Felietony

Axel Springer, Fiodor Dostojewski i Trzecia Rzesza

Historyk Michael Kellogg doszedł do wniosku, że na ruch nazistowski znacząco oddziaływały grupy rosyjskich białych emigrantów. To właśnie w tych kręgach postrzegano Żydów jako z jednej strony przebiegłych geszefciarzy stojących na czele globalnej finansjery, z drugiej zaś – skalanych zbrodniami komunistów, którzy chcieli zawładnąć światem i zgładzić wszystkich nie-Żydów.

11 listopada br. przypada 200. rocznica urodzin Fiodora Dostojewskiego.

Bliskie stosunki niemiecko-rosyjskie kojarzą się dziś Polakom głównie z dwoma gazociągami na dnie Bałtyku. Oczywiście w polskiej pamięci są i rozbiory, i pakt Ribbentrop-Mołotow, niemniej przede wszystkim liczy się teraźniejszość.

Niezależnie jednak od tego, czy mowa jest o historii czy o czasach obecnych, relacje niemiecko-rosyjskie z polskiej perspektywy cechuje wspólnota przyziemnych interesów, o czym mocno przekonuje to, co się dzieje wokół Nord Stream 2. Tymczasem warto zwrócić uwagę na inny, sięgający przeszłości – duchowy i kulturowy – aspekt tych stosunków.

W roku 1958 zachodnioniemiecki potentat medialny Axel Springer udał się z wizytą do Moskwy, gdzie się spotkał z ówczesnym przywódcą Związku Sowieckiego Nikitą Chruszczowem. Gość przedstawił gospodarzowi pewien plan polityczny: zjednoczenie Niemieckiej Republiki Federalnej z Niemiecką Republiką Demokratyczną w zamian za neutralność nowo utworzonego państwa (na wzór Austrii, którą kilka lat wcześniej opuściła Armia Radziecka).

Chruszczow tę propozycję odrzucił. W efekcie w roku 1961 stanął mur berliński, który stał się widomym znakiem zimnowojennego porządku. A media Springera odegrały istotną rolę w krzewieniu antylewicowej i antysowieckiej narracji nad Renem.
Po lewej: Hans Zehrer (1899-1966), redaktor naczelny dziennika „Die Welt” w koncernie Axel Springer Verlag (zdjęcie z roku 1954). Po prawej: Axel Springer (1912-1985), potentat prasowy (zdjęcie z roku 1950). Fot. Ullstein Bild i Keystone Features/Getty Images
Zjednoczone Niemcy, ciążące ku ZSRR

Można się spotkać z opinią, że złożona sowieckiemu politykowi propozycja nie była wyłącznie doraźnym i pragmatycznym projektem zachodnioniemieckiego biznesmena. Springer przedłożył bowiem Chruszczowowi rozwiązanie, które de facto mogłoby oznaczać dla Niemców dokonanie istotnego wyboru cywilizacyjnego.

Nie poszliby oni bynajmniej w tym kierunku, jaki obrało zjednoczone państwo niemieckie w roku 1990. Będąc poza NATO (bo taki byłby warunek neutralności), zbliżyliby się do ZSRR (ale rzecz jasna bez członkostwa w Układzie Warszawskim). A jeśli chodzi o kulturę polityczną, podążaliby własną ścieżką – inną niż zarówno liberalna demokracja w krajach Europy Zachodniej, jak i realny socjalizm w bloku wschodnim.

Co skłania do takich wniosków? Otóż człowiekiem, który towarzyszył Springerowi podczas wizyty w Moskwie, był redaktor naczelny dziennika „Die Welt” i komentator gazety „Bild” Hans Zehrer. To on właściwie stał za zaproponowaną Chruszczowowi koncepcją.

Po roku 1945 Zehrerowi udało się odnaleźć w nowych warunkach, mimo stawianych mu zarzutów, że w okresie III Rzeszy wysługiwał się brunatnemu reżimowi. W pierwszej połowie lat 40. był on szefem – lojalnego wobec dyktatury Adolfa Hitlera – wydawnictwa Verlag Gerhard Stalling. Dziennikarz nie miał jednak narodowosocjalistycznych poglądów. Owszem, wcześniej – w czasach międzywojennych – mocno kontestował Republikę Weimarską, lecz z innych pozycji niż nazizm. Kierując wtedy miesięcznikiem „Die Tat”, uczestniczył w ruchu, który przeszedł do historii pod nazwą Konserwatywna Rewolucja.

