Cywilizacja

20 lat polskiej Wikipedii. Skręcona w lewo i cenzurowana czy patriarchalna i ultrakatolicka

Od 20 lat reklamuje się jako „wolna encyklopedia”, którą „każdy może redagować”. Czyżby? Również i tam polityczny oraz obyczajowy dyktat dawno zdominowały jakość i bezstronność.

Na początku była pornografia: Amerykanin Jimmy Wales dorobił się majątku na giełdzie i portalu Bomis dystrybuującym goliznę, ale ostatecznie uznał, że warto być przyzwoitym. W 2000 roku powołał do życia Nupedię, internetową encyklopedię, którą miał tworzyć Lawrence Sanger, doktor filozofii uniwersytetu z Ohio, oraz zainteresowani użytkownicy, choć pod restrykcyjnymi warunkami. Pomysł nie rozwijał się należycie, więc panowie uruchomili pomocniczy projekt, który mógł już redagować każdy. W tym celu Sanger wykorzystał aplikację „Wiki” programisty Warda Cunninghama, który od 1994 roku sam pracował nad otwartą bazą danych WikiWikiWeb (nazwę „quick-web” zastąpił podchwyconym na Hawajach „wiki-wiki”, co oznacza pospieszny autobus). 15 stycznia 2001 roku Wales wykupił domenę wikipedia.com i datę świętuje się jako start Wikipedii. Ledwie rok później Sanger opuścił Walesa, który zaczął przypisywać sobie wszelkie zasługi w utworzeniu encyklopedii: zmienił nawet własną biografię, zaś z wpisu o Bomisie usunął pornografię – za co później się kajał. A więc ryba popsuła się od głowy!

Sanger w 2007 roku założył Citizendium, kolejną internetową platformę dla autorów z użyciem ich prawdziwych imion i nazwisk. „Publikujemy artykuły w stylu encyklopedii, których Wikipedia i inne witryny nie mogą pisać. Traktujemy informację jako dobro publiczne i zapraszamy każdego, kto chce podzielić się swoją wiedzą na praktycznie każdy temat. Nasza społeczność internetowa szczyci się sympatią i wsparciem” – reklamuje się jego dziecko. Niestety, przez czternaście lat istnienia Citizendium zgromadziło zaledwie 17 335 tekstów, czyli… 2,7 promila anglojęzycznej Wikipedii (6 375 303 artykuły). Lecz Sanger nie tylko dlatego nie ma o konkurencji dobrego zdania, bo niby naukowa, ale jednak lewoskrętna, zbyt swobodna obyczajowo i na siłę nowoczesna.

Tymczasem, jego zdaniem, zachowanie neutralności powinno być najważniejsze dla encyklopedii, lecz stoi to w sprzeczności z szerzącą się tam propagandą. „Wikipedia ma duży wpływ na świecie, więc za kulisami toczy się paskudna i złożona gra, której celem jest narzucenie jej konkretnego światopoglądu. Dlatego NPOV (neutral point of view, neutralny punkt widzenia) jest martwy. Nie można jej ufać, jeśli chodzi o zawartość, bo jest wypełniana i monitorowana przez opłacanych autorów, którzy uczynili ją niezwykle stronniczą” – stwierdził niedawno Sanger. Ba, jego zdaniem artykuły mają zniekształcać wyspecjalizowane firmy, co dotyczy zwłaszcza religii i medycyny wschodu, gdzie wyraźnie widać liberalny punkt widzenia…
Wrzesień 2006, 5. urodziny polskiej Wikipedii. Jimmy Wales, współzałożyciel wolnej encyklopedii Wikipedii podczas spotkania w warszawskiej Szkole Głównej Handlowej. Fot. PAP/Andrzej Rybczyński
Filozof uważa, że stroną w konflikcie są środowiska lewicowe, które do cna wykorzystują mechanizm, że sprzyjające im media są częściej wykorzystywane w Wikipedii jako źródła i mają na nią silniejszy wpływ niż publikacje prawicowe, zwykle marginalizowane lub wręcz usuwane. „W kwestiach społeczno-politycznych nie można cytować »Daily Mail« ani Fox News. Oznacza to, że jeśli pewne sprawy nie pojawią się w mediach głównego nurtu centrolewicowego, nie pojawią się one również w Wikipedii” – mówi. I jako przykład podaje notę o Joe Bidenie, która nie uwzględnia surowych ocen amerykańskiego prezydenta, uderza jedynie w pochwalne tony.

