Kultura

Z dziejów śmiechu. Co Gołas czytał z mankietów i czym popijał nalewkę o poranku?

Wyjątkowe sukcesy osiągnął w kabarecie: „Koniu”, szybko zakazanym przez peerelowską cenzurę, telewizyjnym „Kabarecie Starszych Panów”, następnie w „Dudku”, gdzie wykonywał kultowe do dziś piosenki „Ballada o Dzikim Zachodzie” i „W Polskę idziemy”.

Wiesław Gołas, zmarły 9 września w wieku 90 lat, zapisał się w annałach przede wszystkim jako wyborny aktor komediowy. W filmie, kabarecie, telewizji i teatrze bawił kilka generacji Polaków. Humor towarzyszył mu także na co dzień.

„Mam pamięć fotograficzną, a gorzej jest u mnie z pamięcią do tekstów i nazwisk – wspominał. – To mi przypomina pewną rozmowę z Andrzejem Łapickim. Kiedyś widzę go jak nerwowo chodzi po teatralnym korytarzu i coś pod nosem mruczy.
Pytam: – Co, nie pamiętasz tekstu?
On na to, że rolę zna, ale nie wie, jak ją zagrać. Odpowiedziałem mu: – Patrz, cholera, ja wiem, jak zagrać, ale zapomniałem tekstu.
Po czym zapytałem, jak się uczy roli.
– Wiesz, siadam w fotelu, czytam tekst, przymykam powieki, powtarzam i umiem.
A ja na to: – Popatrz, a ja siadam w fotelu, czytam tekst, przymykam powieki – żeby powtórzyć – i... zasypiam”.

Z powodu kłopotów z przyswajaniem dłuższych partii tekstu, wielokroć bywało, że korzystał ze wparcia suflerskiego.

Kiedyś umówił się, że jeśli zapomni słów na scenie, to stuknie w kapelusz, w którym akurat występował w przedstawieniu. Tak też się stało, lecz z budki suflera nie dotarła żadna podpowiedź. Puknął więc w kapelusz po raz drugi – bez rezultatu. Dopiero na trzeci sygnał sufler podrzucił zapomnianą przez aktora kwestię. „Następnego dnia Karolina Beylin w recenzji opublikowanej na łamach «Expressu Wieczornego» zachwyciła się mą – jak pisała – wykoncypowaną kreacją. Co za wyśmienity pomysł z tym stukaniem w kapelusz. Jak świetnie ów gest akcentował osobowość postaci odtwarzanej przez Gołasa...”.
XV Krajowy Festiwal Piosenki Polskiej w Opolu w 1977 roku. Wiesław Gołas śpiewający słynną piosenkę „W Polskę idziemy”. Fot. PAP/CAF-Tomasz Gawałkiewicz
U progu teatralnej przygody przyszło mu wystąpić w spektaklu socrealistycznym. „Już po pierwszej lekturze wiedziałem, że to gniot, toteż nie zamierzałem obciążać pamięci tyradami wychwalającymi partyjnych aktywistów i przodowników pracy, a tępiącymi bikiniarzy, bumelantów, dywersantów czy sabotażystów. Starannie wykaligrafowałem, więc sobie swe kwestie na… sztywnych mankietach koszuli”. Na próbach do perfekcji opanował korzystanie z tej formy wsparcia. Podczas premiery podniósł rękę, aby zerknąć na odsłonięty mankiet i... zdębiał. Dostrzegł bowiem tkaninę nieskalaną żadną literą. Z wydatną pomocą suflerki zdołał jakoś wydukać swoją rolę. Okazało się, że przed premierą nadgorliwy garderobiany podmienił w stroju Gołasa mankiety, gdyż na starych zauważył jakieś bohomazy.

Mleko na popitkę

Poczucie vis comica nie opuszczało go również w egzystencji pozaartystycznej. Po nocnym powrocie z kliniki położniczej, gdzie małżonka powiła mu córeczkę, do mieszkania dzielonego ze współlokatorami (takie to były czasy) zapytał, czy ktoś nie ma w zanadrzu jakiegoś alkoholu.

„– W takiej chwili musi się znaleźć – odparto.
Przy kolejnym kieliszku rozemocjonowany i rozrzewniony zarazem młody tata rzecze:
– Jak to się życie plecie. Urodzi się takie maleństwo, córcia moja jedyna, a potem przyjdzie jakiś obcy człowiek i weźmie ją jak swoją.
– A może pan nie doczeka? – współczująco zapytał któryś ze współbiesiadników”.