To wielonurtowe i wewnętrznie zróżnicowane zjawisko wyłoniło się z poczucia klęski, jaką niewątpliwie dla Niemców stanowiły rezultaty pierwszej wojny światowej. Rewolucyjni konserwatyści odrzucali ład wersalski oraz polityczne i kulturowe dziedzictwo oświecenia, które ukształtowało XIX-wieczną rzeczywistość. Za nic mieli liberalne wartości oraz parlamentarne formy sprawowania władzy. Jak przystało na duchowych spadkobierców filozofa Fryderyka Nietzschego (bo przynajmniej część z nich nimi była), chcieli zerwać z tym, co odbierali jako mieszczańskie zakłamanie. Byli politycznymi awanturnikami sławiącymi postawy heroiczne i rycerskie.

Republikę Weimarską postrzegali jako narzucony przez zagranicę sztuczny twór, który Niemców ograniczał, osłabiał i poniżał. Stąd zaangażowanie w Konserwatywną Rewolucję ludzi mających za sobą choćby działalność we freikorpsach. Te aktywne w latach 1918-1922 nacjonalistyczne formacje paramilitarne tłumiły zrywy komunistów. Prowadziły też walkę z „separatystami” na Górnym Śląsku czy w Palatynacie, żeby powstrzymać odłączenie tych regionów od państwa niemieckiego.

Dlaczego Niemcy czczą Bismarcka, a nienawidzą Hitlera? Bo Führer okazał się nieskuteczny

W Berlinie bez wstydu wysławia się imperialnych pruskich przywódców, bezwzględnych wrogów Polaków i polskości.

zobacz więcej
Stosunek rewolucyjnych konserwatystów do minionych epok był pozbawiony nostalgii. Nie zamierzali oni wskrzeszać dawnego porządku feudalnego. Nie chcieli ożywiać tego, co „stare”, lecz przyświecał im cel utrwalania tego, co „wieczne”. Poszukiwali syntezy tradycji z nowoczesnością – takiej, która by szła w parze z niemieckimi aspiracjami mocarstwowymi.

Motywowane nacjonalizmem nastawienie rewolucyjnych konserwatystów do Republiki Weimarskiej sprawiło, że część z nich przyłączyła się później do nazistów. Niemniej czołowe postaci ruchu okazały się w III Rzeszy dysydentami, płacąc za to w niektórych przypadkach cenę najwyższą (jak na przykład polityk, prawnik, publicysta Edgar Julius Jung – zamordowany w roku 1934, w „noc długich noży”, przez SS).

Autor koncepcji Trzeciej Rzeszy krytykował Hitlera

Do Konserwatywnej Rewolucji Hans Zehrer przystąpił pod wpływem pism bardzo ważnej osoby w tym ruchu – Arthura Moellera van den Brucka. Ów historyk kultury znany jest jako autor opublikowanej w roku 1923 książki „Das Dritte Reich” (niebawem, nakładem Ośrodka Myśli Politycznej, ukaże się jej polski przekład zatytułowany „Trzecie imperium”). Uchodzi on za człowieka, który dziełem tym wprowadził do niemieckiego dyskursu politycznego – dziś złowieszczo brzmiący – termin „Trzecia Rzesza”.

Pojęcie to nawiązywało do milenarystycznej koncepcji XII-wiecznego włoskiego teologa Joachima z Fiore (jej echa można znaleźć również we wczesnej twórczości Tomasza Manna, mającego też na swoim koncie rewolucyjno-konserwatywny epizod). Wedle niej świat oczekuje nadejścia epoki Ducha Świętego (trzeciej po – trwającej do narodzin Jezusa Chrystusa – epoce Boga Ojca i – trwającej od narodzin Chrystusa – epoce Syna), w której chrześcijaństwu nie będą już potrzebne zinstytucjonalizowane formy, a Ewangelia będzie zapisana w ludzkich sercach.

Wizja Moellera van den Brucka dotyczyła jednak konkretnie Niemiec. Trzecia Rzesza miała być syntezą Pierwszej Rzeszy (Świętego Cesarstwa Rzymskiego) z Drugą Rzeszą (monarchii Hohenzollernów) – bytem, który usunie rozdzierające Republikę Weimarską wewnętrzne antagonizmy i skonsoliduje – przede wszystkim duchowo – naród niemiecki.

