Wywiady

Kryminał to sztuka mroku

– Jestem minimalistą. Wierzę w przyzwoitego człowieka.Z moją wizją patriotyzmu PiS mnie nie weźmie. Jesteśmy więźniami idei narodowej, a to jest wymysł XIX-wieczny. Chcesz być dumny, że jesteś Polakiem? Posprzątaj swoją wieś, lub pomóż tym, którzy tego potrzebują – mówi pisarz Zygmunt Miłoszewski, autor poczytnych kryminałów, w rozmowie z portalem tvp.info. W 2007 r. ukazała się pierwsza część trylogii o prokuratorze Teodorze Szackim. Teraz Szacki powraca w powieści „Ziarno prawdy”.

Jak to się stało, że wywiózł pan prokuratora Teodora Szackiego do Sandomierza? Szacki, którego czytelnicy poznali jako bohatera „Uwikłania”, był bardzo związany z Warszawą. Kochał to miasto i nienawidził go jednocześnie.

Typowy przykład hasseliebe. W Sandomierzu przeżywa to samo. Szacki to frustrat. Gdy życie odsłania przed nim swoje lepsze strony, on i tak dostrzega te gorsze. Warszawa była fajnym bohaterem „Uwikłania”. Nie chciałem się jednak powtarzać. Podobał mi się pomysł, by napisać cykl kryminałów miejskich, w którym każda cześć dzieje się w innym mieście. Powtarzające się dekoracje stają się nudne.

Trzecia część trylogii, czyli „Na czerwonej ziemi”, już powstaje. Gdzie się będzie rozgrywała akcja?

W Olsztynie. Sandomierz to cacana prowincja. Warszawa z kolei jest odpychającą metropolią. Zachwyt nad nią to przejaw syndromu sztokholmskiego. Po odpowiednio długim czasie, spędzonym w nienawistnych, brzydkich i wulgarnych murach, zaczynamy wierzyć, że je kochamy. A Olsztyn to zupełnie inna bajka. Bardzo kameralne miasto ogród, które rozrosło się i zostało stolicą województwa. Olsztyn też jest prowincjonalny, ale mieszkańcy, w przeciwieństwie do tych z Sandomierza, nie zdają sobie z tego sprawy. Każde z tych miast budzi inne emocje.

Sandomierz w „Ziarnie prawdy” jest bardzo szczegółowo opisany. Dużo czasu pan tam spędził?

Pomieszkiwałem, z przerwami, przez kilka miesięcy. Bardzo fajna przygoda.

A Olsztyn?

Już mam udokumentowany. Moja narzeczona jest z Olsztyna. Pojadę tam jeszcze na kilka tygodni, żeby wczuć się w emocje, lepiej poznać niektóre zaułki historii miasta, które chcę wykorzystać. Ciekawe, że w Olsztynie wszyscy są lokalnymi patriotami, chętnie opowiadają o swoim mieście. Wiele samochodów ma nalepkę „Olsztyn Kocham”.
okładka
„Ziarno prawdy” miało mieć uroczystą premierę w Sandomierzu, ale ją odwołano. Dlaczego?

Portret Sandomierza jest dość wierny, ale to nie jest laurka z „Ojca Mateusza”. Pojechałem do tego miasta i opisałem je takim, jakie je zobaczyłem. Miejsce piękne, ze wspaniałymi mieszkańcami, ale też prowincjonalna dziura z wieloma wadami. I z kompleksem odrzucenia. Do czasu „Ojca Mateusza” Sandomierz nie istniał w świadomości turystycznej. Krakowiacy jeździli w góry, warszawiacy do Kazimierza Dolnego. Sandomierz, który ma najpiękniejszą w Polsce starówkę, leżał gdzieś na uboczu szlaków. Opisałem to miasto dokładnie i wiem, że są czytelnicy, którzy mają zamiar zwiedzać Sandomierz z moją książką w ręce. To swoisty przewodnik.

Kto w Sandomierzu obraził się na pana książkę?

