Historia

Freie Stadt Danzig. Niebezpieczna nostalgia nad Motławą

O wolnościowych tradycjach Wolnego Miasta najlepiej mówi wynik wyborów w roku 1933. W Rzeszy NSDAP otrzymała 43,9% głosów, w Gdańsku zaś aż 51%.

Wolność to słowo magiczne, budzące jak najlepsze skojarzenia i tęsknoty. W Gdańsku można kupić mieszkanie na osiedlu „Wolne Miasto”, przenocować w hotelu o takiej samej nazwie, a kibice Lechii wywieszają transparent „Wolne Miasto” nad trybunami, na których siedzą. Od wielu lat po ulicach Gdańska jeżdżą tramwaje pomalowane w barwy przedwojennego Freie Stadt Danzig (1920 – 1939), które maja nawet patronów. Pierwszy był poświęcony Günterowi Grassowi, a jeden z następnych wybitnemu biochemikowi nobliście o światowej sławie, Adolfowi Butenandtowi.

Gdy okazało się, że profesor nie tylko należał do NSDAP, ale i wymieniał informacje naukowe z doktorem Josephem Mengele, dotyczące działania grzybów pleśniowych na wątroby więźniarek obozu Auschwitz, z tego patrona miasto zrezygnowało. Pomyłka z Butenandtem sprawiła, że przybyło patronów Polaków i Kaszubów.

Od kilku lat na obrzeżach miasta jest zaznaczona dawna granica pomiędzy Wolnym Miastem Gdańskiem a Rzecząpospolitą Polską. Miejsce, gdzie przed wojną był posterunek celny wyeksponowano rondem komunikacyjnym, stosownym napisem i flagami – jedną polską i dwiema z herbami Gdańska. Władze Gdańska zaznaczają swoją nostalgię za odrębnością Gdańska i okolic od Polski.

Retoryka przemówień włodarzy Gdańska roi się od pojęć wolnościowych takich, jak tolerancja, otwartość, wielokulturowość. Niezupełnie wprost, ale wyraźnie daje się do zrozumienia, że taki kiedyś był Gdańsk – wtedy, kiedy wszystkie tramwaje miały barwy kremowe – i taki powinien być. Wolność i związana z nią otwartość i tolerancja, ma charakteryzować to, co lokalne przeciwko temu, co centralne.

Liczne i celowe nawiązania w przestrzeni publicznej do czasów Wolnego Miasta Gdańska mają sugerować, że to wtedy była ta Arkadia nad Zatoką Gdańską.

Powstanie Wolnego Miasta Gdańska wpisane jest do traktatu wersalskiego, ale faktyczne powołanie tego tworu politycznego nastąpiło w listopadzie 1920 roku. WMG nie zadowalało ani Niemców, ani Polaków. Niemcy widzieli miasto i okolice w Niemczech, Polacy w Polsce, tak, jak to było do drugiego rozbioru w 1793 roku. WMG powstało jako kompromis propolskiej Francji z proniemiecką Anglią, przy chwiejnej postawie USA na konferencji pokojowej po pierwszej wojnie światowej.

Wolne Miasto Gdańsk składało się z dwóch powiatów miejskich – Gdańska i Sopotu oraz trzech powiatów ziemskich – Gdańskich Wyżyn, Gdańskich Nizin i Wielkich Żuław. Polaków na całym terenie WMG liczono na około 10%, w samym Gdańsku jeszcze mniej. Trzeba by właściwie konsekwentnie pisać Freie Stadt Danzig, bo przewaga Niemców na tym obszarze była przytłaczająca.
Spichlerze na Wyspie Spichrzów w Wolnym Mieście Gdańsku, lata 30. XX wieku. Fot. NAC/ Archiwum Fotograficzne Tadeusza Szumańskiego
Wolne Miasto Gdańsk miało jednoizbowy parlament, Volkstag i Senat pełniący władzę wykonawczą. Polska miała zagwarantowany zarząd nad siecią telefoniczną, telegraficzną, Pocztę Polską i polską kolej z uwagi na konieczność dojazdu do portu gdańskiego towarów z kraju. Gdańsk był objęty polskim obszarem celnym, a politykę zagraniczną i opiekę nad obywatelami WMG za granicą miała sprawować – zgodnie z ustaleniami międzynarodowymi – Polska. Zarząd portu gdańskiego składał się przedstawicieli Polski i WMG, po połowie.

