Cywilizacja

Czy były prezydent spróbuje odzyskać stanowisko?

Skazywany kolejnymi wyrokami Nicolas Sarkozy wydał książkę, w której prezentuje się jako – jak na francuskie warunki – wyrazisty konserwatysta. Czy to zapowiedź jego powrotu do polityki? Tylko ona mogłaby mu teraz zapewnić jakiś immunitet lub parasol ochronny.

Francuski radiosłuchacz, który w ubiegły wtorek trafił przypadkowo na program publicystyczny Punchline popularnej prezenterki Laurence Ferrari na falach radia Europe 1, mógł doznać prawdziwego szoku. Oto zaproszony gość perorował o francuskiej kulturze i europejskiej cywilizacji, a nawet o zachodniej demografii, głosząc tezy, które wedle nadsekwańskich kryteriów mogłyby spokojnie zakwalifikować go do skrajnej prawicy.

Niespodzianka! Energicznym piewcą politycznej niepoprawności był nie kto inny jak Nicolas Sarkozy, prezydent Francji w latach 2007-12 i długoletni lider centroprawicy, obecnie na politycznej emeryturze, który promował w ten sposób swoją nową książkę.

Moda na łamanie tabu

Nie sposób nie odnieść wrażenia, że niespełna rok przed wyborami prezydenckimi nad Sekwaną przesuwają się linie dyskursu politycznego. Francuska prawica, od lat 70. XX wieku tkwiąca w entropicznym ześlizgu w lewo, wspomaganym od czasu do czasu przez kolejnych „strategów” przekonujących, że ruch gaullistowski powinien skręcać jeszcze bardziej ku centrum, wydaje się dość wyraźnie przestawiać wektory i odwracać się od długoletniej ideologicznej służalczości i kompleksu niższości wobec lewicy – przynajmniej na poziomie werbalnym.

Wygląda to jakby na francuskiej centroprawicy zapanowała jakaś nowa moda na łamanie politycznie poprawnych tabu. Łamanie ostrożne i może mało spektakularne, ale jednak zauważalne. Nie tak dawno były minister i komisarz europejski (i to dwukrotny), a obecnie kandydat w wyborach prezydenckich Michel Barnier wysunął kontrowersyjny projekt moratorium na imigrację, a już dwa tygodnie później wszyscy inni jego rywale z centroprawicy licytują się z nim na coraz ostrzejsze postulaty antyimigracyjne.

Ba, ostatnio nawet prezydent Emmanuel Macron, którego nieskuteczność w zwalczaniu nielegalnej imigracji mogłaby posłużyć za wzorzec z Sèvres, postanowił podpiąć się pod ten trend, przejmując z arsenału programowego Barniera niewyobrażalny do niedawna pomysł szantażu wizami. W odwecie wobec państw odmawiających przyjęcia swoich obywateli deportowanych z Francji podjęta została decyzja o zmniejszeniu o połowę liczby przyznawanych ich obywatelom wiz. Na pierwszy rzut poszły takie państwa arabskie północnej Afryki jak Algieria (przyjęła 22 na 7731 deportowanych), Maroko (80 na 3301) i Tunezja (131 na 3424).

Prztyczek w nos

Nicolas Sarkozy dołączył do tego centroprawicowego chóru nieśmiałych ikonoklastów w sposób nieco odmienny, wybierając inną tematykę i inny kąt ataku, a mianowicie nie politykę migracyjną – zważywszy być może na fakt, że jego zasługi jako ministra spraw wewnętrznych, a potem prezydenta w zwalczaniu nielegalnej imigracji są bardziej niż mizerne – ale przybierając posturę obrońcy cywilizacji i atakując obecnie dominujący w świecie (głównie anglosaskim) nurt woke i cancel culture.
Nicolas Sarkozy 29 września 2021 przed spotkaniem autorskim w Madrycie promującym jego najnowszą książkę "Promenades". Fot. Rodrigo Jimenez / EFE / Forum
Sarkozy składa hołd francuskiemu dziedzictwu kulturowemu, ale także broni fundamentów zachodniej cywilizacji w swej nowej książce, na której promocję został zaproszony właśnie do programu Punchline w radiu Europe 1, transmitowanego również w telewizji informacyjnej CNews. Ten wybór też nie jest bez znaczenia. Obie te stacje pozostają pod kontrolą grupy Vivendi należącej do katolickiego miliardera Vincenta Bolloré, który znany jest z sympatii prawicowych.

