Historia

Jesteśmy odcięci od świata

Doświadczam dziwnego i całkowicie nielogicznego uczucia satysfakcji, gdy widzę na skrzyżowaniu policjanta żydowskiego – widok całkowicie nieznany w przedwojennej Polsce. Dumnie kieruje ruchem ulicznym, choć prawie nie trzeba nim kierować, bo z rzadka tylko przejeżdżają wozy konne, dorożki i karawany – te ostatnie widuje się najczęściej.

Fragmenty „Pamiętnika” Mary Berg, w przekładzie Adama Tuza, publikujemy dzięki uprzejmości wydawnictwa Prószynski i S-ka , które już po raz drugi prezentuje polskim czytelnikom tę wyjątkową pozycję. W Polsce ukazała się po raz pierwszy w 1983 roku jako „Dziennik z getta warszawskiego”.

2 LISTOPADA 1940

Krąży uporczywa plotka, że dzielnica żydowska wkrótce zostanie zamknięta. Niektórzy twierdzą, że to dla nas lepiej, gdyż Niemcy nie odważą się tak jawnie popełniać zbrodni, poza tym będziemy chronieni od napaści polskich chuliganów. Ale inni, zwłaszcza ci spośród nas, którzy uciekli z łódzkiego getta, są przerażeni. Poznali już bowiem smak życia w zamkniętej dzielnicy żydowskiej pod niemieckim panowaniem.

15 LISTOPADA 1940

Dzisiaj oficjalnie utworzono getto. Żydom zabroniono poruszać się poza granicami wytyczonymi przez pewne ulice. Wywołało to znaczne wzburzenie. Ludzie biegają nerwowo i przekazują sobie szeptem rozmaite plotki, jedna bardziej niesamowita od drugiej.

Rozpoczęto już wznoszenie muru trzymetrowej wysokości. Żydowscy murarze pod nadzorem żołnierzy niemieckich układają kolejne rzędy cegieł. Ociągających się przy pracy nadzorcy karzą chłostą. Nasuwa mi to na myśl biblijny opis naszej niewoli w Egipcie. Gdzie jest Mojżesz, który nas wyzwoli z nowego poddaństwa?

U wylotu tych ulic, na których ruch nie ustał całkowicie, stanęli niemieccy wartownicy. Niemcy i Polacy mają wstęp do zamkniętej dzielnicy, lecz nie wolno im wnosić żadnych paczek. Przed naszymi oczami pojawia się widmo głodu.

20 LISTOPADA 1940

Ulice opustoszały. We wszystkich domach trwają nadzwyczajne zebrania. Panuje straszliwe napięcie. Niektórzy domagają się zorganizowania akcji protestacyjnych. Z takimi głosami występuje młodzież; starszyzna uważa to za niebezpieczny pomysł. Jesteśmy odcięci od świata. Nie ma odbiorników radiowych, telefonów, gazet. Aparaty telefoniczne mają jedynie znajdujące się w getcie szpitale i komisariaty polskiej policji.

Żydom mieszkającym po stronie aryjskiej nakazano wyprowadzić się do 12 listopada. Wielu czekało do ostatniej chwili w nadziei, że Niemcy – pod wpływem protestów lub łapówek – cofną zarządzenie o utworzeniu getta. Tak się jednak nie stało i spora liczba naszych współziomków musiała w jednej chwili opuścić swoje pięknie umeblowane mieszkania, by zjawić się w getcie zaledwie z paroma tobołkami.
W październiku 1940 Niemcy przesiedlili warszawskich Żydów do getta i zamknęli jego bramy. Fot. Keystone-France/Gamma-Keystone via Getty Images
Firmom należącym do chrześcijan, które mają siedziby w obrębie zamkniętej dzielnicy żydowskiej, pozwolono tymczasowo pozostać, o ile działają co najmniej od dwudziestu pięciu lat. W getcie znajduje się wiele polskich i niemieckich zakładów, więc dzięki ich pracownikom podtrzymujemy wątły kontakt ze światem zewnętrznym.

22 LISTOPADA 1940

Getto jest zamknięte już przez cały tydzień. Mury z czerwonych cegieł u wylotu ulic wychodzących z getta osiągnęły znaczną wysokość. W naszej nieszczęsnej dzielnicy huczy jak w ulu. W domach i na podwórzach, wszędzie, gdzie nie sięgają uszy Gestapo, ludzie nerwowo dyskutują o prawdziwych celach zamknięcia przez Niemców dzielnicy żydowskiej. Jak będziemy się zaopatrywać? Kto będzie utrzymywał porządek? Może naprawdę to dla nas lepiej, może zostawią nas w spokoju?

