Rozmowy

Dożywianie dzikich zwierząt bardziej im szkodzi niż pomaga

Dostarczanie pokarmu zwierzętom przez człowieka prowadzi do ich oswajania się i zmniejszonej bojaźni przed człowiekiem, co może obrócić się przeciwko nam – mówi dr hab. Rafał Kowalczyk, leśnik i ekolog, profesor w Polskiej Akademii Nauk i dyrektor Instytutu Biologii Ssaków PAN, specjalista w zakresie ekologii zwierząt.

TYGODNIK TVP: W ubiegłym tygodniu w mediach społecznościowych pojawiły się apele, by nie wyrzucać do śmietnika dyń pozostałych m.in. po Halloween czy dekoracji domu, ale wynosić je do lasu i karmić nimi zwierzęta – wiewiórki, sarny, jelenie. Czy to dobry pomysł, bo może jednak nie powinniśmy dokarmiać dzikich zwierząt?

RAFAŁ KOWALCZYK:
Rzeczywiście, jeśli chodzi o dzikie zwierzęta, to nie jest to najszczęśliwszy pomysł. Powinniśmy unikać dokarmiania ich i to nienaturalnym dla nich pokarmem. Owszem, jeśli takie „rarytasy” będą wykładane sporadycznie, to nie wpłyną zbytnio na zachowanie zwierząt, ale jeśli będziemy regularnie wykładać je za płotem naszego domu, blisko drogi, czy na terenach graniczących z lasem, to będą one wabić zwierzęta w te miejsca lub w pobliże osad ludzkich. Lepiej dynie zanieść do zoo czy jakiegoś zwierzyńca (za zgodą ich zarządców), gdzie urozmaica się dietę przebywających tam zwierząt.

Czyli nie powinniśmy w ogóle dokarmiać zwierząt, które nie są domowymi?

Dzikie zwierzęta przez setki tysięcy lat radziły sobie same, bez pomocy człowieka, bez tego rodzaju opieki. Są przystosowane do tego, że w okresie zimy jest mniej pokarmu, a ich kondycja spada. To jest całkowicie naturalne zjawisko. Musimy mieć świadomość, że człowiek wpływa i zmienia środowisko zasiedlane przez zwierzęta, a stosowanie metod ¬– nazwijmy je – „zootechnicznych”, czyli między innymi dokarmianie, ma szereg negatywnych konsekwencji.
Wiele gatunków ptaków przez mniej surowe zimy przestało migrować. Mają też coraz mniej pokarmu, więc trzeba je dokarmiać, ale na pewno nie chlebem. Na zdjęciu wieś Targowisko, gdzie w 2018 r. zimą koczowało stado ok. 200 bocianów. Fot. PAP/Wojciech Pacewicz
Jakich?

Po pierwsze zmieniamy ich zachowanie, aktywność i użytkowanie przestrzeni. Zwierzęta dość szybko przyzwyczajają się do łatwego źródła pokarmu. Skoro ktoś je regularnie w danym miejscu dokarmia, to będą tam regularnie wracać. To zaburza ich naturalny cykl żerowania i prowadzi do stopniowego oswajania się zwierząt do dostarczania pokarmu przez człowieka. Zmniejsza się ich bojaźń przed człowiekiem.

Po drugie dokarmianie powoduje koncentrację zwierząt i zwiększone ryzyko przenoszenia chorób czy pasożytów, nie tylko między osobnikami tego samego gatunku, ale różnych gatunków korzystających z miejsc, gdzie wykładany jest pokarm. Nasze badania na żubrach pokazały, że osobniki, które są regularnie dokarmiane i spędzają dużo czasu w miejscach dokarmiania, często w dużych stadach, są narażone na wyższy poziom inwazji pasożytniczych niż te, które z takiej ludzkiej pomocy nie korzystają.

Często zdarza się też, że ten wykładany pokarm nie jest naturalny dla zwierząt. Dokarmianie płodami rolnymi jak kukurydza, ziemniaki, marchew, czy jabłkami powoduje, że dziki czy jelenie poszukują potem tego wysokokalorycznego pokarmu i czynią spustoszenie w sadach albo na polach, właśnie dlatego, że zostały przyzwyczajone do tego rodzaju pokarmu.

Myślałam, że powie pan o tym, że takie jedzenie po prostu im nie służy.

Niektóry pokarm może być nieodpowiedni dla dzikich zwierząt. Ale kukurydza czy marchew to wysoko energetyczne pożywienie i jeśli regularnie spożywane, może wpływać na rozród zwierząt, zaburzać ich naturalny cykl fizjologiczny. Dzikie zwierzęta naturalnie rodzą młode wtedy, kiedy pokarmu jest dużo, w naszych warunkach najczęściej późną wiosna lub wczesnym latem. Jeśli będziemy je dokarmiać zimą, to spowoduje, że rodzenie młodych rozciągnie się na cały rok. Obserwuje się to zjawisko już u dzików, co wpływa na to, że jest ich więcej i często widywane są w pobliżu terenów zabudowanych, czy nawet na ulicach miast.