Władzy nadepnąłem na odcisk, może też Kościołowi. A najlepiej dbać o to, by mieć zdrowe nogi i nie mieć odcisków. Kościół, który jest specjalistą od zamiatania problemów pod dywan, ma potem pretensje, że ktoś je spod dywanu wyciąga. Sandomierz jest bardzo związany z Kościołem, co – jak wiem – dużą grupę mieszkańców nieprzytomnie irytuje. Wiedziałem, że ta książka może być kontrowersyjna. Rzetelnie ostrzegłem magistrat, żeby najpierw przeczytali, zanim zdecydują się na wspólne działania. Przeczytali, byli zachwyceni. Przez kilka miesięcy razem z wydawnictwem planowaliśmy pod tym kątem działania. Na dwa tygodnie przed ustalonym terminem zadzwonił ktoś z sekretariatu burmistrza, że premiery nie będzie, bo książka jednak się nie spodobała.

„Ojciec Mateusz” zainspirował pana do osadzenia akcji w Sandomierzu?

Wymyśliłem to wcześniej. Potem pojawił się serial, ale uznaliśmy z wydawcą, że nie będziemy zmieniać miejsca, bo to może ładnie zagrać. Szacki za ojcem Mateuszem nie przepada i mamy tu do czynienia z zabawna historią. Fikcyjny bohater Teodor Szacki uraził fikcyjnego bohatera ojca Mateusza, ale naprawdę obrażony poczuł się prawdziwy burmistrz Sandomierza. To nawet budujące, że literatura wciąż ma jakąś siłę oddziaływania. Kłótnia między fikcyjnymi bohaterami poróżniła prawdziwych ludzi. Trochę się na serial w książce wyzłośliwiam i przytaczam różne anegdoty, taką m.in. jak ta o libacji na planie serialu. Być może burmistrz uznał, że jest ryzyko, iż producenci serialu zechcą się z Sandomierza wycofać, a to byłaby wielka strata. Jak było naprawdę, nie wiem.

Los rzuca więc Szackiego do Sandomierza. Co go tam czeka?

To nie los, Szacki sam się na to decyduje. Potem się męczy. Miasto jest piękne, ale nudne. Dopiero tajemnicze morderstwo daje mu szansę na ciekawą pracę. Ktoś znajduje wykrwawione zwłoki kobiety z poderżniętym gardłem, obok leży nóż do żydowskiego rytualnego uboju bydła.
okładka
Szacki jest wędrownym szeryfem – Warszawa, Sandomierz, Olsztyn…

Stworzyłem szeryfa w garniturze. Nosi mundur uszyty z Kodeksu karnego, chowa się za nim. Jest też bezkompromisowy i nieprzekupny.

W pracy ideał, a życie osobiste? Straszny tam u Szackiego bałagan. Tu z kolei pojawia się motyw chandlerowski.

Bohater literacki musi być atrakcyjny i tajemniczy. Współczesna literatura polska trochę nas od tego odzwyczaiła, ale to podstawa. Szacki jest frustratem, mizoginem i szowinistą, czytelniczki go jednak uwielbiają. Co jest zaskakującym dowodem na to, że kobiety jednak wolą drani. Niebywałe. Zastanawiam się, o co tu chodzi, że zawsze większe powodzenie mają tajemniczy przystojniacy, pachnący testosteronem i obietnicą rozczarowania, niż poczciwi misie, przy których można się zestarzeć.

Po „Na czerwonej ziemi” rozstanie się pan z Szackim?

Tak. Nie mam do niego stosunku emocjonalnego, dla mnie ta postać to narzędzie pracy. Miałem pomysł na trylogię i porzucam kostium kryminalny. Zaczyna mi być w nim ciasno. Kryminał miejski ma dość duże ograniczenia.

Rozsadza pan te ograniczenia przez bogate tło obyczajowe, wątki publicystyczne.

