Rozmowy

Monarchia i republikanizm to ta sama polska tradycja

Polska nie zrezygnowała z prawa naturalnego jako fundamentu ładu prawnego. Natomiast kwintesencją systemu prawnego Unii Europejskiej jest radykalne zanegowanie natury ludzkiej – mówi prof. Jacek Bartyzel, historyk myśli politycznej, autor książki „Zboże polskiego myślenia”.

TYGODNIK.TVP: Czy były oficer NKWD i homoseksualista to dobry mentor dla polskich konserwatystów? Mam na myśli Henryka Krzeczkowskiego (1921-1985), jednego z bohaterów pańskiej najnowszej książki „Zboże polskiego myślenia”.

JACEK BARTYZEL:
Są postacie o bardzo zawiłych i nieciekawych biografiach, ale chciałbym przypomnieć, oczywiście z zachowaniem wszelkich proporcji, że św. Paweł z Tarsu początkowo był faryzeuszem, prześladowcą wyznawców Chrystusa i inspiratorem ukamienowania pierwszego chrześcijańskiego męczennika św. Szczepana.

Czy ktoś z taką biografią może być nauczycielem, przewodnikiem, apostołem, a nawet świętym? Jak się okazuje, może. Biografia Henryka Krzeczkowskiego jest niezmiernie zawikłana, bo takie bywa życie. Jej pierwsza część sytuuje go w bardzo paskudnym kontekście. Ale był też mentorem, który mówił rzeczy godne, mądre i inspirujące.

Co było fundamentem myśli politycznej Krzeczkowskiego?

Kluczowym pojęciem dla jego myśli jest roztropność, która widnieje w tytule jednej z jego broszur. Roztropność jest fundamentalną cnotą polityczną już od starożytności. Grecka fronesis jest cnotą mieszaną, dianoetyczną w klasyfikacji Arystotelesa, intelektualną, ale także moralną i praktyczną.

Czym jest roztropność polityczna?

Zasadą, która nakazuje trzymać się fundamentalnych spraw i niezmiennych celów, które są słuszne i godziwe, a jednocześnie dyktuje rozważne postępowanie, które nie prowadzi do mnożenia nieszczęść i katastrof, ale zbliża do celu. Takim celem dla narodu polskiego w okresie PRL było dążenie do niepodległości.

Niezmiernie istotne w roztropności politycznej jest umiejętne wsłuchiwanie się w koniunktury międzynarodowe. Jeżeli koniunktury są fatalne, należy powstrzymać się od działań, które deklarując słuszne cele, prowadzą do katastrofy konspirowania czy wzniecania powstań. Ale równocześnie jest rzeczą bardzo ważną, aby nie przespać momentów, w których koniunktury się zmieniają i można je umiejętnie wykorzystać.

Czyli Krzeczkowski to, jak pan pisze, „kontynuator stańczyków i admirator Dmowskiego”. A jednocześnie człowiek, który cenił Piłsudskiego.

Umiejętnie korzystał z różnych tradycji politycznego myślenia. Stawał ponad podziałami wynikającymi z okoliczności, które nie powinny rzutować w innych warunkach na aktualną sytuację ani na ocenę tamtych tradycji. Ceniłem u niego umiejętność wydobycia rzeczy nieprzemijających z dorobku różnych szkół politycznych, w tym wypadku trzech, a więc stańczykowskiej, czyli konserwatywnej, narodowej i piłsudczykowskiej.

A może jego doktrynę da się ująć w jednym zdaniu, zresztą wypowiedzianym przez niego: „Panowie, nie dajmy się zwariować”?

