Historia

Opcja rosyjska w Polsce

Sam Łojek w wywiadzie udzielonym w 1983 roku powiedział to wprost: „Zawsze podkreślałem w moim pisarstwie historycznym, że problem walki niepodległościowej nie był problemem realizmu czy nierealizmu politycznego, ale lęku przed zwichnięciem struktur społecznych. Właśnie grupy społecznie uprzywilejowane tę walkę hamowały”.

Żył historią polskiej niepodległości. Analizował przyczyny jej utraty i szanse odzyskania. Uważał, ze od jakości elit zależy byt polskiego państwa. Jerzy Łojek (1932-1986) był historykiem niepokornym, odważnym, za 27 książek cenionym przez czytelników i z ich powodu odrzucanym przez naukowe elity, nie mówiąc o partyjnej nomenklaturze, która nie dopuściła do jego profesury. Naraził się wielu tak zwanym autorytetom, ale też nie ukrywał, że historię należy czytać w aktualnym kontekście.

7 października minęło 35 lat od przedwczesnej śmierci autora, którego książki z lat 70. i początku 80. XX wieku – choć dotyczące minionych powstań, Konstytucji 3 Maja czy „sprawy Katynia” – pomagały Polakom uwierzyć, że na walkę o niepodległość nie jest za późno.

Fragment poświęconej mu książki „Historyk na tropie zdrady elit” Jerzego Kłosińskiego, także uczestnika wielkiej polskiej konspiracji lat 80., drukujemy dzięki uprzejmości Wydawnictwa LTW. Biograf Łojka, podobnie jak bohater jego książki, uważa że analogie historyczne są nie tylko dozwolone, ale wręcz uzasadnione.
„Historyk na tropie zdrady elit. Rzecz o Jerzym Łojku”, wyd. LTW
W 1979 roku w Bibliotece Literackiej i Historycznej drugiego obiegu Łojek drukuje pod pseudonimem Łukasz Jodko swój ważny esej „Orientacja rosyjska w polskiej walce niepodległościowej: 1795–1917”, wcześniej wygłoszony na obozie młodzieży z PAX-u w Halinowie.

Marian Piłka, jeden założycieli tego niezależnego wydawnictwa, pamięta, że poprzez (Romulada – przyp. red) Szeremietiewa, który był obecny na obozie w Halinowie, nawiązał kontakt z Łojkiem, prosząc go o zgodę na wydanie tego eseju w formie książki.

Kilka razy dochodziło wtedy między nimi do spotkań i rozmów: „Profesor Łojek był sympatycznym człowiekiem i prowadził ze mną bardzo twórcze i intelektualnie ciekawe rozmowy. Dla mnie, młodego historyka, był skarbnicą wiedzy, szczególnie w zakresie tematów przemilczanych, jak agresja rosyjska 17 września i mord przez Sowietów polskich oficerów w 1940 roku. Wydaliśmy jako pierwsi esej Łojka, który był później wielokrotnie przedrukowywany przez inne wydawnictwa” – wspomina Marian Piłka.

Jak odnotowuje Marek Kornat, „esej ów stanowi streszczenie poglądów historyka w sprawie dylematu: walka czy ugoda?”.

Dobre chęci i mur obojętności

Wielki książę rosyjski, który Rosjan traktował znacznie gorzej niż Polaków

Bił żołnierzy do nieprzytomności i cieszył się, gdy pod Grochowem dawaliśmy łupnia jego rodakom.

zobacz więcej
Orientacja na Rosję – dowodzi Łojek – to droga ku bierności i zawężeniu aspiracji narodu. Nie było partnera dla ugody po stronie zaborczego imperium. Następstwem tych postaw musiało być osłabienie sił stawiających sobie za cel walkę o niepodległość, a rezultatem przybliżenie się ku ostatecznej klęsce w postaci pogodzenia z niewolą” – wyciąga kwintesencję z eseju Łojka Marek Kornat.

Dobitnie dylemat ten formułuje sam Jerzy Łojek: „Orientacja rosyjska w Polsce wieku XVIII i XIX związana jest z reguły z tzw. realizmem politycznym. (...) Nie jest wszelako polityką realistyczną szukanie współdziałania ze strony, która żadnym kompromisem nie jest w ogóle zainteresowana – na zasadzie sui generis kapitulacji bezwarunkowej. Taka była właśnie sytuacja orientacji rosyjskiej w Polsce XVIII i XIX wieku. (…)

Realistyczna rzekomo polityka Stanisława Augusta czy Aleksandra Wielopolskiego rozbijała się o mur zimnej obojętności adresatów, do których była kierowana – a tym bardziej w oczach narodu spadała na poziom kolaboracyjnej ugody”. Rosja oczekiwała „zawsze tylko bezwarunkowej kapitulacji i całkowitej rezygnacji z wszelkich praw narodowych”.

