Cywilizacja

Sekta Pawła M., czyli kryzys u dominikanów

– Pamiętam modę na Pawła M., głośne zapowiedzi jego rekolekcji jakby był gwiazdą, no bo dominikanie lubią gwiazdy, lubią błyszczeć. Paweł M. przekroczył wszystkie możliwe granice i teraz co? Tylko lamentacje? – pyta intelektualistka z kół zbliżonych niegdyś do krakowskich dominikanów.

– Ten raport mnie zdruzgotał – powiedział przed kamerami o. Paweł Kozacki OP, przełożony polskiej prowincji dominikanów. – A myślałem, że znam sprawę.

Chodzi o ogłoszony 15 września „Raport Komisji Eksperckiej ws. Pawła M. i Instytucji Prowincji w jego sprawie”. W kwietniu tego roku o. Paweł Kozacki powołał Komisje Ekspercką pod przewodnictwem znanego publicysty katolickiego dr. Tomasza Terlikowskiego. Miała ona zbadać i zanalizować działania dominikanina Pawła M. oraz reakcje Instytutu Prowincji Dominikanów na płynące z różnych stron oskarżenia wobec Pawła M. o nadużycia wobec wielu osób, zwłaszcza kobiet, w dziedzinie seksualnej, duchowej, psychicznej. Nadużycia polegające na działaniu – jak powiedzieli eksperci – w schemacie sekty.

Żeby wszystko było jasne: rzecz dotyczy tylko dorosłych, nie ma mowy o jakimkolwiek wykorzystywaniu dzieci, nie ma tu żadnej pedofilii, co więcej – jest możliwość, że część wykorzystywanych psychicznie osób nie uważa się za pokrzywdzone. Uważa się za – być może, nikt tego tak nie nazwał – za wyróżnione możliwością przebywania w kręgu tak niezwykłej osoby, jaką dla nich jest Paweł M.

Moda na Pawła M.

– Wstyd i tyle – mówi, niestety anonimowo, intelektualistka z kół zbliżonych niegdyś do krakowskich dominikanów. – Pamiętam przecież modę na Pawła M., głośne zapowiedzi jego rekolekcji jakby był gwiazdą, no bo dominikanie lubią gwiazdy, lubią błyszczeć. Paweł M. przekroczył wszystkie możliwe granice i teraz co? Tylko lamentacje?

Dlaczego prowincjał mówi, że raport go zdruzgotał i że sprawy nie zna do końca, skoro sam – dwadzieścia lat temu – interweniował u ówczesnego prowincjała, legendarnego o. Macieja Zięby OP (1954-2020) w sprawie ich współbrata Pawła M., na którego skarżyli się członkowie wspólnoty, którą M. założył? Potem o. Kozacki został, też poniekąd legendarnym, redaktorem naczelnym dominikańskiego miesięcznika „W drodze”, a jeszcze potem kolejnym prowincjałem. I dalej borykał się ze sprawą Pawła M.? A przecież prowincjalskie archiwa stały już przed nim otworem. I jego ranga prowincjała (niewtajemniczonym trzeba wyjaśnić, że to jak ranga biskupa ordynariusza w skali diecezji), czyli przełożonego całej polskiej prowincji wielkiego światowego zakonu pozwalała mu na każde uzasadnione prawem działanie. Podjął je? Bezpośrednich odpowiedzi na te pytania w raporcie nie ma, ale pośrednio wypływają z wielu opisanych w nim sytuacji i analiz.

Zadumiewający brak spostrzegawczości

Bardzo obszerny – 258 stron – raport dostępny jest na portalu info.dominikanie.pl, jego autorami są dr Tomasz Terlikowski, dr Sebastian Duda (teolog i publicysta), Bogdan Stelmach (lekarz seksuolog), Wioletta Konopa-Stelmach (psycholog kliniczny), dr Sabina Zalewska (pedagog i psycholog rodziny), o. Jakub Kołacz SJ (w latach 2014-2020 prowincjał Prowincji Polski Południowej Towarzystwa Jezusowego), ks. dr Michał Wieczorek (prawnik kanonista, wiceoficjał sądu biskupiego w Częstochowie).
XIII-wieczny, gotycki kościół i zespół klasztorny oo. Dominikanów pod wezwaniem św. Wojciecha odbija sie w szybach nowoczesnego centrum handlowego „Dominikańska” we Wrocławiu. Fot. Marek Skorupski/Forum
Dziennikarze dostali solidne streszczenie raportu i niektóre portale je opublikowały. Przypomnę więc tylko, za autorami „streszczenia”:

