Felietony

Żyd w służbie „faszystów”. Jak Miedwiediew pogardza Zełenskim

O ukraińskiej elicie rządzącej wyraża się z nieskrywaną pogardą, ignorując jakiekolwiek reguły dyplomacji. Nie stroni od obraźliwych kolokwializmów (choćby przymiotnik „debilna” w odniesieniu do Platformy Krymskiej). Naród ukraiński dezawuuje charakteryzując go jako wspólnotę bez ukształtowanej tożsamości.

Można odnieść wrażenie, że w ostatnim czasie dwóch prezydentów Rosji – obecny i były – zamieniło się miejscami. Chodzi o demonstrowany publicznie stosunek tych polityków do państwa ukraińskiego. Władimir Putin wszedł bowiem w rolę policjanta dobrego, zaś Dmitrij Miedwiediew – złego. Do takich wniosków mogą skłaniać dwa teksty. Pierwszy – napisany przez Putina – ukazał się w lipcu bieżącego roku (omawialiśmy go w Tygodniku TVP), natomiast drugi – autorstwa Miedwiediewa – w mijającym tygodniu (już sam jego tytuł brzmi wymownie: „Dlaczego kontakty z obecnymi ukraińskimi władzami są bezsensowne”).

Były gospodarz Kremla, a dziś zastępca przewodniczącego Rady Bezpieczeństwa Federacji Rosyjskiej, brutalnie zaatakował prezydenta Ukrainy Wołodymyra Zełenskiego, włącznie z sięganiem po argumenty zawierające zawoalowany antysemityzm. Obecny przywódca Rosji parę miesięcy temu tak daleko się nie posunął, a nawet fragmentami starał się wobec Ukraińców zachowywać pozory koncyliacyjności.
Prezydent Federacji Rosyjskiej Władimir Putin i ówczesny premier tego państwa Dmitrij Miedwiediew z wizytą na Krymie, terytorium Ukrainy zaanektowanym przez Rosję, wrzesień 2016 r. Tu podczas spotkania z ministrami i gubernatorami na temat rozwoju krymskiego transportu. Fot. Mikhail Svetlov/Getty Images
Dlaczego mowa jest o zamianie miejsc? Otóż przypomnijmy, że kiedy w roku 2007 ogłoszono start Miedwiediewa w wyborach prezydenckich (według ówcześnie obowiązujących przepisów konstytucyjnych, Putin nie mógł się ubiegać o trzecią kadencję bezpośrednio po drugiej), w wielu krajach, gdzie krytykowano rosyjski autorytaryzm, przyjęto tę wiadomość z nadzieją na zmiany w Moskwie.

Pogarda czytelnika Bułhakowa

Kandydat kremlowskiego establishmentu – sprawujący wówczas urząd premiera – postrzegany był jako „liberał”. W porównaniu z szykującym się do opuszczenia fotela prezydenckiego dawnym funkcjonariuszem KGB, jawił się jako potencjalny reformator. Na korzyść Miedwiediewa miał przemawiać jego młody wiek (rocznik 1965) – taka metryka mogłaby świadczyć o nieuwikłaniu tego polityka w sowieckie struktury władzy. Ponadto z mediów można było się dowiedzieć, że ubiegający się o schedę po Putinie prawnik z Petersburga jest czytelnikiem prozy Michaiła Bułhakowa (bądź co bądź pisarza prześladowanego przez reżim stalinowski) i fanem hard rocka (w tym takich zespołów, jak Deep Purple i Led Zeppelin).

Tyle że zarazem komentatorzy polityki rosyjskiej nową sytuację po objęciu przez Miedwiediewa prezydentury nazywali „tandemokracją”. Putin przechodząc na stanowisko premiera przecież nie zniknął. I właśnie wtedy można było usłyszeć głosy, że władza w Rosji znalazła się w rękach dwóch policjantów. Dobrym w tym duecie wówczas miał być Miedwiediew, a złym – Putin.

Na taki wizerunek polityka, który w latach 2008-2012 był prezydentem Rosji, nabierało się wielu ludzi. W Polsce również takich osób nie brakowało. Dziś przypuszczalnie wolałyby one, żeby nikt tego nie przypominał.

