Cywilizacja

Władza i seks, czyli niemiecka droga synodalna. Widmo schizmy krąży nad Kościołem

Przybysze z Polski, obserwując to, co dzieje się w parafiach za Odrą i Nysą Łużycką, zastanawiają się często, czy jest to jeszcze Kościół katolicki.

Rozpoczął się pierwszy etap Synodu w sprawie synodalizacji, traktowanej jako jeden z kluczowych elementów decentralizacji Kościoła. To jeden z najważniejszych priorytetów, jaki postawił przed sobą Franciszek. Już w listopadzie 2013 roku w programowym dokumencie swego pontyfikatu, adhortacji apostolskiej „Evangelii gaudium” napisał on następujące słowa:

Nie uważam także, że należy oczekiwać od papieskiego nauczania definitywnego lub wyczerpującego słowa na temat wszystkich spraw dotyczących Kościoła i świata. Nie jest rzeczą stosowną, żeby Papież zastępował lokalne Episkopaty w rozeznaniu wszystkich problemów wyłaniających się na ich terytoriach. W tym sensie dostrzegam potrzebę przyjęcia zbawiennej „decentralizacji”

W innym ze swych dokumentów, adhortacji „Amoris laetitia”, Franciszek deklarował:

pragnę podkreślić, iż nie wszystkie dyskusje doktrynalne, moralne czy duszpasterskie powinny być rozstrzygnięte interwencjami Magisterium.

Ponieważ do tej pory w Kościele katolickim ostatnie słowo w sporach doktrynalnych i moralnych zawsze należało do papieża (stąd słynne powiedzenie: „Roma locuta, causa finita”), wielu komentatorów z powyższych słów wyciągnęło logiczny wniosek, że Franciszek chce przenieść autorytet doktrynalny na niższe szczeble hierarchii kościelnej (ten aspekt podkreślały zresztą niektóre komunikaty watykańskiego biura prasowego po spotkaniach grupy kardynałów C-9 [Rada Kardynałów, organ doradczy papieża, ustanowiony przez Franciszka w roku 2013, liczący początkowo 8, następnie 9, obecnie 7 kardynałów – red.], informując, że wspomniana sprawa była przedmiotem obrad hierarchów).

Zarządzanie przez synody

Franciszek wielokrotnie odwoływał się też do dorobku zmarłego w 2012 roku metropolity Mediolanu kardynała Carlo Marii Martiniego – tego samego, który podczas konklawe w 2005 roku stał na czele grupy promującej kandydaturę kardynała Jorge Mario Bergoglio na papieża. Otóż włoski purpurat uważał, że najważniejszym zadaniem, przed jakim dziś stoją katolicy, jest nadrobienie dwustu lat zapóźnienia wobec współczesnego świata.

Ponad dwa stulecia temu Kościół – zdaniem Martiniego – popełnił katastrofalny błąd, odrzucając idee oświecenia i tracąc przez to coraz bardziej kontakt z nowoczesnością. W związku z tym konieczna jest przyspieszona modernizacja, w tym także demokratyzacja życia kościelnego. W tym ujęciu papiestwo miało być nie tylko urzędem nauczającym, lecz także wsłuchującym się w głos Ludu Bożego.

Według Martiniego, najlepszym sposobem dokonania takich zmian powinno być podniesienie rangi doktrynalnej synodów oraz zarządzanie Kościołem przez permanentnie odbywające się synody. W porównaniu z soborami, które są wydarzeniami monumentalnymi i zwoływanymi raz na wiele lat, synody jawią się jako siły szybkiego reagowania. Mogą być zwoływane często, gromadzić stosunkowo niewielką liczbę uczestników i decydować pilnie o ważnych sprawach.
Papież Franciszek wita się z kardynałem Gerhardem Ludwigiem Müllerem na Placu Św. Piotra w roku 2015. Fot. Donatella Giagnori / ddp images / Forum
Franciszek wydaje się realizować te postulaty, ale połowicznie. Zwołał już trzy synody, jednak nie przyniosły one tak rewolucyjnych zmian, jakich spodziewali się po nich zwolennicy progresywnych reform.

