Kultura

Pekin to miasto Chopina?

„Chopin” to jedna z najcenniejszych marek i powinniśmy to wykorzystać. Niestety tej szansy nie wykorzystały władze Warszawy. A wystarczy wziąć przykład z Salzburga. Tam Mozart jest na każdym rogu, w każdym sklepie, na każdym przystanku, w taksówce i autobusie. Na ulicach citylighty, bannery, świetlne pokazy. U nas szara jesień i ... chopinowski tramwaj jeżdżący po Warszawie tylko przez jeden dzień.

Ocena sztuki jest niewymierna i subiektywna. Dlatego od samego zarania artystyczne współzawodnictwo budziło wątpliwości. Pierwotnie pretekstem do organizacji turniejów i konkursów było poszukiwanie uniwersalnego kanonu piękna; z czasem jednak stały się one certyfikatem torującym drogę do kariery.

Znane są turnieje śpiewaków, turnieje instrumentalistów, a do historii przeszły artystyczne pojedynki dwóch wielkich skrzypków – Karola Lipińskiego z Niccolò Paganinim. Nasz wielki kompozytor i skrzypek Henryk Wieniawski ukończył Paryskie Konserwatorium także dzięki wygranemu konkursowi, a nie – jak dziś – pracy dyplomowej.

Pod wirtualne strzechy

Bez względu na to, czy to literatura, plastyka, czy muzyka oceny odbiorców bywają diametralnie różne. Przekonaliśmy się o tym, wychodząc z Filharmonii Narodowej po kolejnych przesłuchaniach chopinowskich zmagań. Emocje publiczności sięgały zenitu. Dochodziło do kłótni i ostrej wymiany zdań oraz publicznych dyskursów.

Już w 2015 roku Instytut Monitorowania Mediów informował, że zasięg wzmianek w social mediach sięgnął w tamtym czasie 70 milionów wpisów. Co trzeci Polak oglądał Konkurs Chopinowski w transmisjach TVP Kultura, zaś udostępnienie transmisji w internecie pozwoliło pokonać wszelkie pozostałe ograniczenia.


W lipcu tego roku eliminacje do XVIII edycji konkursu oglądane były 4 miliony razy, a z informacji organizatora, Narodowego Instytutu Fryderyka Chopina wynika że sam tylko II etap oglądało w internecie ponad cztery i pół miliona osób, między innymi z Japonii, Korei Południowej, Polski i Stanów Zjednoczonych.

Można wiec zaryzykować twierdzenie, że Chopin za sprawą wszechobecnych mediów przebojem wdarł się do królestwa popkultury. Podczas występów największych konkursowych gwiazd odnotowywano nawet 16 komentarzy na sekundę, a łącznie w ciągu dnia ponad 70 tysięcy.

Jak w kagańcu

Co sprawia, że jesteśmy kibicami tego, a nie innego artysty? Sprawa jest bardzo złożona. Każdy z nas ma inną konstrukcję psychiczną, inną wrażliwość, inny temperament. Lubimy też wychodzić poza ściśle zakreślone, narzucone ramy.

Konkurs Chopinowski tym różni się od innych konkursów, że – poza perfekcją techniczną – wyłaniamy artystę, który najbliższy jest temu, co chciał przekazać kompozytor. Dlatego tak często słyszymy o wierności tekstowi Chopina, w którym kompozytor nie tylko postawił nuty w odpowiednim miejscu na pięciolinii, ale także dał szereg wskazówek wykonawczych dotyczących tempa, dynamiki, użycia pedału, a nawet uczuć.
Finaliści XVIII Międzynarodowego Konkursu Pianistycznego im. Fryderyka Chopina podczas gali wręczenia nagród w Teatrze Wielkim Operze Narodowej. Fot. Mateusz Włodarczyk / Forum
Te ściśle nakreślone ramy, jak również powszechnie znane oczekiwania jurorów – wybitnych pedagogów – sprawiają, że młodzi ludzie z całego świata czują się jak w kagańcu. Ci którzy, wbrew swojemu, indywidualnemu odczuwaniu muzyki naginają się do oczekiwań jury czy publiczności są jednak już na wstępie skazani na porażkę. W chopinowskiej pianistyce nie ma miejsca na udawanie i nie da się spekulować. Należy być sobą.

Do kolejnych etapów przechodzą więc tylko ci, którzy mają artystyczną konstrukcję zbliżoną do wzorca promowanego w Warszawie od niemal stu lat. Te wzorce zostały wprowadzone niespełna 80 lat po śmierci Chopina, podczas I Konkursu Chopinowskiego w 1927 roku. W jury zasiadał wówczas, między innymi, Aleksander Michałowski, student Karola Mikulego – ucznia samego Fryderyka Chopina.