Teraz Miedwiediew jednak jawi się jako jastrząb rosyjskiej polityki imperialnej. W tekście, który się ukazał na łamach dziennika „Kommersant”, o ukraińskiej elicie rządzącej wyraża się z nieskrywaną pogardą, ignorując jakiekolwiek reguły dyplomacji. Nie stroni od obraźliwych kolokwializmów (choćby przymiotnik „debilna” w odniesieniu do Platformy Krymskiej – międzynarodowej inicjatywy, którą w tym roku podjęli ukraińscy politycy w celu uregulowania statusu okupowanego przez Rosjan czarnomorskiego półwyspu). Naród ukraiński dezawuuje charakteryzując go jako wspólnotę bez ukształtowanej tożsamości.

Wojna o historię. Rosjanie do Ukraińców: To oddajcie Lwów!

W Moskwie furię wywołuje to, że Ukraina uznała pakt Ribbentrop-Mołotow za przyczynę II wojny.

zobacz więcej
W tekście Miedwiediewa nie zabrakło antyzachodniej – głównie antyamerykańskiej – demagogii. Zdaniem byłego prezydenta Rosji, państwa zachodnie – zwłaszcza USA – traktują Ukrainę gorzej niż Związek Sowiecki traktował swoich satelitów z Układu Warszawskiego. Polityk stwierdza, że o ile państwa bloku wschodniego stanowiły dla ZSRR jakąś wartość (choćby na polu wspólnej „budowy socjalizmu”), o tyle Ukraina dla Zachodu żadnej wartości nie posiada, poza pełnieniem funkcji antyrosyjskiego wektora.

Antysemityzm fana Led Zeppelin

Najbardziej szokujące w tekście Miedwiediewa są jednak uwagi dotyczące prezydenta Ukrainy. Konkretnie chodzi o wytykanie Zełenskiemu jego żydowskiego pochodzenia w kontekście podejmowanych przez niego działań, które są nie w smak Kremlowi. Miedwiediew zarzuca prezydentowi Ukrainy, że ten całe życie mówił po rosyjsku i nawet pracował w Rosji, a teraz zbratał się z ukraińskimi nacjonalistami, mającymi za bohaterów narodowych rodzimych zbrodniarzy kolaborujących z III Rzeszą. „Można sobie tylko wyobrazić, jak obrzydliwym było dla niego wykonanie takiego moralnego »salto mortale«. To przywodzi na myśl szaleństwo, jakim byłoby zgłoszenie się z pobudek ideowych przedstawicieli żydowskiej inteligencji w nazistowskich Niemczech do służby w SS” – czytamy w tekście.

Tymczasem żydowskie korzenie Zełenskiego nie są żadną tajemnicą. Krąży nawet opinia, że to, iż został on wybrany na prezydenta Ukrainy świadczy dobrze o jej mieszkańcach. Dowodzi bowiem tego, że antysemici nie mają znaczącego politycznego głosu w tym kraju. Na marginesie zresztą warto odnotować, że Ukraina jest najbardziej zdemokratyzowanym państwem spośród byłych republik sowieckich (nie licząc Litwy, Łotwy i Estonii, które jako członkowie Unii Europejskiej zasługują na odrębne traktowanie).

Inna rzecz, że od Euromajdanu kurs ukraińskiej polityki historycznej może wywoływać poważne kontrowersje. Chodzi o kult takich postaci, jak Stepan Bandera czy Roman Szuchewycz – przywódcy ukraińskiego ruchu nacjonalistycznego. Oczywiście dziś na Ukrainie oddawany jest im hołd nie z powodu tego, czym się oni zhańbili (odpowiedzialność za eksterminację Polaków i Żydów), lecz dlatego, iż stali na czele organizacji walczących z Sowietami. Niemniej trudno takiej polityki historycznej bronić. Kreml zaś nie przepuści żadnej okazji, żeby oskarżyć ukraińską klasę polityczną o propagowanie „faszyzmu”.
Prezydent Ukrainy Wołodymyr Zełenski z prezydentem USA Joe Bidenem w Gabinecie Owalnym w Białym Domu, 1 września 2021 r. w Waszyngtonie. Było to pierwsze od ponad czterech lat spotkanie przywódców obu krajów. Fot. Doug Mills-Pool/Getty Images
Poruszając temat żydowskiego pochodzenia Zełenskiego, Miedwiediew wysłał komunikaty do dwóch zgoła różnych grup adresatów.

