Historia

Kolejna cegła w murze. Krótka historia granicznych płotów

„Mur to gwarancja dobrego sąsiedztwa” - głosi przysłowie, spopularyzowane przez amerykańskiego poetę Roberta Frosta. Historia uczy jednak, że nawet najwyższy parkan nie pomoże, jeśli jego budowniczym brakuje wytrwałości i woli walki.

Od początku świata ludzie, którzy mają coś do stracenia, próbują oddzielić się od reszty współziomków. Dostępu do rezydencji milionerów bronią żerujące na powszechnym poczuciu zagrożenia agencje ochroniarskie i tradycyjne (choć często naszpikowane elektroniką) płoty. Grodzone osiedla, w których mieszkają wszak nie tylko bogacze, są współczesnym wcieleniem obronnych, średniowiecznych wiosek i miasteczek. Mury wznosiły, często olbrzymim nakładem pracy, prawie wszystkie cywilizowane ludy. Ich resztki można znaleźć w każdym zakątku świata. Surowcem były kamienie, cegły, albo zwykła ubita ziemia. Kto zagustował w osiadłym trybie życia, musiał budować szańce, palisady, wieże strażnicze i fosy na wypadek niezapowiedzianej wizyty koczowników.

Pochwała hipokryzji

Słowo „mur” ma zła prasę i fatalne konotacje. Politycy wolą więc odmieniać przez wszystkie wypadki milej brzmiący w uszach wyborców termin „bezpieczeństwo”. Idea, skompromitowana w XX wieku, przeżywa jednak renesans. Minął czas, gdy wysokie parkany były symbolem tchórzostwa, izolacjonizmu i haniebnych podziałów, kojarzyły się z żydowskim gettem i zimną wojną. David Frye ironizuje, że „żyliśmy wtedy w anormalnej fazie dziejów”, a teraz wracamy do normy. Według amerykańskiego historyka nasza cywilizacja bez płotów nie byłaby sobą.

Oczywiście, świat się zmienia. Graniczne konstrukcje kiedyś miały powstrzymywać agresywne ruchy sąsiada, dziś częściej chronią przed masowymi migracjami, tudzież terroryzmem i przemytem narkotyków. Na ułatwieniach w podróży i transferze towarów najbardziej skorzystał wielki biznes. Nic dziwnego, że wspiera kampanie, propagujące zalety otwartych granic i „budowania mostów między narodami”. W tej sprawie, jak i w innych, opłaca się być hipokrytą. Na Donalda Trumpa, po tym gdy stał się zdeklarowanym zwolennikiem budowy „pięknego muru” na granicy z Meksykiem, spadła lawina krytyki. A przecież pomysłodawcą tej formy zabezpieczenia południowej flanki USA był demokrata Bill Clinton. Miał on jednak na tyle rozumu, że starannie wystrzegał się używania słowa „wall”.

Od Sahary do Himalajów

Jeszcze większy zgiełk wywołał Izrael, oddzielając się od Palestyńczyków (a przy okazji również od Syrii i Egiptu) betonowym monstrum, wyposażonym w najnowocześniejsze technologie. Jak się wydaje skutecznym, bo Żydzi rychło stali się eksporterami know-how tej wyspecjalizowanej i coraz popularniejszej branży.

Na Bliskim Wschodzie najbliżej spełnienia odwiecznego marzenia o obwarowaniu całego państwa jest Arabia Saudyjska. Jak wieść niesie, zdołała zabezpieczyć całą liczącą 2700 kilometrów granicę z Jemenem oraz Irakiem. Czujniki znajdują nawet pod ziemią (a raczej pod piachem). Od Iraku odgrodził się też stalową ścianą, nauczony smutnym doświadczeniem, Kuwejt. Jordania za amerykańskie kredyty i przy pomocy amerykańskich fachowców zabezpieczyła się od niespodzianek ze strony Syrii, zaś Tunezja - ze strony Libii.
Premier zapowiedział, że budowa stałej zapory na granicy z Białorusią rozpocznie się za kilka tygodni. Na razie powstało tymczasowe ogrodzenie z drutu kolczastegto. Fot. PAP/Artur Reszko
Frye szacuje liczbę współczesnych murów na 70, ale wkrótce może być ich więcej. Kenia chce skutecznie się odgrodzić od Somalii, Ekwador od Peru, Indie od Pakistanu i Bangladeszu. W ostatnich latach największa demokracja świata stała się największym konsumentem drutu ostrzowego, ogrodzenia pojawiły się nawet na zboczach Himalajów.

Zupełnie inaczej niż kiedyś wygląda granica Tajlandia i Malezji.

W Europie pierwsza była Grecja, która znalazła się na drodze uchodźców z ogarniętej wojną domową Syrii oraz niestabilnego Iraku.

