Cywilizacja

Kraj, który się wirusowi nie kłania

Jedyne państwo na świecie, gdzie ponoć nie ma pandemii COVID-19, celebruje 6 listopada 2021 Narodowy Dzień Zdrowia. Choć ze zdrowiem od dawna jest na bakier.

W 2000 roku ówczesny prezydent Saparmurat Nijazow ustanowił nowe święto, obchodzone w pierwszą sobotę listopada, służące do promowania zdrowego stylu życia i aktywności fizycznej. Wielu mieszkańców Aszchabadu, stolicy kraju, wspina się z tej okazji tzw. Aleją Zdrowia, betonową ścieżką położoną w bezdrzewnych górach Kopet Dag, która oczywiście została osobiście wytyczona przez Nijazowa.

Trasa występuje w dwóch wersjach: 8– i 37-kilomterowej i ma poprawiać kondycję mieszkańców, choć w gorącym klimacie, bez skrawka cienia, może okazać się zgubna dla piechurów; do tego razi ich poczucie estetyki, gdyż ma się nijak do otaczającego ją krajobrazu. Prezydent spodziewał się, że Turkmeni będą spacerować tam przynajmniej raz w roku w ramach „regularnych” ćwiczeń. To samo zlecił ministrom, posłom i urzędnikom: obserwował potem, czy jego ludzie idą należytym tempem, by samemu lecieć helikopterem na metę i serdeczni ich witać. Twierdził, że serce nie pozwala mu na taki wysiłek. I rzeczywiście: w 2006 roku zmarł na zawał.

Nijazow to dawny pierwszy sekretarz Komunistycznej Partii Turkmeńskiej Socjalistycznej Republiki Radzieckiej, zastąpionej przez Demokratyczną Partię Turkmenistanu, jedyne ugrupowanie w kraju, której został szefem; jest także przewodniczącym Zgromadzenia Ludowego, wyższego organu władzy ustawodawczej, Rady Obrony i Bezpieczeństwa Narodowego, najwyższym dowódcą sił zbrojnych, wreszcie – premierem i prezydentem. Miał pełnię władzy i sięgnął po więcej: zbudował kult ku swej czci na wzór stalinowski – uhonorował się tytułem Turkmenbaszy („ojca wszystkich Turkmenów”), na jego cześć miasto Krasnowodzk zmieniło nazwę właśnie na Turkmenbasza, wedle historyków okazał się potomkiem Aleksandra Wielkiego! W całym kraju nakazał wieszać swoje portrety w urzędach, w stolicy ustawił złoty pomnik obracający się za słońcem, dzień urodzin mianował świętem narodowym. Zmienił nazwy miesięcy na swoją modłę i nakazał ludziom równy ruch warg na koncertach… Napisał „Ruhnamę”, „Księgę ducha”, z własnymi wizjami historycznymi i politycznymi, podstawę edukacji w szkołach.

