Cywilizacja

Eurokraci zgrzytają zębami. Francuz gorszy niż Polacy

Kto by pomyślał, że prominentny urzędnik z samych szczytów brukselskiej biurokracji zdoła zaszokować swoją polityczną niepoprawnością. Program wyborczy Michela Barniera, byłego komisarza europejskiego i negocjatora brexitu, obecnie kandydata na prezydenta Francji, w klasie politycznej wywołał falę jednobrzmiącej konsternacji.

Siwe włosy, nienaganna prezencja, francuska elegancja, polityczne doświadczenie jako minister spraw zagranicznych i dwukrotny eurokomisarz – 70-letni Michel Barnier jawi się jako struprocentowy „présidentiable”, czyli osoba o posturze kandydata na prezydenta.

On sam uważa się za outsidera i, jak na standardy francuskiej polityki, ma rację. Nigdy nie poszedł do ENA (École nationale d'administration) – elitarnej francuskiej uczelni dla urzędników państwowych i wylęgarni ministrów – wybierając zamiast tego szkoły biznesu. Teraz może się okazać, że jego outsiderstwo posunie się dalej, przeradzając się w polityczną niepoprawność.

W czwartek, 9 września, przy okazji dni parlamentarnych centroprawicowej partii Republikanie w Nîmes, ten „socjalny gaullista” zaatakował podstawy Unii Europejskiej, której przez dekady tak wiernie służył.

„Musimy odzyskać naszą suwerenność prawną” w kwestii migracji – powiedział Barnier zgromadzonym sympatykom centroprawicy – a nie być „stale zagrożonymi przez jakieś orzeczenie lub potępienie ze strony Europejskiego Trybunału Sprawiedliwości lub Konwencji Praw Człowieka, lub przez interpretację naszych własnych instytucji sądowniczych”. W gruncie rzeczy, Michel Barnier chce, aby Francja „przestała podlegać orzeczeniom Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej lub Europejskiego Trybunału Praw Człowieka”.

Wystąpienie byłego komisarza i uznanego negocjatora brexitu, kandydata na prezydenta Francji w wyborach, jakie zaplanowano na 2022 r., wywołało zdumienie, oburzenie i falę komenatrzy. Byłemu eurokomisarzowi zarzucono, że jest „gorszy niż Polacy”, a to znaczy, że jego zakwestionowanie zasad nadrzędności instytucji i prawodawstwa Unii Europejskiej idzie o wiele dalej niż to, co (najczęściej na wyrost i bez związku z faktami) zarzuca się w Brukseli obecnym rządom Rzeczypospolitej.

Pomysły jak z Le Pena

Ale Barnier zaszokował francuski establishment nie tylko tym stwierdzeniem. Jest jeszcze sprawa polityki imigracyjnej Francji. I, co ciekawe, to nawet nie nagły zwrot w tej kwestii wywołał taką burzę. O ile postulat konieczności wzięcia w karby niekontrolowanej imigracji nie jest nowy – Michel Barnier przedstawił swój program wiosną tego roku, a latem szczegółowo i przystępnie wyjaśnił w serii publikacji, w tym w artykule opublikowanym w dzienniku „Le Figaro” – to raczej metoda ograniczania tego zjawiska wywołała szok mainstreamu medialnego i politycznego.
70-letni Michel Barnier, struprocentowy „présidentiable”, Do zdjęć pozował w kwietniu w maowniczej alpejskiej wiosce, Saint-Martin-de-Belleville we francuskiej Sabaudii. Fot. Elodie Gregoire/ABACAPRESS.COM Dostawca: PAP/Abaca
Michel Barnier proponuje wprowadzenie moratorium, aby „położyć kres nadużyciom” w domenie legalnej imigracji, polityki azylowej i legalizacji pobytu nielegalnych imigrantów. Moratorium owo ma polegać ni mniej ni więcej, na całkowitym zastopowaniu przyjmowania imigrantów na okres od trzech do pięciu lat, podczas której władze zahamowałyby w szczególności legalizację pobytu osób przebywających we Francji nielegalnie, łączenie rodzin i wydawanie wiz długoterminowych.