Myliłby się jednak ktoś, kto by sądził, że nadzieję na realizację tej wizji Moeller van den Bruck pokładał w Hitlerze. Myśliciel obawiał się dojścia lidera nazistów do władzy w Niemczech. Niepokoił się tym, że jego rodacy z narodu filozofów i poetów przemienią się w naród zbrodniarzy.
Wkrótce się ukaże polski przekład książki „Das Dritte Reich” Arthura Moellera van den Brucka. Fot. printscreen z Facebooka
Po porażce przeprowadzonego w roku 1923 puczu monachijskiego, na łamach tygodnika „Das Gewissen” oświadczył: „Wiele rzeczy można zarzucić Hitlerowi i sam czasem to robię. Jedną rzecz jednak trzeba docenić: jest fanatykiem Niemiec. Jest wszakże niszczony przez swój prymitywny, proletariacki sposób bycia. Nie wie, jak dać intelektualną podstawę partii. Jest samą pasją, brakuje mu natomiast wyczucia proporcji. Jest bohaterskim tenorem, nie bohaterem”.

Moellerowi van den Bruckowi nie dane było się przekonać o tym, czy jego obawy były słuszne. W roku 1925 – targany między innymi alkoholizmem – popełnił samobójstwo.

Wracając zaś do jego koncepcji Trzeciej Rzeszy, ów nowy podmiot miał być odmienny i od zachodnich demokracji, i wschodnich despotyzmów. W książce Moellera van den Brucka czytamy: „Narody Zachodu odrzucają nas. Wartościują one inaczej niż my i stają bezradne wobec naszych wartościowań. (…) Narody Wschodu wchłaniają oczywiście wartości, które przychodzą do nich z Niemiec i mogą przynieść im korzyść. Ale język niemiecki służy wyłącznie jako język handlowy Eurazji i Europy Środkowej. Ułatwia wprawdzie robienie interesów, ale duchowo nie rozpala umysłów”.

A jednak takie nastawienie do Rosji nie przeszkadzało Moellerowi van den Bruckowi czerpać inspiracji z dorobku pisarza, który uchodzi za emblematyczną postać kultury rosyjskiej. Chodzi tu o Fiodora Dostojewskiego. Moeller van den Bruck był redaktorem jego dzieł po niemiecku i z pewnością był pod ich wpływem.

Rosyjskie źródła nazizmu

Dla Niemca istotny mógł być antyzachodni afekt Rosjanina. Tym, co się Dostojewskiemu nie podobało w XIX-wiecznej Rosji, było – zainicjowane na początku XVIII stulecia reformami cara Piotra I Wielkiego – naśladowanie Europy (choć zarazem prozaik nie upiększał naiwnie czasów poprzedzających panowanie tego władcy).

Elitom caratu pisarz wypominał kosmopolityzm (wyrażający się choćby w przechodzeniu niewielkiej części osób z tej warstwy na katolicyzm, który interpretował jako sprowadzenie chrześcijaństwa do wymiaru ziemskiej instytucji) i przeciwstawiał im prawosławną wiarę ludu rosyjskiego. W oczach Dostojewskiego przywarami Zachodu były: materializm, obietnica fałszywej wolności, lekceważenie duchowego wymiaru człowieczeństwa. Rosjanin piętnował i kapitalizm, nie stroniąc przy tym od antysemickich uwag pod adresem majętnych mieszczan narodowości żydowskiej, i socjalistyczne mrzonki, choć z pewnymi zastrzeżeniami.
Adolf Hitler (1889-1945) jako dyktator Niemiec i Arthur Moeller van den Bruck (1876-1925) jako uczestnik pierwszej wojny światowej. Fot. Bettmann i Ullstein Bild/Getty Images
Intrygujące są w tym kontekście publicystyczne notatki Dostojewskiego z roku 1876, które zawarł on w „Dzienniku pisarza”. Zdaniem prozaika, działający na Zachodzie rosyjscy rewolucjoniści, choć byli ludźmi lewicy, to optując za sprawiedliwością społeczną stawali po stronie tradycyjnych cnót ludu rosyjskiego. Oznaczało to, że chcąc w imię socjalizmu obalić system wyzysku społecznego panujący w krajach zachodnich, występowali oni przede wszystkim jako głęboko zakorzenieni w swojej narodowej tożsamości Rosjanie. Tym samym realizowali narodowe posłannictwo Rosji. Tak więc dążyli do rewolucji, która – z rosyjskiego punktu widzenia – miała być nomen omen rewolucją konserwatywną (byli „rewolucjonistami z konserwatyzmu”).

