Rozmowy

Pierwszy na świecie szyb naftowy i kopalnia ropy powstały pod Gorlicami. Zapomniane polskie zagłębie

Sękowa, Siary, Ropica w rejonie gorlickim to były bardzo biedne wsie. Kiedy wzrosło zainteresowanie ropą, niemal wszyscy poszli do kopania szybów. Chłopi zaczęli się szybko bogacić, ich żony już nie musiały pracować. Moja prababka wraz z sąsiadkami nie gotowały obiadów, tylko cała rodzina żywiła się w żydowskiej karczmie. Tam spędzano większość czasu, pito wino i grano w karty – mówi inżynier Andrzej Drzymała z Sękowej, członek Stowarzyszenia Inżynierów i Techników Przemysłu Naftowego i Gazowniczego w Polsce oraz jeden z pomysłodawców utworzenia Karpacko-Galicyjskiego Szlaku Naftowego.

TYGODNIK TVP: Na ropę mówi się potocznie „czarne złoto”. To jeden z najcenniejszych surowców energetycznych do otrzymywania paliw, ale też innych produktów farmaceutycznych czy przemysłowych. Obecnie wykorzystuje się go między innymi do produkcji leków, olejów, benzyny, parafiny, asfaltu, tworzyw sztucznych czy opon. A jak to było dawniej?

ANDRZEJ DRZYMAŁA:
Ropa niemal od początku jej odkrycia miała szeroki wachlarz zastosowań. Osie wozów i kół, młynów i tartaków powlekano produktami ropnymi: maziami lub smarami. Dzięki temu mogły się łatwiej poruszać. Używano jej też do funkcji sygnalizacyjnych, oświetlania pomieszczeń, konserwacji drewna, uszczelniania łodzi, narzędzi żelaznych czy zmiękczania skór. Surowiec służył też jako środek odkażający, głównie w przypadku różnych chorób bydła czy owiec. Ale też czasem ludzi. W ten sposób leczono między innych różne schorzenia skórne, jak choćby liszaje czy wrzody.

Produkty ropopochodne w XIX wieku szeroko rozpropagowali łemkowscy mieszkańcy Łosia koło Gorlic, których nazywano maziarzami. Wytwarzali z ropy maź, służącą do smarowania wozów i innych sprzętów gospodarczych oraz maści stosowanych w medycynie ludowej. Te produkty rozwozili charakterystycznymi wozami na dużym obszarze, od krajów nadbałtyckich po Rumunię. Trwało to do II wojny światowej i wpłynęło na rozwój Łosia, o którego bogactwie świadczy do dziś zachowana zagroda łemkowska, pochodzącą z 1891 roku, składająca się z chaty, spichlerza i stodoły. Warto przyjechać, żeby zobaczyć ją i podążyć Karpacko-Galicyjskim Szlakiem Naftowym, który na Ziemi Gorlickiej prowadzi aż przez 13 miejscowości i wiele obiektów.
Zagroda Maziarska w Łosiach podczas XIV Małopolskie Dni Dziedzictwa Kulturowego, 26-27 maja 2012. Fot. P. Hłyń/Małopolski Instytut Kultury – MIK Kraków - MDDK 2012, CC BY-SA 2.0, Wikimedia Commons
No właśnie – powszechnie ropa kojarzy się z Arabią Saudyjską, Kuwejtem, Syberią, czy choćby Pensylwanią w Stanach Zjednoczonych, jednak mało kto wie, że Ziemia Gorlicka była kiedyś kolebką wręcz światowego przemysłu naftowego. Jak to się wszystko zaczęło?

Od poszukiwania złota na tym terenie. Takie prace prowadził w 1530 roku podskarbi króla Zygmunta Starego, burgrabia krakowski i starosta biecki Seweryn Boner. Ku jego zaskoczeniu, zamiast do drogocennego kruszca, dokopał się do ropy, która zalała mu kopalnię. W związku z tym zdarzeniem przylgnęło do niego powiedzenie: „Ten, co złota w Ropie szukał, smołą się opłukał”.

