Rozmowy

„Polskie Carcassonne”, gdzie królowa Jadwiga leczyła ubogich, a kat cytował Homera

Jurko wywodził się z arystokracji, znał kilka języków, prawo i medycynę. Brał udział w zbiorowych egzekucjach. – W mieście postawiono szubienicę, która istniała aż do końca XVIII wieku. W muzeum jest replika miecza, jakim ścinano głowy. Bieckich katów pożyczały inne grody i co ciekawe, mieli oni również dodatkową funkcję na terenie miasta: prowadzili dom publiczny – opowiada kulturoznawca i regionalista, a przy okazji mieszkaniec i pasjonat Biecza Damian Nowak.

Miasteczko zwane „małym Krakowem” leży na pograniczu Małopolski i Podkarpacia.

TYGODNIK TVP: Podobno powiedzenie „rozpuszczony jak dziadowski bicz” wzięto z nazwy Biecza, czy to prawda?

DAMIAN NOWAK:
Nie mamy co do tego stuprocentowej pewności, chociaż może być w tym dużo prawdy. Określenie pierwotnie brzmiało „rozpuszczony jak dziad biecki”. W czasie rozkwitu Biecza w XV-XVI wieku żebracy, których nazywano wtedy „dziadami ulicznymi”, bez problemu mogli przebywać na terenie miasta i zbierać jałmużnę. Miasto zapewniało im pełną swobodę. Co jednak ciekawe, żebracy nie zadowalali się byle jakim datkiem, na przykład chlebem czy drobnymi groszami, z pogardą taką jałmużnę odrzucali. Chętnie natomiast przyjmowali choćby drogocenne tkaniny, trzewiki czy złote monety. Byli więc dość grymaśni, czyli innymi słowy – rozpuszczeni, stąd przyjęło się w kraju powiedzenie na taką postawę w życiu „rozpuszczony jak dziadowski Bi(e)cz”.

To pokazuje, że Biecz ma bogatą historię. Choćby ze względu na doskonale zachowane fragmenty średniowiecznej zabudowy i murów miejskich, nazywany jest „małym Krakowem” czy „polskim Carcassonne”. Co jest w tym miejscu dla pana najbardziej unikatowe?

Biecz ma tyle uroku już sam w sobie, iż nie ma potrzeby przyrównywać go do innych miejsc – tym bardziej takich petard turystycznych, jaką jest Carcassonne. Sam w sobie nosi potężny potencjał, z którego można czerpać przez kolejne dziesiątki lat. Jego wyjątkowość zawarta jest w niezmiernie malowniczym położeniu, bogatej historii, a przede wszystkim w tym, co jest namacalne dla każdego – zabytkowej tkance.


Pomimo faktu, że nigdy nie utracił praw miejskich, dzisiaj ma charakter raczej małomiasteczkowy. Nowa część miasta została odsunięta od zabytkowego centrum w taki sposób, że ma się wrażenie, iż za linią murów obronnych zaczyna się już inny świat – z jednej strony tętniące swoim życiem centrum, z drugiej spokojna wieś. Z samego rynku można obserwować pasące się na przeciwległym wzgórzu sarny.

Jest to jedno z niewielu miast w Polsce, które nie zmieniło swoich granic od czasów średniowiecza. Na pewno wyróżnia go zachowany oryginalny układ urbanistyczny – w tym rynek, który jest największym w kraju w stosunku do reszty dawnego miasta ujętego w mury. Jego powierzchnia – niespełna 85 arów – zajmuje aż 1/8 dzielnicy staromiejskiej Biecza, obejmującej w sumie powierzchnię 7,3 hektara, a reszta to są jego ogromne przedmieścia, liczące 17 kilometrów kwadratowych. Imponujący rozmiar rynku ma związek z jego dawną rolą jako placu handlowego, bowiem międzynarodowa wymiana towarowa kwitła w Bieczu ze względu na jego dogodną lokalizację – na skrzyżowaniu dróg handlowych prowadzących na Ruś Halicką i do Królestwa Węgier.

To, co najbardziej zachwyca mnie w Bieczu, to niesamowite osie i panoramy widokowe. Otoczony jest wzgórzami, a z każdego z nich rozciąga się szeroka panorama. Oczywiście centralne miejsce zajmuje w niej Biecz, od strony południa i zachodu zamyka ją Beskid Niski a od wschodu, naturalnie przy dobrej pogodzie – Tatry. Z każdego z tych miejsc podziwiać możemy zróżnicowaną ekspozycję bieckich zabytków, osadzoną w zieleni doliny rzeki Ropy. To widok szczególnie urzekające podczas porannych mgieł.

Moim ulubionym miejscem jest wzgórze od strony północnej miasta, gdzie rośnie samotna sosna zwana po prostu sosenką. Dla Bieczan to drzewo jest pomnikowe i kultowe. Ma około 150 lat. Jest bardzo rozłożyste, można po nim chodzić i się na nim bawić, z czego chętnie niegdyś korzystały dzieci.

Większość atrakcji organizowanych w mieście zarówno dla starszych, jak i najmłodszych, ma charakter w dużej mierze historyczny, bo tutaj są na to warunki. Niewiele miast może się poszczycić taką liczbą zabytków na tak małej powierzchni. Na przykład dzięki zabawie na ruinach średniowiecznego budynku czy na murach obronnych łatwiej można było poczuć klimat dawnych czasów.
Wróćmy zatem do początków Biecza. Według legendy zostało założone przez zbója Becza, który okradał karawany kupców. Radość sprawiało mu też uwalnianie niewolników.

Jak mówi legenda, Becz był zamożnym rycerzem, który brał udział w wyprawach krzyżowych w obronie Ziemi Świętej. Po powrocie zajął się natomiast ze swoją drużyną napadaniem na bogate karawany kupców zamorskich. Kupcy wozili nie tylko zwykły towar, ale też ludzi na targ niewolników. Rycerz okradał ich z kosztowności, jak choćby z biżuterii czy złotych monet, ale też uwalniał osoby przeznaczone na sprzedaż. Była wśród nich mała Biedka, która była sierotą i została oddana na handel przez swoich stryjów. Becz zaopiekował się dziewczynką i oddał ją na dwór książęcy z prośbą o jej wychowanie.