Tego popołudnia wszyscy członkowie naszej grupy ŁZA [Łódzki Zespół Artystyczny; spontanicznie utworzona grupa artystycznej młodzieży pochodzącej z getta łódzkiego, celem występów była zbiórka funduszy na pomoc dla najbiedniejszych – przyp.red.] zebrali się u mnie w mieszkaniu. Siedzieliśmy odrętwiali, nie wiedząc, co począć. Cały nasz trud teraz jest bezużyteczny. Kogo w tych dniach obchodzi teatr? Wszyscy myślą o jednym: o getcie.

Mur miał chronić Żydów przed pogromami, Polaków przed tyfusem. Jak Niemcy przygotowali zamknięcie getta

W Warszawie przed wojną Dzielnica Północna była „naturalnie” zasiedlona przez Żydów. Niemcy musieli ją tylko ogrodzić i pilnować.

zobacz więcej
15 GRUDNIA 1940

Życie toczy się dalej. Matka jako Amerykanka nadal może przekraczać bramy getta. Wychodząc, okazuje paszport, a niemiecki strażnik, zwracając jej amerykański dokument, salutuje z wielkim szacunkiem.

Ostatnio matka kilkakrotnie odbywała takie wyprawy, załatwiając najróżniejsze sprawy swoich przyjaciół. Szczególną ich wdzięczność budzi to, że może wysyłać ich zagraniczną korespondencję, której urzędy pocztowe w getcie nie przyjmują. Matka jako obywatelka amerykańska może bez specjalnych trudności wysyłać listy z niemieckiej placówki pocztowej. Przy okienku sprawdzają jej paszport – nazwisko nadawcy musi się z nim zgadzać. Mogę sobie wyobrazić zaskoczenie mieszkających za granicą na widok listów od ich najbliższych krewnych z nazwiskiem jakiejś nieznajomej jako nadawczyni.

Przy Mokotowskiej 14 znajduje się siedziba placówki rozdzielającej pomoc dla amerykańskiej kolonii w Warszawie. Raz w miesiącu wszyscy obywatele amerykańscy otrzymują dużą paczkę żywnościową o nominalnej wartości jedenastu złotych – naprawdę warta jest ona trzysta złotych i często zawiera artykuły niedostępne nigdzie za żadną cenę.


Kwestia zaopatrzenia w żywność staje się coraz bardziej paląca. Na kartki każdemu przysługuje sto gramów chleba dziennie oraz jedno jajko i kilogram marmolady z warzyw (słodzonej sacharyną) na miesiąc. Pół kilo ziemniaków kosztuje złotówkę. Zapomnieliśmy już, jak smakują świeże owoce. Nic nie można sprowadzać ze strony aryjskiej, choć wszystkiego jest tam w bród. Ale głód i żądza zysku są silniejsze niż wszystkie kary grożące szmuglerom, toteż szmugiel stopniowo staje się coraz ważniejszym zajęciem.

Ulicę Sienną, która stanowi jedną z granic getta, jedynie mury oddzielają od przecinających ją przecznic; domy z podwórzami wychodzącymi na Złotą (równoległą do Siennej) po tak zwanej drugiej stronie są tymczasowo odgrodzone od zewnętrznego świata zasiekami z drutu kolczastego. To tędy szmugluje się najwięcej. Nasze okna wychodzą na takie podwórze. Przez całą noc dobiega stamtąd hałas, rano zaś na ulicach pojawiają się wózki z jarzynami, a w sklepach jest pełno chleba. Są nawet cukier, masło, ser – oczywiście po wysokich cenach, bowiem dla zdobycia tych artykułów ludzie ryzykują życie.

Czasami udaje się przekupić niemieckiego wartownika i przewieźć przez bramę cały wóz najróżniejszych towarów.
Umundurowanie policjanta składa się z granatowej czapki i wojskowego pasa z przytwierdzoną gumową pałką - notowała Mary Berg. Fot. P. K. Knobloch/Galerie Bilderwelt/Getty Images
Niemcy zażądali od zarządu Gminy Żydowskiej powstrzymania szmuglu. Nakazali także utworzyć policję żydowską, która ma pomóc polskiej w utrzymaniu porządku. W getcie zamierza się zwerbować dwa tysiące krzepkich mężczyzn w wieku od dwudziestu jeden do trzydziestu pięciu lat. Mile widziani są ci, którzy walczyli na wojnie. Wymagane jest także odpowiednie wykształcenie: trzeba posiadać co najmniej świadectwo szkolne.

