Cywilizacja

Ze skoczni na rower. Z nart na bieżnię. Z płotków na bobsleje

Skoki narciarskie i kolarstwo szosowe na pozór nic nie łączy, a wszystko dzieli. Tymczasem Primož Roglič łatwo zamienił narty na rower odnosząc spektakularne sukcesy jako cyklista.

Wąska specjalizacja zawodowa to znak naszych czasów. Wszechstronna wiedza i wszechstronne umiejętności słabo się sprzedają na współczesnym rynku pracy. Nie inaczej jest w sporcie, chociaż nie ustają próby, by nie zamykać się w jednej dziedzinie.

Lista sportowców, którzy uprawiali lub uprawiają różne dyscypliny jest bardzo długa. Na tej liście jest Słoweniec Primož Roglič, kiedyś niezły skoczek narciarski a obecnie znakomity kolarz szosowy, zwycięzca niedawnego wyścigu Vuelta a España. To temat, który warto rozwinąć nie tylko na tym przykładzie.

W potocznym ujęciu „wszechstronny sportowiec” to ktoś, kto dba o własną kondycję fizyczną i tyle. Można się domyślać, że biega dla zdrowia albo pogrywa w tenisa i że robi to zapewne amatorsko, bo inaczej byłby nazywany lekkoatletą lub tenisistą.

Profesjonalizm wymaga pełnego zaangażowania w konkretniej dyscyplinie, gdyż tylko ono nagradza sportowca sukcesami. Znane porzekadło głosi, że nie da się trzymać wielu srok za ogon. To prawda a sportowa wielobarwność ma swoje wymogi i ograniczenia.

Nie wszystko naraz

Pod koniec XIX i w pierwszej połowie XX wieku zasada jednego wyboru nie była aż tak twarda. Można było bawić się sportem na wielu arenach. Toteż wielu próbowało swoich sił w różnych dyscyplinach czy konkurencjach równoważnie.

Miotacze często łączyli występy w pchnięciu kulą i rzucie dyskiem. Dzisiaj także to się zdarza, ale głównie w kategorii juniorów. Na pozór są to odmienne formy ruchu. Jednak w samym treningu oraz technice mają wspólne elementy.

Praca na siłowni jest prawie identyczna. Natomiast w samej technice, mimo ewidentnych różnic, obowiązuje ta sama, podstawowa zasada dla wszystkich lekkoatletycznych rzutów: biodra muszą wyprzedzać rękę! Kiedy to się opanuje, to ma się z górki.

Lecz nawet w tamtych zamierzchłych czasach stawało się jasne, że nie da się trzymać wielu srok za ogon, gdy chce się osiągać wybitne wyniki. Tylko jeden człowiek w historii zdobył dwa złote medale olimpijskie w rzucie dyskiem i pchnięciu kulą.

Nazywał się Robert Garrett, był Amerykaninem. Zwyciężył w obu konkurencjach podczas pierwszych nowożytnych igrzysk w Atenach w 1896 roku. Obecni kulomioci, choć pchają kulą z obrotów, nie dotykają dysku na prestiżowych imprezach.

Nie dlatego, żeby nie umieli rzucić. Dlatego, że pilnowanie swojej działki bardziej się opłaca. Światowa konkurencja jest za silna, poziom wyników zbyt wyśrubowany, a sport wyczynowy to nie zabawa tylko praca zawodowa.

Rzecz jasna sprawność ogólna, a inaczej sportowa wszechstronność, jeszcze nikomu nie zaszkodziła. To baza, na której można a nawet należy budować wyczynową karierę. Jednak przychodzi taki moment, gdy trzeba wybierać. Ten wariant jest obecnie obowiązkowy.
Adam Małysz jako kierowca wyścigowy podczas rajdu samochodowego Rábaköz Kupa w węgierskim Himod w 2013 roku. Fot. PAP/Grzegorz Momot
Tomasz Majewski, dwukrotny mistrz olimpijski w pchnięciu kulą, też stawał przed taką decyzją. Pociągała go koszykówka, potem trójskok. Jako miotacz zaczynał od rzutu dyskiem. W końcu wybrał pchnięcie kulą.

Kto ma dryg do sportu, praktycznie może uprawiać wszystko. Tyle, że nie wszystko naraz. Naraz można uprawiać tylko jedną dyscyplinę. I trzeba to robić na dwieście procent albo wcale. Kto dzisiaj próbuje wszystkiego, w niczym nie może być dobry.

Zgodnie z powyższą regułą sportowcy, którzy fundują sobie dwie kariery, nie planują ich równolegle lecz w pewnych odstępach i pod warunkiem wykorzystania w jakiś sposób w tej drugiej karierze przygotowań, nawyków i umiejętności nabytych w tej pierwszej.