Protektorat Ligi Narodów sprawował nad WMG Wysoki Komisarz, a interesów polskich pilnował Generalny Komisarz RP. W Generalnym Komisarzu gdańszczanie od początku chcieli widzieć tylko kogoś w rodzaju konsula. Jego tytuł sugerował jakiś rodzaj zwierzchności (np. w polityce zagranicznej WMG) i od roku 1921 przestano go tak nazywać używając określenia „polski przedstawiciel dyplomatyczny”.

Polska kultura popularna i nauka historii w szkołach oswoiła nas z tematem prześladowań Polaków w Gdańsku odbywających się na tle flag ze swastyką. Naprawdę z tym nie czekano na Hitlera. Różne szykany wobec polskich funkcjonariuszy z pobiciami włącznie, niszczenie skrzynek pocztowych i wybijanie szyb w obiektach polskich miały miejsce jeszcze przed dojściem NSDAP do władzy w Niemczech i Gdańsku w 1933 roku. Władze Gdańska odmawiały przyznania obywatelstwa WMG Polakom zamieszkałym tam od pokoleń. Uniemożliwiano działanie polskich szkól i instytucji, szykanowano polskie życie kulturalne i sport.

Pierwsze liczne demonstracje w Gdańsku za pozostaniem w Niemczech miały miejsce już w 1920 roku. Senat WMG często i na różne sposoby starał się ograniczyć uprawnienia polskie w mieście przyznane prze Ligę Narodów. Wysocy Komisarze Ligi – Anglicy, Duńczyk, Holender, Włosi, Irlandczyk i Szwajcar – z reguły brali stronę Senatu. Komisarz Generalny RP nie chciał zadrażniać stosunków z Gdańskiem, co władze w Warszawie słusznie rozumiały, że byłoby to zaostrzanie relacji z Niemcami. Na to wyczerpane wojnami młode państwo nie mogło sobie pozwolić.

Dopiero nieco okrzepła Polska w czerwcu 1932 potrafiła wprowadzić do portu w Gdańsku ORP „Wicher” na rozkaz marszałka Józefa Piłsudskiego. Nastąpiło to po wielu incydentach ograniczania przez władze WMG uprawnień polskich w mieście. Demonstracją siły było także czasowe powiększenie załogi składnicy wojskowej na półwyspie Westerplatte.

Ostatecznie dodatkowe, nie ujęte w umowach międzynarodowych, wojsko wycofano, po zmianie przez Senat WMG (czasowej) nastawienia do uprawnień polskich. ORP „Wicher' przywitał wizytujące Gdańsk okręty brytyjskie i odpłynął.

Po śmierci Marszałka władze sanacyjne w Warszawie a za nimi Komisarz Generalny wrócili do polityki niezadrażniania. Taką samą politykę pod nazwa appeasement prowadziły wobec III Rzeszy państwa zachodnie. Obydwie polityki rozzuchwalały Niemców.

Niemiecki minister: Albo rozumne relacje z Führerem, albo Polskę wchłonie bolszewicka Rosja

Hitler nie skorzystał z sugestii i nie rozmawiał z ministrem Beckiem z pozycji siły. Powtórzył jednak: Gdańsk jest niemiecki i prędzej czy później wejdzie w skład Niemiec.

zobacz więcej
W 1924 roku w Berlinie odbyły się demonstracje żądające włączenia Gdańska do Niemiec. Już w latach dwudziestych Wolne Miasto konsultowało swoje posunięcia w polityce wobec Polaków w Gdańsku z niemieckim Ministerstwem Spraw Zagranicznych. Rosły w siłę Stahlhelm i Soldatenbund, nacjonalistyczne paramilitarne organizacje złożone z byłych żołnierzy armii Wilhelma II. Mnożyły się napaści na gdańszczan publicznie używających języka polskiego, a także na turystów z Polski zwiedzających miasto. W 1929 roku Volkstag podjął rezolucję potępiającą oderwanie Gdańska od Niemiec. Wolne Miasto nie chciało być wolne, tylko niemieckie.

Zanim do Volkstagu dostali się pierwsi przedstawiciele NSDAP, centroprawica i socjaldemokraci prezentowali jednolicie antypolskie stanowisko. Senat jawnie popierał antypolskie gwałty, nawet doprowadził do zwolnienia zabójców polskiego urzędnika w 1931 roku. W tym samym roku było wiele pobić Polaków ze spektakularnym wycięciem znaku swastyki na piersiach polskiego pobitego marynarza. Do pociągów wiozących do portu polskich marynarzy strzelano. Lata trzydzieste przyniosły także rozbudowę policji WMG i dozbrojenie jej bronią przemycaną z Prus Wschodnich – było to nawet karabiny maszynowe, tankietki i samoloty.

