Historia

Jak „zagranica” zmuszała Polskę do pokory. „Bratnia pomoc” – realne zagrożenie czy mit?

Obca interwencja w Polsce w 1981 roku to mit rozpowszechniany przez Jaruzelskiego i jego akolitów. „Musimy rozwiać złudzenia generała i innych polskich polityków w sprawie wysłania tam wojsk. Wprowadzać wojsk do PRL nie można w żadnym razie” – uznali sowieccy liderzy.

Wejdą, nie wejdą? To pytanie zadawało sobie wielu Polaków w latach 1980-1981. Do dzisiaj wiele osób jest przekonanych, że wprowadzenie w grudniu 1981 r. przez Wojciecha Jaruzelskiego stanu wojennego ocaliło Polskę przed sowiecką interwencją. To mit. W rzeczywistości było dokładnie odwrotnie – niepowodzenie siłowej pacyfikacji społeczeństwa groziło wymuszeniem „bratniej pomocy”, od której Moskwa ewidentnie się wzbraniała.

Nie wiemy czy starcy na Kremlu planowali w ogóle interwencję w PRL między sierpniem 1980 r., a grudniem 1981 r. Wielu historyków uważa, że takie zagrożenie realnie zaistniało raz – owszem w grudniu, ale 1980 r. Był to rzeczywiście moment, kiedy wydawała się ona najbardziej prawdopodobna.

Obawiano się jej również kilka miesięcy później – w trakcie tzw. kryzysu bydgoskiego w marcu 1981 r. spowodowanego brutalną akcję Milicji Obywatelskiej, której funkcjonariusze siłą usunęli z sali obrad Wojewódzkiej Rady Narodowej w Bydgoszczy zaproszonych na sesję WRN związkowców (dotkliwie pobito przewodniczącego Międzyzakładowego Komitetu Założycielskiego NSZZ „Solidarność” w Bydgoszczy Jana Rulewskiego, a także Mariusza Łabentowicza i Michała Bartoszcze z rolniczej „Solidarności”). W tej niezwykle napiętej sytuacji w kilku regionach związku przygotowano krótkie wytyczne na wypadek podjęcia działań siłowych przeciwko „Solidarności”. Obejmowały one działania: 1) w przypadku ogłoszenia strajku generalnego przez kierownictwo związku, 2) wprowadzenie stanu wojennego (wyjątkowego), 3) interwencji z zewnątrz.

Najdalej poszło chyba Prezydium Międzyzakładowego Komitetu Założycielskiego w Gdańsku, które przygotowało kilka rodzajów ulotek do rozkolportowania w takim przypadku. Dwie z nich (jedna, dłuższa w języku polskim oraz druga, krótsza po rosyjsku) były przeznaczone dla żołnierzy radzieckich na wypadek ich interwencji. Do tej jednak nie doszło.

Zagrożenia radziecką interwencją nie było

Jak stwierdzał po latach, w swej mowie przed Sądem Okręgowym w Warszawie w 2011 r., podczas procesu autorów stanu wojennego Stanisław Kania, czyli I sekretarz Komitetu Centralnego Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej od września 1980 r. do połowy października 1981 r.: „Gdy sięgam do wspomnień to najbardziej wyraziście jawi mi się to wszystko co jest związane z groźbą radzieckiej interwencji zbrojnej w Polsce, w grudniu 1980 r. Było to i potworne i realne. Za sprawą różnych przyczyn, w tym i mojego przeciwdziałania, do interwencji nie doszło. Po kilku miesiącach, bo już w marcu 1981 r. to niebezpieczeństwo znowu się pojawiło, ale z trudem udało się je zażegnać. Ważne jest, że w późniejszych miesiącach, taka groźba, wbrew temu co się niekiedy pisze i mówi, nie wystąpiła już w realnym wymiarze. Jestem głęboko przekonany, że i jesienią 1981 r. zagrożenia Polski radziecką interwencją zbrojną nie było”.
IX Nadzwyczajny Zjazd PZPR w lipcu 1981. Wojciech Jaruzelski i Stanislaw Kania. Fot. Tadeusz Zagozdzinski / Forum
Jak przy tym dodawał, już mniej stanowczo: „Wydaje się pewne, że radziecka interwencja mogłaby nastąpić tylko wówczas gdyby w Polsce dokonywał się przewrót ustrojowy i nastąpiło zerwanie więzi z Układem Warszawskim, czy też gdyby doszło do załamania operacji stanu wojennego z tragicznymi skutkami”.

