Historia

„Księża patrioci” PRL-u, czyli siodłanie hipopotama

Animowany przez stalinowskie władze ruch „księży patriotów” wielokrotnie potępiany był jako działanie rozłamowe, zdradzieckie, obliczone na niszczenie Kościoła. Na zdjęciach za ich plecami nieodmiennie wisi emblematyczna trójca: krucyfiks, portret prezydenta Bieruta i biały gołąbek – reprezentujący jednak nie Ducha Świętego, lecz Rozbrojenie.

„W mojej diecezji panuje wyjątkowo surowy reżim…”. „Ci panowie [biskupi – przyp. WS] wzdrygają się na wzmiankę o walce klasowej”. „Całkowita likwidacja feudalizmu zależy od postawy wszystkich kapłanów”. Do tego kilka artykułów o architekturze sakralnej w Polsce (głównie jednak w kontekście powojennej odbudowy zabytków), dość koszmarnej jakości czarno-białe reprodukcje „pobożnych dzieł sztuki” (częściej anonimowe, przesłodzone obrazki niż El Greco czy Vlastimil Hofman) i fotoreportaż z odgruzowywania stolicy przez grupę entuzjastów w sutannach. A, i jeszcze podziękowania: całe kolumny podziękowań za przydział cementu, emerytury, miejsca w sanatorium i drewna na dzwonnicę. Nietrudno było redagować „Głos Kapłana”, ale nikt z redaktorów nie kwapił się do ujawnienia swojego nazwiska.

Modus dominandi

Zdobywając władzę w powojennej Polsce komuniści świadomi byli, jak istotnym czynnikiem duchowym, kulturowym, w indywidualnym planie – psychologicznym, ale też czysto politycznym jest Kościół katolicki. Co najmniej od czasu rozbiorów dominująca większość osób identyfikujących się z Polską była wyznania katolickiego. Kościół postrzegany był jako jeden z fundamentów kultury i tożsamości polskiej od epoki zaborów, żywa była również pamięć jego prześladowania podczas dopiero co zakończonej wojny. A jednocześnie, z punktu widzenia entuzjastów rządów monopartyjnych, odrębność Kościoła („zakorzenionego” w Rzymie), jego autorytet, autonomia i zdolność do wspierania czy osłaniania inicjatyw niezależnych od partyjnego centrum była nie do przyjęcia. Jak pogodzić te perspektywy?
Portret Bieruta pod krucyfiksem. Reprodukcja z pisma „Ksiądz Obywatel” (w zbiorach BUW). Fot. zbiory autora
Właściwie cały okres 1945-1989 to próby poszukiwania przez komunistów modus vivendi – a właściwie, do czasu odwilży 1956 i wygaszenia formuły czysto totalitarnych rządów, modus dominandi. Nie tylko zresztą w Polsce: struktury Kościoła katolickiego istniały we wszystkich krajach Europy Środkowo-Wschodniej zdominowanych przez Moskwę po Jałcie (w krajach tradycyjnie prawosławnych – marginalne, w Czechosłowacji i na Węgrzech, po części też w NRD – stosunkowo silne).

We wszystkich też krajach obozu próbowano z grubsza tych samych posunięć, wzorowanych po części na polityce bolszewików wobec Cerkwi Prawosławnej na terenach ZSRS. Tam w latach 20. równolegle prowadzono politykę represji, konfiskat i eksterminacji – oraz tworzono struktury tzw. Żywej Cerkwi, deklarującej pełne poparcie dla doktryny i polityki Kremla. Oczywiście z katolikami jest trudniej, ze względu na ich formalne choćby podporządkowanie Watykanowi – komuniści jednak nie rezygnowali: „żywy Kościół” usiłowano tworzyć na sowieckiej Litwie (1945-1948) i, od 1957 roku, w ChRL – tam zresztą z sukcesem. Gdzie indziej próbowano taktyki salami, gromadząc duchownych w stowarzyszeniach deklarujących lojalność wobec władz – z nadzieją, że uda się je skierować przeciw Episkopatowi. W socjalistycznej Jugosławii (w praktyce – w związkowej republice Słowenii i w mniejszym stopniu w Chorwacji) powołano Stowarzyszenie Cyryla i Metodego, na Węgrzech – ruch „Księży Pokoju”, skupiony wokół dwutygodnika „Kereszt”, w Czechosłowacji – Pokojowy Ruch Katolickiego Duchowieństwa. A w Polsce?

