Cywilizacja

Imigranci kolonizują Europę. Dzielnice rządzone szariatem, ulice, na których nie mieszka już żaden biały

Jak to możliwe, że rządzący sprawują władzę wbrew interesom swoich wyborców? Pomocna może być historyjka o żabie, która wrzucona do wrzątku wyskoczy, a wrzucona do zimnej wody i podgrzewana powoli da się ugotować.

Winston Churchill powiedział, że: „demokracja to najgorszy system, ale nie wymyślono nic lepszego”. Ten paradoks godny Oscara Wilde'a oddaje wiarę nie tylko premiera Wielkiej Brytanii, ale wszystkich w Zachodniej Europie, że demokracja parlamentarna nie ma alternatywy. Nie pora dyskutować z dogmatem, bo z nim się nie dyskutuje, ale należy zdać sobie sprawę, co on może ogólnie znaczyć dla przeciętnego naiwnego wyborcy.

Wyborca zapewne mniema, że to on – jeżeli jest w większości – sprawuje władzę, przynajmniej w kilkuletniej, odmierzanej terminem kolejnych wyborów perspektywie. Przecież jeżeli rządzący źle rządzą, nie realizują obietnic, to się ich ponownie nie wybierze. Wybierze się ich politycznych konkurentów. A co jeżeli w zasadniczych dla istnienia społeczeństwa kwestiach konkurencja to to samo? Wtedy Europejczyk może, jak kiedyś Amerykanin u Forda, kupić sobie samochód w każdym kolorze pod warunkiem, że jest to kolor czarny.

Imigracja pobiera zasiłki

W 2011 roku przeprowadzono w Wielkiej Brytanii spis powszechny. Okazało się, że w Londynie rdzenni Brytyjczycy stanowią 44% mieszkańców. Rzecz biorąc kulturowo, to biali jeszcze nie są tam mniejszością tylko dzięki imigracji z krajów Unii Europejskiej. Jeżeli napływ imigrantów na Wyspy z byłych kolonii, państw arabskich i Afryki utrzyma się na obecnym poziomie, to już do połowy tego stulecia większość ludności Londynu nie będzie biała. Jeżeli by nawet zatrzymać tę imigrację, to z powodu większej dzietności tych przybyszy z Trzeciego Świata, którzy już w Londynie są, będą oni stanowić w mieście większość po 2060 roku. Na całych Wyspach rdzenni biali Brytyjczycy przestaną dominować ilościowo do końca stulecia.

Gdyby w latach 40. XX wieku rząd – pierwszy, który uznał, że obywatele Brytyjskiej Wspólnoty Narodów mogą zamieszkać w metropolii na tych samych prawach, co mieszkający tam od pokoleń Brytyjczycy – powiedział wyborcom, że długofalowym celem pozwoleń na imigrację jest wymiana ludności kraju, to długo by nie porządził. Tak naprawdę żaden rząd po wojnie – czy to labourzystowski, czy konserwatywny – nie starał się opanować imigracji na Wyspy z Trzeciego Świata. Trudno podejrzewać polityków myślących w perspektywie kilku lat, że wiedzą, co robią i że robili to z premedytacją.

W latach 70. przyszła moda na różnorodność jako bezapelacyjną wartość. Ludzie ostrzegający przed zachłyśnięciem się multikulturalizmem płacili karierą i kończyli z opinią rasistów lub – co może lepsze – wariatów. Tak jest także w innych krajach Zachodniej Europy z coraz liczniejszą imigracją z Trzeciego Świata. W środowiskach kształtujących opinie oczywiste jest, że Europa to dom dla świata. Gdy Europa uważała, że świat to dom dla Europy, był to kolonializm, który do dziś dręczy co wrażliwsze sumienia. Trzeba zadośćuczynić za przewiny administracji kolonialnych i prozelityzm misjonarzy wobec kolonializowanych Azjatów i Afrykanów. Kolonizatorzy i kolonizowani już dawno nie żyją – tym wydaje się to szlachetniejsze.
Już w latach 50. w brytyjskim Cardiff zamieszkały setki rodzin pochodzących z krajów arabskich, Somalii, Afryki Zachodniej i Grecji. Fot. Bert Hardy/Picture Post/Hulton Archive/Getty Images
Współcześnie częściowo kolonizowani mieszkańcy Wielkiej Brytanii jak najbardziej żyją i coraz mniej im się to podoba. Dzielnice rządzone szariatem, ulice, na których nie mieszka już żaden biały Brytyjczyk, no i koszty utrzymania imigrantów.