W eseju tym Łojek opisuje próby strony polskiej doprowadzenia do ugody z Rosją, które zawsze kończyły się klęską, osłabieniem woli walki i tkanki narodowej. Tak było w epoce napoleońskiej, gdzie starcie dwóch koncepcji – rosyjskiej Czartoryskiego i napoleońskiej doprowadziło do rezerwy społeczeństwa polskiego wobec walki o Polskę. Nie doszło dlatego do odrodzenia Rzeczpospolitej w kształcie przedrozbiorowym.

Litwa „w czasie kampanii roku 1806–1807 pozostała w stanie absolutnej martwoty. (…) społeczeństwo polskie przegrało swoją największą szansę dziejową”.

To samo było przed Powstaniem Listopadowym. „Cała orientacja rosyjska miała się zawalić wskutek zastosowania przez dwór rosyjski bardzo drastycznych posunięć represyjnych przeciwko społeczeństwu polskiemu. Wskutek likwidacji polskiej autonomii, sejmu, armii, w miarę samodzielnej administracji i wprowadzeniu rządów okupacyjnych”.

Orientacja rosyjska zaczęła się znowu rozwijać na ziemiach polskich w okresie reform Aleksandra Wielopolskiego, ale także doprowadziła do klęski, bo „dla rosyjskich sfer rządowych była niemal prowokacją”. A nie zaspokajała aspiracji polskiego społeczeństwa.
Było słabiutkie, „tłumione metodą totalnego terroru, przy nikłym wysiłku społeczeństwa – pisał Jerzy Łojek o powstaniu styczniowym. Fragment obrazu Maksymiliana Gierymskiego, „Patrol powstańczy” Fot. Muzeum Narodowe w Warszawie
Ale Łojek nie był apologetą powstania styczniowego, wręcz odwrotnie, uważał, że wybuchło w wyniku prowokacji Wielopolskiego w postaci branki do wojska młodzieży nastawionej patriotycznie. Było „słabiutkie”, „tłumione metodą totalnego terroru, przy ogólnie bardzo nikłym (…) wysiłku społeczeństwa na rzecz sprawy narodowej”. Nie mówiąc o licznych przykładach negatywnego stosunku do walki zbrojnej o niepodległość, „nie wspominając już o jawnej zdradzie narodowej, w tamtych latach wcale nierzadkich”.

Jak pisze dalej Łojek: „Niestety, większość społeczeństwa polskiego przez cały wiek XIX a priori akceptowała tezę, że odzyskanie niepodległości jest niemożliwe”.

Marek Kornat podkreśla, że Łojek opowiadał się „po stronie insurekcyjnego patriotyzmu”. To prawda, ale trzeba uwzględnić tę poprawkę, że chodziło mu zawsze o insurekcję racjonalną, z wykorzystaniem siły duchowej i materialnej tych warstw społeczeństwa, które powinny być świadome wartości, jaką jest niepodległość państwa polskiego. A z tym było najtrudniej.

Pod koniec XIX wieku orientacja rosyjska odżyła znowu w programie endecji, dla której „jedynym partnerem był dwór rosyjski”, innymi słowy uległość wobec Rosji.

Natomiast według „koncepcji PPS państwo polskie musiało się odrodzić w walce z Rosją, partia ta stanęła więc na gruncie orientacji antyrosyjskiej, co wynikało z logiki sytuacji międzynarodowej lat 1900–1914 i z logiki narodowej, którą PPS przyjęła. Była to tradycja niepodległościowo-powstańcza...”.

Dla Łojka podstawową przyczyną podległości Rosji nie są obiektywne czynniki materialne, ludnościowe czy inne wynikające z potencjału żywiołu polskiego, bo pod w tym względem byliśmy w stanie opierać się Rosji, tylko właśnie siła zdobywania umysłów Polaków przez orientację rosyjską. I odnosił ten problem także do czasów PRL-u: „Myślenie kategoriami «endeckimi» spotykane jest w Polsce po dziś dzień nadzwyczaj często, a elementy tej ideologii zdominowały nawet ideologię «marksistowsko-leninowską», która jest oficjalnym systemem ideowym Polski komunistycznej”.

