Kultura

Groteska jak z Monty Pythona. Polityczna poprawność „skasowała” Terry’ego Gilliama

Mówił, że jest zmęczony byciem „białym mężczyzną, którego oskarżają o całe zło tego świata”. Poparł oskarżanego o transofobię znanego komika. W końcu został skazany za „myślozbrodnię”.

Terry Gilliam od dawna jest na pierwszej linii frontu walki z polityczną poprawnością. Podobnie jak jego przyjaciel i współpracownik z czasów Monty Pythona John Cleese, Gilliam uważa, że polityczna poprawność jest nową formą totalitaryzmu. Teraz przyszło mu zapłacić za swoje słowa. Londyński teatr The Old Vic odwołał pracę nad musicalem w jego reżyserii.

Wiatraki o różnych barwach

Z wybitnym reżyserem tak kultowych dzieł jak „Brazil”, „Fisher King” czy „Przygody barona Munchausena” nie chcą podobno pracować aktorzy jednego z najstarszych angielskich teatrów. Wszystko przez jego poglądy. Zarówno na temat stand-upu Dave’a Chappelle’a, który rozpala w ostatnich tygodniach głowy piewców politycznej poprawności, jak i przez jego wcześniejsze wypowiedzi m.in. o #Metoo.

Terry Gilliam jest współreżyserem dwóch klasyków Monty Pythona: „Sens życia według Monty Pythona” (1983) oraz „Monty Python i Święty Graal” (1975). Jest współtwórcą „Żywotu Briana” (1979), czyli najodważniejszej i najbardziej bezkompromisowej satyry wymierzonej w wyznawców judaizmu i chrześcijaństwa. W swoich filmach mocował się z różnymi formami zniewolenia. „Brazil” (1985) to wariacja na temat „1984” Georga Orwella, „12 małp” (1996) i „Teoria wszystkiego” (2013) to opowieści o wszechwładzy korporacji.

„Las Vegas Parano” (1998) jest libertariańską wizją ucieczki od norm społecznych w skórze legendarnie zaćpanego dziennikarza Huntera S. Thomsona, natomiast „Parnasus” (2009) to uniwersalna przypowieść o kajdanach własnej wyobraźni. Wreszcie kilkanaście lat prób zekranizowania Don Kichota (powstał na ten temat nawet znakomity dokument „Zagubiony z La Manchy), zwieńczone w 2019 roku „Człowiekiem, który zabił Don Kichota” były symboliczną kropką nad i w walce Gilliama z wiatrakami. Różnymi wiatrakami. O różnych barwach ideologicznych.

To był jego ostatni film fabularny. Czy 81-letni Amerykanin z brytyjskim paszportem jeszcze raz porwie się na filmową przygodę? Gdy zdjęto musical „Into the woods” w jego reżyserii z listy przyszłorocznych premier, trudno sobie to wyobrazić.

Ideologiczna pałka

Co zakrawa na smutną ironię Terry Gilliam jest osobą o poglądach liberalno-lewicowych. Dziś „Brazil” jest fetowane przez amerykańską alt-prawicę jako libertariańska wizja walki jednostki z walcem państwowej machiny. Gilliam w swojej zdumiewającej wizji pomieszał Orwella z Kafką i podlał wszystko pythonowską dozą groteski, co wpisuje się dziś idealnie w alt-prawicową wizję walki z Wielkim Rządem. Tymczasem film był wymierzony w epokę Margaret Thatcher i Ronalda Reagana, których Gilliam oskarżał o zaciśnięcie „żelaznej pięści” oraz „wolnorynkowy fundamentalizm”.
Kadr z filmu "Monty Python i Święty Graal". W środku na dole Terry Gilliam, stoją od lewej: Graham Chapman, Eric Idle, Michael Palin, Terry Jones i John Cleese. Fot. Rights Managed / Mary Evans Picture Librar / Forum
„IRA regularnie podkładała bomby w Londynie, prawicowe dyktatury, które Reagan wspierał w Ameryce Południowej, wskrzeszały tę wspaniałą XVII-wieczną innowację – polowanie na czarownice – zgodnie z którą jeśli uznano cię za winnego, musiałeś zapłacić za własne uwięzienie, a w Niemczech profesorowie na uniwersytetach byli zobowiązani podpisywać przysięgi lojalności w nadziei, że w jakiś sposób odetnie to napływ nowych rekrutów do Frakcji Czerwonej Armii” – pisał w swojej wydanej w 2015 roku autobiografii „Gilliamesque”.

Czy mógł się spodziewać, że 35 lat później polowanie na czarownice i przysięgi lojalności pojawią się po stronie, z której – jako radykalny wróg każdej prawicy – wyrósł?

Gilliam jest człowiekiem, który nie ma problemu, by przyznać, że zrzekając się amerykańskiego obywatelstwa, wcale nie protestował przeciw wojnie w Iraku i nie demonstrował pogardy wobec ekipy Georga W. Busha. W autobiografii napisał, że po prostu nie chciał, aby po jego śmierci żona musiała płacić w USA podatek od spadku.