Jak wiadomo, ostatecznie im się nie powiodło i mogłoby się wydawać, że Zachodowi została taka rewolta oszczędzona. Tyle że sprawa zacznie się komplikować, jeśli popatrzymy na udział, jaki przybysze z Imperium Rosyjskiego mieli w niemieckim ruchu narodowosocjalistycznym. O tym traktuje książka amerykańskiego historyka Michaela Kellogga pod wymownym tytułem „Rosyjskie źródła nazizmu”.

Autor, śledząc i analizując różne koneksje środowiskowe w Niemczech po pierwszej wojnie światowej, doszedł do wniosku, że na ruch nazistowski znacząco oddziaływały grupy rosyjskich białych emigrantów. Pałały one resentymentem do bolszewików z powodu tego, co przyniosła Rosji rewolucja październikowa.

To właśnie w tych kręgach postrzegano Żydów jako z jednej strony przebiegłych geszefciarzy stojących na czele globalnej finansjery, z drugiej zaś – skalanych zbrodniami komunistów, którzy chcieli zawładnąć światem i zgładzić wszystkich nie-Żydów. W kształtowaniu określonych poglądów istotną rolę odgrywał spreparowany jeszcze na początku XX wieku przez carską Ochranę antysemicki paszkwil „Protokoły mędrców Syjonu”.

Na początku lat 20. Adolf Hitler nawiązał współpracę z działającym w Monachium tajnym stowarzyszeniem Aufbau (po niemiecku – Odbudowa). Stawiało ono sobie za cel obalenie zarówno Republiki Weimarskiej, jak i doprowadzenie do upadku ZSRR. W organizacji tej aktywni byli przybysze z Rosji, a wśród nich oficerowie wojska carskiego. Do Aufbau należał także teoretyk niemieckiego rasizmu, w III Rzeszy jej prominentny funkcjonariusz Alfred Rosenberg. Pochodził on z Imperium Rosyjskiego, był Niemcem bałtyckim.

Naziści byli dla niego za mało radykalni. W III Rzeszy udał się na wewnętrzną emigrację

Fetowali go czołowi politycy Europy, od kanclerza Niemiec Helmuta Kohla po prezydenta Francji François Mitteranda.

zobacz więcej
Niemiecki towar eksportowy w zruszczonej postaci

Mając na uwadze to, że w roku 1939 III Rzesza zawarła pakt z ZSRR i oba te państwa razem napadły na Polskę, może zastanawiać fakt obecności w ruchu narodowosocjalistycznym osób będących wrogami Sowietów. Tyle że naziści zawsze definiowali swoją opcję jako antykomunizm, a Kreml w okresie międzywojennym straszył świat faszyzmem. Zbliżenie niemiecko-sowieckie w latach 1939-1941 było zaś podyktowane względami nie ideologicznymi, lecz taktycznymi.

Tak więc niemiecki narodowy socjalizm stanowił przedsięwzięcie, w którym uczestniczyli też prawicowcy z Rosji (można tu wymienić jeszcze znanego filozofa Iwana Iljina, do pewnego momentu popierającego nazistów). Choć tak naprawdę nie mieściło się ono w prostym schemacie „prawica – lewica”, ponieważ czerpało i ze strony prawej (kult osobliwie pojętej tradycji narodowej), i z lewej (rozwiązania socjalne).

Oczywiście tacy ludzie, jak Rosenberg mieli z Dostojewskim jeszcze mniej wspólnego niż Hitler z Moellerem van den Bruckiem. Niemniej autor „Dziennika pisarza” nie przypadkiem okazał się guru niemieckich rewolucyjnych konserwatystów. I on, i oni kontestowali liberalną, mieszczańską cywilizację zachodnią.

Czy jednak można mówić o tym, że ojczyzną antyzachodnich idei przejętych przez niemiecką Konserwatywną Rewolucję była Rosja? To pytanie trzeba postawić w związku z tym, że nie tylko Dostojewski je lansował. Propagowane one były przez reprezentantów dwóch prądów w polityce i kulturze XIX-wiecznej Rosji – poczwiennictwa (po rosyjsku poczwa – gleba) i słowianofilstwa.

