Cywilizacja

Stanowe wojenki z Waszyngtonem w tle

Najbliższe wybory do Kongresu i na prezydenta będą swoistym plebiscytem: czy chciałbyś/chciałabyś, aby Ameryka przypominała bardziej Kalifornię, czy Teksas lub Florydę.

19 maja 2021. Austin, stolica Teksasu. Gubernator tego południowego stanu Greg Abbott podpisuje ustawę regulującą aborcję. Nowe prawo zakazuje zabijania płodu od momentu, gdy lekarze stwierdzą bicie serca, co z reguły następuje około szóstego tygodnia ciąży. Jedyne wyjątki od zakazu to „względy zdrowotne”, „poważne i nieodwracalne skutki” dla funkcjonowania ciała matki. – Nasz Stwórca dał nam prawo do życia, jednak miliony dzieci giną rocznie z powodu aborcji. Prawo, które podpisuję zapewni, że każde dziecko, u którego wykryto bicie serca, będzie oszczędzone od zabójczej aborcji – zachwalał ustawę gubernator.

W ten sposób Teksas dołączył do innych stanów – jak Ohio, Kentucky, Georgia czy Missisipi – gdzie dominujący na poziomie lokalnym Republikanie, doprowadzili do ochrony dzieci od momentu wykrycia u nich dźwięku bicia serca, dokonując kolejnego kroku na drodze do ograniczenia dostępu do aborcji.

Od momentu dopuszczenia przez Sąd Najwyższy USA w 1973 r. legalności zabiegów przerywania ciąży (słynna decyzja Roe vs. Wade), ukształtowało się orzecznictwo, dopuszczające zabijanie płodu do 24 tygodnia życia, a więc momentu, gdy – przynajmniej teoretycznie – jest on w stanie samodzielnie się rozwijać po opuszczeniu ciała matki. Jednak w przeciwieństwie do innych stanów, gdzie zwolennikom łatwej aborcji udało się zablokować prawnie obowiązywanie podobnych rozwiązań, w Teksasie prawo było stosowane od 1 września. Stało się to po tym, jak Sąd Najwyższy USA stosunkiem głosów 5 do 4 odmówił tymczasowego zablokowania teksańskiej ustawy. Było, gdyż w środę sędzia federalny Robert Pitman zawiesił obowiązywanie prawa, do czasu rozpatrzenia przez sąd apelacyjny zażalenia proaborcyjnej administracji Bidena.

Ku prawdziwemu przerażeniu zwolenników aborcji, teksańskie zapisy zostały sformułowane tak, że mogą oni mieć duże trudności w ich podważeniu w sądach federalnych. W przeciwieństwie do innych stanowych inicjatyw, Teksas zdecydował, że egzekucją prawa… nie będą się zajmowały władze stanowe. Zostało ono niejako zlecone obywatelom: każdy Teksańczyk (a nawet nie mieszkający w stanie obywatel USA) może pozwać klinikę aborcyjną oraz każdego kto pomaga w zabiegu, i uzyskać grzywnę do 10 tys. dolarów. Zwolennicy życia w ten dość innowacyjny sposób być może ocalili zapisy przed decyzją SN o jego uchyleniu.

Żar aktywistów

Sędziowie Sądu Najwyższego zapowiedzieli już ze zajmą się prawem stanu Missisipi ograniczającym aborcję do 15 tygodnia ciąży, co gwarantuje poważną debatę na temat legalności orzeczenia Roe vs. Wade, która odbędzie się prawdopodobnie na wiosnę przyszłego roku. Także w kontekście stanowych prób ograniczenia procederu (ocenia się, że 90 proc. aborcji jest dokonywanych w pierwszych trzynastu tygodniach ciąży. Nie wykluczone, że decyzja będzie miała wpływ na to, co dzieje się w Teksasie.
Zwolennicy i przeciwnicy prawa do aborcji podczas demonstracji przed siedzibą Sądu Najwyższego w Waszyngtonie 4 października 2021. Fot. LEAH MILLIS / Reuters / Forum
Temat jednak już rozpalił międzystanowe wojenki ideologiczne. Do działania włączyli się też Demokraci z Waszyngtonu, wyczuwając okazję do zmiany tematu i przepuszczenia przez elektorat „ideologicznych dreszczy” po słabych wynikach sondażowych związanych z katastrofalnym wycofaniem się z Afganistanu, wzrostem przypadków koronawirusa oraz słabnącą gospodarką.

