Historia

Wielostronnie nietypowi. Jak nie z tego świata

Zginął w niewyjaśnionych do dziś okolicznościach: samolot, którym leciał do Konga z misją zakończenia tam wojny domowej spowodowanej rebelią w odłączonej Katandze, spadł nad dżunglą w rejonie Rodezji. Niedawno minęła – właściwie bez echa – 60. rocznica jego śmierci. Podwójnej niejako, bo także kulturowej – niemal nikt już bowiem nie wie, kim był Dag Hammarskjöld.

Był sekretarzem generalnym ONZ. Najlepszym, jak twierdzi wielu znawców spraw międzynarodowych. I był naprawdę niezwykły. Pół życia prowadził duchowy dziennik odnaleziony po jego śmierci i szybko wydany oraz przetłumaczony na wiele języków świata pod tytułem „Drogowskazy” („Vägmärken” w szwedzkim oryginale). Ten dziennik właśnie i świadectwo życia – bo wbrew oczekiwaniom DH nie był grzecznym funkcjonariuszem międzynarodowym wysokiego szczebla w dyspozycji wielkich mocarstw – sprawiły, że można o nim pisać „niezwykły człowiek”.

Ale zapomniana rocznica jego śmierci, która minęła 18 września, przywołuje następną niezwykłą postać – księdza Jana Zieję, pisarza religijnego, kapelana AK, powstańca warszawskiego i współzałożyciela KOR, by wymienić w największym skrócie. To jemu polski czytelnik zawdzięcza zarówno przekład „Drogowskazów”, jak i biograficzne, arcyciekawe, przypisy do tekstu. Jego z kolei 30. rocznica śmierci upływa 19 października.

Rozmowy z samym sobą i z Bogiem

Kompletna wprost nieświadomość co do Daga Hammarskjölda wśród wielu zapytanych osób z młodego i średniego pokolenia wprawiła mnie w osłupienie. W latach 60. XX wieku ta śmierć była przecież wstrząsem: wszak z Organizacją Narodów Zjednoczonych wiązano jeszcze wtedy całkiem realne nadzieje. Wprawdzie nie mówiło się o masowych i indywidualnych niewyjaśnionych zgonach za żelazną kurtyną, ale w wolnym świecie nikt jeszcze nie zamordował prezydenta Stanów Zjednoczonych Johna F. Kennedy’ego (zginie dwa lata później), a Martin Luther King jeszcze budował mosty tolerancji i pojednania.

Człowiek, który propozycje wyboru na sekretarza generalnego ONZ uważał początkowo za żart, bardzo poważnie potraktował tę rolę i wynikające z niej zadania. Przedstawię krótko jego postać korzystając z podpowiedzi ks. Jana Zieji, do którego rewelacyjnej roli w tej sprawie jeszcze przejdę.

Dag Hammarskjöld, rocznik 1905, był czwartym najmłodszym synem w znakomitej rodzinie szwedzkich urzędników, profesorów, uczonych, artystów i kościelnych dostojników – i to z obu stron, uduchowionej mamy i twardego taty.

Chłopiec wychowuje się w Uppsali i tam wstępuje na uniwersytet, a wzorem dla niego pozostaje sławny Linneusz, Carl von Linné, profesor tegoż uniwersytetu, duma i chluba Szwecji, którego dzieła w dziedzinie systematyki roślin i zwierząt stosowane są do dzisiaj. Miłość do przyrody – i do literatury pięknej – pozostanie w Dagu na zawsze, nawet jeśli od 1933 roku, po doktoracie na temat koniunktur społecznych, będzie przede wszystkim wykładowcą ekonomii społecznej i wyższym urzędnikiem państwowym zajmującym się coraz trudniejszymi obszarami takimi jak bezrobocie, finanse, bankowość. I w coraz trudniejszym czasie, bo od 1939 roku na świecie trwa II wojna światowa. Jego kraj wprawdzie zachowuje neutralność, ale prowadzi z Niemcami interesy i idzie na ustępstwa.