W 2011 roku policzono, że imigracja z krajów muzułmańskich w Wielkiej Brytanii rocznie pobiera w zasiłkach o 108 miliardów funtów więcej niż zdołała wpłacić w podatkach. Szczęśliwie imigracja z Europy Wschodniej wpłaca rocznie do brytyjskiego budżetu o 106 miliardów funtów w podatkach więcej niż pobrała w zasiłkach. W pierwszej dekadzie XXI wieku jakoś to się równoważyło. Zapewne do czasu. W wydanej w 2017 roku książce „Przedziwna śmierć Europy” Douglas Murray oblicza średni roczny dopływ na Wyspy nowych imigrantów na 300 tysięcy ludzi.

Jeszcze nikt nikomu nie obcinał głowy

Brytyjczycy – po rasistowsku powiedzmy rdzenni – początkowo byli przychylni imigracji. W latach 50. i wczesnych 60. XX wieku co najwyżej jedna trzecia badanych w sondażach miała zastrzeżenia. Wtedy strumień imigracji był niewielki. W latach 80. i 90. gwałtownie przybrał. Elektoratowi coraz mniej się to podobało. Niezadowolenie z przesycenia Wysp różnorodnością rosło, aż do niekiedy około 75% przeciwników imigracji obecnie. Coraz bardziej niezadowoleni wyborcy wybierali jednak nie zadawalające ich władze. Kto z wyborców miał pamięć dłuższą niż jedne wybory wstecz, to wiedział, że w tej sprawie Partia Pracy i konserwatyści robią właściwie to samo, czyli w sprawie opanowania potoku imigracji nie robią nic.

Dla porządku trzeba oddać sprawiedliwość Partii Konserwatywnej, że będąc u władzy w latach 60., wydawała przepisy regulujące imigrację. Życie pokazało, że regulacje pozostały raczej na papierze, ale były. Zmiana nastąpiła za pierwszej kadencji Tonny’ego Blaira. Już nie trzeba było zaświadczać, że jest się potrzebnym gospodarce brytyjskiej, bo potrzebni stali się wszyscy. Przeciwnicy Blaira i Partii Pracy mówili, że labourzyści zapraszają sobie elektorat w nadziei, że łatwo wpuszczeni z wdzięczności będą na nich głosować. Coś takiego nawet udało się usłyszeć publicznie od jednego z prominentnych działaczy Labour Party. Szybko okazało się, że w swojej partii już nie jest prominentny i w zasadzie to nikt go nie zna.

Zjawisko rządzenia wbrew interesom swoich wyborców jest charakterystyczne także dla Zachodniej Europy kontynentalnej i nie tak łatwo je zrozumieć. Pomocna może być historyjka o żabie, która wrzucona do wrzątku wyskoczy, a wrzucona do zimnej wody i podgrzewana powoli, da się ugotować.

Najpierw jest niewielu imigrantów, można u nich zjeść coś egzotycznego, a stroje powstałe na pustyniach arabskich i w tropiku indyjskim ożywiają ulice miast europejskich. Nikt jeszcze nikomu nie obcina głowy, nie gwałci na ulicy, nie wysadza w powietrze metra i centrów handlowych, nie ma jeszcze tysięcy meczetów ze swoistą eksterytorialnością ich okolic. Równoległe państwa w państwach powstawały powoli, żeby żaba nie wyskoczyła. Wiele wskazuje na to, że w kilku dużych miastach Zachodniej Europy żaba już nie wyskoczy, jest ugotowana.

Europa w cieniu minaretów. 20 lat po „Wściekłości i dumie” Oriany Falacci

Włoska pisarka okazałą się Kassandrą.

zobacz więcej
A co z demokracją, przecież to narody rządzą? Narody wymieniane na inne. Początkowo ludzie musieli kupić opowieść, że to dlatego, iż społeczeństwa zachodnie się starzeją i płodzą coraz mniej dzieci. Żeby zachować życie na dawnym poziomie, trzeba sprowadzić ludzi do pracy, przeważnie prostej, mało płatnej pracy fizycznej, której miejscowi żyjący w coraz większym dobrobycie nie podejmują, a zarazem tych młodych miejscowych jest za mało.

Zaawansowana oikofobia

Pomysł sprowadzenia sobie następnych pokoleń z innego – okazało się, że wrogiego – kręgu kulturowego wydaje się szatańsko makiawelliczny. Mogli na to wpaść jedynie zdrajcy swoich nacji lub obcy agenci. Interesująco brzmi, ale to nie jest prawda. Współczesna demokracja parlamentarna wyhodowała sobie klasę polityczną, czyli ludzi myślących w perspektywie następnych wyborów bez dużej wyobraźni i odpowiedzialności.

