Rozmowy

Mikroskopia jest jak obraz. O sztuce w nauce i nauce w sztuce

Gdy obcujemy ze sztuką, to nasz mózg wchodzi w tzw. tryb twórczej inspiracji, która poprzedza kreatywne działanie. Ujmując to inaczej: artykuł naukowy, który piszemy, może być trochę lepszy, bardziej interesujący, jeśli dzień wcześniej odwiedzimy jakąś galerię sztuki współczesnej – mówi prof. dr hab. Adam Szewczyk, pomysłodawca i współorganizator projektów „Art and Science”, a jednocześnie biochemik i badacz kanałów jonowych w Instytucie Biologii Doświadczalnej im. Marcelego Nenckiego Polskiej Akademii Nauk.

TYGODNIK TVP: Pięknie się nazywa ten animowany przez pana projekt: „Art & Science”. Czy nauka i sztuka mają o czym rozmawiać i mają jak? Czy istnieje ich wspólny język?

ADAM SZEWCZYK:Współcześnie dystans między sztuką i nauką jest duży tylko pozornie. Dawno temu naukowiec i artysta to prawdopodobnie była ta sama osoba…

Taki ktoś nazywał się szaman. Zajmował i tym, żeby ludzie nie chorowali, i żeby nauczyli się wreszcie wytopu metali, i żeby ściany jaskiń i domostw, a nawet ludzkie ciała były ozdobione rytualnie.

Fundamentalnym zatem jest pytanie, dlaczego naukowcy i artyści mogą ze sobą rozmawiać i czy to jest wartościowe? Są trzy kwestie, które sprawiają, że współpraca między naukowcami a artystami jest możliwa i interesująca. Po pierwsze oba te środowiska są ciekawe świata. Drugi element wspólny to kreatywność. I wreszcie trzecia rzecz ważna dla obu profesji to wolność wyboru przestrzeni działania. Wolność badań i wyboru ich kierunku z jednej strony oraz wolność wyboru ekspresji artystycznej – z drugiej. Ciekawość, kreatywność i wolność intelektualna to są fundamenty pozwalające uczonym i artystom współpracować.

Dla mnie jest tu jeszcze inna łączność, którą wyraża bardziej język francuski niż polski, mianowicie „artisane des sciences”, czyli „sztukmistrz/artysta w nauce”. Tym określeniem obdarza się w świecie naukowym autentycznych mistrzów, ocierających się o geniusz. Jeśli potraktować naukę, jak i sztukę, jako rzemiosło, to są ludzie, którzy wyrastają ponad ten poziom. „Nic bez pasji” i nieustająco śrubowane, własne umiejętności byłyby tu wyznacznikiem…

Istnieje na pewno mistrzostwo warsztatowe, ale przychodzi ono z czasem. Ja, inicjując projekty „Art & Science”, poszukiwałem raczej pewnych idei wspólnych, które mogłyby stanowić płaszczyznę do komunikacji pomiędzy naukowcami i artystami.
Wernisaż wystawy Art & Science „Siła struktur biologicznych” w Centrum Neurobiologii, Instytut Nenckiego PAN, 13 stycznia 2020 roku. Po prawej stronie praca prof. Mirosława Pawłowskiego „Kamuflaż-Skan 4 Blue”, 2019. Fot. Anna Mirgos
A skąd panu do głowy przyszedł pomysł na „Art & Science” i decyzja, żeby go realizować?

To było dosyć banalne. Fundamentem wszystkich projektów, które realizujemy już od 2017 roku, było moje zainteresowanie i pasja do sztuki współczesnej. Bywa ona skomplikowana. Jeżeli ktoś sztuki współczesnej nie lubi, to miałby kłopot z realizacją takiego projektu. Ja lubię sztukę współczesną, uważam, że jest niesamowicie inspirująca i interesująca.