Grupa ta jest przedmiotem nieustannych ataków ze strony reszty mediów francuskich, publicznych i prywatnych, których ostry przechył w lewo jest tajemnicą Poliszynela, co jednocześnie czyni owe stacje oazą, gdzie głos prawicy jest słyszalny.

To właśnie telewizja CNews postawiła na publicystę Erica Zemmoura, dając mu codzienny program autorski, z obopólnym zyskiem, gdyż promocja niepoprawnego eseisty przełożyła się na rekordy oglądalności małej stacji. Wybór byłego prezydenta, by promocję swojej książki zainaugurować w tych właśnie mediach jest jak prztyczek w nos dla dominującej ideologii i wypowiedzenie wojny politycznej poprawności.

Wszystko jest polityczne

Tym bardziej, że jego nowa książka „Promenades” (Spacery), choć nie poświęcona zagadnieniom polityki, ale kultury i cywilizacji, jest mimo wszystko bardzo polityczna i ideologiczna. Sarkozy na trzystu bogato ilustrowanych stronach opowiada, jak postrzega kulturę i jak nauczył się stopniowo doceniać artystów i pisarzy, których osobisty wybór przedstawia w drugiej część dzieła.

W tym krótkim tekście, któremu towarzyszy prezentacja wybranych przez niego dzieł, były prezydent – prezentujący się tu jako koneser sztuki samouk – opowiada o swoich gustach artystycznych i osobistych upodobaniach. Uniwersum sztuki przedstawione w tej książce jest bardzo klasyczne, bardzo europejskie i bardzo francuskie. Jest to rodzaj światowej interwencji w debatę publiczną w czasie, gdy znaczną część świata kultury dąży do zdekonstruowania jej fundamentów.

Czy zatem wybór tematu jest celowy? Czy to forma zabrania głosu w debacie, która we Francji nabiera rozmachu? W przypadku Nicolasa Sarkozy'ego wszystko jest polityczne, nawet jeśli on sam dystansuje się od tego aspektu i próbuje przekonać czytelnika o szczerości swojej pasji. „Przez dziesiątki lat nie chciałem mówić o swojej pasji artystycznej” – pisze. „Kiedy byłem zaangażowany w politykę, bałem się, że to, co mówię, będzie postrzegane jako narzędzie komunikacji i że w końcu zostanie odebrane jako nieszczere. Teraz, kiedy odszedłem z życia partyjnego, odzyskałem wolność mówienia o tym, co jest dla mnie naprawdę fundamentalne”.

Swojej książki nie przeczytał do końca

Kim jest Francuz, który broni Polaków?

– Od dwudziestu lat przyjmujemy ustawy, które tworzą oficjalną wersję francuskiej historii, a teraz dajemy lekcję Polsce? – pytał retorycznie Éric Zemmour.

zobacz więcej
Zapewnienia Sarkozy’ego o braku politycznych podtekstów aż się proszą o przytoczenie znanej formuły XIX-wiecznego polityka rosyjskiego Aleksandra Gorczakowa: „Nie wierzę w niezdementowane informacje”. Powiedzmy szczerze: obraz prezydenta, który wprowadził do języka francuskiego zwrot „bling bling” [nazywano go prezydentem bling bling czyli prezydentem błyskotką – red.] i kojarzy się opinii publicznej raczej z nuworyszowskiego podejścia do ostentacyjnych oznak bogactwa, jako kustosza wirtualnego muzeum francuskiego geniuszu artystycznego jest dość niespójny i mało wiarygodny.