Jego zatargi z kupcami nie trwały długo – po ich skargach Becz został pojmany i skazany na karę śmierci poprzez ścięcie mieczem. Wieść o rychłej egzekucji szybko rozeszła się po kraju, pojawiły się na niej rzesze ludzi. Kiedy herold ogłaszał karę śmierci, w tłumie powstało zamieszanie. Do przodu z pośpiechem przeciskała się młoda dwórka książęca, która zarzuciła białą chustę na rycerza, wołając: „Mój ci on!” – tak kazało prawo zwyczajowe, gdy dziewczę chciało uwolnić skazańca. Okazało się, że była to właśnie Biedka. Tak Becz uchronił się przed śmiercią, a później postanowił zrekompensować swoje winy, przekazując własne dobra na budowę miasta na wzgórzu, na którym wznosił się kiedyś gród nad rzeką Ropą. Było to miejsce uwolnienia dziewczynki z rąk kupców. I tak książę wydał akt lokacyjny, które od imienia Becza zostało nazwane Bieczem.

Tyle legenda. Ale są też inne wskazówki pochodzenia nazwy Biecz. Jedna z nich mówi, że może być zaczerpnięta z języka węgierskiego, bowiem Wiedeń to po węgiersku Bécs. Do dzisiaj mamy na Węgrzech co najmniej kilka miast o tej nazwie. Wszystkie te miejsca mają wspólny mianownik – murowaną infrastrukturę obronną.

Skupiając się jednak na bardziej wiarygodnych źródłach to wiemy, że już w XI wieku na wzgórzu istniał gród z osadą. Jak wspomniałem wcześniej, był prężnym ośrodkiem wymiany gospodarczej, ponieważ miał charakter graniczny. Biecz jako organizm miejski powstał natomiast w XIII wieku. Przypuszcza się, że było to w 1257 roku, co czyni go rówieśnikiem Krakowa. Niestety nie zachował się akt lokacyjny. Za czasów Wacława II została wybudowana kamienna baszta, wokół której wzniesiono drewniany zamek. 23 lutego 1363 roku Biecz został przeniesiony na prawo magdeburskie, zwane powszechnie prawem niemieckim, które oparte było o wypracowany idealny model lokacyjny, za jaki uważano statuty nadane miastu Magdeburg. Dotyczyło to zarówno uformowania przestrzeni miejskiej, jak i prawa, wedle którego funkcjonowało. Możemy powiedzieć, że wtedy powstało nowoczesne miasto. Jako nadgraniczna twierdza był przez długi czas ośrodkiem terenowej władzy administracyjnej, sądowniczej i wojskowej.

Zygmunt August lubował się w strojach. Kazimierz Jagiellończyk pożyczył duże pieniądze, zastawiając suknię żony

To była lokata kapitału. Żony królów polskich miały po kilkadziesiąt ekskluzywnych strojów.

zobacz więcej
W średniowieczu Biecz zyskiwał coraz większe znaczenie na ówczesnej mapie Polski. Przebywali w nim wielokrotnie królowie z dynastii Piastów i Jagiellonów.

Była to terenowa rezydencja dla książąt i królów Polski. W tradycji utarło się nawet przekonanie, choć nie do końca prawdziwe, że od września 1311 roku do kwietnia 1312 roku Biecz był nieoficjalnie „stolicą” Polski, gdyż Władysław Łokietek przebywał tutaj w trakcie buntu wójta Alberta w Krakowie. A wiadomo, że stolica była tam, gdzie był król i wydawał edykty królewskie. Zaprzecza jednak tej tezie fakt, że Łokietek był wtedy jeszcze księciem, królem Polski został w 1320 roku. .[1]

Legenda o stołecznym charakterze Biecza prawdopodobnie wykształciła się z popularnej w średniowieczu praktyki, określanej jako „rex ambulans” – władcy często przebywali poza stolicą, najczęściej w majątkach królewskich (a takim był Biecz), skąd zarządzali podległym im terytorium. Tu przebywali tacy królowie, jak choćby Bolesław Wstydliwy, Kazimierz Wielki, Władysław Jagiełło i królowa Jadwiga, która szczególnie ukochała sobie to miasto.

Świadczy o tym choćby to, że dzięki niej w Bieczu powstał jeden z pierwszych na ziemiach polskich szpitali dla ubogich, który zachował się do czasów współczesnych.

Szpital Św. Ducha w Bieczu został ufundowany w 1395 roku. Zachowany budynek pochodzi prawdopodobnie z około 1487 roku, co czyni go obecnie najstarszym istniejącym na terenie Polski. Podstawą funkcjonowania szpitala było jego bogate uposażenie, które stanowiły grunty oraz nadane mu przywileje – majątek niemal w nienaruszonej formie przetrwał do czasu nacjonalizacji w 1945 roku. A wszystko zaczęło się od powołania przez królową Jadwigę fundacji, która miała opiekować się ubogimi. Pieniądze na ten cel szły między innymi z dzierżawy gruntów położonych na przedmieściach bieckich, które należały do zarządzanej przez magistrat fundacji. Dzięki temu biedni mogli liczyć na fachową opiekę. Warto dodać, że na terenie Biecza w okresie świetności działały 3 szpitale, jednak uposażenie pozostałych było dużo mniejsze.