Dokumenty z XVI i XVII wieku oraz przywileje królewskie oficjalne już wspominają o eksploatowaniu tego surowca w rejonie gorlickim. Za czasów panowania króla Władysława IV Wazy pałac Ossolińskich w Warszawie miał kamienną dachówkę pokrytą smołą pochodzącą z okolic Gorlic.

Początkowo wyciek ziemny nazywano olejem skalnym. Do końca nie wiadomo od kiedy zaczęto mówić na niego ropa, nowe określenie jednak dość szybko się przyjęło. Świadczą o tym liczne nazwy: rzeka Ropa, a przede wszystkim miejscowości: Ropa, Ropica Dolna, Ropica Górna oraz rodowe nazwiska ludzi: Smoła, Smółko czy Ropiarz.

Wyciekającą ropą interesowali się niemal wszyscy. Zbierali ją samoczynnie okoliczni mieszkańcy, tzw. łebacy, za pomocą wiechci, czyli uplecionych z włosienia końskiego warkoczy. Głównie z powierzchni wód czy kopiąc w ziemi płytkie doły. Ograniczano się do jej czerpania w miejscach, gdzie ją znajdowano. I później była wykorzystywana w różnych celach gospodarczych.

Początkowo studnie ropne, zwane kopankami, drążono za pomocą łopaty i kilofa. Miały od 30 do 60 metrów głębokości. Najgłębsza była w Męcinie i sięgała 290 metrów. W wiadrze opuszczano na dół robotnika, który kopał ziemię. Taka praca wiązała się z dużym ryzykiem. Z powodu braku tlenu i ulatniającego się gazu ziemnego nie raz dochodziło do wypadków śmiertelnych. Człowiek się dusił w kilka minut.

Mimo to chętnych na poszukiwanie ropy nie brakowało. Wzmianki historyczne mówią, że w 1791 roku na pograniczu Siar i Sękowej, w tzw. Pustym Lesie, na gruntach Jana Wybranowskiego miejscowi chłopi – choćby Haluch czy Rybczyk – dzierżawili i eksploatowali studnie ropne, płacąc za dzierżawę gotówką i odrabiając pańszczyznę po pół dnia w tygodniu.

Jak się zarabia na asfalcie? Polska sprzedaje swój surowiec nawet na Wyspy Samoa

Łatwiej buduje się drogi w Ugandzie czy na Grenlandii niż nad Wisłą.

zobacz więcej
Wraz ze wzrostem zapotrzebowania na ropę naftową, kopano coraz głębsze studnie, a ich ściany cembrowano drewnem. Ręczne kopanie zastąpiono świdrem, zaś mniej więcej od 1874 r. zastosowano maszynę parową do jego poruszania. Wtedy wiercono otwory na głębokość 600-700 metrów. Najpierw były to wiercenia udarowe, z początkiem XX wieku – obrotowe. Taką technologię stosuje się do dzisiaj i drąży się ziemię do nawet 7 000 metrów.

Boom naftowy na tym terenie musiał zaskoczyć mieszkańców, wielu z nich potrafiło się w bardzo szybkim czasie dorobić fortuny.

Sękowa, Siary, Ropica w rejonie gorlickim to były bardzo biedne wsie. Zajmowano się tam głównie pracą na roli. Kiedy wzrosło zainteresowanie ropą, niemal wszyscy poszli do kopania szybów. Była to ciężka praca, ale bardzo opłacalna. Rodziny nawet zaczęły wysyłać dzieci do szkół naftowych, bo widziano w tym świetlaną przyszłość. Taką szkołę ukończył między innymi mój dziadek. Miał później kwalifikacje do prowadzenia samodzielnego szybu wiertniczego.