O rosnącej sile NSDAP w Gdańsku świadczy ukazywanie się od lutego 1931 roku organu partii „Der Vorposten” (posterunek, bastion), którego każdy numer był ozdobiony hasłem „Zuruck zum Reich” (Z powrotem do Rzeszy). W Gdańsku pewnie czuli się przywódcy nazistowscy – Ernst Röhm , Herman Göring i Josef Goebels. O wolnościowych tradycjach Freie Stadt Danzig najlepiej mówi wynik wyborów do Volkstagu w roku 1933 kiedy w Niemczech i w WMG NSDAP zdobyła władzę. W Wolnym Mieście NSDAP uzyskała 51% głosów, zaś w Rzeszy tylko 43,9%.

NSDAP szybko zlikwidowała inne partie polityczne, co dla gdańskich Polaków aż do czasu tuż przed wojną nie miało większego znaczenia – dawniejsze niemieckie partie były równie szowinistycznie antypolskie. W urzędach Wolnego Miasta zawisły portrety Hitlera, a wszędzie flagi ze swastyką i każde pismo urzędowe w rzekomo Wolnym Mieście kończyło „Heil Hitler!”. Wszelkie pozory, że Freie Stadt Danzig czymś się różni od Niemiec zniknęły bezpowrotnie. Od 1934 roku obywateli WMG powoływano do służby wojskowej w Wehrmachcie.

Z Ministerstwa Spraw Zagranicznych w Berlinie władze WMG przyjmowały szczegółowe instrukcje, a o przywrócenie granicy celnej WMG z Prusami Wschodnimi 4 sierpnia 1935 roku ambasador Józef Lipski musiał zabiegać w rezydencji Hitlera w Berchtesgaden. W notatce ambasadora po rozmowie można przeczytać: „Kanclerz stwierdził, że stoi na stanowisku absolutnego poszanowania status quo w Wolnym Mieście, zarówno przez Niemcy, jak i przez Polskę. (…) Kanclerz wypowiedział się za szybkim zlikwidowaniem zatargu gdańskiego.” Po tych rozmowach Senat WMG przywrócił granicę celną z Prusami Wschodnimi, czego między innymi dotyczyła interwencja Lipskiego u Hitlera.

Zupełnie zmarginalizowany Wysoki Komisarz Ligi Narodów przyjmował sytuację do wiadomości, a na swoje protesty w Senacie otrzymywał odpowiedź lub nie.

Adolf Hitler, pragnąc zaangażować Polskę do przyszłej wojny z ZSRR, grał grę w złego i dobrego policjanta, z tym, że sam był jednym i drugim. Ostro antypolsko wypowiadał się na forach partyjnych, a w rozmowach z ambasadorem Józefem Lipskim, czy ministrem Józefem Beckiem wyrażał podziw dla wielkiego Marszałka, przyznawał, że 33 milionowy naród polski musi mieć dostęp do morza.
Adolf Hitler jako lider NSDAP na gdańskim lotnisku 9 kwietnia 1932, na dzień przed II turą wyborów prezydenckich w Niemczech (przegrał ją z Paulem von Hindenburgiem). W imieniu Prezydenta Senatu Wolnego Miasta Gdańsku raport składa kapitan gdańskiej policji (Schutzpolizei Danzig) Willy Bethke, który we wrześniu 1939 będzie dowodził atakiem na Pocztę Polską. Tego dnia Hitler miał tylko mięzylądowanie we Wrzeszczu, zdecydował, że Gdańsk odwiedzi dopiero wtedy, gdy zostanie on włączony do Niemiec. Fot. NAC/IKC
Wprawdzie przy innej okazji Joachim von Ribbentrop mówił, że Morze Czarne to też morze, a nawet o – wydawałoby się kluczowej – kwestii eksterytorialnej autostrady i linii kolejowej z Niemiec do Prus Wschodnich przez polskie Pomorze potrafił powiedzieć, że to można załatwić w nieokreślonej przyszłości.

Poseł polski w Berlinie Alfred Wysocki już latem 1933 roku zostawił notatkę z jednej z takich rozmów w sam raz ilustrującą wolność Wolnego Miasta: „Kanclerz powiedział mi, że wydał rozkazy dla Gdańska, by unikano sporów z Polską i wyraził przekonanie, że stworzona tam atmosfera przyniesie najlepsze rezultaty”.

