Historia

Operacja „Złoto”: jak CIA podsłuchiwała Sowietów

W 1960 r. w Berlinie Zachodnim w ręce CIA oddaje się oficer wywiadu PRL Michał Goleniewski. Od ponad roku miał kontakt z Amerykanami i działając pod pseudonimem „Sniper”, przekazywał im informacje. Oprócz dokumentów dotyczących wywiadu PRL Goleniewski opowiedział też o operacjach KGB, m.in. o przejęciu nazwisk informatorów MI6 w Polsce. Brytyjski kontrwywiad szybko zlokalizował źródło przecieku: okazał się nim oficer MI6 George Blake stacjonujący… w Berlinie.

Przez prawie rok Amerykanie podsłuchiwali rozmowy sowieckich dowódców wojskowych z całej Europy Środkowej. Umożliwiła to „dziura Harveya”. Sowieci, choć o tym wiedzieli, nie spieszyli się z reakcją. Bo jak to w świecie wywiadów często bywa, nic nie jest jednoznaczne, a rzeczywistość gubi się w odbiciach pokoju pełnego luster.

Brytyjska żyła srebra

Brytyjczycy byli mistrzami dekryptażu XX wieku. Przez całą I wojną światową Admiralicja w dyskretny sposób kontrolowała komunikację Europy ze Stanami Zjednoczonymi (neutralnymi do 1917 r.) odbywającą się przy pomocy transatlantyckiego kabla telegraficznego.

„Zamierzamy rozpocząć 1 lutego nieograniczoną wojnę podwodną. Pomimo to będziemy się starać, by Stany Zjednoczone Ameryki pozostały neutralne. Na wypadek, gdyby się to nie powiodło, składamy Meksykowi propozycję sojuszu na następujących zasadach: Razem prowadzimy wojnę, razem prowadzimy rokowania pokojowe, ofiarujemy hojne wsparcie finansowe i akceptujemy to, że Meksyk pragnie odzyskać utracone terytoria w Teksasie, Nowym Meksyku i Arizonie” – tak zaczynał się tekst największej zdobyczy wywiadu Royal Navy: zaszyfrowanego telegramu szefa dyplomacji Cesarstwa Niemiec Arthura Zimmermanna do ambasadora w Meksyku, wysłanego za pośrednictwem placówki w Waszyngtonie 16 stycznia 1917 r.

Brytyjczycy nie chcąc zdradzać, że są w stanie kontrolować komunikację pomiędzy USA a Europą, przeprowadzili akcję maskującą: rozszyfrowany już telegram miał zostać wykradziony przez angielskiego szpiega z ambasady niemieckiej w Meksyku. Potem pozostało tylko dostarczyć go prezydentowi USA Woodrow Wilsonowi, który na jego podstawie porzucił neutralność i 6 kwietnia 1917 r. Ameryka weszła do wojny po stronie Wielkiej Brytanii i Francji.


II wojna światowa to projekt „Ultra”, czyli uzyskiwanie informacji o ruchach wojsk niemieckich po złamaniu kodów Enigmy oraz innych stosowanych przez Niemców maszyn szyfrujących. Operacja, rozpoczęta przez Polaków jeszcze przed wojną, była kontynuowana przez brytyjskich kryptologów w ośrodku Bletchley Park. Szyfry złamano i od początku 1941 r. aż do końca wojny alianci z wyprzedzeniem wiedzieli właściwie o wszystkich niemieckich operacjach wojskowych.

Według premiera Winstona Churchilla ta „tajna broń” pozwoliła „wygrać wojnę”, a historycy uważają, że program „Ultra” skrócił wojnę w Europie o dwa, trzy lata.
Wiedeński hotel Imperial, wpisany na listę światowego dziedzictwa UNESCO był świadkiem niejednej operacji szpiegowskiej. Fot. Werner OTTO\ullstein bild via Getty Images
Także później brytyjski wywiad wojskowy MI6 odnosił sukcesy. Jednym z nich było podłączenie się w 1949 r. do podziemnych linii telefonicznych wiedeńskiego Imperial Hotel, gdzie znajdowało się dowództwo wojsk sowieckich okupujących Austrię.