Prowadzona we Wrocławiu w latach 1996-2000 przez Pawła M. Wspólnota św. Dominika była oparta na mechanizmie psychomanipulacji. Dochodziło w niej również do przemocy fizycznej oraz nadużyć seksualnych. Wspólnota ta miała wszystkie cechy umożliwiające określenie jej mianem sekty. Inna rzecz, że jej członkowie – podobnie jak wiele osób, na których drodze stanął Paweł M. – niewątpliwie doświadczało pod wpływem zakonnika niezwykle intensywnych przeżyć religijnych. Sprawiało to, że racjonalny ogląd sytuacji przez te osoby w związku z ich psychiczną zależnością od Pawła M. oraz od propagowanej przez niego duchowości często okazywał się bardzo trudny. Tym bardziej dziwi, że postępowanie zakonnika względem powierzonych mu w pracy duszpasterskiej osób nie spotkało się ze skuteczną, niwelującą jego destrukcyjne skutki odpowiedzią ze strony dominikańskich współbraci.

Uważamy za niemal niemożliwe
– deklarują autorzy raportu, doświadczeni w pracy zarówno duszpasterskiej, jak i psychologicznej – że tak funkcjonująca grupa mogła na tyle skutecznie „ukryć” się, by nie wzbudziła zainteresowania innych dominikanów. Zachowały się bowiem pochodzące z końca lat 90. pisemne świadectwa kilku współbraci Pawła M., którzy precyzyjnie identyfikowali zakres nieprawidłowości w posłudze zakonnika.

Kapłan to nie kawaler na wydaniu, a zdrada nie jest godna pochwały

Gdy porzuci powołanie dla kobiety, popkultura przedstawia go jako romantycznego bohatera. Męża porzucającego żonę też?

zobacz więcej
Zauważono m.in niejasne zależności między Pawłem M. a członkami duszpasterstwa, opresyjne kierownictwo duchowe, rozpoznawanie powołania do stanu kapłańskiego i życia konsekrowanego z natychmiastowym wezwaniem do zerwania relacji z bliskimi, wielogodzinne modlitwy z wywieraniem psychicznej presji na ich uczestników, nieustanne tropienie przez zakonnika „nieczystości” u ludzi podlegających jego kierownictwu duchowemu, a także demonizowanie przez niego rzeczywistości, które przejawiało się np. w dziwnych rytuałach, takich jak palenie na klasztornym dziedzińcu sprzętów rzekomo zamieszkałych przez szatana.

I tego wszystkiego bracia zakonni nie widzieli? Byli tak zapracowani, zagonieni organizowaniem duszpasterstw akademickich (z których słynęli; „zwykłe” parafie w ośrodkach akademickich niekiedy nie kryły irytacji z powodu odpływu młodzieży do parafii dominikańskich) i budowaniem wizerunku medialnego zgromadzenia „skazanego na sukces”?

Cisną się pytania o podobny brak spostrzegawczości – czy po prostu przymykanie oka – w niedawnej sytuacji w jednym z warszawskich klasztorów ojców jezuitów, gdzie 57-letni utytułowany naukowo zakonnik, z dużym dorobkiem, wynosił powolutku dzieła sztuki, aby w końcu wyprowadzić się i wziąć ślub ze zmanipulowaną uprzednio staruszką (91 lat), zapewne majętną. Też nikt nic nie zauważył? To na czym polega wspólnota tych braci?

Zrzucić odpowiedzialność

Ale wracajmy do dominikanów i Pawła M., o którym raport mówi, że był zaprzyjaźniony z o. Maciejem Ziębą. Teraz łatwo jest zrzucić na niego sporą część winy i raport rzeczywiście to robi, zacytuję ze „streszczenia”: Na szczególnej pozycji Pawła M. oraz skrajnie nieadekwatnej bezpośredniej reakcji na ustalone nadużycia niewątpliwie zaważyła jego relacja osobista z o. Maciejem Ziębą OP, solidarność wewnętrzna związanego z nim środowiska współbraci i ich podporządkowanie osobie o. Macieja, jak również zlekceważenie przez ówczesnego prowincjała powagi zdarzeń. Od początku 1998 r. o. Maciej Zięba OP był informowany o karygodnych postępkach Pawła M. we wrocławskiej Wspólnocie św. Dominika (…).
Rok 2005. Uroczystość obłóczyn w kościele dominikanów w Poznaniu, której przewodniczył prowincjał Polskiej Prowincji Dominikanów o. Maciej Zięba. Fot. Marek Lapis/Forum
Ówczesny prowincjał polskich dominikanów był również informowany o aktach przemocy fizycznej, jakie miały miejsce podczas modlitw (…), Mimo to do początków 2000 r. o. Maciej Zięba OP nie ukrócił działalności swego współbrata we Wrocławiu. Stało się tak dopiero po przekazaniu mu przez o. Marcina Mogielskiego OP kilku pisemnych świadectw członków wspólnoty, którzy byli już wówczas świadomi krzywdy doświadczonej przez nich z powodu psychomanipulacji Pawła M.

