Kultura

Cywil z milicji

Bej okazał się świetnym aktorem, a w pracy pomogła mu miłość do słodyczy. Wspomagany był przez dwa owczarki milicyjne, które – można chyba tak powiedzieć – odgrywały sceny kaskaderskie. Aktorsko były fatalne, bo pies milicyjny był psem traktującym swoje obowiązki jak każdy funkcjonariusz MO. Jak miał tropić to tropił, jak miał gryźć to gryzł. Zero luzu, tylko postawa służbisty.

W 50. rocznicę premiery serialu „Przygody psa Cywila” między innymi o jego bohaterze będzie mowa w TVP Historia w programie „Rola psa w Polsce Ludowej” – wtorek 5 października, godz. 18:30. To 5. odcinek nowego cyklu „W PRL-u", emitowanego na antenie TVP Historia co wtorek po godz. 18.


Druga połowa lat sześćdziesiątych to ten moment dziejowy, kiedy rola psa w Polsce Ludowej staje się wyjątkowa. Do kanonu rodzimej pop-kultury drugiej połowy XX wieku wchodzą dwa psy zwane potocznie wilczurami. Jednym jest reprezentant Ludowego Wojska Polskiego, a dokładniej jego wojsk pancernych, pies Szarik. Drugi to futrzany przedstawiciel resortu spraw wewnętrznych, zbrojnego ramienia władzy ludowej – Milicji Obywatelskiej, o skromnym, nawet sugerującym tajnego współpracownika, imieniu Cywil.

Historia psa Cywila powstała zapewne dzięki sukcesowi „Czterech pancernych i psa”, nawet w drugim odcinku padła propozycja zmiany imienia Cywila na Szarik. Stworzoną przez Krzysztofa Szmagiera opowieść o przygodach psa Cywila można bez wątpienia zaliczyć do najbardziej udanych seriali w dziejach telewizji w Polsce.

Ta opowieść ma wszystko co powinno mieć dobre kino familijne. Potrafi wzruszać i bawić. Siłą tego serialu są doskonałe kreacje aktorskie Wojciecha Pokory, Krzysztofa Litwina i Henryka Bąka. W różnych odcinkach na ekranie pojawiają się tacy aktorzy, jak Piotr Fronczewski, Ryszard Bacciarelli czy Stanisław Tym. Ten ostatni zagrał zbiega z więzienia.

Krzysztof Szmagier w 1966 roku nakręcił reportaż o tresurze milicyjnych psów, bohaterem był jeden o imieniu Selim i taki też tytuł nosił ten trwający kwadrans film. W tamtych latach takie krótkie produkcje puszczano podczas seansów w kinach, między Polską Kroniką Filmową a filmem fabularnym. Krótki metraż Szmagiera nie tylko spełnił pokładane w nim oczekiwania, ale nawet spodobał się tak bardzo, że reżyser niebawem otrzymał propozycję ze strony telewizji nakręcenia filmu fabularnego, którego bohaterem byłby właśnie milicyjny pies.
Musiało być też wsparcie ze strony resortu spraw wewnętrznych, bo tematu milicyjnego telewizja nie podjęłaby przecież bez współpracy i zgody najbardziej zainteresowanych. A takie „życzliwe” poparcie po linii resortowej nie tylko dawało zielone światło dla produkcji, ale i gwarantowało, że milicja włączy się w to przedsięwzięcie. Co też się stało, bo w filmie MO pokazała praktycznie wszystko, co miała do pokazania: helikoptery, radiowozy i motocykle. Użycie takich środków dawało rozmach i miało wpływ na końcowy sukces tego serialu.

Pies milicyjny jest służbistą

Ale sukcesu by nie było, gdyby nie było dobrego scenariusza. I takowy powstał. Inspiracją – oprócz telewizyjnej i milicyjnej zachęty – była historia Beja, psa reżysera, który urodził się w rodowodowym miocie jako siódmy szczeniak. Zgodnie z regułami Polskiego Związku Kynologicznego, stojącego na straży psiej czystości rasowej, taki pies nie miał prawa istnieć, najlepiej, gdyby zaraz po urodzeniu został uśpiony. Bej miał jednak wielkie szczęście. Przeżył, został psem Szmagiera i jego rodziny, a niebawem rozpoczął wielką karierę aktorską, która przeszła do historii seriali w Polsce. Bej jako Cywil jest wymieniany jako jedna z ikon peerelowskiej pop-kultury.

Scenariusz żona Szmagiera przeczytała kilkuletniemu synowi i jego kolegom, a reżyser podczas czytania obserwował chłopców notując miejsca, w których przyszli młodzi widzowie nieuważnie słuchali lub okazywali znużenie. Pierwszy odcinek nakręcono w 1968 roku, dopiero dwa lata później przystąpiono do realizacji kolejnych. Jak opowiadał potem reżyser, powodem było za duże zużycie taśmy i przekroczenie limitu dni zdjęciowych. Ci, którzy decydowali o pieniądzach na serial, nie mogli pojąć i zaakceptować sytuacji, że praca ze zwierzętami na planie wymaga wielu przerw i konieczności grania dubli.

