posiedzenia. Pół godziny później zdecydowano się na nie dopuścić również część dziennikarzy związkowych (m.in. „Tygodnika Solidarność” i Agencji Prasowej „Solidarność”). Zakazano im jednak nagrywania posiedzenia oraz publikowania szczegółowych sprawozdań z niego. Chodziło oczywiście o zachowanie poufności obrad, które były bardzo burzliwe i trwały około 12 godzin (wraz z przerwą przeznaczoną na spotkanie części członków Prezydium KK z załogami radomskich zakładów pracy). I nic dziwnego – posiedzenie odbywało się w niezwykle napiętej sytuacji.

Jak wspominał po latach jeden z jego głównych bohaterów Jan Rulewski, w 1981 r. przewodniczący Zarządu Regionu Bydgoskiego: „strajk w Wyższej Szkole Pożarniczej zakończył się spektakularną porażką […] Rozmowy z rządem załamały się”. Ponadto – jak dodawał – już w trakcie posiedzenia radomskiego „dotarły do nas nowe informacje o ukrywanych działaniach władz. Chodziło o ograniczenie prawa do strajku dla związków zawodowych. W ustawach nadzwyczajnych przewidziano sądy wojskowe i rozwiązywanie związków”.

Tak ten okres opisywał z kolei „na gorąco” Jacek Kuroń, w tym czasie doradca Komisji Krajowej: „Pamiętam grozę i nastrój bezradności towarzyszący nam w samochodach wiozących nas na spotkanie z przewodniczącymi wielkich regionów”.

Warunki porozumienia

W tej atmosferze niektórzy przywódcy związku optowali za radykalnymi rozwiązaniami. I tak np. Rulewski proponował cofnięcie mandatu zaufania udzielonego ekipie premiera Wojciecha Jaruzelskiego. Sugerował on, aby „w okresie przejściowym powołać rząd tymczasowy, który by kontrolował gospodarkę, aparat bezpieczeństwa i środki masowego przekazu”. Twierdził przy tym, że to Solidarność może dać Moskwie lepsze gwarancje odnośnie jej interesów wojskowych niż władze PRL.

Wzywał związek do walki o przedterminowe wybory do Sejmu – 55 proc. miejsc miałoby w nich przypaść Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej i jej sojusznikom (Zjednoczonemu Stronnictwu Ludowemu i Stronnictwu Demokratycznemu), 25 proc. zorganizowanym bezpartyjnym, a 20 proc. pozostałym organizacjom i stowarzyszeniom (później władze PRL – za pośrednictwem „Trybuny Ludu” – proporcje te przedstawiały zupełnie inaczej: PZPR i sojusznicy – 25 proc., Solidarność – 25 proc., Konfederacja Polski Niepodległej, Znak i pozostali – 50 proc.).
Radom, 4 grudnia 1981. Fot. PAP/CAF/Wojciech Stan
W sytuacji. kiedy wyraźnie narastał konflikt władz PRL z NSZZ „Solidarność” nie powinno też dziwić twarde stanowisko przyjęte przez przywódców związku w Radomiu. Stwierdzali oni w nim m.in.: „Rozmowy o porozumieniu narodowym wykorzystane zostały przez stronę rządową jako parawan, osłaniający przygotowania do ataku na Związek. W tej sytuacji dalsze pertraktacje na temat porozumienia narodowego stały się bezprzedmiotowe”. W przypadku uchwalenia ustawy o nadzwyczajnych pełnomocnictwach dla rządu przez Sejm zapowiedzieli 24-godzinny ogólnopolski strajk protestacyjny, a w przypadku wprowadzenia ich w życie strajk powszechny.

Jako minimalne warunki porozumienia narodowego wymieniali:

1) zaprzestanie represji antyzwiązkowych,

2) przedstawienie Sejmowi ustawy o związkach zawodowych w wersji uzgodnionej z przedstawicielami Solidarności,

3) demokratyczne wybory do rad narodowych wszystkich szczebli,

4) uszanowanie związkowej kontroli nad gospodarką narodową (zwłaszcza nad zasobami żywności),

5) zapewnienie Społecznej Radzie Gospodarki Narodowej realnego wpływu na decyzje rządowe i możliwość kontroli nad polityką społeczno-gospodarczą rządu,

6) dostęp Solidarności, Kościoła i „innych ośrodków opinii publicznej” do radia i telewizji.