Tak na marginesie jego opinia – przynajmniej po części – pokrywa się ze słowami Wiktora Kulikowa, głównodowodzącego wojsk Układu Warszawskiego z początku lat 80. Otóż twierdził on po latach, że dla Związku Radzieckiego nie do przyjęcia było wstąpienie Polski do NATO czy utrata szlaków komunikacyjnych przez nasz kraj na Zachód. Tego pierwszego nie chcieli wówczas nawet najwięksi radykałowie w „Solidarności”, a pomysł zagwarantowaniu tego drugiego przez związek pojawił się nawet podczas ostatniej Komisji Krajowej NSZZ „Solidarność”, która odbywała się w dniach 11-12 grudnia 1981 r., kiedy uruchamiano już machinę stanu wojennego.

Słowa b. I sekretarza KC PZPR są niezwykle ważne, pokazujące stan wiedzy przywódców PRL. W końcu Stanisław Kania należał do najlepiej zorientowanych w kwestii „bratniej pomocy” osób. I doskonale zdawał sobie sprawę z tego, że sowiecka interwencja była możliwa, ale również z tego, że jej koszty dla Związku Radzieckiego były duże. Na tyle duże, że Moskwa nie była nią zainteresowana.

Koszty byłyby krwawe i długotrwałe

Najczęściej podnoszony jest w tym kontekście argument sowieckiej doktryny wojennej, która przewidywała, że nie walczy się na dwa fronty, a Związek Radziecki od 1979 r. był uwikłany w wojnę w Afganistanie, której końca na początku lat 80. nie było widać. Potencjalne koszty ewentualnego wkroczenia do Polski Moskwa ponosiłaby na trzech płaszczyznach: militarnej, ekonomicznej i politycznej. W 2001 r. postkomunistyczny „Przegląd” opublikował bardzo ciekawy dokument w tej kwestii. Było to opracowanie przygotowane dla Kani z lata 1981 r. Według tego dokumentu – niestety nieznanych autorów – do interwencji mogło dojść w sytuacji,, w której rozwój wydarzeń w PRL zagrozi – zdaniem kierownictwa sowieckiego – „politycznemu status quo w części Europy pozostającej pod radziecką kontrolą”.

Byłaby ona krwawa – dlatego zresztą dokument ten upubliczniono – oraz najprawdopodobniej długotrwała. I wymagała zaangażowania znacznej ilości sił. Samo wkroczenie miało zresztą spowodować „odruchowy kontratak ze strony części polskich oddziałów wojskowych”, nawet wbrew ich dowódcom. A to byłby dopiero początek, gdyż wojska sowieckie – jak prognozowano – musiałyby również „przełamać zbrojny opór wielomilionowych załóg robotniczych, któremu będą towarzyszyć spontaniczne straceńcze akcję części młodzieży”. Przewidywano, że złamanie tego oporu przynieść mogło nawet do 500 tys. ofiar śmiertelnych.

Państwo mandatowe – rewitalizacja? Jak eurokraci usiłują przejąć kontrolę nad Polską

Jan Rokita: Chodzi o oddanie rządów – przynajmniej na jakiś czas – zaufanym funkcjonariuszom instytucji unijnych.

zobacz więcej
A i zwycięstwo byłoby tymczasowe, gdyż jak zakładano „w ciągu krótkiego czasu rozwinęłaby się cała typowa dla polskich tradycji podziemna struktura państwowa analogiczna do funkcjonującej podczas okupacji hitlerowskiej ze swymi władzami, sądownictwem, oświatą itp.”, a ruch oporu „całe społeczeństwo z dziećmi włącznie”. Co więcej kolejne represje, zwłaszcza „eksterminacyjne” jedynie by go umacniał. A to oznaczałoby konieczność przedłużającej się okupacji, „wymagając stałej obecności w Polsce około 30 do 50 dywizji”.

To nie wszystko, istniało niebezpieczeństwo, że opór Polaków będzie „prowokować napięcia w krajach sąsiednich”, do których Moskwa byłaby zmuszona wysłać kolejnych 20-50 dywizji. To zaś miało z kolei grozić „wzrostem niepokojów w radzieckich krajach nadbałtyckich, a następnie na Środkowym Wschodzie”, czyli efektem domina – w opracowaniu określanym, jako „łańcuch «korzystania ze sposobności»”.