Z królową Jadwigą i szpitalem jest związana legenda. Pewnego dnia podczas swojej wizyty w hospicjum, w którym leżało 40 chorych, postanowiła podejść do ostatniej sali z wiszącym na ścianie dużym Chrystusem ukrzyżowanym. Tam zobaczyła chorego człowieka, którego do tej pory nikt nie opatrzył. Był wychudzony, na ciele miał ropiejące strupy. Postanowiła opatrzeć go sama i poleciła, aby podano jej wodę, płótna oraz maści. Wykonała tę pracę bez odrazy, z wielką miłością. Chory, który został tak miłosiernie potraktowany przez królową, w jednej chwili stał się zdrowy, jego twarz zaczęła jaśnieć, wokół można było poczuć zapach lilii. Po tym nagle znikł. Królowa zrozumiała, że postać opuszczonego człowieka przyjął sam Pan Jezus. Wszyscy wokół szeptali, że to cud. Łóżko miano przez wieki przechowywać jako bezcenną relikwię.
Biecz – 30.05.2020
Kult królowej, którą kanonizowano w 1997 roku, ma w Bieczu długą tradycję – sięgającą co najmniej XIX wieku. 8 czerwca 2006 roku sprowadzono tutaj jej relikwie oraz nadano jej Honorowy Patronat Miasta i Gminy Biecz. Przy tej okazji zorganizowano wystawę jej poświęconą. Poprowadzono także Szlak Królowej Jadwigi, wiodący przez miasto i wiejskie ścieżki, którymi wedle legendy spacerowała. Jedną z atrakcji w mieście są również źródełka, którą noszą imiona najbliższych królowej: Kazimierz, Władysław, Bonifacja i Elżbieta.

Można uznać, że dzięki tego typu inwestycjom królewskim rozwój Biecza nabierał coraz szybszego tempa. Nie tylko prężnie działał handel przygraniczny, ale rozwijało się też rzemiosło. Na przestrzeni wieków w Bieczu działało wiele cechów rzemieślniczych. Początkowo, w XIV wieku w Bieczu było 30 rodzajów rzemiosł, dwa wieki później pracowało tu niemal stu mistrzów cechowych, a w XVII wieku już 150. Najliczniej rozwijało się płóciennictwo i sukiennictwo.

Biecz przez długi czas utrzymywał drugie miejsce w Polsce w produkcji sukna. Prawie w każdym domu znajdował się warsztat tkacki. Pozostałością po tym są choćby nazwiska Knap czy Knapik, bo w języku staropolskim słowo „knap”, przejęte z niemieckiego, oznaczało „tkacz, sukiennik”.
[2] W Bieczu był blich, czyli miejsce, które służyło do bielenia płótna. Szare, lniane płótno rozciągano nad rzeką Ropą na krosnach i polewano je wodą na słońcu i ono bielało. Były całe osady, które się w tym specjalizowały, jedno z przedmieść w średniowieczu nazywało się Bielnia, obecnie nosi nazwę Belna.

To co na pewno wyróżnia Biecz, to także rozwinięty cech katów. Powstała nawet specjalna szkoła, która ich kształciła do tego zawodu. Miasto posiadało bowiem „prawo miecza”, czyli prawo do skazywania i wykonywania wyroków śmierci.

Kaci, czy legendarna biecka szkoła katów stanowi jeden z najbardziej rozpoznawalnych motywów związanych z Bieczem, stając się obecnie marką turystyczną miasta. Biecz, jako szeroko uprzywilejowane centrum administracyjne i sądownicze, miał również do dyspozycji swojego kata, który zrzeszony był w cechu wielkim. Mistrz naturalnie miał swoich terminatorów i czeladników, którzy przechodzili egzamin cechowy. Prawdopodobnie wywodzili się z emerytowanych żołnierzy, musiała to bowiem być osoba bardzo sprawna manualnie, jeśli chodzi o obsługę miecza. Co ciekawe, kaci mieli również inną funkcję na terenie Biecza, prowadzili bowiem dom publiczny, który także przynosił dochody dla miasta.

Wracając do ich pierwotnej funkcji, w dawnych czasach kaci byli bardzo potrzebni. Ziemię biecką pokrywała w znacznym stopniu słabo zaludniona puszcza karpacka. Była ona siedliskiem różnej maści zbiegów i zbójników, którzy napadali na kupców. Smolarze czy harnicy, stanowiący formację, którą dzisiaj nazwalibyśmy policją powiatową, zajmowali się ich wyłapywaniem. I tak rzezimieszki trafiali przed sądy bieckie, gdzie zazwyczaj zapadały na nich wyroki śmierci. Albo przez ścięcie, albo przez powieszenie. W Bieczu postawiono szubienicę, która istniała aż do końca XVIII wieku. Stała na dawnym trakcie do Krakowa, tak, aby przejeżdżający ją widzieli. Miało to odstraszać potencjalnych rozbójników, czyli działać prewencyjnie. Z bezkompromisowością sądów bieckich łączy się powtarzane do XIX wieku powiedzenie: „Bodajś sądów bieckich nie uszedł”.
Dzisiejszy „biecki kat” – atrakcja turystyczna. Obok kajdany z XVI wieku, w których doprowadzono zbrodniarzy do więzienia grodzkiego w Bieczu, przedwojenny eksponat z Muzeum Miejskiego w Gorlicach. Fot. Mimi-chan - Praca własna, Domena publiczna, Wikimedia Commons oraz NAC/IKC, sygn. 1-K-24a
Kat też zajmował się torturowaniem opryszków. Na przykład łamał ich kołem czy obdzierał żywcem ze skóry. Do dzisiaj w podziemiach wieży ratuszowej jest turma, gdzie przed ostatecznym wyrokiem więziono zbójników. Więźniów przetrzymywano również w baszcie, zwanej katowską, przyległej do grodu starościńskiego, której potężne fundamenty udało się w ostatnich latach odnaleźć podczas badań archeologicznych prowadzonych przez działającą na stałe w Bieczu Stację Badawczą Instytutu Archeologii Uniwersytetu Rzeszowskiego. Legendarny miecz katowski zaginął podczas I wojny światowej, jednak jego replikę można podziwiać w Muzeum Ziemi Bieckiej.

Kat przynosił finansowe korzyści miastu również tym, że był wypożyczany do wykonywania wyroków w innych miastach – wedle rachunków kaci z Biecza pracowali w Rzeszowie, Tarnowie, Jaśle, Krośnie. I sowicie ich za to wynagradzano. Bycie katem to była trudna profesja także dlatego, że jeśli nie trafił prawidłowo mieczem w skazańca, to wzbudzał wśród gapiów poirytowanie i litość dla ofiary, a wtedy za błędy sam mógł zapłacić swoją głową.