Prezydent Joe Biden – deklarujący swój katolicyzm i twierdzący, że prywatnie jest przeciw aborcji – zagrzmiał, że teksańskie prawo jest „tak skrajne, że nie dopuszcza wyjątku gwałtu czy kazirodztwa” oraz zapowiedział, że użyje środków „całego aparatu państwowego”, aby nie dopuścić do jego obowiązywania. Jednak jak na razie próby zablokowania go przez Departament Sprawiedliwości zostały odrzucone przez sąd, który przychylił się do argumentu Teksasu, że „stan nie ma możliwości pozywać” nikogo za naruszenie prawa.

Demokraci w Izbie Reprezentantów, w odpowiedzi na ten „najradykalniejszy, najbardziej niebezpieczny od pół wieku” atak na prawa proaborcyjne, uchwalili stosunkiem głosów 218 do 211 ustawę dopuszczającą prawo zabijania dzieci właściwie bez ograniczeń. Jednak i to jest działanie w gruncie rzeczy symboliczne (co ciekawe, „za” głosowali wyłącznie Demokraci, a tylko jeden z nich – nota bene z Teksasu – dołączył do 210 Republikanów, którzy oddali głos na „nie”), gdyż ustawa nie ma szans na akceptację Senatu. No i obliczone jest na dalsze „grzanie tematu”, gdyż podtrzymuje żar działania aktywistów i bardzo pomaga zbierać fundusze na przyszłe kampanie wyborcze.

Aborcja i podatek

Aborcja zresztą to jeden z ulubionych tematów w politycznych wojnach pomiędzy stanami. Wydaje się, że skutecznie użył tego argumentu gubernator ultralewicowej Kalifornii Gavin Newsom w walce z zwolennikami odwołania go w niedawnym referendum. W końcowych dniach kampanii Newsom apelował, żeby Kalifornia nie stała się „drugim Teksasem”. – Cały koncept gwarantowanych przez konstytucję wolności, prawo do wyboru reprodukcyjnego, prawa kobiet, wszystkie te prawa są dzisiaj atakowane… To naprawdę ważny moment w całej historii Ameryki – przemawiał gubernator. A tuż po łatwym zwycięstwie (62 proc. do 38) podpisał dwie ustawy chroniące prywatność osób przeprowadzających aborcję i zaostrzające kary dla wszystkich, którzy próbują im w tym przeszkodzić.

Kwestię aborcji stara się wykorzystać Demokrata Terry McAuliffe w wyborach na gubernatora stanu Wirginia, które odbędą się już w listopadzie. O zakazie przerywania ciąży mówił: – To takie nie amerykańskie. To stawia sąsiada przeciw sąsiadowi, przyjaciół przeciw przyjaciołom, to wręcz oburzające. I takie prawo możemy mieć w Wirginii – straszył kandydat po zwiedzeniu… kliniki aborcyjnej.

Stan Bidena budzi obawy. Zapasowa prezydent czeka w gotowości

Jako prokurator za kraty wsadziła ponad 1500 palaczy marihuany, w większości czarnoskóre dzieciaki.

zobacz więcej
Wiadomo, Demokraci zawsze wyciągają kwestie ideologiczne, gdy trzeba rozgrzać apatyczny elektorat, niezadowolony z działań w innych sferach. Rozumie to też rywal McAuliffe’a, republikański biznesmen Glenn Youngkin, który w sprawach aborcji kluczy, podkreślając główny przekaz swojej kampanii: konieczność poprawy sytuacji materialnej mieszkańców stanu, choćby poprzez zniesienie 2,5 proc. podatku od zakupów spożywczych.