Więc jeśli Sarkozy postanowił wydać ten kolorowy album z przemyśleniami o kulturze, bo do tego w sumie sprowadzają się jego „Spacery”, to można domniemywać ukrytej intencji. Hipoteza ta jest uzasadniona faktem, że nie jest on raczej znany jako utalentowany autor, mogący pretendować do fotela w Akademii Francuskiej jak Valéry Giscard d’Estaing, jeden z jego poprzedników w Pałacu Elizejskim.

Poprzednie jego książki zostały napisane przez literackich „murzynów”, co wynika jasno z analizy przeprowadzonej przez szwajcarską firmę OrphAnalytics, której algorytmy są w stanie wykryć różnice w stylu i inne rozmaite detale pozwalające zidentyfikować rzeczywistego autora. Zresztą sam Sarkozy przyznał kiedyś w prywatnej rozmowie z europosłem Paulem-Marię Coûteaux, że swojej pierwszej książki nie dał rady przeczytać do końca.

Autor chwaląc bliskich mu artystów i autorów, pragnie przestrzec przed „kulturą anulowania” (cancel culture), która zaczyna czynić nad Sekwana spustoszenie równe szkodom wyrządzanym w krajach anglosaskich, przypomina o znaczeniu francuskiego dziedzictwa kulturowego i broni fundamentów zachodniej cywilizacji.

Szacunek dla korzeni

Kluczowe jest niewątpliwie to stwierdzenie, które jednych zachwyci, a u innych wywoła pianę na ustach: „nasza cywilizacja nie ceni już samej siebie”, nowi cenzorzy chcą narzucić terror ideologiczny, jesteśmy zmuszani do „odbielenia się” (czyli do deprecjonowania białej rasy), do demaskulinizacji. Sarkozy szokuje, bo mówi z grubsza to samo, co twardzi konserwatyści, których poglądy nie są mile widziane ani w mediach głównego nurtu, ani w oficjalnym życiu kulturalnym.

Były prezydent przedstawia wizję kultury francuskiej nierozerwalnie związanej z francuską tożsamością: „jesteśmy spadkobiercami niezwykłej cywilizacji”. I od razu bierze na celownik lewicową polityczną poprawność, cancel culture i ideologię woke. „Jesteśmy być może pierwszym pokoleniem, które postanowiło nie zachowywać nic z tego, co przekazali nam nasi rodzice, dziadkowie i praojcowie”.

„Nie tylko o kulturze się nie mówi, ale kiedy się mówi, to tylko by głosić nienawiść do wielkich fundamentów naszej cywilizacji” – atakuje Nicolas Sarkozy. Przywołuje powieść George'a Orwella „Rok 1984”, by wskazać na niebezpieczeństwa związane z pisaniem historii na nowo. „Monopartia pisze historię na nowo, aby narzucić dyktaturę. Systematyczne pisanie historii na nowo jest niczym innym, jak marszem w kierunku dyktatury”.
W 1976 roku we Francji na niektórych uczelniach zorganizowano strajk przeciw reformie szkolnictwa wyższego. Przeciw strajkującym wystąpiła część studentów, był wśród nich Nicolas Sarkozy (pierwszy z lewej), na zdjęciu w czasie demonstracji na Polach Elizejskich w Paryżu. Fot. AGIP / Rue des Archives / Forum
„Chcą nas zmusić, abyśmy pokutowali za winy naszych przodków. To nie do przyjęcia. Równość nie oznacza jednolitości. Wierzę w tożsamość, a mniej wierzę w równość, która często jest fikcją” – mówi były prezydent. „Nie powinniśmy oddawać hołdu Napoleonowi, bo popełniał błędy? Musimy obalić pomniki Colberta, de Gaulle’a? Przecież to dom wariatów! Musimy pielęgnować naszą przeszłość, znać i kochać naszą historię!”