Tak daleko bym nie szedł, chociaż zacytowany bon mot wyraża cenną postawę: nawet jeżeli spotyka nas niepowodzenie, nie należy się załamywać. Zacytowane słowa Krzeczkowski wypowiedział w 1957 r. na wieść o tym, że pismo „Europa”, które miał redagować Jerzy Andrzejewski, nie otrzymało koncesji na ukazywanie się. Ale prezentował swoje stanowisko krytykujące załamywanie się, również w innych, wydawałoby się, beznadziejnych sytuacjach.
Prof. Jacek Bartyzel, nauczyciel akademicki specjalizujący się w historii doktryn politycznych i filozofii polityki. W czasach PRL działacz opozycji, współpracownik KOR i ROPCiO, współtwórca Ruchu Młodej Polski. Fot. Jacek Lagowski / Forum
Pamiętam posiedzenie klubu dyskusyjnego, który znalazł przytulisko przy Kurii Warszawskiej, czyli klubu Dziekania. Odbywało się ono po spotkaniu prezydenta Stanów Zjednoczonych Ronalda Reagana z Sekretarzem Generalnym Komunistycznej Partii Związku Radzieckiego Michaiłem Gorbaczowem w Reykjaviku w 1986 r. Panowało przygnębienie, mówiono, że stoimy w przededniu wybuchu III wojny światowej.

Krzeczkowski skomentował spotkanie przywódców następująco: panowie nie porozumieli się w żadnej kwestii, zgodzili się jednak, że w niczym nie mogą dojść do porozumienia. Ale to jest tylko aktualny moment – tłumaczył – natomiast głębsze procesy polityczne, społeczne, militarne, ekonomiczne są już nie do odwrócenia. Nie miał wątpliwości, że spotkanie Reagana z Gorbaczowem musi przynieść za rok, dwa czy za pięć, zmianę korzystną dla Polski. Potrafił rozniecić iskrę nadziei nawet w sytuacji na pozór katastrofalnej.

Henryka Krzeczkowskiego znał pan osobiście. Jakie wrażenie wywarł na panu jako człowiek?

Właściwie rozmowy z nim były niemal jego monologami. Nie znaczy to, że nie dopuszczał innych do głosu, ale właściwie każde pytanie czy wypowiedź potrafił tak potraktować, żeby wynikała z niej kolejna iskra myślowa prowadząca do następnego, niezmiernie ciekawego wątku. Z ogromną swobodą przechodził od tematów politycznych do kulturalnych, literackich i filozoficznych. Doskonale to wszystko u niego się łączyło. A ponieważ mam podobne zainteresowania, bardzo mi to odpowiadało.

W jego mieszkaniu przy ul. Czackiego w Warszawie bywały osoby z różnych stron politycznej barykady, oprócz pana bywali tam: Marcin Król, Stefan Kisielewski, Marek Jurek, Aleksander Hall, Tomasz Wołek, Wojciech Karpiński. Jak wyglądały spotkania z Henrykiem Krzeczkowskim?

Miały charakter kameralny, jedno lub dwuosobowy. Raz byłem u niego w towarzystwie Tomasza Wołka, raz z Aleksandrem Hallem, innym razem wspólnie z Markiem Jurkiem. Nigdy nie spotkałem tam innych osób. Król i Karpiński byli stałymi bywalcami jego mieszkania, a ich znajomość była dłuższa i bardziej intensywna. Karpińskiego jednak nie znałem, natomiast z Marcinem Królem spotykałem się na prowadzonych przez niego prywatnych seminariach z myśli politycznej.

Jaki wpływ Henryk Krzeczkowski wywarł na Ruch Młodej Polski? Przypomnę, że to konserwatywna organizacja opozycyjna, która powstała w lipcu 1979 r. Oprócz pana działali tam także Aleksander Hall, Arkadiusz Rybicki, Marek Jurek, Marian Piłka, Tomasz Wołek. W grupach samokształceniowych Ruchu byli licealiści, m.in. Jarosław Kurski, Wojciech Turek, Piotr Semka, Wiesław Walendziak.