Pod rękę i pod żebro

W Polsce było najtrudniej – ze względu na wspomnianą wyżej rolę i wpływ Kościoła, ale też skalę społecznego i politycznego oporu wobec komunistów. Rozwaga nakazywała rządzącym nie otwierać jednocześnie wszystkich frontów, dominującym tonem propagandy pierwszych powojennych lat było przecież podkreślanie jedności społecznej. Stąd cytowany do znudzenia we wszystkich opracowaniach i wspomnieniach udział Bolesława Bieruta i innych dygnitarzy w procesjach Bożego Ciała, stąd gesty w postaci reaktywowania KUL, uruchomienia wydawnictw i prasy katolickiej, zapraszania duchownych na uroczystości państwowe, zgody na naukę religii w szkołach i duszpasterstwo w szpitalach. Naturalnie – w niczym nie przeszkadzało to w brutalnej likwidacji struktur kościoła unickiego i ormiańskiego, więzieniu, torturowaniu i skazywaniu księży związanych ze zbrojnym ruchem oporu, czy rozbudowie struktur inwigilacji Kościoła przez MBP i UB. Taka była mądrość etapu: prezydent prowadzi biskupa pod rękę, wiejskiego księdza można bić pod żebro.

Rok 1966 – wojna tysiąclecia z milenium

Władze PRL wszędzie starały się konkurować z Kościołem.

zobacz więcej
Najbardziej finezyjnym elementem rozgrywki politycznej, prowadzonej przez komunistów z katolikami i Kościołem w Polsce było tworzenie „piątej kolumny” w postaci grupy „Dziś i Jutro”, a od roku 1947 – Stowarzyszenia Pax. Z perspektywy kilkudziesięciu lat agenturalny i rozłamowy charakter Paxu, przynajmniej w latach stalinizmu, nie budzi wątpliwości – choć jednocześnie na szali jego zasług trzeba położyć stworzenie swego rodzaju „parasola” dla środowisk byłych ziemian, żołnierzy AK czy działaczy chadeckich, działalność przekładową, wydawniczą czy charytatywną.

Pax i związane z nim struktury stworzone jednak zostały z myślą przede wszystkim o katolikach świeckich i wywodzącej się z tego środowiska inteligencji. Była to formacja ważna i obiecująca w planie przejmowania „rządu dusz” wśród wiernych, zaś stojący na jej czele Bolesław Piasecki miał ambicje występowania w roli quasi-partnerskiej wobec władz, a przynajmniej prowadzenia własnej polityki. Żeby jednak wpływać na mocno zhierarchizowane struktury samego Kościoła (nie tylko w drodze gry agenturalnej, lecz i tworzenia jawnych organizacji), trzeba było przeniknąć za „spiżowe bramy” stanu kapłańskiego.

Potrzeba takich posunięć pojawiła się po zjednoczeniu partii, w pierwszym roku pełnej totalizacji Polski – 1949. Wówczas to, podczas audiencji u Józefa Stalina 1 sierpnia 1949, Bolesław Bierut otrzymał zgodę na rozpoczęcie prześladowań Kościoła i zarazem akcji rozbijania jego struktur. 5 sierpnia 1949 roku ukazał się „Dekret o ochronie wolności sumienia i wyznania”.

Ksiądz pułkownik

Kościół w Polsce był silniejszy niż w którymkolwiek z innych krajów obozu – ale też władze posiadały do jego struktur swoisty wytrych. Takim „koniem trojańskim” okazała się formacja nieistniejąca w żadnej innej armii obozu socjalistycznego, czyli Generalny Dziekanat Wojska Polskiego, szafarz opieki duszpasterskiej dla żołnierzy i oficerów LWP.

Status prawny Dziekanatu był niejasny – na emigracji przebywał wszak mianowany jeszcze w roku 1926 na mocy dekretu Stolicy Apostolskiej bp Józef Gawlina. Kto by się jednak przejmował „londyńczykami”! Pierwszych kapelanów mianowano jeszcze (oczywiście w ramach mydlenia oczu) jeszcze w sławetnym obozie w Sielcach nad Oką, skąd 1 DP wyruszyła na rzeź pod Lenino. A potem już poszło. Kolejni kapelani zasilali korpus osobowy oficerów duszpasterstwa, istniały kościoły garnizonowe, ba, w latach 1945-1950 istniał nawet odrębny Dziekanat KBW!
Ogłoszenie zamieszczone w piśmie „Ksiądz Obywatel” (w zbiorach BUW). Fot. zbiory autora
Episkopat patrzył na te struktury niechętnie (kilkakrotnie przedstawiał stronie rządowej projekty uregulowania kwestii ordynariatu, podkreślał, że kapelani powinni otrzymywać jurysdykcję od biskupów ordynariuszy), nie chcąc jednak zaogniać konfliktu – przymykał na nie oko. Księża kapelani zaś, związani „zawodowo” i towarzysko z LWP, mieli nie lada problem ze swą lojalnością – niemal wszyscy zresztą, od końca lat 40. zwerbowani byli przez Informację Wojskową. Kłopot ten mieli nie tylko w latach stalinizmu: ostatni Generalny Dziekan LWP, ks. płk Florian Klewiado sprawujący swą godność w latach 1986-1991, wsławił się głównie spaleniem pod koniec 1990 roku całości akt Kancelarii Dziekanatu…