Szybka analiza tej propozycji wskazuje, że jest ona bliźniaczo podobna do tego, co od wielu lat proponuje nad Sekwaną nurt narodowy i patriotyczny. O ile jednak opinia publiczna przywykła do antyimigracyjnych diatryb polityków tego nurtu, o tyle emblematyczny polityk mainstreamu z samej Brukseli, ugrzeczniony i ugodowy, który nagle zaczyna mówić Jean-Marie Le Penem, mogło wywołać spory dysonans poznawczy.

Zyskuje sympatię młodych Francuzów. Marine Le Pen odczarowana?

Wynik sondażu był tak zaskakujący, że prasa zastanawiała się, czy w ogóle podać go do wiadomości.

zobacz więcej
Obietnice byłego eurokomisarza to już nie przysłowiowe gruszki na wierzbie. Konstatując fiasko francuskiej polityki migracyjnej od kilku dekad i przyjmując założenie, że masowa imigracja, legalna i nielegalna, jest jedną z przyczyn kryzysu Francji, Michel Barnier proponuje rozwiązania konkretne, które można wcielić w życie od samego początku kadencji prezydenckiej, bez oglądania się na europejskich partnerów.

Po pierwsze, natychmiastowe i bezwarunkowe zaprzestanie „regularyzacji”, czyli udzielania nielegalnym imigrantom zezwoleń na pobyt we Francji pomimo, że przebywają tam nielegalnie i powinni teoretycznie być deportowani. Tego typu zezwoleń administracja wydaje ok. 30 tysięcy rocznie, a ostrożne szacunki wskazują, że na terytorium Francji nielegalnie przebywa w sumie kilkaset tysięcy przybyszów, z których każdy marzy o otrzymaniu „papierów”.

Barnier-Europejczyk proponuje też przejęcie od niektórych państw członkowskich np. Niemiec czy Holandii pewnych rozwiązań, które stanowiła tam normę, choć we Francji szokują opinię publiczną, np. wymaganie znajomości języka w stopniu komunikatywnym jako warunku otrzymania wizy długoterminowej.

Atak na tabu

Program antyimigracyjny byłego eurokomisarza nie kończy się jednak na tego typu zmianach kosmetycznych. Barnier atakuje trzy główne tabu ideologiczne, które od lat są kulą u nogi każdego, kto choćby w nikłym stopniu próbuje zaostrzyć politykę imigracyjną: łączenie rodzin, zniesienie „podwójnej kary” oraz szczodrą państwowa opiekę medyczną dla nielegalnych imigrantów.

Pierwszy chronologicznie i od lat główny motor imigracji to wprowadzona w 1976 r. zasada łączenia rodzin. Cudzoziemskim robotnikom, zakontraktowanym masowo przez francuskie koncerny państwowe i prywatne w okresie gospodarczej prosperity („trente glorieuses”), umożliwiono wbrew wszelkiej logice sprowadzenie do Francji bliskiej rodziny, i to kiedy zaczął już się kryzys początku lat 70. XX wieku. Zostali oni w ten sposób pozbawieni motywacji do powrotu do kraju pochodzenia, a na terytorium Francji zaczęła się osiedlać powiększającą się z roku na rok wspólnota allochtoniczna. Zjawisko to przybrało rozmiary bliskie pojęciu kolonizacji. Znany algierski socjolog Abdelmalek Sayad, asystent znanego profesora socjologii Pierre’a Bourdieu, nazywał dekret o łączeniu rodzin „aktem założycielskim przekształcenia imigracji zarobkowej w imigrację kolonizacyjną”.
Nielegalni imigranci i wspierający ich aktywiści rozbili w marcu tego roku na placu Republiki w Paryżu namiotowe miasteczko. Fot. Yusuf Ozcan / Anadolu Agency/ABACAPRESS.COM Dostawca: PAP/Abaca
Przeciwnicy imigracji od lat podkreślają, że bez zastopowania tego samobójczego mechanizmu, wprowadzonego paradoksalnie przez rządy gaullistowskiej prawicy, nie sposób zatrzymać, a tym bardziej odwrócić, trendu migracyjnego. Niestety, łączenie rodzin stało się swego rodzaju metapolitycznym dogmatem łączącym prawicę i lewicę, a podawanie w wątpliwość jego wymiaru etycznego zakrawa o bluźnierstwo i skutkuje polityczną eskomuniką.