Jak podaje legenda, najbardziej słynnym bieckim katem był Jurko, który ponoć wywodził się z arystokracji, znał kilka języków oraz zagadnienia prawne i medyczne. Brał udział w zbiorowych egzekucjach, a kiedy torturował więźniów, cytował fragmenty Horacego czy Homera.
[3]

Rozwój Biecza wyhamowywał od drugiej połowy XVII wieku. Miasto zaczęło podupadać między innymi w wyniku klęsk naturalnych czy zaraz. W 1721 roku po przejściu tzw. morowego powietrza pozostało w Bieczu nieco ponad 30 mieszkańców. Na pamiątkę tej tragedii zbudowano kapliczkę św. Michała.

Co do podawania liczb, to byłbym ostrożny. Zawyżanie strat na przykład w wyniku przejścia zarazy mogło mieć związek z próbą uniknięcia podatków. To był wtedy nagminny proceder. Gdyby rzeczywiście tyle osób zmarło, to miasto by się tak szybko później nie odrodziło. Prawdopodobnie wielu mieszkańców uciekło w tym czasie z Biecza. Ale rzeczywiście pamięć o tym wydarzeniu zachowała się dość długo. Zmarłych z powodu epidemii chowano, wedle tradycji, w zapadlisku po studni na Górze Zamkowej. Kiedy odkryto, że na tym terenie mogą być znaczne złoża ropy i chciano tam wiercić szyb, spotkało się to z dużym protestem mieszkańców, którzy uważali, że zaraza wyssana zostanie razem z ropą. Pierwszy szyb założony tam został dopiero w czasie II wojny światowej przez niemiecki koncern Karpathen-Öl, bo ze zdaniem bieczan już nikt się wtedy nie liczył.

Stagnacja w Bieczu może mieć związek nie tylko z przejściem zaraz, ale przede wszystkim ze zmianą dróg handlowych. Powstały nowe, konkurencyjne szlaki. Kupcy woleli jechać traktami prywatnymi za niewielkie opłaty i tym samym nie musieli się pozbywać swojego towaru za niską cenę w Bieczu, tylko jechali dalej i sprzedawali go drożej. Były na tym tle liczne konflikty, nawet niszczono niektóre drogi czy mosty, aby przejścia były niedrożne, ale zmian nie udało się zatrzymać. Powoli podupadał też handel węgierskim winem. Znaczne zmniejszenie liczby składów wina nastąpiło w połowie XVII wieku, aż w końcu handel całkowicie zanikł.

Pierwszy na świecie szyb naftowy i kopalnia ropy powstały pod Gorlicami. Zapomniane polskie zagłębie

W XIX w. było tu 700 szybów, a Galicja zajmowała w wydobyciu trzecie miejsce po USA i Rosji.

zobacz więcej
Ponowne ożywienie gospodarcze w Bieczu nastąpiło pod koniec XIX wieku, kiedy w okolicach odkryto ropę i zaczął się rozwijać przemysł petrochemiczny. Pierwszy szyb naftowy założono tutaj w latach siedemdziesiątych w północno-zachodniej części miasta. Co ciekawe, już w XX wieku interesy prowadziła tu rodzina Noblów – synowie słynnego wynalazcy dynamitu w Szwecji, których spółka kupiła rafinerię w Libuszy. Po 1918 roku weszła ona w skład międzynarodowego koncernu Rockefellera – Standard Oil Company.

W 1884 roku przez Biecz przeprowadzono linię kolejową, rok później otwarto sąd powiatowy, działały liczne organizacje społeczno-kulturalne. Dobrą passę w rozwoju przerwał potężny pożar miasta z 12 maja 1903 roku, po którym jednak stosunkowo szybko Biecz się odbudował. W pierwszej dekadzie XX wieku był najbardziej prężnym ośrodkiem abstynenckim w Galicji, w 1911 roku powołano do życia drużynę harcerską, która uważana jest za jedną z najstarszych w Polsce. Miasto ponownie zaczęło na nowo tętnić życiem.

I przyciągało wielu słynnych artystów, którzy wnieśli spory wkład w dalsze upiększanie Biecza.

Miasto ze względu na swoją zabytkową zabudowę gościło wielu wybitnych konserwatorów zabytków i malarzy, jak choćby Jana Matejkę, który w 1866 na rycinie pokazał domy w północnej części rynku. Tu swoje pierwsze szkice w młodzieńczych latach tworzył Jerzy Nowosielski – przyjeżdżał tu do swojej ciotki i z kuzynem Władkiem, który studiował architekturę, udawali się na plenery malarskie. Być może motywy kolejowe w jego pracach wiążą się z naszym miastem, bo jego ciotka mieszkała w pobliżu torów.

Kilkakrotnie przebywał tu też Stanisław Wyspiański, który w bocznych kaplicach kościoła parafialnego wykonał witraże. Natomiast syn Wita Stwosza, Stanisław Stwosz, wykonał scenę przedstawiającą Zaśnięcie oraz Koronację Matki Boskiej – znajdują się one w górnej kondygnacji ołtarza głównego kościoła.

Warto przy tej okazji dodać, że świątynia biecka jest jedną z najcenniejszych późnogotyckich zabytków architektury sakralnej w Polsce. W części centralnej ołtarza znajduje się obraz „Opłakiwanie Chrystusa” z XVI wieku, przypisywany artyście z bliskiego kręgu Michała Anioła. W skarbcu przechowywany jest feretron z obrazem Matki Boskiej, tzw. Madonną Obozową, którą podarowali żołnierze Jana III Sobieskiego, uczestnicy bitwy pod Wiedniem. Szczycimy się też późnorenesansowym pulpitem muzycznym z 1633 roku, którego zdjęcia są niemal we wszystkich późniejszych wydawnictwach europejskich dotyczących dawnej muzyki, instrumentów i typów muzycznych.