50 tys. za nagranie

Obrady były gorące, ale najciekawsze rzeczy działy się za kulisami. Przebieg posiedzenia planowali zarejestrować funkcjonariusze radomskiej Służby Bezpieczeństwa. Zamontowali oni podsłuch w trzech wytypowanych wcześniej salach, ale działania organizatorów spotkania – głównie Andrzeja Sobieraja (przewodniczącego Prezydium Zarządu Międzyzakładowej Komisji Regionalnej Ziemia Radomska i członka Komisji Krajowej) – pokrzyżowały te plany, wybrali inne pomieszczenie. Nie przeszkodziło to jednak SB, a dokładniej jej dwóm lub trzem tajnym współpracownikom w nagraniu fragmentów posiedzenia radomskiego.

Byli nimi szef pilskiej Solidarności Eligiusza Naszkowski oraz przewodniczący Zarządu Regionu Słupsk Wojciech Zierke, czyli TW „Grażyna” i „Jola”. Obaj wspomniani byli niezwykle cennymi – używając żargonu SB – osobowymi źródłami informacji, wręcz perełkami. Niewykluczone, że obrady zarejestrował również tajny współpracownik „Marcin” z Wrocławia, ale nie przekazał on swym przełożonym z bezpieki nagrania.

Zagadkę postawy TW „Marcina”, czyli Andrzeja Konarskiego – członka Zarządu Regionu Dolny Śląsk, a także członka Prezydium KK, zdaje się tłumaczyć jego charakterystyka z sierpnia 1981 r.: „W dotychczasowej współpracy szczery i prawdomówny, chociaż nadrzędnym interesem dla niego jest działalność związkowa (nie wykona zadania, które godziłoby w podstawowe interesy związku)”.

Jak Solidarność „drażniła niedźwiedzia”

Wałęsa, Buzek i Kuroń usiłowali zablokować przegłosowanie dokumentu.

zobacz więcej
Wracając do tych, którzy zrealizowali zadanie postawione im przez Służbę Bezpieczeństwa, to wykonali je (zarówno Naszkowski, jak i Zierke) mimo, że byli podejrzewani, a nawet wręcz publicznie oskarżani o współpracę z bezpieką. Ten pierwszy z zarzutów pod swoim adresem tłumaczył się w regionie, a informowani o nich byli tacy liderzy związku, jak Lech Wałęsa czy Andrzej Gwiazda, z kolei tego drugiego miał nawet kazać śledzić sam Kuroń… Mimo tego zarejestrowali oni fragmenty (nie wszyscy przemawiający zgadzali się na nagrywanie) tego poufnego posiedzenia i to w dodatku zupełnie oficjalnie, na związkowym sprzęcie „pod pretekstem dokładnej ich relacji w regionach”…

I tutaj kolejna ciekawostka. O ile TW „Grażyna” otrzymał za wykonane zadanie 50 tys. zł (przeciętna miesięczna płaca w 1981 r. wynosiła niespełna 7,7 tys. zł, a popularny „maluch”, czyli Fiat 126p, kosztował oficjalnie 130 tys. zł), to TW „Jola” nie dostał ani złotówki. Mało tego, Naszkowskiemu zrefundowano nawet mandat za wypadek samochodowy spowodowany przez niego podczas powrotu z Radomia do Piły. I to mimo, że nie miał on żadnego związku z zadaniami wykonywanymi przez niego dla SB. Doceniono jego ewidentne zaangażowanie.

Zapewne nie bez znaczenia był również fakt, że do stolicy nagranie Zierkego dotarło „ze znacznym opóźnieniem”, podczas gdy te dokonane przez Naszkowskiego znalazło się w Warszawie już 4 grudnia. Było to możliwe dzięki temu, że przekazał on je Służbie Bezpieczeństwa jeszcze w dniu posiedzenia, około godz. 23.00.

Rozbite biurko redaktora

Z nagraniem zapoznawały się kolejne osoby. Zapewne jako pierwszy taśmę otrzymał minister spraw wewnętrznych Czesław Kiszczak. Potem trafiła ona do I sekretarza Komitetu Centralnego PZPR i premiera Wojciecha Jaruzelskiego, wicepremiera Mieczysława Rakowskiego, rzecznika prasowego rządu Jerzego Urbana oraz sekretarza KC PZPR Stefana Olszowskiego.