Podobnie artykuły o polityce czy gospodarce nie zawierają zdań odrębnych i wiernie przedstawiają poglądy Światowego Forum Ekonomicznego, Światowej Organizacji Zdrowia czy Centers for Disease Control (amerykańskiej agencji zajmującej się pandemią), co konserwatystę wielce dziwi. Wszak jego córka stała się 50 razy większa niż Encyclopaedia Britannica, stanowi największe źródło wiedzy na świecie, które kształtuje naukę, rynki i rzeczywistość, z czego obficie korzystają absolutnie wszyscy: młodzi i starzy, uczniowie i nauczyciele, pacjenci i lekarze, dziennikarze (w tym wyżej podpisany), politycy i sędziowie (z Trybunału Sprawiedliwości UE!) – i musi trzymać poziom!

Armia Batuty

Polska mutacja Wikipedii urodziła się dziewięć miesięcy po światowej – 26 września 2001 roku i właśnie kończy 20 lat. Spłodzili ją internista Krzysztof Jasiutowicz (pierwszy wpis brzmiał: „Zaczynamy! Czy ja zwariowałem?”) oraz fizyk Paweł Jochym (debiutancki artykuł poświęcił regule Titiusa-Bodego, która mówi, że średnie odległości planet od gwiazdy centralnej w Układzie Słonecznym spełniają arytmetyczne zasady; szczegóły w Wikipedii). Początkowo funkcjonowała samodzielnie pod nazwą Polska Wolna Encyklopedia Sieciowa i adresem wiki.rozeta.com.pl, należącym do informatycznej firmy z Krakowa; niebawem – zgodnie z sugestią Walesa i powołanej przez niego Wikimedia Foundation, której przekazał prawa do pomysłu i potem żartował, że stracił w ten sposób miliardy dolarów – polska wersja została przyłączona do międzynarodowego projektu. Przeniosła się pod adres pl.wikimedia.com, by zadomowić się w docelowym miejscu: pl.wikipedia.org.

Najbardziej wyrafinowane narzędzia masowej manipulacji w dziejach świata

Hiperpluralizm treści eliminuje myślenie.

zobacz więcej
W 2005 roku powstało Stowarzyszenie Wikimedia Polska, które miało wspierać rozwój Wikipedii, gdyż sami wolontariusze nie byli już ponoć w stanie nią zarządzać i niezbędni okazali się prawnicy, programiści, redaktorzy. A rozwój był szybki: w 2006 roku polska wersja znalazła się na czwartym miejscu na świecie pod względem liczby artykułów (teraz jest dziesiąta za stroną angielską, cebuańską, szwedzką, niemiecką, francuską, niderlandzką, rosyjską, hiszpańską i włoską). I pomyśleć, że udało się ją wówczas… nagrać na płytę! W 2007 roku Wikimedia Polska z wydawnictwem Helion wydali DVD z 238 tys. artykułów oraz 59 tys. zdjęć i grafik, rok później na płycie dla magazynu „Komputer Świat” znalazło się 433 tys. artykułów i 150 tys. zdjęć! Milionowe hasło powstało 23 września 2013 roku, teraz jest ich prawie półtora miliona (codziennie przybywa kilka), wielokrotnie więcej niż w podobnych zasobach Onetu i PWN.

Spośród wikipedystów wybrano administratorów, aby czuwali nad jej zawartością i gasili pożary (najpoważniejsze spory trafiają do Komitetu Arbitrażowego). To oni podejmują decyzje dotyczące używanych źródeł, co de facto przyczynia się do ostatecznego kształtu artykułów. W 2007 roku uruchomiono także „mechanizm wersji przejrzanych”, który miał eliminować zmiany wprowadzone złośliwie lub żartobliwie. To było pokłosie afery, gdy anonimowi autorzy (określający się jako „Armia Batuty”) stworzyli artykuł-mistyfikację opisujący fikcyjną postać Henryka Batuty (działacza Komunistycznej Partii Polski, więźnia Berezy Kartuskiej, opisanego ponoć przez Ernesta Hemingwaya) i dodawali o nim informacje do innych haseł, aby uwiarygodnić fałszerstwo. Zabawa trwała 15 miesięcy.