Drugim „koniem trojańskim” były struktury grupujące kombatantów. Od początku wchodzili w ich skład (głównie w Związku Byłych Więźniów Politycznych Hitlerowskich Więzień i Obozów Koncentracyjnych) duchowni uwięzieni podczas wojny w niemieckich KZ-tach, głównie w Dachau. Po przymusowym zjednoczeniu ruchu kombatanckiego 1 września 1949 w strukturę Związku Bojowników o Wolność i Demokrację uznano, że to „księża kombatanci” mogą stać się zaczynem odrębnej struktury.

Komisja Księży i wielkie wzruszenia

Bezpośrednio po kongresie, na którym powołano ZBoWiD (w miesiąc po wizycie Bieruta na Kremlu!) do Belwederu udała się delegacja księży-kombatantów. W styczniu 1950 przy Zarządzie Głównym ZBoWiD powołano tzw. Komisję Księży – i, choć nie miało to wielkiego sensu (wśród przeszło tysiąca członków ruchu kombatanci stanowili niespełna 10 proc.), to Komisja, stając się niejako „państwem w państwie”, zaczęła rozbudowywać swoje struktury wojewódzkie i powiatowe, wciągając kolejnych duchownych.


Patrząc na księży zaangażowanych w ruch utworzony przy ZBoWiD, można wyróżnić przede wszystkim cztery środowiska. Pierwsze, którego rola z czasem malała, to „kombatanci”. Pojęcie to zresztą systematycznie rozmywano – według regulaminu Komisji za kombatanta uznawano księdza, który „walczył z faszyzmem lub był prześladowany przez okupanta albo sanację”.

Druga grupa to wspomniani już duchowni z Dziekanatu Polowego. Spośród nich też wywodzili się najbardziej znani działacze ruchu, tacy jak ks. Antoni Lemparty, kapelan LWP, czy ks. płk Roman Szemraj, w latach 1947-1954 współpracownik Informacji Wojskowej, a od stycznia 1953 – Generalny Dziekan LWP. Trzecia – to duchowni-intelektualiści, często z zacięciem religioznawczym, nieraz mający poczucie niezrozumienia czy ograniczania swych aspiracji: wśród „księży patriotów” znaleźli się ks. prof. Jan Czuj czy ks. prof. Józef Pastuszka, ale też – znamienne – duchowni, którzy w latach 50. czy 60. odeszli ze stanu kapłańskiego, jak prof. Mieczysław Żywczyński czy Józef Keller.

Pogrzeby specjalnej troski. Księża interesujący dla SB za życia i po śmierci

Grób ks. Jerzego Popiełuszki był obserwowany do 1989 r., a jego okolica „operacyjnie zabezpieczana”.

zobacz więcej
Czwartą jednak, najliczniejszą grupę tworzyli duchowni z wiejskich parafii. Z ich listów do redakcji czasopism wydawanych przez Komisję Księży – „Głosu Kapłana”, przemianowanego w 1950 r. na „Księdza Obywatela” – można się domyśleć części ich motywacji: urazy, złe traktowanie przez proboszcza, datująca się z czasów II RP niechęć do „państwa z dworu”. Także – rozbrajająca prostolinijność i naiwność, której dowodem są zarówno opublikowane w 1982 przez Pax wspomnienia ks. Stanisława Owczarka, jednego z liderów ruchu, jak i liczne skargi i supliki: „Parafii naszej – o starożytnym kościółku – przydzielono trzy dzwony. Zawdzięczamy to Okręgowej Komisji Księży w Kielcach..!” – bije w spiż ks. Józef Kotwicki. Ks. J. B. (zdumiewająco wiele na łamach „Księdza Obywatela” inicjałów, zdumiewająco mało nazwisk!) „donosi ze szlachetną dumą, że jego przemówienia i zachęty w szeregu wypadków skłoniły chłopów do szybszego dostarczenia zboża w ramach akcji skupu”. „Każdą wolną chwilę spędzam na ulicach Warszawy. Jest to dla mnie najmilszy odpoczynek. (…) W żadnym innym ustroju robotnicy polscy nie pracowaliby z takim entuzjazmem i poświęceniem!” – wzrusza się ks. K. J.