Tu ośmielę się zauważyć, że zarówno nauka, jak i sztuka zawsze były współczesne i zawsze były niezrozumiane przez większość społeczeństwa, o ile były wielkie. Niewielu rozumiało Galileusza i nadal niewielu rozumie metodę naukową, którą wprowadził, i równie niewielu rozumiało dzieło Michała Anioła w Kaplicy Sykstyńskiej. Dobrze zatem dla potomności, że ówczesny papież rozumiał i za nie zapłacił, a nie kazał zamalować. Jest więc i taka łączność, że nauka i sztuka współczesna są niedocenione, bo w czasach sobie współczesnych są niezrozumiałe.

Tak bywa. Pewna hermetyczność występuje, aczkolwiek pragniemy wykorzystać sztukę współczesną do pokazywania i promowania osiągnięć nauki. Gdy szukamy wspólnych elementów między nauką i sztuką, to warto sobie też uświadomić różnice. Artyści mają np. znacznie większe pole wolności ekspresji niż uczeni. Naukowiec jest cały czas ograniczony prawami przyrody, obserwacjami, które poczynił ktoś wcześniej, dostępem do aparatury etc. Wszystko to sprawia, że artysta jest wolnym w wyrażaniu swych myśli w realizowanych pracach, a naukowiec niekoniecznie.

Jeśli spojrzymy na obraz Salvadora Dali, to nikt mu nie zarzuci, że pokazuje świat niezgodny z prawami przyrody. Z drugiej strony naukowiec, który zacznie opowiadać o perpetuum mobile nie spotka się raczej z aplauzem swoich kolegów po fachu. Nie będzie postrzegany jako osoba o wielkiej wyobraźni, tylko jako ktoś, kto wyraźnie nie odrobił lekcji w szkole podstawowej. Sztuka ma zatem przewagę nad nauką, polegającą na nieograniczonej ekspresji.

Tak, bo w nauce nie ma wprawdzie dogmatów, ale są paradygmaty, wokół których uczeni się obracają, dopóki któryś z nich nie ustali jakiegoś nowego, za co można dostać Nagrodę Nobla z kilku naukowych dyscyplin. Są oczywiście również twierdzenia, na które są ścisłe dowody. Są teorie, które są zasadniczo największą odpowiedzią, którą na danym etapie swojego rozwoju nauka może dać, aby wyjaśnić jakieś zjawisko. I tego się trzymamy. Może nie kurczowo, ale jednak dość mocno. Są też i mody na zajmowanie się czymś… Jednak dla mnie i naukowcy, i artyści mają jedno wspólne podstawowe ograniczenie, którym jest struktura materii. Zegary Salvadora Dalego mogą zatem spływać ze stołu, ale nie da się ich namalować wbrew prawom fizyki, nieklejącą się do płótna farbą, bo grawitacja sprawi, że ten obraz by mu spłynął… Ograniczenia materialne istnieją w obu dziedzinach.

To już natychmiast podaję przykład, który zaprzecza takiemu poglądowi. Otóż w Muzeum Sztuki Nowoczesnej w San Francisco jest pomieszczenie, a w nim zamrażarka, a w niej śniegowa rzeźba –dosłownie bałwan. To dzieło sztuki istnieje tylko dopóki zamrażarka z przezroczystymi drzwiami ma zasilanie. Jest też cała grupa artystów realizujących tzw. sztukę konceptualną, gdzie dzieło, wytwór ich pracy, ma mniejsze znaczenie – liczy się głownie myśl, droga dochodzenia do pewnej konstatacji. W sztuce współczesnej zostały całkowicie porzucone pewne granice, które znamy w dziełach sztuki do końca XIX wieku.

Komputerowa rewolucja kwantowa zmieni świat. Czy Polska weźmie w niej udział?