Klasa jest inkluzywna i nie trzeba być synem posła czy ministra, aby do niej wstąpić, choć i to się zdarza, szczególnie w Anglii. Polityka wychowuje i kształtuje, formuje nie rodzina, naturalne otoczenie, społeczeństwo czy jego naród – robią to partie. Okazało się, że bardzo skutecznie. W partiach nabywa się technik zaspokajania ambicji, i o wiele więcej tam nie chodzi.

Opis ten nie oddaje sytuacji w zapóźnionej przez komunistyczną zamrażarkę Europie Wschodniej, ale w dojrzałych demokracjach dostrzeżenie różnic w podejściu do imigracji pomiędzy socjalistami i różnej maści konserwatystami czy chrześcijańskimi demokratami wymaga życzliwości, wysiłku i szkła powiększającego. Wszyscy politycy są za, wszystkie elektoraty coraz bardziej przeciw.

Ten sprzeciw nie był od początku wyraźnie artykułowany. Takie partie jak Alternatywa dla Niemiec z miejscami w Bundestagu to nowe zjawisko. Wcześniej przeciwnicy imigracji nie posłowali do parlamentów, byli marginesem politycznym, często w kręgu zainteresowania policji. Reszta społeczeństw godziła się na wszystko. Może nikt nie badał, nikt nie pytał?

Tajemnicą jest zgoda narodów na ich powolny podbój. No, bez histerii – niech będzie podbój kulturowy, jakieś znane dziś formy administracji, lepiej czy gorzej prowadzonej, muszą przecież zostać dla Anglików, Niemców, Holendrów z Azji i Afryki.

Najlepiej wszystko widać na przykładzie Wielkiej Brytanii, bo ona bodaj zaszła najdalej w entuzjastycznej gościnności. Teraz ma ponad 1600 meczetów, strefy szariatu z patrolami religijnymi pilnującymi skromnego ubrania kobiet, także nie muzułmanek, gdy się tam zapuszczą, i sądy szariackie w sprawach cywilnych pomiędzy muzułmanami. Za równie gościnne kraje jak Wielka Brytania można by uznać Francję i Niemcy, ale Wyspy zwracają szczególną uwagę, bo tam ostatni raz obcego żołnierza widziano w XI wieku.
Modlitwy na zakończenie Ramadanu w londyńskim meczecie Baitul Futuh 14 maja 2021. Fot. HENRY NICHOLLS / Reuters / Forum
Brytyjczycy, choćby z racji położenia geograficznego, zbudowali swoją tożsamość na ekskluzywizmie i dumie z kulturalnej inności od reszty Europy. Mistrzowie izolacjonizmu i nawet paternalistycznego lekceważenia wszystkiego, co za morzem, nagle zaczęli przodować w wypieraniu się patriotyzmu (rasistowski), podważać własną tożsamość (ksenofobiczna) i przepraszać za to, że żyją. Zaawansowana oikofobia nie dotyczy tylko Brytyjczyków, ale dziwne, że także ich.

Trzeci Świat wpuszczony do Europy

Kultura Zachodu musiała się zmęczyć sama sobą. Sztuka dużo mówi o epoce, w której powstaje. Schyłkowość i świadomość końca była już oczywista w XIX wieku. Przełom stuleci i początek wieku XX przyniósł spektakularny koniec starych form i narracji. Co można skomponować w dur-mol po Gustawie Mahlerze i Richardzie Straussie? Jaką napisać wielką powieść, które w XIX wieku bywały całymi światami, po Marcelu Prouście i Jamesie Joysie, a po odejściu od mimesis, czyli związku z rzeczywistością można malować już tylko zwidy, koncepcje, urojenia i luźne skojarzenia. Można oczywiście robić to, co do tej pory, ale z poczuciem, że wszystko już było. Nie ma nic do odkrycia, umarła wszelka dynamika.

Zmęczenie, znudzenie formą i treścią, słynne w drugiej połowie XIX wieku „ennui” miało swoją zapowiedź w pogoni za „bon sauvage” (dobrym dzikusem) Jana Jakuba Rousseau w dobie oświecenia. Dzikus był – a raczej marzenie o nim – dobry, bo nietknięty zachodnią cywilizacją, a cywilizacja to lepiej nie mówić. Wszystko, co najgorsze, bo zabija w człowieku pierwotne dobro.
Dobry dzikus był krótkotrwałą modą i nie zapobiegł dekadenckiemu zmęczeniu sobą w kulturze końca XIX wieku. Są tego przykłady francuskie, angielskie i nawet niemieckie. Zmęczenie przeszło w obrzydzenie do siebie i tu literacko wspaniale sprawdził się Witold Gombrowicz. W jego sztuce „Operetka” jest postać Profesora, który każdą kwestię zaczyna od: „Rzyg, rzyg, rzyg...”.