Konkludując interwencja oznaczałaby „proces długotrwałego uwikłania wojskowego, bez żadnych praktycznie korzyści strategicznych, a przy olbrzymich kosztach politycznych i finansowych”. Tym bardziej, że – jak prognozowano – Zachód pod naciskiem opinii publicznej „będzie musiał zerwać wszelkie kontakty handlowe z ZSRR”, co z kolei przy słabych zbiorach oznaczałoby „groźbę szybkiego wyczerpania nagromadzonych przez ZSRR rezerw”.

Efektem interwencji byłyby też „wszelkiego rodzaju restrykcje ekonomiczne” – sankcje miałyby w tym przypadku zdecydowanie większy zasięg od tych, po które sięgnięto po wprowadzeniu stanu wojennego. Do tego dochodziły skutki polityczne, czyli „prawdopodobna całkowita izolacja ZSRR w opinii światowej”, w tym „zerwanie stosunków z nim przez wpływowe partie komunistyczne Zachodu”. A ponadto „drastyczny zwrot w całej światowej opinii publicznej ku pozycjom całkowitej wrogości wobec ZSRR”, a nawet powstanie „atmosfery oczekiwania na totalny konflikt całego świata z ZSRR”.

Pacyfikacja niepokornego społeczeństwa

Autorzy opracowania o tym nie wspominają, ale efektem wkroczenia Armii Czerwonej do PRL byłby po prostu kolejny wyścig zbrojeń, w którym Moskwa była bez szans. A ponadto– co pojawia się w jednej ze ściśle tajnych analiz – groźba zajęcia mającej dla Związku Radzieckiego strategiczne znaczenie Kuby przez Stany Zjednoczone. To wszystko przemawiało przeciwko interwencji w PRL.

Interwencji, którą – co warto przypomnieć – dopuszczali planiści stanu wojennego, przynajmniej ci ze Sztabu Generalnego ludowego Wojska Polskiego oraz MSW. Otóż co najmniej od połowy marca 1981 r. w przygotowaniach do niego zakładano trzy warianty rozwoju wydarzeń. W tym najbardziej pesymistycznym dla peerelowskich władz miało dojść do ogólnokrajowego strajku generalnego, wyjścia części załóg na ulice, demonstracji ulicznych oraz atakowania gmachów partyjnych i administracyjnych. I wówczas, jak stwierdzano: „nie wyklucza się pomocy wojsk Układu Warszawskiego”.
Kwiecień 1981. Manewry wojsk Ukladu Warszawskiego "Sojuz '81" na terytorium Polski. Fot. Ireneusz Sobieszczuk / Forum
Ta obawa przed zbyt silnym oporem przez wiele miesięcy powstrzymywała podjęcie decyzji o sięgnięciu po rozwiązanie siłowe. Oczywiście jedynie do czasu. Po kolejne już przymiarce do wprowadzenia stanu wojennego z pierwszej połowy września 1981 r. definitywnie rozeszły się drogi Stanisława Kani i wówczas premiera oraz ministra obrony narodowej Wojciecha Jaruzelskiego.

Ten drugi przygotowania w MON do rozwiązania siłowego kontynuował za plecami I sekretarza KC PZPR po odrzuceniu tego wariantu przez Biuro Polityczne. Miesiąc później – z pełnym poparciem Moskwy – stanął on na czele partii. Jego zadaniem była pacyfikacja niepokornej części społeczeństwa, zwłaszcza NSZZ „Solidarność”. I z tego zadania zamierzał się wywiązać za wszelką cenę, prosząc nawet – o czym dalej – Związek Radziecki o pomoc w razie potrzeby.

Nie sposób w tym miejscu nie przypomnieć, że przywódcy PRL groźbę sowieckiej interwencji, czy też raczej obawy przed nią, wykorzystywali instrumentalnie. W czasie wspomnianego wcześniej kryzysu bydgoskiego Kania z Jaruzelskim mieli wręcz prosić o przedłużenie trwających w tym czasie w PRL manewrów wojsk Układu Warszawskiego „Sojuz 81”. Jak stwierdzano w jednym z enerdowskich dokumentów nastąpiło ono wyraźnie na ich prośby. Owe przedłużenie manewrów miało posłużyć do nacisku na kierownictwo Solidarności.
I przyniosło oczekiwane rezultaty – związek zrezygnował z planowanego strajku generalnego, a kryzys zakończył się tzw. ugodą warszawską. Nie bez znaczenia była tu krwawa wizja interwencji roztaczana przez wicepremiera Mieczysława Rakowskiego w rozmowach ze stojącym na czele Krajowej Komisji Porozumiewawczej NSZZ „Solidarność” Lechem Wałęsą.

