Cywilizacja

Kończy się życzliwość dla postępu naukowego. W kosmosie nie będzie subtelności

Geopolityka ziemska wkracza na arenę astropolityki, tak jak mocarstwa europejskie toczyły bitwy morskie na Atlantyku, by panować w Europie.

Dzięki uprzejmości wydawnictwa Zona Zero publikujemy fragment książki Jacka Bartosiaka i George’a Friedmana „Wojna w kosmosie. Przewrót w geopolityce”.

Rywalizacja między mocarstwami tradycyjnie pobudzała ludzką innowacyjność. Prowadzony przez USA program „Artemis” ma na celu sprowadzenie ludzi na Księżyc w skali nieporównywalnej z programem „Apollo”, który był maleńkim przedsięwzięciem w porównaniu ze skalą obecnego przedsięwzięcia, jego złożoności i ambicji. Konkuruje z tym chiński program księżycowy, gdzie Chińczycy wydają się dążyć do sojuszu z Rosją. Najwyraźniej kontynentalny sojusz Eurazji może rywalizować z potęgą Oceanu Światowego także w kosmosie. Geopolityka ziemska wkracza na arenę astropolityki, tak jak mocarstwa europejskie toczyły bitwy morskie na Atlantyku, by panować w Europie.

Utworzenie Sił Kosmicznych USA w grudniu 2019 roku stanowiło silny sygnał, że USA chcą bronić swoich systemów kosmicznych przed wszystkimi wrogimi podmiotami i chcą zwiększyć swoją przewagę w zdolności do prowadzenia wojny kosmicznej. Ale nie chodziło tylko o to. USA najwyraźniej zamierzają także chronić linie komunikacyjne w kosmosie, prawdopodobnie na całym obszarze układu Ziemi i Księżyca, aby dopilnować rodzący się program księżycowy „Artemis”. Szczególnie symptomatyczne jest to, że umowa o nazwie Artemis Accords, proponowana od 2020 roku krajom sojusznikom USA, sygnalizuje zamiar zmiany oficjalnego stanowiska w sprawie eksploracji kosmosu. Zamiast być „naukowym dobrem wspólnym ludzkości”, surowce i minerały kosmiczne mają teraz stać się towarem i służyć do zarabiania pieniędzy, inwestowania kapitału i osiągania zysku. Artemis Accords odnoszą się do eksploracji wszystkich ciał niebieskich, proponując nowe „przykazania”, czyli zasady dotyczące eksploracji kosmosu. Artemis Accords wprowadza na przykład pojęcie „strefy bezpieczeństwa” przeznaczonej na działalność komercyjną na danym terenie wyłącznie dla podmiotu, który w nią zainwestował, z wyłączeniem innych; wprowadza procedury „rozwiązywania” konfliktu interesów z tego wynikających. Artemis Accords wyraźnie przygotowuje nas do otwarcia bezkresu kosmosu na kapitalizm.
Podpisanie międzynarodowego traktatu zakazującego używania broni w przestrzeni kosmicznej, 27 stycznia 1967 r. Z prawej – prezydent USA Lyndon B. Johnson. Fot. CORBIS/Corbis via Getty Images
To ten sam rodzaj kapitalizmu, który podbijał całą Ziemię w następstwie upadku Związku Radzieckiego. Upadek imperium sowieckiego otworzył ogromne zasoby wcześniej wykluczonych politycznie obszarów na kapitalistyczny wyścig po zyski i był kamieniem węgielnym globalizacji. Wraz z propozycją Artemis Accords stosunek wobec kosmosu stopniowo może się zmieniać z życzliwej postawy wspierającej ogólnoludzki postęp naukowy na postawę, że „kto zainwestował pieniądze, ma prawo osiągać zyski i zostawiać je dla tylko siebie”. Brama do kosmicznych zasobów została otwarta dla korporacji i funduszy inwestycyjnych oraz… dla śmiałków w przyszłości, którzy swoim geniuszem i ambicją zbudują kosmiczną gospodarkę.