Z czasem władze polskie zupełnie zrezygnowały z nadziei na załatwienie jakichkolwiek sporów z Wolnym Miastem Gdańskiem z jego władzami lub na forum Ligi Narodów. Zwracano się bezpośrednio do tego, kto wydawał rozkazy – w Berchtesgaden, Berlinie – lub do jego najbliższych współpracowników.

Jak się okazało, władze polskie postępowały pragmatycznie. W 1936 roku prezydent Senatu WMG Arthur Greiser udał się do Genewy i na posiedzeniu Rady Ligi Narodów zażądał odwołania Wysokiego Komisarza i nie powoływania następnego. To wolnościowe przemówienie – wobec Ligi Narodów, bo z Berlina przyjmował rozkazy – skończył głośnym „Heil Hitler!” z wyciągniętą prawicą. Rozbawionej sali posiedzeń Rady Ligi pokazał język. Cały świat wtedy zobaczył gdzie jest źródło wolności Freie Stadt Danzig.


Przed dojściem nazistów do władzy wolność w Wolnym Mieście Gdańsku miała tradycje bismarckowskich Prus, o co było tym łatwiejsze, że po wilhelmińskich Niemcach została cała administracja. Po 1933 roku to już była wolność z pieśni SA „Horst Wessel Lied”, gdzie – jak śpiewano – ulice były wolne dla brunatnych batalionów, a miliony patrzyły z nadzieją na swastykę kiedy nastanie dzień wolności. Przez całe dwudziestolecie międzywojenne, a nawet tuż przed wojną, Polakom łatwiej było żyć w Berlinie, niż w Gdańsku.

Kibice gdańskiej Lechii, ci od rozwijania transparentu „Wolne Miasto” i inni nostalgiczni współcześni poszukiwacze swoich korzeni w przeszłości Gdańska opisanych tu pokrótce faktów nie znają z opowieści własnych dziadków. Dzisiejsza ludność Gdańska w większości napłynęła do miasta po wojnie z dawnych Kresów i z centralnej Polski. Na czymś chcą budować swoją tożsamość, a patos słowa „wolność” w nazwie Wolne Miasto Gdańsk ma swoją uwodzicielską siłę.

Nie jest to łatwa sytuacja, bo otwartość, różnorodność i twórcze ścieranie się kultur tutaj były, ale dawno, przed drugim rozbiorem polski. Gdańsk był wolny i podmiotowy wobec władzy centralnej w czasach Hanzy i później także, choć już nie tak zamożny, ale w tych najlepszych czasach nie miał „wolności” w nazwie. Freie Stadt Danzig, a i Gdańsk w zaborze pruskim, mają się nijak do retoryki i symbolicznych gestów władz miejskich oraz pozornie chwytliwych pomysłów nazewniczych deweloperów i hotelarzy.

– Krzysztof Zwoliński

TYGODNIK TVP, ul. Woronicza 17, 00-999 Warszawa. Redakcja i autorzy


Korzystałem z książki: „Józef Wójcicki, Wolne Miasto Gdańsk 1920-1939”, wyd. MON 1976.
Zdjęcie główne: Hermann Goering przed frontem kompanii honorowej policji Wolnego Miasta Gdańska na Długim Targu w kwietniu 1935 roku. Fot. NAC/ IKC
Zobacz więcej
Historia Najnowsze wydanie
Setki manifestantów utopionych w rzece? Fakty czy legenda
Prezydent przyjął wersję wydarzeń przygotowaną przez komunizujących historyków.
Historia Najnowsze wydanie
Ścięty na gilotynie. Śląski męczennik
Dlaczego młody ksiądz został oskarżony o zdradę stanu?
Historia Poprzednie wydanie
Polska pod obcym protektoratem. Suwerenność reglamentowana
Skoro sami Polacy zaprosili „zagranicę” do ingerencji, trudno, żeby nie skorzystała.
Historia Poprzednie wydanie
Sybiraczka z rodu Mickiewiczów
Dwa tygodnie po śmierci synka przyszła paczka od męża przez Czerwony Krzyż z Persji. Myślałam, że mnie to zabije. Czemu nie przyszła wcześniej!
Historia Poprzednie wydanie
Miał kmicicowatą naturę. Pierwszy rzucał butelkę z benzyną
Śmierć przyszła po Baczyńskiego wcześniej, i to na polu chwały, a nie w ubeckich kazamatach, jak dopadła „Anodę” Rodowicza.