Nie są to oczywiście wszystkie motywacje, jakie skłaniały do udziału: inne jednak odnotowane są w zachowanych teczkach IV Departamentu MSW.

Dał nam przykład ksiądz Kołłątaj

Komisja Księży nie spełniła się jako „koń trojański”: jej aktywiści odegrali istotną rolę podczas przejmowania przez władze komunistyczne majątku Caritasu, mieli wpływ na Episkopat po aresztowaniu prymasa Stefana Wyszyńskiego, pokazali się podczas wrocławskiego Kongresu Intelektualistów w Obronie Pokoju w 1948, a i później, oddając głosy pod Apelem Sztokholmskim. Środowisku temu brakowało jednak liderów i inicjatywy: swoje wpływy roztoczył nad nimi dynamiczny Pax, wcielając ich do „Komisji Duchownych i Świeckich Działaczy Katolickich przy Ogólnopolskim Komitecie Frontu Narodowego”. Niedobitki podjęły pod koniec lat 50. pracę w Kołach Księży przy nadal państwowym Caritasie, nie miało to już jednak większego znaczenia.
Najbardziej malowniczym śladem aktywności księży patriotów pozostaje wydawana przez nich prasa – nie posiadająca precedensu hybryda tradycyjnej pobożności (dodajmy – w jej najbardziej uproszczonym wariancie) i wątków propagandowych typowych dla epoki stalinizmu. Socjologów i religioznawców od dawna fascynowały pokrewieństwa „kanonicznej” pobożności i ruchów totalitarnych, nieraz zwracano uwagę na quasi-religijny charakter praktyk i ceremonii komunizmu czy nazizmu – od portretów Przywódców jako odpowiedników „obrazów świętych”, poprzez elementy deifikacji Wodza (wszechmocnego, nieśmiertelnego, panującego nad materią i czasem), aż po samokrytykę, będącą psychologicznie analogią publicznego wyznania grzechów. W przypadku „Księdza Obywatela” mamy jednak do czynienia z czymś innym: z usiłowaniem stworzenia amalgamatu tradycyjnego pisma dla księży i agitacyjnego organu komunistycznego.

Wynik jest kuriozalny. Jak wiadomo, Stalinowi przypisywano bon-mot: „Narzucać Polsce siłą socjalizm, to jak usiłować osiodłać krowę”. Łamy „Księdza Obywatela” przypominają jednak raczej starania, by założyć wędzidło hipopotamowi.

Wyrazem pobożności są zazwyczaj oleodrukowe obrazki: brak nie tylko rozważań teologicznych, lecz choćby modlitw czy pieśni. Na okładce nieodmiennie ckliwy obrazek wiejskiego kościółka lub wizerunek odbudowywanych zabytków. Dwa razy Giotto, raz Rubens: reszta malarzy, podobnie jak redaktorzy i korespondenci, pozostaje anonimowa.

Zainteresowania historyczne księży redaktorów koncentrują się na historii europejskiego imperializmu – oraz na galerii polskich księży-bojowników postępu. Nie ma numeru „Księdza Obywatela” w którym nie pojawiliby się ks. Stanisław Staszic, ks. Hugo Kołłątaj i ks. Stanisław Konarski. Jako czwarty przywoływany był zwykle ks. Piotr Ściegienny, który stał się również patronem Domu Wypoczynkowego dla Księży w Krynicy, otwartego staraniem Komisji. Życzliwe słowa poświęcano, jako patriocie i reformatorowi, ks. Talleyrandowi.

Ksiądz proboszcz podziwia Aleję Stalina

Nie szczędzono za to słów potępienia dla amerykańskich żołdaków w Korei i neohitlerowców w Berlinie. Najlepiej zresztą poinformowani byli redaktorzy o stanie spraw gospodarczych i politycznych. „Realne płace robotników w Niemczech Zachodnich i w Belgii wynoszą 70% poziomu przedwojennego, w Grecji – 53%. (…) Warunki pracy w przemyśle kapitalistycznym są przerażające. W pierwszym kwartale 1951 r. w Stanach Zjednoczonych wskutek nieszczęśliwych przypadków straciło życie 110 tysięcy robotników. (…) Dochód farmerów amerykańskich zmniejszył się od 1947 r. o 30%” – troszczył się ks. redaktor w „Próbie bilansu”, dodając zarazem: „W ZSRR świat cały podziwia wielkie budowle komunizmu”.