To było nieuniknione. Już w 2015 roku Kongres USA uchwalił ustawę o komercyjnej konkurencyjności w kosmosie, uznając prawo obywateli i podmiotów komercyjnych do posiadania wszelkich zasobów, które uda im się wydobyć na asteroidach i innych ciałach niebieskich. „To największe nadanie prawa własności w historii” – skomentował wówczas Eric Anderson, współzałożyciel Planetary Resources. Potencjalna własność minerałów wydobywanych na ciałach niebieskich była delikatną kwestią od samego początku eksploracji kosmosu, jeszcze podczas zimnej wojny. Podczas gdy NASA planowała swoje pierwsze załogowe misje księżycowe, ONZ opracowała traktat o przestrzeni kosmicznej, podpisany w 1967 roku przez liczne kraje, w tym przez Stany Zjednoczone i Związek Sowiecki. Stwierdzano w nim: „przestrzeń kosmiczna, w tym Księżyc i inne ciała niebieskie, nie podlegają własności żadnego państwa, poprzez użytkowanie lub okupację, ani w jakikolwiek inny sposób”. W 1979 roku ONZ opracowała porozumienie regulujące działalność państw na Księżycu i innych ciałach niebieskich, lepiej znane jako porozumienie księżycowe. Stanowiło ono, że ciała niebieskie mogą być wykorzystywane wyłącznie do celów pokojowych, a ONZ musi być poinformowana, gdzie i dlaczego ktokolwiek planował budowę bazy na danym ciele niebieskim. W porozumieniu tym stwierdzano również, że „Księżyc i jego zasoby naturalne są wspólnym dziedzictwem ludzkości” i że należy ustanowić międzynarodowy reżim prawny „w celu zarządzania eksploatacją takich zasobów, gdy taka eksploatacja ma stać się wykonalna”. Teoria i życzenia sobie, a praktyka wynikająca z natury człowieka – sobie. Tak było od zawsze w historii naszej cywilizacji.
Astronauci (od lewej): Ye Guangfu, Wang Yaping i Zhai Zhigang szykują się do startu statku kosmicznego Shenzhou-13 na chińską stację kosmiczną Tiangong. Jiuquan w prowincji Gansu, 15 października 2021 r. Fot. VCG/VCG via Getty Images
USA nieco bezceremonialnie twierdzą, że nadal są w zgodzie z tymi traktatami, ale nie ulega wątpliwości, że ostatnie amerykańskie propozycje zmieniają parametry korzystania z domeny kosmicznej, otwierając ją na komercyjne przedsięwzięcia i dążenia chciwych śmiałków, w kosmosie poszukujących zysków. Nie ma w tym nic złego. W rzeczywistości takie podejście odzwierciedla niezmienną naturę człowieka, odpowiada ambicjom ludzkiej duszy, a przy okazji może spowodować wzrost bogactwa oraz umożliwić postęp cywilizacyjny. Z obłudnych powodów nowe otwarcie na kosmos nie zostało dotąd jawnie nazwane w ten sposób.


Zresztą Chińczycy nie będą dbać o subtelności i rozważać o grzesznej ludzkiej duszy i jej stosunku do kapitalizmu. Krótko mówiąc: jeśli będą mogli robić, co chcą w kosmosie, to zrobią, co będą chcieli. Bez pytania kogokolwiek o zdanie. Nie należy tego także traktować jako przejaw jakiegoś szczególnie barbarzyńskiego podejścia lub braku woli współpracy z innymi. Wszystkie potęgi na Ziemi w przeszłości robiły to, co chciały, jeśli okoliczności im na to pozwalały i jeśli inne potęgi ich nie powstrzymały. To się nazywa power politics. Polityka tego rodzaju, podobnie jak życie każdego człowieka, jest w istocie wieczną grą w równowagę. Tak było na Ziemi przez tysiąclecia i tak będzie w kosmosie przez kolejne milenia. Wystarczy bowiem, że Chińczycy zdobędą technologię, aby robić to, co im się podoba, a do tego środki finansowe oraz przewagę wojskową, by do tego doprowadzić.

Można utopić miliony albo spełnić marzenia. Kosmiczny biznes

Inauguracja pierwszego turystycznego lotu w kosmos zapowiedziana została na lato tego roku, a inna prywatna firma ma wysłać na orbitę amerykańskich astronautów.

zobacz więcej
Chińczycy na przykład za wszelką cenę będą wydobywać minerały na Księżycu i zapewnią sobie kontrolę nad powstającą infrastrukturą skomunikowania w całym układzie Ziemi i Księżyca. Jeśli będą najpotężniejsi, nikt nie odważy się zapytać ich o zgodność z abstrakcyjnymi regułami prawnymi, niezależnie od tego, gdzie i przez kogo zostały skodyfikowane. Nowa potęga kosmiczna oparta na kontrolowanej przez siebie nowej gospodarce kosmicznej będzie w stanie sfinansować odpowiednie siły kosmiczne, aby skonsolidować własne panowanie w układzie Ziemi i Księżyca. Taka dominacja skutkowałaby kontrolą nad Ziemią. To w istocie dość oczywiste. Kto buduje nowy rynek, ustala warunki wymiany towarowej na tym rynku oraz katalog wartości i zasad, które mają być na nim przestrzegane. Nowa gospodarka dostarcza środków do finansowania siły zbrojnej, aby z jej pomocą chronić siebie. Oba zjawiska nakładają się na siebie i wzajemnie się wzmacniają. Zdolność do prowadzenia wojny i umiejętność korzystania z nowej gospodarki razem wzięte zapewniają panowanie dominującej potęgi kosmicznej.