W Wielki Wtorek 2000 r. ówczesny prowincjał polskich dominikanów odwołał zakonnika z funkcji duszpasterza akademickiego we Wrocławiu. Już wiosną tamtego roku o. Maciej Zięba OP dowiedział się również o wykorzystaniu seksualnym przez Pawła M. w ramach prowadzonego przez dominikanina „kierownictwa duchowego” czterech kobiet. Dostał też na piśmie informację o wielokrotnym zgwałceniu jednej z nich. Nie zlecił jednak w tej sprawie postępowania kanonicznego ani nie zgłosił zawiadomienia o popełnieniu przestępstwa do prokuratury. Pawła M. spotkały jedynie ze strony o. Macieja Zięby OP „kary” o charakterze pokutnym: zakaz sprawowania sakramentów, kilkutygodniowy pobyt w klasztorze kamedułów na Bielanach w Krakowie oraz roczna praca w hospicjum w Lublinie
.

Główny „bohater” tej opowieści ma chyba rzeczywiście duże możliwości i jest niezwykle pomysłowy, bowiem wychodził zwycięsko z każdej nałożonej kary: miał zakaz prowadzenia rozmów duszpasterskich – to wymyślił rozmowy egzystencjalne (cokolwiek to miało znaczyć); miał zakaz posługiwania się telefonem komórkowym – to używał krótkofalówki, i tak dalej – radził sobie w każdej sytuacji. W odróżnieniu od jego przełożonych, którzy sobie nie radzili – i to raport jednak daje do zrozumienia.

Czytamy: Decyzje kolejnych prowincjałów były podejmowane na podstawie nie dość rzetelnego doradztwa prawnego oraz nieumiejętnego korzystania z niego. Miało ono wpływ na wadliwe ukształtowanie sytuacji prawnej Pawła M. i błędną świadomość prowincjałów co do możliwości prawnych, którymi ci w rzeczywistości dysponowali. W szczególności byli oni utrzymywani w przekonaniu, że nie mają prawa do nałożenia kar prawnokanonicznych na Pawła M. Kolejni przeorowie klasztorów, w których przebywał Paweł M., nie otrzymywali dostatecznie precyzyjnych informacji o jego sytuacji, które pozwoliłyby im zrozumieć powagę obowiązków przełożonego w jego sprawie. System kontroli przestrzegania ograniczeń był słaby.

Mówiąc zwyczajnie: o. Paweł M. miał wyznaczane wymyślane przez przełożonych jakieś kary, ale gdyby o. Maciej Zięba podjął działania wynikające z obowiązku stosowania się do zasad prawa kanonicznego, sprawa wyglądałaby inaczej. Dwa następni prowincjonałowie, o. Krzysztof Popławski i o. Paweł Kozacki uważali w związku z tym, że „zostali upewnieni w decyzji, że nie ma już możliwości prawnych”, bo o. Zięba wyczerpał sprawę.

– Działali w błędzie co do prawa i w oparciu o nieadekwatne decyzje biegłych – powiedział któryś z ekspertów.

Miał listy od papieża, ale ich nie publikował, choć tylu innych to robiło

Ostatnią inicjatywą o. Macieja Zięby był list w obronie dobrego imienia Jana Pawła II. Podpisało go ponad 1700 osób z tytułami naukowymi.

zobacz więcej
Czy naprawdę mieli tak słabych doradców prawnych i sami mieli tak mało orientacji i – podkreślę – dociekliwości? Powtórzę, że archiwa prowincjalskie stały już przed nimi otworem, mieli pełną władze prawną.