Najbardziej jednak bogacili się ci, którzy mieli grunty ropodajne. W 1870 roku wyszła ustawa austriacka, że dysponentem ropy, która zostanie odkryta na danym gruncie, jest jego właściciel. Walczyli o to polscy ziemianie. Przedsiębiorcy, chcąc wydobywać ropę na tym terenie, płacili właścicielom ziemi od 10 do 20 procent zysku ze sprzedanego surowca. Stąd miejscowi chłopi zaczęli się bardzo szybko bogacić. Pieniędzy mieli na tyle dużo, że ich żony nie musiały pracować. Moja prababka wraz z innymi sąsiadkami nie gotowała obiadów, tylko cała rodzina żywiła się w żydowskiej karczmie. Tam spędzano większość czasu, pito wino i grano w karty. Żyło się wtedy ponad stan.

Intratny biznes przewidział właściciel Kobylanki – książę Stanisław Jabłonowski. W Kobylance założył ok.1850 r. fabrykę asfaltu. Początkowo ropę potrzebną do jego produkcji pobierał z legendarnych studni ropnych, należących do Jana Wybranowskiego w Sękowej. Jabłonowski swe produkty z ropy, jak asfalt oraz różnego rodzaju smary i mazie, prezentował w latach 1853 i 1854 na wystawie przemysłowej w Monachium. W 1852 roku uzyskał zezwolenie władz górniczych w Wieliczce na wydobycie ropy naftowej właśnie na terenie podgorlickich Siar i Sękowej. Postawił pierwszy na świecie szyb naftowy. To musiał być krok milowy w rozwoju tego regionu.

Książę Stanisław Jabłonowski, herbu Stary Koń, ziemianin, polityk, urodził się w Annopolu na Wołyniu. Na trwałe związał się z Kobylanką po poślubieniu Marii Wielopolskiej. Tu rozwijał działalność gospodarczą.
Według dawnych przekazów, pierwszymi prawdziwymi kopaczami w rejonie Gorlic byli uczestnicy powstania listopadowego w 1831 roku. Uciekając przed represjami władz zaboru pruskiego, schronili się w beskidzkich wsiach, jak choćby w Sękowej, Ropicy czy Siarach. Wśród nich byli śląscy górnicy. Świadczą o tym liczne kopanki wykonane fachowo na wzór szybów w kopalniach węgla oraz śląskie nazewnictwo, na przykład „szachta”. Wiedzieli, jak zabezpieczać szyb, aby się nie zawalił, doprowadzić do niego powietrze czy go oświetlić. Ich wiedzę wykorzystał właśnie książę Stanisław Jabłonowski, który zbudował w 1852 roku pierwszą na świecie kopalnię ropy naftowej, a w lipcu tegoż roku szybem kopanym „Stanisław” na głębokości 12 sążni, czyli ponad 20 metrów, dostał obfity przypływ ropy. Następnie prowadził dalsze prace poszukiwawcze i wydobywcze. Szyby wyznaczano nie tylko przy naturalnych wyciekach skalnych, ale także posługiwano się zwykłą różdżką, jakiej używano podczas poszukiwania wody pitnej.

Z czasem doszło do kolejnych odkryć. Jak podał krakowski dziennik „Czas” z 19 stycznia 1854 roku, w okolicach Gorlic odkryto bogate pokłady oleju skalnego: w Męcinie Wielkiej, Lipinkach i na Magdalenie. Powstawały nowe kopalnie. Na polach wyrastał las szybów. Wtedy galicyjskie władze górnicze oceniły, że w skali kraju największe zasoby obfitujące w ropę naftową występują właśnie w rejonie gorlickim.

