Rozmowy

Epitet „faszysta” wprowadziła propaganda komunistyczna. Lewica dezawuuje nim przeciwników

To dyskurs przedstawicieli radykalnej lewicy Zachodu, kierowany do wszystkich, z którymi się nie zgadzają. Można zostać nazwanym faszystą np. za to, że jest się konserwatystą, przeciwnikiem gospodarki kolektywistycznej, zwolennikiem tradycyjnych wzorców moralnych czy człowiekiem religijnym – mówi dr hab. Paweł Skibiński, historyk i politolog z Uniwersytetu Warszawskiego.

TYGODNIK TVP: W przestrzeni publicznej – ostatnio w odniesieniu do Marszu Niepodległości – pojawiają się hasła takie, jak „faszyzm” czy „faszyści”. Przysłuchując się tej narracji można odnieść wrażenie, że w Polsce istnieje problem z faszyzmem.

PAWEŁ SKIBIŃSKI:
Pojęcie „faszyzm” używane w przestrzeni publicznej jako epitet, tak naprawdę ma źródło w propagandzie komunistycznej lat 20. i 30. XX wieku. Propaganda kominternowska traktowała ten epitet jako wykluczający. W różnych okresach, w zależności od taktyki politycznej komunistów, faszystą mógł zostać nazwany każdy: konserwatysta, chadek, liberał czy centrysta. Słynne jest ukucie na jednym ze zjazdów kominternowskich terminu „socjalfaszyści” – określającego socjaldemokratów.

Niestety współczesny dyskurs publiczny nawiązuje do tych wzorów, używając terminu „faszyzm” zupełnie bez analizy treści haseł, zachowań, za to z intencją wykluczającą. „Faszysta” stał się tym, kogo się nienawidzi i chce wykluczyć z przestrzeni publicznej.

Nasuwa się oczywiście pytanie, czy wszystkie zachowania środowisk, które są określane tymi epitetami, są godne poparcia. Ale to już inna kwestia.

Nie można jednak w ten sposób posługiwać się takimi terminami. To prowadzi bowiem do znieczulenia opinii publicznej, do tego, że epitet „faszysta” przestanie mieć jakiekolwiek znaczenie. W niektórych językach to już ma miejsce.
Kontrmanifestacja środowisk LGBT wobec wiecu Młodzieży Wszechpolskiej „Stop agresji LGBT”, 2020 rok w Krakowie, Fot. PAP/Łukasz Gągulski
Na przykład w jakich?

Chociażby w języku hiszpańskim, gdzie słowo „facha” – czyli rodzaj zdrobnienia od słowa „faszysta”, które jest popularnym określeniem – przez lata było stosowane w duchu wykluczającym, aż w końcu zaczęto go używać w kontekście żartu. W środowiskach katolickich, konserwatywnych określenie „facha” właściwie nic już nie oznacza; sprowadzane jest do zwrotu, wypowiedzianego w żartobliwym tonie: „Myślisz tak, więc widocznie jesteś faszystą”.

Może istnieje potrzeba przypomnienia faktów o faszyzmie. Czym zatem był faszyzm?

Odkładając na bok kalki propagandy kominternowskiej i współczesne epitety dezawuujące, terminem tym określa się ruch kierowany przez Benito Mussoliniego, sprawującego rządy we Włoszech w latach 1922-1943. To był jeden z klasycznych ruchów totalitarnych, choć – w porównaniu do komunizmu czy narodowego socjalizmu – mniej represyjny, przynajmniej w stosunku do własnego społeczeństwa.

Jeżeli ktoś używa epitetu „faszysta” jako najbardziej wykluczającego, jako najwyższej formy obrazy, to nasuwa się pytanie: „A co z ruchami takimi, jak komunizm czy narodowy socjalizm, które ewidentnie były jeszcze bardziej brutalne i szkodliwe?”. To pokazuje głupotę tej kalki propagandowej i że nie ma ona nic wspólnego z realną oceną rzeczywistości. Benito Mussolini nie był największym zbrodniarzem Europy, choć na pewno nie chcielibyśmy żyć pod jego rządami. Filozofia jego państwa nie była przyjazna wobec normalnego funkcjonowania społeczeństwa, wolności społecznych i tak dalej. Istniały jednak systemy jeszcze bardziej opresyjne.