Na synodzie ds. rodziny nie zaakceptowano przystępowania do Komunii osób rozwiedzionych i utrzymujących relacje seksualne w ponownych związkach (furtkę stanowi jedynie osławiony przypis 351 do punktu 305 adhortacji „Amoris laetitia”).

Na synodzie ds. młodzieży nie zmieniono dotychczasowego nauczania Kościoła na temat homoseksualizmu.

Natomiast po synodzie ds. Amazonii nie doszło do zniesienia celibatu księży.

Franciszek nie podniósł też ustaleń synodalnych do rangi oficjalnego nauczania Kościoła, a w swych adhortacjach nie poparł wprost wszystkich rozwiązań, za którymi opowiadała się większość ojców synodalnych.

Teologiczna hybryda

Jako pierwsi promowaną przez Franciszka ideę decentralizacji podchwycili biskupi niemieccy, którzy odpowiadając na jego wołanie o synodalizację, powołali do życia nowy twór – tzw. drogę synodalną. Jest to hybrydowa konstrukcja, nie mająca żadnego odpowiednika w dziejach Kościoła ani umocowania w obowiązującym prawie kanonicznym. Składa się z 230 osób, zarówno duchownych, jak i świeckich, wśród których znajduje się 89 biskupów, 89 delegatów Centralnego Komitetu Niemieckich Katolików oraz 52 przedstawicieli zakonów, ruchów katolickich, młodzieży itd.

Przemilczany jest zazwyczaj fakt upolitycznienia owego grona, a wśród świeckich uczestników drogi synodalnej odnaleźć można wpływowych działaczy partyjnych, takich jak np. była już posłanka CDU Maria Flachsbarth, jeszcze do niedawna parlamentarna sekretarz stanu przy ministerstwie współpracy gospodarczej i rozwoju, a jednocześnie przewodnicząca dwóch organizacji: Katolickiego Niemieckiego Stowarzyszenia Kobiet oraz proaborcyjnej Inicjatywy „Sie entscheidet”.

Przedstawiciele owego gremium uważają, że są powołani do tego, by przeprowadzić daleko idące zmiany w Kościele – choć nie mają do tego żadnego oficjalnego tytułu. W ich przekonaniu zakończył się model „Kościoła trydenckiego”, w którym papież jest władcą absolutnym stojącym na szczycie piramidy władzy, natomiast zaczyna się era demokratyzacji, w której coraz więcej kompetencji (duszpasterskich, moralnych, a nawet doktrynalnych) przenoszonych będzie w dół hierarchii: na poziom episkopatów, diecezji, parafii, a nawet sumień pojedynczych wiernych.

Echo Lutra

O celach stawianych przez uczestników drogi synodalnej najwięcej mówi jej struktura. Utworzono mianowicie cztery fora, na których odbywają się debaty nad czterema blokami tematycznymi.

Pierwszy z nich dotyczy kwestii związanych z ustrojem Kościoła. W tym przypadku większość dyskutantów opowiada się za oddzieleniem władzy w Kościele od święceń kapłańskich, a więc uszczupleniem prerogatyw biskupich na rzecz kompetencji świeckich.

Papieski pasztet. Czy Franciszek naprawdę popiera małżeństwa gejów?

Małżeństwo istnieje tylko między dwiema osobami różnej płci – to wciąż oficjalne stanowisko Kościoła.

zobacz więcej
Na drugim forum dominuje zdecydowanie stanowisko, by zmienić oficjalne nauczanie Kościoła w sprawie homoseksualizmu, a więc przestać uznawać stosunki jednopłciowe za grzeszne oraz wprowadzić obrzęd błogosławienia takich par w świątyniach.

W trzeciej grupie tematycznej przeważają zwolennicy zniesienia obowiązkowego celibatu księży i wyświęcania na kapłanów żonatych mężczyzn.