Chlubą Biecza jest również klasztor i kościół oo. franciszkanów reformatów, położony na oddzielnym względem miasta wzgórzu, który posiada wiele bezcennych zabytków. W czasie I wojny światowej w klasztorze mieścił się szpital przyfrontowy, po którym pozostałością jest cmentarz wojenny. W okresie międzywojennym w klasztorze powstało pierwsze bieckie muzeum, natomiast, w latach 1941-1944 przebywał tu biskup łódzki Włodzimierz Jasiński wraz z pracownikami kurii łódzkiej. W podziemiach klasztoru wojnę przetrwały rękopisy profesora Józefa Kostrzewskiego – archeologa, jednego z odkrywców Biskupina.
Biecz może się również poszczycić tym, że stąd wywodzi się Marcin Kromer, absolwent Akademii Krakowskiej, uniwersytetów w Padwie i Bolonii, biskup warmiński, sekretarz trzech królów Polski, w tym Zygmunta Augusta, historyk, geograf i dyplomata.

Marcin Kromer wsławił się przede wszystkim jako autor dwóch wybitnych dzieł: „O pochodzeniu i dziejach Polaków ksiąg trzydzieści” z 1555 roku oraz „Polska, czyli o położeniu, ludności, obyczajach, urzędach i sprawach publicznych księgi dwie” z 1575 roku. Pierwsze dzieło było tak podziwiane przez europejskich humanistów, że go pięciokrotnie wydawano po łacinie, w 1562 po niemiecku, a w 1611 po polsku. Druga z publikacji dotyczy geograficzno-politycznego opisu Polski. Marcina Kromera uważa się za prekursora polskiej powieści historycznej.

Kromer mimo swojej wielkiej sławy do końca utrzymywał kontakty z rodzinnym miastem, które w trudnych momentach mogło liczyć na jego pomoc. Dzięki jego wsparciu udało się odbudować wieżę ratuszową po zawaleniu się w 1569 roku. Nowa została wzniesiona w latach 1569–1580. W czasach świetności miasta wybrzmiewał z niej hejnał trzy razy w ciągu dnia: o poranku, w południe oraz wieczorem. Od 2005 roku postanowiono ponownie go odgrywać. Został odtworzony na prośbę Towarzystwa Przyjaciół Biecza i Ziemi Bieckiej.

Postać wybitnego bieczanina upamiętnia odbywający się co roku na przełomie lipca i sierpnia Kromer Festival Biecz. W jego ramach odbywają się koncerty cenionych artystów z Polski i ze świata, którzy na instrumentach historycznych wykonują utwory z repertuaru muzyki dawnej.

Warto dodać, że z Biecza pochodzi też Apolinary Kotowicz. Pejzażysta, twórca scen rodzajowych, portrecista – był uczniem Jana Matejki. Malarz jest twórcą polichromii w prezbiterium fary w Bieczu, według projektu Włodzimierza Tetmajera.

Pasjonuje się pan Bieczem od wielu lat. Czy jest tu wciąż coś nowego do odkrycia?

Jak najbardziej. Historia tego miejsca jest zachwycająca. Chociażby taki przykład, związany z mało znaną historią z połowy lat 70. XIX wieku, kiedy Biecz był głównym w Galicji ośrodkiem emigracyjny do Brazylii. Podejrzewano o agitację dwóch ojców czasowo przebywających w bieckim klasztorze franciszkanów, którzy mieli pracować w tajemnicy jako agenci emigracyjni. Setki osób postanowiło wyjechać z Biecza w poszukiwaniu lepszego bytu, co naturalnie spotkało się ze sprzeciwem ówczesnych władz. Ale nie udało się tego powstrzymać. Kolejne pokolenia, które mieszkają w tamtym kraju, są świadome swojego pochodzenia.
Nie każdy też wie, że Biecz stał się w ubiegłym wieku powszechnie znany i kojarzony z legendarnym przysmakiem w postaci piernika „Kasztelana”, o którym mówiło się nie tylko w regionie, ale i w całej Polsce. W latach 60. specjał ze względu na swoje walory smakowe i wysoką jakość był naszym naczelnym produktem eksportowym. Niestety, po upadku firmy wytwarzającej pierniki, przysmak przestał być produkowany. Obecnie próbuje się wrócić do tej tradycji. Postanowiono zorganizować konkurs pod tytułem „Szukamy smaku bieckiego piernika”, który ma na celu znalezienie takiego wypieku, który nawiązywałby do oryginalnego „Kasztelana”. Spółdzielnia produkująca m. in. pierniki mieściła się na terenie folwarku – początkowo wójtowskiego, a później starościńskiego, należącego od lat 70. XVIII wieku do rodziny Siemieńskich. W 1912 roku kupił go Władysław Długosz – naftowiec, społecznik i polityk, m. in. minister dla Galicji w rządzie austriackim, który wybudował przy nim drewnianą willę. Przebywał w niej często jego wnuk, alpinista i literat Jan Długosz.

Podobno już w XVI wieku wyrabiano w Bieczu takie pierniki. Zajmowały się tym miejscowe apteki, bowiem służyły jako lek na wiele chorób. Tu warto wspomnieć, że Biecz posiadał najstarszą aptekę na Podkarpaciu. Założył ją Marcin Barian Rokicki w XVI wieku i nosiła nazwę „Pod głową niedźwiedzia”. Obecnie znajduje się w niej Muzeum Ziemi Bieckiej i ma obszerny dział poświęcony farmacji. [4]

Jest pan bieczaninem od pokoleń. Jak ważne jest dla pana miejsce pochodzenia?

Jestem z tym miejscem emocjonalnie związany. To małe miasteczko z duszą. Stan liczebny mieszkańców prawie nie zmienił się od czasów średniowiecza – obecnie liczy około 4 tysięcy osób. Cenię sobie tutaj spokój. Aktywność Biecza kończy się po godzinie 16.00. Wtedy rynek pustoszeje, wszystko się wycisza, można bez żadnych przeszkód spacerować po miasteczku. Odwiedzający może spędzić tu wiele godzin, odkrywając bogate ślady przeszłości i nie wychodząc poza okręg o promieniu jednego kilometra. Z pespektywy mieszkańca ma to jeszcze większe zalety: wszystko można załatwić w jednym miejscu, wychodząc z domu – jak to się mówi – w kapciach.