Moskwa nie zamierzała wprowadzać wojsk

Nie wiemy czy po raz pierwszy wówczas sięgnięto po sowiecki straszak czy też wykorzystano go wcześniej, zwłaszcza w czasie tzw. kryzysu rejestracyjnego pod koniec października i na początku listopada 1980 r. Wiemy natomiast, że „grano” nim praktycznie do samego stanu wojennego. I tak np. podczas odprawy tuż przed jego wprowadzeniem minister spraw wewnętrznych Czesław Kiszczak nakazywał swoim podwładnym: „Używać straszaka interwencji, koncentracji wojsk na granicy, że mogą wejść nie tylko wojska radzieckie, ale [również – GM] czeskie, niemieckie i tu nie ma wyjścia”.

Na straszeniu się jednak bynajmniej nie kończyło. Wojciech Jaruzelski oraz jego najbliżsi współpracownicy starali się stworzyć alibi dla siłowej pacyfikacji własnego społeczeństwa. Miały temu służyć oświadczenia Moskwy oraz innych sojuszników.

Próbę uzyskania takiego podjęto np. na początku grudnia 1981 r. W trakcie posiedzenia komitetu ministrów obrony narodowej państw członkowskich Układu Warszawskiego w Moskwie (1-4 grudnia 1981 r.) wysłannik Jaruzelskiego – wiceminister obrony narodowej Florian Siwicki – zgłosił poprawkę do komunikatu końcowego, która zawierała niedwuznaczną sugestię możliwości interwencji wojskowej sojuszników w Polsce, a w ocenie przywódcy Rumunii Nicolae Ceaușescu wręcz jej zapowiedź.

Posłuszeństwo się opłaca. Jak zdobyć wsparcie Unii Europejskiej

Państwo, które uległo eurokratom.

zobacz więcej
Poprawka proponowana przez Siwickiego – mimo wsparcia sowieckich wojskowych czy nawet gotowości jej drobnej korekty – została jednak odrzucona, wobec sprzeciwu strony rumuńskiej, wspartej przez Węgrów. W tej sytuacji stosowne oświadczenie wydała Moskwa, co było zresztą zgodne z zaleceniami Biura Politycznego Komunistycznej Partii Związku Radzieckiego.

To na tym forum zalecano – w dniu 23 kwietnia 1981 r. – „Maksymalnie wykorzystać wobec kontrrewolucji element hamujący, który stanowi obawa, podzielana przez wewnętrzną reakcję i międzynarodowy imperializm, że ZSRR wprowadzi swe wojska do Polski. We wszystkich oświadczeniach w sprawie polityki międzynarodowej należy podkreślać sformułowanie towarzysza [Leonida] Breżniewa z XXVI Zjazdu KPZR na temat naszej decyzji, że nie pozostawimy Polski w potrzebie i nie pozwolimy jej skrzywdzić”.

To był oczywiście przekaz skierowany na zewnątrz. Moskwa nie zamierzała wprowadzać swoich wojsk do Polski. Nawet na prośby polskich towarzyszy czy to przedstawicieli partyjnego betonu, któremu zresztą – mimo posiadania w tym gronie agentury – najzwyczajniej nie ufała czy też stojącego na czele partii i państwa Wojciecha Jaruzelskiego, który obawiał się o powodzenie operacji wprowadzenia stanu wojennego. I dlatego też na kilka dni przed sięgnięciem po rozwiązanie siłowe (w nocy z 9 na 10 grudnia 1981 r.) w poufnej rozmowie z marszałkiem Wiktorem Kulikowem zabiegał u sowieckiego woskowego o gwarancję udzielenia mi militarnej pomocy w przypadku, gdyby on i jego podwładni nie byli sobie w stanie sami poradzić.

Jaruzelski hamletyzując wprowadził stan wojenny

Szczęśliwie dzięki zapiskom – dziennikowi generała Wiktora Anoszkina, adiutanta głównodowodzącego wojsk Układu Warszawskiego – znamy przebieg tej rozmowy. Kulikow wyrażał przekonanie, że polscy towarzysze sobie poradzą, ale dopuszczał – choć nie tak jednoznacznie – możliwość „bratniej pomocy”. Mówił: „Jeżeli nie starczy waszych sił, to pewnie trzeba będzie wykorzystać «Tarczę 81» [manewry wojsk Układu Warszawskiego – GM]”. Jaruzelski nie był usatysfakcjonowany i rozpoczęcie działań uzależniał od gwarancji pomocy Moskwy, w razie potrzeby.