Dolce vita życie kosztuje słono, więc w 2004 roku Nijazow zlikwidował szpitale na prowincji, bo jeśli ktoś jest chory, może przyjechać do stolicy. Ponadto zwolnił 15 tysięcy lekarzy, pogłębiając i tak mocne niedobory kadrowe, by w niektórych przypadkach fachowców zastąpić poborowymi z wojska. Jak na kraj o powierzchni półtorej Polski to śmiała decyzja, zatem później zostało mu jedynie doradzać ludziom, aby co roku przechodzili jego ścieżkę zdrowia… Dodajmy, że ministrem zdrowia nadzorującym operację był wtedy Gurbanguly Berdimuhamedow, człowiek urodzony w wiosce Babarap koło Kommunizmu, magister stomatologii po studiach w Moskwie, zarazem osobisty lekarz Nijazowa, który po jego śmierci przejął obowiązki prezydenta, choć nie dokonał tego w białym kitlu i rękawiczkach. Koło domknęło się tym bardziej, że nie zlikwidował systemu polityczno-gospodarczego opartego na ręcznym sterowaniu, choć zmienił konstytucję, uchylił (bo przecież nie otworzył) drzwi na świat, podkreślał neutralność państwa (co nie przeszkadza flirtować z Rosją) i zlikwidował ustrój jednopartyjny. Badanie wskaźnika demokracji Economist Intelligence Unit z 2014 roku dało jednak Turkmenistanowi 160. miejsce na 167 badanych krajów, najniżej spośród państw byłego ZSRR.
Turkmenki w maseczkach na ulicy Aszchabadu w lipcu 2020 roku. Fot. VYACHESLAV SARKISYAN / Reuters / Forum
Berdimuhamedow niby zanegował kult poprzednika, by w jego miejsce zainstalować własny: w 2015 roku odsłonił w Aszchabadzie swój 15-metrowy pomnik pokryty 24-karatowym złotem. Przyjął tytuł „Arkadaga” („Protektora”), jako pasjonat sportu otrzymał od parlamentu honorowe przydomki Narodowego Hodowcy Koni oraz Mistrza Jeździectwa. I jak Nijazow popadał w absurd: zakazał posiadania samochodów w kolorze czarnym. Rozkochuje jednak ludzi w nowoczesnym stylu à la Putin: swój chłop, który i mięśnie napnie, i piosenkę zaśpiewa, i książkę napisze, bo w czasie prezydentury popełnił ich już kilkadziesiąt. W tym wielotomowe dzieło „Lecznicze zioła Turkmenistanu”, które w szkołach jest analizowane na wykładach o zdrowiu, co stanowi zamaskowaną formę oporu wobec koronawriusa. Podobnie jak jego zalecenia spożywania makaronu z pieprzem i korzenia lukrecji, co od dawno wykorzystuje medycyna ludowa, do tego picie ziół i okadzanie budynków dymem. To w ramach profilaktyki, niejako na wszelki wypadek, wszak pandemii w kraju nie ma, co oficjalnie podkreślają władze i lekceważą rzeczywistość. Skoro dyktator może wszystko, to i własnymi rękoma potrafi zdusić wirusa.

Może rządzić do śmierci

Berdimuhamedow twierdzi, że jego kraj jest jedynym, gdzie nie ma koronawirusa. Czyżby? To samo powtarza przecież Kim Dzong Un, rządzący Koreą Północną, co stawia znak równości między tymi fasadowymi (po)tworami nie tylko w kwestiach zdrowotnych. Choroby rzeczywiście długo nie było w Oceanii, wyspach leżących na Oceanie Spokojnym, które szybko odcięły się od innych, przestały przyjmować turystów i tym samym nie odnotowały żadnego przypadku COVID-19: Wyspy Salomona, Vanuatu, Samoa, Kiribati, Mikronezja, Tonga, Wyspy Marshalla, Palau, Tuvalu, Nauru. Każda z nich wprowadziła rygorystyczne obostrzenia: kwarantannę lub testy, choć na dłuższą metę i to nie pomogło. A wielki azjatycki kraj – graniczący z Kazachstanem, Uzbekistanem, Iranem i Afganistanem – liczący ledwie kilka milionów mieszkańców (postępujące wyludnienie oznacza, że nawet mniej niż trzy!) , który nie może całkowicie odciąć się od świata? Brak koronawirusa wydaje się niemożliwy, gdy spojrzeć na wydarzenia w regionie, przy jednoczesnej zaawansowanej wymianie kulturalnej i studenckiej z Iranem, gdzie wiosną 2020 roku choroba szalała. Cóż z tego: pan każe, sługa musi, więc w tym czasie Turkmenistan zorganizował masowy rajd rowerowy, aby pokazać, iż nic sobie z tego nie robi, że inni pogrążają się w kłopotach.

Jednocześnie niby podjął współpracę z ONZ: opracowano plan na ewentualny wybuch epidemii, omawiano diagnostykę laboratoryjną i komunikowanie ryzyka wśród ludzi, choć Elena Panova, przedstawicielka organizacji, nie chciała odpowiedzieć na pytanie, czy wierzy w oficjalne dane przekazywane przez władze. Ciekawe, że mimo wszystko oprócz teorii była też praktyka: Berdimuhamedow zamknął większość przejść granicznych, zawiesił połączenia lotnicze do Chin, inne loty międzynarodowe przekierowano ze stolicy Aszchabadu (pod granicą z Iranem) do Turkmenabatu (pod granicą z Uzbekistanem), gdzie badano pasażerów i utworzono dla nich strefę kwarantanny, choć według świadków za odpowiednią opłatą można było uniknąć dwutygodniowej izolacji. Przerwano także połączenia kolejowe i drogowe między dużymi miastami, wzmocniono kontrole przy wjazdach do niektórych regionów, zamykano targowiska, meczety, centra handlowe i restauracje. Czyli jednak problem, który nie istnieje, wcale nie był zbagatelizowany. Niestety na krótko, obostrzenia zniesiono jeszcze przed latem zeszłego roku, aby dowieść, że było, jest i będzie bezpiecznie: nie odwołano nawet zwyczajowych wydarzeń masowych.