To właśnie w tym wąskim gronie podjęto decyzję o propagandowym wykorzystaniu nagrania. 5 grudnia 1981 r. formalną decyzję w tej sprawie – „w trybie pilnym wykorzystać masowo materiały z obrad Prezydium KK w Radomiu” – podjęło Biuro Polityczne KC PZPR. Nie oznaczało to oczywiście udostępnienia oryginalnego materiału, lecz jego odpowiednio przygotowaną, czyli spreparowaną wersję. Co ciekawe zadanie to realizowało nie tylko kilku funkcjonariuszy resortu spraw wewnętrznych (na czele z wiceministrem Władysławem Ciastoniem), ale również dwaj szczególnie zaufani dziennikarze – Kajetan Gruszecki (kierownik Redakcji Publicystyki Polskiego Radia) oraz Jerzy Małczyński (z Naczelnej Redakcji Publicystyki PR). A4
Radom, 4 grudnia 1981. Fot. PAP/CAF/Wojciech Stan
Pracowano w gmachu MSW. Jednak, jak to w peerelowskiej rzeczywistości bywało, przegranie na taśmę radiową okazało się możliwe jedynie w Polskim Radiu…. Wtedy też informacja o przygotowanym przy Rakowieckiej nagraniu dotrzeć miała do Zbigniewa Bujaka i „jego współpracowników” z Regionu Mazowsze. W tej sytuacji – jak się później okazało – bardzo przydatne okazały się podjęte nadzwyczajne środki ostrożności – przechowywanie taśmy w gmachu Ministerstwa Spraw Wewnętrznych i dowożenie jej do siedziby radia dopiero przed kolejnymi emisjami. W nocy bowiem, po pierwszej z emisji, zostało rozbite – jak się można domyślać przez działaczy Solidarności w Komitecie ds. Radia Telewizji – biurko i szafa redaktora Gruszeckiego…

Emisjom radiowym towarzyszyły audycje telewizyjne oraz szeroka kampania prasowa, prowadzona m.in. przez organ Komitetu Centralnego PZPR „Trybunę Ludu”. 7 grudnia 1981 r. opublikowano na jej łamach artykuł o wymownym tytule „Szczerość, która musi przerażać. O co im naprawdę chodzi”. W kolejnych dniach (8, 9 i 10 grudnia) w specjalnie poświęconej obradom radomskim rubryce „Zapowiedzi budzące najgłębszy niepokój. Powiedzieli «Trybunie»” publikowano opinie „przedstawicieli różnych środowisk” na ten temat.

Ważną rolę w tej kampanii odgrywał skierowany głównie do wojskowych „Żołnierz Wolności”. Notabene w wydaniu z 12–13 grudnia pojawiły się w nim sugestie, że żadnego podsłuchu nie było, a „przeciek” miał „spowodować ktoś z obecnych na naradzie, ktoś z zaufanych”. „Może to był Jan Rulewski, może Seweryn Jaworski lub Zbigniew Bujak, może Karol Modzelewski, a może wreszcie sam «ojciec chrzestny» mafii – Kuroń” – wskazywano „podejrzanych”. Kampania miała jasny cel: przekonanie społeczeństwa (a raczej jego części), że Solidarność dąży do konfrontacji, do krwawego starcia z władzami, a w tej sytuacji wprowadzenie stanu wojennego koniecznością.

Materiały dla papieża

Nie sposób dzisiaj ocenić, na ile ta kampania propagandowa była skuteczna. Warto jednak zacytować ponownie zapiski Jacka Kuronia: „Ciekawe, że ludzie nie mówili o tym, że chcemy obalić władzę, ale oburzali się na natchnionego Jaworskiego, który groził: «Lechu, jak nas zdradzisz, to ja i inni hutnicy utniemy ci głowę». Denerwowali się, że się w ogóle kłócimy, bo to, że taśmy były spreparowane, to jasne było dla wszystkich”.