W latach sześćdziesiątych zeszłego wieku aktor zamieszkał w bloku przy ulicy Świętokrzyskiej, nieopodal placu Grzybowskiego. Do macierzystego Teatru Dramatycznego miał jakieś 200, góra trzysta metrów piechotą. Bywało, że odwiedzał placówkę razem z Tobiaszem, psem rasy bokser. Nierzadko można było ich zastać w parku okalającym od zachodu Pałac Kultury i Nauki. Zwierzak prezentował się groźnie, głośno szczekał i warczał, budząc lęk innych spacerowiczów. Właściciel uspokajał ich słowami: „Ależ proszę się nie bać, to pies jedyny w swoim rodzaju. Gryzie tylko swoich, obcego nie ruszy!”.

„Osiągnął wszystko bez bycia celebrytą”. Nieznany portret znanego Gołasa

Równolegle występował w filmie, teatrze, serialach i kabarecie. Wiesław Gołas od początku był aktorem wszechstronnym. Teraz, wraz ze swoją córką, napisał książkę „Gołas”.

zobacz więcej
W tym czasie i pod tym adresem sąsiadem Gołasa był Bernard Ładysz. Panowie bladym świtem wyruszali po świeże pieczywo do zlokalizowanych na parterze delikatesów „Porto”. Przy okazji wspierając ducha odrobiną nalewki przygotowywanej przez śpiewaka i serwowanej w korku piersiówki, którą z reguły dysponował. Aby połowice nie wyczuły od powracających z zakupów mężów woni alkoholu, otwierali przyniesione przez umyślnych pod drzwi mieszkań butelki z mlekiem (tak wówczas dostarczano mleko, o poranku), niwelując łykiem tego napoju trunkowy oddech.

„Płynny” żart Gołasa zapamiętał też operator filmowy Wiesław Zdort. W trakcie zdjęć do obrazu „Chudy i inni”, realizowanego w Bieszczadach, ekipa udała się do lokalnej gospody. Kelner podał ukrop w szklankach oraz saszetki z herbatą. Aktor, jeden z gwiazdorów pokazywanego wtedy po raz pierwszy w TVP serialu „Czterej pancerni i pies”, wrzucił do wrzątku drugi koniec saszetki – nitkę z papierkiem. Wzbudził tym zdumienie personelu, który poczuł się w obowiązku pouczyć artystę, jak prawidłowo użyć torebki z herbatą. – Naprawdę? Całe życie tak parzyłem… – miał odpowiedzieć Gołas.

Fałszywe nuty

Innym razem, podczas urlopu, aktor spotkał kolegą po fachu, Józefa Kondrata. Ten zapowiedział, że będzie padało, gdyż łamie go kościach. Gołas zmarkotniał, ale po chwili z błyskiem w oczach zapytał:
„– A czy masz jakieś lekarstwo na te twoje łamanie?
– Mam, wspaniałe i skuteczne pastylki!
– No to je zażyj. Niechaj nie pada...”.
Żarty trzymały się go również w ponurych latach bierutowszczyzny kiedy Gołasowi przyszło studiować w warszawskiej Państwowej Wyższej Szkole Teatralnej. Na roku, którego opiekunem był Marian Wyrzykowski, kształcił się wspólnie między innymi z Jerzym Dobrowolskim, Franciszkiem Pieczką, Mieczysławem Czechowiczem, Zdzisławem Leśniakiem.

„Kiedy w marcu 1953 roku umarł Stalin, Zdzisio zrobił wielki numer. Zajęcia mieliśmy na pierwszym piętrze, a na półpiętrze stało popiersie Stalina, przy którym każdy z nas z powodu żałoby musiał stać przez pół godziny na warcie. Stoimy zatem na baczność – z jednej strony ja, a z drugiej Miecio Czechowicz. W tym momencie Leśniak wyszedł z zajęć za potrzebą. Po drodze do toalety wszedł na półpiętro i podszedł do nas. Twarz poważna, skupiona. Kątem oka, bo mieliśmy tam stać bez ruchu, patrzę, a on klęka przed popiersiem i żegna się. Czechowicz zaczął się dusić ze śmiechu, a ja nic, udaję, że nic się nie dzieje. No, to Zdzisio zszedł na dół, ale nie dał za wygraną i po chwili wrócił. Jeszcze raz klęknął i przeżegnał się, ale tym razem tak, jak prawosławni. I wtedy nie wytrzymałam. Kiedy się odwracał, żeby odejść, kopnąłem go lekko w tyłek. Wtedy Zdzisio popatrzył na popiersie Stalina, pogroził mu palcem i krzyknął: «Ech, ty! ». Gdyby zobaczył to ktoś z aktywu Związku Młodzieży Polskiej, niebezpiecznym postrachem była zwłaszcza Katarzyna Łaniewska, to nie byłoby nam do śmiechu”.