Wszystko wskazuje na to, że już wtedy Dag szedł swoją drogą duchową, lecz jeśli prowadził zapiski, to zachowały się nieliczne, z lat 1925-30 i potem 1941-42 oraz 1945-49. To w tym pierwszym (?) zeszycie znajdziemy słowa stanowiące niemal wizje tragicznego końca, słowa, które nie mogą nie zdumiewać u młodego człowieka: z gąszczu parnej dżungli, gdzie toczy się walka o sławę, władzę i przywileje wśród gmatwaniny przeszkód, któreś i ty sam stwarzał, jest tylko jedna droga wyjścia: przyjąć śmierć.
Dag Hammarskjöld, Szwed, arystokrata, polityk, chrześcijanin. Fot. © Hulton-Deutsch Collection/CORBIS/Corbis via Getty Images
Regularne wpisy, choć datowane tylko latami, prowadzone są od roku 1950. I choć DH nikomu o nich nie opowiada, to jednak po jego śmierci znaleziono w nowojorskim domu list do przyjaciela, w którym DH pisze:

Drogi Leifie, chyba pamiętasz, że kiedyś Ci powiedziałem, iż mimo wszystko prowadzę coś w rodzaju dziennika i chce, żebyś Ty się nim kiedyś zaopiekował. Oto on.

Zaczynałem go bez myśli o tym, że ktoś będzie mógł do niego zajrzeć. Ale późniejsze moje losy, to, co po mnie napisano i powiedziano – zmieniły sytuację. Te notatki dają jedyny wierny „profil”, jaki można nakreślić. I dlatego w latach późniejszych liczyłem się z możliwością ich opublikowania, choć w dalszym ciągu pisałem je tylko dla siebie samego, a nie dla ogółu.

Jeżeli uznasz, że zasługują na ogłoszenie drukiem, masz prawo to uczynić; niech to będzie coś w rodzaju „białej księgi” dotyczącej moich rozmów z samym sobą – i z Bogiem
(wszystkie cytaty za „Drogowskazy” w przekładzie ks. Jana Zieji, ZNAK, Kraków 1981).

Dag Hammarskjöld pracuje jak szalony, przechodzi do MSZ, od 1948 roku jest delegatem Szwecji do narad nad Planem Marshalla w Paryżu, czyli daje się poznać na forum międzynarodowym – zostaje wiceprzewodniczącym Komitetu Wykonawczego. Nie należy do żadnej partii, w 1951 zostaje ministrem bez teki w rządzie socjaldemokratów. Ogłasza artykuł o powołaniu, uprawnieniach i obowiązkach urzędnika państwowego.

Japoński dyplomata, który ratował polskich Żydów

Wiedział, że jeśli przeciwstawiłby się rozkazom swoich przełożonych, zostałby zwolniony i okryłby się hańbą.

zobacz więcej
W duchowych zapiskach notuje: Możliwość wynikająca z siły wewnętrznej…W niebezpiecznej rozgrywce z warunkami zewnętrznymi. Ta droga możliwa prowadziła do okrzyków „Hosanna” przy wjeździe do Jeruzalem i otwierała możliwości inne niż te, jakie wybrał.

Splot sprzecznych interesów

Kiedy w roku 1953 w ONZ powstaje wakat na stanowisku Sekretarza Generalnego, zgadza się kandydować, tłumacząc się wobec przyjaciela (podaję za ks. Janem Zieją): „musiałem przyjąć, chociaż to ciężkie. To był mój obowiązek”.

W Radzie Bezpieczenstwa wniosek o jego powołanie popiera dzięsięć państw, nikt nie jest przeciwny.

Kto oddał się w ręce Boga, stoi przed ludźmi – wolny; jest wobec nich do głębi sczery: daje im prawo, by go sądzili – pisze Dag (zapiski z 1953 roku ). W świecie podzielonym żelazną kurtyną można sobie wyobrażać, że w ONZ naprawdę jest nadzieja.

Ksiądz Jan Zieja pisze zaś, że „na stanowisku sekretarza generalnego ONZ ma D.H. idealne dla siebie pole działania i oddaje mu wszystkie swoje siły. Opuściła go dawna nieśmiałość i rezerwa w obcowaniu z ludźmi. Rozjaśniło się jego spojrzenie: nabrało pewności i ciepła. Zauważyli to wszyscy jego znajomi. Pracuje coraz intensywniej”.