Brytyjczycy wykupili nieruchomość na przedmieściach Schwechat, tuż obok autostrady. Po zalaniu betonem podwórka, z piwnicy zaczęli kopać tunel o długości 21,5 metra i podłączyli się do kabla komunikacyjnego dochodzącego do hotelu Imperial. Tak rozpoczęła się akcja podsłuchowa o kryptonimie „Srebro”.

Dwa lata później na ten sam pomysł wpadł pracownik CIA w Wiedniu i śledząc przebieg kabli, przez przypadek odkrył operację Brytyjczyków. Starszym kuzynom nie pozostało nic innego jak podzielić się informacjami z Amerykanami. Ci szybko udoskonalili system podsłuchu (otrzymywali do sześćdziesięciu rozszyfrowanych słów na minutę drukowanych przez dalekopis) i zdobyli m.in. informację o sporym znaczeniu strategicznym – że Sowieci nie planują ekspansji w kierunku Bałkanów.

II wojna skończyłaby się wcześniej, gdyby słuchali swoich szpiegów

Daremne trudy cichych bohaterów. Teorie spiskowe i fakty.

zobacz więcej
Dziura Harveya

Tak narodził się pomysł podpięcia się pod sowieckie kable w Berlinie Wschodnim. Dlaczego tam? Jak pisze David Martin w książce o walce wywiadów w czasie zimnej wojny „Wilderness of Mirrors”, Berlin „był sowieckim centrum komunikacyjnym, drugim po Moskwie”. Układane jeszcze w XIX wieku kable „szły z prowincji do stolic imperiów”, więc w Europie Środkowo-Wschodniej „wszystko szło przez Berlin. Jeśli sowiecki dowódca w Bukareszcie czy Warszawie dzwonił do Moskwy, połączenie przechodziło przez Berlin”.

Dla Amerykanów miało to kluczowe znaczenie: zimna wojna w każdej chwili mogła się przerodzić w gorącą, a wiedza o zamiarach przeciwnika miała kluczowe znaczenie. Gdy w 1947 r. powstawała Centralna Agencja Wywiadowcza (CIA), ówczesny sekretarz stanu George Marshall miał powiedzieć: „Nie interesuje mnie, co robi CIA. Wszystko, czego od nich chcę, to meldunek o planowanym sowieckim ataku z 24-godzinnym wyprzedzeniem”.

Tunel nie powstałby jednak, gdyby nie Bill Harvey, szef placówki CIA w Berlinie. Gdy rozpoczynał budowę w 1952 r., miał ledwie 37 lat, a już był legendą w kręgach wywiadu. Zaczynał w FBI, tworząc niemal od zera jednostkę kontrwywiadu, która z sukcesem zaczęła rozpracowywać sowieckich szpiegów w USA. Znany z niesamowitego zaangażowania i szpiegowskiego „nosa”, ale też i skłonności do nadużywania alkoholu, Harvey – zwany „Wielkim Billem” – po konflikcie z wszechpotężnym szefem FBI Edgarem Hooverem, przeniósł się w 1947 r. do nowopowstałej CIA.

Jako pracownik kontrwywiadu miał styczność z Kimem Philbym, który przebywał wówczas w Ameryce jako oficer łącznikowy MI6. To właśnie „Wielki Bill” zaczął kojarzyć fakty z życia Philby’ego oraz jego przyjaciela, Guya Burgessa. Napisał raport, demaskując obu jako „krety” działające na rzecz wywiadu sowieckiego. Choć wówczas jeszcze nie udało się znaleźć niepodważalnych dowodów na zdradę Philby’ego, to raport Harveya sparaliżował dalsze działania sowieckiej siatki szpiegów z Cambridge.
Szkic amerykańskiego tunelu wykonany już po ujawnieniu przez rysownika „Neues Deutschland”, organu partii komunistycznej w NRD. Fot. ullstein bild / ullstein bild via Getty Images
Jednak w historii „Wielki Bill” na trwale zapisał się dzięki budowie berlińskiego tunelu, zwanego powszechnie „dziurą Harveya”.