Akta w części tajnej prowincjała zawierały wszystkie istotne informacje wskazujące na poważne zaburzenia osobowości Pawła M. oraz stopień pokrzywdzenia członków Wspólnoty św. Dominika we Wrocławiu. W przypadku przeprowadzenia wstępnego dochodzenia kanonicznego, w każdym momencie po 2000 r., władze zakonu uzyskałyby dodatkowy materiał dowodowy wskazujący na popełnienie przez Pawła M. najpoważniejszych przestępstw w rozumieniu Kodeksu prawa kanonicznego, skłaniając do zastosowania wobec niego przewidzianych prawem kanonicznym środków najdalej idących – piszą eksperci. Czyli gdyby się wzięły poważnie do sprawy, to…

Krzywdy ludzi, zaniedbania w zakonie

– Gdyby ktoś mi pokazał środki prawne… – powiedział podczas prezentacji raportu o. Kozacki, czy może raczej użalił się nad sobą. Na Boga, to przecież on, prowincjał, czyli decydent, musi zadbać o takich prawników, którzy środki znają i potrafią zastosować! To chyba jego odpowiedzialność wynikająca z władzy, jaką dysponuje. Bo jednak nie da się zrzucić całej odpowiedzialności na o. Macieja Ziębę OP. Pojawiły się już nawet głosy, czy może tylko pogłoski, że z „odpaleniem” sprawy ci dominikanie, którym naprawdę zależało na oczyszczeniu atmosfery i może nawet na pojednaniu z pokrzywdzonymi, czekali aż umrze o. Zięba, jakkolwiek cynicznie czy brutalnie by to zabrzmiało.

– Może to nieprawda, ale jednak tak wyszło – mówi cytowana już uczestniczka dawnych dominikańskich wspólnot.

– To przecież bardzo wygodne, że wszystkiemu winien jest akurat o. Zięba, który nie żyje – mówi z kolei młoda warszawska dziennikarka, która nigdy jego zwolenniczką nie była.

– Suma zaniedbań stała się obrazem prowincji – powiedział ktoś, dominikanin czy ekspert, w czasie prezentacji raportu. Gwoli sprawiedliwości trzeba odnotować, że to sam o. Kozacki dwadzieścia lat temu próbował działać, że to o. Marcin Mogielski OP nie dawał spokoju i alarmował władze zakonne, wspierając pokrzywdzone osoby, że wreszcie – cytuję za raportem – jeden z byłych przełożonych klasztoru św. Jacka w Warszawie wykazał się niezwykłą czujnością i dbałością w tym zakresie i zapobiegł kolejnej eskalacji działań sprytnego o. Pawła M.
Paweł Kozacki OP. Od 1 lutego 2014 roku Prowincjał Polskiej Prowincji Dominikanów. Fot. PAP/Marcin Gadomski
– Jakiekolwiek decyzje przez te 16 lat zapadały, to myśmy je firmowali, zgadzaliśmy się na nie albo nie. Dlatego osobiście czuję się za to przynajmniej moralnie odpowiedzialny – mówił o. Kozacki. Zaznaczył, że „jest gotów do poniesienia konsekwencji kanonicznych, o ile Stolica Apostolska lub generał zakonu podejmie taką decyzję”. Przypomniał , że już w chwili ujawnienia sprawy Pawła M. oddał się do dyspozycji przełożonego generalnego, który w każdej chwili może odwołać go z funkcji prowincjała.

Najważniejsi są tutaj – jak mówiono podczas prezentacji raportu – pokrzywdzeni, którymi do tej pory niespecjalnie się zajmowano. W raporcie czytamy: W końcu, pokrzywdzeni byli – sądzimy, że nie zawsze świadomie – wprowadzani w błąd co do sytuacji Pawła M. Treść korespondencji kierowanej do pokrzywdzonych oceniamy jako pozbawioną dostatecznej empatii, zaś sposób postępowania wobec jednej z nich podejmowany w ostatnim czasie przez ówczesnego delegata prowincjała dominikanów ds. ochrony dzieci i młodzieży uważamy za odbiegający od standardów i pozbawiony kompetencji relacyjnych.

O. Krzysztof Popławski, poprzedni – do roku 2016 – prowincjał dominikanów podkreślił, że najważniejsze jest uznanie krzywdy, która dokonała się poprzez działania współbrata, a także poprzez działanie, lub jego brak, ze strony prowincjałów.

– Były krzywdy konkretnych ludzi, były zaniedbania w duszpasterstwie i w zarządzie zakonu – powiedział. Dodał, że wraz z o. Kozackim ma poczucie odpowiedzialności, a najbardziej za to, że nie odpowiedziano w sposób właściwy na to, co działo się z osobami pokrzywdzonymi. – Z naszej strony bardzo chcemy za to przeprosić i o przebaczenie także prosić – powiedział o. Popławski.

Dominikanie deklarują gotowość pełnego wsparcia ofiar Pawła M., również wypłaty odszkodowań. Niektórzy bracia są w stałym, bezpośrednim kontakcie z pokrzywdzonymi. – Mamy nadzieję, że uda się doprowadzić do rozmowy i spotkania z tymi osobami – powiedział o. Popławski.