Pies, koń i Biały Dom zdobyty trzy razy

Tradycję kraju uosabia właśnie ałabaj, czyli mówiąc po polsku – owczarek środkowoazjatycki.

zobacz więcej
Na ulicy długo nie pojawiały się osoby w maseczkach, bo brakowało samych maseczek, ale pojawiły się w sierpniu, gdy władze odgórnie nakazały ich noszenie – dla przykładu pojawił się w niej nawet prezydent! Turkmenistan to wciąż dyktatura wsparta policyjną pałką i wojskowym karabinem, więc patrole złożone z mundurowych wyłapywały osoby niepoddające się rozkazom: większość stanowili… mężczyźni, bowiem kobiety potrafiły stawić opór i wywołać zbiegowisko. A wszystko to z okazji 10-dniowej wizyty (opóźnionej o dwa miesiące z powodu, jak się zdaje, zwlekania turkmeńskich władz z wydaniem zezwolenia) delegacji Światowej Organizacji Zdrowia z jej szefem Tedrosem Ghebreyesusem na czele, która odwiedziła placówki medyczne i laboratoria, spotkała się z lekarzami i przyglądała nadzorowi epidemiologicznemu. Po jej zakończeniu władze poinformowały z dumą, że „Turkmenistan pozostaje jedynym krajem w europejskim regionie WHO, w którym nie zarejestrowano żadnych przypadków koronawirusa”; bo delegacja zasiadająca w sali okadzonej dymem z poganka, rośliny z łużnikowatych, rzecz jasna nie stwierdziła epidemii. Zaleciła za to, by Turkmenistan „zachowywał się tak, jakby była” i dalej wzmacniał przyjęte środki zapobiegawcze…

Nie tylko ONZ i WHO, również UNICEF podchodzi do sprawy na kolanach, skoro w komunikacie prasowym o czerwcowych odwiedzinach Berdimuhamedowa w Centrum Naukowo-Klinicznym Zdrowia Matki i Dziecka, gdzie towarzyszyła mu Christine Weigand, przedstawicielka organizacji w Turkmenistanie, nazwano prezydenta „Jego Ekscelencją” oraz powtarzano okrągłe słowa o „znaczeniu zdrowia i dobrego samopoczucia dzieci”. Na załączonym zdjęciu nie nosi on maseczki, założyła ją jedynie jedna pielęgniarka. A w październiku UNICEF i Ministerstwo Edukacji zaprosiły uczniów z całego Turkmenistanu do „wzięcia udziału w interaktywnych sesjach online z okazji Światowego Dnia Mycia Rąk”. Tłumaczono, że ma to na celu promowanie higieny i zdrowego stylu życia wśród dzieci w wieku szkolnym, zwłaszcza podczas światowej pandemii COVID-19, choć komunikat skonstruowano w tak przemyślny sposób, że nie sposób zrozumieć, czy kłopoty dotknęły również kraj nad Morzem Kaspijskim… Skąd to się bierze? Najwyraźniej włodarze międzynarodowych organizacji chcą mieć choćby taki wgląd w sprawy zamkniętej twierdzy niż żaden.