Książę Jabłonowski w 1860 roku sprzedał swój majątek w Kobylance i kopalnię w „Pustym Lesie” i osiadł w Płazach, w ówczesnym województwie chrzanowskim. Tam też zmarł. Kontynuatorem rozpoczętego dzieła został Jan Szymonowicz, współwłaściciel dóbr w Sękowej, Siarach i Sokole. Kopalnia zaczęła przynosić coraz większe zyski. Najlepszy jej czas przypadł już po jego śmierci, wtedy kopalnię przejęła jego żona Józefa, zresztą wnuczka wspomnianego już Jana Wybranowskiego, a córka jego syna Józefa. Pod zarządem doświadczonego kierownika Franciszka Bucholda, dokopano się w „Pustym Lesie” w dwóch starych szybach: „Barbara” na głębokość 132 metrów i „Józefa” – 112 metrów, uzyskując znaczny przypływ ropy. Z zysków Józefa Szymonowiczowa ufundowała w 1884 roku dla swoich parafian kościół w stylu neogotyckim pod wezwaniem Św. Józefa. Nad portalem wejściowym umieściła napis: „Z daru Twego Panie składa Ci ofiarę Józefa Szymonowiczowa”. Tuż przy wejściu postawiono posąg kamienny Św. Barbary, patronki górników.

Kopalnia istniała około 150 lat i dopiero z końcem XX wieku została całkowicie zlikwidowana.

Rozbudźmy ambicje Polaków

Piotr Kaszczyszyn: Nie musimy porzucać dziedzictwa karabinu i krwi, ale potrzebujemy także muzeum cywilizacji, które będzie opowiadać historię polskiej modernizacji gospodarczej.

zobacz więcej
Odkryciami ropy naftowej w rejonie gorlickim zainteresował się też farmaceuta Ignacy Łukasiewicz, który skonstruował prototyp pierwszej na świecie lampy naftowej. Jesienią 1853 przyjechał z Lwowa do Gorlic i tu kontynuował swoje dalsze badania.

To był kolejny krok milowy w rozsławieniu tego regionu. Ignacy Łukasiewicz zdobył we Lwowie doświadczenie w wykorzystaniu destylatu z ropy do oświetlenia. Razem z blacharzem Adamem Bratkowskim zbudował lampę z cylindrycznego, blaszanego zbiornika na naftę. Na to nałożył metalową rurę z okienkiem z miki i otworami umożliwiającymi przepływ powietrza. Przez otwór w zbiorniku zanurzony był knot. Na początku lampa dawała słabe światło, ale po kilku próbach ulepszenia oświetlenia takie lampy zostały wykorzystane w lwowskim szpitalu podczas nocnej operacji.

Ignacy Łukasiewicz, kiedy usłyszał o obfitych złożach ropy naftowej w naszym regionie, postanowił przyjechać do Gorlic. W rejonie Lwowa, który wtedy należał do Polski, zajmowano się głównie wydobywaniem wosku ziemnego, z którego wyrabiano świece. Ropy było tam niewiele. To oczywiście nie był jedyny powód jego przyjazdu. Farmaceuta postanowił się przenieść, bo miał zatargi z władzami austriackimi, ze względu na aktywny udział w różnych akcjach patriotycznych.

W Gorlicach wydzierżawił aptekę od wdowy poprzedniego właściciela i rozpoczął kolejne badania nad ulepszeniem lampy naftowej. Ropę potrzebną do prób nad jej destylacją kupował od Jana Szymonowicza. Doświadczenia prowadził w przyległej do apteki pracowni, a następnie w suterenach apteki. Po licznych próbach udało mu się uzyskać naftę nadającą się do świecenia jasnym płomieniem. Równocześnie skonstruował z miejscowym blacharzem lampę z udoskonalonym palnikiem.

Władze Gorlic postanowiły wykorzystać ten wynalazek do oświetlenia skrzyżowania traktów handlowych, biegnących tędy z Biecza na zachód do Grybowa i na południe do Koniecznej. W ten sposób w 1854 roku zapłonęła tu pierwsza na świecie uliczna lampa naftowa. Niestety, nie zachował się jej oryginał. Na pamiątkę tego wydarzenia w tym miejscu postawiono kapliczkę z XVI-wieczną figurą Chrystusa Frasobliwego. Według podań, figura została przyniesiona podczas wylewu rzeki Ropy. Obecnie w tym miejscu mamy jej replikę, którą wieńczy zrekonstruowany postument lampy. Oryginał figury znajduje się w Muzeum Regionalnym w Gorlicach. Nieopodal lampy, przy ulicy Kościuszki, znajduje się popiersie Ignacego Łukasiewicza.

