Historia

Jak Solidarność „drażniła niedźwiedzia”

Wałęsa, Buzek i Kuroń usiłowali zablokować przegłosowanie dokumentu. Bali się, że może stać się pretekstem do sowieckiej inwazji na Polskę.

W środę 8 września o g. 18:25 TVP Historia wyemituje program „Posłanie do ludzi pracy Europy Wschodniej. Debata w 40. rocznicę” (powtórka 9 września o g. 11:40). Goście będą rozmawiać o apelu przyjętym podczas I Krajowego Zjazdu Delegatów NSZZ „Solidarność” w gdańskiej hali Olivia.

Henryk Siciński czterdzieści lat temu był młodym lekarzem pediatrą z Ostrowa Wielkopolskiego, ale przede wszystkim działaczem Solidarności i delegatem na pierwszy zjazd związku we wrześniu 1981. 31-latek z przeszłością opozycyjną (w marcu 1968 r. uczestniczył – jako student Akademii Medycznej – w demonstracji w Poznaniu) chciał na zjeździe, tak jak wielu innych, powiedzieć coś ważnego. Dać jakiś przekaz, może świadectwo, wyrazić emocje i pragnienia, które towarzyszyły tamtym czasom.

Co to miałoby być? Pomysł narodził się w gronie kolegów z Solidarności regionu kaliskiego pod wpływem atmosfery, która panowała wokół zjazdu. Propagandowa nagonka, manewry wojsk Układu Warszawskiego przy polskich granicach, pogłębiający się kryzys gospodarczy.

List nie, apel też nie

– Po raz pierwszy chcieliśmy mówić własnym głosem i ten pomysł. To jest tak jak z tym małym kamieniem spadającym z góry. Za nim leci następny, potem następny, i następny… – Siciński wspomina, jak narodziła się myśl o „Posłaniu do ludzi pracy Europy Wschodniej”. – Pomysł tego tekstu wyartykułowałem w rozmowie z Bogusławem Śliwą. Napisałem na kartce, która już dawno zginęła, jakaś kartka z notesu, chyba nawet ołówkiem pisałem… A ten tytuł, to „Posłanie”… Długo nie wiedziałem jak to napisać. List to nie to, apel, nie daj Boże. Chodziło o takie sformułowanie, które byłoby na tyle łagodne, że nie byłoby powodem szaleńczej napaści ze strony władz, a równocześnie oddawało istotę sprawy. Napisałem, że jesteśmy związkiem zawodowym, działamy legalnie. Nie pamiętam tego tekstu dokładnie. Ten mój zaczyn był bardzo krótki.

Ten projekt Henryk Siciński dał nieżyjącemu już Bogusławie Śliwie, który do tekstu dopisał parę zdań. Śliwa to bardzo ciekawa i barwna postać. Był prokuratorem, ale w 1978 roku postanowił w sprawie o zabójstwo oskarżyć milicjanta. I na tym zakończyła się jego kariera, wyrzucono go z prokuratury.

Związał się z opozycją demokratyczną, działał w Ruchu Obrony Praw Człowieka i Obywatela. Wydawał drugoobiegowe pismo „Wolne Słowa”, razem miedzy innymi z Antonim Pietkiewiczem, kolejną postacią ważną w tej historii. To z kolei inżynier, działacz przedsierpniowej opozycji, współpracownik KOR i ROPCiO. Oni przystąpili do prac nad tekstem przyszłego „Posłania”, by nadać zwięzła formę. O pomoc poproszono Zbigniewa Romaszewskiego, ale ten nie był przekonany co do tego pomysłu, więc Śliwa i Pietkiewicz poszli z nim Jana Lityńskiego, który był gościem zjazdu Solidarności. Lityński coś tam dopisał i zredagował.

Zdobyć sojuszników

Tekst uchwały o nazwie „Posłanie do ludzi pracy Europy Wschodniej i republik Związku Radzieckiego” trafił do zjazdowej Komisji Uchwał i Wniosków jako projekt delegatów Regionu Wielkopolska Południowa. Projektem miał się zająć Henryk Wujec, do którego wcześniej dotarł projekt innego posłania do narodów, rządów i parlamentów świata.
Początkowo Wujec próbował oba dokumenty połączyć, ale szybko okazało się to niemożliwe. Po prostu projekt „Posłania do ludzi pracy” był o wiele lepszy. Bardziej zwięzły, konkretny i odwołujący się do wspólnych doświadczeń różnych społeczeństw, do sąsiadów. Zresztą delegaci z Kalisza nie chcieli zmiany adresatów swego „Posłania”, więc Henryk Wujec dopisał Albanię, o której autorzy projektu zapomnieli i prawdopodobnie skrócił tytuł wyrzucając republiki radzieckie.