Profil Wikipedii na Wikipedii – chyba trudno o bardziej wiarygodne źródło? – przyznaje, że „według danych sprzed 2007 roku w 1/5 artykułów Wikipedii polskojęzycznej autorzy (nie przestrzegając jednej z podstawowych zasad Wikipedii, neutralnego punktu widzenia) prezentowali osobiste, subiektywne poglądy”. Co więcej, zarzuca piszącym wolontariuszom (głównie studentom, pasjonatom i hobbystom), że wielu z nich przed przystąpieniem do tworzenia lub edycji artykułów nie zapoznawało się z odgórnymi zasadami i zaleceniami, czy poradami stylistycznymi, czego efektem były błędy językowe: co trzeci tekst zawierał kolokwializmy i pleonazmy, co piąty stosował za długie zdania o złej konstrukcji gramatycznej lub stylistycznej, do tego niewłaściwą interpunkcję. Czyli nikt nie jest nieomylny.
Mistyfikacja "Armii Batuty". Fot. Wikimedia/ Marekz/ Batuta.jpg, CC BY-SA 3.0
Kamyczki do ogródka

W 2012 roku pisarka Joanna Bator skrytykowała Wikipedię, gdy we własnym profilu nie pozwolono jej poprawić daty urodzin. Powodem odmowy było… niepowołanie się przez autorkę na weryfikowalne źródła. Wywołało to pierwszą w Polsce głośną krytykę zasad, którymi kieruje się encyklopedia, skoro tak trudno się do niej przebić z prawdą wcześniej nieopisaną. Zdaniem prof. Dariusza Jemielniaka z Akademii Leona Koźmińskiego, autora książki o Wikipedii („Życie wirtualnych dzikich”), członka Rady Powierniczej Wikimedia Foundation, incydent z biogramem Bator to przykład „niezrozumienia zasad Wikipedii przez społeczeństwo”. Czyli, jak zwykle, ludzie nie dorośli do projektu powstającego z udziałem ich rąk: pytanie – zmienić ludzi czy projekt? Tego profesor nie wyjaśnił, choć ostatnio w rozmowie z PAP przyznał otwarcie, że według badań Wikipedia zawiera nie więcej błędów niż źródła profesjonalne, czyli pomyłki – mimo deklarowanej nieomylności – zdarzają się.

„Wikipedia ma tę ogromną przewagę nad innymi źródłami, że mamy tam kontrolę społeczną: wiemy kto, kiedy i jak edytował dane hasło. I są tam podane odnośniki – źródła, z których zaczerpnięto dane informacje. Tymczasem w klasycznych encyklopediach brak takich odnośników. Nie ma sposobu, żeby tam zweryfikować, skąd wzięła się dana informacja” – mówi profesor i to jego najważniejszy argument na zarzuty. Dowodem na wiarygodność ma być decyzja Światowej Organizacji Zdrowia (WHO), żeby do Wikipedii odsyłać po wiedzę na temat koronawirusa. Choć i tak można ją zakrzyczeć: gdy YouTube przy kontrowersyjnych materiałach płaskoziemców i antyszczepionkowców umieszczał linki do encyklopedycznych haseł, „w Wikipedii pojawił się tłum osób, które zaczęły zaprzeczać procesowi naukowemu”. Jemielniak opowiada, że nie było to rozwiązaniem problemu, lecz przerzuceniem go na Wikipedię, która po rozmowach z YouTubem rzecz „naprostowała”.