Teraz program byłego komisarza europejskiego jako pierwszy na oficjalnej scenie politycznej we Francji podpisuje się pod tym postulatem, nawet jeśli czyni to półgębkiem i w formie umiarkowanej np. ograniczając się do podniesienia wymagań finansowych dla imigracji rodzinnej, która powoli dobija do niewiarygodnej liczby 100 tysięcy rocznie.

Innym tabu, które Barnier narusza w moratorium, jest postulat przywrócenia zasady „podwójnej kary”, która zakłada, że po odbyciu wyroku więzienia, czyli „pierwszej kary”, cudzoziemiec-przestępca zostaje deportowany do kraju pochodzenia, co stanowi „drugą karę”. Prawica antyimigracyjna chce ową zasadę zaostrzyć, rozszerzając na rozmaite kategorie przestępstw i nadając jej charakter systematyczności, podczas gdy lewica dąży do jej zniesienia pod pretekstem humanitaryzmu. Paradoksalnie, to prawicowy Nicolas Sarkozy jako minister spraw wewnętrznych w 2003 roku wyrwał zęby tej dyspozycji, reformując paragraf 131-30 francuskiego kodeksu karnego. Obecnie Michel Barnier chce zmodyfikować te zasady, powracając do surowszej wersji „podwójnej kary”. To kolejny punkt, który wygląda jak skopiowany z programu prawicy zwanej powszechnie populistyczną.

Francja sterroryzowana. Czy to już wojna?

Dlaczego islamski ekstremizm został uznany za formę separatyzmu?

zobacz więcej
O ile w Polsce wniosek o związku imigracji z przestępczością nie narzuca się samoistnie, o tyle w krajach Zachodu (takich, w których istnieją statystyki narodowościowe, jak w Niemczech, jak i w takich, gdzie są one zakazane, jak we Francji) jest on faktem. W zakładach karnych istanieje wielka nadreprezentacja cudzoziemców i osób pochodzenia imigranckiego, zwłaszcza z Afryki, w stosunku do populacji autochtonicznej. Nawet obecnie, pomimo złagodzonego rygoru, po odbyciu kary wciąż deportuje się 1700 przestępców rocznie. Zaostrzenie tej dyspozycji pozwoliłoby pomnożyć tę liczbę przez pięć albo i więcej.

Trzeci motor nielegalnej imigracji, a zarazem trzecie tabu, które chce obalić Michel Barnier to AME (Aide médicale d’Etat), czyli państwowa pomoc medyczna umożliwiająca cudzoziemcom o nieuregulowanej sytuacji pobytowej korzystanie z dostępu do systemu opieki zdrowotnej. Michel Barnier mówi o konieczności zreformowania tego systemu, prawica antyimigracyjna postuluje jego likwidację. Oba te stanowiska wychodzą z tego samego założenia, przyjmując, że system jest wyrazem krzyczącej niesprawiedliwości w sytuacji, gdy rodowici Francuzi i cudzoziemcy przebywający legalnie na terytorium Francji muszą ponosić część kosztów własnej opieki medycznej, a przebywający nielegalnie mają doń dostęp całkowicie za darmo.

AME, z której korzysta oficjalnie 335 tysięcy nielegalnych imigrantów z rodzinami, stanowi rownież mechanizm napędowy nielegalnej imigracji i wytworzyła zjawisko turystyki medycznej. Dziesiątki tysięcy cudzoziemców z Trzeciego Świata, ale także z biedniejszych krajów europejskich, głównie z Bałkanów, przyjeżdżają do Francji leczyć się na koszt francuskiego podatnika, a koszt ten jest horrendalny. Na leczenie nielegalnych imigrantów państwo wydaje ponad miliard euro rocznie i co roku jest to o kilkanaście procent więcej. To więcej przykładowo niż wynosi budżet Ministerstwa Gospodarki Morskiej. Dotychczas wszystkie próby zreformowania AME kończyły się fiaskiem.