Antoni Pietkiewicz, wspomina że najważniejszym zadaniem było zdobycie odpowiednich, poważnych sojuszników dla projektu „Posłania”. Chodziło oto, żeby projekt miał szanse na przegłosowanie i też nie był obciążony jakimiś sugestiami o prowokację, czego wówczas się wszyscy obawiali. Sojuszników zyskali w prezydium zjazdu, które podpisało się pod projektem. Bez wątpienia też nie bez znaczenia było wsparcie ze strony Jana Lityńskiego i Henryka Wujca, a także opozycyjne życiorysy Bogusława Śliwy i samego Pietkiewicza.

Terror posiłków

Oba projekty odczytał z trybuny zjazdowej przewodniczący Komisji Uchwał i Wniosków Tadeusz Matuszyk z regionu Mazowsze. „W trakcie czytania tekstu przez Matuszyka sala kilka razy zareagowała oklaskami, by wreszcie kiedy zakończył go czytać, stały się one długotrwałe wraz z okrzykami. Dostrzegając zachwyt delegatów, ale niezgodnie z procedurą, poprosił o przegłosowanie wspomnianych dwóch posłań en bloc natychmiast, oczywiście pod warunkiem, że nie ma w tej sprawie ważnych zastrzeżeń. Jerzy Buzek – członek Prezydium I KZD, prowadzący obrady – był przeciwny przegłosowaniu tych posłań. Mówił, że warto by było odczytać je jeszcze raz i wtedy je poprawić. Ponadto stwierdził, że zgłaszają się osoby do dyskusji, a jest już bardzo późno i czeka… obiad” – pisał historyk Marek Kozłowski w monografii „Posłanie do ludzi pracy Europy Wschodniej 1981” (Kalisz 2016).

Jacek Kuroń pisał potem, że w momencie przeczytania tekstu „Posłania” zjazd oszalał. Ludzie krzyczeli, żeby natychmiast głosować. Buzek zwrócił się do Matuszyka, żeby wycofał uchwałę, i ten to zrobił. W międzyczasie przyjęto dwie inne uchwały. W pewnym momencie delegat z Dolnego Śląska zauważył, że nie przyjechali na zjazd Solidarności, by być terroryzowanymi porami posiłków.

Wtedy głos zabrał Andrzej Gwiazda: „Były czytane dwa teksty uchwał. Jeden spotkał się z aplauzem i proponuję, że nie przedłużać sprawy i natychmiast go przegłosować, bo tutaj dyskusji nie będzie. Natomiast pierwszy dyskusyjny tekst można odłożyć”. Odbyła się jeszcze wymiana zdań i w końcu Jerzy Buzek zarządził głosowanie. Tekst „Posłania” został przyjęty. Wiadomo, że wstrzymał się Karol Modzelewski. Chyba zresztą jako jedyny delegat.

Lecieli i nie dolecieli

Korowcy, radykałowie, klerykałowie i „prawdziwki”. Solidarność podzielona

Przez cały okres Karnawału w związku trwała otwarta wojna na wielu frontach.

zobacz więcej
Przyjęcie „Posłania” zaskoczyło wielu doradców Solidarności, jak Waldemar Kuczyński i Jacek Kuroń. Po latach Henryk Wujec opisywał, że Lech Wałęsa siedział na zapleczu i patrzył w monitory z obrad zjazdu: „Nie ma butów, tylko ma kapcie i tam go wachlują”. Obok Wałęsy siedział Jacek Kuroń i nagle na tych monitorach zobaczył entuzjazm delegatów, więc pędem ruszył na salę obrad. Chciał poprosić kogoś z delegatów o zgłoszenie dalszych prac nad uchwałą, żeby „delegaci mieli czas ochłonąć”.

– Oni [Wałęsa i Kuroń] lecieli z tego zaplecza, że zablokować i nie zdążyli dolecieć – mówił Henryk Wujec. Dla części doradców Solidarności takich jak Jacek Kuroń i Bronisław Geremek „Posłanie do ludzi pracy Europy Wschodniej” było niepotrzebnym „drażnieniem niedźwiedzia” jak określano sowieckich przywódców. Pretekstem do inwazji lub przynajmniej do niebezpiecznej konfrontacji z władzami komunistycznymi. Po latach okazało się jednak, że decyzje rozprawienia się z Solidarnością zapadły kilka miesięcy przed wrześniowym zjazdem związku.