A naciski? „Ludzie z bardzo silną agendą, szerzący dezinformację lub na usługach reżimów totalitarnych czy dużych korporacji, mogą próbować na Wikipedii zafałszowywać niektóre informacje. Musimy temu zapobiegać” – mówi profesor, czyli zmienianie zapisów na swoją modłę jak najbardziej jest możliwe. Jemielniak uważa jednak, że choć nawet giganci uginają się pod cenzurą reżimów totalitarnych, Wikipedia – z budżetem ledwie 100 mln dol. rocznie – jest od tego wolna: większość pieniędzy dostarczają przecież indywidualni darczyńcy, choć zdarzają się dotacje od wielkich firm, ale bez ryzyka nacisków… Tak?! W 2009 roku Wikimedia Foundation i spółka Orange podpisały porozumienie, które klientom z Polski (także Francji, Wielkiej , Brytanii i Hiszpanii) ułatwiło korzystanie z wiedzy przez serwis Wirtualnej Polski, będący połączeniem dotychczasowych treści z zasobami Wikipedii. I jak w tej sytuacji opisać, w jaki sposób Orange prywatyzował polską telekomunikację…?

Bitwa na memy i fake newsy

Czy na Twitterze króluje „śmiechtywizm”?

zobacz więcej
Profesor powtarza: „Paradoksalnie zabezpieczeniem jest to, że każdy może Wikipedię edytować. Co prawda każdy też może wpisać tam bzdurę, ale jednocześnie wszyscy widzą, co kto i kiedy wpisał – można to naprawić. Jeśli ktoś w popularnym haśle będzie próbował coś psuć – możemy się spodziewać, że w ciągu kilku sekund zostanie to naprawione. W hasłach mniej popularnych czas reakcji może być dłuższy. Wikipedia ma jednak administratorów, a także doświadczonych edytorów, którzy przeglądają wkład nowych użytkowników czy edycje kontrowersyjnych haseł. Niektóre hasła, szczególnie te najbardziej kontrowersyjne, gdzie np. trwa tzw. wojna edycyjna, mogą być edytowane jedynie przez administratorów” – mówi, co brzmi jak cenzura. Wspomina też, że używa się algorytmów sztucznej inteligencji do wykrywania wrogich edycji, ale ostatecznie o wszystkim decydują ludzie, których prawem jest błądzić.

Czy w tej sytuacji możliwy jest obiektywizm? Nawet nie chodzi o świadomą manipulację, ale światopoglądowe skrzywienie. „Może to zabrzmi dziwnie, ale ratuje nas to, że w Wikipedii nikomu nie chodzi o prawdę. Tam chodzi raczej o rzetelne odzwierciedlenie, co wiarygodne źródła mówią na dany temat. A podstawowym kryterium, które rozważamy, nie jest prawda, ale to, czy dane medium jest wiarygodne. Jeśli jest – mogę zrelacjonować, co ono twierdzi” – broni się profesor i znów dochodzimy do kwestii subiektywnej oceny, które źródło jest bardziej źródłowe. „W kwestiach naukowych – sytuacja jest prosta. Tu wiadomo, które publikacje są zweryfikowane. A jeśli chodzi o tematy niezwiązane z nauką – np. życiorysy gwiazd czy hasła dotyczące poglądów politycznych, to wiarygodność źródła ma charakter kontekstowy”. No właśnie, oto kolejne kamyczki do ogródka, że subiektywna ocena może brać górę: ergo obrona Wikipedii i hołd pana profesora stały się atakiem na nią.

Ban za wpływ

Czemu w ogóle Wikipedia skręca w lewo? Spisek administratorów? Wielkich tego świata? A może banalny powód: konserwatyści nie odczuwają potrzeby zmian, do tego ich środowiska nie mają pieniędzy, zaś lewicowcy chętnie ustawiają się do sponsorów, by razem iść z duchem czasu, przy okazji przejawiają większą aktywność i chętniej tworzą idee, które szerzą wśród ludzi. Przez to ciężko mają hasła konserwatywne, katolickie lub narodowe, które są passé i dyskredytowane wcale nie wprost, ale między słowami, zgrabnym użyciem słów, nadmiernym rozbudowywaniem albo zupełnym pominięciem, a przecież jeśli czegoś nie ma w Wikipedii, nie istnieje.
Joanna Bator w październiku 2017. Pisarka walczyłą z Wikipedią o wpisanie do serwisu jej daty urodzenia. Fot. Anatol Chomicz / Forum
Przykłady po polsku? Artykuł o wykroczeniach seksualnych w Kościele katolickich ma dwa razy więcej przypisów (więc jest dwa razy lepiej udokumentowany) niż o Jezusie Chrystusie. „Protesty przeciwko zaostrzeniu przepisów dotyczących aborcji w Polsce (2020-2021)” to obfity tekst z 500 przypisami, gdy skromny opis „Marszu dla Życia i rodziny” zawiera ich ledwie 22! Faworyzuje się również świadków Jehowy, co można zobaczyć po hasłach z nimi związanych: zbitka z ich nazwą zawiera 452 przypisy, czyli o wiele więcej niż znacznie skromniejszy „katolicyzm” (32 przypisy)! „»Prześladowania chrześcijan w Cesarstwie Rzymskim« występują w Wikipedii w 16 językach, a w języku polskim ani widu, ani słychu”.