Zauważyłem, że niektórzy używają pojęć „faszyzm” i „nazizm” zamiennie, jakby różnice w postrzeganiu tych ideologii się rozmywały.

W analizie historycznej stwierdzamy wiele różnic między ruchem hitlerowskim i ruchem mussoliniańskim. Absolutnie nie chodzi o to, by rozgrzeszać Mussoliniego z jego błędów czy zbrodni. Po prostu mylenie pojęć nie pomaga w rozpoznaniu rzeczywistości.

Od lat toczy się dyskusja historyczna o tym, czy uprawnione jest sytuowanie faszyzmu obok nazizmu w jednej rodzinie ruchów totalitarnych, czy jednak należy je wyraźnie rozróżniać, tak jak rozróżnia się faszyzm i komunizm.

„To ja decyduję, kto jest faszystą”

Hasło „faszyzm nie przejdzie” to okrutna drwina z pamięci ofiar formacji tak odrażającej, jak prawdziwy faszyzm. W ten sposób eliminowała przedwojenne elity, nauczycieli i urzędników, a włączała do definicji bohatera członków UB.

zobacz więcej
Między faszyzmem i nazizmem widoczne są dwie zasadnicze różnice. Po pierwsze, faszyzm włoski nie był antysemicki. Po drugie, represyjność faszyzmu włoskiego była na dużo niższym poziomie, niż w przypadku nazizmu. OVRA, czyli faszystowska policja polityczna, była znacznie mniej rozbudowana niż Gestapo czy NKWD. W związku z tym – absolutnie nie akceptując zjawiska faszyzmu – należy powiedzieć, że na pewno nie był on najbardziej brutalnym systemem totalitarnym.

Wspomniana kalka pojęciowa wzięła się ewidentnie z proweniencji komunistycznej. Faszyzm był bowiem uważany przez komunistów za najgroźniejszego przeciwnika. Dlatego też przestrzegałbym przed stosowaniem epitetu „faszysta”, a jednocześnie namawiał tych, którym nie podobają się rozmaite zjawiska w przestrzeni publicznej, do rzeczowego ich określania, żebyśmy mogli rozmawiać o tym, co tak naprawdę jest kwestionowane. Bo epitet „faszyści” – proszę wybaczyć, ale jest określeniem wyłącznie propagandowym.

Mówił pan, że faszyzm włoski był relatywnie mało represyjny w stosunku do swoich obywateli. Jednakże w wymiarze zewnętrznym już tak nie było. Przypomnijmy chociażby wojnę włosko-abisyńską z lat 30. XX wieku.

Rzeczywiście, biorąc pod uwagę politykę wewnętrzną, to ruch Mussoliniego nie był ludobójczy. Natomiast w przypadku polityki zewnętrznej, imperialnej, należy wspomnieć choćby o zbrodniach wojennych w Abisynii (obecnie Etiopia) w latach 30. XX wieku, czy na Bałkanach podczas II wojny światowej. Jeszcze raz powtórzę: nie chcę rozgrzeszać faszyzmu. Natomiast skala terroru wobec własnego społeczeństwa w Związku Sowieckim czy III Rzeszy była nieporównywalnie większa – przypomnijmy na przykład przeprowadzoną przez Adolfa Hitlera akcję T4 (realizowany od 1939 roku na terenie III Rzeszy program „likwidacji życia niewartego życia” – przyp. red.), czy sowiecki system łagrów. Do wybuchu II wojny światowej w faszystowskich Włoszech stracono kilkudziesięciu przeciwników politycznych, a obozy koncentracyjne w praktyce nie istniały. To jest zupełnie inna skala terroru.

Jako badacz zajmuje się pan również historią najnowszą Hiszpanii. Często mianem faszystowskiego określa się reżim gen. Francisco Franco.