Tymczasem ich blamaż w ustaleniu prawdy o pandemii ma swoje dobre strony, skoro odblokowano pomoc humanitarną dla Turkmenistanu – przysłano maseczki, respiratory i testy na COVID-19. Cóż jednak z tego, skoro prezydent Berdimuhamedow tłumaczył, że maseczki należy nosić nie z powodu choroby, lecz… „pyłów pustynnych mogących przynosić szkodliwe substancje z zagranicy”, czemu sprzyja położenie kraju, gdzie zdarzają się burze piaskowe. Urzędnicy tak przejęli się jego światłym wyjaśnieniem, że turkmeński MSZ złożył protest z powodu telewizyjnej prognozy nadanej w… pobliskim Tadżykistanie, bo prowadzący miał odwagę powiedział, że „upały przyniesie nam prąd gorącego powietrza, jaki dotrze do nas z Iranu przez Turkmenistan”. „Wspominanie nazwy konkretnego kraju w kontekście ruchów mas powietrza może wywołać podejrzenia o przenoszeniu niebezpiecznych infekcji do innych krajów” – odparowali dyplomaci z Aszchabadu. A na granicach obu krajów samoloty używane zwykle w rolnictwie dalej rozpylały nieznaną mieszankę zawierającą chlor – i zapewne nie chodziło o wybicie stonki ziemniaczanej.
Gurbanguly Berdimuhamedow podczas spotkania z Władimirem Putinem w październiku 20019 w Aszchabadzie. Fot. Alexei Druzhinin/Russian Presidential Press and Information Office/ TASS / Forum
„Granice kraju wciąż pozostają zamknięte i Turkmenistan wydaje się jeszcze bardziej oblężoną twierdzą. Informacji stamtąd mamy niewiele i istnieje problem z rozgraniczeniem jakie ograniczenia panują. Na pewno brak w tym stałości i wiele zależy od tego, czego akurat potrzebuje gospodarka. Lato w regonie było bardzo gorące i suche, zbiory żywności są katastrofalne, co ma wpływ na decyzje turkmeńskich władz. O ironio, najlepszym źródłem wiedzy o tym kraju stanowią strony rosyjskie, bo wzajemne stosunki są dobre” – ocenia Kacper Ochman z Ośrodka Studiów Wschodnich. Mówi, że aktualnie obowiązują duże ograniczenia w tego typu działalności, więc sklepy zwykle są pozamykane, choć łapówką można załatwić sprawę; zresztą zakupów i tak dokonuje się po ciemku, aby nie było widać kolejek. Nie wolno organizować wesel ani styp. Zamknięte są niektóre szkoły, gdzie wprowadzono nauczanie zdalne, ale nie ma odgórnego nakazu od prezydenta, by zamykać wszystkie. Do tego Turkmenistan, jeden z nielicznych krajów na świecie, które wprowadziły obowiązek szczepień, zintensyfikował je wśród urzędników i nauczycieli. Wiadomo, że wstrzykuje się im rosyjski Sputnik. Pytanie tylko – zwraca uwagę Mariusz Marszewski, inny specjalista od Turkmenistanu z OSW – czy, z uwagi na niski poziom kapitału ludzkiego w Azji Centralnej, rzeczywiście igły są sterylizowane i używane jednokrotnie.

27 października świętowano w kraju Święto Niepodległości: w tym roku przypadła bowiem 30. rocznica rozpadu ZSRR i zarazem powstanie Turkmenistanu. Ochman z OSW mówi, że spodziewał się kroku w stronę sukcesji władzy, bo ostatnimi czasy 64-letni Berdimuhamedow, który w 2017 roku został po raz trzeci wybrany prezydentem (bez limitu kadencji, może rządzić do śmierci), zdobywając wówczas 97,7% głosów przy ponad 97% frekwencji, ostatnimi czasy posiwiał, był niemrawy, mówił niewyraźnie i domniemywano, że jego jedyny syn Serdar, w lipcu namaszczony na wicepremiera ds. finansów i gospodarki, który właśnie skończył 40 lat, doczeka się dalszego awansu. Jeszcze nie czas, zaś Berdimuhamedowa najwyraźniej postawili na nogi niemieccy lekarze, których zaprosił do siebie podczas pandemii, choć nie wiadomo, co mu właściwie dolegało. Mimo to z okazji święta jak zwykle zagoniono ludzi na imprezy masowe w Aszchabadzie (w przeszłości zdarzało się, że podczas nich umierali ci, którzy nie wytrzymywali wielu godzin w skwarze w oczekiwaniu na Wodza). Dla VIPów otwarto piękną trybunę zbudowaną za milion dolarów, dla gawiedzi były rajdy samochodowe i zawody strzeleckie, na deser rozdawnictwo żywności, której brakuje.

Coraz trudniejsze warunki

Uniwersytet Johnsa Hopkinsa z Baltimore od początku pandemii publikuje dane dotyczące zachorowań i zgonów, lecz Turkmenistanu nie uwzględnia w tym zestawieniu i liczba zakażonych/zmarłych wynosi zero. Nie jest to wcale przyznanie racji dyktatorowi, raczej przyznanie się do niewiedzy. Zagraniczni eksperci mają bowiem problemy z dostępem do informacji, również ONZ i WHO widziały tylko to, co im pokazano. Jest więcej pewne, że władze cenzurują dane. „Oficjalne statystyki zdrowotne dotyczące Turkmenistanu są bardzo niewiarygodne. Przez ostatnią dekadę twierdzono, że wśród mieszkańców nie ma chorych na AIDS, co nie jest możliwe. Wiemy również, że już w 2000 roku ukrywano dowody na serie wybuchów epidemii” – mówił BBC prof. Martin McKee z London School of Hygiene and Tropical Medicine. Ba, brytyjskie medium wspominało o państwowym urzędniku, który „nie może mówić, że koronawirus jest w kraju lub, że w ogóle o nim słyszał, bo może mieć kłopoty”. Korespondenci Radia Wolna Europa potwierdzali, że ludzie wspominający publicznie o pandemii są zabierani w nieznane przez agentów w cywilu.

