Cywilizacja

Kultowe marki PRL. Niektóre nadal podbijają światowe rynki

Wedel, Prince Polo, Pani Walewska, Brutal, Wyborowa, Krakus, Pewex, Baltona, Romet, Junak... Nadal istnieją, choć wiele z nich nie jest już w polskich rękach.

„Zupełnie nowy i szczególny utwór cukierniczy, a nade wszystko wyborny środek leczący i łagodzący wszelkie cierpienia piersiowe” – tak w „Kurjerze Warszawskim” reklamował swoje produkty Karol Wedel. W tym roku mija równo 170 lat od założenia jego biznesu na ziemiach polskich. I chociaż zaczynał jeszcze w XIX wieku, to marka E. Wedel szczyt swojej popularności osiągała w czasach PRL-u.

Czekoladowym waflem Prince Polo zajadali się przez lata nie tylko Polacy, ale stał się wręcz symbolem na Islandii. Gdy w 1999 roku do Polski zawitał prezydent Islandii Ólafur Ragnar Grímsson, przyznał że „Całe pokolenie Islandczyków wyrosło na dwóch rzeczach – amerykańskiej Coca-Coli i polskim Prince Polo”.

W najlepszym tonie było pachnieć Przemysławką, Brutalem i Być Może. Pani Walewska nazywana była przez nasze babcie i mamy polską Chanel No. 5. Tą prawdziwą Chanel można było spróbować zdobyć w Pewexie lub Baltonie. Do tych ekskluzywnych sklepów podjeżdżało się z kolei nowym Junakiem albo – w wersji bardziej ekologicznej – Rometem.

Komputery Odra były perłą w informatycznej koronie Układu Warszawskiego, ale niczym nie odstawały od tych produkowanych przez IBM. Zestaw ODRY 1305 z teleprzetwarzaniem używany przez PKP pracował nieprzerwanie przez 34 lata w trzyzmianowej pracy ciągłej na jednej z największych stacji rozrządowych dla ruchu towarowego PKP. Wyłączony został dopiero w 2010 r.

Wszystkie powyższe marki łączy wspólny mianownik – Polska Rzeczpospolita Ludowa. Wtedy trudno dostępne, niekiedy w ogóle niemożliwe do kupienia, nieosiągalny przedmiot pożądania obywateli PRL. Dziś tego problemu nie ma. Nostalgia za czasami dzieciństwa lub poszukiwanie oryginalnego sposobu na reklamę powoduje, że duża część z nich powróciła na nasz rynek. Z niektórymi duch czasu świetnie się obszedł.

Sprawdzamy, jak najbardziej znane polskie firmy sprzed lat poradziły sobie po 30 latach od przemian ustrojowych.

Czekoladowa Ziemia Obiecana

Gdybyśmy dzisiaj zapytali na świecie o produkty kojarzące się z Polską, jednym tchem wymieniono by wódkę Wyborową, szynki Krakus i Ptasie Mleczko. To właśnie szeroko rozumiana branża spożywcza przeszła z gospodarki centralnie planowanej do wolnorynkowej w miarę suchą stopą.

Spora część tych produktów dostępna jest praktycznie na wszystkich kontynentach. Chociaż przyznać trzeba, że symbole minionej epoki, w dużym stopniu, trafiły w zagraniczne ręce.

Niemiecki cukiernik Karl Ernst Heinrich Wedel swoje szlify zawodowe zdobywał w największych stolicach Europy: Paryżu, Londynie i Berlinie. Na polskie ziemie przyjeżdżał w 1845 r. już z olbrzymim bagażem doświadczeń. Widząc jak duża jest konkurencja na Zachodzie, wschodnie rubieże tej części świata traktował na zasadzie Ziemi Obiecanej. Czyli możliwości zrobienia zawrotnej kariery mniejszym kosztem.