Czy stoimy dziś w obliczu kryzysu naszej cywilizacji? „Jak w to można wątpić?” – pyta retorycznie Sarkozy, podkreślając, że obecny „kryzys cywilizacyjny” w Europie spowodowany jest z jednej strony wzrostem demograficznym w Azji („to demografia jest czynnikiem sprawczym historii”), a z drugiej „ekstrawaganckim ruchem wstecznym, który każe nam nienawidzić naszej przeszłości”. Francja to kultura, która jest również paradoksalnie czynnikiem integracji. Sarkozy twierdzi, że „długi szereg kościołów i katedr pokazuje nam, gdzie są nasze korzenie” i że należy nauczyć „nowych Francuzów” szacunku i wręcz miłości do tychże korzeni, kultury i języka.

Dziejowe awatary

Niestety, skoro nowe pokolenie Francuzów i Europejczyków nie tylko odrzuca cywilizację, ale uważa ją za zło, to rezultatem może być tylko kryzys. Pobrzmiewa tu echo tez francuskiego historyka Dominique’a Vennera, którego Nicolas Sarkozy bez wątpienia ani nie czytał, ani też zapewne o nim nie słyszał.

Ów eseista, który odebrał sobie życie kilka lat temu w katedrze Notre-Dame w Paryżu, pisał, że obecny kryzys wywołany jest zapomnieniem i zaparciem się europejskiej tożsamości, i to zarówno na poziomie elit politycznych zaślepionych ideologią, jak i zwykłych ludzi, który stracili wiarę w siebie.

Sarkozy mówi, że „to, co nam zagraża, to fakt, że w nic już nie wierzymy”, czyli nie tyle obce cywilizację i ich atrakcyjniejsza oferta kulturowa, ile nasza własna negacja tożsamości. Dokładnie tak pisał Venner, który twierdził, że przeciwieństwem tradycji europejskiej jest nie postęp, ale nihilizm. Jego koncepcja myślowa zakłada, że pod warstwą historii cywilizacji europejskiej istnieje głębsza duchowa rzeczywistość, której owa historia jest manifestacją. Europejska dusza, geniusz przodków ujawnia się w konkretnych realiach historycznych pod postacią kolejnych dziejowych awatarów.

Teraz, mówi Sarkozy, w nic już nie wierzymy, nienawidzimy samych siebie, przerywamy w ten sposób przekazywanie wartości i kultury przyszłym pokoleniom. To naprawdę niesamowite czasy, gdy obliczone na poklask słowa centrowego i demoliberalnego polityka o image dalekim od rycerza cywilizacyjnej krucjaty zbiegają się z myślą niszowego ideowego obrońcy „30 tysięcy lat tożsamości europejskiej” (tytuł jednej z książek Vennera).

Nie chce go lewica, nie chce prawica

Eurokraci zgrzytają zębami. Francuz gorszy niż Polacy

Kandydat na prezydenta Francji zaatakował podstawy Unii Europejskiej, której przez dekady wiernie służył.

zobacz więcej
Czy ten kopniak w mrowisko, jak obrazowo ujmują to Francuzi, oznacza powrót Sarkozy’ego do polityki? Trzeba przyznać, że publikacja książki na kontrowersyjny i niepoprawny temat to dobry sposób na popchnięcie furtki do tego świata. Nowa książka to nie tylko jej treść i tematyka – a w albumie z obrazkami trudno dopatrywać się programu wyborczego – ale także promocja, artykuły w prasie, spotkania z czytelnikami, stała obecność w mediach etc.

Formułę wykorzystuje z powodzeniem wspomniany wcześniej Eric Zemmour, patriotyczny publicysta i niespodziewany kandydat na prezydenta zbierający w ostatnich sondażach po kilkanaście procent, który na spotkaniach z czytelnikami gromadzi wielotysięczne tłumy. Czyżby Sarkozy postanowił skopiować jego przepis na sukces?