Trzeba zrobić wszystko, choćby ze środków na odbudowę po pandemii, by zapewnić nam udział w tym przełomie.

zobacz więcej
Z największą szczerością powiem, że szanując Caravaggia, Vermeera, Michała Anioła i wszystkich wspaniałych artystów przeszłości wydaje mi się, że największe wyzwania intelektualne i największa przestrzeń do współpracy naukowca i artysty istnieje od początku XX wieku. Powiem przekornie: od kiedy Marcel Duchamp wprowadził pisuar do galerii sztuki, tak naprawdę nie istnieją granice formalne dla nazwania czegoś dziełem sztuki.

Sztuka współczesna niebywale poszerzyła obszar ekspresji artysty, co z punktu widzenia interakcji artysty i naukowca jest szalenie korzystne.

Jednym zdaniem: co dla pana oznacza „Art & Science”, skoro pan tak nazwał swój projekt?

Starając się to tak po kartezjańsku opisać jednym zdaniem, to powiedziałbym, że jest to sposób na „poruszenie intelektualne”, aby przez interakcję nauki ze sztuką otworzyć sobie w głowie pewne obszary myślenia, postrzegania rzeczywistości, które nie są możliwe, gdy się siedzi w laboratorium osadzonym w pewnych ramach swoich działań. Mam nadzieją, że „poruszenie intelektualne” dotyczy także artystów, którzy w projektach „Art & Science” uczestniczą.

Przez artystów jesteśmy chyba postrzegani jak osoby z innej planety, bo pokazujemy im rzeczy, których oni nigdy wcześniej nie widzieli. Właśnie ów „niepokój intelektualny” to jest fundament projektów „Art & Science”.

Czyli znajduje pan miejsce dla sztuki w działalności naukowej. Czy byłby pan zatem promotorem zakładania w instytucjach naukowych pomieszczeń wystawowych dla dzieł sztuki, rodzaju małej galerii? Żeby uczony mógł oderwać wzrok od swojej codzienności.

Przeprowadzono stosowne analizy i wydaje się, że jeśli przestrzeń, w której pracujemy na co dzień, zawiera elementy sztuki, to jest lepsza dla pracownika. W Instytucie Nenckiego PAN prace artystów, z którymi współpracujemy, nie są zamknięte w szafach, tylko są eksponowane. To jest dobre rozwiązanie.

Doszukałam się, że Fundacja Marcelego Nenckiego Wspierania Nauk Biologicznych [1] od styczniu 2018 r. administruje kolekcją sztuki współczesnej „Nencki Art Collection”, która została powołana przez pana z okazji 100-lecia tego instytutu. Czyli rozmawiamy tu nie o jakichś dalekosiężnych planach, tylko raczej zrealizowanych już marzeniach, które mają swój materialny wymiar od ładnych kilku lat.

Zanim opowiem o „Nencki Art Collection”, którą rzeczywiście postrzegamy jako wyjątkową inicjatywę i przedsięwzięcie, bo nie jest banalne, że w instytucie naukowym PAN istnieje kolekcja sztuki współczesnej, potrzeba kilku słów wstępu. W projektach „Art & Science” są dwie komponenty. „Science” zapewnia Instytut Nenckiego, natomiast „Art” to osobna kwestia, zasługująca na wyjaśnienie.

Kilka lat temu miałem ogromną przyjemność poznać w Przeworsku na Podkarpaciu pana profesora Marka Olszyńskiego z Instytutu Sztuk Pięknych (wcześniej Wydziału Sztuki) Uniwersytetu Rzeszowskiego. Podczas rozmowy zaproponowałem: zróbmy może wspólny projekt artystyczno-naukowy. Profesor Marek Olszyński zareagował entuzjastycznie. Stąd projekty „Art & Science” mają dwóch ojców-pomysłodawców.