Dzięki odkryciom tego skromnego farmaceuty przemysł naftowy nabierał w tym rejonie coraz większego rozpędu.
Ponoć inwestorzy nawet sprowadzali pracowników z zewnątrz, zachętą miały być m.in. budowane dla nich domy.

Tak, to prawda. Pracy było tak dużo, że szukano pracowników też z zewnątrz, więc powstawały budynki, w których mogliby mieszkać.

W latach 1873-1874 na terenie dzisiejszego powiatu gorlickiego było co najmniej 70 przedsiębiorstw naftowych, które łącznie posiadały ponad 700 szybów. W kopalniach pracowało ponad 500 osób. W 1877 roku powstało Krajowe Towarzystwo Naftowe z siedzibą w Gorlicach, a jego prezesem został Ignacy Łukasiewicz. Największy rozkwit tego przemysłu przypada jednak na 1881 rok. Wtedy funkcjonowało już 108 przedsiębiorstw naftowych. Ziemia Gorlicka w latach 1881-1886 była największym obszarem wydobycia ropy w Galicji, która z produkcją 40 tysięcy ton zajmowała trzecie miejsce po Stanach Zjednoczonych i Rosji. Na obszarze działalności Gorlickiego Kopalnictwa Naftowego wykonano niemal 3 500 otworów kopalnych i wierconych, z czego ponad 3 300 było pozytywnych.

Region stał się mekką dla światowych inwestorów. Wśród nich był sam Kanadyjczyk Henry Mac Garvey, który zdecydował się na działalność na terenie Gorlic. W 1883 roku zbudował tu fabrykę narzędzi wiertniczych oraz rafinerię ropy naftowej w Gliniku Mariampolskim koło Gorlic (dziś to część miasta).

Lata świetności naszych kopalń trwały jeszcze do końca XIX wieku, a przeminęły wraz z odkryciem nowych, bardzo bogatych złóż ropy naftowej w rejonie Borysławia. Ich odkrywcą był Władysław Długosz, zaliczany do pionierów polskiego przemysłu naftowego. Został on wysłany do Borysławia przez Mac Garveya z załogą i kompletnym rygiem wiertniczym. Tam, dzięki jego doświadczeniu i determinacji, odwiercono otwór „Na Potoku” do głębokości 900 metrów i dotarto do nieznanych pokładów roponośnych, uzyskując przypływ ropy 40 ton na dobę.

Arabowie mają ropę, Polska ma mleko. Biznes w mniejszym mieście

W co drugim powiecie są spółdzielnie mleczarskie o przychodach wyższych niż budżet miasta.

zobacz więcej
Było to możliwe dzięki temu, że po raz pierwszy w historii wiertnictwa wprowadzono rury grubościenne i żerdzie żelazne. Wcześniej używano drewnianych. Gorączka naftowa w tym miejscu sprawiła, że urządzenia wiertnicze przenoszono z Sękowej, Siar i innych okolic na wschód. Władysław Długosz awansował u Mac Garveya na dyrektora kilku kopalń w Borysławiu, a następnie stał się samodzielnym przedsiębiorcą.

Dorobiwszy się ogromnej fortuny w przemyśle naftowym, odkupił dobra swojego teścia Władysława Dembowskiego w Siarach i Sękowej i przebudował pałac upodobniający go do wielkopańskich rezydencji z XVIII wieku. Jednocześnie stał się jedną z ważniejszych postaci politycznych w Galicji. Brał czynny udział w pracach samorządowych, oświatowych, rolniczych i finansowych w powiecie gorlickim. Był członkiem, a w latach 1909-1923 prezesem Rady Powszechnej Kasy Oszczędności i innych instytucji w Gorlicach. Jako człowiek bogaty i cieszący się popularnością, został wybrany w 1908r posłem do Sejmu Galicyjskiego. W 1909 roku obrany został marszałkiem Rady Powiatowej w Gorlicach i pełnił ten urząd do 1923. W 1911 r. Długosz został posłem do austriackiej Rady Państwa, a w kilka miesięcy później został mianowany Ministrem dla Galicji. W 1917 r. wybrano go na Prezesem Krajowego Towarzystwa Naftowego, którą to godność sprawował do końca życia. W 1921 r. otrzymał od rządu polskiego prezesurę Państwowej Rady Naftowej, a rok później został wybrany do Senatu. W 1931 r. otrzymał Krzyż Komandorski Polonia Restituta.