W ślad za Hellenami swe rubieża zaczęła wzmacniać Bułgaria. Erdogan, współsprawca tej wędrówki ludów, po zbudowaniu zapory na granicy z Syrią chce wznieść podobne od strony Iraku i Iranu.

Pożegnanie z Kresami

Gdy strumień imigrantów zmienił kierunek, Węgrzy szybko postawili ogrodzenie pod napięciem na granicy z Serbią. Austria w podobny sposób potraktowała Słowenię, zaś Słowenia - Chorwację. Solidny mur zabezpiecza wjazd do Eurotunelu w Calais. W najgorszej sytuacji są Hiszpanie i Włosi, bo uchodźcy przybywają do nich drogą morską, a zaminowanie plaż nie wchodzi w grę.
Wszystko wskazuje, że do klubu obrońców twierdzy Schengen dołączy Polska. Premier zapowiedział, że budowa zapory na granicy z Białorusią rozpocznie się już za kilka tygodni. Być może trzeba będzie wykarczować kawałek puszczy. Pojawienie się podobnych umocnień na odcinku ukraińskim jest tylko kwestią czasu. Mniemam, że wielu ludzi odetchnie z ulgą, gdy w tak widowiskowy sposób odetniemy się od kłopotliwego dziedzictwa dawnej Rzeczpospolitej.

Mury zawsze wzbudzały ambiwalentne odczucia. Najsłynniejszy z nich, chiński, z jednej strony imponował, z drugiej był obiektem kpin jako symbol daremnych wysiłków. Złośliwiec Wolter nazwał go „pomnikiem zalęknienia”. Miał rację o tyle, że Pierwszy Cesarz, który zmusił do robót fortyfikacyjnych milion poddanych, a następny milion przesiedlił na jałowe obrzeża państwa z zadaniem zaopatrywania żołnierzy, był paranoikiem. Gdy przyszło co do czego, Hunowie i Mandżurowie nawet nie silili się, by sforsować tę przeszkodę. Po prostu ją obeszli (podobnie jak Niemcy linię Maginota).

Od defensywy do defetyzmu

Najstarszy mur graniczny powstał jednak nie w Chinach, lecz w Syrii, na skraju pustyni, ponad cztery tysiące lat temu. Nie wiadomo, czyim był dziełem. Miał w porywach dwa metry wysokości. Gdzież mu do monumentalnej bariery, oddzielającej Siedem Królestw od dzikiej i mroźnej Północy, która zawładnęła wyobraźnią milionów widzów „Gry o tron”! George R.R. Martin strażnikami owej budowli uczynił odzianych na czarno rycerzy - zakonników. Służba była dożywotnia, małżeństwa i płodzenie potomstwa - zakazane, a morale zaskakująco wysokie.

Mój dom murem podzielony…

Kennedy powiedział, że to „niezbyt ładne rozwiązanie, ale tysiąc razy lepsze od wojny”.

zobacz więcej
W realu wyglądało to zgoła inaczej. Chińczycy i Rzymianie gardząc barbarzyńcami, po cichu zazdrościli im wojowniczości i krzepy. W powietrzu wisiało pytanie: skoro nie potrafimy obronić swego kraju w otwartym polu, cóż z nas za mężczyźni? Obronna strategia chwały nie przynosiła, uchodząc za oznakę strachu i zniewieścienia. Spartanie, najbardziej zmilitaryzowany lud Europy, twierdzili, że mury zmiękczają mężczyzn, którzy w nich żyją.

Trudno zaprzeczyć, że słynny mur Hadriana, oddzielający Anglię od barbarzyńców z północy był widomym znakiem przejścia imperium do defensywy. Jego utrzymanie stanowiło olbrzymie obciążenie dla budżetu. W dodatku, już po 50 latach przodkowie dzisiejszych Szkotów zdołali sforsować umocnienia i sprawić Rzymianom krwawą łaźnię.

Ufortyfikowana linia Renu i Dunaju też na dłuższą metę nie zdała egzaminu. Gdy państwo pogrążyło się w kryzysie, germańskie plemiona bezkarnie pustoszyły prowincje, które od trzech wieków nie widziały nieprzyjaciela. Pod wrażeniem tej klęski zaczęto fortyfikować większe miasta, na czele z Rzymem. Mniejsze ewakuowano lub porzucano na pastwę losu. Rząd, wobec pustek w skarbcu obronę granic powierzył najemnikom, który w końcu zwrócili się przeciw niemu. Cywilizacja znalazła się w odwrocie.