Zaproszenie do Polski

Po opublikowaniu dokumentu zaprotestowały władze w całym bloku sowieckim. Sekretarz generalny Komunistycznej Partii Związku Radziecko Leonid Breżniew uznał „Posłanie” za dokument prowokacyjny i niebezpieczny – mogący wywołać zamieszki w krajach socjalistycznych, „zaktywizować grupki różnego rodzaju odszczepieńców”. Zaproponował, a właściwie zadecydował, aby załogi dużych radzieckich przedsiębiorstw dały mu rytualny odpór. W krajach socjalistycznych organizowano „spontaniczne” wiece potępiające – zwłaszcza w Związku Radzieckim, ale także w Bułgarii, Czechosłowacji i na Węgrzech. Zarządzono akcję wysyłania listów protestacyjnych do Polski.

Nie próżnowało też Biuro Polityczne Komitetu Centralnego Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej, które stwierdziło, że „jest to obłędna prowokacja wobec sojuszników Polski, których współdziałanie stanowi podstawowy warunek i gwarancję stabilizacji i rozwoju gospodarczego kraju, terytorialnej integralności, bezpieczeństwa i pokoju naszej ojczyzny”. „Trybuna Ludu”, organ KC PZPR, drukowała listy i wypowiedzi „robotników moskiewskich”, komentarz radzieckiej agencji TASS oraz artykuły z prasy państw socjalistycznych. „Żołnierz Wolności” zamieścił potępiający list Moskiewskiej Fabryki Samochodów im. Lichaczowa.

Na ten protest moskiewskich robotników Komisja Zakładowa NSZZ „Solidarność” z warszawskiego WSK PZL odpowiedziała zaproszeniem ludzi pracy z ZSRR do przyjazdu do Polski: „Jak się orientujemy, wszelkie wiadomości dotyczące działalności naszego Związku docierają do Was tylko za pośrednictwem oficjalnych środków masowego przekazu [...], dlatego doceniając Wasze zakłopotanie oraz zaniepokojenie sytuacją, w której się znaleźliśmy, proponujemy, żebyście skonfrontowali Wasze wiadomości u nas”.
Jacek Kuroń podczas I zjazdu Solidarności. Fot. GettyImages/Francois LOCHON
Im dłużej słuchał, tym bardziej się bał

Nikołaj Iwanow, mieszkaniec białoruskiego Mińska, a jednocześnie sowiecki dysydent, postanowił któregoś dnia posłuchać radia Swoboda. Ponieważ stacja była zagłuszana rozpoczął wędrówkę po falach eteru szukając BBC, Deutsche Welle i Głosu Ameryki. Mimo zakłóceń coraz bardziej docierał do niego najważniejszy przekaz. Rozgłośnie informowały o „Posłaniu do ludzi pracy Europy Wschodniej” oraz „Odezwie komitetu założycielskiego wolnych związków zawodowych w ZSSR”. Im dłużej słuchał, tym większy strach go ogarniał.

Był jednym z autorów „Odezwy” i był przekonany, że „Posłanie” jest odpowiedzią na inicjatywę działających w tajemnicy sowieckich dysydentów. Odnajdował wspólne elementy w obu dokumentach. Duże wrażenie na nim robił właśnie wrażenie tytuł, nad którym tak myślał młody lekarz Henryk Siciński. Po rosyjsku „Posłanie” to coś ważnego, specjalnego, uroczystego.

Dzisiaj wiemy, że oba dokumenty napisano niezależnie od siebie. Potwierdza to historyk dr Marek Kozłowski. „Odezwa” powstała parę miesięcy wcześniej i opozycjoniści sowieccy postanowili ją przekazać do Polski, co nie było zadaniem łatwym. Po powstaniu Solidarności władze ZSRR zablokowały cały ruch turystyczny z Polską, członkowie rodzin mogli się odwiedzać się tylko w sytuacjach wyjątkowych, np. z powodu ciężkiego stanu zdrowia kogoś bliskiego.


Taką rodzinną sytuację, sfingowaną zresztą, postanowił wykorzystać Iwanow. Problemem było jednak przewiezienie tekstu. Jedynym bezpiecznym sposobem było nauczenie się go na pamięć. Tak więc Nikołaj Iwanow zapamiętał „Odezwę” i ruszył do Polski. Jej tekst opublikował Kornel Morawiecki w „Biuletynie Dolnośląskim”, który był kolportowany na zjeździe Solidarności w gdańskiej hali Olivia.