Nie twierdzę, że wszystkie przejawy jego rządów można po latach zaakceptować, jednak w mojej ocenie gen. Franco nie był faszystą, lecz konserwatywnym katolikiem – odrzucającym rewolucyjne rozwiązania faszystowskie. Ale żeby było jasne, system frankistowski był z kolei znacznie bardziej represyjny niż faszyzm włoski. Skala aresztowań po wojnie domowej w Hiszpanii, jak i skala kar śmierci stosowana wobec przeciwników politycznych, były o wiele większe.
Aktywistki FEMEN-u z malunkami i napisami na ciałach „Faszyzmowi ani honoru, ani chwały”, protestujące przeciwko wiecowi w Madrycie, upamiętniającemu 44. rocznicę śmierci byłego hiszpańskiego dyktatora gen. Francisco Franco w 2019 r. W tym samym roku szczątki Franco zostały ekshumowane ze zbudowanego dla niego mauzoleum w Dolinie Poległych i przeniesione do krypty na cmentarzu Mingorrubio. Fot, Pablo Blazquez Dominguez/Getty Images
Natomiast sama filozofia systemu frankistowskiego była o wiele bardziej cywilizowana niż filozofia faszyzmu. Nie był to system rewolucyjny, kolektywistyczny i etatystyczny, lecz system autorytarnej i konserwatywnej władzy, która rzeczywiście – bezpośrednio po wojnie domowej – była represyjna, choć w miarę upływu czasu praktyka jej sprawowania uległa złagodzeniu.

Określenie „faszystowski”, które przylgnęło do gen. Franco, nie oznacza nic innego jak „antykomunistyczny”. To drugie określenie jest bardziej precyzyjne, bo rzeczywiście Franco wykluczył komunistów z życia publicznego. Wprawdzie zwłaszcza w latach 60. i 70. XX wieku w Hiszpanii działała partia komunistyczna, ale w podziemiu. Choć zdarzało się, że urzędnicy państwowi byli kryptokomunistami.

Reżim frankistowski ewaluował. Badałem tę kwestię i z całą pewnością mogę powiedzieć, że nie był to system faszystowski. Choć na początku rzeczywiście korzystał z estetyki faszystowskiej.

To znaczy?

Faszyści przywiązywali dużą wagę do sfery estetyczno-wizualnej. I frankiści, biorąc pod uwagę niektóre zewnętrzne atrybuty – umundurowanie, jak i „dziarską” frazeologię – rzeczywiście przypominali faszystów. Ale gdy przyjrzymy się treści propozycji ustrojowych, to dojdziemy do wniosku, że ona była ultrakonserwatywna – odmienna od założeń ruchu Benito Mussoliniego.

Zresztą Mussolini uznawał gen. Franco za sojusznika politycznego, ale nie uważał, by realizował on pomysły faszystowskie w Hiszpanii. Z kolei Adolf Hitler uznawał Franco za klerykała i za człowieka podejrzanego politycznie.

Proszę też pamiętać, że to właśnie w odniesieniu do dyktatury frankistowskiej w politologii ukuto podstawowe rozróżnienie na reżimy autorytarne i totalitarne. Frankizm był archetypem reżimów autorytarnych, a więc nietotalitarnych, nierewolucyjnych, nie kontrolujących w całości życia społecznego.

A co z hiszpańską Falangą?

W szeregach tej eklektycznej partii niewątpliwie znajdowali się także faszyści. Miała tendencje rewolucyjne. Dyskusja wśród historyków hiszpańskich na temat tego, co właściwie proponowali falangiści trwa do dzisiaj. Powiedziałbym, że było to bardzo niejednoznaczne ugrupowanie. Natomiast „pierwsza” Falanga, funkcjonująca przed wojną domową, i „druga”, której nazwę – w czasie wojny – gen. Franco wyzyskał dla nazwania partii władzy i skupienia wszystkich swoich zwolenników, znacząco się od siebie różniły.

Lewica przegrała wojnę, ale wygrała batalię o pamięć

Amerykański historyk: Hiszpanie są zdania, że Franco zrobił i dobre, i złe rzeczy. To ciekawe, bo taka odpowiedź różni się od oficjalnej propagandy.

zobacz więcej
Na Falangę frankistowską złożyła się fuzja dwóch organizmów politycznych (falangistów i karlistów), a łącznie – czterech środowisk (falangistów, karlistów, monarchistów i chrześcijańskich demokratów). Nazwa obu ugrupowań była podobna, ale treść inna, w przypadku Falangi frankistowskiej – znacznie szersza i jeszcze bardziej eklektyczna.

Oczywiście to nie oznacza, że wśród zwolenników Franco w ogóle nie było faszystów. Wśród nich byli ludzie nawiązujący bezpośrednio do wzorców mussoliniańskich. Musimy jednak pamiętać, że nawet ci radykałowie polityczni po stronie frankistowskiej, sięgający najczęściej po frazeologię, estetykę faszystowską, mocno odżegnywali się od hitleryzmu. Choćby Ramón Serrano Súñer, sztandarowy przedstawiciel nurtu faszystowskiego w Hiszpanii, pod względem ideologicznym był daleko od nazizmu. Na przykład zupełnie nie był rasistą.