Na pierwszy rzut oka pomysł powrotu do czynnej polityki zakrawa nieco na masochizm. Francuzi po prostu go nie chcą. Dla lewicy jest zbyt radykalny, prawie skrajny. Jest zresztą w tym nieco racji: to właśnie dzięki przejęciu części retoryki Frontu Narodowego w temacie przestępczości i bezpieczeństwa Sarkozy wygrał wybory prezydenckie w 2007 r. Z kolei prawica zarzuca mu, że jego polityka ograniczyła się do retoryki i pomimo prezydenckich prerogatyw niewiele w tym temacie zrobił, a wręcz kontynuował politykę swoich poprzedników.

Raz już zresztą Sarkozy próbował zorganizować swój come back i ponownie wystartować w wyborach prezydenckich, ale pomimo przejęcia sterów gaullistowskiej partii UMP w 2014 r. po niespełna dwuletnim urlopie od polityki, przegrał on sromotnie prawybory centroprawicy w 2016 r., uzyskując raptem 20% poparcia, co skłoniło go do powtórnego odejścia z polityki.

Nie chce go lewica, nie chce prawica, a i zwykli szarzy obywatele też nie za bardzo życzą sobie powrotu osobistości, o której częściej niż w dziale „polityka” mówi się w kronice sądowej z powodu jego licznych procesów.

Skazany w marcu, skazany we wrześniu

Ale skoro ten, którego nazywają „Hudinim francuskiej polityki”, który potrafi wybrnąć z najbardziej niekorzystnej sytuacji, już dwa razy odchodził z życia politycznego, to nic nie stoi na przeszkodzie, aby drugi raz też wrócił. Nawet jeśli jego start w wyborach prezydenckich w 2022 r. wydaje się raczej niemożliwy, to może po prostu chce zaklepać miejsce na ławce rezerwowych, na wypadek gdyby inni, poważniejsi gracze francuskiej centroprawicy się wykruszyli?

Nie jest to takie nieprawdopodobne. Sarkozy ma 66 lata, czyli mniej niż Trump i Biden w momencie zaprzysiężenia. Ma też doświadczenie polityczne, sieć kontaktów, i nigdy tak naprawdę nie zrezygnował w pełni z obecności w życiu publicznym. Nie można zapominać, że to on właśnie doradzał prezydentowi Macronowi podczas kryzysu „żółtych kamizelek” i to być może dzięki niemu prezydent nabrał pewności siebie, rezygnując z trzymania w gotowości helikoptera w ogrodzie pałacu Elizejskiego podczas cosobotnich manifestacji.
Były prezydent Nicolas Sarkozy i ówczesny minister gospodarki Emmanuel Macron w czasie obchodów zakończenia II wojny światowej w Paryżu w 2016 roku. Fot. Philippe Wojazer / Reuters / Forum
Nicolas Sarkozy ma inną mocną motywację: są nią jego rozliczne afery i procesy – na obecną chwilę jest ich 12. Jego książka pojawia się w delikatnym momencie dla byłego prezydenta, który 1 marca tego roku został skazany w pierwszej instancji na trzy lata więzienia, z czego dwa w zawieszeniu, za korupcję w tzw. aferze podsłuchowej. Zaś przed kilkoma dniami, 30 września 2021 został uznany za winnego nielegalnego finansowania kampanii przed wyborami prezydenckimi w 2012 roku i skazany na rok pozbawienia wolności z możliwością odbywania kary w domu.

To pierwszy taki przypadek w dziejach V Republiki, że były prezydent zostaje skazany na karę bezwzględnego pozbawienia wolności. Na razie Nicolas Sarkozy złożył apelację od marcowego wyroku, co zawiesza wyrok. Oczekuje się, że także odwoła się od wrześniowego orzeczenia, ale jakiś immunitet albo przynajmniej parasol bardzo by mu się przydał.