Profesor jest marksistą pochodzącym z burżuazji, stąd spaczonym wyzyskiem klasowym i wszystko, co pomyśli i chce powiedzieć jest przez to obrzydliwe dla niego samego, szczerego marksisty, bo spaczone. Gombrowicz zapowiedział mechanizm obrzydzenia kolonializmem, rasizmem, białym suprematyzmem i zwykłym patriotyzmem oraz staroświeckim i niesłusznym przywiązaniem do swoich kultur narodów Europy.

Muzułmanie nie komponowali i nie pisali za wiele, nie przedstawiali też świata w sztukach plastycznych, bo to, poza niefiguratywnymi deseniami, niezgodne z islamem i nie są przesyceni. A ich fanatyczna wiara bardzo silnie spaja tę wspólnotę, podczas gdy chrześcijaństwo co najmniej od stu lat nie kształtuje oblicza społeczeństw Zachodu.

Trzeci Świat został wpuszczony do Europy – poza narastającym obrzydzeniem Europejczyków do siebie samych – dzięki nowej europejskiej religii praw człowieka.

Tolerancja wymaga wzajemności

Ideowym ojcem „tęczowej” lewicy jest nie Marks, lecz Freud, zaś ideą wiodącą jest uwolnienie libido.

zobacz więcej
Paradoksalnie, wierzący w prawa człowieka wpuścili ochoczo do Europy miliony swoich wrogów. Dawno wygraną bitwę o prawa człowieka Europejczycy będą musieli stoczyć na nowo, jeżeli zdążą. Do Europy przybyły bowiem miliony ludzi uważające kobiety za składnik domowego inwentarza mężczyzny, chcący karać śmiercią za apostazję od islamu, praktykujący zabójstwa honorowe, których jeszcze strach przed europejskim prawem powstrzymuje od praktykowania publicznych egzekucji, z zerową tolerancją dla wszelkich mniejszości.

Wymienić poddanych

Stulecia po wojnach religijnych Europa jest świadkiem mordów wierzących w jeden odłam islamu na praktykujących inny jego odłam. A rasizm Berberów wobec Arabów, a Arabów wobec Murzynów nauczyłby wiele niejednego skinheada. I to całe wczesne średniowiecze sprowadziły na głowę swoim narodom demokratycznie wybierane władze krajów Zachodniej Europy. „Our leaders are the finest men and we ellect them again and again” („Nasi przywódcy to najlepsi z najlepszych i będziemy ich ciągle wybierali”) jak śpiewał ironicznie Pete Seeger w USA o władzach w innej , co prawda, sytuacji politycznej.

Nie byłoby to wszystko możliwe bez osłony, a raczej bez usypiania medialnego zachodnich społeczeństw. Najpierw elity kształtujące masową wyobraźnię, gdy myślały o swoich korzeniach i tradycjach, to musiały czuć to samo, co Profesor w „Operetce”. To zażenowanie, wrogość do siebie samych, wstyd i wreszcie obrzydzenie rozpowszechniły media na masową skalę i żaba nie mogła uświadomić sobie odpowiednio wcześnie, że jest gotowana – ze wstydu właśnie i chęci zadośćuczynienia.

Kolonializm, a raczej jego jednostronna ocena sporo tłumaczy. Zadośćuczynimy teraz tym wyzyskiwanym, oddając im naszą przestrzeń w naszych miastach. To dotyczy Anglii i Francji w mniejszym stopniu Niemiec, za których poczuciem winy dymią piece Holokaustu, w związku z czym sprowadzają do siebie miliony antysemitów. W większości krajów skolonizowanych nie było nic w XIX wieku, gdy tam przyszli Anglicy. Żadnej infrastruktury, medycyny, dróg, kolei oraz państw, a to wszystko po kolonializmie zostało.

Eksploatowano pracę miejscowych i ich bogactwa naturalne, z których większość stawała się bogactwami dopiero dla zachodnich technologii, dla miejscowych były bezwartościowymi kopalinami. Co mieli robić Arabowie jeżdżący na wielbłądach z ropą naftową? Nie mówiąc już o rzadkich metalach potrzebnych tylko w fabrykach Zachodu. Korzyści z kolonializmu nie odnieśli jednak tylko kolonizatorzy. To wielka Brytania zwalczyła handel niewolnikami, którego źródłem były wojny plemienne pomiędzy kacykami afrykańskimi.