Hamulce i równowaga

Trudno dyskutować o życiu Stanów Zjednoczonych bez zrozumienia, jak głęboko federalizm jest wpisany w istotę tego państwa. Język polski, używając terminu „stan” też zaciemnia obraz: mamy bowiem do czynienia z mikropaństwami, które po zawiązaniu federacji stały się jednym organizmem państwowym, przy zachowaniu dużej odrębności.

Stany bowiem samodzielnie uchwalają większość praw dotyczących życia swych obywateli np. w kwestiach związanych z bezpieczeństwem (siły policyjne), edukacją czy ochroną zdrowia a nawet sposobem głosowania. To na poziomie stanowym zapada kwestia wysokości podatku od sprzedaży (np. w New Hampshire nie ma go wcale), co jest bardzo istotne, bo jako jeden z nielicznych krajów wysokorozwiniętych, USA nie mają podatku VAT.

Stany regulują też wysokość podatku od dochodów (np. Teksas i Floryda nie mają go wcale, co sprzyja napływowi nowych obywateli). Powszechny federalny podatek dochodowy został wprowadzony w 1913 r. po ratyfikacji szesnastej poprawki do konstytucji, dającej Kongresowi „prawo nakładać i ściągać podatki od wszelkiego rodzaju dochodów i nie musi przy tym uwzględniać ani proporcjonalnego rozdziału między poszczególne stany, ani też jakichkolwiek szacunków lub spisów ludności”.

Prawa stanów są gwarantowane. Dziesiątka Poprawka do konstytucji, integralna część aktu założycielskiego USA, stanowi wyraźnie: „Uprawnienia, których konstytucja nie powierzyła Stanom Zjednoczonym ani nie wyłączyła z właściwości poszczególnych stanów, przysługuje nadal poszczególnym stanom bądź ludowi.”

W swej mądrości, Ojcowie Założyciele, wymyślili też system hamulców i równowagi poszczególnych elementów systemu politycznego. Jednym z nich jest konstrukcja Senatu, gdzie każdy stan bez względu na wielkość ma dwóch senatorów, co zapobiega przewadze bardziej ludnych stanów. W ten sposób największy stan Kalifornia (39 mln mieszkańców i 53 kongresmenów w Izbie Reprezentantów) ma w izbie wyższej tę samą siłę co stan najmniej liczny – Wyoming (580 tys. mieszkańców i jeden kongresmen).

Mikroskopijna przewaga

Jednak z perspektywy historycznej widać, że prawa stanowe podlegają stopniowemu ograniczaniu w związku ze stale poszerzającym się zakresem federalnej władzy wykonawczej, na której czele stoi prezydent USA. Ten proces nasilił się zwłaszcza w ostatnich dziesięcioleciach – znawcy prawa konstytucyjnego używają nawet terminu „imperialnej prezydentury” (po raz pierwszy użyty chyba za czasów prezydenta Baracka Obamy), która coraz częściej próbuje rządzić z pominięciem Kongresu i stanów, na podstawie decyzji administracyjnych.
Miasteczko uchodźców pod wiaduktem Del Rio w Teksasie. Fot. ADREES LATIF / Reuters / Forum
Choć ostatecznym arbitrem w kwestiach konstytucji jest Sąd Najwyższy USA, to napięcia i konflikty są stałym elementem sceny politycznej. Zwłaszcza gdy w Białym Domu rządzi prezydent z partii, która nie dominuje w tzw. stanach czerwonych (tradycyjne barwy Partii Republikańskiej) lub niebieskich (Partia Demokratyczna).

W obecnej konfiguracji politycznej konflikt jest szczególnie widoczny. Demokraci dominują w Waszyngtonie (mają prezydenta oraz kontrolę nad Izbą Reprezentantów i Senatem), ale przewaga w Kongresie jest mikroskopijna. Powoduje to sytuację, w której politycy Partii Demokratycznej nie są w stanie przeforsować swoich bardzo ambitnych a jednocześnie radykalnie lewicowych projektów. Dochodzi też stale do konfliktów ze stanami czerwonymi, których głównymi reprezentantami są Teksas i Floryda.