Kolejne konkursy, za sprawą jurorów z pedagogicznej linii prowadzącej wprost od genialnego kompozytora, tylko utrwalały te wzorce. Aby znaleźć się w gronie finalistów trzeba bezwarunkowo podporządkować się regułom, które obowiązują w konkursie.

Biorąc pod uwagę prestiż, to Yamaha jest Lexusem, a Steinway: Maybachem. Nie ma nic powyżej

Doskonały dźwięk ma swoją cenę. Fortepian koncertowy: 900 tys. zł. Półkoncertowy: 550 tysięcy. Więcej niż niejeden dom.

zobacz więcej
Są oczywiście indywidualności, które dokonują swoistej próby sił z jurorami i starają się – z nadzieją na przekonanie jury – zaprezentować „swojego Chopina”. To jednak się nie udaje, czego przykładem są choćby dwaj wirtuozi fortepianu: Ivo Pogorelić i Georgijs Osokins. Obaj to rewelacyjni pianiści, o wielkim talencie i nieograniczonej muzycznej wyobraźni, ale żaden z nich w Warszawie nie miał szans.

Możemy się buntować, ale taka jest specyfika tego najważniejszego muzycznego wydarzenia na świecie.

Idealny, ale?

Najwięcej emocji przynosi zarówno jurorom, jak i publiczności, ocena finalistów. To artyści w pełni dojrzali i o ich ocenie mogą decydować drobne niuanse, które są nie do zauważenia przez nie wykształconą muzycznie publiczność. Ale przecież muzyka nie jest dla pianistów i muzykologów, muzyka jest dla nas – melomanów.

Wśród tegorocznej finałowej dwunastki byli pianiści, którzy rozgrzewali do czerwoności nasze emocje, naszą wrażliwość i powodowali, że mieliśmy gęsią skórkę. Na tym przecież polega magia wielkiej sztuki. Podobne emocje mają także jurorzy, ale oni – w przeciwieństwie do nas – muszą te emocje trzymać na wodzy i sumować z bardziej wymiernymi ocenami.

Tak więc, mając szacunek dla werdyktu kilkunastu wybitnych jurorów (przy tej liczbie oceniających nie może być żadnej zmowy), nie potrafię bezkrytycznie przyjąć niektórych decyzji.

Kanadyjczyk chińskiego pochodzenia Bruce (Xiaoyu) Liu był niewątpliwie największą osobowością konkursu. Wszechstronny, doskonały technicznie, niebywale wrażliwy. Od niemal samego początku oczarował warszawską publiczność, która z etapu na etap coraz mocniej trzymała za niego kciuki. Werdykt nie wzbudził więc żadnych wątpliwości.
Zwycięzca XVIII Konkursu Chopinowskiego Bruce (Xiaoyu) Liu. Fot. PAP/Andrzej Lange
Skoro jednak Bruce Liu jest tak idealnym artystą, dlaczego nie otrzymał choć jednej nagrody za perfekcyjne wykonanie któregoś z utworów, choćby zjawiskowo zagranego koncertu? Rzadko zdarza się, aby laureat pierwszej nagrody nie otrzymał takiego wyróżnienia.

Jednym z najważniejszych laurów Konkursu Chopinowskiego jest przyznawana przez Towarzystwo im. Fryderyka Chopina nagroda za najlepsze wykonanie poloneza, który – podobnie jak mazurki – jest jedną z trudniejszych form na konkursie. Tym razem nagroda ta nie została przyznana. W telewizyjnym wywiadzie przewodnicząca jury, pani profesor Katarzyna Popowa-Zydroń powiedziała, że było tak wiele rewelacyjnych interpretacji, że jurorzy nie mogli się zdecydować na żadne z nich. Idąc tym tokiem myślenia, nie powinna też zostać przyznana pierwsza nagroda, bo co najmniej trzech pianistów na nią zasługiwało.

Zresztą fundator nagrody, Towarzystwo im. Fryderyka Chopina (TiFC) zostało całkowicie zmarginalizowane, mimo że przez 40 lat (1960-2000) było organizatorem Konkursu i fundatorem wspomnianej nagrody.

Niewykorzystana szansa

Konkurs Chopinowski to ogromne wyzwanie dla organizatorów. Wydarzenie niezwykle trudne logistycznie, wymagające tytanicznej pracy i odpowiedzialności przez 24 godziny. I z tego zadania Narodowy Instytut Fryderyka Chopina (organizator konkursu) wywiązał się znakomicie, ale tu także nie omieszkam wsadzić kilku drobnych szpileczek.

Tajemnice konkursu chopinowskiego. Zapomniany fundator

Gdyby nie pieniądze, które wyłożył z własnej kieszeni, konkurs by się nie odbył.

zobacz więcej
Pierwsza z nich dotyczy informacji o nagrodach pozaregulaminowych. Uczestnicy i publiczność dowiedzieli się o nich dopiero podczas drugiego koncertu laureatów, a medialnie te nagrody nie przebiły się do szerszego grona odbiorców. Wczuwając się w rolę fundatorów, czuję – delikatnie mówiąc – pewien dyskomfort.