Miejmy ludzki stosunek do zwierząt. Nie traktujmy psa jak człowieka

Według animalistów, człowiek przyszłości winien stworzyć ze zwierzętami swoistą wspólnotę obywatelską.

zobacz więcej
Czy łagodniejsze niż dawniej zimy też wpływają na to, że te zwierzęta nie mają problemu ze zdobywaniem jedzenia?

Nie tylko łatwiej im zdobyć pokarm, ale też wzrosła ich przeżywalność. Kiedyś mroźne zimy z głęboką pokrywą śniegu powodowały wysoką śmiertelność zwierząt, takich jak dziki czy sarny. Wtedy regularnie je dokarmiano. Teraz, gdy aż tak nie cierpią z powodu srogich zim czy wysokiej pokrywy śniegu, nie ma potrzeby, by im w tym zdobywaniu pokarmu pomagać. Wyjątek stanowią ptaki.

No właśnie, przecież od dziecka prawie każdy z nas uczestniczył w zbijaniu karmników dla ptaków, czy wieszaniu słoniny dla sikorek...

To praktyki powszechnie stosowane w parkach miejskich, jeśli chodzi o gołębie czy ptaki wodne takie, jak kaczki, łabędzie. Ale też w sąsiedztwie naszych domów, jeśli chodzi o mniejsze ptaki. Wiele gatunków przez mniej surowe zimy przestało migrować. Zostają z nami przez cały rok. To jedna strona medalu. Druga jest taka, że znowu przez człowieka te mniejsze ptaki, jak wróble czy sikorki, nie mają gdzie zdobywać tego jedzenia. Człowiek, zmieniając środowisko sprawił, że ptaki w krajobrazie wiejskim mają coraz mniej pokarmu. Kiedyś korzystały ze zboża zwożonego w snopkach do gospodarstw. Coraz mniej na wsiach, ale i w miastach, mamy naturalnych łąk i ogrodów pełnych chwastów, traw i krzewów. Zastępują je równo przycięte trawniki, krzewy iglaste, kostka brukowa czy beton. To sprawia, że ptaki nie mogą znaleźć tam wystarczająco dużo pokarmu.

Czym w takim razie karmić te miejskie i podmiejskie ptaki?

Na pewno nie bułką i chlebem. Mimo, że przyrodnicy i znawcy tematu wciąż apelują, wieszają tabliczki, to ludzie i tak nie zwracają na to uwagi. Pieczywo niestety pełne jest węglowodanów i konserwantów, które ptakom szkodzą. U łabędzi karmionych pieczywem, występuje choroba zwana „anielskim skrzydłem”, bowiem taka „chlebowa dieta” pełna białka i węglowodanów powoduje deformację ostatniego stawu w skrzydle. Dlatego zamiast pieczywa, lepiej dokarmiać je pokarmem naturalnym, nieprzetworzonym, na przykład nasionami zbóż, kaszą, pokrojonymi i lekko obgotowanymi warzywami.
Jeśli chcemy mieć dziką populację żubra, bytująca bez opieki człowieka, to nie wprowadzajmy go do ubogich lasów iglastych, a na obszary mozaiki łąk, dolin rzecznych i lasów, np. dawne poligony wojskowe. Na zdjęciu Białowieski Park Narodowy, gdzie żyje ok. 300 żubrów, zimową regularnie dokarmianych. Fot. PAP/ Leon Stankiewiczls
Sikorki i dzięcioły rzeczywiście chętnie skorzystają ze słoniny, ale też pamiętajmy, by nie była ona przetworzona, wędzona czy posolona. Inne mniejsze gatunki ptaków można dokarmiać nasionami słonecznika. A przede wszystkim robić to, gdy rzeczywiście na zewnątrz panują cięższe warunki atmosferyczne. I jeśli się już zaczęło, to robić to regularnie, bo ptaki szybko się do dokarmiania przyzwyczajają.

W lasach można spotkać paśniki. Komu one służą? Wiele osób uważa, że bardziej niż zwierzęta, korzystają z nich myśliwi.

Niestety jest to prawda. Często ambony łowieckie umieszczane są w niedalekiej odległości od paśników czy nęcisk dla dzików, z których korzystają też inne zwierzęta. To budzi duże kontrowersje, a łowiectwo, które kiedyś było bardziej aktywne i polegało na chodzeniu po terenie i poszukiwaniu zwierzyny, zamieniło się w stacjonarne. Myśliwi dziś często podjeżdżają pod ambonę, wysypują karmę, zwierzę przychodzi, a oni do niego strzelają. Te duże ilości karmy, wykładane również w paśnikach, zaburzają cykl fizjologiczny zwierząt. Powodują też to, o czym wcześniej wspominałem, a mianowicie z racji tego, że z miejsc dokarmiania korzysta wiele różnych gatunków zwierząt – dziki, jenoty, ptaki, a nie osobniki jednego gatunku – przenoszą między sobą choroby i pasożyty. To też zaburza ich strukturę socjalną i użytkowanie terenu. Zaczynają częściej wychodzić z lasu albo bytować w jednym miejscu, bo jest tam właśnie coś do zjedzenia.