Bardzo pomocne bywają zbieżne cechy motoryczne poprzednio już wytrenowane, wypracowane techniki mentalnych oraz gotowość do podjęcia nowego wyzwania i nieodparta chęć, aby się w nim sprawdzić. Wtedy możliwe są wszelkie transformacje.

W cudów sporcie nie ma

Primož Roglič jest na to dobrym przykładem. Skoki narciarskie i kolarstwo szosowe na pozór nic nie łączy, a wszystko dzieli. Tymczasem Słoweniec łatwo zamienił narty na rower odnosząc spektakularne sukcesy jako cyklista.

W narciarstwie zdobywał medale w drużynie na mistrzostwach świata juniorów w 2006 i 2007 roku. Jednak podczas konkursu na mamuciej skoczni w Planicy (2007) miał wypadek. Doznał licznych potłuczeń, złamania kości nosowej i wstrząśnienia mózgu.

Ale wtedy nie rzucił nart i nie wsiadł na siodełko. Skakał nadal a po raz ostatni w 2011 roku w Szczyrku podczas zawodów FIS Cup. Dopiero rok później podjął decyzję o zmianie dyscypliny.

Jego druga kariera jest sportowo znacznie lepsza od pierwszej, bo wyniki mówią za siebie. Trzy kolejne wygrane wyścigi Vuelta a Espańa (2019, 2020 i 2021) plasują go bezspornie w światowej czołówce kolarzy zawodowych. Jak to było możliwe?

Otóż właśnie dzięki wykorzystaniu zasobów własnych, nabytych podczas kariery skoczka, zarówno tych fizycznych jak i psychicznych. Miał solidny fundament, na którym mógł budować kolarską karierę. Zacznijmy od profilu fizycznego.

Aby być skutecznym w skokach czy kolarstwie trzeba wytrenować te same grupy mięśni: czwórgłowe uda, pośladkowe i mięśnie grzbietu. Potrzebne są silne więzadła, a zawłaszcza zginacze i prostowniki. Potrzebna jest moc oraz dynamika ruchu tak przy odbiciu na progu jak i kręceniu pedałami.

W sferze psychiki wymagania także są zbieżne. Poczynając od dobrej koordynacji, panowania nad ciałem na dużych prędkościach aż do błyskawicznych, często ryzykownych decyzji, które wymagają przytomnej odwagi, żeby nie przeciągnąć struny.

To wszystko Roglič już miał zanim odstawił narty i wsiadł na rower. To czego nie miał, więc musiał wypracować, to wydolność organizmu, zarówno tlenowa jak i beztlenowa, potocznie nazywana wytrzymałością.

Mistrzowie jak pajacyki na sznurkach. Sfałszowany sport

Cosa Nostra, Camorra i ‘Ndrangheta przejmują włoski futbol na wszystkich szczeblach.

zobacz więcej
Według znanych teorii treningu wytrzymałość buduje się najłatwiej ze wszystkich cech motorycznych i to niezależnie od wieku. W przeciwieństwie do szybkości, która podlega osobniczym uwarunkowaniom genetycznym.

Technika jazdy na rowerze, taktyka etapów czy całego wyścigu, współpraca w kolarskiej grupie, też wymagały nauki nowych umiejętności, opanowania konkretnej wiedzy, lecz i z tym Słoweniec poradził sobie znakomicie.

Sorry za tyle szczegółów od kuchni, ale nie da się tego inaczej wytłumaczyć. Ważne, aby pamiętać, że imponująca kolarska kariera Primoža Rogliča, nie jest cudem mniemanym, bo w sporcie cudów nie ma. Jest efektem wcześniejszych przygotowań, które mu tę karierę umożliwiły i ułatwiły.

Nie w każdym przypadku wyjaśnienia są tak proste. Adam Małysz, starszy kolega Rogliča, też zafundował sobie sportową karierę numer dwa. Jazda samochodem rajdowym słabo się kojarzy ze skokami. Jednak w kabinie siedzi kierowca, co sporo zmienia.

Siła mięśni czy moc odbicia z progu nie są ważne za kierownicą. Za to refleks, pełna koncentracja, umiejętność podejmowania skalkulowanego ryzyka, jak najbardziej. A wszystkie te cechy Małysz opanował jako skoczek i wykorzystał jako kierowca.

W tym miejscu chyba warto postawić pytanie – dlaczego oni to robią? Sportowiec zawodowy po pełnej karierze przeważnie ma dość. Zwykle zakonnego rygoru i codziennej harówki. Często czuje się wypalony. Jak widać nie każdy a powody bywają różne.