Uboczne skutki koronawirusa. Rosja może zbliżyć się do naszych granic

Czy na wschód od Polski nastąpi destabilizacja?

zobacz więcej
Opisywano także inne poszlaki: ciała zmarłych w szpitalach rodziny otrzymywały zapakowane w szczelne worki z poleceniem natychmiastowego pochówku; szybko rozrastają się cmentarze. Nieliczni niezależni obserwatorzy próbowali liczyć ofiary tego szaleństwa: kilka miesięcy temu portal covid19tm.com podał nazwiska ledwie 129 zmarłych na koronawirusa, dzisiaj strona już nie istnieje. 129 osób wydaje się niewielką liczbą, ale absolutnie nieadekwatną do skali tragedii w kraju. Ochman mówi raczej o kilkunastu tysiącach ofiar, bo „stolica zasysa do pracy ludzi z prowincji, którzy potem roznoszą chorobę po kraju”.

Marszewski przypuszcza, że liczba zmarłych jest najprawdopodobniej jeszcze wyższa, z uwagi na zapaść służby zdrowia. Aby to zilustrować posługuje się analogiami z Iranem oraz rosyjskim Dagestanem. Zarówno graniczące z Turkmenistanem prowincje irańskie (zamieszkałe przez Turkmenów) jak Dagestan (to jedyny region Rosji, na temat którego dramatycznej sytuacji z COVID-19 głos publicznie zabrał prezydent Władimir Putin) miały wysoką zachorowalność i śmiertelność na koronawirusa. A, jak podkreśla Marszewski, są one silnie powiązane z Turkmenistanem relacjami ekonomicznymi i społecznymi. I z ich terytoriów zaraza najprawdopodobniej przenikała początkowo do państwa Turkmenów. Choć domniemuje się również rolę pielgrzymów do Mekki oraz bezpośrednich kontaktów z Chinami i Rosją jako źródeł rozprzestrzeniania pandemii. RWE, w oparciu o źródło w Turkmenistanie, podaje liczbę zgonów wyższą niż 25 tysięcy, choć i tak zaniżaną przez urzędników w regionach, którzy boją się prawdy.

Zachorować na COVID-19 miał m.in. minister spraw zagranicznych, co opóźniło niedawne wizyty Berdimuhamedowa w Kazachstanie i Uzbekistanie; ucierpiał także doradca prezydenta ds. rynku energetycznego. Dyplomaci akredytowani w Aszchabadzie w sieciach społecznościowych informowali o ogromnych rozmiarach epidemii. „Władze utraciły kontrolę nad rozprzestrzenianiem koronawirusa” – pisała ambasada Czech. Raban wzniosła też Guzide Uchkun, wdowa po Kemalu Uchkunie, tureckim urzędniku, który od 2018 roku stacjonował w ambasadzie tureckiej w Turkmenistanie jako doradca do spraw religijnych. W czerwcu zeszłego roku został przyjęty do szpitala: miał problemy z oddychaniem, kaszel i gorączkę; leczony na zapalenie płuc. Zmarł 7 lipca, choć żona próbowała zdobyć pozwolenie na jego transport do ojczyzny – nie zdążyła. Wykonane po śmierci prześwietlenie klatki piersiowej, udostępnione tureckim ekspertom medycyny sądowej, nie pozostawiło wątpliwości: dyplomata zmarł na COVID-19. Wdowa złożyła więc pozew przeciwko ambasadorowi Turcji w Turkmenistanie i kilku miejscowym urzędnikom za niemożność przewiezienia męża do Turcji w celu odpowiedniego leczenia, co doprowadziło do jego zgonu. Od stycznia w sprawie nie ma postępu…