Szantaż dyplomatyczny

W programie moratorium migracyjnego jest jeszcze wiele innych punktów, które wyglądają jak skopiowane z ulotek Zjednoczenia Narodowego (d. Front Narodowy), a niektóre są naprawdę bardzo radykalne, jak szantaż dyplomatyczny i finansowy wobec państw, które nie chcą przyjmować z powrotem swoich obywateli deportowanych z Francji.
Obozowisko nielegalnych imigrantów w podparyskim miasteczku Saint-Denis, opodal Stade de France. Fot. Alfred Yaghobzadeh/ABACAPRESS.COM Dostawca: PAP/Abaca
Barnier proponuje szantaż francuską pomocą rozwojową dla państw Trzeciego Świata, która dziś wynosi ponad 14 mld euro rocznie. Propozycja jest z pewnością skandaliczna dla francuskiego mainstreamu: – Jeśli kraje pochodzenia nie przyznają przepustek konsularnych niezbędnych do powrotu swoich obywateli, nie otrzymają naszej pomocy – ostrzega Barnier, a retoryka i ton tych sformułowań sprawiają, że mogłyby one spokojnie pojawić się na wiecu Marine Le Pen.

W ogóle większość punktów moratorium przypomina z grubsza to, co od lat proponuje francuska prawica narodowa, a głównie Zjednoczenie Narodowe. Sama propozycja moratorium pojawiła się ostatnio u Marine Le Pen podczas kampanii prezydenckiej w 2017 r.

Konkretne rozwiązania, które najbardziej szokują francuską klasę polityczną, to propozycja odwołania się do referendum – które we Francji jest symbolem populizmu i niemal faszystowskiej nieufności wobec demokracji parlamentarnej – oraz wprowadzenie „tarczy konstytucyjnej”, aby „odzyskać swobodę manewru” i nie być spętanym przez prawo europejskie i konwencje międzynarodowe, które dziś stanowią balast dla polityki wewnętrznej.

Tarcza konstytucyjna stanowiącą gwarancję powodzenia dla wprowadzenia ostrzejszej polityki migracyjnej zasadza się na „zagwarantowaniu, że podjęte środki nie będą mogły zostać unieważnione przez sąd francuski na podstawie międzynarodowych zobowiązań Francji”, wyjaśniał Michel Barnier na konwencji Republikanów w Nimes. – Nie możemy wprowadzić tych wszystkich rozwiązań, nie odzyskawszy wpierw suwerenności prawnej, będąc stałe zagrożonymi orzeczeniem czy potępieniem, że strony Europejskiego Trybunału Sprawiedliwości lub Konwencji Praw Człowieka, lub interpretacją naszych własnych instytucji sądowniczych – powiedział kandydat na prezydenta.

Wszyscy przerażeni

Właśnie to nieoczekiwane zakwestionowanie zasady nadrzędności prawa europejskiego wywołało zaskoczenie, a nawet gniew wielu obserwatorów, ponieważ to, co chce zrobić Michel Barnier, to po prostu „zwolnienie się z obowiązku przestrzegania europejskich i międzynarodowych traktatów”.

„To, co proponuje Michel Barnier, jest nie do utrzymania, począwszy od wprowadzenia moratorium na imigrację, które natychmiast spotkałoby się z sankcjami Unii Europejskiej”, wyjaśnia cytowany przez dziennik „Le Monde” Thibaut Fleury-Graff, profesor prawa publicznego na Uniwersytecie Paris-Saclay. „Żadne państwo członkowskie nie może zasłaniać się swoją konstytucją, aby zwolnić się z obowiązku stosowania prawa europejskiego”.

Politycy i dziennikarze przecierają oczy. Oto gaullistowski euroentuzjasta, dwukrotny eurokomisarz, piewca Unii i traktatów, wysoki urzędnik Brukseli, który pod koniec marca odchodził z Brukseli w glorii mistrza dyplomacji przy chórze pochwał za sfinalizowanie w imieniu 27 państw UE bardzo trudnych negocjacji z Londynem w sprawie brexitu, zaczyna głosić herezje, które każdego innego polityka odesłałyby natychmiast w polityczny niebyt albo w ramiona skrajnej prawicy.