Małysz osiągną w skokach narciarskich prawie wszystko. Prawie, bo nie zdobył złotego medalu olimpijskiego. Może uznał, że tego nie przeskoczy. Ale na pewno nie był sportowo wypalony, skoro zabrał się za rajdy na poważnie i miał z tego frajdę.

Chyba trochę inaczej musiało być z Primožem Rogličem. Kariera skoczka zajęła mu bez mała 8 lat, lecz nie była koncertowa. Może nie czuł się sportowcem spełnionym. Jako kolarz zdziałał więcej i wciąż wszystko przed nim. Jego talent się nie marnuje, jest tylko inaczej zagospodarowany.

Jedno nazwisko, dwie kariery

Ciekawe, że potrzebę transformacji odczuwają też globalne ikony stadionów. I to takie, które w swojej dyscyplinie zdobyły wszystko, co tylko było do zdobycia. Trudno więc przypuszczać, aby czuły się sportowo niespełnione.

Usain Bolt, po wypełnieniu biografii genialnego sprintera, zaczął grać w piłkę nożną. Na długo przedtem zapowiadał, że to zrobi i zrobił. Miał jednak zbyt zmitrężony organizm, a kontuzje w futbolu bywają groźniejsze od tych na bieżni, toteż odpuścił.

Therese Johaug należy do najwybitniejszych gwiazd biegów narciarskich. I mniejsza już o ten krem na sterydach, którym kiedyś natarła policzki. Jej trening to setki i tysiące kilometrów. Zatem powinna być szczęśliwa, gdy może odpoczywać i nie biegać, ale gdzie tam....

Tego lata postanowiła uzyskać kwalifikację olimpijską na igrzyska w Tokio jako lekkoatletka, konkretnie na dystansie 10 000 metrów. Przerwy na odpoczynek po sezonie zimowym raczej nie miała. Tylko kilka sekund zabrakło jej do celu.
Usain Bolt jako lewy napastnik drużyny Reszty Świata w czasie charytatywnego meczu na rzecz UNICEF w 2018 roku przeciw Anglii w Manchesterze. Fot. Lynne Cameron/Getty Images
I jeszcze jeden znamienny przypadek: Edwin Moses, multimedalista, rekordzista, autentyczny fenomen na dystansie 400 metrów przez płotki, który wygrał 100 biegów pod rząd, co się nikomu wcześniej ani później nie udało również wystartował w nowej roli.

Wybrał bobsleje, sport zimowy. Gdyby ktoś miał wątpliwości, czy pomogła mu w tym pierwsza kariera płotkarza, odpowiadam – jak najbardziej. Wskakiwał do boba jako ostatni zawodnik z czwórki, który musi biec najdłużej i najszybciej.

Wszystkie wymienione tu przykłady sportowej różnorodności można sprowadzić do wspólnego mianownika. Przy dwóch sportowych karierach tylko jedna buduje pozycję, popularność i kojarzona jest z nazwiskiem.

O tej drugiej nawet kibice mogą nie wiedzieć. A jak wiedzą, niewiele to zmienia. Małysz pozostanie skoczkiem a nie rajdowcem tak jak Bolt sprinterem a nie piłkarzem. Tak będzie do końca świata i jeden dzień dłużej.

Mnóstwo sportowców miotało się i miota po licznych arenach szukając swojego miejsca. Nie każdemu udaje się znaleźć właściwe. Niektórym zajmuje to więcej czasu niż innym. Jednak nie warto rezygnować, bo wytrwałość bywa nagradzana.

Witalij Kliczko przez 10 lat był kick boxerem. Ma to zapisane w biografii. Komentatorzy mogą sobie przeczytać i błysnąć wiedzą fachową. Jednak w pamięci zbiorowej pozostanie jako pięściarz i brat Władimira. Tak to działa, inaczej nie będzie.


Dziewięć plus

Za najbardziej wszechstronnych sportowców, jakby z definicji, uchodzą wieloboiści. Ta opinia jest z gruntu słuszna, chociaż przy szczegółowym rozpoznaniu, różnie to wygląda. Na przykład dziesięciobój zamyka się w tylko w jednej dyscyplinie.

Lekkoatletyka jako taka wymaga wszechstronnej sprawności, więc wszystko się zgadza. Każdy trener uczy młodych zawodników biegać, skakać i rzucać. Każdy nabywa te podstawowe umiejętności, więc potencjalnie każdy mógłby uprawiać wielobój.

Schody zaczynają się w obszarze specjalizacji. Teoretycznie wąskiej, ale w praktyce dość powierzchownej. Dysponując dobrą szybkością, skocznością, ogarniając z grubsza zasady techniki rzutów, można wychodzić na stadion.