Nie tylko Krzeczkowski wywarł wpływ na RMP, również inni, którzy uczyli racjonalnego myślenia w długofalowej perspektywie o stosunkach nie tylko sowieckich czy komunistycznych, ale polsko-rosyjskich. Zgodnie z tym podejściem należało wypracować model racjonalnych stosunków, bo nawet jeżeli Polska odzyska niepodległość, Rosja nie zniknie.

Wyczuwaliśmy mitomanów, efekciarzy i przesadnych ryzykantów. Byli przekleństwem konspiracji

Piotr Semka: Kiedy ogłaszaliśmy przerwę milczenia, uczestniczyło w niej około osiemdziesięciu procent wszystkich uczniów.

zobacz więcej
Ale jednocześnie Krzeczkowski podkreślał, chociaż nas nie trzeba było tego uczyć, jak ważna jest przynależność Polski do świata Okcydentu, a więc do Rzymu, katolicyzmu i tradycji klasycznej. Był to także jeden ze stałych tematów publicystyki Stefana Kisielewskiego. Z kolei prof. Chrzanowski myślał podobnie, ale niewiele o tym pisał i mówił.

Henryk Krzeczkowski wrócił do Polski po wojnie wraz z Armią Czerwoną jako żołnierz 1. Polskiej Dywizji Piechoty im. Tadeusza Kościuszki, a potem jeszcze przez 10 lat był związany z reżimem komunistycznym. Co przyczyniło się do zmiany jego poglądów w latach 1954-55?

Wydarzenie to jest owiane pewną tajemnicą. Z fragmentów, bo nie znam rękopisów, które opublikował Wojciech Karpiński, wynika, że była to autentyczna duchowa przemiana. Metanoja, którą jako katolicy powinniśmy przypisywać działaniu łaski. Niewiele na ten temat wiemy, bo Krzeczkowski właściwie nie pisał książek. To, co jest zebrane w jego pismach, stanowi zbiór artykułów i broszur pisanych w latach 70., więc powstały znacznie później.

Nie licząc czysto dziennikarskich, bieżących tekstów, zaczął pisać w latach 60. Ale publikował głównie recenzje. To jeden z najlepszych recenzentów dzieł literackich czy szeroko rozumianej kultury w historii Polski. Wypracował własny, swoisty styl czy pewną odmianę gatunkową, bo nie raz, nie dwa zdarzało się, że to, co napisał w recenzji, było ciekawsze niż sama książka, której poświęcał recenzję.

Jego wielką pasją była powieść angielska. Pomijając wielkiego Evelyna Waugha, do którego zaszczepiał miłość jako pisarza rzeczywiście znakomitego oraz, co warto podkreślić, twórcę katolickiego i konserwatystę. Recenzował bardzo różnych angielskich powieściopisarzy, których albo nie znałem, albo przeczytałem i nie ceniłem.

Natomiast w recenzji książek Angusa Wilsona czy amerykańskiego pisarza Gore’a Vidale’a, którzy dla mnie nic jako pisarze nie znaczą, Krzeczkowski potrafił napisać rzeczy niesłychanie istotne, ważne również dla sformułowania postawy konserwatywnej.

Czy to prawda, że Krzeczkowski w 1946 r. sprowadził z Sowietów do Polski dziesięcioletnią wówczas Annę German?

Prawdopodobnie zawarł fikcyjne małżeństwo z jej matką Rosjanką, co umożliwiło ich sprowadzenie do Polski. Ojciec Anny German zmarł wcześniej w Gułagu.

Jak to się stało, że Henryk Krzeczkowski został pochowany w opactwie w Tyńcu obok katolickiej pisarki, autorki powieści historycznych, Hanny Malewskiej (1911-1983)?

To było znacznie wcześniejsze ustalenie. Przyjaźnił się z Hanną Malewską i byli sobie bliscy w sensie ideowym.

Na ile typowa dla Polski tradycja połączenia republikanizmu z monarchizmem, o której pan pisze w „Zbożu polskiego myślenia”, jest jeszcze żywa?