To spostrzeżenie Ludka Geografa. Maszynista ze Złotoryi, interesujący się teologią (głównie apologetyką), religioznawstwem, geografią, statystyką, socjologią i powiązanymi tematami: rozmieszczeniem kultur, grup etnicznych, religii… Jako wikipedysta – motto profilu: „Zawszę robię rzeczy, których nie potrafię – po to, by nauczyć się, jak je robić” (Pablo Picasso) – stworzył kilkaset haseł wyświetlonych miliony razy, wiele nagrodzonych przez Wikipedię (w tym imponujące podziały administracyjne Kenii i Etiopii), kilka prezentowanych nawet na stronie głównej, co jest zaszczytem dla twórcy. Ludek Geograf działa w tej branży od lat, choć pod wieloma kontami, bo – jak mówi – wiele razy miał być blokowany za swoje poglądy.

„Jak jesteś prawy i za dobrze Ci idzie, masz miliony wyświetleń, dostaniesz bana, bo masz za duży wpływ. Gdy nie mogli nic na mnie znaleźć, dokopywali się błędów sprzed wielu lat, gdy się jeszcze uczyłem w pisaniu haseł. Czy to mądre? Jednak gdy odkryli, że moje poglądy są zbyt prawicowe – ban na zawsze” – relacjonuje. „Jest jeszcze taka metoda, że jak nic nie mogą na ciebie znaleźć, to będą się czepiać byle czego, będą robić Ci wpisy w dyskusji, że manipulujesz faktami, oskarżą Cię o fałszerstwa. Takie prowokacje, żebyś wybuchnął gniewem i coś nie tak o nich napisał, co już jest wystarczającym powodem, aby przylepić ci bana. W ten sposób osoby o poglądach prawicowych są uciszane i wykluczane. Oczywiście, sam jeden lewacki administrator, jeśli nie ma dobrych argumentów, nie może wiele uczynić. Natomiast najczęściej zbiera się kilku, przetrzepią twoją aktywność, wysuną armaty i dadzą permanentnego bana na wieczność (co jest bez sensu). W przypadku lewackiego redaktora, jeśli jego hasła nie są obiektywne, dostanie najwyżej upomnienie albo bana na kilka dni”.

Giganci internetu kolonizują Europę

Fama o innowacyjności polskich informatyków to niestety mit – mówi Jan J. Zygmuntowski, autor książki „Kapitalizm sieci”.

zobacz więcej
„Nawet administrator Leszek Jańczuk (człowiek neutralny, naprawdę obiektywny, który unika zwady), tam gdzie oskarżono mnie o fałszerstwo, przyznał, że miałem rację” – pisał Ludek Geograf. Jańczuk – doktor nauk teologicznych, tłumacz Biblii, duchowny protestancki – dopytywany przeze mnie jest powściągliwy: „Ludek Geograf używał kilku kont, każde z nich po jakimś czasie było blokowane. Sięgał po dziwne źródła, lubił podawać bardzo optymistyczne dane statystyczne odnośnie ewangelikalnych. Czasem nieprzyjemnie się odzywał, w stylu: »Wypad«. Usuwał wpisy ze swej strony. Ostrzegałem go zresztą na privie, aby był ostrożniejszy, bo zakończy się to blokadą. Odpowiedział, że się starzeję. Admini długo nie reagowali, ale któregoś dnia któryś z nich nałożył blokadę. I tak długo z tym zwlekano, mogło to nastąpić znacznie wcześniej, innych blokowano szybciej. Choć z drugiej strony można podać kilka przykładów lewicowych userów, którzy bywają tolerowani jeszcze dłużej” – przyznaje Jańczuk. Czyli słowo przeciw słowu.