Natomiast zróżnicowany był stosunek dwóch pozostałych zaborców do sprawy polskiej, najbardziej pozytywnie do naszych aspiracji nastawiona była Austria, natomiast Prusy wykazywały wstrzemięźliwość we wspieraniu Rosji w czasie tłumienia dwóch powstań: listopadowego i styczniowego („przez cały wiek XIX wojska pruskie nigdy nie przystąpiły do czynnych działań przeciwko Polsce na żądanie Rosji” – s. 609). To również można było odczytać w 1981 roku jako jednoznaczne skonstatowanie, że niepodległość możemy odzyskać po odrzuceniu opcji rosyjskiej i wybraniu Zachodu.

Ale może największą zaletą analiz Łojka było właśnie wskazywanie, że Polacy, mimo braku swojego, samodzielnego państwa mieli potencjał do samostanowienia. Jego pisarstwo historyczne było zatem odtrutką na defetyzm w walce o niepodległość.

Kto sprzyjał Rosji?

Wnioski dotyczące kręgów społecznych politycznie uświadomionych w pierwszej połowie XIX Łojek pogłębi w swojej kolejnej książce, „Opinia publiczna a geneza Powstania Listopadowego”. Jest to dzieło, które uzupełnia jego sławną książkę z 1966 roku, „Szanse powstania listopadowego oraz Studia nad prasą i opinią publiczną w Królestwie Polskim (1815–1830)”. Dzięki temu poznajemy dogłębnie epokę przedpowstaniową, czyli zaskakujące przyczyny zakorzeniania się w społeczeństwie polskim opcji rosyjskiej, a następnie proces odwrotny, czyli bunt przeciwko samej Rosji.

Łojek pisze, że geneza powstania listopadowego to przede wszystkim problem narastania gotowości do wystąpienia zbrojnego wśród społecznie nieuprzywilejowanych, może nie najliczniejszych (…), ale najbardziej zdeterminowanych warstw ludności Królestwa Kongresowego”.
Przyjaciel przyszłego cara, kochanek jego żony. Książę Adam Jerzy Czartoryski na fotografii Nadara. Fot. Wikimedia
Już w epoce napoleońskiej warstwy uprzywilejowane sprzyjały Rosji. Tu sztandarową postacią był książę Adam Jerzy Czartoryski (jego biologicznym ojcem był ambasador rosyjski Repnin), w młodości przebywający długo na dworze petersburskim, gdzie zaprzyjaźnił się z księciem Aleksandrem, przyszłym carem (był zresztą przez lata kochankiem jego żony, księżnej Elżbiety, też przyszłej carowej). Te powiązania księcia Czartoryskiego będą – jak pisze Łojek – „źródłem szczególnego rozdarcia psychicznego księcia Adama Jerzego”.

Opcja rosyjska miała szerokie poparcie w najwyższych warstwach Księstwa Warszawskiego, a „znaczna część szlachty i magnaterii polskiej na Litwie, Białorusi i Ukrainie angażowała się czynnie po stronie dworu petersburskiego”. Utworzenie Królestwa Polskiego na mocy Kongresu Wiedeńskiego w 1815 roku odebrano w kraju z nadzieją, mimo że właśnie Aleksander I, w którym pokładano tę nadzieję, oddał Prusom część ziem Księstwa Warszawskiego (z własnej woli oddał Wielkopolskę i ziemie z dawnych Prus Królewskich, a rejon Krakowa Austrii). Tym samym zmniejszył o jedną trzecią potencjał Królestwa Polskiego, i tak podporządkowanego Rosji.

Podwójne życie księżnej Anny Czartoryskiej

Uważa, że nic tak nie szkodzi wizerunkowi Polski we Francji jak bezdomni, głodni i często pijani Polacy.

zobacz więcej
Jak pisze Łojek: „chciał pozyskać dla Rosji część ziem polskich, lecz tyle tylko, ile dałoby Polakom możliwość egzystencji ograniczonej i niezdolnej do emancypacji”. Nadał nowemu tworowi, połączonemu z Cesarstwem Rosyjskim, konstytucję i obiecał „rozszerzenie wewnętrzne”, co rozumiano jako przyłączenie ziem przynajmniej trzeciego i drugiego zaboru rosyjskiego.