– rozmawiała Monika Chrobak, dziennikarka Polskiego Radia

TYGODNIK TVP, ul. Woronicza 17, 00-999 Warszawa. Redakcja i autorzy


Biecz
[1] Bunt wójta Alberta – zbrojne wystąpienie części mieszczan krakowskich między majem 1311 roku a majem lub czerwcem 1312 przeciwko księciu kujawskiemu Władysławowi. Przywódcą buntu był wójt krakowski, a przyczyną – polityczna orientacja niemieckiego patrycjatu Krakowa, chętniej widzącego na tronie polskim Jana Luksemburczyka. Powodem były także trudności gospodarcze miasta, spowodowane utratą przez Władysława Pomorza Gdańskiego na rzecz Zakonu Krzyżackiego, co utrudniło handel kupców krakowskich z Flandrią przez Gdańsk.

Klęska powstania przyczyniła się do wzmocnienia działań księcia Władysława w celu zjednoczenia pod wspólnym berłem ziem polskich, będących w stanie rozbicia dzielnicowego do czasu jego koronacji na króla Polski w 1320 roku. Władysław Łokietek był pierwszym władcą Polski koronowanym w Krakowie – w katedrze wawelskiej, przez arcybiskupa gnieźnieńskiego Janisława.
wróć

[2] Knap, według Słownika polszczyzny XVI wieku, http://spxvi.edu.pl:
tkacz sukna; także ten kto zajmuje się dalszą obróbką utkanego sukna, folusznik. Synonimy: blecharz, sukiennik, tkacz wełniany, wałkarz.

Nazwisko Knap, http://www.genezanazwisk.pl:
nazwisko proste, równe staropolskiej nazwie zawodu, przejętej z języka niemieckiego – „tkacz, sukiennik”, zob. A. Cieślikowa, Staropolskie odapelatywne nazwy osobowe…, s. 57, J. Mączyński, Nazwiska Łodzian (XV-XIX wiek), Łódź 1970 s. 99, Słownik polszczyzny XVI wieku, t. X s. 428
wróć

[3] Legenda o szkole katów

Według niej, w Bieczu funkcjonowała Akademia Katowska, która kształciła katów świadczących usługi w całej ówczesnej Polsce w zakresie tortur i anatomii oraz przebiegu rytuału egzekucji. Siedziba szkoły miała się mieścić w Baszcie Radzieckiej (nazwa pochodzi od rajców bieckich), zwanej też Katowską, stojącej przy południowym wjeździe do miasta od ul. Węgierskiej. Obronny budynek był wielokrotnie przebudowywany, przylega do Domu Barianów-Rokickich z 1523 roku, czyli tzw. Starej Apteki (w 1557 r. kupił go od Barbary Uździeniczki aptekarz Marcin Rokicki) – obecnie mieści się tutaj muzeum.

Szkoła katów została tak naprawdę wymyślona przez XIX-wiecznego dziennikarza, ale byłaby możliwa. Miasto miało sądy i prawo miecza, ergo – swojego kata, który był wypożyczany do innych miast. Był rzemieślnikiem i otaczał się pomocnikami i czeladnikami, a źródła wskazują na istnienie jedynego w Polsce cechu katów i to już w XIV wieku. Np. biecka księga sądowa z lat 1388–1398 wymienia z nazwiska i imienia 15 katów (carnifex), w większości w brzmieniu niemieckim. Można byłoby zatem uznać, że owi kaci i czeladnicy to szkoła katów, jednak formalnie w średniowieczu w ogóle nie było szkół rzemieślniczych.

Tam, gdzie oddycha piekło, czarownica prosi o łaskę i karmią się astronauci

Całość operacji była ściśle tajna. Odbywała się pod płaszczykiem produkcji nowoczesnej paszy dla cieląt.

zobacz więcej
Legendy o szkole katów, woju Beczu i królowej Jadwidze to nie jedyne dotyczące Biecza. Można też usłyszeć m.in.:

Legenda o śpiącym wojsku
Na Górze Zamkowej ponad 1000 lat temu był gród obronny, który popadł w ruinę w wyniku walk. Na miejsce grodu zbudowano zamek, którym zarządzał burgrabia. Zamku strzegła załoga rycerska, a mieszkali w nim królowie wraz z dworem, gdy przyjeżdżali do Biecza. W XV w. zamek zburzono. Według legendy rycerze w zbrojach z końmi zeszli do podziemi zamku, gdzie czekają aż zostaną wezwani do obrony Biecza. Od czasu do czasu czuwający nad wojami rycerz dokonuje przeglądu zbroi i koni. Przy jakiejś wadzie wysyłany jest posłaniec szukający uczciwego kowala, którego sprowadza do podziemi. Kowal kuje konie i naprawia uszkodzenia. Po wykonaniu pracy dostaje nieznaczące rzeczy, które na powierzchni stają się cenne. Do niedawna wskazywano nawet miejsce, gdzie ziemia się rozsuwa i widać wejście do podziemi.

Legenda o buciku św. Jadwigi
Wiąże się z nieistniejącym już kościołem św. Ducha. Według niej, królowa w czasie jednego z pobytów w Bieczu udała się do miasta, by obserwować prace przy budowie kościoła. Ku jej radości, były już niemal skończone – ozdabiano portale i inne detale. Królowa zauważyła smutnego kamieniarczyka, podeszła do niego i zapytała o powód tego smutku. Opowiedział o problemach swojej rodziny, wynikających z biedy. Królowa chciała go obdarować, ale nie miała ze sobą nic, prócz szat. Zdjęła więc bucik, odczepiła złotą klamrę i podarowała mu ją. Ściągając bucik oparła nogę na kamieniu obrabianym przez kamieniarczyka. On zaś wykuł w tym kamieniu odbicie stopy królowej i umieścił go w portalu, by każdemu wchodzącemu do kościoła przypominał o miłosiernej królowej.

Legenda o skamieniałym chlebie
Powiązana jest ze starą kapliczką niedaleko stacji kolejowej w Bieczu. Pewnego dnia gospodyni jednego z domów stojących poza murami miasta upiekła chleb i położyła go na parapecie okna, aby ostygł. Zwabiony zapachem świeżego pieczywa biedak, podszedł do okna. Poprosił o kawałek chleba, gdyż tułał się już kilka dni, nie mając jedzenia w ustach. Gospodyni była jednak skąpa i nie podzieliła się z nim. On, zawiedziony, odszedł bez słowa. Po kilku godzinach gospodyni wróciła po chleb. Zastała jednak tylko jego skamieniałe resztki. wróć

Za https://pl.wikipedia.org/wiki/Biecz

[4] Biecz jest miastem zabytków. W XV i XVI w. powstawało tu wiele obiektów architektonicznych o charakterze publicznym oraz okazałych kamienic mieszczańskich. W mieście istniało aż siedem kościołów.