22 GRUDNIA 1940

Powstała policja żydowska. Zgłosiło się więcej kandydatów, niż było potrzeba. Wyboru dokonała specjalna komisja, a „znajomości” odgrywały ważną rolę. Na samym końcu, kiedy zostało wolnych zaledwie kilka stanowisk, pomagały też pieniądze… Nawet w raju nie każdy bywa święty.

Komendantem głównym policji w getcie jest pułkownik Szeryński, żydowski konwertyta, który przed wojną kierował policją w Lublinie. Jego trzema zastępcami są: Hendel, Lejkin i Firstenberg; wszyscy razem tworzą najwyższą radę policji. Podlegają jej komendanci regionów, szefowie dystryktów (regiony dzielą się na dystrykty), wreszcie zwykli policjanci wykonujący rutynowe zadania.

Ich umundurowanie składa się z granatowej czapki policyjnej i wojskowego pasa z przytwierdzoną gumową pałką. Nad daszkiem czapki znajduje się metalowa plakietka z gwiazdą Dawida i napisem „Jüdischer Ordnungsdienst” (Żydowska Służba Porządkowa). Na niebieskim otoku czapki specjalne znaki wskazują rangę policjanta: jeden cynowy krążek wielkości paznokcia u kciuka oznacza policjanta, dwa – starszego policjanta, trzy – szefa dystryktu, jedna gwiazdka – komendanta regionu, dwie – któregoś z trzech zastępców komendanta głównego i cztery – samego komendanta głównego.

Jak wszyscy Żydzi, policjanci żydowscy muszą nosić na rękawie białą opaskę z niebieską gwiazdą Dawida i dodatkowo – żółtą z napisem „Jüdischer Ordnungsdienst”. Na piersi noszą też metalowe plakietki z numerami.

Andrzej Szpilman: Muzeum Polin nie umieściło moich pamiątek po ojcu na żadnej ekspozycji

Słynny pianista bał się samotności i nie lubił wyjeżdżać. Nigdy nie mówił, co działo się podczas wojny.

zobacz więcej
Do obowiązków nowych policjantów żydowskich należą: pilnowanie bram getta razem z niemieckimi żandarmami i polskimi policjantami, kierowanie ruchem na ulicach getta, ochrona urzędów pocztowych, kuchni i placówek administracji getta oraz wykrywanie i zwalczanie szmuglerów.

Najtrudniejszym zadaniem policji żydowskiej jest tępienie żebraniny – w rzeczywistości polega to na przepędzaniu żebraków z jednej ulicy na inną, ponieważ nie ma co z nimi zrobić, tym bardziej że ich liczba rośnie z godziny na godzinę.

Siedziba główna policji, tak zwana KSP2, znajduje się przy Ogrodowej 15; pięć komend regionów ulokowano przy Twardej, Ogrodowej, Lesznie, Gęsiej w pobliżu Nalewek i przy cmentarzu żydowskim.

Doświadczam dziwnego i całkowicie nielogicznego uczucia satysfakcji, gdy widzę na skrzyżowaniu policjanta żydowskiego – widok całkowicie nieznany w przedwojennej Polsce. Dumnie kieruje ruchem ulicznym, choć prawie nie trzeba nim kierować, bo z rzadka tylko przejeżdżają wozy konne, dorożki i karawany – te ostatnie widuje się najczęściej. Od czasu do czasu przejeżdżają z dużą szybkością auta Gestapo, lecz ich kierowcy nie zwracają uwagi na polecenia policjantów żydowskich i zupełnie nie dbają o to, czy potrącą kogoś z przechodniów.

– Mary Berg
Mary Berg „Pamiętnik”, wyd. Prószynski i S-ka
O książce:

Na ekrany kinowe wszedł właśnie film „Śmierć Zygielbojma”, który po raz kolejny pokazuje całkowitą obojętność świata zachodniego na zaplanowaną i wykonaną przez Niemców zagładę polskich – i nie tylko polskich – Żydów. Zygielbojm, wybitny działacz samorządowy, radny miejski i socjalista, wyjeżdża z okupowanej Warszawy, w której jeszcze nie ma getta.