Tak, jak za panowania Piotra I Rosja importowała z Zachodu technologie, tak w XIX stuleciu przejmowała stamtąd idee. Poczwiennictwo i słowianofilstwo to nie są organiczne wykwity kultury rosyjskiej. Owszem, narodziły się one na gruncie rosyjskim, lecz pod przemożnym oddziaływaniem niemieckiego idealizmu i niemieckiego romantyzmu – nurtów będących antyoświeceniową reakcją na dziedzictwo francuskich encyklopedystów. Znacząca rola przypadła tu choćby filozofowi Friedrichowi Wilhelmowi Josephowi Schellingowi. Tak więc idee głoszone przez Dostojewskiego stanowiły koncepcję intelektualisty, który miał kontakt z myślą europejską, nie zaś przekaz wolnego od zagranicznych wpływów ludu rosyjskiego.
A zatem to, co kultura niemiecka wyeksportowała do Rosji w XIX stuleciu, w wieku XX do Niemiec wróciło – tyle że już w zruszczonej postaci. W ten sposób właśnie należy traktować oddziaływanie Dostojewskiego na Konserwatywną Rewolucję i białych emigrantów z Aufbau na ruch nazistowski.

Natomiast kiedy w roku 1958 Hans Zehrer towarzyszył Axelowi Springerowi w podróży do Moskwy, to być może liczył na to, iż uda się wskrzesić jakieś elementy projektu Arthura Moellera van den Brucka – przedsięwzięcia, które zostało pogrzebane wraz z dojściem Adolfa Hitlera do władzy. Rzecz jasna nowe zjednoczone państwo niemieckie nie mogłoby być obwołane Trzecią Rzeszą, ponieważ nazwa ta została doszczętnie skompromitowana.

A jak jest dziś? Aktualne pozostają słowa Moellera van den Brucka: „niemiecki nacjonalista walczy (…) o to, co z punktu widzenia Niemiec ma europejski wymiar”. Chyba nikt z niemieckiego establishmentu nie odważyłby się ich publicznie zacytować. Ale trafnie oddają one troskę współczesnych elit niemieckich o Europę.

– Filip Memches

TYGODNIK TVP, ul. Woronicza 17, 00-999 Warszawa. Redakcja i autorzy


07.02.2021
Źródła:

Stan Lauryssens „Człowiek, który wymyślił Trzecią Rzeszę”, Przełożyła Krystyna Bockenheim, Wydawnictwo Dolnośląskie, Wrocław 2000

Michael Kellogg „Rosyjskie źródła nazizmu”, Przekład Sławomir Kędzierski, Wydawnictwo Poznańskie, Poznań 2015

„Rewolucja konserwatywna w Niemczech 1918-1933”, wybór i opracowanie – Wojciech Kunicki, Wydawnictwo Poznańskie, Poznań 1999
Zdjęcie główne: Koncepcję Trzeciej Rzeszy jako państwa konsolidującego naród niemiecki, stworzył Arthur Moeller van den Bruck, redaktor niemieckich przekładów dzieł Fiodora Dostojewskiego. Myśliciel zmarł w roku 1925 Wcześniej ostrzegał przed dojściem Adolfa Hitlera do władzy – niepokoił się, że jego rodacy z narodu filozofów i poetów przemienią się w naród zbrodniarzy. Na zdjęciu: Hitler w stroju wieczorowym po przyjęciu nowego ambasadora Polski w Lipsku, wizytuje gwardię honorową (1935). Fot. Hulton Archive/Getty Images
Zobacz więcej
Felietony Najnowsze wydanie
Tymczasowość to norma w tym zawodzie
Tu nie ma, że tatuś załatwi. Nic nie znaczą układy partyjne czy koneksje towarzyskie.
Felietony Najnowsze wydanie
Co znaczy „Z”
Komentarze Piotra Młodożeńca w Tygodniku TVP.
Felietony Najnowsze wydanie
Zdobycie Mariupola
Andrzej Krauze dla Tygodnika TVP.
Felietony Najnowsze wydanie
To ukraiński patriotyzm i tradycja uwierają Kreml
Skrzydła są atrybutem świętego Michała Archanioła, patrona Kijowa, którego Sowieci rugowali z przestrzeni publicznej.
Felietony Najnowsze wydanie
Druga śmierć Zygielbojma
Mówił o sobie: „ja nie jestem Żydem z Polski, ja jestem polskim Żydem”.