W rejestrze zabytków widnieje dzielnica staromiejska Biecza. Teren ten został w XIV wieku obwiedziony murami, a na środku został wytyczony prostokątny rynek. Znajduje się na nim ratusz z wieżą (pierwsza zawaliła się pod koniec XVI w., gdy miasto popadło w ruinę; hełm nowej wieży spalił się w wielkim pożarze miasta w 1903 r. i został zrekonstruowany dopiero w 1953), pierwotnie gotycki, przebudowany w XVI wieku. W Bieczu można zwiedzić późnogotycki kościół Bożego Ciała oraz zespół klasztorny franciszkanów z barokowym kościołem z XVII wieku. W mieście znajduje się najstarszy zachowany budynek szpitalny w Polsce – szpital Św. Ducha z XIV wieku, ufundowany przez królową Jadwigę. Jednym z obiektów zabytkowych jest Dom Kromera, gdzie zachował się rozkład pomieszczeń i wystrój architektoniczny z XVI wieku, w tym rzeźbione kolumny międzyokienne z 1612 r.
Podsumowując, do głównych zabytków miasta należą:

układ przestrzenno-urbanistyczny miasta pochodzący ze średniowiecza. Miasto zostało pierwotnie zbudowane na kształcie elipsy. Teren otoczono murami, a na środku wytyczono prostokątny rynek. Ciekawostką jest to, że rynek biecki jest największym w Polsce w stosunku do reszty dawnego miasta (zajmuje aż ok. 1/8 dawnego terenu miejskiego);

zespół murów obronnych powstałych w XIV w. Początkowo miały długość ok. 1200 metrów, lecz do dzisiaj zachowały się tylko fragmenty – w okolicach kościoła parafialnego oraz resztki murów z częścią przyziemną kwadratowej baszty koło szpitala Św. Ducha. Do zespołu murów obronnych należą także trzy zachowane baszty: Kowalska, Rzeźnicka (dzwonnica) oraz Radziecka. Niedaleko kościoła znajdują się fundamenty jednego z zaledwie kilku znanych w Polsce barbakanów;

ratusz z wieżą, wznoszący się na rynku, pierwotnie gotycki, przebudowany w XVI w. W XIX w. rozebrano część wschodnią. Fundamenty tej części odkryto w 1958 r. i uczytelniono klinkierem. Wieża jest ozdobiona techniką sgraffito i ma 58 metrów wysokości. Na ścianach widnieją herby i tablice oraz tarcza zegara z XVI w. z 24-godzinnym podziałem (obecnie to rzadkość, ponieważ od XVII w. stosuje się tzw. półzegarze z 12-godzinnym podziałem). W najniższej piwnicy wieży znajduje się loch, do którego wtrącano skazańców – to właśnie tzw. turma. Na jej ścianach do dziś zachowały się różne napisy i kalendarze wyryte przez skazańców. Wyżej znajdowała się cela będąca miejscem tortur.
Pierwsza wieża ratuszowa zawaliła się w 1569 roku, gdy miasto popadło w ruinę – w jej ruinach zginął młody trębacz. Nowa wieża, w stylu późnogotyckim, została wzniesiona w latach 1569-1580, głównie z funduszy przekazanych Radzie Miejskiej przez Marcina Kromera. Zakończona galeryjką, nakryta została baniastym, barokowym hełmem zwieńczonym latarnią. Pierwotny hełm spalił się w wielkim pożarze miasta 12 maja 1903 r. Po zrekonstruowaniu hełmu w 1953 roku wg projektu dr inż. arch. Stefana Świszczowskiego pokryto go gontami, a w 1998 – blachą miedzianą. W latach 1959-1963 dr Tadeusz Przypkowski zrekonstruował tarczę zegarową;

kościół Bożego Ciała wraz z otoczeniem pw. Piotra i św. Pawła, należący do najcenniejszych zabytków architektury sakralnej w Polsce. Jest to późnogotycki, trójnawowy kościół halowy. Najstarszą jego częścią jest prezbiterium zbudowane przed 1480 r. Posiada Oratorium Królowej Jadwigi, gdzie, według legend, królowa miała się modlić w czasie pobytów w Bieczu, belkę tęczową z datą 1488 oraz pulpit muzyczny, późnorenesansowy z 1633 r., jedyny w Europie;

zespół klasztorny reformatów wraz z jednonawowym, barokowym kościołem pw. św. Anny. Obraz w głównym ołtarzu przedstawia św. Annę. Obok na ścianie wisi obraz „Zdjęcie z krzyża”, wykonany prawdopodobnie przez artystę z kręgu El Greca. W prezbiterium znajduje się pulpit muzyczny. W klasztorze pochowany jest Wacław Potocki. Franciszkanie przechowują w swoim klasztorze ponad 2000 cennych ksiąg;

szpital Św. Ducha ufundowany przez królową Jadwigę w 1395. Jest to najstarszy zachowany budynek szpitalny w Polsce. Przyjmuje się, że uposażenie szpitala w Bieczu było jednym z najbogatszych w kraju. W XIX w. budynek został poddany remontowi i do ok. 1950 r. służył biednym. Obecnie jest ponownie remontowany. Ze szpitalem łączył się ściśle kościół św. Ducha, jednak zaczął popadać w ruinę i został rozebrany pod koniec XVIII wieku;

renesansowa kamienica, tzw. Kromerówka, która tak naprawdę nigdy nie należała do Kromera. Budynek został wzniesiony w 1519 r. czyli dopiero 7 lat po narodzinach Kromera. Należał do zamożnej rodziny Chodorów. Wewnątrz zachował się oryginalny rozkład pomieszczeń i wystrój architektoniczny. Na uwagę zasługują rzeźbione kolumny międzyokienne z 1612 roku. Obecnie znajduje się tu Muzeum Regionalne. Zbiory muzeum obejmują zabytki kultury materialnej, ludowej, sztuki i numizmatyki;