Nie tylko książka z autografem

Może więc ten nieśmiały powrót do życia politycznego, nawet w tak zawoalowanej formie jak promocja książki w mediach, to próba ponownego zaważenia, pokazania, że coś się jeszcze znaczy, puszczenie oka do przyszłego prezydenta, niezależnie od tego, czy zostanie nim Macron, czy ktoś z prawicy, czy wreszcie inny kandydat.


Sarkozy dobrze pamięta, że to niesnaski z jego następcą François Hollande’em zaowocowały spuszczeniem ze smyczy śledczych i prokuratorów, którzy dobrali się do jego rozlicznych afer. Upolitycznienie prokuratury i wymiaru sprawiedliwości we Francji nie zostawia politykowi wziętemu na celownik żadnych szans, jeśli czynniki decyzyjne zdejmą parasol ochronny. Przekonał się o tym trzykrotny premier Francji François Fillon, którego zwyczajne kumoterstwo, powszechne we francuskiej klasie politycznej, pozbawiło realnych szans na prezydenturę.

A Sarkozy ma się czego obawiać: afery korupcyjne jego własne i jego współpracowników, finansowanie kampanii wyborczej przez libijskiego przywódcę Muammara Kaddafiego (bagatela 50 mln euro, czyli dwa razy tyle, ile oficjalny budżet), afera podsłuchowa i wiele innych, a w każdej grożą mu surowe wyroki.

Czy zatem książka „Promenades” mogłaby być zwiastunem powrotu byłego prezydenta? Wiele na to wskazuje. Nicolas Sarkozy nie ogranicza się do promocji w mediach i przyciąganiu uwagi politycznie niepoprawnymi bon motami. W ostatnim tygodniu spotkał się nieoficjalnie z prezydentem regionu paryskiego Valérie Pécresse, ma się też spotkać z Xavierem Bertrandem, liderem sondaży wśród kandydatów centroprawicy. Można się założyć, że konkurujący ze sobą politycy, którzy zetrą się w prawyborach przed wyborami prezydenckimi w 2022 roku, nie ograniczają się do proszenia go o autograf z dedykacją.

Sarkozy właśnie pokazał, że pisanie książek jest – parafrazując Clausewitza – kontynuacją polityki innymi środkami.

– Adam Gwiazda

TYGODNIK TVP, ul. Woronicza 17, 00-999 Warszawa. Redakcja i autorzy

Zdjęcie główne: Nicolas Sarkozy z małżonką Carlą Bruni 17 lipca 2021 na wakacjach na przylądku Cap Negre, gdzie mieści się zamek Faraghi, zamknięta posiadłość rodziny Bruni Tedeschi. Fot. The Mega Agency / Forum
Zobacz więcej
Cywilizacja Najnowsze wydanie
Będzie sobie życie… sztuczne
Można je zaprogramować, by precyzyjnie dostarczało leki i polowało na komórki nowotworowe.
Cywilizacja Najnowsze wydanie
Wiedźmin wydrukuje trzustkę
Polska firma zaczyna produkcję szczepionek na COVID-19. Kolejne pracują nad lekami na raka, cukrzycę czy depresję.
Cywilizacja Najnowsze wydanie
Sytuacja na granicy USA jest jak sprzed Trumpa, tylko gorsza
Złego białego ma zastąpić dobry niebiały. Zmiany demograficzne mogą dać władzę Demokratom na dziesiątki lat.
Cywilizacja Najnowsze wydanie
Wstrząsnął establishmentem. Czy teraz idzie po władzę?
Mówi wprost, nazywając rzeczy po imieniu. Nic dziwnego, że okrzyknięto go „francuskim Trumpem”.
Cywilizacja Poprzednie wydanie
Jak eurokraci usiłują przejąć kontrolę nad Polską
Jan Rokita: Chodzi o oddanie rządów – przynajmniej na jakiś czas – zaufanym funkcjonariuszom instytucji unijnych.