W końcu w czwartym kręgu większość opowiada się za zwiększeniem roli kobiet w Kościele, łącznie z dopuszczeniem ich do sakramentu kapłaństwa.

Resumując, wszystkie problemy, wokół których toczą się dyskusje, dotyczą właściwie dwóch spraw: władzy i seksu.

Kształt drogi synodalnej odzwierciedla teologiczną ewolucję Kościoła w Niemczech, który dawno już odszedł od wierności Magisterium. Ów proces rozpoczął się w 1968 roku, gdy Episkopat niemiecki ogłosił tzw. deklarację z Königstein, w której publicznie wypowiedział posłuszeństwo papieżowi, sprzeciwiając się nauczaniu Pawła VI zawartemu w encyklice „Humanae vitae” [stwierdzającej m.in., że „każdy akt małżeński musi być otwarty na przekazywanie życia” – red.].

Z czasem przepaść między tym, czego oficjalnie naucza Kościół, a tym, co głoszą i czynią niemieccy hierarchowie, urosła do niebotycznych rozmiarów. Nic dziwnego, że przybysze z Polski, obserwując to, co dzieje się w parafiach za Odrą i Nysą Łużycką, zastanawiają się często, czy jest to jeszcze Kościół katolicki.

Za pontyfikatów Jana Pawła II i Benedykta XVI wielu biskupów znad Renu, Łaby i Szprewy lubiło podkreślać swą odrębną germańską drogę – „Sonderweg”. Kardynał Reinhard Marx powtarzał na przykład, że Kościół w Niemczech nie jest filią Rzymu, a pobrzmiewało w tym echo wystąpień Lutra, którego zresztą niektórzy z tamtejszych biskupów katolickich stawiają dziś swoim wiernym za wzór do naśladowania.

Niemiecka puszka Pandory

Sytuację zmienił pontyfikat Franciszka. Elity niemieckiego Kościoła dostrzegły w nim szansę, by zrealizować swój plan, czyli zmienić oficjalne nauczanie Kościoła, dostosowując je do swoich pragnień i oczekiwań. Postulowana przez papieża synodalizacja stała się dla nich narzędziem radykalnej zmiany.

Przewodniczący episkopatu Niemiec biskup Georg Bätzing nie ukrywa nawet, że droga synodalna będzie rewolucją, która zmieni Kościół nie do poznania. Za takimi rozwiązaniami opowiadają się właściwie wszyscy świeccy uczestnicy owego wydarzenia, reprezentujący Centralny Komitet Niemieckich Katolików, a także zdecydowana większość biskupów (jedynie 7 z 27 ordynariuszy diecezji, na czele z kardynałem Rainerem Woelkim z Kolonii, jest przeciwna tym planom).

Reprezentująca ekstremistyczne poglądy większość chce narzucić swe rozwiązania metodą faktów dokonanych. W ten sposób wywierają wpływ również na przebieg synodalizacji w skali globalnej. Swą drogę synodalną rozpoczęli przecież w 2018 roku, a więc trzy lata przed zainaugurowaniem przez Franciszka obecnego Synodu.
Błogosławieństwo dla par homoseksualnych w kościele pw. św. Jana XXIII w Kolonii w maju 2021. Fot. Andreas Rentz/Getty Images
W tym kontekście właśnie należy widzieć wystąpienia kardynała Reinharda Marxa, który mówił, że niemiecki Kościół jest dziś pionierem nowego duszpasterstwa na świecie. Pomysły, które pojawiają się na drodze synodalnej w Niemczech, nie dotyczą przecież jedynie Kościoła lokalnego w tym kraju, lecz całego Kościoła powszechnego.

Są to plany tak rewolucyjne – można wręcz powiedzieć, że przekształcające katolicyzm w protestantyzm – iż wzbudziły poważny niepokój w Stolicy Apostolskiej. Listy do niemieckich biskupów z ostrzeżeniem przed kontynuowaniem kursu w obecnym kierunku wysłali m.in. watykańscy kardynałowie Marc Ouellet i Kurt Koch. W tej sprawie wypowiadali się zdecydowanie także sekretarz stanu kardynał Pietro Parolin oraz nuncjusz apostolski w Berlinie arcybiskup Nikola Eterović.