Jedna grupa to pewien szczególny rodzaj antysemitów w Rosji i poza nią. Chodzi o ludzi, którzy otwarcie nie powiedzą, że mają negatywny stosunek do Żydów, lecz doniesienie (w tym przypadku fałszywe) o tym, że ktoś o korzeniach żydowskich układa się z żydożercami, wywołuje u nich niezdrowe poczucie satysfakcji.

Druga grupa to szerokie masy społeczeństwa rosyjskiego oraz polityczny i medialny establishment na Zachodzie. Serwuje się jej narrację, w której Federacja Rosyjska występuje jako spadkobierca ZSRR – mocarstwa zasługującego na odwieczną wdzięczność ludzkości za pokonanie III Rzeszy i zarazem jako państwo będące współcześnie czołowym tropicielem wszelkich przejawów odradzania się „faszyzmu” w świecie.


Ale istota napaści Miedwiediewa na Zełenskiego nie leży w „kwestii żydowskiej” (podjęcie jej to wyłącznie narzędzie ataku).

Tak naprawdę chodzi o to, że skoro prezydent Ukrainy jest przedstawicielem ludności rosyjskojęzycznej, to Kreml liczył na jego spolegliwość wobec Rosji. Szkopuł zaś w tym, że znaczna część rosyjskojęzycznych mieszkańców Ukrainy bynajmniej nie utożsamia się z państwem rosyjskim i jego imperialną kulturą polityczną, która się streszcza w koncepcji „russkiego miru” („ruskiego świata”). Aneksja Krymu i konflikt zbrojny w Donbasie doprowadziły do wzrostu nastrojów antykremlowskich wśród Ukraińców, w tym też osób posługujących się językiem rosyjskim jako swoją rodzimą mową. I Zełenski – niezależnie od tego, jak byśmy oceniali jego politykę – owe fakty uwzględnia, nie dając się podporządkować Rosji, co z kolei bardzo nie podoba się prominentom w Moskwie.

Swoją drogą nie po raz pierwszy wysokiej rangi rosyjski polityk używa wobec Ukrainy tej samej broni, która stanowi oręż lewicowo-liberalnych środowisk na Zachodzie przeciw Polsce i Węgrom. Chodzi o „antyfaszyzm” jako dyscyplinującą pałkę do pacyfikacji suwerennościowych odruchów.

– Filip Memches

TYGODNIK TVP, ul. Woronicza 17, 00-999 Warszawa. Redakcja i autorzy

Zdjęcie główne: Prezydent Ukrainy Wołodymyr Zełenski przemawia do Zgromadzenia Ogólnego Narodów Zjednoczonych 22 września 2021 r. w Nowym Jorku. Fot. Eduardo Munoz - Pool/Getty Images
Zobacz więcej
Felietony Najnowsze wydanie
Dmowski, konsekwentny przeciwnik lewicy
Nie chciał wzmacniać rosyjskich komunistów i osłabiać obozu białych.
Felietony Najnowsze wydanie
Wino w dużych flachach, czyli o piciu w czasach kryzysu
To opowieść o ludziach, których niewiele interesuje ponad to, by codziennie obficie pociągnąć z galonowego gąsiorka.
Felietony Najnowsze wydanie
Książę
Komentarze Piotra Młodożeńca w Tygodniku TVP.
Felietony Najnowsze wydanie
Bullfighting
Andrzej Krauze dla Tygodnika TVP.
Felietony Najnowsze wydanie
Tyle nierozliczonych spraw
Dlaczego starzec jest chowany z honorami, skoro za Solidarności, został na jej żądanie pozbawiony wysokiej funkcji?