Rodzinny biznes Wedlów rozrastał się w błyskawicznym tempie i w czasie II RP był pionierem nie tylko w produkcji smakołyków, ale także przodował w marketingu. Najlepszym przykładem niech będzie ustawienie przy wejściu do Parku Skaryszewskiego w Warszawie... automatów ze słodyczami. W przededniu wybuchu II Wojny Światowej Wedlowie zatrudniali ok. 1,3 tys. osób.
Warszawa, luty 1981. Kolejka przed sklepem Zakładów Przemysłu Cukierniczego im. 22 lipca, dawniej E. Wedel, mieszczącym się w kamienicy przy ulicy Szpitalnej. Fot. PAP/Grzegorz Rogiński
Władza ludowa zakłady Wedla oczywiście znacjonalizowała nazywając je Zakładami Przemysłu Cukierniczego 22 Lipca w Warszawie. Naturalnie bezprawnie wykorzystując również markę E. Wedel (Jan Wedel wygrał nawet proces w Trybunale Handlowym w Hadze i uzyskał odszkodowanie). Ale to na czasy PRL-u przypada prosperity firmy i samej nazwy. Polskie wyroby trafiały bowiem do kilkudziesięciu państw świata Europy, Ameryki, Afryki czy nawet Australii.

Ale tak jak burzliwe były dzieje firmy po wojnie, tak konflikty o prawa własności wróciły po przemianach ustrojowych. Roszczenia do sprywatyzowanej już spółki zgłaszali spadkobiercy Wedla. Ostatecznie zakłady zostały kupione przez światowego giganta PepsiCo., który jeszcze przed XXI wiekiem podzielił przedsiębiorstwo na cztery części, a następnie je odsprzedał.

Fiński Leaf kupił Syrenę, która produkowała cukierki, Delicja (produkująca z kolei słynne w PRL-u Delicje Szampańskie) zajmująca się ciastkami trafiła do francuskiego Danone, a Jedyna wyrabiająca m.in. czekolady została kupiona przez brytyjskie Cadbury. Frito-Lay z chipsami zostało przy PepsiCo. Kultowa marka E. Wedel trafiła do Wyspiarzy, ale Francuzi również chcieli z niej korzystać. Przez wiele lat opłacali więc licencję za korzystanie z logotypu.

W 2010 r. europejskim rynkiem niezwykle mocno zainteresował się amerykański potentat – Kraft Foods, który wykupił brytyjski Cadbury, a rok później odkupił część ciastkarską Danone w Polsce. Ale Komisja Europejska uznała, że może dojść monopolizacji rynków czekolad w niektórych państwach Starego Kontynentu. Dlatego Cadbury Wedel działające w Polsce, a należące już do Amerykanów, musiało zostać odsprzedane. Od tamtej pory Wedel należy do Lotte Group. Czyli koncernu japońsko-koreańskiego.

Gdy jesteśmy przy słodyczach i Amerykanach, to przyznać trzeba, że do Polski Kraft trafił dużo wcześniej. Już na samym początku etapu prywatyzacji, w 1993 r., kultowy wspomniany już powyżej wafelek czekoladowy Prince Polo znalazł się w portfolio tej firmy.

Na rynek Prince Polo już w połowie lat 50. XX w. wprowadziła cieszyńska Olza. Jednak to światowy koncert upowszechnił go w ościennych krajach: całej Grupie Wyszehradzkiej, państwach bałtyckich, ale także na Malcie czy Islandii. Chociaż w tej ostatniej pojawił się już w czasach głębokiego PRL-u i z miejsca stał się marką wręcz kultową. Zrobiono badania, z których wynika, że przeciętny Islandczyk każdego roku zjada ok. pół kilograma Prins Póló, jak tam jest nazywany.

Wódka z klasą

Jest 29 lutego 2004 r. Kodak Theatre w Los Angeles. Właśnie trwa 76. ceremonia wręczenia Oscarów. To czas prawdziwej dominacji Petera Jacksona. Jego Władca Pierścieni: Powrót króla otrzymuje aż 11 nagród. Mimo że Polacy nie zdobywają tam żadnej statuetki, to jest jeden – mocny – polski akcent. Nacisk na słowo „mocny” nie jest tu przypadkowy. To podczas części bankietowej serwowana jest najznamienitszym gościom nasza rodzima Wyborowa. To marka, która była klasą samą w sobie jeszcze w okresie międzywojennym. Dostępna była od dalekiej Syrii poprzez Brazylię, aż po USA i Kanadę.

22 lipca dawniej E. Wedel

Wiele obiektów oddawanych w ramach zobowiązań na „Święto Odrodzenia Polski” po cichu później zamykano, aby zlikwidować niedoróbki.

zobacz więcej
W czasach PRL-u produkował ją Polmos Poznań i uchodziła w naszym kraju za towar niezwykle ekskluzywny. Olbrzymia jej część szła na eksport do ponad 60 krajów świata. I tam również była uznawana za produkt klasy premium. – Przyznać trzeba, że Polska Ludowa akurat branżę spirytusową wypromowała na świecie w sposób bezbłędny – śmieje się Marcin Leoszko ze Związku Przedsiębiorców i Pracodawców.