Królestwo obejmowało tylko jedną trzecią, a może nawet jedną czwartą ludności zamieszkałej na obszarach dawnej Rzeczypospolitej, czyli ponad 4 mln z około 15 milionów. Ta obietnica cara „rozszerzenia wewnętrznego” była gwarancją lojalności większości Polaków.

Jednak z czasem okazywało się, że wszystkie obietnice, utrzymania swobód zapewnionych przez konstytucję i „rozszerzenia wewnętrznego”, były bez pokrycia, wręcz odwrotnie, polityka samodzierżawia coraz bardziej obowiązywała też w Królestwie. Łojek wylicza, że z tych 4 mln zamieszkałych pod koniec lat 20. XIX wieku w Królestwie około 300 tys. posiadało jakiś zasób świadomości politycznej.

Wśród tej opinii publicznej wyróżnia trzy nurty: lojalistyczno-ugodowy, umiarkowanie opozycyjny i plebejsko-radykalny. Nurt pierwszy liczył zaledwie około 1 tys. osób, „lecz z powodu najwyższej pozycji społecznej i wpływów politycznych” miał decydujące znaczenie dla losów kraju i był najbardziej przywiązany do panowania cara w Polsce. Ci ludzie zasiadali w rządzie i w wyższej administracji, a konstytucję traktowali jak fikcję, z którą monarcha nie musi się liczyć. Należeli do niego wszyscy też prawie biskupi i cała generalicja oraz ogromna większość wyższych oficerów.
Do nurtu ugodowców Łojek zalicza między innymi gen. Józefa Chłopickiego i płk. Jana Skrzyneckiego. Fragment obrazu pędzla Januarego Suchodolskiego „Generałowie Chłopicki i Skrzynecki na czele wojsk polskich” . Fot. http://www.pinakoteka.zascianek.pl/Wikimedia
To było „moralno-polityczne upodlenie” byłych „napoleończyków”, którzy okazali się opoką nowego systemu, choć w społeczeństwie byli nadal postrzegani jako patrioci. Nieświadomość tego faktu „w szerszych kręgach społeczeństwa Królestwa miała stać się prawdziwą tragedią powstania listopadowego”.

Tak więc „ugodowy lojalizm rozwijał się w środowisku najbardziej uprzywilejowanym”, a „odzyskanie niepodległości byłoby dla tej grupy ludzi – w których ręce dostanie się przecież ster wszelkich działań militarnych powstania listopadowego – klęską ostateczną, gdyż zburzyłoby całą strukturę uprzywilejowań politycznych i socjalnych, wytworzonych w Królestwie związanych z Imperium Rosyjskim”. Do tego nurtu Łojek zalicza między innymi gen. Józefa Chłopickiego, płk. Jana Skrzyneckiego.

Drugi nurt, umiarkowanie opozycyjny, był znacznie liczniejszy, popularny „wśród rzeszy społeczeństwa dzięki głoszonym otwarcie hasłom «narodowości», autonomiczności Królestwa i praw politycznych narodu polskiego”. Stał on na gruncie uznania aktualnego ustroju w Królestwie, aby był tylko przestrzegany. „O odzyskaniu pełnej niepodległości w kołach tych w ogóle nie marzono”. Były w nim osoby bardziej ugodowe, jak książę Adam Jerzy Czartoryski czy Julian Ursyn Niemcewicz, i bardziej radykalne, jak bracia Niemojewscy.

Marsowy profil i legenda wystarczyły, żeby stanął na czele powstania. Foch generała

Jest rzeczą zdumiewającą, jak można w kwiecie wieku spędzić 12 lat, nie robiąc literalnie nic.

zobacz więcej
I nurt trzeci: plebejsko-radykalny, liczebnie przewyższający co najmniej dziesięciokrotnie oba środowiska wyżej wymienione. Byli to rzemieślnicy, ludzie żyjący z handlu, oficjaliści prywatni na wsi, nauczyciele, niżsi oficerowie, żołnierze w służbie czynnej. Stanowili żywioł niezadowolony z istniejącej sytuacji, nastawiony najbardziej patriotycznie, ale „postulaty i nadzieje formułowano z trudem i dość przypadkowo”. Był zatem niewyrobiony politycznie, gotowy do walki, ale przywództwo powstania oddał przedstawicielom tych dwóch nurtów ugodowych.