Praski łącznik

Julian Golak, działacz opozycyjny z Dolnego Śląska, obecnie prezes Stowarzyszenia Solidarność Polsko-Czesko-Słowacka, wspomina, że tekst „Posłania do ludzi pracy Europy Wschodniej” do czeskiej Pragi zawiózł Aleksander Gleichgewicht, także opozycjonista współpracujący z KSS KOR, działacz Studenckiego Komitetu Solidarności. Prosto ze zjazdu pojechał do przyjaciół w stolicy Czechosłowacji. Było to małżeństwo czeskich dysydentów.

W ich malutkim mieszkaniu spotkały się cztery osoby. Gospodarze, czyli Anna Šabatová i Petr Uhl, ksiądz katolicki, rzecznik Karty 77, a dzisiaj biskup pomocniczy Pragi, Václav Malý oraz kurier z Wrocławia, czyli wspomniany już Gleichgewicht. Pod wpływem „Posłania do ludzi pracy Europy Wschodniej” postanowili powołać do życia nową – wówczas w oczywisty sposób nielegalną – organizację Solidarność Polsko-Czechosłowacką.

Jak opowiada Julian Golak w tym malutkim mieszkaniu goście Gleichgewicht i Malý, polski Żyd i czeski ksiądz, musieli przenocować wspólnie w ciasnym łóżku. Tak się zaczęła solidarność Polaków, Czechów i Słowaków.

– Grzegorz Sieczkowski

TYGODNIK TVP, ul. Woronicza 17, 00-999 Warszawa. Redakcja i autorzy

Gdy milicjanci przesłuchiwali Yoshiho Umedę, krzyczał do nich: „Wy nie jesteście Polakami!”

Jako Japończyk uważał, że wobec władzy trzeba być lojalnym. W PRL zrozumiał, że to nie jest słuszna postawa.

zobacz więcej
Posłanie I Krajowego Zjazdu Delegatów NSZZ „Solidarność” do Ludzi Pracy Europy Wschodniej

Delegaci zebrani w Gdańsku na I Zjeździe Delegatów Niezależnego Samorządnego Związku Zawodowego „Solidarność” przesyłają robotnikom Albanii, Bułgarii, Czechosłowacji, Niemieckiej Republiki Demokratycznej, Rumunii, Węgier i wszystkich narodów Związku Radzieckiego – pozdrowienia i wyrazy poparcia.

Jako pierwszy, niezależny związek zawodowy w naszej powojennej historii głęboko czujemy wspólnotę naszych losów. Zapewniamy, że wbrew kłamstwom szerzonym w waszych krajach, jesteśmy autentyczną, 10-milionową organizacją pracowników, powołaną w wyniku robotniczych strajków. Naszym celem jest walka o poprawę bytu wszystkich ludzi pracy. Popieramy tych z was, którzy zdecydowali się wejść na trudną drogę walki o wolny ruch związkowy. Wierzymy, że już niedługo wasi i nasi przedstawiciele będą się mogli spotkać celem wymiany związkowych doświadczeń.

Gdańsk, 8 września 1981 roku

SPECJALNY SERWIS TVP NA 40-LECIE NSZZ „SOLIDARNOŚĆ”.
ZOBACZ ARCHIWALNE NAGRANIA, DOKUMENTY, FILMY.
POCZYTAJ O LIDZIACH OPOZYCJI, OBOZU WŁADZY ORAZ O WYDARZENIACH PRZED I PO SIERPNIU’80.

Co się stało z naszym zjazdem?
Zdjęcie główne: I zjazd Solidarności, Gdańsk, Hala Olivia, wrzesień 1981. Fot. PAP/ Tadeusz Zagoździński
Zobacz więcej
Historia Najnowsze wydanie
Tylko tu nauczycielki obowiązywał celibat. Śląska autonomia
W niemieckiej części regionu nie miały zastosowania przepisy antyżydowskie III Rzeszy.
Historia Poprzednie wydanie
Prawosławny król. Koronowany przez katolickiego papieża
Gdyby Amerykanie nakręcili o tym film, zdobyłby dwa Oscary i miliard dolarów wpływów.
Historia Poprzednie wydanie
Atmosfera nagonki, oskarżeń i dyskryminacji. Co się stało z...
W niewoli generałowie „Bór” i „Monter” przestali się do siebie odzywać.
Historia Poprzednie wydanie
Kanibalizm pozostał tematem sensacyjnych plotek. Jedzenie i...
O głodzie wspominało się w PRL w sposób zakamuflowany.
Historia wydanie 29.04.2022 – 6.05.2022
Jak Solidarność przejęła od komunistów święto pracy
1 maja skandowano: „chodźcie z nami, dziś nie biją”.