Impostację głosu wykładał w tym czasie na uczelni Aleksander Michałowski. Pewnego dnia studenci przybyli na jego zajęcia częściowo w kostiumach i niedokładnie zmytych makijażach, ponieważ wcześniejsza lekcja charakteryzacji z jakiejś przyczyny się przedłużyła. „Profesor siada do klawiatury fortepianu i każe kolejno powtarzać grane dźwięki. Kiedy dochodzi do Gołasa, ten niemiłosiernie fałszuje.
– Czemu nie trafiasz w tonację? – indaguje zdumiony nauczyciel.
– A, bo ucharakteryzowałem się na głuchego. Widać niedostatecznie, bo pan profesor nie spostrzegł...”.

– Tomasz Zbigniew Zapert
Gołas, absolutnie!
Wiesław Gołas pochodził z Kielc. Należał do Szarych Szeregów. Kilka miesięcy spędził w niemieckim więzieniu.
Grał w warszawskich teatrach: Dramatycznym oraz Polskim (niezrównany Papkin w „Zemście” Aleksandra Fredry). Uznanie zyskał kreacjami w komediach Stanisława Barei: „Mąż swojej żony”, „Żona dla Australijczyka”, „Poszukiwany, poszukiwana”, „Nie ma róży bez ognia”, „Brunet wieczorową porą”, „Alternatywy 4”, „Dzięciole” Jerzego Gruzy i „Nowym” Jerzego Ziarnika.
Wyjątkowe sukcesy osiągnął w kabarecie. „Koniu”, szybko zakazanym przez peerelowską cenzurę, telewizyjnym „Kabarecie Starszych Panów”, następnie w „Dudku”, gdzie wykonywał kultowe do dziś piosenki „Ballada o Dzikim Zachodzie” i „W Polskę idziemy”, a także skecz ”Ucz się, Jasiu!”.
Jego aktorskie emploi było szerokie: filmy „Jak być kochaną”, „Ogniomistrz Kaleń”, „Prawo i pięść”, „Chudy i inni”, „Potop”, „Polonia Restituta”,”Szabla od komendanta”; seriale: „Czterej pancerni i pies”, „Droga”, „Zaklęty dwór”.



Bibliografia:

A. Gołas-Ners „Na Gołasa”
R. Dziewoński „Sęk z Dudkiem”
R. Dziewoński ‘Dla mnie bomba, Jerzego Dobrowolskiego”
M. Sierotwińska-Rewicka „Rzeka wspomnień Bernarda Ładysza”
W. Michnikowski „Tani drań”
J. Przybora „Przymknięte oko opaczności”
„Igor Śmiałowski opowiada”

TYGODNIK TVP, ul. Woronicza 17, 00-999 Warszawa. Redakcja i autorzy

Zdjęcie główne: Wiesław Gołas w filmie Stanisława Barei „Nie ma róży bez ognia”, 1974. Fot. TVP SA
Zobacz więcej
Kultura Najnowsze wydanie
Przyśpieszony kurs przemian obyczajowych
„Teściowie” są znakomici. „The End” zjada własny ogon. „Czarna owca” jest gdzieś pośrodku.
Kultura Poprzednie wydanie
Człowiek, który wymyślił piekło
700 lat po śmierci Dantego świat czci jego geniusz, ale podąża w kierunku dokładnie przeciwnym, niż wskazywał włoski poeta.
Kultura Poprzednie wydanie
Francuzi opłakują w Belmondo swoją niegdysiejszą wielkość
Żyje jeszcze drugi francuski idol: Alain Delon, ale z nim mają relację o wiele mniej kumpelską.
Kultura Poprzednie wydanie
Nici z demokracji
Ile godzin musiała spędzić z igłą w ręku, żeby zaprotestować przeciw temu, co dzieje się w jej ojczyźnie?
Kultura wydanie 3.09.2021 – 10.09.2021
Nożyce historycznej ignorancji
Czy średniowieczni „Wikingowie” byli zarządzani przez wyzwolone kobiety i mieli kontakty z Chińczykami?