Dag Hammarskjöld dużo jeździ po świecie, odwiedza miejsca konfliktów, podejmuje działania koncyliacyjne – ma sukcesy. Nie jest to jeszcze czas kwestionowania roli ONZ czy podnoszenia spraw łamania praw człowieka w krajach bloku moskiewskiego. Ale kiedy DH odwiedza w czerwcu 1956 roku Polskę, rodzi się mit, że był wtedy także na Targach Poznańskich i obserwował krwawe wydarzenia Czerwca.
W czerwcu 1956 roku Dag Hammarskjöld był w Polsce, ale czy w Poznaniu? Fot. PAP/CAF/Reprod.
Redaktor Jacek Moskwa, znany dziennikarz watykanista, autor wielu znaczących biografii, w tym księdza Jana Zieji – tu losy splatają się z Dagiem Hammarskjöldem – uważa, że sprawa pobytu DH w Polsce domaga się poszukiwań w głębokich archiwach, może także IPN. I nie traci nadziei, że może ktoś młody wyjaśni, czy Sekretarz Generalny ONZ podejmował wtedy próbę zwrócenia uwagi świata – a choćby swojej organizacji – na to, co się stało w Poznaniu. Jacek Moskwa przypomina jeszcze z uśmiechem sentymentalny wątek tego mitu, jakoby szwedzki mąż stanu zakochał się w jakiejś Polsce i…nie spotkali się więcej, i nie żyli długo i szczęśliwie.

Z kolei dr Łukasz Jasina, teraz rzecznik Ministerstwa Spraw Zagranicznych, ale na co dzień świetny znawca spraw międzynarodowych i z pasji, i z zawodu – pracował w Polskim Instytucie Spraw Międzynarodowych (PISM) – zdecydowanie wyklucza pobyt DH w Poznaniu, o jego ewentualnym oficjalnym sprzeciwie wobec wydarzeń Czerwca’56 też nic nie znalazł. Ale gdyby tak poszperać w dokumentacji ONZ? Czy jednak kogoś to dzisiaj obchodzi?

Dag Hammarskjöld zginął w roku 1961. Miał już wtedy opinię człowieka, który naprawdę próbuje nadać misji ONZ realny wymiar, człowieka który nie ulega wielkim mocarstwom, rzeczywiście chce pokoju i podejmuje w tym celu konkretne kroki.
– Mówił prawdę politykom, a jednak był przez nich akceptowany – podkreśla Jasina.


W grudniu 1954 roku działa na rzecz uwolnienia dwóch zestrzelonych nad Chinami lotników amerykańskich, uwięzionych w ChRL, jedzie do Pekinu – i osiąga cel, choć dopiero w lipcu następnego roku. Ksiądz Jan Zieja dotarł do listu DH do przyjaciela: Dziś dokonaliśmy czegoś, Bóg i ja. To znaczy, że Bóg budował, a ja stalem na dole z wiadrem, napełnionym farbą malarską i…gardłowałem.

W tym samym roku 1956 Hammarskjöld odwiedza Bliski Wschód, wspiera Egipt w nacjonalizacji Kanału Sueskiego, nieustannie negocjuje w tej sprawie z Francją i Wielka Brytanią, by wreszcie doprowadzić do tego, że oddziały ONZ obejmują kontrolę nad kanałem. A przecież to czas konfliktów: interwencje amerykańskie, wojna izraelsko-egipska, w Europie agresja sowiecka na Węgry.

W lipcu 1960 roku zaczyna się konflikt w Kongo, dochodzi do separacji jednej z prowincji – Katangi, która dysponuje fantastycznymi złożami cennych minerałów. Zainteresowane nimi potężne firmy o światowym znaczeniu nie mają zamiaru wypuścić z rąk nawet skrawka złotodajnej ziemi.

Hammarskjöld nieustannie tam podróżuje. Może nie widzi – a może nie chce widzieć, bo wierzy w swoją misję człowieka z wiadrem u stóp drabiny Pana Boga – splotu światowych interesów. Jego mediacje nikomu nie są na rękę – ani Stanom Zjednoczonym, ani Moskwie, ani świeżo upieczonym kongijskim przywódcom (wszak przed kilkoma miesiącami zastrzelili już swego premiera Patrice'a Lumumbę), ani światowemu biznesowi.
Dag Hammarskjöld i 15 innych osób zginęli w katastrofie samolotu, który rozbił się pod Ndola w Rodezji Północnej (dziś Zambia). Fot. Central Press/Hulton Archive/Getty Images
– I tak jest zapewne do dzisiaj, bo w miejscu katastrofy samolotu, którym leciał Hammarskjöld, jest wprawdzie ustanowione miejsce pamięci wpisane na listę UNESCO, ale jego śmierć tak naprawdę nie została do tej pory wyjaśniona. Podobno nawet odbyły się jakieś obchody 60. rocznicy w ONZ, ale choć tam byłem w owym czasie, to nawet ich nie zauważyłem – komentuje Łukasz Jasina.

A ojczyzna Hammarskjölda – dodam – tak naprawdę nigdy się prawdziwie o niego nie upomniała, nie uparła się przy konieczności wyjaśnienia okoliczności śmierci, tak jak nie upomniała się o innego swego dyplomatę Raoula Wallenberga.