Czy da się to, co człowiek popsuł, naprawić? Sprawić, że taki pół hodowlany, dokarmiany dziki osobnik wróci do lasu i nie będzie korzystał z naszej pomocy? Czy tak poniekąd nie było z żubrem, który po latach odrodził się jako gatunek?

Żubr w wielu miejscach jest niestety chroniony właśnie jako zwierzę pół hodowlane, wypuszczane do lasów, dokarmiane w nim. Co nie jest dobrym pomysłem. Zimą w lesie dla tak dużego roślinożercy nie ma zbyt dużo pokarmu. To zwierzę przystosowane do terenów otwartych, które oferują dużą biomasę roślinności zarówno latem, jak i zimą. Kiedy zimy są łagodniejsze, łąki i tereny otwarte są zielone przez prawie cały rok. W lesie jesienią roślinność zanika. Jeśli więc chcemy mieć dziką populację żubra, bytująca bez opieki człowieka, to nie wprowadzajmy go do ubogich lasów iglastych, a na obszary mozaiki łąk, dolin rzecznych i lasów, np. dawne poligony wojskowe, które są zlokalizowane w miejscach, gdzie jest mniej ludzi, mniej dróg, a ryzyko konfliktu z człowiekiem również jest niskie.

Jednym słowem nie ułatwiajmy zwierzętom życia z naszego ludzkiego punktu widzenia?

Tak. To dokarmianie nie jest im potrzebne, bo doskonale sobie bez niego poradzą. Poza tym dostarczanie pokarmu zwierzętom przez człowieka prowadzi do ich habituacji, czyli stopniowego oswajania się i zmniejszonej bojaźni tych zwierząt przed człowiekiem, co może w każdym momencie obrócić się przeciwko nam.

– rozmawiała Anna Bartosińska

TYGODNIK TVP, ul. Woronicza 17, 00-999 Warszawa. Redakcja i autorzy



Rafał Kowalczyk, doktor habilitowany nauk leśnych, profesor nadzwyczajny w Polskiej Akademii Nauk, dyrektor Instytutu Biologii Ssaków PAN w Białowieży. Jego naukowe zainteresowania obejmują ekologię i zarządzanie populacjami dużych ssaków. Prowadził badania nad ekologią behawioralną, strategiami żerowania oraz paleoekologią ssaków drapieżnych i dużych ssaków roślinożernych. Opublikował ponad 100 artykułów naukowych. Uczestniczy też w działaniach dotyczących ochrony Puszczy Białowieskiej i dużych ssaków.

Jest m.in. członkiem Rady Naukowej IBS PAN, Instytutu Parazytologii PAN i Białowieskiego Parku Narodowego (BPN), Rady Merytorycznej Księgi Rodowodowej Żubrów i Komisji Hodowlanej BPN, Rady Fundacji WWF. Redaktor pomocniczy czasopisma naukowego „Mammal Research”.
Zdjęcie główne: Karmienie wiewiórek podczas weekendowego wypoczynku w Łazienkach Królewskich. Warszawa, 31.10.2021. Fot. PAP/Rafał Guz
Zobacz więcej
Rozmowy wydanie 17.06.2022 – 24.06.2022
Łapiemy przestępców, którzy ćwierć wieku temu byliby nieuchwytni
Na podstawie małżowiny usznej można zidentyfikować człowieka.
Rozmowy wydanie 10.06.2022 – 17.06.2022
Za wszystko będziemy płacić kodem QR. Nadchodzi cyfrowy pieniądz
Ale całkowite pozbycie się gotówki byłoby szaleństwem.
Rozmowy wydanie 10.06.2022 – 17.06.2022
Wildstein: Zrozumiałem, że katolicyzm to mój los
Domyślałem się, że mój ojciec jest Żydem...
Rozmowy wydanie 10.06.2022 – 17.06.2022
Tu leczą woda, klimat, dieta i... dobre towarzystwo
W Krynicy, na terenie uzdrowiska znajdują się 23 ujęcia wody mineralnej.
Rozmowy wydanie 20.05.2022 – 27.05.2022
Biblia obrazkowa dla ubogich i diabeł nie gorszy od świętych
Jest tu konfesjonał do „rodzinnych spowiedzi” i ławki, gdzie siedzi się jak w tanich liniach lotniczych.