Bej okazał się świetnym aktorem, a w pracy pomogła mu miłość do słodyczy, co zresztą odbiło się potem nie najlepiej na jego zdrowiu. Wspomagany był przez dwa owczarki milicyjne, które – można chyba tak powiedzieć – odgrywały sceny kaskaderskie. Aktorsko były fatalne, bo pies milicyjny był psem traktującym swoje obowiązki jak każdy funkcjonariusz Milicji Obywatelskiej. Jak miał tropić to tropił, jak miał gryźć to gryzł. Zero luzu, tylko postawa służbisty.

Władza jak kierownik zakładu tresury

Psy pokazały, że i bez szkolenia potrafią wykryć chorobę

Człowiek może wyczuć łyżkę cukru w szklance herbaty, a pies podobną porcję wyczuje w basenie.

zobacz więcej
Wielką siłą serialu o przygodach psa Cywila okazały się trzy postacie wykreowane przez aktorów. Grany przez Krzysztofa Litwina sierżant Walczak był trochę nieporadny, fajtłapowaty, trochę też zdystansowany do służby, bez wątpienia jednak ciepły i wzbudzający sympatię. Porucznik Zubek wykreowany przez Wojciecha Pokorę to bezwzględny służbista. Jednak Pokora był mistrzem w odgrywaniu postaci różnych „gnid”. On je ośmieszał, nie wywołując do nich negatywnych emocji. Do postaci porucznika Zubka Szmagier wrócił kilka lat później w serialu „07 zgłoś się”. Ale ten Zubek – grany przez Zdzisława Kozienia – choć był też służbistą, to sprawiał wrażenie postaci archaicznej i zagubionej w świecie Borewiczów. Stał się takim resortowym reliktem.

I wreszcie pułkownik, kierownik Zakładu Tresury Psów Milicyjnych, w którą to rolę wcielił się Henryk Bąk. To milicyjny dobry ojciec. Surowy, ale ciepły i mądry. Zawsze ma rację. Taka miała być władza w Polsce, jak kierownik zakładu tresury.

Cywil bez wątpienia był drugim psem PRL-u, bo palmę pierwszeństwa dzierżył wciąż Szarik, bohater najpierw wydanej w 1964 roku książki Janusza Przymanowskiego „Czterej pancerni i pies”, a potem wersji zekranizowanej w latach 1966-1970 jako serial. Był też szmirowaty musical. O Szariku i jego propagandowej roli powiedziano praktycznie wszystko. Telewizja prowadziła dla młodzieży specjalny program Klub Pancernych, zachęcano młodzików do akcji zwanej „Niewidzialna ręka” – mieli robić anonimowo dobre uczynki i zostawiać po sobie białą kartę z wizerunkiem odbitej na niej dłoni. Były z tym jakieś nieporozumienia, bo nie wszyscy trafiali z dobrymi uczynkami i dobre uczynki okazywały się co najmniej kontrowersyjne. Zachęcano też do wyszukiwania nieznanych bohaterów wojennych, ludzi, którzy nie mówią głośno o tym, co robili w czasie wojny. „Nie rób tego” – mówił mi ojciec. – „Jak nie mówią, to znaczy, że mają powód. Napiszesz, będą mieli kłopoty”. Tak więc dzięki „Czterem pancernym” można było też odebrać taką edukację. Na całe życie w PRL-u.
Z misia zrobić psa

Inspiracją dla serialu „Przygody psa Cywila” była historia własnego wilczura i doświadczenia związane z pracą przy reportażu filmowym o tresurze milicyjnych owczarków niemieckich. Reżyser opowiadał o tym wielokrotnie, zostało to opisane w wielu tekstach. Ciekawsze wydają się być inspiracje i zapożyczenia związane z psem Szarikiem. Taka historia nastoletniego zesłańca na Syberii, który jest wolnym myśliwym to absurd i kompletna bzdura. Kłamstwo totalne. Młody Janek co najwyżej mógłby pracować jak sam Przymanowski w sowchozie lub w kopalni. Ale o kłamstwie w „Czterech pancernych” powiedziano już wszystko. Ciekawsze są jego inspiracje.

Wydaje się, że Przymanowski wykorzystał dwie niezależne od siebie historie. Obie związane są z wędrówką polskich żołnierzy podczas dwóch wojen do Ojczyzny. Pierwszą była bardzo popularna w dwudziestoleciu międzywojennym urocza książka dla dzieci autorstwa Bronisławy Ostrowskiej pod tytułem „Bohaterski miś”. To opowieść o pluszowym niedźwiadku, który należy do Heli i Stasia, dzieci z Lwowa. Miś przeżywa rosyjską okupację Lwowa, a potem, jak wielu Polaków w tamtym czasie, walczy o wolność w różnych zakątkach Europy. W końcu trafia z powrotem do kraju, bierze udział w Powstaniu Wielkopolskim i na końcu spotyka marszałka Józefa Piłsudskiego jako Naczelnika Państwa na placu Saskim w Warszawie.