Wzywał arcybiskupów do dymisji. Teraz będzie uczyć holenderskich kleryków

Po zakonniku kolejne upomnienia, kary, zakazy wypowiedzi spływały jak po kaczce.

zobacz więcej
To jednak znaczy, że takiego spotkania jeszcze nie było, że to tylko deklaracje. Przy okazji nagłośniono komunikat o działaniu kryzysowym strony Zranieni w Kościele, która teraz od 15 września do niedzieli 26 września uruchamia dodatkowo telefon zaufania 800 280 900 codziennie, w godzinach 19-22.

Studium przypadku

Członkowie Komisji Ekspertów, ale także obaj wysocy rangą dominikanie podkreślali, że raport nie jest obrazem prowincji dominikańskiej czy – tym bardziej – obrazem Kościoła. Podkreślali, że jest to „studium przypadku”. Ale jednak w zakończeniu piszą:

Sprawa Pawła M. ma w sobie kilka wymiarów, na które staraliśmy się zwrócić uwagę w toku prac Komisji. Poza ustaleniem podstawowej faktografii była to konieczność odpowiedzi na pytanie, dlaczego dominikanie nie byli w stanie zapobiec powstaniu tak wielkich krzywd, jakich dopuścił się ich współbrat. Zastanawialiśmy się też, jaki był powód, że aż do tej pory Zakon nie zdobył się na adekwatne zadośćuczynienie pokrzywdzonym. Bez wątpienia wielką rolę odegrali w tym konkretni ludzie, przede wszystkim przełożeni Pawła M. z o. Maciejem Ziębą OP na czele. Swoje znaczenie miały też: słaba formacja intelektualna i duchowa zakonników oraz rozliczne wady samej wewątrzzakonnej struktury, w której możliwe było wieloletnie funkcjonowanie amatorskiego doradztwa prawnego. Sprawa Pawła M. to także w pewnym stopniu egzemplifikacja stanu Kościoła nie tylko w Polsce, ale i na świecie. Wszystko to, co wiązało się i wciąż wiąże ze sprawą polskiego dominikanina, ma także szerszy, ogólnokościelny kontekst.

Otóż to! Ja dorzucę jeszcze jeden, skoro wskazują to eksperci: czy na pewno w zakonach panuje przekonanie, że prawo kanoniczne obowiązuje wszystkich członków Kościoła katolickiego i obowiązuje na co dzień? Czy może kształtowane przez setki lat „wady wewnątrzzakonnej struktury” – jak to nazwali eksperci – nie znaczą tyle, że sprawy, zwłaszcza trudne, załatwia się w rodzinie, w tym przypadku zakonnej. A prawo – nawet kanoniczne – nie ma nic do tego? I czy w związku z tym rzeczywiście uda się „twórczo wykorzystać” – jak powiedzieli obaj dominikanie – ten raport?

– Barbara Sułek-Kowalska

TYGODNIK TVP, ul. Woronicza 17, 00-999 Warszawa. Redakcja i autorzy

Zdjęcie główne: Rok 2018. Na Polach Lednickich odbywa się XXII Spotkanie Młodych Lednica 2000. Pomysłodawcą i pierwszym duszpasterzem spotkań był dominikanin Jan W. Góra OP, Fot. Robert Woźniak / Forum
Zobacz więcej
Cywilizacja Najnowsze wydanie
Będzie sobie życie… sztuczne
Można je zaprogramować, by precyzyjnie dostarczało leki i polowało na komórki nowotworowe.
Cywilizacja Najnowsze wydanie
Wiedźmin wydrukuje trzustkę
Polska firma zaczyna produkcję szczepionek na COVID-19. Kolejne pracują nad lekami na raka, cukrzycę czy depresję.
Cywilizacja Najnowsze wydanie
Sytuacja na granicy USA jest jak sprzed Trumpa, tylko gorsza
Złego białego ma zastąpić dobry niebiały. Zmiany demograficzne mogą dać władzę Demokratom na dziesiątki lat.
Cywilizacja Najnowsze wydanie
Wstrząsnął establishmentem. Czy teraz idzie po władzę?
Mówi wprost, nazywając rzeczy po imieniu. Nic dziwnego, że okrzyknięto go „francuskim Trumpem”.
Cywilizacja Poprzednie wydanie
Jak eurokraci usiłują przejąć kontrolę nad Polską
Jan Rokita: Chodzi o oddanie rządów – przynajmniej na jakiś czas – zaufanym funkcjonariuszom instytucji unijnych.