Jednak „to właśnie stanowisko radykalno-plebejskiego nurtu opinii zadecyduje o sukcesie powstania w Warszawie w nocy z 29 na 30 listopada 1830 roku”. Ale zanim do tego dojdzie musiała zmienić się świadomość opinii publicznej, z lojalizmu wobec caratu na dążenie do odzyskania niepodległości.

O dziwo wpływ na to miało powstanie dekabrystów w Rosji, a przede wszystkim upublicznienie raportu komisji śledczej, gdzie dekabryści w porozumieniu z niewielką grupką polskich konspiratorów deklarowali „odłączyć Polskę od Rosji i przywrócić jej niepodległość na dawną stopę”.

Jak pisze Łojek w 1826 roku, komisja śledcza, piętnując konspiratorów przez ujawnienie ich zamiarów „zdefiniowała i skrystalizowała cele polskiej walki narodowej”, na co „nie mogły się dotąd zdobyć konspiracje narodowe w Królestwie Polskim”.

Złamany za młodu

Łojek podkreśla, że zarówno Wolnomularstwo Narodowe (powstało w 1819 roku), jak i Towarzystwo Patriotyczne (powstało w 1821 roku) „nie miały najmniejszego zamiaru jakiegokolwiek zrywania z Rosją i nie brały w ogóle pod uwagę możliwości skierowania narodu polskiego do walki zbrojnej o pełną niepodległość”. Ale wykrycie ich konspiracyjnej działalności przez władze, następnie skazanie na więzienie Waleriana Łukasińskiego (w 1822 roku), a później półjawny proces w senacie członków Towarzystwa Patriotycznego (trwał od 1827 do 1828 roku), spowodowały zmianę opinii publicznej, szczególnie ożywienie jej nurtu radykalno-patriotycznego.
Satyryczny rysunek z epoki: „Spokój panuje w Warszawie” autorstwa Charles'a Josepha Traviesa De Villiers. Fot. Wikimedia
Ale nawet gdy w grudniu 1828 roku zawiązał się spisek patriotyczny w Szkole Podchorążych, jego inicjator, Piotr Wysocki, „nie dopuścił do wyraźnego włączenia w tekst przysięgi związkowej deklaracji, iż nowy związek tajny dążyć będzie do niepodległości Polski. Zapatrzony ślepo w doktrynę epigonów Towarzystwa Patriotycznego, Wysocki nie wyobrażał sobie działania samodzielnego, wszelkie prace stworzonego przez siebie związku postanowił podporządkować kontroli popularnych postaci. (…)

Już w zaraniu sprzysiężenia zwichnięto wtedy jego siłę największą – gotowość do całkowitego przekreślenia systemu politycznego Królestwa Polskiego i podjęcia walki o pełną niepodległość przy użyciu wszystkich sił narodu. (…)

Niestety, Wysocki i jego towarzysze nie dostrzegli siły i znaczenia swojej potencjalnej postawy społeczno-politycznej: radykalno-patriotycznego nurtu opinii publicznej w Królestwie; natomiast z uporem dopatrywali się swojego oparcia w legalistycznym środowisku umiarkowanej opozycji, która nie tylko obawiała się walki zbrojnej o całkowitą niepodległość, ale co więcej – niepodległości w ogóle nie pragnęła i nie szukała. Stąd wywieść się miała ich całkowita klęska polityczna, a potem klęska powstania listopadowego”.

Łojek analizuje inne okoliczności, które przyczyniły się do wybuchu powstania, szczególnie rewolucję we Francji oraz Belgii latem 1830 roku. I konkluduje: „Gotowość ludu Warszawy do podjęcia narodowego powstania była właściwie jedynym znaczącym elementem sytuacji, w której rozpoczęło się powstanie, (…) wybuchło wskutek dojrzenia do czynu zbrojnego znacznej części ogółu społeczeństwa Królestwa”.
Ogólny wniosek dotyczący okresu zaborów, jaki nasuwa się, czytając Łojka, jest niestety oskarżeniem wobec żywiołu polskiego, że nie wyłonił z siebie – tak jak we Francji – odpowiedniej struktury społecznej do obrony swojej niepodległości.