Socjalistyczna eurodeputowana Sylvie Guillaume twierdzi, że „propozycje Michela Barniera są bardzo szokujące, ponieważ sprowadzają się do podważenia prymatu prawa europejskiego nad prawem krajowym. Jest to bardzo ważka politycznie decyzja i całkowicie go dyskredytuje”.
Michel Barnier jako stuprocentoway eurokrata ogłasza pobrexitowe porozumienie handlowe z Wielką Brytanią. Fot. Dursun Aydemir/Anadolu Agency via Getty Images
„Jakim cudem takie zdanie mogło zostać wypowiedziane przez tak zaangażowanego Europejczyka?”– dziwił się w rozmowie z lewicowym portalem Politico francuski wiceminister ds. europejskich Clément Beaune (znany z poszukiwania w Polsce nieistniejących stref zakazanych dla LGBT).

Nathalie Loiseau, bezbarwna jedynka na liście partii Emmanuela Macrona do Parlamentu Europejskiego, snuje na Twitterze w zawoalowany sposób teorie spiskowe. „Jako unijny negocjator ds. brexitu, Michel Barnier bronił z całych sił prymatu Trybunału Sprawiedliwości UE i EKPC. A przynajmniej mamy taką nadzieję” – pisze z sugestią, że Almanzor z Granady już wcześniej był jakiś podejrzany. „Jako kandydat w prawyborach centorprawicy wyrzeka się tego, czego bronił? Ten, który zawsze cenił swoje słowo?”.

Nagła i rewolucyjna zmiana poglądów byłego negocjatora brexitu wywołała negatywne komentarze także u eurosceptyków. „Niesamowite! Co za hipokryzja! To ten sam Michel Barnier, który próbował osłabić Wielką Brytanię, domagając się kontroli nad naszymi sądami i granicami…” – zauważył konserwatywny poseł brytyjski Michael Fabricant.

W Brukseli nawet dawni współpracownicy Barniera nie kryją rozczarowania: „Wszyscy jesteśmy przerażeni” – przyznaje w mediach jeden z wysokich rangą urzędników europejskich cytowany w „Le Monde”.

Wyłom w brukselskim ładzie

Ci, którzy głośno krzyczą dobrze zrozumieli, że „tarcza konstytucyjna” Braniera stanowi wyłom w brukselskim ładzie pętajacym swobody narodowe. Uznanie wyższości prawa krajowego, nawet ograniczonego do jednej dziedziny, jak polityka migracyjna, nad prawem unijnym i jego wykładnią dokonywaną przez Trybunał Sprawiedliwości w Luksemburgu oraz nad europejską konwencją praw człowieka i jej wykładnią dokonywaną przez Trybunał w Strasburgu, zagraża całemu powojennemu europejskiemu porządkowi prawnemu.

Czy walka o władzę w Europie zamieni się w polowanie na czarownice? Nadchodzi krucjata przeciw Polsce

Dominika Ćosić: Europejczycy bardziej niż czarownicami z Warszawy, Budapesztu i Rzymu niepokoją się niekontrolowaną, nielegalną imigracją.

zobacz więcej
Sprzeniewierzenie się prawu europejskiemu w dziedzinie migracji spowoduje problemy – uważają francuscy politycy. Prawo do azylu wynika z prawa europejskiego – jest nawet jednym z jego dogmatów quasi religijnych – ale jest również zapisane w konstytucji francuskiej i w Europejskiej Konwencji Praw Człowieka. Dlatego nie można się go po prostu wyzbyć. Traktaty europejskie nie zezwalają państwu członkowskiemu na nagłe lekceważenie całego segmentu prawodawstwa europejskiego – podkreślają zaszokowani obserwatorzy, przyznając tym samym rację byłemu eurokomisarzowi, ale także prawicowym i narodowym przeciwnikom niekontrolowanej imigracji, którzy od lat twierdzą, że Unia Europejską spętała kompetencje państw członkowskich w tej dziedzinie.

Paradoksalnie, ci sami eksperci ds. polityki migracyjnej, którzy od lat atakują Węgry czy Polskę za rzekome łamanie konwencji i prawa europejskiego, teraz odwracają swoją argumentację i odpowiadają na program Michela Barniera, mówiąc: „Proszę popatrzeć, konwencje i prawo europejskie nie są aż tak wiążące dla państw członkowskich, skoro członkostwo Węgier czy Polski w Unii Europejskiej nie doprowadziło do zalewu przez migrantów”. Hipokryzja euroimigracjonistów nie ma sobie równych.

