Kultura

Czołgi, armatki wodne i pałowanie manifestantów. Nici z demokracji

Sztuka zaangażowana? Cóż za dęte słowo. Ale gdy młoda Białorusinka haftuje krzyżykami sceny z protestów swoim kraju, jak to nazwać inaczej?

Haft to coś przyjemnie anachronicznego: damy haftujące monogramy na wyprawowych obrusach, albo – z drugiego końca drabiny społecznej – wyszywanki gospodyń domowych w rodzaju: „gdy żona gotuje, to mężowi smakuje”. Te drugie czasem można dziś spotkać w designerskich mieszkaniach młodych ludzi – tam wiszą raczej dla beki... W każdym razie haftowanie nie pasuje do wizerunku nowoczesnej kobiety – zabieganej, przyczepionej do laptopa. Chyba tylko minister Przemysław Czarnek chciałby jeszcze widzieć ją pochyloną na tamborkiem.

Jednak osoba Rufiny Bazlowej nie przystaje ani do cnót niewieścich, ani do roli bizneswomen z laptopem. Nazwać ją aktywistką polityczną byłoby może zbyt śmiałe, lub zbyt stereotypowe, choć właściwie oznacza to, kim jest i co robi ta młoda Białorusinka. Jest hafciarką i artystką, ale hafciarką nie dla ozdoby czy dla rozrywki, lecz – uwaga na górnolotne wyrażenie – dla idei. Dla idei wolności swego kraju.

Kolory zakazane

Hafty Rufiny są kroniką protestów, które wybuchły rok temu w białoruskich miastach w odpowiedzi na sfałszowane wybory prezydenckie. Pojedyncze obrazki albo wręcz siedmiometrowy fryz. Na nich miasta: Mińsk, Grodno, Kobryń, Soligorsk, Pińsk, Baranowicze, Homl, Mohylew. Kolory są dwa: biały i czerwony. Takie jak na fladze białoruskiej, wielokrotnie zakazywanej, a w 1995 roku na polecenie Aleksandra Łukaszenki pociętej na kawałki.

Dziś używanie nawet tego zestawu kolorów uważane jest za polityczną deklarację. Z biało czerwonymi flagami występują uczestnicy trwających od sierpnia 2020 protestów. Na haftach układające się w łańcuchu uliczne sceny: czołgi, armatki wodne, milicja pałująca manifestantów, zakazane flagi. Oraz bohaterka wydarzeń – Swiatłana Cichanouska, którą Łukaszenko bezczelnie wyrolował w wyborach.
Wystawę prac Bazlowej „Nici z demokracji” pokazuje Galeria Browarna w Łowiczu, kuratorką jest Zosia Bojańczyk. Bardzo dobrze, że jest to galeria w małym mieście, gdzie ludzie nie pędzą tak jak w Warszawie i mają czas zatrzymać się i odkryć coś nowego. Galeria ta zresztą jest zasłużona i wytrwała w promowaniu sztuki współczesnej. Jej właściciel, krytyk sztuki Andrzej Biernacki nie boi się prezentować artystów nieczęsto goszczących w głównych świątyniach sztuki. Dobrze również dlatego, że tematyki białoruskiej mamy tyle w mediach, że obojętniejemy i wypieramy ją na drugi, trzeci plan. A Białoruś zasługuje na naszą solidarność.

Przekaz skrótowo krzyżykowy

Tego, co robi Rufina, nie mogłaby robić na Białorusi. Od 12 lat mieszka w Czechach – mając 18 lat, wyjechała najpierw do Pilzna, żeby studiować grafikę, ilustrację i rzeźbę. Później przeniosła się do Pragi, gdzie ukończyła scenografię i lalkarstwo. W Pradze mieszka do dziś.

Król się żeni z Habsburżanką. Polski komiks sprzed 400 lat

To istny tasiemiec – mierzy ponad 15 metrów długości i ledwie 27 centymetrów szerokości.

zobacz więcej
Ta uśmiechnięta dziewczyna, bez pretensji, bez makijażu, wyglądająca nie na swoje 30 lat, a raczej na 20, pochodzi z Grodna, miasta przy granicy Białorusi z Polską i Litwą. W czasie zeszłorocznych protestów nie było jej w kraju, ale sytuację śledziła za pośrednictwem aplikacji Telegram, używanej przez poddawanych cenzurze białoruskich dziennikarzy i blogerów. Poruszona solidarnością i mobilizacją Białorusinów, brutalnością władzy, swoje cyfrowe hafty zaczęła umieszczać na Instagramie, trafiając do wrażliwości rówieśników: pokolenia 20 i 30-latków, które do tej pory nie wykazywało zainteresowania sytuacją polityczną kraju, a jeśli wymieniało się informacjami i się organizowało, to właśnie głównie poprzez media społecznościowe.