Czy w Polsce mógł się narodzić chrześcijański socjalizm?

Bohdan Cywiński chciał pozyskać niekomunistyczną lewicę dla Kościoła i Polski. Nie udało mu się. W III RP lewą stronę zdominowali postkomuniści zblatowani z oligarchami.

zobacz więcej
Co spędzało sen z oczu redakcji, prócz ucisku narodów kolonialnych i spadku siły nabywczej funta szterlinga („w stosunku do dolara w porównaniu z rokiem 1951 wynosi zaledwie 32%”)? Sanacja i spiski. „Obok olbrzymiej masy księży, którzy z całym przekonaniem włączyli się w nurt nowej rzeczywistości budując szczęśliwą przyszłość opartą na zasadach sprawiedliwości społecznej, istnieją grupki księży-wykolejeńców” – lamentuje ks. Andrzej Kowalski na marginesie procesu tzw. Inspektoratu Zamojskiego. „Uwielbiany przez niektórych księży rząd sanacyjny nigdy w ten sposób nie zatroszczył się o nich!” – komentują kuracjusze zgromadzeni w krynickim Domu Wypoczynkowym. Zła sanacja, zła hierarchia – która „wprowadzała nastroje p r o s z l a c h e c k i e wśród niższego duchowieństwa”, zaś „x. biskupi ulegali podszeptom obszarników”, więc ich zarządzenia „faktycznie pochodziły ze sfer ziemiańskich”. Ale na szczęście „wspaniałym rozmachem budownictwa w Berlinie Wschodnim jest aleja Stalina…”.

I tak w kółko – niemodlitewnie. Księża dziękują za dzwony i talony na sutannę, dzwonią przyznawanymi im Krzyżami Komandorskimi Orderu Odrodzenia Polski („przewodniczący MRN ob. J. Albrecht dekoruje ks. płk. H. Weryńskiego, zasłużonego bojownika w walce o pokój”) i podkreślają, trącając się kieliszkami z majorami LWP, że „łączy nas wspólna idea”. Czasem w karnym dwuszeregu ruszają na akcję odgruzowywania ludowej stolicy, czasem popierają akcję skupu zboża. Zasiadają w prezydiach, przemawiają za pokojem. Na suknie za ich plecami tkwi nieodmiennie emblematyczna trójca: duży krucyfiks, portret prezydenta Bieruta i biały gołąbek – reprezentujący jednak nie Ducha Świętego, lecz Rozbrojenie.

I tak zastygli, biedaczyska, w smole starych klisz.

– Wojciech Stanisławski

TYGODNIK TVP, ul. Woronicza 17, 00-999 Warszawa. Redakcja i autorzy


Korzystałem m.in. z prac prof. Jana Żaryna („»Księża patrioci« - geneza powstawania formacji duchownych katolickich” [w:] „Polska 1944/45.Studia i materiały”, Warszawa 1995), dra Jacka Żurka („Ruch »księży patriotów« w województwie katowickim w latach 1949-1956”, Warszawa-Katowice, 2009) oraz artykuł Krzysztofa Stachiewicza „Dzieje ruchu »księży patriotów« w Polsce Ludowej”, „Ethos” nr 1 (37)/1997.

W poniedziałek 22 listopada na antenie TVP Historia o godz. 22:00 odbędzie się premierowa emisja debaty z cyklu „Spór o historię”, poświęconej „Księżom patriotom”.
Zobacz więcej
Historia Najnowsze wydanie
SB nagrała, media wyemitowały. Największy sukces komunistów AD...
Nieformalne posiedzenie rejestrowali agenci bezpieki oraz – także podejrzewany o współpracę ze służbami – Mieczysław Wachowski.
Historia Poprzednie wydanie
Jak „zagranica” zmuszała Polskę do pokory
„Nie pozostawimy Polski w potrzebie i nie pozwolimy jej skrzywdzić” – zapowiedzieli sojusznicy.
Historia Poprzednie wydanie
Największa winiarnia Starego Świata. Odkryto ją w Izraelu
Tutejsze wino było zapewne codziennym napojem św. Hieronima, który stworzył Wulgatę.
Historia Poprzednie wydanie
Ściśle tajne. Jedyna prawdziwa gazeta w PRL
Kto miał w PRL władzę, ten miał BS. Lub jak kto woli, kto miał BS, ten był kimś.
Historia Poprzednie wydanie
Superszpieg z „Liceum”
Miała 24 lata i kierowała siatką wywiadowczą.