Polskich dyplomatów w Turkmenistanie nie ma. W 2007 roku otwarto ambasadę RP w Aszchabadzie, którą po pięciu latach zlikwidowano. Naszymi przedstawicielami byli Maciej Lang (2007-2009) i Stefan Radomski (2009-2012). Napisałem do nich z prośbą o refleksje, lecz pozostała bez odpowiedzi – dyplomacja lubi ciszę, zwłaszcza nad trumnami. Teraz pieczę nad krajem sprawuje Rafał Poborski, ambasador w Azerbejdżanie, który podejmuje rozmowę, choć z powodu ograniczenia dotyczącego wjazdu cudzoziemców do Turkmenistanu, wywołanego przez pandemię, nie udało mu się jeszcze odbyć oficjalnej wizyty w Aszchabadzie i złożyć listów uwierzytelniających. Utrzymuje „dobre relacje robocze z Ambasadą Turkmenistanu w Baku”, do tego z „przedstawicielstwem UE w Aszchabadzie, które regularnie informuje państwa członkowskie o sytuacji”. Z jego obserwacji wynika, że od połowy zeszłego roku coraz większy wpływ na nią mają skutki kryzysu wywołanego pandemią COVID-19, „choć władze konsekwentnie zaprzeczają obecności tego wirusa w kraju”. Zastrzega jednak, że wiadomości trudno zweryfikować ze względu na brak bezpośredniego kontaktu ze społeczeństwem oraz ścisłą kontrolę przestrzeni informacyjnej. „Wszystkie dostępne nam dane potwierdzają jednak, że warunki życia w Turkmenistanie stają się coraz trudniejsze” – przyznaje Poborski.
Pomnik prezydenta Gurbanguly'a Berdimuhamedowa w Aszchabadzie. Fot. Valery Sharifulin / TASS / Forum
Mówi ambasador: – Od lipca 2020 roku zaczęły docierać coraz częstsze informacje wskazujące na poważne problemy w walce z pandemią, w tym wiadomości o rosnącej ilości pacjentów z chorobami płuc oraz o zwiększonej aktywności w sferze usług pogrzebowych. Władze mają podejmować działania ukierunkowane na tworzenie nowych cmentarzy i miejsc pochówku, ponieważ dotychczasowe są już przepełnione. Po raz pierwszy od wielu lat zaczęły także docierać informacje o protestach ludności związanych z sytuacją w ochronie zdrowia, kryzysem gospodarczym, deficytem podstawowych produktów rolno-spożywczych i brakiem gotówki na rynku. W większości państwowych sklepów brakuje podstawowych towarów (np. chleba i mąki), zaś kolejki przed nimi ustawiają się na wiele godzin przed otwarciem. W poszczególnych regionach odnotowano lokalne przypadki wystąpień i demonstracji ludności, domagającej się dostępu do podstawowych produktów spożywczych.

I dalej: – W drugiej połowie ubiegłego roku nastąpiło też istotne pogłębienie się kryzysu w sektorze bankowym kraju, szczególnie w zakresie obsługi klientów indywidualnych (problem z dostępem do gotówki w nielicznych bankomatach), rośnie liczba zakładów usługowych i sklepów (w tym państwowych), które nie akceptują kart płatniczych. Kryzys w ilości gotówki na rynku spowodował, iż w obrocie detalicznym rośnie popularność barteru. Akcje protestacyjne z reguły mają się rodzić w długich kolejkach do sklepów i bankomatów, i przenosić stamtąd pod siedziby pobliskich urzędów. W związku z pogłębiającym się kryzysem zarówno kolejki przed sklepami, jak i ilość kupowanych przez obywateli produktów mają kontrolować służby policyjne. Na tle walki z pandemią odnotowano również zwiększenie presji i inwigilacji obywateli ze strony struktur siłowych państwa (technicznie ogranicza się korzystanie z zagranicznych internetowych serwisów informacyjnych i możliwość publikacji w sieci niezależnych informacji).

Zakazał sprzedaży tytoniu

O sytuacji w Turkmenistanie wspomina ogólnie polskie MSZ, które radzi, aby „w związku z trudną i dynamiczną sytuacją epidemiologiczną COVID-19 na świecie spowodowaną utrzymującą się na wysokim poziomie liczbą zakażeń i zachorowań wywołanych wirusem SARS-CoV-2 oraz jego nowymi wariantami, unikać podróży zagranicznych, które nie są konieczne”. W tym przypadku rada wydaje się zbędna, gdyż „granica lądowa, powietrzna i morska dla ruchu pasażerskiego z Turkmenistanem jest zamknięta”. Wciąż „obowiązują tam ograniczenia w poruszaniu się po terytorium kraju. Podczas przemieszczania się można zostać wyrywkowo poddanym badaniom temperatury. Nie ma informacji o planowanej dacie wznowieniu ruchu turystycznego. Brak oficjalnie przekazywanych przez władze miejscowe utrudnia obiektywną ocenę sytuacji na miejscu”. MSZ zwraca także uwagę, że „opieka medyczna jest na niskim poziomie i trudno dostępna poza dużymi miastami”.