O ile na wielką pochwałę zasługują dwujęzyczni konferansjerzy konkursowych przesłuchań, o tyle gala w Teatrze Wielkim była pod tym względem wielką porażką. Najlepiej świadczyły o tym zdezorientowane miny laureatów upewniających się, czy dobrze rozumieją werdykt. A przecież transmitowana na cały świat gala powinna być pod tym względem bezbłędna.

Moją wątpliwość wzbudziła obecność podczas finałowej gali fortepianu tylko jednej marki. Biorąc pod uwagę gigantyczną, światową promocję, ten aspekt powinien być bardzo ściśle obwarowany stosownymi umowami. O ile kiedyś to nie miało znaczenia, bo konkurs śledziła tylko filharmoniczna publiczność, o tyle dziś sytuacja jest diametralnie inna. I nawet jeśli wcześniej tak właśnie bywało, tę decyzję należy zrewidować.
Nocny koncert muzyki Fryderyka Chopina na stacji metra Stadion Narodowy w Warszawie. Wydarzenie zorganizowane zostało w ramach akcji „W Warszawie wszystko gra Chopina” w czasie XVIII edycji Konkursu Chopinowskiego. Fot. Mateusz Włodarczyk/Forum
Na koniec sprawa promocji. Usytuowane w foyer Filharmonii Narodowej stoisko było stanowczo zbyt ubogie, mając na uwadze rangę wydarzenia. Tysiące melomanów z kilkudziesięciu krajów stały w gigantycznych kolejkach podczas krótkich przerw w przesłuchaniach, a półki pustoszały w zastraszającym tempie i nie były na bieżąco uzupełniane.

„Chopin” to jedna z najcenniejszych marek i powinniśmy to wykorzystać. Niestety tej szansy nie wykorzystały władze Warszawy, organizując nieliczne wydarzenia, takie jak chopinowski tramwaj jeżdżący po Warszawie tylko przez jeden dzień, 17 października czy obrandowanie autobusów mało widocznym czarnym plakatem.

A wystarczy wziąć przykład ze znacznie mniejszego od stolicy Polski, Salzburga. Tam Mozart jest na każdym rogu, w każdym sklepie, na każdym przystanku, w taksówce i autobusie. Na ulicach citylighty, bannery, świetlne pokazy. U nas szara jesień. Honor stolicy ratowały nieliczne artystyczne wydarzenia organizowane w plenerze przez młodych tancerzy i muzyków.

A więc uczmy się na błędach i powtarzajmy do znudzenia, że „Warszawa to miasto Chopina”, zanim ktoś inny wypromuje hasło „Paryż to miasto Chopina”, albo – co wcale nie takie odległe i nieprawdopodobne – „Pekin to miasto Chopina”.

– Tadeusz Deszkiewicz

TYGODNIK TVP, ul. Woronicza 17, 00-999 Warszawa. Redakcja i autorzy


Autor jest dziennikarzem, publicystą, krytykiem muzycznym. Od 2016 prezes Polskiego Radia RDC. W latach 2012–2015 był prezesem Towarzystwa Miłośników Muzyki Moniuszki. W 2012 był pomysłodawcą i organizatorem akcji na rzecz ratowania Warszawskiej Opery Kameralnej. Od 2012 współorganizator i juror Międzynarodowego Konkursu Wokalnego „Belcanto Italiano” w Pineto i Rzymie. Zdjęcie autora: PAP/Marcin Obara
Zdjęcie główne: Włoska pianistka Leonora Armellini podczas finałowego koncertu Konkursu Chopinowskiego w sali koncertowej Filharmonii Narodowej w Warszawie. Fot. PAP/Leszek Szymański
Zobacz więcej
Kultura Najnowsze wydanie
Ludwik XV - sybaryta ożeniony z Polką: „Po nas choćby potop”
Jako pierwszy zniknął konny posąg króla w Paryżu. Zastąpiła go gilotyna.
Kultura Poprzednie wydanie
Popkulturowi tropiciele zbrodni
Niektórzy stali się świrami, a reputacja innych zawsze była naganna.
Kultura Poprzednie wydanie
Parszywa dwunastka, czyli oblicza władzy
Z „Żywotów cezarów” znamy anegdotę o kościach, które „zostały rzucone”, czy pieniądzach, które nie śmierdzą.
Kultura wydanie 20.01.2023 – 27.01.2023
Ścierki sióstr wizytek
Malarze bez dłoni, rąk, bez nadziei, zesłani… Obrazy styczniowych powstańców.
Kultura wydanie 20.01.2023 – 27.01.2023
Ptak, który mówił
Urzekał bezpośredniością. Zero gwiazdorowania – Andrzeja Dudzińskiego wspomina Monika Małkowska.