Niestety w czasie III RP większość tego segmentu rynku trafiło do wielkich koncernów międzynarodowych. Nie inaczej stało się z Wyborową. Poznański Zakład Przemysłu Spirytusowego Polmos S.A został kupiony przez francuskie Pernod Ricard. Warto tutaj zaznaczyć, że Francuzi są też właścicielami innej kultowej polskiej marki – Luksusowej, która to do dziś produkowana jest z ziemniaków.

Krakus od Chińczyka

Będąc już przy gorzałce, należałoby pomyśleć również o zagryzce. Idealnie pasowałyby tutaj produkty mięsne kolejnej PRL-owskiej marki – Krakusa. Centrala Importowo-Eksportowa Artykułów i Przetworów Pochodzenia Zwierzęcego Animex zarejestrowała polską szynkę w USA jako chroniony znak towarowy, by handlować nią za Wielką Wodą. Kilkadziesiąt lat później, być może zrządzeniem losu, to Amerykanie wykupili zarówno samą markę Krakusa, jak i całą firmę Animex.

Smithfield Foods, bo o nich mowa, to jeden z największych producentów wieprzowiny na świecie. Już w 2013 r. został przejęty przez Chińczyków. A dokładnie WH Group. Tym samym nasz Krakus również znalazł się w rękach chińskich.

Dzisiaj przychody Animex Foods grubo przekraczają w Polsce 6 mld zł, a firma jest nie tylko potężnym eksporterem rodzimej żywności, ale też jej największym producentem w kraju.

Z kultowych produktów żywnościowych, które nadal mają się znakomicie, chyba jedynie Tymbark ostał się w polskich rękach. Ale Krzysztof Pawiński, współwłaściciel i prezes Grupy Maspex od lat konsekwentnie skupuje zarówno rodzime jak i zagraniczne marki. Co ciekawe, niebawem ma dojść do repolonizacji Żubrówki, Soplicy i Absolwenta. Maspex podpisał warunkową umowę z Roust Corporation na zakup jej spółki zależnej CEDC.

Brutal nadal pachnie mężczyzną

Najpierw, podczas wielkiego balu na Zamku Królewskim, uwiodła samego Napoleona Bonaparte, a po jego abdykacji i zesłaniu, zabrała się za kuzyna cesarza – hrabię Filipa-Antonia d’Ornano. O Marii Walewskiej można śmiało mówić, że była jedną z najbardziej znanych polskich kochanek światowych sław. Nic więc dziwnego, że flagowe perfumy PRL-u nazwano właśnie jej imieniem.

I tak, jak czas najwybitniejszych nawet metres w końcu przemija, tak czas perfum Marii Walewskiej – wbrew pozorom – nie skończył się z ustrojowymi przemianami.

Ówczesną twarzą najbardziej popularnych wówczas perfum została Beata Tyszkiewicz. Wszak któż inny mógłby lepiej reprezentować Marię Walewską, jak nie odtwórczyni jej roli w filmie „Marysia i Napoleon” w reżyserii Leonarda Buczkowskiego.
Katowice 1962. Zakłady Mięsne. Pracownica Ruta Gucman sortuje puszki z polską szynką konserwową Krakus, przeznaczone na eksport. Fot. PAP/Wiesław Stasiak
Fabryka Kosmetyków Miraculum została po wojnie oczywiście upaństwowiona. I to ona odpowiadało nie tylko za Marię Walewską, ale wydała równie kultowego Brutala. Podczas prywatyzacji firma trafiła do Grupy Kolastyna, która nie poradziła sobie z kryzysem finansowym w 2008 r. Prawa do marek przejęło Sarantis Polska, które jest właścicielem m.in. Luksji czy STR8. W portfolio Miraculum nadal pozostała Maria Walewska, ale też m.in. nieco mniej popularne Być Może.

Od 2014 r. Brutal z kolei należy do firmy LaRive z Grudziądza, która zapłaciła ponoć 6 mln zł za prawa do tego zapachu. Jej właściciele Mariusz Szymula i Piotr Szostak przyznawali wówczas, że jednym z powodów transakcji był sentyment do marki.