Tyle, że nie w pełni przygotowanym. Perfekcyjne opanowanie tylko dziewięciu z dziesięciu konkurencji już stanowi poważny problem. Ten problem wynika z naturalnych predyspozycji. Jedni bazują na szybkości, inni na skoczności, kolejni na rzutach.

To, co słabsze, można poprawić, choć nie zawsze z powodzeniem. Niektórym udaje się lepiej i tacy wygrywają. Ale w sumie dziewięć konkurencji można jakoś synchronizować, bo siła, szybkość i skoczność to fundamenty dyscypliny ćwiczone od juniora.

Dziesiąta konkurencja jest tak odległa od reszty, że największym sukcesem jest samo jej przetrwanie. Mowa o biegu na 1500 metrów, którego nikt nie trenuje, bo się nie da. Taki trening średniodystansowca byłby zabójczy dla pozostałych specjalności.
Szybkość, skoczność i siła podczas licznych tempówek, specjalistycznych interwałów rozwiałyby się jak dym. Nastąpiło by tzw. przymulenie, które oznacza pogorszenie dynamiki potrzebnej w 9 konkurencjach na rzecz poprawy wytrzymałości potrzebnej tylko w jednej.

Na tym dystansie radzą sobie tylko ci, którzy mają do tego wybitne predyspozycje. Ale tacy rzadko zwyciężają w całym dziesięcioboju. Reszta dobiega do mety w stanie przed agonalnym, nadwyrężając cokolwiek opinię sprawnych wszechstronnie. Lecz nie ma lekko, trzeba tyrać na te dziewięć plus.

Umiejętnością gry na wielu instrumentach muszą się wykazać zawodnicy w pięcioboju nowoczesnym oraz w triathlonie. Pierwsza z dyscyplin nie jest już tak modna jak kiedyś była. A to dlatego, że nie nadaje się do upowszechnienia, choć niewątpliwie wymaga sprawności.

Druga wręcz przeciwnie, jest modna i coraz modniejsza, gdyż się nadaje. Triathlon uprawiają zawodowcy i setki tysięcy amatorów. Udział w zawodach jest sporym wyzwaniem. A ich ukończenie swoistą licencją portowca wszechstronnego bez względu na dystans.

Tak to zostało pomyślane. Kiedyś najpierw rozgrywano bieg, a po nim wyścig kolarski. Teraz jest odwrotnie. W bieganiu po zejściu z roweru największą przeszkodą są własne nogi, które działają jak protezy. Kto nie wierzy, może sprawdzić. Zatem licencja się należy.

Resumując: specjalizacja zawodowa w sporcie jest dziś niezbędna, aby odnosić sukcesy. Żeby dokonać trafnego wyboru, warto nawet zbłądzić, bo każdy trening procentuje. A na końcu dnia liczy się to, czego się dokonało dzięki talentowi i ciężkiej pracy. Bo żadnej magii w tym nie ma.

– Marek Jóźwik

TYGODNIK TVP, ul. Woronicza 17, 00-999 Warszawa. Redakcja i autorzy

Zdjęcie główne: Słoweniec Primož Roglič, kiedyś niezły skoczek narciarski a obecnie znakomity kolarz szosowy, zwycięzca wyścigu Vuelta a España 2021 na ostatnim etapie przed Katedrą św. Jakuba w Santiago de Compostela. Fot. Sirotti Stefano / imago sport / Forum
Zobacz więcej
Cywilizacja Najnowsze wydanie
Będzie sobie życie… sztuczne
Można je zaprogramować, by precyzyjnie dostarczało leki i polowało na komórki nowotworowe.
Cywilizacja Najnowsze wydanie
Wiedźmin wydrukuje trzustkę
Polska firma zaczyna produkcję szczepionek na COVID-19. Kolejne pracują nad lekami na raka, cukrzycę czy depresję.
Cywilizacja Najnowsze wydanie
Sytuacja na granicy USA jest jak sprzed Trumpa, tylko gorsza
Złego białego ma zastąpić dobry niebiały. Zmiany demograficzne mogą dać władzę Demokratom na dziesiątki lat.
Cywilizacja Najnowsze wydanie
Wstrząsnął establishmentem. Czy teraz idzie po władzę?
Mówi wprost, nazywając rzeczy po imieniu. Nic dziwnego, że okrzyknięto go „francuskim Trumpem”.
Cywilizacja Poprzednie wydanie
Jak eurokraci usiłują przejąć kontrolę nad Polską
Jan Rokita: Chodzi o oddanie rządów – przynajmniej na jakiś czas – zaufanym funkcjonariuszom instytucji unijnych.