Gdy już byliśmy przekonani, że warto, profesor Olszyński zapytał, jaki będzie temat tego spotkania artystów z naukowcami. Opowiedziałem mu o czymś, co jest specjalnością Instytutu Nenckiego PAN, mianowicie o obrazowaniu biologicznym. Współczesna biologia stała się niebywale wizualna. Rozwój mikroskopii, nie tylko elektronowej czy kriomikroskopii, ale przede wszystkim wysoko rozdzielczej mikroskopii fluorescencyjnej sprawił, że widzimy mikroświat komórki w zupełnie inny sposób. Prace dotyczące tych technik były nagradzane Nagrodami Nobla, gdyż rzeczywiście jest to niezwykły przełom ostatnich kilkunastu lat. Zaproponowałem zatem temat pierwszego naszego projektu „Art & Science”: „Obrazowanie biologiczne – inspiracje niewidzialnym światem”. Ten świat, który widzimy w nowoczesnym mikroskopie jest de facto niewidzialny dla artysty.
Ze zbiorów „Nencki Art Collection”. Kamila Bednarska „26.0044”, 2017, technika mieszana, 190×80 cm. Fot. Anna Mirgos
W ten sposób zabraliśmy artystów na „plener”, gdzie pokazywaliśmy im w części naukowej sympozjum, które towarzyszyło projektowi, obrazy mikroskopowe. Tłumaczyliśmy, dlaczego pewne miejsca komórki są widoczne w kolorze czerwonym, inne w zielonym, inne niebieskim, dlaczego dana struktura wygląda tak, a nie inaczej. Spotkaliśmy się w niezwykłym miejscu, na stacji badawczej Instytutu Nenckiego PAN w Mikołajkach i po tygodniu wiedzieliśmy już, że projekt jest sukcesem! Artystom podobały się tematy, stworzyli interesujące prace. To był wrzesień 2017 roku, a pierwsza wystawa prac powstałych w ramach projektu miała miejsce w styczniu 2018 w Instytucie im. Nenckiego. Oczywiście towarzyszyły nam ogromne emocje: jak do rezultatów projektu odniosą się naukowcy?

Nie do końca byłem pewien, jak to zostanie odebrane przez społeczność instytutową, ale po pierwszej wystawie miałem dużo pozytywnych opinii. Okazało się, że na pewne wyniki naukowe możemy patrzeć zupełnie inaczej, że współczesna biologia oprócz treści czysto naukowych jest też wyposażona w element estetyczny, wizualny, który dla artystów jest głównym językiem komunikacji. Wydaje mi się, że to pozwoliło nam realizować kolejne projekty „Art & Science”. Wykorzystaliśmy wizualność współczesnej biologii komórkowej i molekularnej.

Wystawa zrealizowanych prac była później prezentowana też na Uniwersytecie Warmińsko-Mazurskim, bo Instytut Sztuki z tego uniwersytetu też uczestniczył wtedy w projekcie. Później ta wystawa pojechała do Rzeszowa i była prezentowana na Wydziale Sztuki Uniwersytetu Rzeszowskiego. Na koniec otrzymaliśmy darowiznę w postaci kilkunastu prac artystów wykonanych w trakcie projektu. Zadaliśmy sobie pytanie: co dalej? Chcieliśmy, aby prace nie „rozpłynęły się”, więc powołaliśmy kolekcję sztuki, aby dbać o nie, skatalogować je i opisać. Tak powstała „Nencki Art Collection” w Instytucie Nenckiego PAN, którą opiekuje się Fundacja Nenckiego, kierowana przez prezes Hannę Fabczak.

Ci artyści mają zatem autentyczną współpracę z Instytutem Nenckiego PAN, mają tu swego rodzaju plenery i warsztaty z wykładami i demonstracjami, no to potem mają i wernisaże….