Miasteczko pod wiaduktem

Jeśli chodzi o Teksas, to oprócz aborcji, tematem numer jeden jest kwestia nielegalnej imigracji. Południowa granica USA przebiega w dużej mierze na terenie tego stanu, a od momentu objęcia władzy przez prezydenta Bidena w styczniu 2021 granicę przekroczyło nielegalnie 1,2 mln ludzi (w samym sierpniu, według oficjalnych danych prawie 209 tysięcy).

Choć ochrona granic należy do wyłącznej kompetencji rządu federalnego, to pasywność obecnej administracji w egzekwowaniu prawa doprowadziła do interwencji władz Teksasu. Gubernator skierował na granicę tysiące funkcjonariuszy stanowej policji a także żołnierzy Gwardii Narodowej Teksasu, deklarując, że – pomimo zaniedbań rządu federalnego – „będzie dalej działał z pełną mocą, aby mieszkańcy Teksasu byli bezpieczni”.

Gdy przed kilkunastoma dniami w miejscowości Del Rio nielegalnie przekroczyło granicę 15 tys. osób (głównie Haitańczyków) tworząc prawdziwe miasteczko uchodźców pod wiaduktem autostrady, to właśnie funkcjonariusze stanowi zatrzymali dalszy napływ nielegalnych emigrantów. Gdy władze federalne zakazały lotów drona wykorzystywanego przez stację Fox News do relacji na żywo, to przedstawiciele stanowej agencji udostępnili reporterowi miejsce w śmigłowcu dzięki czemu mógł on nadal nadawać na żywo obrazy z pogrążonej w chaosie granicy.

Dużo do zrobienia

Z kolei rządzący Florydą Republikanie, z gubernatorem Ronem DeSantisem na czele, są na pierwszej linii frontu w walce z ograniczeniami dotyczącymi pandemii koronawirusa. A także szerzej wolności obywatelskich, bo dochodzi mocno akcentowany to opór wobec „cenzury” koncernów Big Tech.

DeSantis – który w przyszłym roku będzie ubiegał się o reelekcję i jest najpoważniejszym, obok Donalda Trumpa, kandydatem do prezydentury w 2024 r. – dał się poznać jako wielki przeciwnik wszelkiego rodzaju lockdownów czy obowiązkowych szczepień, tak bardzo obecnie wspieranych przez administrację Bidena.

Mafie zarabiają na przemycie ludzi 14 mln dolarów dziennie. Jak USA (nie) radzą sobie z migrantami

Największy kryzys graniczny od 20 lat. Kamala Harris miała go zażegnać, ale zadanie ją przerosło.

zobacz więcej
– Naprawdę wierzę w to, że gdybyśmy w ciągu ostatniego półtora roku nie postawili w naszym stanie na to, aby pozostawić gospodarkę otwartą, na ochronę miejsc pracy, ochronę małego biznesu, na to, żeby dzieci mogły chodzić do szkół… Gdybyśmy tego wszystkiego nie uczynili, inne stany nie poszłyby w nasze ślady i kto wie, a jakiej sytuacji byśmy się dzisiaj znajdowali – mówił kilka dni temu DeSantis, który jako pierwszy gubernator zdecydował się na rezygnację ze ścisłego lockdownu na wiosnę 2020 r.

Jak bardzo poważnie traktują Demokraci tego przeciwnika niech świadczy fakt zmasowanej akcji propagandowej wymierzonej w gubernatora „DeathSantis” (jak nazywają go najzacieklejsi wrogowie), a oskarżającej go o pogrążenie Florydy w śmiertelnym uścisku COVID-19, manipulując w dużej mierze statystykami. Sam gubernator na razie zbywa wszelkie pytania o walkę o Biały Dom, mówiąc że „myśli tylko o swojej obecnej pracy”, bo na Florydzie jest naprawdę „dużo do zrobienia”.