W referacie z sesji naukowej z 1981 roku, a wydrukowanym w „Zeszytach Historycznych” w Paryżu w 1983 roku, pt. „Idea niepodległości w okresie zaborów”, pisze, że silniejszy był „polski program antyniepodległościowy”, mimo że formalnie nie wyartykułowany: „O słabości i nieefektywności polskich działań niepodległościowych w XIX w. przesądzał jednak fakt, że ogół zasobów materialnych i rzeczywistych sił politycznych Polski znajdował się pod kontrolą i w dyspozycji tych stosunkowo nielicznych, ale najbardziej znaczących środowisk, które odzyskaniem niepodległości nie były bynajmniej zainteresowane”.

I tak było, gdy mieliśmy największe szanse na pełną niepodległość – w epoce napoleońskiej, gdyż szlachta bała się sojuszu z Francją, ponieważ patrzyła na nią przez pryzmat rewolucji francuskiej i „obawiano się zburzenia istniejącej struktury społecznych uprzywilejowań i systemu władzy”, a to gwarantowała Rosja.

I ten schemat – obawy o zburzenie dotychczasowej struktury społecznej – powtórzy się przy powstaniu listopadowym i styczniowym, choć już w mniejszych proporcjach, bo do głosu częściowo będą dochodzić niższe warstwy społeczeństwa.
Maksymilian Gierymski, „Szarża rosyjskiej artylerii konnej”. Fot. http://www.pinakoteka.zascianek.pl
Ale sam Łojek w wywiadzie udzielonym w 1983 roku powiedział to wprost: „Zawsze podkreślałem w moim pisarstwie historycznym, że problem walki niepodległościowej nie był problemem realizmu czy nierealizmu politycznego, ale lęku przed zwichnięciem struktur społecznych. Właśnie grupy społecznie uprzywilejowane tę walkę hamowały”.

Wypowiadał to zdanie w 1983 roku, gdy Polska znowu pogrążyła się w czarnej nocy stanu wojennego, wprowadzonego przez oligarchię komunistyczną, gdzie nadzieja na samostanowienie przygasła, a opór społeczny i konspiracja słabły. Przywołał postawę społeczeństwa z okresu zaborów, kiedy uważano, że konspiracja jest szkodliwa: „nie tylko nie należy jej wspierać, ale wręcz należy ją zwalczać. (…) walki z konspiracją nie uważano za zdradę, lecz przeciwnie, za ratowanie Ojczyzny, za jedyny sposób ocalenia narodu przed kolejnym tragicznym, bezsensownym rozlewem krwi w beznadziejnej konfrontacji z Moskwą”.

Była to oczywiście smutna aluzja do czasów współczesnych, mimo że dotyczyła okresu historycznego. Tylko językiem ezopowym, aluzyjnym można było w prasie wychodzącej wtedy oficjalnie, nawet jeśli była to niereżimowa, katolicka „Powściągliwość i Praca”, wyrażać poglądy na rzeczywistość.

– Jerzy Kłosiński

TYGODNIK TVP, ul. Woronicza 17, 00-999 Warszawa. Redakcja i autorzy


Tytuł i śródtytuły od redakcji; zdjęcie autora PAP/Tomasz Gzell
Zdjęcie główne: Fragment obrazu Wojciecha Kossaka „Starcie belwederczyków z kirasjerami rosyjskimi na moście w Łazienkach 29 listopada 1830”. Fot. http://www.pinakoteka.zascianek.pl/Wikimedia
Zobacz więcej
Historia Najnowsze wydanie
Setki manifestantów utopionych w rzece? Fakty czy legenda
Prezydent przyjął wersję wydarzeń przygotowaną przez komunizujących historyków.
Historia Najnowsze wydanie
Ścięty na gilotynie. Śląski męczennik
Dlaczego młody ksiądz został oskarżony o zdradę stanu?
Historia Poprzednie wydanie
Polska pod obcym protektoratem. Suwerenność reglamentowana
Skoro sami Polacy zaprosili „zagranicę” do ingerencji, trudno, żeby nie skorzystała.
Historia Poprzednie wydanie
Sybiraczka z rodu Mickiewiczów
Dwa tygodnie po śmierci synka przyszła paczka od męża przez Czerwony Krzyż z Persji. Myślałam, że mnie to zabije. Czemu nie przyszła wcześniej!
Historia Poprzednie wydanie
Miał kmicicowatą naturę. Pierwszy rzucał butelkę z benzyną
Śmierć przyszła po Baczyńskiego wcześniej, i to na polu chwały, a nie w ubeckich kazamatach, jak dopadła „Anodę” Rodowicza.