Państwo wschodniorzymskie również pokładało nadmierną wiarę w murach. Konstantynopol solidnie zapracował na opinię twierdzy nie do zdobycia, lecz greckojęzyczna resztówka imperium żyła od oblężenia do oblężenia, broniąc się przed ostateczną klęską dyplomacją i przekupstwem. Persja, rywal Bizancjum, budowało umocnienia nawet w górach Kaukazu, lecz nie od strony pustyni. A stamtąd właśnie nadeszli arabscy najeźdźcy.

W czasach nowożytnych trwał wyścig między artylerzystami i architektami, projektującymi obiekty wojskowe. Górą byli ci pierwsi. Twierdze, wznoszone za ciężkie pieniądze, w chwili próby okazywały się przestarzałe, a ich obrona trwała zawstydzająco krótko. Załogom często brakowało woli walki. Modlin - najpotężniejsza forteca rosyjska, ulepszana przez cały wiek XIX - bronił się przed Niemcami tylko przez 11 dni.

Czechosłowacja, nowe państwo na mapie Europy, próbowała utrwalić swoją niepodległość budując w Sudetach i przy granicy z Austrią ponad dziesięć tysięcy obiektów militarnych (dwa razy więcej, niż Francuzi na linii Maginota). Bez jednego strzału wpadły w ręce wroga, gdyż politycy uznali, że stawianie oporu Hitlerowi równa się samobójstwu.

Era żelazna, era złota

W sierpniu 1961 roku w środku Europy zaczął powstawać mur-kuriozum. Zachodnią część Berlina otoczono drutem kolczastym i betonowymi płytami. Była to kiepska reklama komunizmu, lecz Honecker i towarzysze nie znaleźli innego sposobu powstrzymania eksodusu rodaków. Mur, dzielący niemiecką stolicę, skupił na sobie cały blask reflektorów, choć był tylko małym fragmentem Żelaznej Kurtyny, którą Stalin odgrodził swe imperium od gnijącego Zachodu.
Sowieci zaczęli uszczelniać liczącą 1381 kilometrów zachodnią granicę swojej strefy okupacyjnej, gdy miłość między aliantami jeszcze kwitła. Podróże z NRD do RFN były niezapomnianym przeżyciem. Jałtańskiego status quo strzegły zasieki, pola minowe, metalowa siatka pod napięciem, czujniki ruchu, bojowo usposobione psy oraz kilkadziesiąt tysięcy uzbrojonych po zęby mundurowych i tajniaków. Ale tak zwane granice przyjaźni między państwami - sygnatariuszami Układu Warszawskiego, wyglądały niewiele lepiej. Górskie szlaki, wytyczone jeszcze w czasach cesarzy, zamknięto. Z krajobrazu znikały wieże widokowe i schroniska turystyczne.

Mur berliński, spopularyzowany przez media, sensacyjne powieści i kino, istniał tylko 28 lat. Upadł spektakularnie w listopadzie 1989 roku, choć prawdę powiedziawszy pierwsi byli Węgrzy, którzy uzyskawszy zgodę Moskwy swój odcinek Żelaznej Kurtyny zaczęli rozbierać już w maju.

Parkany i zasieki, dzielące Cypr na część grecką i turecką, wciąż mają się dobrze. Koreańska strefa zdemilitaryzowana, biegnąca wzdłuż 38 równoleżnika, pozostaje największym polem minowym świata. To spadek po minionym stuleciu, ale wszystko wskazuje, że złota era płotów i murów dopiero się zaczyna.

– Wiesław Chełminiak

TYGODNIK TVP, ul. Woronicza 17, 00-999 Warszawa. Redakcja i autorzy


Korzystałem z: David Frye, „Mury”, przełożyła Hanna Pustuła - Lewicka, wydawnictwo W.A.B. Warszawa 2021
Zdjęcie główne: Wielki mur chiński. Fot. Artyom Ivanov / TASS / Forum
Zobacz więcej
Historia Najnowsze wydanie
Kryzys naftowy. Jak wykorzystać odcięcie dostaw ropy
Zachód zmądrzał po szkodzie.
Historia Najnowsze wydanie
Ziemia obiecana czy przeklęta? II wojna i polscy emigranci w USA
Czasem amerykański sen okazywał się amerykańskim koszmarem...
Historia Poprzednie wydanie
Ostatnia romantyczna wojna. Bitwa o Falklandy
Osiemdziesięciu zwiadowców SAS prowadziło rozpoznanie w 4-osobowych grupach.
Historia Poprzednie wydanie
Bunt w Workucie. Rynsztokiem płynęła krew więźniów
„Te obozy nie są bardziej ludzkie niż Majdanek i Oświęcim. Mordowano nas, szczuto psami, morzono głodem...”
Historia Poprzednie wydanie
Zagłodzić zbuntowany naród
Przez trzy lata Jan Zumbach walczył w biafrańskich „siłach powietrznych”, które budował od zera.