Harvey był wulkanem energii. Jak pisze Martin w swojej książce, szef berlińskiej placówki „podchodził do sowieckiego zagrożenia z gniewem, mówiąc głębokim basem, nie rozstając się z sześciostrzałowym rewolwerem”. W porównaniu z innymi, bardziej subtelnymi szpiegami w melonikach, przypominał raczej „niemiecki pistolet luger”. Co w ówczesnym Berlinie – gdzie dochodziło do porwań ludzi pracujących dla amerykańskiego wywiadu, a sejfy miały zamontowane ładunki zapalające (do natychmiastowego uruchomienia w wypadku niespodziewanej inwazji Sowietów na Berlin Zachodni) – było niemal koniecznością.

Po przestudiowaniu mapy sieci kablowej, map geologicznych oraz zdjęć z powietrza, wybór padł na łąki z nielicznymi zabudowaniami w dzielnicy Altglienicke. To tutaj kabel łączący sowieckie dowództwa w całej Europie Środkowej zbliżał się do amerykańskiej strefy okupacyjnej na odległość ok. 300 metrów, przechodził tuż obok autostrady Schönefelder Chaussee łączącej pobliską sowiecką bazę lotniczą z Berlinem Wschodnim.

Sowiecki agent, który kupił polskiego konia za milion dolarów

Przyjaźnił się z Leninem, spotykał się z Jaruzelskim, budował dla ZSRR siatkę szpiegowską w USA i handlował podrobionymi jajami Fabergé.

zobacz więcej
Prace ruszyły na początku 1954 roku. W dwóch miejscach jednocześnie. W Berlinie Zachodnim zbudowano rodzaj magazynu, który w celu zmylenia przeciwnika wyposażono w urządzenia przechwytujące sygnały z sowieckiej bazy lotniczej w pobliskim Schönefelder. A na pustyni w Nowym Meksyku, 16 specjalnie dobranych i zaprzysiężonych sierżantów rozpoczęło kopanie tunelu na próbę w podobnych warunkach geologicznych. Ustalono, że berliński tunel ma mieć 449,9 metrów długości i 1,98 m średnicy, a jego podłoga ma się znajdować na głębokości 6 metrów.

Aby dokonać ostatecznych pomiarów, agenci CIA zatrzymali się na Schönefelder Chaussee. Udając, że mają uszkodzoną oponę w aucie, puścili wiązkę lasera, która została odebrana w magazynie. W ten sposób zyskano pewność, że wykop „trafi” w kabel z odchyleniem plus, minus 15 centymetrów.

Berlińskie „Złoto”

Kopanie tunelu zajęło sześć miesięcy. Trzech ludzi wydobywało ziemię ręcznie i szpadlami, pracując bez przerwy na ośmiogodzinnych zmianach. Do wydrążonego korytarza montowano szkielet i podłączano instalację potrzebną do ciągłej wentylacji przyszłych urządzeń podsłuchowych. Wszystko odbywało się w absolutnej tajemnicy, choć pod okiem obserwujących obiekt non stop żołnierzy NRD strzegących granicy. Ostatnie 15 metrów przebiegające pod terytorium Berlina Wschodniego, oddzielono stalowymi drzwiami z napisem po rosyjsku i niemiecku: „Wstęp wzbroniony na rozkaz dowodzącego generała”. To w przewidywaniu, że Sowieci prędzej czy później i tak wtargną do tunelu.

Do kabla podłączyli się Brytyjczycy, mistrzowie w swoim fachu. Gdy im się udało pospinać wszystkie kable, operacja o kryptonimie „Złoto” ruszyła: w magazynie 150 maszyn nagrywało jednocześnie ogromną liczbę rozmów telefonicznych. Ilość informacji była gigantyczna. CIA w Berlinie zajmowała się jedynie analizą rozmów policji i pograniczników NRD, aby wychwycić sygnały o ewentualnym odkryciu całego przedsięwzięcia. Reszta trafiała do Waszyngtonu i Londynu, gdzie – dzięki specjalnym urządzeniom – była odgrywana cztery razy szybciej, co pozwalało na wydruki tekstu po niemiecku czy rosyjsku z szybkością 100 słów na minutę. Materiału było tak dużo, że w Waszyngtonie tłumaczyło go pięćdziesięciu żołnierzy biegle znających rosyjski i niemiecki.