W czerwcu 2019 roku swe pismo do niemieckich hierarchów wystosował nawet osobiście sam Franciszek, który napisał, że droga synodalna może odbywać się jedynie w łączności z Kościołem powszechnym, a jej uczestnicy nie powinni ulegać pokusie, iż da się rozwiązać poważne problemy poprzez reformy strukturalne, organizacyjne i administracyjne, bez modlitwy, pokuty i adoracji.
Przywódcy drogi synodalnej wydają się jednak nie słuchać żadnych autorytetów. Nie zamierzają dokonywać jakichkolwiek zmian w promowanej przez siebie agendzie. Wygląda na to, że dążą do czołowego starcia z Magisterium Kościoła.

Doszło do tego, że swe zaniepokojenie kierunkiem obranym przez drogę synodalną wyraził nawet niemiecki kardynał Walter Kasper, nazwany przez Franciszka największym żyjącym teologiem i postrzegany jako ojciec chrzestny obecnych rewolucyjnych reform w Kościele. Nawet on jest jednak przerażony tym, do czego może doprowadzić przywódcy drogi synodalnej. A skutkiem ich działań może być schizma w Kościele – już nie pełzająca i cicha, jak po 1968 roku, lecz jawna i wybuchowa. Przed takim scenariuszem ostrzegają zresztą kardynałowie Rainer Woelki i Gerhard Ludwig Müller.

Niespokojny wydaje się również Franciszek. Wzywając do decentralizacji i synodalizacji Kościoła, uruchomił proces, nad którym nie ma już żadnej kontroli. Wielu uczestników niemieckiej drogi synodalnej krytykuje go zresztą otwarcie za to, że nie zezwolił na błogosławienie par homoseksualnych w kościołach czy wyświęcanie kobiet na księży. Postrzegają go jak rewolucjonistę, który przestraszył się i zatrzymał się w pół drogi.

Oni jednak nie cofną się z tej drogi, nawet jeśli on będzie chciał im przeszkodzić. Niezależnie od tego, co zrobi Franciszek, tego, co wydostało się z niemieckiej puszki Pandory, nie da się już wepchnąć z powrotem do środka.

– Grzegorz Górny

TYGODNIK TVP, ul. Woronicza 17, 00-999 Warszawa. Redakcja i autorzy

Zdjęcie główne: Przewodniczący episkopatu Niemiec biskup Georg Bätzing i sekretarz generalna tego gremium Beate Gilles. Fot. Sascha Steinbach - Pool / Getty Images
Zobacz więcej
Cywilizacja Najnowsze wydanie
Gorączka testosteronu. Koniec zasady fair play w sporcie?
MKOl. ogłosił, że rezygnuje z tego męskiego hormonu jako wyznacznika płci dla kobiet trans i z zaburzeniami rozwoju płciowego.
Cywilizacja Najnowsze wydanie
Dwujęzyczność. Jak się jej uczymy i co z tego wynika?
Są w Europie kraje przyjazne wielojęzyczności, np. skandynawskie. Są też utrudniające, jak Francja.
Cywilizacja Najnowsze wydanie
Morderca znad Green River. Mężczyzna, który nienawidził kobiet
Zabił 50, najmłodsza miała 14 lat. Jego syn spał w aucie, gdy on uprawiał seks ze zwłokami kilkaset metrów dalej.
Cywilizacja Najnowsze wydanie
Niepoprawne z założenia i z przekonania
CNews i Zemmour do tego stopnia funkcjonują w symbiozie, że trudno orzec, kto komu więcej zawdzięcza.
Cywilizacja Poprzednie wydanie
Imigranci kolonizują Europę. Dzielnice z szariatem, ulice, na...
Trzeci świat został wpuszczony na nasz kontynent dzięki nowej religii praw człowieka.