Zarówno Pani Walewska jak i Brutal nadal znajdują się na półkach naszych drogerii, chociaż już nie cieszą się takim powodzeniem, jak w latach minionych.

Drugie życie Junaka

Branża rowerowa i motorowerowa sprywatyzowała się wyśmienicie. Rometem jeździł każdy i był to obowiązkowy prezent na komunię (obok zegarka Błonie, do którego też dojdziemy).

W 1983 r. wyprodukowano 922 tys. rowerów i 107 tys. motorowerów. Co dziesiąty pojazd znajdywał swojego odbiorcę za granicą. Sytuacja diametralnie się zmieniła wraz z otwarciem Polski na import, zwłaszcza z Dalekiego Wschodu. Nieudana prywatyzacja Rometu oraz brak jakiejkolwiek ochrony rodzimego rynku krajowego przed importem rowerów z Chin i Tajwanu spowodował, że z części zakładów nie było co zbierać.
Wiesław Grzyb założył w 1991 r. spółkę Arkus S.C., która zajęła się importem tanich rowerów. Jednak już kilka lat później otworzył własną fabrykę w Podgrodziu, a pod koniec lat 90. kupił upadającą wtedy fabrykę Romet w Jastrowiu. Od tamtej pory skrupulatnie nabywał kolejne, nieefektywnie prowadzone zakłady Rometu i gromadził je pod swoimi skrzydłami ewoluując w nazwę Arkus&Romet, by ostatecznie stać się ROMET sp. z o.o.

Dziś jest prawdziwym rowerowym potentatem, także w skali europejskiej.

Polski Harley, jak mawiano o Junaku nie doczekał nawet wolnej Polski. Produkowany był przez Szczecińską Fabrykę Motocykli przez niecałe 10 lat. Od 1956 do 1965. Mimo tak krótkiego okresu, wielu wad fabrycznych i zaporowej wręcz ceny, stał się symbolem rodzimej motoryzacji jednośladowej. Na autostradzie Elbląg – Tczew osiągnął prędkość 149,3 km/h, a sam „rajd” został nagrany przez Polską Kronikę Filmową.

Wykorzystywany był jako motor pościgowy przez milicjantów, ale używali go również w pracy pocztowcy. Sporo sztuk sprzedawano do krajów socjalistycznych. Do dziś można pojedyncze egzemplarze spotkać u pasjonatów na Kubie czy nawet w Mongolii.

O to, by pamięć o Junaku nie zniknęła postarała się rodzinna firma Mikołaja Sibora z Gniewkówca. Almot swoją przygodę rozpoczął ponad dekadę temu od zlecenia dużej części produkcji Junaka w Chinach. Dzisiaj sprzedaje kilkanaście modeli, a najnowszy niedługo ma mieć swoją premierę.

„Podobno są jatki, gdzie z ludzi robią kiełbasy”. Mięso w czasach PRL

Skazano za nie na śmierć. Było powodem strajków w 1970, 1976 i lipcu 1980 roku.

zobacz więcej
Drugie życie polskich jednośladów najlepiej widać w statystykach. W całym 2020 r. na krajowym rynku zarejestrowano 6 722 Junaków, o 76,52 proc. więcej niż rok wcześniej. Sklasyfikowany na drugiej pozycji Romet Motors osiągnął wynik 5 777 sztuk, a trzeci Barton sprzedał 2 771 pojazdów.

Jednocześnie w ubiegłym roku zarejestrowano 21 815 nowych motocykli. Na koniec grudnia najpopularniejszy w tym segmencie był Junak, dopiero za nim pojawiły się Honda, Yamaha i BMW.

Pewex przejęty przez Demotywatory

Gdzieś te wszystkie ekskluzywne zabawki było trzeba nabywać. W Polsce Ludowej były dwa podmioty oferujące marki premium. Pewex i Baltona.

Pierwsze nazywało się Przedsiębiorstwem Eksportu Wewnętrznego, a drugie Przedsiębiorstwem Handlu Zagranicznego. Różnica między nimi była taka, że – najprościej rzecz ujmując – w Pewexie zakupy mogli robić zwykli obywatele, którzy posiadali twardą walutę, a w Baltonie zaopatrywali się pracownicy zatrudnieni na kontraktach dewizowych. Czyli piloci, marynarze czy dyplomaci.