Getto dla obywateli polskich pochodzenia żydowskiego okupujący nasz kraj Niemcy utworzyli w Warszawie w listopadzie 1940 roku, 81 lat temu. Zwozili do niego wielkimi grupami ludzi wyrzucanych z wielu okolicznych miejscowości, zmuszali ich do życia w nieludzkich warunkach, ale wtedy nikt jeszcze nie spodziewał się „ostatecznego rozwiązania”. W getcie kwitło życie kulturalne, choć śmierć wyglądała już z każdego zaułka.

Wstrząsające opisy są dzisiaj znane z wielu źródeł, ale „Pamiętnik” Mary Berg pozostaje wciąż dokumentem niezwykłym. Autorka rozpoczęła go pisać we wrześniu 1939 roku, mając piętnaście lat, i nigdy nie straciła nadziei na ocalenie.

Mary Berg, a właściwie Miriam Wattenberg, urodziła się wprawdzie w Polsce, ale jej mama – w USA i była Amerykanką, obywatelką Stanów Zjednoczonych. Dzięki temu mogła w czasie Zagłady ocalić życie swoich córek Mary i Anny oraz męża, choć początkowo wcale nie było to oczywiste. Jednak, jak pisze Mary, kiedy „w grudniu 1939 roku listonosz doręczał matce list z amerykańskiego konsulatu, nie mógł się powstrzymać od wyrażenia zazdrości z powodu naszych związków z Ameryką”.

Mary z rodziną spędziła w warszawskim getcie kilka lat; pisze, że matka przybiła na drzwiach swoją amerykańską wizytówkę, która „stała się cudownym talizmanem przeciwko niemieckim bandytom, bez przeszkód odwiedzającym wszystkie żydowskie mieszkania”. Mary powoli coraz głębiej rozumie tragizm swego losu – także to, że ma jednak inne możliwości niż jej przyjaciele z getta i jej utalentowany chłopak Romek Kowalski.

Rodzina Wattenbergów wyjechała z Warszawy dopiero w styczniu 1943 roku po długotrwałych i skomplikowanych zabiegach, wzlotach i upadkach nadziei, wreszcie miesiącach internowania na Pawiaku. Zanim dotarła do USA, spędziła jeszcze blisko rok w Vittel we Francji, wraz z innymi Amerykanami. Ostatecznie rodzina Wattenbergów weszła w skład grupy wymienionej na jeńców niemieckich internowanych przez aliantów.

W USA przemycony „Pamiętnik” nie miał łatwo – był pierwszą angielskojęzyczną publikacją na ten temat, a Ameryka przecież nie przyszła z pomocą mordowanym Żydom – graniczy więc z cudem, że książka ukazała się od razu w 1945 roku. Ale potem na wiele lat zapadła cisza. Mary Berg nie prowadziła żadnej promocji swojej książki, zmarła w roku 2013.

– Barbara Sułek-Kowalska


TYGODNIK TVP, ul. Woronicza 17, 00-999 Warszawa. Redakcja i autorzy


Tytuł od redakcji
Zdjęcie główne: Kładka nad ulicą Chłodną w Warszawie, która zgodnie z okupacyjnym prawem była niedostępna dla Żydów. Kładka łączyła małe i duże getto. Zdjęcie zostało wykonane między rokiem 1941 a '42. Fot. Roger Viollet via Getty Images
Zobacz więcej
Historia Najnowsze wydanie
SB nagrała, media wyemitowały. Największy sukces komunistów AD...
Nieformalne posiedzenie rejestrowali agenci bezpieki oraz – także podejrzewany o współpracę ze służbami – Mieczysław Wachowski.
Historia Poprzednie wydanie
Jak „zagranica” zmuszała Polskę do pokory
„Nie pozostawimy Polski w potrzebie i nie pozwolimy jej skrzywdzić” – zapowiedzieli sojusznicy.
Historia Poprzednie wydanie
Największa winiarnia Starego Świata. Odkryto ją w Izraelu
Tutejsze wino było zapewne codziennym napojem św. Hieronima, który stworzył Wulgatę.
Historia Poprzednie wydanie
Ściśle tajne. Jedyna prawdziwa gazeta w PRL
Kto miał w PRL władzę, ten miał BS. Lub jak kto woli, kto miał BS, ten był kimś.
Historia Poprzednie wydanie
Superszpieg z „Liceum”
Miała 24 lata i kierowała siatką wywiadowczą.