Początkowo problemem była wysoka temperatura w tunelu (skutek pracy dziesiątek maszyn), ale i na to znaleziono sposób dzięki pomysłowemu systemowi wentylacji.
Sowieckie z odkrycia tunelu zrobiły show. Na zdjęciu pokazano lampkę ostrzegwczą. Fot. ullstein bild / ullstein bild via Getty Images
21 kwietnia 1956 r., dokładnie po 11 miesiącach i 11 dniach ciągłego nagrywania, nastąpił koniec. Jak napisano w raporcie CIA pogarszający się stan jednego z trzech kabli o grubości męskiego ramienia i długotrwałe deszcze przerwały połączenia, a próbujący dokonać naprawy Sowieci, odkryli podsłuch.

Sowieckie władze wojskowe zrobiły z tego wielką akcję propagandową – pokazały tunel od wschodniej strony przedstawicielom wszystkich berlińskich mediów. Co ciekawe, media zachodnie były pod wrażeniem amerykańskiej pomysłowości i zbudowania „wspaniałego tunelu”, wręcz „tunelu miłości” (jak nazwali go redaktorzy „Washington Post”).

W centrali CIA operację „Złoto” oceniano raczej pozytywnie. Choć projekt kosztował 20-30 milionów dolarów (równowartość dziesiejszych 226-339 mln dolarów), to szef agencji Allen Dulles nazwał go „jednym z najbardziej wartościowych i najodważniejszych projektów, jakie kiedykolwiek zostały podjęte przez agencję”.

Ilość informacji była tak wielka, że przerabiano je do 1958 r., a więc dwa lata po wykryciu tunelu przez Sowietów. Jeśli chodzi o ich wartość wywiadowczą, to Amerykanie mieli jasność co do dyslokacji wojsk sowieckich w Europie. Dodatkowo poznali dość istotną informację – infrastruktura kolejowa NRD była w opłakanym staniem, co uniemożliwiało natychmiastowy przerzut sowieckich jednostek na Zachód. A tym samym, zaskakującą inwazję.

Brała udział w brutalnych przesłuchaniach terrorystów. Gina Haspel i inne kobiety CIA

Nowa szefowa amerykańskiej agencji wywiadu nadzorowała „miejsce, którego nie było”. Czyli więzienie, gdzie torturowano najgroźniejszych dżihadystów związanych z Al-Kaidą.

zobacz więcej
Czyli tunel spełnił główną rolę, zalecaną CIA przez Marshalla: przez prawie rok stanowił ważny element systemu wczesnego ostrzegania.

Sowieci wiedzieli?

Późniejsze informacje zmieniły jednak ocenę przydatności tunelu. I przypomniały starą zasadę: o ile Anglosasi są mistrzami w dekryptażu i wywiadzie elektronicznym, o tyle Sowieci do perfekcji opanowali sztukę penetracji organizacji wywiadowczych swoich wrogów.

W 1960 r. w Berlinie Zachodnim w ręce CIA oddaje się oficer wywiadu PRL Michał Goleniewski. Od ponad roku miał kontakt z Amerykanami i działając pod pseudonimem „Sniper”, przekazywał im informacje. Oprócz dokumentów dotyczących wywiadu PRL Goleniewski opowiedział też o operacjach KGB, m.in. o przejęciu nazwisk informatorów MI6 w Polsce.

Brytyjski kontrwywiad szybko zlokalizował źródło przecieku: okazał się nim oficer MI6 George Blake stacjonujący… w Berlinie. Po przesłuchaniach, wiosną 1961 r., Blake przyznał się do działalności na rzecz Sowietów. Później został skazany na 42 lata więzienia za ujawnienie wielu tajemnic brytyjskiego i… amerykańskiego wywiadu. Blake znał także plany budowy tunelu w Berlinie, gdyż uczestniczył w rozmowach na ten temat z Billem Harveyem i z wielką gorliwością przekazywał Sowietom wszystko, co wiedział.