Kogo stać na takie wyznanie po latach? Szczerość Gilliama nie jest jednak dobrze widziana po „jego” stronie ideologicznego sporu. To nie „zamordyzm” Busha czy potem uniwersum Trumpa dotknęły tego piewcę wolności słowa. Ideologiczną pałką dostało mu się w miejscu, które wybrał do życia, odrzucając obywatelstwo kraju, o ironio!, gwarantującego wolność słowa już pierwszą poprawką do konstytucji. Stało się to w kraju Monty Pythona.

Tłum z pochodniami i widłami

„Szkoda mi ludzi takich jak np. Matt Damon, którego za słowa, że nie wszyscy mężczyźni to gwałciciele, spotkała ogromna krytyka i fala nienawiści. (…) Moja żona kazała mi na wszelki wypadek się nie wychylać. Ta sytuacja przypomina mi polowanie na czarownice, kiedy musimy chować się przez rozwścieczonym tłumem z pochodniami i widłami” – powiedział w 2018 roku w wywiadzie dla agencji AFP.

W rozmowie z polską „Kulturą Liberalną” przypomniał awanturę o jego słowa, wypowiedziane na festiwalu w Karlowych Warach. „Spytali mnie o tego gościa z BBC, a ja powiedziałem, że mam już dość bycia białym mężczyzną, którego oskarżają o całe zło tego świata. I powiedziałem, że odtąd jestem czarną lesbijką, w trakcie zmiany płci i mam na imię Loretta. To trochę śmieszne, więc czemu nie? Tyle się o tym dzisiaj mówi – o ludziach, którzy właśnie zmieniają tożsamość. I mam wrażenie, że to wszystko jest brane tak strasznie na serio! Czemu ludzie nie śmieją się z tego częściej?!”– pytał, dodając, że żyjemy w epoce wiktymizacji, a poprawność polityczna to jego największy wróg.

Podobnie jednoznacznie o politycznej poprawności wypowiada się inny „python” – John Cleese. W 2020 roku jeden z odcinków pisanego przez niego „Hotelu Zacisze” (1975-1979) został zdjęty z telewizji przez niepoprawne rasowo treści. „Wszystko, co jest humorystyczne, jest też krytyczne. Ktoś kto jest perfekcyjnie miły, inteligentny i ułożony, jest nieśmieszny”– powiedział w wywiadzie dla Reutersa nominowany do Oscara za „Rybkę zwaną Wandą” legendarny za życia brytyjski komik.

Mit rycerski się zdemokratyzował. Nawet dzielnie walczący buldog może być dżentelmenem

Gdy koncepcję honoru uwolni się od arystokratycznej buty i skłonności do gwałtu, zostanie w niej coś, co pomaga człowiekowi zachować osobistą prawość – mówi socjolog kultury Marcin Darmas.

zobacz więcej
Mniej więcej w tym samym czasie przeciwko poprawności politycznej otwarcie opowiedzieli się też tacy legendarni ludzie komedii jak Jerry Seinfeld czy reżyser Mel Brooks, którego antyrasistowska parodia westernów „Płonące siodła” (1974), została w 2019 roku uznana za film mający znamiona… rasizmu.

Meta stand-up Chapelle’a

Czarne chmury nad Gilliamem zbierały się od dłuższego czasu. Protest aktorów z The Old Vic miał mieć związek z jego porównaniem #Metoo do polowania na czarownice. Opisał to w branżowym „The Stage” Matthew Hemley, który przypomniał, że to właśnie tym teatrem kierował 12 lat Kevin Spacey. W listopadzie 2017 r. 20 pracowników teatru napisało, że byli molestowani przez dwukrotnie nagrodzonego Oscarem Spaceya, na skutek czego został on (dosłownie) wycięty z gotowych już filmów i pozbawiony szans na dalszą karierę w Hollywood, choć do tej pory nie skazano go w żadnym procesie.

Wydaje się jednak, że radykalna decyzja, by nie wystawiać sztuki reżyserowanej przez tak uznanego twórcę jak Gilliam jest związana z bardziej gorącą sprawą niż jego wypowiedzi sprzed kilku lat. Terry Gilliam wziął bowiem w obronę Dave'a Chappelle'a, którego netflixowy stand-up „The Closer" wywołał spektakularną awanturę. Chappelle to jedna z największych gwiazd amerykańskiej komedii. Największy serwis streamingowy świata miał zapłacić za „The Closer” i pięć jego innych ekskluzywnych występów 24 miliony dolarów (sic!).

„The Closer” to coś więcej niż stand-up. To „meta stand-up”, w którym Chappelle rozprawia się ze wszystkimi łatkami, jakie przez lata lewica mu przykleiła. Nazywano go homofobem, transofobem i nawet „terfem”, czyli pejoratywnym określeniem feministek, które są uznane za transofobki. W tym występie wziął wszystko na klatę i wystrzelił swoje najmocniejsze kule.
Czarnoskóry komik bronił autorki „Harry’ego Pottera” J.K Rowling (wyklętej przez transeksualistów za to, iż stwierdziła, że istnieje podział na płcie) i aktora Kevina Harta, który nie mógł poprowadzić gali Oscarów przez rzekomo homofobiczne tweety sprzed wielu lat. Uświadamiał, że raper DeBaby nie został odrzucony, kiedy kilka lat temu zastrzelił kogoś, i ma na koncie liczne ciemne uczynki, ale „skasowano” go za żarty z LGBT.