Majątek był własnością Długoszów do końca II wojny światowej. Później zaczął niszczeć. W PRL po wywłaszczeniu Długoszów mieściły się tu m.in.: Urząd Ziemski, Samopomoc Chłopska, PGR i Stadnina Koni Huculskich. Dyrekcja stadniny w roku 1970 rozpoczęła remont: prace konserwatorskie obejmujące wystrój architektoniczno-rzeźbiarski pałacu i parku. W ich ramach dokonano wewnętrznej adaptacji budynku na dom kolonijny dla dzieci. W roku 1976 zespół pałacowo-parkowy został wpisany do rejestru zabytków, a w 1989 przejęła go Agencja Własności Rolnej Skarbu Państwa, która zaczęła wyprzedawać poszczególne składniki majątku.
W 1996 roku wykupiła go Barbara Dustanowska-Długosz, wdowa po Jerzym Długoszu, wnuku Władysława. Z braku funduszy na konserwację, musiała go sprzedać. Jeszcze w tym samym roku kupił go Edward Brzostowski, były wiceminister rolnictwa (1983–1989), prezes PZPN (1985-1986), burmistrz Dębicy (2002-2006), prezes „Iglopolu”. Dokonał kolejnego remontu budynku, przebudowując wnętrza i zmieniając pokrycie dachowe. Pałac był wynajmowany na imprezy okolicznościowe oraz konferencje. W lutym 2007 r. Brzostowski dostał zakaz zbywania majątku w Siarach (w związku z toczącymi się wobec niego postępowaniami karnymi; został skazany, a po 13 latach są go uniewinnił – przyp. red.). Pałac w 2018 został wydzierżawiony właścicielowi restauracji w Jaśle. Edward Brzostowski zmarł w 2020 roku, a pałac odziedziczył jego wnuk. Obecnie pałac jest zamknięty, wynajmowany okazyjnie na imprezy.

Pałac nie miał szczęścia, trochę jak i kopalnictwo naftowe w tym regionie – na jego zmierzch miały na pewno wpływ odkrycia ogromnych złóż ropy w innych częściach świata.

Kopalnictwo naftowe zaczęło upadać w rejonie gorlickim w czasie I wojny światowej. Przyczyniły się do tego nie tylko nowe odkrycia na świecie, ale też wyczerpywanie zasobów surowca. Niewielkie wydobycie trwało jednak nadal i dawało zatrudnienie miejscowym, ale już nie było tak opłacalne, jak kiedyś. Głębszych wierceń natomiast zaprzestano. Kiedy rozwinął się transport, łatwiej było sprowadzić tankowcem 100 000 ton ropy z Bliskiego Wschodu, niż wydobyć ją w Karpatach. Wielu znakomitych fachowców wyjechało pracować w tego typu korporacjach, między innymi do Rosji, Ameryki czy na Bliski Wschód.

Z braku rentowności zaczęto zamykać poszczególne kopalnie w tym regionie. Obecnie w Sękowej nie wydobywa się ropy naftowej. Zlikwidowana została już cała infrastruktura kopalni, a tym samym zakończył się ponad 150-letni okres istnienia kopalnictwa naftowego na naszym terenie.

O dawnej świetności tego przemysłu w Sękowej co jakiś czas przypominają bulgocące szyby naftowe.