Sam sobie często zadaję to pytanie. Niestety, nie widzę zbyt wielu śladów tej tradycji. Obserwujemy intensywne odwoływanie się do polskiej tradycji republikańskiej, ale jest ono jednostronne.
Evelin Waugh, angielski pisarz w Polsce najbardziej chyba znany z powieści "Znowu w Bridshead". Książka była dwukrotnie ekranizowana (w roku 1981 powstał serial z udziałem Jeremy'ego Ironsa, Claire Bloom, Laurence Oliviera i John Gielguda, w roku 2008 film fabularny z Emmą Thompson). Fot. GRANGER / Granger History Collection / Forum
Nasza staropolska Respublika była jednak niepełną, ale monarchią. Wątek monarchiczny jest pomijany albo zastępowany, zupełnie niepotrzebnie, choćby przez znakomitego historyka prof. Andrzeja Nowaka. Pomija się go również poprzez apologię lub mitologizowanie elekcyjności, która stała się dla Polski nieszczęściem.

Z kolei wśród młodzieży rozbudzonej intelektualnie obserwuję pewne odwoływanie się do monarchizmu, jednak bez cenienia polskiego modelu monarchia mixta. Monarchia i republikanizm nie są dwoma różnymi tradycjami, tylko dwoma aspektami tej samej tradycji, które obecnie się rozbiegunowały. I to mnie raczej martwi.

Czy tę tradycję da się jeszcze przywrócić?

Tym, którzy popadają w acedię polityczną, przypominam, że Arystoteles pisał: monarchia to piękny ustrój, ale dzisiaj już trochę przestarzały, bo go nie ma. Ale nie zauważył, że jego uczeń Aleksander Macedoński stworzył zupełnie nowy model monarchii. Często bywa, że pewne tradycje pozostają przez dłuższy czas w uśpieniu, a później odradzają się w różnych okolicznościach. Zawsze wszystko jest możliwe.

Kiedy we Francji Charles Maurras (1868-1952) rozpisał ankietę na temat monarchii, ludzie pukali się w głowę i mówili: przecież to rzecz zupełnie rozstrzygnięta i przebrzmiała. A jednak stworzył ruch, który nie odrodził monarchii, ale sprawił, że przez 40 lat sprawa monarchiczna była obecna na wokandzie politycznej.


Czy nasza tradycja republikańska ma jakieś odniesienie do sytuacji Polski w czasach współczesnych? Choćby do naszych konfliktów w ramach Unii Europejskiej?

Najbardziej podstawowym podłożem naszych sporów, także prawnych, z UE jest to, że Polska przy całej niekonsekwencji naszych rządów nie zrezygnowała z prawa naturalnego jako fundamentu ładu prawnego i politycznego. Natomiast kwintesencją dzisiejszego systemu prawnego w UE, który chce się implementować do nas, jest radykalne zanegowanie prawa naturalnego i natury ludzkiej. To podstawowe podłoże sporu.

Dla polskiej tradycji chrześcijańsko-klasycznej, zakorzenionej w filozofii politycznej przez Arystotelesa, Cycerona i Kościół katolicki, zawsze fundamentem było prawo naturalne jako zasada słuszności i uznanie, że porządek prawnopolityczny i społeczny musi być oparty na rozpoznaniu obiektywnych praw natury ludzkiej i natury człowieka jako istoty społecznej. Jest to coś, co mimo wszystko jednak trwa.

Powinniśmy mieć świadomość, czego bronimy przed najdalej idącą rewolucją, jaka trwa teraz, która polega na zakwestionowaniu ładu naturalnego.

Czy w UE jest jeszcze miejsce na suwerenność państwa?

Trend jest jednoznaczny i polega na likwidowaniu kolejnych segmentów suwerenności. Trzeba być ślepym albo udawać, że się tego nie widzi. Nacisk instytucji unijnych został położony na dostosowywanie systemów prawnych państw członkowskich do rewolucji antynaturalnej, która na Zachodzie została już przeprowadzona w większości krajów. Pozbawianie suwerenności jurydycznej państw członkowskich to najważniejszy odcinek tej walki.