Czy obecnie w hiszpańskiej debacie publicznej wykorzystuje się epitety o faszystach?

Tak, przede wszystkim jest to dyskurs przedstawicieli radykalnej lewicy, kierowany do wszystkich, z którymi się nie zgadzają. Zresztą ma to miejsce nie tylko w Hiszpanii, ale ogólnie w środowiskach lewicowych Zachodu. Także w Stanach Zjednoczonych bardzo łatwo można zostać nazwanym faszystą. Na przykład za to, że jest się konserwatystą, przeciwnikiem gospodarki kolektywistycznej, zwolennikiem tradycyjnych wzorców moralnych (na przykład normalnego modelu rodziny, opartego na małżeństwie i wierności małżeńskiej) czy człowiekiem religijnym. Wszystkie tego typu wzorce mogą być napiętnowane jako faszystowskie.

Co więcej, gdy między sobą kłócą się przedstawiciele radykalnej lewicy, to również siebie nawzajem potrafią nazwać faszystami. Jest to przykład beztreściowego, bezmyślnego stosowania kalek propagandowych. Ta moda przenika również do Polski.

Chciałbym, żebyśmy ze sobą polemizowali, nawet kłócili się, ale w sposób bardziej rzeczowy. Jeżeli ktoś postanowi nazwać kogoś „faszystą”, to może niech określi, dlaczego to robi.


A jeżeli ktoś uważa, że dobro własnego narodu jest istotną wartością publiczną i z tego powodu jest określany „faszystą”, to przepraszam, ale należy w ogóle mieć wątpliwość, czy faszyści głosili to samo. Oni byli raczej zwolennikami rozwoju struktur państwowych i pod tym względem byli bardziej zbliżeni do socjalistów niż do nacjonalistów. Choć jednocześnie wśród faszystów byli oczywiście i włoscy nacjonaliści.

Trudno od wszystkich żądać szczegółowej znajomości historii Włoch czy historii ruchów politycznych XX wieku. Jednakże dyskurs publiczny powinien być bardziej rzeczowy. Niestety, tak jak już mówiłem, używanie określenia „faszyści” jako epitetu – w swej intencji wykluczające – jest w modzie, której geneza sięga działalności Kominternu w okresie międzywojennym, i w którą dzisiaj celują zwłaszcza radykałowie lewicowi, mający niestety nierzadko tendencję do wypłukiwania dyskursu publicznego z treści.

– rozmawiał Łukasz Lubański

TYGODNIK TVP, ul. Woronicza 17, 00-999 Warszawa. Redakcja i autorzy

Zdjęcie główne: Aktywistka Katarzyna Augustynek znana jako Babcia Kasia podczas protestu na pl. Bankowym w Warszawie 13 listopada 2021 roku przeciwko trwającej w tym czasie manifestacji Młodzieży Wszechpolskiej pod hasłem „Nie dla masowej imigracji! Solidarni ze Strażą Graniczną i Wojskiem Polskim!”. Fot/ PAP/Paweł Supernak
Zobacz więcej
Rozmowy Najnowsze wydanie
„Papieżokopter” na heliporcie za Spiżową Bramą i tysiące...
Z Watykanu lecą z Ojcem Świętym zapas makaronu, sos pomidorowy, oliwa, czosnek, parmezan i woda. Plus igły i nici.
Rozmowy Poprzednie wydanie
Mikrofon, pióro i SB
Wspomina Jarosław Abramow-Newerly.
Rozmowy Poprzednie wydanie
Za granicą Polacy działają w pojedynkę i w niezgodzie
W tej chwili Ameryka wie wystarczająco dużo o sytuacji na granicy, by stać po stronie Polski – mówi prof. Ewa Thompson z Rice University.
Rozmowy wydanie 19.11.2021 – 26.11.2021
Transseksualiści to osoby zaburzone
„Niezgodność płci” jest tym samym, czym anoreksja – uważa psycholog.
Rozmowy wydanie 19.11.2021 – 26.11.2021
We mnie też jest taki Chmielowski, wieczny buntownik
Świat filmowy nie musi się zamykać w obrębie kilku nazwisk.