Dom Barianów-Rokickich, tzw. Stara Apteka jest budynkiem z 1523. Niedługo po wybudowaniu kupił go Marcin Rokicki i urządził w nim aptekę. Dom rozbudowali kolejni spadkobiercy Rokickiego. Od XVII w. budynek przestał pełnić funkcję apteki i wielokrotnie zmieniał właścicieli. Dopiero w 1963 roku nabyła go Miejska Rada Narodowa;

kaplice bieckie: św. Floriana z pierwszej poł. XIX w., znajdująca się w północno-wschodniej części rynku kaplica oraz kapliczka słupowa na Harcie z 1812. Są też niewpisane na listę zabytków kapliczki: św. Michała Archanioła pod klasztorem, pw. Najświętszej Marii Panny z XVIII w., kapliczka znajdująca się nieopodal stacji kolejowej oraz gotycka zwana Szubienicą;

Dom zbója Becza znajdujący się w południowo-zachodniej części Rynku. Nazywany tak w związku z legendą o zbóju Beczu. W XVI w. należała do rodziny Chodorów. Dobudowano wówczas piętro, browar i piwnice. W 1666 założono w nim aptekę. Obecnie znajduje się tam bar;

gród starościński, wzniesiony w pierwszej połowie XVI w. W 1642 r. został przeniesiony tutaj sąd grodzki. W grodzie w latach 1667-1676 urzędował Wacław Potocki. Budynek popadł w ruinę po 1783 r. Nazwa jednak mocą żywej tradycji przetrwała do dziś;

dworek Nędzówka, pochodzący z XVIII w. murowany dworek, budowany w latach 1775-1799. Do połowy XX w. był parterowym zdewastowanym budynkiem; po remoncie dobudowano piętro i obecnie ma w nim siedzibę kilka organizacji pozarządowych i społecznych;

dawna synagoga zbudowana w połowie XIX wieku, po pożarze w 1905 roku odbudowana. Obecnie pozostały tylko fragmenty polichromii oraz wmurowana w ścianę tablica poświęcona ofiarom Holokaustu. Charakterystycznym elementem są dwa rzędy półokrągło zakończonych okien. Obecnie mieści się w niej Rada Miejska, Urząd Gminy i biblioteka. Jest też (nie widnieje na liście zabytków) szczątkowy kirkut przy ul. Tysiąclecia, na którym znajduje się kilkanaście macew, i mogiły zbiorowe z czasów pierwszej wojny, zniszczony podczas II wojny światowej;

cmentarze wojenne z I wojny światowej: nr 105 na Harcie, przy drodze na cmentarz komunalny; nr 106 na ul. Bochniewicza, przy kościele parafialnym, niedawno remontowany; nr 107 na przedłużeniu ul. Tysiąclecia, wspomniana, zniszczona podczas II wojny nekropolia przy kirkucie; nr 108 przy klasztorze oo. Franciszkanów; nr 108 przy ul. Parkowej. Wszystkie cmentarze w tych okolicach były projektu Hansa Mayra

Do zabytków już nieistniejących należy m.in. zamek w Bieczu, królewski, w stylu gotyckim, usytuowany na Górze Zamkowej. Był terenową siedzibą książąt i królów polskich. Często odnotowywano pobyt w nim króla Władysława Łokietka i jego syna Kazimierza Wielkiego. W 1401 roku na zamku król Władysław Jagiełło zaręczył się z Anną Cylejską. W 1439 roku król Władysław Warneńczyk spotkał się tu z królem węgierskim Albrechtem Habsburgiem. Zamek ostatecznie przestał pełnić funkcję obronną w drugiej połowie XV wieku. W 1475 roku Kazimierz IV Jagiellończyk polecił rozebrać zamek i przenieść siedzibę starosty do drugiego zamku. Ruiny zamku i całej fortyfikacji istniały jeszcze w XIX wieku, do dziś zachowały się po nim jedynie fundamenty.
Oprócz niego na Górze Zamkowej znajdował się także niewielki zamek, w miejscu którego powstał później kościół św. Ducha i szpital oraz trzeci zamek, gdzie później zbudowano kościół i klasztor franciszkański. wróć

Za https://pl.wikipedia.org/wiki/Zabytki_Biecza
Zdjęcie główne: Biecz to była terenowa rezydencja dla książąt i królów Polski. Władcy często przebywali poza stolicą, najczęściej w majątkach królewskich (a takim był Biecz), skąd zarządzali podległym im terytorium. Tu przebywali tacy królowie, jak choćby Bolesław Wstydliwy, Kazimierz Wielki, Władysław Jagiełło i królowa Jadwiga, która szczególnie ukochała sobie to miasto. Fot. Marcin Gądek
Zobacz więcej
Rozmowy Najnowsze wydanie
Małżeństwo to nie umowa, którą można rozwiązać jak każdą inną
– mówi dr Tymoteusz Zych, rektor Collegium Intermarium, działacz Instytutu Ordo Iuris.
Rozmowy Najnowsze wydanie
Biorąc pod uwagę prestiż, Yamaha to Lexus, a Steinway: Maybach
Doskonały dźwięk ma swoją cenę. Fortepian koncertowy: 900 tys. zł. Półkoncertowy: 550 tysięcy. Więcej niż niejeden dom.
Rozmowy Najnowsze wydanie
Pokazali mi materiał spod wieży telewizyjnej. To była wojna
Sekretarz redakcji powiedział, że przysyłam zdjęcia, to pewnie żyję.
Rozmowy Poprzednie wydanie
Roślinny styl vintage. Moda na trzykrotki, paprotki, geranium...
W pandemii wydajemy na rośliny coraz więcej. Co zrobić, by przetrwały zimę?
Rozmowy wydanie 8.10.2021 – 15.10.2021
Kopulujące pawiki spotyka się niezwykle rzadko, tak się ukrywają
Doskonały porządek uczyni ze świata cmentarz motyli.