Przeciąganie liny

Obecnie w polskiej Wikipedii działa 101 administratorów („Możliwe, że niektórzy administratorzy są nieaktywni; aktywność administratora można sprawdzić po jego wkładzie” – mówi encyklopedia), którzy nadają jej ostateczny kształt. Jańczuk przyznaje, że zauważalny jest „nieznaczny lewicowy przechył, widać to w hasłach politycznych, ale nie jest to duży przechył. Wikipedystami są z reguły osoby wykształcone, nierzadko z tytułami naukowymi, ale czasem i zwykli pasjonaci dobrze obeznani z daną dziedziną. Na uczelniach przeważają wykładowcy o lewicowych poglądach, ma to wpływ na studentów i jest to następnie przenoszone na Wikipedię” – zauważa Jańczuk.

„Wydaje się też, że osoby o lewicowych poglądach są bardziej skłonne do pracy za darmo. Ludzie o prawicowych poglądach częściej chcą pieniędzy za swoją pracę” – mówi. I uczula, że takie sprawy jak „przechył lewicowy” zazwyczaj nie są rozpatrywane przez Komitet Arbitrażowy, lecz w Kawiarence, gdzie dyskutowano, czy w biogramie dziennikarki Moniki Olejnik powinna znaleźć się informacja o jej ojcu Tadeuszu, funkcjonariuszu Milicji Obywatelskiej i Służby Bezpieczeństwa (jest), oraz czy ona sama była zarejestrowana jako TW Stokrotka (nie ma). „Mnie te dyskusje znudziły się 10 lat temu, teraz nie uczestniczę w nich i nie interesuję się nimi” – mówi Jańczuk.
Instalacja "Drukowana Wikipedia. Od Aachen do Zylinderdruckpresse" autorstwa nowojorskiego artysty Michaela Mandiberga. Fot. Wolfgang Kumm/dpa/ PAP
Dwa lata temu profesor Wojciech Roszkowski w bestellerowym „Roztrzaskanym Lustrze. Upadku cywilizacji zachodniej” pisał, że to odejście od Boga i egoistyczny zachwyt nad samym sobą prowadzi człowieka do moralnej i kulturowej klęski. Jego krytyczne słowa nie były w smak Wikipedii, skąd hasło o książce usunięto, argumentując, że to „bajka”, szydzono też z prawicowych publicystów chwalących publikację, podważano nawet wykształcenie ekonomiczne autora. Gdy kilka tygodni później ukazała się skrajnie lewicowa „Sodoma” francuskiego socjologa i dziennikarza Frédérica Martela, atakująca Kościół i Watykan, Wikipedia uznała rzecz za wartościową, skoro „pisały o niej mainstreamowe media” i profil powstał. Ciekawe, że „Roztrzaskane Lustro” wydano ledwie dwa miesiące wcześniej przed stworzeniem (i skasowaniem) profilu; „Sodoma” była na rynku tyle samo czasu, „więc rozgłos chyba jest wystarczający” – dwa miesiące prawicowe są inne niż lewicowe… Skąd podwójne standardy, gdy prawda jest jedna?


Tego lewicowe środowiska nie zauważają i wciąż przeciągają linę w swoją stronę. Oto w grudniu 2020 roku Wikimedia Polska, Fundacja Olgi Tokarczuk i Ambasada Szwecji ogłosiły konkurs „Pisarki, poetki, artystki – noblistki!”, w którym edytorzy („i edytorki”) Wikipedii zostali zaproszeni (i zaproszone, o czym już zapomniano w komunikacie) do poszerzenia zasobów o herstorii, czyli historii ze „szczególnym uwzględnieniem dziejowej roli kobiet”. Czyli jednak „wolna encyklopedia”, redagowana demokratycznie przez ludzi, myli się w tych kwestiach i za pomocą inżynierii społecznej, skrytej pod noblowskim płaszczykiem, należy ją naprawić? Pachnie to brzydziej niż kwiaty z okładki „Czułego Narratora”.