Wybory, koncerny, marihuana

Ale linii frontu na tej międzystanowej wojence jest o wiele więcej. Kolejny gorący bój dotyczy sposobu przeprowadzania wyborów. Po ostatnich wyborach prezydenckich, które ze względu na pandemię, odbywały się w dużej mierze korespondencyjnie, Republikanie w kilku stanach wprowadzili prawa znacznie zaostrzające kryteria wyborów korespondencyjnych oraz wymagania związane z weryfikacją tożsamości.

Demokraci odpowiedzieli próbą federalizacji wyborów (wprowadzenia niemal identycznych zasad w całym państwie) pod hasłem walki z nierównością, jednak odpowiednia ustawa utknęła w Senacie. Republikańskie stany wprowadzają też prawa ograniczające udział osobom transseksualnym w zawodach sportowych dla kobiet czy nauczania w szkołach – szczególnie modnej ostatnio – „critical race theory” według której, Ameryka została zbudowana na nierówności i wciąż ma problem z „systemowym rasizmem”.

Jest wreszcie fundamentalny podział, mający wielki wpływ na gospodarkę stanów i lokalizację fabryk wielkich koncernów. 28 – głównie rządzonych przez Republikanów – stanów wprowadziło zasadę „prawa do pracy” (right to work), która znosi zasadę obowiązkowej przynależności do związków zawodowych i płacenia na nie składek potrącanych z pensji.
Z kolei stany rządzone przez polityków Partii Demokratycznej właściwe w pełni zalegalizowały używanie marihuany. Regułą są też podwyżki lokalnych podatków, które muszą pokrywać coraz to bardziej rozbudowane programy socjalne: liderem jest tu też Kalifornia, gdzie najwięcej zarabiający muszą płacić – oprócz federalnego – stanowy podatek dochodowy w wysokości 13,3 proc., podczas gdy na Florydzie i w Teksasie (oraz sześciu innych stanach) wynosi on zero.

Biorąc pod uwagę, że po władzę w Białym Domu często sięgają gubernatorzy lub byli gubernatorzy (Roosevelt, Carter, Reagan, Clinton, George W. Bush), można się spodziewać, że informacje o tym co dzieje się na poziomie stanowym, będą nie tylko trafiać na pierwsze strony gazet, ale wręcz definiować kierunek, w którym będzie podążać Ameryka. Nie wykluczone, że najbliższe wybory do Kongresu i na prezydenta będą swoistym plebiscytem: czy chciałbyś, chciałabyś, aby Ameryka przypominała bardziej Kalifornię czy Teksas lub Florydę.

– Jeremi Zaborowski z Chicago

TYGODNIK TVP, ul. Woronicza 17, 00-999 Warszawa. Redakcja i autorzy

Zdjęcie główne: Teksaskie organizacje domagające się prawa do swobodnej aborcji 2 października 2021 demonstrowały w Waszyngtonie. Fot.Leigh Vogel/Getty Images for Women's March
Zobacz więcej
Cywilizacja Najnowsze wydanie
Będzie sobie życie… sztuczne
Można je zaprogramować, by precyzyjnie dostarczało leki i polowało na komórki nowotworowe.
Cywilizacja Najnowsze wydanie
Wiedźmin wydrukuje trzustkę
Polska firma zaczyna produkcję szczepionek na COVID-19. Kolejne pracują nad lekami na raka, cukrzycę czy depresję.
Cywilizacja Najnowsze wydanie
Sytuacja na granicy USA jest jak sprzed Trumpa, tylko gorsza
Złego białego ma zastąpić dobry niebiały. Zmiany demograficzne mogą dać władzę Demokratom na dziesiątki lat.
Cywilizacja Najnowsze wydanie
Wstrząsnął establishmentem. Czy teraz idzie po władzę?
Mówi wprost, nazywając rzeczy po imieniu. Nic dziwnego, że okrzyknięto go „francuskim Trumpem”.
Cywilizacja Poprzednie wydanie
Jak eurokraci usiłują przejąć kontrolę nad Polską
Jan Rokita: Chodzi o oddanie rządów – przynajmniej na jakiś czas – zaufanym funkcjonariuszom instytucji unijnych.