Czytelnicy oczekują od kryminałów wypowiedzi na tematy społeczne, na pewnym poziomie oczywiście. „Uwikłanie” opowiadało o naszej najnowszej historii i problemach z jej rozliczeniem. „Ziarno prawdy” jest o stosunkach polsko-żydowskich. Trzecia część, olsztyńska, jako że się dzieje na Ziemiach Odzyskanych, będzie o stosunkach polsko-niemieckich i problemach z tożsamością narodową. Kryminał musi być ciekawy, wielopłaszczyznowy. Ale przede wszystkim ma być książką, której czytelnik nie może odłożyć i zarywa noc, żeby ją przeczytać. To mój cel numer jeden, a jeśli przy okazji zbuduję kilka innych planów, tym lepiej. Jednemu się spodoba wtedy życie uczuciowe bohatera, innemu tło obyczajowe.
Jeden z bohaterów tłumaczy Szackiemu, że najbardziej polskim wyrazem jest słowo „żółć”. Skąd ten pomysł?

Ten bohater to Jarosław Klejnocki. Tak samo nazywa się szacowny dyrektor Muzeum Literatury w Warszawie, mój przyjaciel i autor kryminałów. Teza o żółci to cytat z jego bloga. Bawimy się z Jarkiem tak, że umieszczamy siebie nawzajem w swoich książkach. W „Ziarnie prawdy” wykorzystałem też fragment jego felietonu. Jest bardzo istotny fabularnie, ale o tym nie mogę mówić, bo naprowadziłbym na rozwiązanie zagadki.

Gorzką diagnozę stawia pan w swoich książkach polskiej rzeczywistości.

Kryminał to sztuka mroku. Gdybym pisał romanse, ogląd rzeczywistości byłby lżejszy.

Powieść „Uwikłanie” została zekranizowana. Nie było tam jednak prokuratora Szackiego, którego zastąpiono prokurator Szacką, a akcja rozgrywała się w Krakowie. Podobały się panu te zmiany?

Autor powieści nie powinien patrzeć reżyserowi na ręce. Adaptacja jest formą wypowiedzi artystycznej, w ramach której są dozwolone daleko idące zmiany. Nie mam pretensji do twórców o przeniesienie akcji do Krakowa. „Uwikłanie” mogło się dziać w każdym mieście. Portret Warszawy był ważny literacko. Zmiana płci bohatera też mi nie przeszkadzała. Ja mam swojego bohatera, który jest moim zdaniem dość udany, i jeśli ktoś chce z nim obcować, czyta książki. Jednak adaptacja musi być przede wszystkim zwartą wypowiedzią artystyczną, a film „Uwikłanie” tego warunku według mnie nie spełnia. Jest archaiczny, po tym, co zrobił w kinie kryminalnym David Fincher, nie można już tak kręcić filmów. I dlatego mam pretensje do twórców, że na pewnym etapie sobie odpuścili. Mieli materiał na dobry film, a wyszedł polski przeciętniak. Podkreślam jednak, że bardzo podoba mi się, jak Jacek Bromski podkręcił i wyeksponował wątek o IPN. To świetnie filmowi zrobiło, stał się wypowiedzią na ważny temat.
Po „Uwikłaniu” został pan uznany za pisarza prawicowego. Jak jest naprawdę?

Funkcjonuję jako kryptopisior. Byłem ulubieńcem prawicowych publicystów. Prawda jest taka, że jestem antykomunistą. Cieszę się, że 19 października skończył się w Polsce komunizm, gdy SLD wbiło sobie ostatni gwóźdź do trumny, wybierając Leszka Millera na szefa klubu parlamentarnego. Nienawidzę jednak tego, że w Polsce łatwo szufladkuje się ludzi. Uznano, że skoro jestem antykomunistą i uważam, że sprawa PRL nie została rozliczona, to jestem zwolennikiem PiS. Wcale tak nie jest. Co więcej, uważam patriotyzm za szkodliwe hobby. Dałem temu wyraz w „Ziarnie prawdy”. Kult tożsamości narodowej podsyca podział na lepszych „nas” i gorszych „onych”. Takie rozróżnianie zawsze jest złe. To, że na tej szkodliwej idei jest oparty system edukacji w Polsce, jest wręcz niewiarygodne.