Dotyczy to szybów, które są już zlikwidowane. Niemniej jednak co jakiś czas dają o sobie znać. W Ropicy Górnej był szyb naftowy o głębokości 300 metrów. Został wyeksploatowany i zamknięty. Po kilkudziesięciu latach od zlikwidowania nastąpił samoczynny wypływ gazu, słonej wody i ropy. Pojawił się duży problem, jak to ujarzmić. W dalszym ciągu gaz ziemny wydobywa się na powierzchnię. Teren został odpowiednio zabezpieczony, aby nie zagrażał nikomu.

PRL miał być drugim Kuwejtem. Ropa w Karlinie

To był największy pożar szybu naftowego w Europie.

zobacz więcej
Po rozkopaniu ziemi bardzo trudno ją uszczelnić. Otwór zostaje zabezpieczony materiałem plastycznym, czyli iłem albo cementem, ale tam, gdzie woda ma ujście, tam będzie też wypływać ropa czy gaz, które są od niej lżejsze. Musielibyśmy się dostać do spodu kopanki i tam ją zabezpieczać, lecz jest to bardzo kosztowne przedsięwzięcie i trudne technicznie.

Utrwala pan pamięć o bogatej historii tego miejsca, między innymi poprzez wspomniany Karpacko-Galicyjski Szlak Naftowy. Co na nim możemy zobaczyć?

To jest ważny wycinek historii, który ma przypominać tradycje naftowe, które również są w mojej rodzinie. Moj pradziadek przybył do Sękowej z Biecza. Tu się ożenił i zatrudnił na kopalni. Ja skończyłem wydział wiertniczo-naftowy na Akademii Górniczo-Hutniczej w Krakowie i całe życie pracowałem bądź na kopalniach, bądź przy wierceniach. Kiedy odkrywałem nowe złoża, byłem bardzo podekscytowany. Później zająłem się ich eksploatacją. Jak już wydobycie ropy przestało być opłacalne, zająłem się likwidacją owych odwiertów oraz rekonstrukcją tych, które dawały nadzieję na przyszłość. W sumie moja przygoda z przemysłem naftowym trwała 43 lata. Teraz jestem na emeryturze. To kawał pięknej historii, w której miałem okazję uczestniczyć.

Z tego też powodu wraz ze Stowarzyszeniem Inżynierów Techników Przemysłu Naftowego i Gazowniczego oraz ludźmi związani z tym przemysłem postanowiliśmy w 2007 roku wybudować w Sękowej Skansen Naftowy i poprowadzić przez te tereny Szlak Naftowy. Postawione tam eksponaty mają przypominać, jak wyglądała kopalnia ropy naftowej w minionych latach, co stanowiło wyposażenie jej infrastruktury, jaki był cykl technologiczny wydobycia ropy, jej oczyszczania i ekspedycji do rafinerii.

Szlak prowadzi z Gorlic poprzez Jasło, Krosno, Sanok i Ustrzyki Dolne na teren Ukrainy – do Borysławia, Drohobycza oraz Lwowa. W regionie gorlickim prowadzi przez 13 miejscowości: Gorlice, Ropicę Polską, Szymbark, Ropę, Łosie, Bielankę, Siary, Sękową, Kryg, Kobylankę, Lipniki, Libuszę oraz Zagórzany. Mamy tablice informacyjne, liczne pamiątki i zabytki ukazujące historię oraz działalność pionierów przemysłu naftowego tego regionu.
Na szlaku można spotkać skanseny pokazujące dawny przemysł, jak na przykład Skansen Naftowy w Sękowej, Skansen Przemysłu Naftowego „Magdalena” przy ul. Lipowej w Gorlicach, gdzie zrekonstruowano m.in. samowypływ oleju skalnego gromadzonego w bęsiach, kopankę „Ćwiartkę”, szyb z drewnianą wieżą wiertniczo-widokową, kuźnię oraz urządzenia i maszyny wiertnicze. Ważnym punktem na szlaku jest też prywatne Muzeum Przemysłu Naftowego i Etnografii, które zostało stworzone przez Annę i Tadeusza Pabisów. Można tam zobaczyć ponad 600 eksponatów, w tym: destylarnię, galony ceramiczne na naftę i formy parafinowe z rafinerii hr. Adama Skrzyńskiego, jednego z potentatów naftowych Ziemi Gorlickiej czy nafty oraz kuźnię kopalnianą. Ponadto są tam rekonstrukcje szybów naftowych oraz dokumentacja dotycząca starych kopalń.