Kreml jednak owszem był skłonny udzielić wsparcia propagandowego, materialnego czy też gospodarczego, ale nie militarnego. 10 grudnia 1981 r. na forum Biura Politycznego KPZR było wyjątkowo zgodne – nie ma absolutnie mowy o wkroczeniu wojsk sowieckich do PRL, gdyż nie jest to w interesie Związku Radzieckiego. Jurij Andropow (przewodniczący Komitetu Bezpieczeństwa Państwowego Związku Radzieckiego) stwierdzał: „Towarzysze polscy wspominają o pomocy wojskowej ze strony bratnich krajów. My jednak powinniśmy trwać zdecydowanie przy naszej decyzji o nie wprowadzaniu wojsk do Polski”, a Michaił Susłow (stojący na czele komisji BP KPZR zajmującej się sytuacją w Polsce) dodawał: „Jeżeli wojska wkroczą, nastąpi katastrofa. Sądzę, ze wszyscy podzielamy pogląd, że o żadnym wysłaniu wojsk nie może być mowy”.
W Komitecie Centralnym Komunistycznej Partii Związku Radzieckiego za nadzorowanie sytuacji w Polsce odpowiadał Michaił Susłow (z lewej), na zdjęciu podczas wizyty w Polsce 23 kwietnia 1981 z I sekretarzem Komitetu Centralnego Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej Stanisławem Kanią. Fot. PAP/Cezary Langda
Andriej Gromyko (minister spraw zagranicznych Związku Radzieckiego) stwierdzał: „Możemy Polakom powiedzieć, że odnosimy się do wydarzeń w Polsce ze zrozumieniem […] Równocześnie jednak będziemy zmuszeni postarać się rozwiać złudzenia Jaruzelskiego i innych polskich polityków w sprawie wysłania tam wojsk. Wprowadzać wojsk do Polski nie można w żadnym razie. Myślę, że możemy polecić naszemu ambasadorowi, aby złożył Jaruzelskiemu wizytę i zakomunikował mu to”.

Niestety nie wiemy czy ostatecznie do spotkania ambasadora sowieckiego z Wojciechem Jaruzelskim doszło, a jeśli tak, to jaki miało ono przebieg. Jednak Jaruzelski ostatecznie, hamletyzując do ostatniej chwili – mimo braku gwarancji „bratniej pomocy” – zdecydował się na wprowadzenie stanu wojennego w celu zdławienia kontrrewolucji. I wbrew jego obawom opór był mniejszy, niż zakładano i peerelowskie władze były w stanie poradzić sobie same.

– Grzegorz Majchrzak

TYGODNIK TVP, ul. Woronicza 17, 00-999 Warszawa. Redakcja i autorzy


Autor jest pracownikiem Biura Badań Historycznych IPN
Zdjęcie główne: Kreml, rok 1982. I sekretarez KC PZPR Wojciech Jaruzelski i sekretarz genralny KP KPZR Leonid Breżniew. Fot. TASS via Getty Images
Zobacz więcej
Historia Najnowsze wydanie
Prawdziwe okoliczności pierwszego rozbioru Polski
Spożyjemy hostię: Polskę – pisał król Prus. Manifest zaborców zaczynał się: „W imię Trójcy Przenajświętszej!”
Historia Najnowsze wydanie
Radio dla Warszawy
Stołeczna rozgłośnia była spóźniona o ponad 10 lat w stosunku do innych stacji regionalnych otwartych w Polsce.
Historia Najnowsze wydanie
Żydówka, święta Kościoła katolickiego, patronka Europy
Prosiła, by dołączyć do swej siostry w bydlęcym wagonie. Zginęła w Auschwitz.
Historia Poprzednie wydanie
Polska oaza nauk w carskiej Rosji. Liceum Krzemienieckie
Tylko się uczyć: w ogrodzie 12 tysięcy gatunków roślin, podręczniki z Londynu, instrumenta fizykalne z Paryża – wszystko opłacone zbożem Wołynia.
Historia Poprzednie wydanie
W obozie nie było dobrego człowieka
Podobno ktoś rozpoznał ją na sali sądowej podczas procesu jednego ze zbrodniarzy wojennych. Przyszła się mu przysłuchiwać.