A co zamiast?

Praca. Człowiek pracuje nad sobą, żeby być porządnym i zachowywać się godnie. Trzeba być dumnym z tego, że się postępuje właściwie. Jestem minimalistą – wierzę w przyzwoitego człowieka. Z moją wizją patriotyzmu PiS mnie nie weźmie. Jesteśmy więźniami idei narodowej, a to jest wymysł XIX-wieczny. Chcesz być dumny, że jesteś Polakiem? Posprzątaj swoją wieś, lub pomóż tym, którzy tego potrzebują. Wystarczy.

„Uwikłanie” zostało przetłumaczone na angielski? Za granicą książka miała dobre recenzje?

W USA nawet lepsze niż w Polsce. U nas był problem z pisaniem o wątku o IPN. Amerykańscy recenzenci uznali to za bardzo ciekawe spojrzenie na to, co działo się za żelazną kurtyną. „Ziarno prawdy” też już jest tłumaczone.

W „Ziarnie prawdy” pojawia się mocny temat, czyli pogromy ludności żydowskiej.

Piszę o paradoksach, antysemityzmie bez Żydów, szkodliwej poprawności politycznej i apeluję o zdrowy rozsądek. Jesteśmy dwoma dużymi narodami, każdy ma swoje za uszami.

Co pan napisze po zakończeniu trylogii o prokuratorze Teodorze Szackim?

Science fiction. Jestem już zmęczony kryminałem i publicystyką.

Zygmunt Miłoszewski, prozaik, dziennikarz. Debiutował w 2004 roku na łamach „Polityki" opowiadaniem „Historia portfela”, potem wydał rozgrywającą się we współczesnej Warszawie powieść grozy „Domofon” i baśń dla dzieci „Góry Żmijowe”. Na zamówienie Juliusza Machulskiego napisał scenariusz filmowy według „Domofonu”. Jego powieść kryminalna „Uwikłanie” (2007) została uhonorowana Nagrodą Wielkiego Kalibru; ukazała się m.in. w Anglii i USA. Na jej motywach powstał film w reżyserii Jacka Bromskiego pod tym samym tytułem. W 2011 ukazała się kryminał „Ziarno prawdy”. Teraz pisarz pracuje nad powieścią „Na czerwonej ziemi” – ostatnią częścią trylogii o prokuratorze Szackim.
Zdjęcie główne: Zygmunt Miłoszewski (fot. PAP/Stanisław Rozpędzik)
Zobacz więcej
Wywiady wydanie 13.10.2017 – 20.10.2017
„Powinniśmy powiedzieć Merkel: Masz tu rachunek, płać!”
Jonny Daniels, prezes fundacji From the Depths, O SWOIM zaangażowaniu w polsko-żydowski dialog.
Wywiady wydanie 28.07.2017 – 4.08.2017
Definitely women in India are independent
Srinidhi Shetty, Miss Supranational 2016, for tvp.info
Wywiady wydanie 28.07.2017 – 4.08.2017
Małgosia uratowała mi życie. Dzięki niej wyszedłem z nałogu
– Mam polski paszport i jestem z niego bardzo dumny – mówi amerykański gwiazdor Stacey Keach.
Wywiady wydanie 28.07.2017 – 4.08.2017
„Kobiety w Indiach są niezależne. I traktowane z szacunkiem”
Tak twierdzi najpiękniejsza kobieta świata Srinidhi Shetty, czyli Miss Supranational 2016.
Wywiady wydanie 14.07.2017 – 21.07.2017
Eli Zolkos: Gross niszczy przyjaźń między Żydami a Polakami
„Żydzi, którzy angażują się w ruchy LGBT, przyjmują liberalny styl życia, odchodzą od judaizmu”.