Wspomnienie tylko ucisku i wyzysku kolorowych społeczeństw nakręcało poczucie winy, co przechodziło w obrzydzenie do tego, co jest białą, europejską cywilizacją. Poglądy, początkowo elit, upowszechniły media. Dlatego zapewne elektorat, z wyborów na wybory, dawał się usypiać. Może współżycie z przybyszami jest coraz gorsze, ale wobec tego, co my mamy za uszami... Mało kto mówił, władze za bardzo nie pytały i demokracja funkcjonowała i funkcjonuje.
Kolonializm brytyjski w Nigerii, rok 1894. Fot. Hulton Archive/Getty Images
Wszystko jest w porządku, bo to, co robi władza, się coraz bardziej nie podoba, ale nie ma alternatywy, bo w BBC właśnie mówią z entuzjazmem, że jej nie ma. Mówią jeszcze o samych korzyściach z różnorodności, nawet ekonomicznych, co jest wierutną bzdurą, ale trochę podkręcają statystyki. Władze mają mandat, bo uśpieni i zawstydzeni wyborcy na nie legalnie głosują. Czy dynastii władców absolutnych udałoby się w jedno stulecie wymienić poddanych, co teraz grozi Wielkiej Brytanii? Nie zdarzyłaby się po drodze jakaś dekapitacja pomazańca?

Obronimy naszą wyspę…

W demokracji turbodoładowanej kulturą masową to nie grozi, bo wyprane mózgi wyborców już nie potrzebują innej klasy politycznej tylko tą, jaka im się trafiła. Elektoratom wmówiono, że chcą tego, co robią z nim politycy. W życiu dorastających po drugiej wojnie światowej zmieniło się wszystko, a szczególnie poczucie własnej wartości. Proces dowodzi przy okazji, że media i kultura masowa to władza i to w randze ważności chyba nie dopiero czwarta.

Winston Churchill powiedział w obliczu zagrożenia ze strony klasycznego uzbrojonego najeźdźcy: „Obronimy naszą Wyspę bez względu na cenę, będziemy walczyć na plażach, będziemy walczyć na lądowiskach, będziemy walczyć na polach i na ulicach, będziemy walczyć na wzgórzach, nigdy się nie poddamy”.

Metody nie na czas pokoju, ale inny cytat z Churchilla z czasów wojny idealnie się nadaje na czasy pokoju. Churchill, gdy mu zarekomendowano obniżenie nakładów na kulturę z uwagi na potrzeby wojenne, miał odpowiedzieć: „Obniżyć finansowanie kultury – to o co my, do cholery, prowadzimy tę wojnę?”

Egoistycznym i małostkowym akcentem optymistycznym jest przekonanie Douglasa Murraya, autora „Przedziwnej śmierci Europy”, że w drugiej połowie stulecia Europa Zachodnia na pewno nie będzie już sobą, ale Chiny będą Chinami, Indie Indiami, a Europa Wschodnia Europą Wschodnią.

– Krzysztof Zwoliński

TYGODNIK TVP, ul. Woronicza 17, 00-999 Warszawa. Redakcja i autorzy

Zdjęcie główne: Anjem Choudary, działający w Londynie radykalny islamski duchowny, który wzywał doi wsparcia Państwa Islamskiego. Fot. Velar Grant / Zuma Press / Forum
Zobacz więcej
Cywilizacja Najnowsze wydanie
Nasze ulubione piosenki są „gimnastyką mózgu”
Muzyka dała początek… fizyce. Pomaga nawet w matematyce.
Cywilizacja Najnowsze wydanie
Kobieta bez twarzy. Nie chciała być rozpoznana nawet po śmierci
Czy była szpiegiem? Albo należała do gangu i miała status świadka koronnego?
Cywilizacja Najnowsze wydanie
Pożyteczni idioci Putina
Deklaracje polityków i myślicieli związanych z zachodnią lewicą dotyczące rosyjskiej napaści na Ukrainę mogą zaskakiwać.
Cywilizacja Poprzednie wydanie
Wolność od rosyjskiego gazu
Niebawem Polska uzyska dostęp do złóż izraelskich i egipskich.
Cywilizacja Poprzednie wydanie
Identyczne bliźnięta nieidentyczne
Są od siebie genetycznie różne. Czy tylko jedno może mieć skłonność np. do raka?