„Było jasne, że Blake wydał Sowietom operację »Srebro« w Wiedniu i »Złoto« w Berlinie. Pomimo pewnych problemów, tunel w Schwechat działał niezauważony przez trzy lata, dopóki Blake nie został przydzielony do oddziału zajmującego się podsłuchami. Krótko po tym Rosjanie poskarżyli się władzom austriackim na kłopoty z linią i Brytyjczycy po cichu usunęli podsłuch” – pisze w swej książce Martin.

W przypadku tunelu berlińskiego Sowieci się nie spieszyli z ujawnieniem, żeby „utrzymywać penetrację MI6 oraz skierować środki i ludzi MI6 i CIA na przetwarzanie banalnych informacji uzyskanych z rozmów telefonicznych”. Możliwe też, że specjalnie przekazywali nieprawdziwe informacje w ramach operacji dezinformacyjnych.

Jak było w rzeczywistości, trudno dojść, albowiem szef kontrwywiadu CIA James Angleton działalność Goleniewskiego uważał (pomimo przekazania cennych informacji) za… sprytną operację dezinformacyjną KGB, przez co ten ostatni szybko popadł w niełaskę amerykańskich służb.
Nazwisko Billa Harveya już zawsze łączone będzie z budową tunelu w Berlinie. Na zdjęciu: stan z 1997 roku. Fot. LOCAL IMAGES/ullstein bild via Getty Images
A twórca „dziury Harveya”? Po ośmioletnim pobycie w Berlinie „Wielki Bill” wrócił do centrali w Waszyngtonie, gdzie zajął się operacjami specjalnymi, swą uwagę kierując teraz na Fidela Castro. Nadzorował m.in. „Operację Mangusta”, czyli próbę zniszczenia rewolucji kubańskiej prowadzonej przez CIA z Florydy. Wtedy też popadł w niełaskę – publicznie skrytykował prezydenta Johna Kennedego i jego brata, Roberta pełniącego funkcję prokuratora generalnego. Po tym incydencie jego kariera była właściwie skończona. Po nieudanym kierowaniu placówką CIA w Rzymie wrócił do pracy biurowej w centrali, po czym przeszedł na emeryturę w 1969 r.

Zmarł w 1976 r. w wieku 61 lat, a jego nazwisko już na zawsze łączone będzie z demaskacją Kima Philby’ego i budową tunelu w Berlinie.

– Jeremi Zaborowski z Chicago

TYGODNIK TVP, ul. Woronicza 17, 00-999 Warszawa. Redakcja i autorzy

Zdjęcie główne: Centrala telefoniczna umożliwiająca połączenia między Berlinem Zachodnim a Wschodnim, 1971 rok. Fot. Kohagen/ullstein bild via Getty Images
Zobacz więcej
Historia Najnowsze wydanie
Syberyjski Rockefeller. Polski milioner w Rosji
Produkował dla Rosjan setki tysięcy wiader spirytusu.
Historia Najnowsze wydanie
Freie Stadt Danzig. Niebezpieczna nostalgia nad Motławą
Ulice były wolne dla brunatnych batalionów.
Historia Najnowsze wydanie
Tłum szturmował samoloty, statki i barki. Amerykańska hańba
To moralna porażka Stanów Zjednoczonych – donosił prezydentowi Fordowi Henry Kissinger.
Historia Poprzednie wydanie
Dekalog dobrego człowieka
Społeczna Krucjata Miłości miała doprowadzić do powstania „nowych ludzi plemienia”.
Historia Poprzednie wydanie
Przestudiowałem „Kapitał” trzy razy
„Inteligencja nasza nieraz, nieświadomie może, przygotowuje grunt dla komunizmu, a sobie szafot” – pisał w 1938 roku ks. Wyszyński.