Polak zwalczający Polskę zasługuje na surowe potępienie

Jakakolwiek społeczność nie jest uprawniona do tego, żeby po kimś dziedziczyć wyłącznie z racji wspólnego pochodzenia etnicznego. Takie roszczenia opierają się na argumencie rasowym – mówi o żydowskich roszczeniach Jacek Władysław Bartyzel, syn historyka idei prof. Jacka Bartyzela.

zobacz więcej
Jednak nie da się na dłuższą metę bronić suwerenności państwa tkwiąc w unijnych strukturach. Tkwienie w UE jest drogą bez wyjścia, która prowadzi w kierunku całkowitej anihilacji suwerenności.

Czy zastanawiał się pan nad napisaniem książki pod tytułem „Chwasty polskiego myślenia”?

Pomysł, żeby napisać poczet chwastów jest interesujący, ale skłamałbym mówiąc, że pracuję nad nim. Kiedyś opublikowałem zbiór polemik z negatywnymi tendencjami, postawami czy stanowiskami, zatytułowany „Moje awantury dwudziestolecia”, który ukazał się dwie dekady po transformacji 1989 r.

Ktoś, kto zasługuje na miano prawdziwego myśliciela, w zasadzie nie może być do końca chwastem. Ale parę takich chwastów, które umiały dosyć sprawnie myśleć, choć w złym celu oczywiście było i należałoby je zdemitologizować.

Jeżeli weźmiemy pod uwagę XIX wiek, niezasłużoną sławą cieszy się Edward Dembowski, pierwszy konsekwentny polski komunizujący myśliciel i ateista. Wywarł znaczny wpływ na swoje pokolenie.

Inną postacią jest renegat Adam Gurowski. Z postaci później żyjących byliby to świadomi przedstawiciele lewicy rewolucyjnej i związani z nią intelektualiści.

Na zasadzie odwrócenia pewnego mitu, warto przyjrzeć się kompletnie zapomnianej dziś postaci Tadeusza Krońskiego, który dzięki Czesławowi Miłoszowi cieszy się sławą głębokiego myśliciela. Niestety, wyrządził on wiele szkód w sferze umysłowej.

– rozmawiał Tomasz Plaskota

TYGODNIK TVP, ul. Woronicza 17, 00-999 Warszawa. Redakcja i autorzy

Zdjęcie główne: Manifestacja Ruchu Mlodej Polski w Gdańsku w 1980 roku. Fot. Bogdan Łopieński / Forum
Zobacz więcej
Rozmowy Najnowsze wydanie
Małżeństwo to nie umowa, którą można rozwiązać jak każdą inną
– mówi dr Tymoteusz Zych, rektor Collegium Intermarium, działacz Instytutu Ordo Iuris.
Rozmowy Najnowsze wydanie
Biorąc pod uwagę prestiż, Yamaha to Lexus, a Steinway: Maybach
Doskonały dźwięk ma swoją cenę. Fortepian koncertowy: 900 tys. zł. Półkoncertowy: 550 tysięcy. Więcej niż niejeden dom.
Rozmowy Najnowsze wydanie
Pokazali mi materiał spod wieży telewizyjnej. To była wojna
Sekretarz redakcji powiedział, że przysyłam zdjęcia, to pewnie żyję.
Rozmowy Poprzednie wydanie
Roślinny styl vintage. Moda na trzykrotki, paprotki, geranium...
W pandemii wydajemy na rośliny coraz więcej. Co zrobić, by przetrwały zimę?
Rozmowy wydanie 8.10.2021 – 15.10.2021
„Polskie Carcassonne”, gdzie kat cytował Homera
Była to terenowa rezydencja dla książąt i królów Polski.