Później były kolejne projekty. Drugi dotyczył bioróżnorodności, a trzeci struktur biologicznych. Temat projektu tegorocznego to „Sztuka powstania życia”. W każdym z tych projektów głównym partnerem był prof. Marek Olszyński z Uniwersytetu Rzeszowskiego i grupa wspaniałych, kreatywnych, niezwykle interesujących artystów z tamtejszego Instytutu Sztuk Pięknych, m.in. Mirosław Pawłowski, Piotr Woroniec junior, Magdalena Uchman, Kamila Bednarska i wielu innych. Każdy projekt jest wzbogacony przez wydanie książki opisującej poruszane tematy oraz przedstawiającej prace artystów.

Okazuje się zatem, że nauka, tak jak ją uczeni potrafią artystom przedstawić swoimi eksperymentalnymi obrazami, potrafi być inspirująca! Choć wydaje się nam dość powszechnie enigmatyczna, hermetyczna, wyłącznie dla gików…

Jak spojrzymy na historię sztuki, choć to nie dotyczy wszystkich artystów, to poszukiwali oni w nauce pewnych fundamentów swojej twórczości. Myślę, że owo wspomniane na początku rozejście się ścieżek nauki i sztuki miało, jakby to ująć ewolucyjnie, wspólnego przodka. I choć te kontakty w międzyczasie były nie tak wielkie, to dziś nabrały dodatkowego wymiaru właśnie dzięki wizualności nauk przyrodniczych. Uczeni, którzy rysowali dawniej jakieś egzotyczne rośliny czy zwierzęta, obrazy z sekcji itp., też komunikowali się ze światem poprzez obraz, jednak od kilkunastu lat mamy w tym zakresie niebywałą zmianę. Ilustracje, wykresy i zdjęcia, a nawet tzw. abstrakty graficzne to jądro publikacji naukowej.


Skupiliśmy się wcześniej na tym, co artyści mają z tego, że komunikują się z naukowcami. Widzą bowiem np. nieznany im wcześniej świat „spod mikroskopu”. Warto jednak spojrzeć na to, co naukowcy mają z tego, że się kontaktują z artystami.

Tutaj odpowiedź jest mniej banalna. Ja bym wskazał na trzy rzeczy, które mogą wyjaśnić takie inspiracje naukowców przez sztukę. Oczywiście trudno tu mówić o jakiejś bezpośredniości, bo wolność artysty w swojej ekspresji jest zdecydowanie większa. Wracając do Salvadora Dali, ja bym zatem nie oczekiwał, że jakiś naukowiec zostanie bezpośrednio zainspirowany jego pracami. Pewne jednak elementy pozwalają naukowcom korzystać z kontaktu z artystami.

Pierwsza rzecz to fakt, że sztuka współczesna może wykształcić w odbiorcy pewną zdolność do krytycznego widzenia rzeczywistości. Co przez to rozumiem? Kiedy realizowaliśmy te cztery kolejne projekty, to pytania, pewne pomysły czy komentarze ze strony artystów do naszych prezentacji lub wykładów były absolutnie z innego świata. Artyści są nie tylko inteligentni, bardzo krytyczni w postrzeganiu rzeczywistości. Pytania, które zadawali, nigdy nie byłyby zadane przez innego naukowca w takiej sytuacji. Już samo to wytrącenie z pewnego schematu myślowego, w który popada każdy naukowiec, jest zatem szalenie cenne.

Druga rzecz, która jest takim celem, który cały czas próbujemy realizować, to wykorzystanie działalności artystycznej w takim procesie, który po angielsku nosi nazwę „science communication”. Czyli by wykorzystać sztukę współczesną do opowiadania społeczeństwu o tym, co nauka realizuje. Nauka współczesna jest hermetyczna. Wydaje się, że choć sztuka współczesna też nie jest prosta i oczywista, to łatwiej jest przyciągnąć ludzi na wystawę prac artysty, niż na uniwersytecki wykład. Gdyby się udało zatem wykorzystać sztukę współczesną do komunikowania kwestii naukowych, to byłoby to dla naukowców pożyteczne.