Ci śmiałkowie, którzy ruszą pierwsi, będą czerpać korzyści z nowej gospodarki w kosmosie. Pod warunkiem wszakże, że będą działać na zlecenie lub w zgodzie z wolą wielkiej potęgi kosmicznej. Tak jak marynarze hiszpańscy czy brytyjscy w swoich wojażach na Atlantyku byli wspierani przez królewskie listy żelazne, polecające czy kaperskie. Ci z nich, którzy zdobyli dogodną pozycję, dołożą wszelkich starań, aby odmówić dostępu do nowej gospodarki innym, a przynajmniej będą się starali ustalać, na jakich zasadach nowi będą mogli wejść. W związku z tym strategie kosmiczne będą wypadkową gry interesów gospodarczych w układzie Ziemi i Księżyca. Nikt nie zainwestuje w te interesy wbrew woli dominującej potęgi kosmicznej. Zasady nowej gospodarki będą skodyfikowane, chronione i egzekwowane przez dominującą potęgę kosmiczną.

Obszary rosnącej aktywności gospodarczej w kosmosie będą się rozszerzać równolegle z zainteresowaniem ludzi, ich nienasyconą chciwością i ambicją w koncentrycznych kręgach odchodzących od Ziemi i jej orbit coraz dalej i dalej.

– Jacek Bartosiak
– George Friedman
Jacek Bartosiak, George Friedman „„Wojna w kosmosie. Przewrót w geopolityce”, Zona Zero, Warszawa 2021
Jacek Bartosiak jest założycielem i właścicielem think tanku Strategy&Future. Absolwent Wydziału Prawa i Administracji Uniwersytetu Warszawskiego, adwokat i partner zarządzający w kancelarii adwokackiej. W latach 2018-2019 prezes zarządu Centralnego Portu Komunikacyjnego Sp. z o.o. Ekspert do spraw geopolityki i geostrategii, uczestnik debaty na temat sytuacji strategicznej Europy Środkowo-Wschodniej, zachodniego Pacyfiku i Eurazji. Autor kilku książek, między innymi: „Rzeczpospolita między lądem a morzem. O wojnie i pokoju” (2018), „Przeszłość jest prologiem” (2019), „Koniec końca historii” (2020).

George Friedman jest amerykańskim politologiem, twórcą i prezesem Geopolitical Futures, portalu poświęconego wyjaśnianiu i przewidywaniu kierunków w polityce międzynarodowej. Urodził się w Budapeszcie, jego rodzice – węgierscy Żydzi – ocaleli z Holokaustu. W roku 1996 założył agencję wywiadu Stratfor i był jej szefem do roku 2015. Zajmuje się geopolityką i współczesną doktryną wojenną. Pracował jako doradca w kwestiach bezpieczeństwa dla czołowych amerykańskich dowódców wojskowych. W Polsce rozgłos przyniosła mu książka „Następne 100 lat: prognoza na XXI wiek” (wydanie polskie 2009).

Zdjęcie Jacka Bartosiaka – Forum/Adam Chelstowski
Zdjęcie George’a Friedmana – Getty Images/Mindy Best/WireImage


TYGODNIK TVP, ul. Woronicza 17, 00-999 Warszawa. Redakcja i autorzy

Zobacz więcej
Cywilizacja Najnowsze wydanie
Przyczajony Donald, walczący Trump
Tylko jednemu prezydentowi w historii USA udało się zdobyć drugą kadencję po przegranej reelekcji.
Cywilizacja Najnowsze wydanie
Po kubku do mordercy. Jak genealogia wyręczyła agentów FBI
Żaden z przestępców od lat unikających kary nie może już czuć się pewnie.
Cywilizacja Najnowsze wydanie
Kosowo: kapiszonowiec na ścianie, mina w szufladzie
Sporna z Serbią strefa jest jak tlące się torfowisko – tym razem nie zapłonęło. A jutro?
Cywilizacja Poprzednie wydanie
Innerspace, czyli nanoroboty w mózgu
Mierzące od 0,1 do kilku milimetrów urządzenia będą „żeglować” po ludzkiej głowie.
Cywilizacja Poprzednie wydanie
Polska – wróg numer jeden Łukaszenki
Państwowe media twierdzą, że nasz kraj szykuje się do ataku na Białoruś.