Zupełnie inaczej widziały to oczywiście władze PRL. Jak stwierdzał Wojciech Jaruzelski podczas posiedzenia Biura Politycznego w dniu 22 grudnia 1981 r.: „Po Radomiu wielu przejrzało, dostrzegło niebezpieczeństwa”.
Jak z kolei relacjonowała na antenie Radia Wolna Europa Alina Grabowska: „Wykradzione taśmy dźwiękowe zrobiły oszałamiającą karierę. Radio warszawskie nadawało je w kółko i na okrągło przez dwie doby. Telewizja warszawska wyświetlała zdjęcia Wałęsy, zrobione zupełnie kiedy indziej i w innych okolicznościach, i pod ten statyczny obraz podkładało dźwięki z ubiegłotygodniowej narady”. I komentowała: „Wbrew intencjom reżimowych komentatorów, nagrania z Radomia wcale nie rzucają tak złowieszczego cienia na postawy i działania niezależnego związku […] Wyszło z tych nagrań jedno, że związek musi się bronić, że jest nieustannie atakowany przez władze, nieustannie prowokowany, że mu się grozi i go się szantażuje – to jest właśnie ten kontekst, z którego wypowiedzi wyrwano”.

Niezwykle interesujące są również dalsze losy oryginału nagrania wykonanego przez Eligiusza Naszkowskiego. Otóż przekazano je do Urzędu Rady Ministrów, gdzie m.in. na jego podstawie sporządzono i wydrukowano zapis wypowiedzi na posiedzeniu radomskim. Jeden z egzemplarzy stenogramu przygotowanego w URM został następnie wykorzystany przez Służbę Bezpieczeństwa do przygotowania opracowania zatytułowanego „Lech Wałęsa”.

Inny z kolei miał zostać specjalnie opracowany dla Jana Pawła II. Wysłał mu go Jaruzelski w odpowiedzi na jeden z jego listów dotyczących sytuacji w Polsce oraz stanu wojennego.

Oskarżenie z groźbą kary śmierci

W Urzędzie Rady Ministrów ślad po tym nagraniu się urywa. Nie wiadomo, co się z nim działo potem. Najprawdopodobniej zaginęło. Nie można jednak wykluczyć, że trafiło do prymasa Józefa Glempa. Wiadomo bowiem, że taśmy (lub ich kopie) z nagraniem obrad przekazał mu (najprawdopodobniej podczas spotkania w dniu 25 kwietnia 1982 r.) Wojciech Jaruzelski. Tak na marginesie, jego celem wobec wysokich przedstawicieli hierarchii kościelnej było pokazanie „moralno-politycznego oblicza Wałęsy”, aby dać „coś do myślenia Kościołowi”.

Warto w tym miejscu przytoczyć relację ambasadora NRD Horsta Neubauera: „Glemp próbował wykazać, że przywódcy Solidarności, a zwłaszcza Wałęsa, są ludźmi «ze szlachetnymi zamiarami». Tow. Jaruzelski wskazał na obrady w Radomiu i Gdańsku i udowodnił, że przywódcy Solidarności, włączając Wałęsę, zamierzali obalić porządek socjalistyczny, wymordować komunistów”…

Trzeba zresztą przypomnieć, że podczas wspomnianego przez enerdowskiego dyplomatę gdańskiego posiedzenia Komisji Krajowej w dniach 11-12 grudnia 1981 r. podtrzymano stanowisko radomskie sprzed kilku dni. W przyjętej wówczas uchwale w sprawie strategii i taktyki związku stwierdzano: „KK, opierając się na konsultacji przeprowadzonej przez zarządy regionalne, oświadcza, że stanowisko uchwalone 3 grudnia w Radomiu przez Prezydium KK i przewodniczących zarządów regionalnych stało się zgodnym stanowiskiem związku”.
Radom, 4 grudnia 1981. Fot. PAP/CAF/Wojciech Stan
Oba posiedzenia miały zresztą reperkusje po wprowadzeniu stanu wojennego. Część ich uczestników, na czele z Lechem Wałęsą, zamierzano postawić przed sądem. I to mimo abolicji za czyny sprzed 13 grudnia 1981 r. Zamierzano ich oskarżyć z artykułu 123 kodeksu karnego: „Kto, mając na celu pozbawienie niepodległości, oderwanie części terytorium, obalenie przemocą ustroju lub osłabienie mocy obronnej Polskiej Rzeczypospolitej Ludowej, podejmuje w porozumieniu z innymi osobami działalność zmierzającą do urzeczywistnienia tego celu, podlega karze pozbawienia wolności na czas nie krótszy od lat 5 albo karze śmierci” lub ze związanego z nim artykułu 128, w którym była mowa o podejmowaniu tego rodzaju przygotowań, co było z kolei zagrożone karą od roku do 10 lat.