Ostatnia zaś rzecz, która przychodzi mi do głowy, to analizy psychologiczne opublikowane w tym roku
[2]. Badając odbiór sztuki współczesnej pokazano, że gdy obcujemy z nią, to nasz mózg wchodzi w tzw. tryb twórczej inspiracji, która poprzedza kreatywne działanie. Ujmując to inaczej, można sobie wyobrazić sytuację, że artykuł naukowy, który piszemy, może być trochę lepszy, bardziej interesujący, jeśli dzień wcześniej odwiedzimy jakąś galerie sztuki współczesnej. To są trzy przykłady ilustrujące, jak naukowiec może skorzystać z interakcji ze sztuką współczesną.

Chciałabym pana namówić na rozwinięcie nieco myśli, że dla obu stron istotna staje się tzw. publiczność. Czasem to uczony jest publicznością artysty. Bo oba te typy działalności, tak naukowa, jak i artystyczna, choć są głównie wynikiem własnej ciekawości świata, to i w jednej, i w drugiej istnieje pierwiastek – nie chcę go nazwać narcystycznym – który domaga się odbiorcy. Można zapytać, czy gdybyście nie stworzyli dla efektu projektów „Art & Science” specjalnej kolekcji sztuki eksponowanej w Instytucie Nenckiego, to owe dzieła by się sprzedały?

Odpowiem podając przykład z życia. Wydaje się, że wszyscy rodzimy się z pewną ciekawością świata, czy szerzej – po prostu ciekawością tego co nas otacza. Gdy z moją wnuczką Gabrielą udałem się w 2019 roku do Zachęty na wystawę prac współczesnej artystki argentyńskiej Liliany Porter, to odkryłem coś, co jest w sumie oczywiste: małe dziecko ma naturalną ciekawość obserwowania prac artysty, bo nie jest uprzedzone do nich przez opinię innych i wieloletni proces edukacji szkolnej. Dziecko postrzega je z czystej ciekawości. To jest niezwykłe, bo osoby dorosłe zazwyczaj mówią, że nie rozumieją sztuki współczesnej.
Ze zbiorów „Nencki Art Collection”. Marek Olszyński „Żyjątka 2019”, olej na płótnie, 50x50 cm. Fot. Anna Mirgos
Odpowiadając zatem wprost na pani pytanie: prawdopodobnie są osoby, które nie zatraciły tej wrodzonej ciekawości, więc chciałyby zobaczyć, co takiego powstaje na granicy sztuki i nauki, a inni niestety gubią tę wrodzoną ciekawość i nie ma siły, aby wciągnąć ich do galerii, cokolwiek tam jest pokazywane.

W Polsce taki projekt wydaje się dość egzotyczny, ale gdy spojrzeć na to, co robią w podobnej materii na świecie amerykańska National Science Foundation, Europejska Organizacja Badań Jądrowych, Wellcome, Weizmann Institute of Science to okaże się, że wszystkie te prestiżowe instytucje naukowe prowadzą projekty „Art & Science”. W skali globalnej nic tu wielkiego nie wymyślamy, ale dobrze, że w Polsce takie projekty powstają, bo są chyba elementem intelektualnego rozwoju.

Gdzie i kiedy można te wasze rozrastające się zbiory zobaczyć i czy da się tam wejść tak „z ulicy”?

Z powodu pandemii COVID-19 to jest czasami trudne, choć prace te są eksponowane w Instytucie Nenckiego PAN. Jest szansa, że wkrótce będziemy mieli wernisaż czwartej edycji projektu pt. „Sztuka powstania życia”, gdzie próbowaliśmy poszukiwać pewnych estetycznych czy wizualnych efektów związanych z powstawaniem życia w kosmosie. Jeśli nie będzie obostrzeń sanitarnych, to będzie to wystawa otwarta i w takim razie zapraszam wszystkich na warszawską Ochotę do Instytutu Nenckiego PAN. Tam mamy piękną salę, gdzie realizujemy wystawy projektów „Art & Science”. Wydarzenie planowo ma mieć miejsce w grudniu 2021, a jeśli się nie uda, to odbędzie się na wiosnę 2022. Informacje będą dostępne na stronie internetowej Instytutu i w mediach społecznościowych.