Najlepszy przekład

Czy ksiądz Jan Zieja już wtedy śledził działalność Hammarskjölda?

„Jego śmierć wywołała wstrząs na całym świecie, porównywalny ze zbliżonym, jeśli chodzi o czas, zabójstwem prezydenta USA Johna Kennedy’ego” – napisał Jacek Moskwa w biografii ks. Jana Zieji „Niewygodny prorok” (ZNAK, Kraków 2020). – „W obydwu przypadkach spodziewano się bardzo poważnych reperkusji międzynarodowych, łącznie z możliwością wybuchu nowej wojny na wielką skalę. Ksiądz Zieja zawsze bardzo uważnie śledził najważniejsze wydarzenia. Przedwczesne śmierci obydwu polityków przeżył bardzo głęboko”.

Życie bezkompromisowe. Fundamentalista Jan Zieja

Kościół katolicki na pewno zmierza od surowości ku miłości, ale tak daleko, jak ksiądz Jan w 1920 roku, nie zaszedł jeszcze do dzisiaj.

zobacz więcej
Pierwsze, szwedzkie wydanie „Drogowskazów” ukazało się w roku 1963.

– Ksiądz Zieja uważał też, że „Drogowskazy” Hammarskjölda należy koniecznie wprowadzić w obieg kultury polskiej. Usłyszał o tej książce w roku 1963 – opowiada dziś Jacek Moskwa Tygodnikowi TVP – bodaj w Radiu Londyn, w audycji znanego dziennikarza emigracyjnego Antoniego Pospieszalskiego i zapewne chodziło wtedy o wydanie szwedzkie, więc natychmiast poprosił znajomych z Londynu, aby mu przysłali książkę.

– Kiedy byłem w kinie na filmie „Zieja” – opowiada Łukasz Jasina, skądinąd także filmoznawca i wraz z Łukaszem Adamskim autor wieczorów filmowych w TVP Kultura – miałem wrażenie, że nikt poza mną nie wie, jaką to książeczkę trzyma w rękach ubek i czym jest ta książka dla głównego bohatera.

– Ksiądz Zieja był bardzo specyficzną osobowością, jego motywacje były trochę nie z tego świata – wyjaśnia Jacek Moskwa, który spędził z legendarnym duszpasterzem wiele miesięcy na rozmowach, dzięki czemu mamy teraz zarówno unikalną biografię, jak i wywiad rzekę „Ks. Jan Zieja – Życie Ewangelia spisane przez Jacka Moskwę” (ZNAK, Kraków, pięć wydań, ostatnie 2017). – Ksiądz po prostu pomyślał, że to trzeba zrobić. I nie zastanawiał się, co będzie dalej, tylko w tym swoim małym pokoiku u sióstr urszulanek, bez tomów encyklopedii i słowników, zabrał się najpierw za naukę szwedzkiego, a potem za przekład i te rewelacyjne przypisy – opowiada biograf.
Rok 1982. Pogrzeb Henryka Kuronia, ojca Jacka na Powązkach w Warszawie. Nad grobem przemawia ksiądz Jan Zieja. Fot. PAP/Jan Morek
A trzeba przypomnieć, że ksiądz Jan Zieja miał wtedy 67 lat!

Kiedy pytam Jacka Moskwę, czy ksiądz Zieja miał nadzieje, że przesłanie Daga Hammarskjölda się przebije, że będzie czytane, że jego praca translatorska nie pójdzie na marne, autor biografii śmieje się tylko z rozczuleniem. – Ksiądz Zieja nie zastanawiał się nad takimi sprawami, działał całkowicie bezinteresownie. Skoro podjął decyzję, że musi napisać do papieża, to pisał, wrzucał do skrzynki i nie zastanawiał się, co będzie dalej. Pisał nawet do Komitetu Centralnego PZPR, bo uważał że musi wyrazić sprzeciw i interweniować. On działał, a o resztę miał się już Pan Bóg zatroszczyć.

I w sprawie przekładu „Drogowskazów” zatroszczył się na pewno. Przekład ks. Jana Zieji okazał się genialny. Jacek Moskwa mówi „kongenialny”. – Teksty mistyczne, czy zbliżone do mistyki, są niezwykle trudne w przekładzie, a ksiądz poradził sobie z nimi jakby znał szwedzki od urodzenia. Zaś przypisy to dowód najwyższej erudycji i to w obszarze kilku języków! – podkreśla dziennikarz.