Ta ostatnia przeszła długą drogę – od przejęcia przez globalną potęgę Flemingo International – aż po repolonizację ze strony państwowej spółki PPL (Przedsiębiorstwo Państwowe „Porty Lotnicze”, właściciel m.in. Okęcia).

Stała się siecią sklepów wolnocłowych Baltona Duty Free i posiadała swoje punkty na największych polskich lotniskach i do czasu koronakryzysu świetnie sobie radziła, notując przychody na poziomie kilkuset mln zł.

W zupełnie innym kierunku poszedł Pewex, którego istnienie przestało mieć sens po otwarciu wolnego rynku. Już w 1993 r. złożono do sądu wniosek o ogłoszenie upadłości. Marka została reaktywowana 8 lat temu przez Monster Media Group, czyli popularne wśród młodzieży Demotywatory. Utworzono sklep internetowy, który jest dopasowany do grupy odbiorców MMG. Można więc tam kupić różnego rodzaju gadżety związane z grami internetowymi, popularnymi filmami czy aktualnie modnymi memami.

Jako ciekawostkę można na koniec podać reaktywację zegarków Błonie. Ta marka została w praktyce zniszczona jeszcze przez Związek Radziecki, jako zbyt duża konkurencja dla tamtejszego rynku. Jednak w ciągu dekady Polacy zdążyli wyprodukować ich ponad 1,2 mln sztuk. Ostatnia ich partia została wydana w 1969 r. dla oficerów polskiego lotnictwa w liczbie 1,7 tys. Jednak Michał Dunin postanowił przywrócić o nich pamięć. Pierwszy nowoczesny zegarek Błonie (001) można zobaczyć jako eksponat specjalny – gdzieżby indziej jak nie w urzędzie miasta Błonie.
30 kwietnia 2010 roku o godz. 22.00 po 34 latach ciągłej pracy w Ośrodku Informatyki w Lublinie Oddziale Spółki PKP odłączono ostatni w Polsce komputerowy system teleprzetwarzania na bazie procesorów Odra 1305. Fot. PAP/Mirosław Trembecki
Mógł być polski IBM

Jednak jedną z najsmutniejszych historii polskich przemian ustrojowych jest Elwro, czyli producent pierwszych polskich komputerów Odra. Były to urządzenia, które mogły stać się naszym jednorożcem nowoczesnych technologii, bo już w czasach PRL-u konkurowały z zachodnimi produkcjami. W roku 1993 firma została sprzedana bezpośredniemu konkurentowi – Siemensowi, który po prostu zakład zamknął. Część linii technologicznych wywiózł do Niemiec, hale produkcyjne wyburzył, a załogę zwolnił.

A to tam, od zera tworzyła się elita polskich matematyków, informatyków i programistów, którzy metodą prób i błędów zdobywali umiejętności, których od dawna uczono na zachodnich uniwersytetach.

Kto wie, może gdyby wówczas rząd oszczędziłby przynajmniej ten jeden zakład, dzisiaj to my byśmy mieli nad Wisłą firmę pokroju IBM.

– Karol Wasilewski

TYGODNIK TVP, ul. Woronicza 17, 00-999 Warszawa. Redakcja i autorzy

Zdjęcie główne: Sklep Pewex. Warszawa, rok 1989. Fot. Jacek Barcz / Forum
Zobacz więcej
Cywilizacja Najnowsze wydanie
Déjà vu. Czy „błąd matriksa” może sugerować psychopatologię?
Może być rodzajem „środka uspokajającego” w sytuacjach przeciwności: skoro kiedyś się udało, teraz też się uda.
Cywilizacja Najnowsze wydanie
Grupa Wagnera – armia kucharza Putina
Na Ukrainie najemnicy zyskali znaczenie niespotykane w historii wojen prowadzonych przez Moskwę.
Cywilizacja Poprzednie wydanie
Polska chętnie daje wizy i pracę cudzoziemcom z całego świata
Tylko w ubiegłym roku przyjęliśmy pół miliona imigrantów zarobkowych.
Cywilizacja Poprzednie wydanie
Morderczy lek. Sto razy silniejszy od morfiny
Powoduje apatię lub euforię, zawroty głowy, zaburzenia pamięci, lęki nocne i spowolnienie akcji serca.
Cywilizacja Poprzednie wydanie
Demokracja nie chroni przed przemocą
Dlaczego kupcy nie mieliby zabijać swoich konkurentów, jeżeli zapewni im to zyski?