Bohaterem drugiej, tym razem prawdziwej opowieści jest też niedźwiedź, słynny Wojtek, który z armią gen. Władysława Andersa wyszedł ze Związku Sowieckiego i brał potem udział w walkach 2 Korpusu Polskiego. „Bohaterskiego misia” Przymanowski musiał znać. Z kolei legenda Wojtka była znana również w kraju. Wystarczyło zmienić realia i z misia zrobić psa, by powstał chyba najlepszy utwór propagandowy w dziejach PRL.

Moda na psy

Całe życie ze zwierzętami. Koty i psy Marii i Lecha Kaczyńskich

Jako jedyny tak wysokiej rangi polityk otwarcie mówił o swojej miłości do zwierząt.

zobacz więcej
I Cywil, i Szarik przyczynili się też do wzrostu popularności owczarków niemieckich jako rasy. Z biegiem czasu jednak popularne wilczury stały się głównie psami tzw. silnych mężczyzn. Na początku lat 90. na warszawskiej Pradze mężczyźni w wieku 40-50 lat, a więc pokolenie „Czterech pancernych” i „Psa Cywila”, chodzili z wilczurami. Ich dwudziestoletni synowie z bulterierami i amstafami, a pozostali z jamnikami. W PRL jamnik za sprawą głównie Melchiora Wańkowicza i Jerzego Waldorffa miał opinię psa inteligenckiego. Autor „Ziela na kraterze” był posiadaczem jamnika gładkowłosego, którego nazwał Dupkiem. Z kolei popularny krytyk muzyczny posiadał psa takiej samej rasy, ale o imieniu Puzon.

Poza tym były popularne w tamtym czasie cocker spaniele, pudle i boksery. Niektórzy chcieli mieć psy oryginalne, a za takie uchodziły dalmatyńczyki i dogi niemieckie. Jeszcze inni chcieli mieć psa niekoniecznie rasowego, ale na przykład od państwa Iksińskich, bo ci państwo byli popularni w kręgach towarzyskich.

Oczywiście, na popularność ras, jak w przypadku Cywila i Szarika, wpływ miały przede wszystkim filmy i seriale. Owczarki szkockie collie zyskały popularność dzięki serialowi o psie Lassie. Po filmie „Bella i Sebastian” zapanowała moda na psy górskie, bernardyny i owczarki podhalańskie. W drugiej połowie lat 70. na ulicach pojawiły się bassety, co było efektem popularności porucznika Columbo. Ale to już zupełnie inne psie historie z czasów PRL-u.

– Grzegorz Sieczkowski

TYGODNIK TVP, ul. Woronicza 17, 00-999 Warszawa. Redakcja i autorzy


W tym roku przypada 50. rocznica premiery „Przygód psa Cywila”. Między innymi o bohaterze tego serialu, wyemitowanego pierwszy raz 9 września 1971 roku, będzie mowa w TVP Historia w programie „Rola psa w Polsce Ludowej” – we wtorek 5 października o godz. 18:30. To 5. odcinek nowego cyklu „W PRL-u” (prowadzenie Beata Michniewicz, scenariusz Grzegorz Sieczkowski), emitowanego na antenie TVP Historia co wtorek po godz. 18, powtórki w środy po godz. 11.
Zdjęcie główne: Serial „Przygody psa Cywila” - reż. Krzysztof Szmagier, wyk. Krzysztof Litwin i pies Bej. Zdjęcia z 1970 roku. Premierę serial miał 50 lat temu – 9 września 1971 roku. Fot. TVP
Zobacz więcej
Kultura Najnowsze wydanie
Céline: bulgot zza grobu
Odnalezione rękopisy warte są dziś 4 miliony euro.
Kultura wydanie 12.11.2021 – 19.11.2021
Groteska jak z Monty Pythona. Terry Gilliam „skasowany”
Lewicowiec, którego zwalcza nowa lewica.
Kultura wydanie 5.11.2021 – 12.11.2021
Odurzony haszyszem włóczył się po knajpach. Czy z buntownika...
Hanka Zborowska pozowała Modiglianiemu do aktów, ale zawsze w towarzystwie przyzwoitki.
Kultura wydanie 29.10.2021 – 5.11.2021
Pekin to miasto Chopina?
Szkoda, że Warszawa nie skorzystała z przykładu Salzburga. Tam Mozart jest na każdym rogu.
Kultura wydanie 15.10.2021 – 22.10.2021
Chciał kręcić superprodukcję, drugą po „Krzyżakach”
Sto lat temu przyszedł na świat Andrzej Munk, reżyser „Eroiki” i „Zezowatego szczęścia” – kamieni milowych polskiego kina.