Ale ponieważ habent sua fata libelli (książki mają swoje losy), to i to dzieło miało swój los: otóż ksiądz Zieja, kiedy dostał od przyjaciół oryginał „Drogowskazów”, wynalazł najpierw renomowanego tłumacza z języka szwedzkiego i udał się do niego z propozycja przekładu, jednak nie spotkał się z entuzjazmem. Zygmunt Łanowski – opowiada Jacek Moskwa w biografii – wyjaśniał, że specjalizuje się w literaturze pięknej, a tu miałby do czynienia z dziełem filozoficznym czy traktatem mistycznym i odmówił. Ksiądz Zieja po prostu nie miał wyjścia.

Kiedy po dwóch latach wydawnictwo ZNAK zwróciło się do szwedzkiego wydawcy o zgodę na polskie wydanie, „ze Sztokholmu, nadeszła odpowiedź, że tłumacz o nazwisku Jan Zieja nie jest tam znany. Postawiono warunek, żeby redaktorem książki został właśnie Zygmunt Łanowski, który cieszył się doskonałą opinią. Jego ocena przekładu księdza Ziei była wręcz entuzjastyczna. Po ukazaniu się polskiego wydania Drogowskazów w roku 1967 przychylną recenzję opublikowano na łamach najważniejszego wówczas periodyku literackiego w Polsce – miesięcznika „Twórczość”. Szwedzki wydawca Albert Bonniers Förlag z kolei uznał to tłumaczenie za najlepsze w Europie. A poza angielskim były przecież przekłady na wszystkie najważniejsze języki”.

– Ksiądz Jan Zieja na pewno nie był typowym kapłanem, kapelanem czy typowym żołnierzem. Dag Hammarskjöld był wielostronnie nietypowym człowiekiem: nietypowym arystokratą i nietypowym Szwedem, takimż chrześcijaninem i bardzo nietypowym sekretarzem generalnym ONZ – zwraca uwagę Jacek Moskwa. W dodatku był protestantem, a zarazem pisarzem mistycznym. Ksiądz Jan Zieja nie widział tu sprzeczności: Hammarskjöld był – zdaniem księdza Zieji – chrystusowcem, wierzył w Chrystusa. Ewangelię przyjmował i chciał realizować ją w życiu: swoim osobistym, społecznym też.

– Był idealistą i realistą zarazem – komentuje Łukasz Jasina.

„Drogowskazy” wyjaśniają, jak to było możliwe. A może udałoby się je powtórzyć? Przygotować nowe wydanie? Z porządną już czcionką? Może z okazji 60. rocznicy śmierci tego niezwykłego człowieka i 30. rocznicy drugiego, któremu zawdzięczamy przekład?

– Barbara Sułek-Kowalska

TYGODNIK TVP, ul. Woronicza 17, 00-999 Warszawa. Redakcja i autorzy


We wtorek, 19 października 2021 o godz. 08:40 TVP Historia pokaże film dokumentalny zrealizowany na podstawie scenariusza Jacka Moskwy i Krystyny Mokrosińskiej „W duchu i w prawdzie”, którego bohaterem jest ks. Jan Zieja.
21.04.2017
Zdjęcie główne: Skromny pomnik upamiętniający katastrofę samolotu, w której zginął sekretarz generalny ONZ Dag Hammarskjöld i 15 innych osób. Fot. Daily Express/Hulton Archive/Getty Images
Zobacz więcej
Historia Najnowsze wydanie
SB nagrała, media wyemitowały. Największy sukces komunistów AD...
Nieformalne posiedzenie rejestrowali agenci bezpieki oraz – także podejrzewany o współpracę ze służbami – Mieczysław Wachowski.
Historia Poprzednie wydanie
Jak „zagranica” zmuszała Polskę do pokory
„Nie pozostawimy Polski w potrzebie i nie pozwolimy jej skrzywdzić” – zapowiedzieli sojusznicy.
Historia Poprzednie wydanie
Największa winiarnia Starego Świata. Odkryto ją w Izraelu
Tutejsze wino było zapewne codziennym napojem św. Hieronima, który stworzył Wulgatę.
Historia Poprzednie wydanie
Ściśle tajne. Jedyna prawdziwa gazeta w PRL
Kto miał w PRL władzę, ten miał BS. Lub jak kto woli, kto miał BS, ten był kimś.
Historia Poprzednie wydanie
Superszpieg z „Liceum”
Miała 24 lata i kierowała siatką wywiadowczą.