Nieoczekiwana ewolucja byłego komisarza europejskiego ma wymiar nie tylko symboliczny jako ideowa zdrada symbolu brukselskiego modelu integracji („właśnie zepsuł wizerunek, który sobie zbudował”, jak stwierdził jednen z eurodyplomatów), ale też stanowi realne zagrożenie dla europejskich instytucji, pojawiając się w niekorzystnym kontekście kontestacji eurokracji i jej zasad w wielu państwach członkowskich. Pozwolenie sobie na jednostronne zawieszenie traktatów oznacza pozwolenie wszystkim na to samo: Niemcy mogłyby więc zadekretować „tarczę konstytucyjną” w sprawach gospodarczych i monetarnych, Irlandia i Luksemburg w sprawach podatkowych, Polska i Węgry w kwestii migracyjnej etc. W oczywisty sposób oznaczałoby to faktyczny rozpad Unii, jaką znamy, w której zideologizowana interpretacja przyjętych przez eurobiurokracje norm przez międzynarodowe trybunały jest warunkiem sine qua non jej funkcjonowania. Euroentuzjaści obawiają się, że jeśli państwa członkowskie zaczną interpretować lub zawieszać tę czy inną normę według własnego uznania, Unia rozpadnie się i stanie się federacją suwerennych państw, jak u początku swego istnienia, zamiast zmierzać w kierunku integracji.

Propozycję Barniera to woda na młyn nie tylko eurosceptyków w Europie Wschodniej, jak Węgry czy Polska, z którymi Bruksela jest w konflikcie z powodu polemiki na temat „państwa prawa”, ale także np. Niemiec, gdzie sąd w Karlruhe zakwestionował politykę Europejskiego Banku Centralnego i plan naprawczy dla UE-27.

W piątek 10 września wystąpienia Michela Barniera było tematem rozmów na spotkaniu ambasadorów 27 państw UE w stolicy Słowenii, Lubljanie: „Idzie dalej niż Polacy, którzy od czasu do czasu kwestionują nadrzędność prawa europejskiego” – komentowano. Eurokraci zgrzytają zębami, bo pomysły byłego eurokomisarza są nieoczekiwanym wybawieniem dla polskiego rządu, który niedawno oświadczył, że nie uznaje wyroku Europejskiego Trybunału Sprawiedliwości, określając go jako „agresję” na swój kraj.

– Adam Gwiazda

TYGODNIK TVP, ul. Woronicza 17, 00-999 Warszawa. Redakcja i autorzy


Autor, urodzony w 1970 r., studiował filozofię społeczną i polityczną na Sorbonie. Filozof z wykształcenia, historyk z zamiłowania, wydawca z zawodu.
Zdjęcie główne: Lipcowy protest nielegalnych imigrantów na Place Des Vosges w Paryżu. Demonstranci po nocy spędzonej w namiotach, stoją w kolejce po śniadanie. Fot. Raphael Lafargue/ABACAPRESS.COM Dostawca: PAP/Abaca
Zobacz więcej
Cywilizacja Najnowsze wydanie
Będzie sobie życie… sztuczne
Można je zaprogramować, by precyzyjnie dostarczało leki i polowało na komórki nowotworowe.
Cywilizacja Najnowsze wydanie
Wiedźmin wydrukuje trzustkę
Polska firma zaczyna produkcję szczepionek na COVID-19. Kolejne pracują nad lekami na raka, cukrzycę czy depresję.
Cywilizacja Najnowsze wydanie
Sytuacja na granicy USA jest jak sprzed Trumpa, tylko gorsza
Złego białego ma zastąpić dobry niebiały. Zmiany demograficzne mogą dać władzę Demokratom na dziesiątki lat.
Cywilizacja Najnowsze wydanie
Wstrząsnął establishmentem. Czy teraz idzie po władzę?
Mówi wprost, nazywając rzeczy po imieniu. Nic dziwnego, że okrzyknięto go „francuskim Trumpem”.
Cywilizacja Poprzednie wydanie
Jak eurokraci usiłują przejąć kontrolę nad Polską
Jan Rokita: Chodzi o oddanie rządów – przynajmniej na jakiś czas – zaufanym funkcjonariuszom instytucji unijnych.