W tym celu Departament III „A” przekazał do Biura Śledczego MSW materiały dotyczące obrad radomskich „zawierające obszerne streszczenia lub omówienia wystąpień biorących udział w tym posiedzeniu działaczy związku, a nadto stenogramy niektórych wypowiedzi w dyskusji”. Jednak do procesu ostatecznie – mimo zaawansowanych przygotowań – nie doszło. Nie bez znaczenia był fakt, że MSW nie dysponowało oryginałami nagrań, które trafiły do URM i zaginęły. Niewykluczone zresztą, że to właśnie one stały się podstawą niekompletnego stenogramu posiedzenia Prezydium Komisji Krajowej NSZZ „Solidarność” i przewodniczących regionów opublikowanego na lamach podziemnej „Krytyki” w 1986 r.

Wachowski nagrywa Wałęsę

To jednak nie koniec tej niezwykłej historii. Powróciła ona już po roku 1989. Otóż w jednym ze swoich wywiadów z początku lat 90. Eligiusz Naszkowski pomówił przewodniczącego Zarządu Regionu Wielkopolska i członka Komisji Krajowej z 1981 r. Zdzisława Rozwalaka o nagranie posiedzenia radomskiego dla Służby Bezpieczeństwa.

Fragmenty obrad, a ściślej wystąpienie Lecha Wałęsy, zrejestrował natomiast Mieczysław Wachowski, który uczynił to na potrzeby przewodniczącego związku. Tak na marginesie to on – sam zresztą podejrzewany o współpracę z bezpieką – jest najczęściej wskazywany jako ten, który zdekonspirował Naszkowskiego. Na podstawie rozmów z uczestnikami obrad ustalił, gdzie kto siedział, a następnie „narysował schemat z uwzględnieniem kierunku i natężenia głosu”. Na tej zaś podstawie miał stwierdził, iż nagrywającym był szef pilskiej Solidarności.

Nie ulega natomiast wątpliwości, że nagranie i wyemitowanie starannie dobranych fragmentów radomskiego posiedzenia władz Solidarności należało do największych sukcesów SB w walce z nim w okresie jego legalnej działalności. Być może nawet największym.

– Grzegorz Majchrzak

TYGODNIK TVP, ul. Woronicza 17, 00-999 Warszawa. Redakcja i autorzy


Autor jest pracownikiem Biura Badań Historycznych IPN
Zdjęcie główne: Radom, 4 grudnia 1981, nieformalne spotkanie członków Prezydium Komisji Krajowej NSZZ „Solidarność” oraz przewodniczących poszczególnych regionów. Na zdjęciu w środku Lech Wałęsa, z prawej Andrzej Sobieraj (przewodniczący Regionu Ziemia Radomska) i z lewej Mieczysław Wachowski. Fot. PAP/CAF/Wojciech Stan
Zobacz więcej
Historia Najnowsze wydanie
Prawdziwe okoliczności pierwszego rozbioru Polski
Spożyjemy hostię: Polskę – pisał król Prus. Manifest zaborców zaczynał się: „W imię Trójcy Przenajświętszej!”
Historia Najnowsze wydanie
Radio dla Warszawy
Stołeczna rozgłośnia była spóźniona o ponad 10 lat w stosunku do innych stacji regionalnych otwartych w Polsce.
Historia Najnowsze wydanie
Żydówka, święta Kościoła katolickiego, patronka Europy
Prosiła, by dołączyć do swej siostry w bydlęcym wagonie. Zginęła w Auschwitz.
Historia Poprzednie wydanie
Polska oaza nauk w carskiej Rosji. Liceum Krzemienieckie
Tylko się uczyć: w ogrodzie 12 tysięcy gatunków roślin, podręczniki z Londynu, instrumenta fizykalne z Paryża – wszystko opłacone zbożem Wołynia.
Historia Poprzednie wydanie
W obozie nie było dobrego człowieka
Podobno ktoś rozpoznał ją na sali sądowej podczas procesu jednego ze zbrodniarzy wojennych. Przyszła się mu przysłuchiwać.