Viktor Orbán ogląda bezgłowe zwłoki kozła

Premier na tropie pokrewieństwa Węgrów z koczowniczymi ludami Azji Środkowej.

zobacz więcej
To prawda: po rozpadzie Związku Radzieckiego system, i tak w agonalnym stanie, jeszcze się pogorszył. Kilkanaście lat temu roku Nijazow zniósł bezpłatną publiczną opiekę zdrowotną, zwolnił lekarzy i zamknął szpitale poza Aszchabadem. Prezydent Berdimuhamedow starał się wskrzesić trupa, choć – mówi Ochman – służba zdrowia wciąż jest przeciążona. Prezydent inwestował jednak pieniądze w modernizację obiektów medycznych na pokaz, zbudował lśniące placówki za miliony dolarów: kompleks okulistyczny, centrum traumatologiczne. Ponownie otworzył wiejskie placówki, choć wciąż mają one poważne braki w sprzęcie i personelu, standardy higieny są niskie, zaś postępujące wyludnienie kraju oznacza pompowanie środków w stolicę kosztem prowincji. Do tego ubezpieczenie pokrywa ledwie część kosztów leczenia, słychać powszechne doniesienia o przekupstwie i korupcji, rozwija się także turystyka medyczna, bo pacjenci szukają lepszej opieki…

A prezydent, jak gdyby nigdy nic, propaguje zdrowy styl życia: zakazał sprzedaży wyrobów tytoniowych; telewizja państwowa regularnie emituje nagrania z jego udziałem, gdy podnosi ciężary i jeździ na rowerze. I cały czas zaprzecza, by w kraju istniała pandemia, co jest – chwali się – „wielkim osiągnięciem”, a sprawa nie może być w ten sposób „upolityczniona”. Po co mu to pyrrusowe zwycięstwo, skoro i tak stosuje – nawet jeśli nieudolnie – metody walki z koronawirusem? I po co właściwie zakazuje czegoś, co istnieje? I jak możliwe jest takie teatrum, na które przyzwala nasz świat? Pytam o to specjalistę z OSW, lecz Marszewski odpowiada, że on posiada wiedzę o Azji Centralnej i Turkmenistanie, natomiast trudno mu zrozumieć postawę demokratycznego świata zachodniego. I radzi w tej kwestii skontaktować się z przedstawicielką WHO w Turkmenistanie, która jest obywatelką Polski. Napisałem wiadomość, lecz pani doktor Paulina Karwowska nie odpowiada.
Życie i śmierć toczą się dalej. Berdimuhamedow, jak Nijazow, zainicjował coroczny Miesiąc Zdrowia i Sportu, który obliguje ludzi w całym kraju do długich spacerów po parkach i uczestnictwa w obowiązkowych zajęciach sprawnościowych w zakładach pracy. Jego pomysłem jest kampania „Zdrowie i szczęście”, w ramach której urzędnicy państwowi codziennie rano wykonują ćwiczenia fizyczne. Polityk stara się tworzyć obraz społeczeństwa zdrowego i zarazem szczęśliwego – rzecz jasna dzięki niemu. Nic dziwnego, że w Narodowy Dzień Zdrowia – w tym roku przypadający w sobotę 6 listopada – urzędnicy wygłaszają przemówienia pochwalne na temat osiągnięć prezydent i wspaniałej opieki zdrowotnej, jakby Turkmenistan był krajem mlekiem i miodem płynącym. Nie jest, a mógłby być jako szósty (według siebie – czwarty) na świecie pod względem złóż gazu ziemnego. Dla zabiedzonej ludności za darmo jest gaz i prąd: zupę można w ten sposób podgrzać, tylko z czego ją ugotować, skoro w sklepach – czynnych, czy nie – brakuje podstawowych produktów? Susza pogłębiła kryzys ekonomiczny, w którym Turkmenistan tkwi od 2015 roku. Nieoficjalnie bezrobocie osiąga 60 proc. osób zdolnych do pracy, co doprowadziło do masowych wyjazdów młodzieży do Rosji, Turcji, na Ukrainę, czy Unii Europejskiej. Dlatego władze zakazały wyjazdów obywateli w wieku do lat 30.
Polina Guriewa zdobyła na igrzyskach Tokio 2020 roku pierwszy w historii medal olimpijski dla Turkmenistanu - w podnoszeniu ciężarów. Fot. Yang Lei / imago sport / Forum
Turkmenistan obchodzi również Światowy Dzień Zdrowia (7 kwietnia) jako święto państwowe. To także manifestacja siły w bezsile, gdy organizuje się serię masowych ćwiczeń, choć inne kraje z tej okazji wybierają raczej dystans społeczny, aby spowolnić rozprzestrzenianie się koronawirusa. Tymczasem pod okiem Berdimuhamedowa w parkach toczą się zawody sportowe, pokazy gimnastyczne i akrobatyczne, zawody judo, boksu i zapasów. Co roku pojawiają się setki rowerzystów w dresach pedałujący szerokimi alejami Aszchabadu. Telewizji emituje liczne materiały z ćwiczeń prezydenta. W tym roku media jak zwykle podały kronikę aktywności Berdimuhamedowa, który odwiedził swój kompleks jeździecki i wioskę olimpijską (tak nazywa się stadion w stolicy, choć Turkmenistan nigdy nie był gospodarzem Igrzysk Olimpijskich i pierwszy medal igrzysk – srebrny – zdobyła niedawno w Tokio sztangistka Polina Gurjewa) – jeździł tam na szlachetnym koniu rasy achał-tekińskim (napisał o niej książkę) i pedałował na rowerze po torze kolarskim.