I przypomina inną dyskusję o Wikipedii, która wzburzyła jej społeczność: poszło o żeńskie końcówki zawodów używane w encyklopedycznych biogramach, gdzie panie mają być dyskryminowane i wykluczane z języka. Anna Dryjańska z Fundacji Feminoteka, żaliła się bowiem, że redaktorzy zmieniają „premierkę” na „premier”. W oskarżeniach o seksizm wystąpiła wówczas także niezastąpiona profesor Magdalena Środa, która w Wikipedii dopatrzyła się „uwarunkowań patriarchalnych i normatywnych”, choć „niekoniecznie wynikających ze złej woli, tylko raczej z ignorancji”. Ona także życzyłaby sobie, by zawody miały żeńskie odpowiedniki, ale dyskusji o innych upośledzeniach pani profesor sobie nie życzyła.

Stachanowcy czyszczą media

Dziś dziennikarze z filmu „Wszyscy ludzie prezydenta” wydają się być bohaterami pociesznej bajki.

zobacz więcej
A lewicowy „Przegląd” pisał, że polska Wikipedia skręca… w prawo, bo oto wikipedysta Chesterx zrezygnował z tego powodu z działalności, zarzucając administratorom „faworyzowanie środowisk ultraprawicowych, wybielanie wizerunku organizacji skrajnie nacjonalistycznych i faszystowskich, usuwanie nazizmu z listy ideologii skrajnie prawicowych, popieranie tylko światopoglądu katolickiego, usuwanie faktów dotyczących przestępstw seksualnych w Kościele katolickim, wprowadzanie tendencyjnych treści dotyczących homoseksualizmu”. Wspomniał też o „zakłamywaniu historii – dążenia do tego, by wszelkie ruchy lewicowe ukazywać jako zbrodnicze, połączone z próbami wybielania takich przestępców jak Pinochet czy Stepinac, a także zniekształcanie chociażby historii Polski w dwudziestoleciu międzywojennym”. Wtórował mu inny zbuntowany redaktor Ajri również cytowany na łamach tygodnika: „Niech polska Wikipedia stanie się tym, czym chce być – ultrakatolicką, ocenzurowaną »cenzuropedią«, gdzie szaleją katoliccy fundamentaliści, nie oszczędzając niczego, co nie jest wytworem myśli katolickiej”. Najlepszą obroną jest atak, ale o tym nie przeczytamy w Wikipedii.

– Jakub Kowalski

TYGODNIK TVP, ul. Woronicza 17, 00-999 Warszawa. Redakcja i autorzy

Zdjęcie główne: Fot. EPA/SASCHA STEINBACH/ PAP
Zobacz więcej
Cywilizacja Najnowsze wydanie
Będzie sobie życie… sztuczne
Można je zaprogramować, by precyzyjnie dostarczało leki i polowało na komórki nowotworowe.
Cywilizacja Najnowsze wydanie
Wiedźmin wydrukuje trzustkę
Polska firma zaczyna produkcję szczepionek na COVID-19. Kolejne pracują nad lekami na raka, cukrzycę czy depresję.
Cywilizacja Najnowsze wydanie
Sytuacja na granicy USA jest jak sprzed Trumpa, tylko gorsza
Złego białego ma zastąpić dobry niebiały. Zmiany demograficzne mogą dać władzę Demokratom na dziesiątki lat.
Cywilizacja Najnowsze wydanie
Wstrząsnął establishmentem. Czy teraz idzie po władzę?
Mówi wprost, nazywając rzeczy po imieniu. Nic dziwnego, że okrzyknięto go „francuskim Trumpem”.
Cywilizacja Poprzednie wydanie
Jak eurokraci usiłują przejąć kontrolę nad Polską
Jan Rokita: Chodzi o oddanie rządów – przynajmniej na jakiś czas – zaufanym funkcjonariuszom instytucji unijnych.