– rozmawiała Magdalena Kawalec-Segond

TYGODNIK TVP, ul. Woronicza 17, 00-999 Warszawa. Redakcja i autorzy


Prof. dr hab. Adam Szewczyk jest przewodniczącym Rady Naukowej Instytutu Biologii Doświadczalnej im. Maurycego Nenckiego Polskiej Akademii Nauk. Przez dwie kadencje był jego dyrektorem. W latach 2006–2014 uczestniczył w pracach Federacji Europejskich Towarzystw Biochemicznych (FEBS). Prowadzi badania w obszarze bioenergetyki molekularnej, dotyczące mitochondrialnych kanałów potasowych. Pasjonuje się sztuką współczesną.

Projekty „Art & Science” realizowane są od 2017 roku głównie przez Instytut Nenckiego PAN oraz Instytut Sztuk Pięknych Uniwersytetu Rzeszowskiego oraz wiele instytucji naukowo-artystycznych w Polsce. Dotychczasowe edycje projektów naukowo-artystycznych wykorzystują wizualność współczesnej biochemii oraz biologii molekularnej. Prace zrealizowane przez artystów były podstawą stworzenia kolekcji sztuki współczesnej „Nencki Art Collection” w Instytucie Biologii Doświadczalnej PAN w Warszawie.

Przypisy:

[1] Fundacja Marcelego Nenckiego Wspierania Nauk Biologicznych [wróć]

[2] D. Welke, I. Purton, E.A. Vessel, Inspired by art: higher aesthetic appeal elicits increased felt inspiration in creative writing task, „Psychology of Aesthetics, Creativity, and the Arts Advance” 2021 [wróć]
Zdjęcie główne: Wernisaż wystawy Art & Science „Siła struktur biologicznych” w Centrum Neurobiologii, Instytut Nenckiego PAN, 13 stycznia 2020 roku. Widoczne prace od lewej: Robert Rabiej „Time Structure m2.1”, 2019; Dominika Surmacz „ Redukcja I i II”, 2019; Krzysztof Pisarek „Forma w rozpadzie”, 2019. Fot. Anna Mirgos
Zobacz więcej
Rozmowy Najnowsze wydanie
Kaczyński, który uczył Polaków kochać operę
Za Marią Callas powtarzał, że „sztuka nie znosi zdrady”. Nawet jeżeli go ktoś zafascynował, to pozostawał wierny muzyce, zwłaszcza głosu ludzkiego.
Rozmowy Najnowsze wydanie
Przylatuje ich do nas 100 tysięcy. Odlatuje nawet pół miliona
Są mistrzami wykorzystywania energii, ale też mistrzami postu. Potrafią wytrzymać bez jedzenia nawet cztery tygodnie.
Rozmowy Poprzednie wydanie
W pustki na półkach rosyjskich sklepów proszę nie wierzyć – mówi...
Skwieciński: Poparcie Rosjan dla Władimira Putina jest tyle szerokie, co płytkie. Nie jest trwałe i może się widowiskowo posypać.
Rozmowy wydanie 29.04.2022 – 6.05.2022
Drugiej Jałty nie będzie. Zachód nie zostawi Ukrainy
Irena Lasota: Od końca PRL minęło już przeszło 30 lat, a w Polsce wciąż nie wyrobił się nawyk polemizowania.
Rozmowy wydanie 29.04.2022 – 6.05.2022
Polski wynalazek, który wyleczy cukrzycę: bioniczna trzustka 3D
Na koniec 2023 roku będziemy gotowi do wykonania pierwszej transplantacji organu u człowieka – mówi prof. Michał Wszoła.