Według mediów jak zwykle odbyła się także przejażdżka 3500 rowerzystów w stolicy i 7000 w całym kraju, choć inne źródła – w tym „Kroniki Turkmenistanu”, prowadzony przez emigracyjną opozycję portal internetowy z siedzibą w Austrii – poinformowały, że obchody Światowego Dnia Zdrowia w tym roku były jednak nieco inne: tym razem żadnej parady nie było; wystawione dzień wcześniej rowery zostały usunięte z ulic, zaś studenci, zbierani zwykle z rana na spacer Ścieżką Zdrowia, zgłosili odwołanie swojego przemarszu. Czyli jednak pandemia, której nie ma, dała się krajowi mocno we znaki. I podobnie może być 6 listopada z okazji Narodowego Dnia Zdrowia, choć w materiałach turkmeńskiej telewizji o przebiegu święta zapewne wystąpią kolarze i zapaśnicy, wychwalana też będzie kondycja społeczeństwa, krzepa prezydenta i jego zdolność zatrzymywanie pandemii poza granicami. Chyba zdrowego rozsądku, co dopiero – stawiam diagnozę – jest chore i wymaga leczenia, choć potrzebny jest tutaj lekarz innej specjalności niż stomatologia, który pod ręką będzie miał raczej kaftan bezpieczeństwa.

– Jakub Kowalski

TYGODNIK TVP, ul. Woronicza 17, 00-999 Warszawa. Redakcja i autorzy

Zdjęcie główne: Gurbanguly Berdimuhamedow, prezydent Turkmenistanu, podczas obchodó święta niepodległości w Aszchabadzie 27 września 2021 roku. Fot. VYACHESLAV SARKISYAN / Reuters / Forum
Zobacz więcej
Cywilizacja Najnowsze wydanie
Déjà vu. Czy „błąd matriksa” może sugerować psychopatologię?
Może być rodzajem „środka uspokajającego” w sytuacjach przeciwności: skoro kiedyś się udało, teraz też się uda.
Cywilizacja Najnowsze wydanie
Grupa Wagnera – armia kucharza Putina
Na Ukrainie najemnicy zyskali znaczenie niespotykane w historii wojen prowadzonych przez Moskwę.
Cywilizacja Poprzednie wydanie
Polska chętnie daje wizy i pracę cudzoziemcom z całego świata
Tylko w ubiegłym roku przyjęliśmy pół miliona imigrantów zarobkowych.
Cywilizacja Poprzednie wydanie
Morderczy lek. Sto razy silniejszy od morfiny
Powoduje apatię lub euforię, zawroty głowy, zaburzenia pamięci, lęki nocne i spowolnienie akcji serca.
Cywilizacja Poprzednie wydanie
Demokracja nie chroni przed przemocą
Dlaczego kupcy nie mieliby zabijać swoich konkurentów, jeżeli zapewni im to zyski?