Opowiadał też o Daphne Dorman, swojej transseksualnej przyjaciółce, która broniła go publicznie przed oskarżeniami o transfobię. Spotkała się na Twitterze z radykalnym potępieniem od własnego środowiska. W 2019 roku popełniła samobójstwo, a Chappelle do dziś wspiera finansowo jej córkę.

Na końcu występu teatralnie rzucił mikrofonem i zapowiedział, że więcej nie będzie żartował z LGBTQ i kończy ze stand-upem, dopóki te środowiska nie zaczną uznawać, że z każdego wolno się śmiać.

Ostatni rycerz

Na Netflix spadła lawina oskarżeń o homofobię. Serwis, który ma w swojej agendzie tęczowy, mówiąc językiem Gramsciego, marsz przez instytucję, został oskarżony o dyskryminację.
Bilbord reklamujący stand-up Davida Chapelle'a "The Closer" w październiku 2021 w Hollywood. Fot. AaronP/Bauer-Griffin/GC Images
Prezes serwisu zdystansował się od stand-upu, ale wie, że nie może zdjąć tak popularnej produkcji – czego domagają się m.in. pracownicy jego firmy. „The Closer” jest jednym z najpopularniejszych stand-upów serwisu i „cancel” Chappelle’a odbiłby się na subskrypcjach wściekłych widzów.

„Moim zdaniem jest najlepszym żyjącym komikiem: niesamowicie inteligentnym, wrażliwym społecznie, niebezpiecznie prowokacyjnym i potrafiącym sprawić, że skręcasz się ze śmiechu" – napisał krótko przed decyzją Old Vic o zdjęciu jego sztuki Terry Gilliam. Teraz na jego profilu Facebookowym widnieje wielki napis „Cancelled”.

Montypythonowie reaktywowali się w 2014 roku na 10 występów w Londynie. Był to ich pierwszy występ po 16 latach od śmierci Grahama Chapmana (1989). W 2020 roku zmarł Terry Jones, więc ponowna szansa na pythonową reaktywację jest niemożliwa. Czasy są też takie, że humor twórców „Sensu życia” trafiłby w próżnię. Nie ma miejsca na subtelności. Sensem rewolucji jest totalne unicestwienie wszystkich, którzy mają czelność dokonywać myślozbrodni, odstępując od arbitralnie narzuconych zasad ustalanych przez mrocznego jeźdźca „postępu” podobnego do tego z „Fisher Kinga”.

W tym jednym z najlepszych filmów Gilliama jeździec ów przerażał bohatera granego przez Robina Williamsa. Ostatniego rycerza w Nowym Jorku, który wraz z zawróconym na dobrą ścieżkę radiowym celebrytą (Jeff Bridges) rzuca wyzwanie Bestii.

Czy Gilliam i Chappelle będą takimi rycerzami? Czy pociągną za sobą następnych? W końcu obaj reprezentują dwa najbardziej niepoprawne, prowokacyjne i wolnościowe formy komedii. Ich przypadki są symboliczne dla tego mrocznego i coraz bardziej żarłocznego marszu rewolucji kulturowej przez instytucje. Oby nie była to walka z wiatrakami, jak w filmie nemesis Terry’ego Gilliama.

– Łukasz Adamski

TYGODNIK TVP, ul. Woronicza 17, 00-999 Warszawa. Redakcja i autorzy

22.11.2013
Zdjęcie główne: Terry Gilliam w Londynie w październiku 2021. Fot. David M. Benett/Dave Benett/Getty Images for Netflix
Zobacz więcej
Kultura Najnowsze wydanie
Céline: bulgot zza grobu
Odnalezione rękopisy warte są dziś 4 miliony euro.
Kultura wydanie 5.11.2021 – 12.11.2021
Odurzony haszyszem włóczył się po knajpach. Czy z buntownika...
Hanka Zborowska pozowała Modiglianiemu do aktów, ale zawsze w towarzystwie przyzwoitki.
Kultura wydanie 29.10.2021 – 5.11.2021
Pekin to miasto Chopina?
Szkoda, że Warszawa nie skorzystała z przykładu Salzburga. Tam Mozart jest na każdym rogu.
Kultura wydanie 15.10.2021 – 22.10.2021
Chciał kręcić superprodukcję, drugą po „Krzyżakach”
Sto lat temu przyszedł na świat Andrzej Munk, reżyser „Eroiki” i „Zezowatego szczęścia” – kamieni milowych polskiego kina.
Kultura wydanie 8.10.2021 – 15.10.2021
Tajemnice konkursu chopinowskiego. Zapomniany fundator
Gdyby nie pieniądze, które wyłożył z własnej kieszeni, konkurs by się nie odbył.