W tych pracach haft krzyżykowy występuje jako jeden z tradycyjnych środków wyrazu i symboli kulturowych Białorusi. Przecież pojawia się nawet jako ornament na państwowej fladze. U Rufiny staje się uproszczonym znakiem graficznym. Delikatne kreski składają się w romby, scenki, obrazki łączą się w łańcuchy. To język współczesnego, skrótowego przekazu. Jak w animowanych filmach dla dzieci, gdzie ludziki przeskakują jedne przez drugie. Język na nowo odkryty, ale też od dawna obecny u wschodnich sąsiadów.

„Ruszniki” czyli: haftowane ręczniki nie od dziś obecne są w tamtej kulturze ludowej. Wieszano je w ikonostasie obok świętych obrazów, wierząc w ich ochronną, magiczną moc. Dawano dzieciom, gdy ruszały w dorosłe życie.

– Ludowa ornamentyka od zawsze była kodem, za pomocą którego opisywano świat – powiedziała Bazlowa na otwarciu wystawy w Galerii Browarna. – Kobiety, które nie umiały pisać lub czytać, porozumiewały się tym językiem. W czasie wojny haftowanie było rytuałem mającym odwrócić ciemne siły. Dziś dawne ludowe zwyczaje i tradycje łączą, pomagają w budowaniu tożsamości młodych Białorusinów.
Tkanina z Bayeux, dzieło sztuki hafciarskiej. Fot. Godong/Universal Images Group via Getty Images
Sztuka niszowa? Niekoniecznie. Lista wystaw tej skromnej artystki jest imponująca: Kolonia, Praga, Wilno, Paryż, Wrocław, Berlin. Bazlowa dotarła nawet do Yale. Wystawiała w Bayeux – co za wyzwanie pokazać się w mieście słynnym z XI-wiecznej 70- metrowej tapiserii (haftowane płótno przedstawia podbój Anglii przez Wilhelma I Zdobywcę i bitwę pod Hastings w 1066 roku. W roku 2007 tkanina z Bayeux została wpisana na listę UNESCO Pamięć Świata – przyp. red.).


Ile godzin musiała spędzić z igłą i nicią w ręku, żeby zaprotestować przeciw temu, co dzieje się w jej ojczyźnie? Młodzi artyści wolą wyżywać się performatywnie, niż spędzać godziny nad tamborkiem. Wolą mówić o sobie, o swoich frustracjach. Walka jest niemodna. A już haft jako narzędzie sztuki zaangażowanej (cóż za niemodne słowo) całkiem zaskakuje. Przecież to sztuka/rzemiosło skromne, kobiece.

Sztuka „zaangażowana” też źle się kojarzy. Dęty język, banały, stalinowskie traktorzystki, radosny spust surówki. Rewolucyjne zadęcie. Mało kto chce uprawiać sztukę zaangażowaną. Artyści wolą raczej wyrażać swoje frustracje niż angażować się w politykę. Rufina polityki się nie boi. Robi to po swojemu, bez sztuczności, bez zadęcia. Po prostu oddając głos za swoim krajem i uprawiając zajęcie, które lubi.

Postawmy krzyżyk nie tylko haftowany na reżimie Łukaszenki. Wreszcie. Oby.

– Joanna Bojańczyk

TYGODNIK TVP, ul. Woronicza 17, 00-999 Warszawa. Redakcja i autorzy


Wystawę prac Rufiny Bazlowej pt. „Nici z demokracji” można oglądać w Galerii Browarnej, Łowicz, ul. Podrzeczna 17 do 19 września 2021 roku.
Zdjęcie główne: Fragment pracy Rufiny Bazlowej z wystawy "Nici z demokracji". Fot. Galeria Browarna
Zobacz więcej
Kultura Najnowsze wydanie
Przyśpieszony kurs przemian obyczajowych
„Teściowie” są znakomici. „The End” zjada własny ogon. „Czarna owca” jest gdzieś pośrodku.
Kultura Poprzednie wydanie
Człowiek, który wymyślił piekło
700 lat po śmierci Dantego świat czci jego geniusz, ale podąża w kierunku dokładnie przeciwnym, niż wskazywał włoski poeta.
Kultura Poprzednie wydanie
Francuzi opłakują w Belmondo swoją niegdysiejszą wielkość
Żyje jeszcze drugi francuski idol: Alain Delon, ale z nim mają relację o wiele mniej kumpelską.
Kultura Poprzednie wydanie
Co Gołas czytał z mankietów i czym popijał nalewkę o poranku?
Wielu pamięta go z filmów, wszyscy – z kabaretowej piosenki „W Polskę idziemy”.
Kultura wydanie 3.09.2021 – 10.09.2021
Nożyce historycznej ignorancji
Czy średniowieczni „Wikingowie” byli zarządzani przez wyzwolone kobiety i mieli kontakty z Chińczykami?