Do elementów szlaku należy wspomniana kapliczka z Chrystusem Frasobliwym – stojąca w miejscu zapalenia pierwszej na świecie ulicznej lampy naftowej, na skrzyżowaniu ulic Kościuszki i Węgierskiej w Gorlicach – oraz popiersie i tzw. ławeczka Łukasiewicza, ustawiona na rynku przy ratuszu, w którym mieściła się jego apteka. O tradycjach Ropicy Polskiej przypomina figurka św. Barbary, patronki górników i naftowców, wzniesiona w 1888 roku przez rodzinę Nowaków przy drodze krajowej nr 28 (Wadowice – Krosno). Można ją zobaczyć jadąc z Gorlic w stronę Nowego Sącza. Dalej, przy drodze 28 w Szymbarku, gdzie w 1880 roku odkryto złoże i otwarto cztery kopalnie, mija się średniowieczny słup służący do spalania ropy w celach sygnalizacyjnych. Przebudowano go potem na kapliczkę. Stoi kilkaset metrów za kościołem. Następnie we wsi Ropa są XIX-wieczne kopanki i odwierty. W Łosiu – owa zagroda Łemków trudniących się maziarstwem z 1891 roku.

Na południe od Gorlic, w Siarach jest wspomniany pałac Długoszów, a w sąsiedniej Sękowej monumentalne mauzoleum rodowe Długoszów. Jadąc z kolei na południowy-wschód, mamy miejscowość Kryg, gdzie znajdowały się bardzo wydajne złoża – otaczają je wysokie kiwony i szyby naftowe. W nieodległej Kobylance była kopalnia ropy księcia Jabłonowskiego. W przysiółku Skała można zwiedzać kaplicę dworską, ufundowaną przez jego małżonkę hr. Marię Wielopolską. Innym cennym zabytkiem jest kopanka „Anna” w Lipinkach, należąca do hr. Jadwigi Straszewskiej. Zachował się też dwór hrabiny zbudowany na przełomie XIX i XX wieku.

Mamy wreszcie pozostałości rafinerii w Libuszy. Nieco na północ, w pobliskich Zagórzanach znajduje się rodowa posiadłość oraz piramida-mauzoleum Skrzyńskich, zaprojektowane przez Mariana Teodora Talowskiego.

Na świecie cały czas powstają nowe rozwiązane energetyczne, czy pana zdaniem ropa odejdzie kiedyś do lamusa? Zasoby tego surowca są przecież wyczerpywalne.

Obecnie popularna jest czysta energia i wszelkie spalanie ropy naftowej czy gazu ziemnego będzie prawdopodobnie ograniczane, a może wręcz zakazane, tak jak to jest teraz z węglem. Przejdziemy na energię odnawialną, fotowoltaika. Ropa naftowa będzie miała przyszłość raczej tylko dla przemysłu chemicznego. Nie obejdziemy się przecież bez olejów w silnikach samochodowych. Nie każdy da się stworzyć z surowców pochodzenia biologicznego. Niemniej jednak świetność tego surowca przemija. Bardzo mi tego żal, ale takie są tendencje światowe i nie ma od tego odwrotu.

– rozmawiała Monika Chrobak, dziennikarka Polskiego Radia

TYGODNIK TVP, ul. Woronicza 17, 00-999 Warszawa. Redakcja i autorzy

Iwonicz
Zdjęcie główne: Kopalnia nafty „Minerwa” w Harklowej. Fot. NAC/Koncern Ilustrowany Kurier Codzienny - Archiwum Ilustracji, sygnatura: 1-G-1378
Zobacz więcej
Rozmowy Najnowsze wydanie
W polskim teatrze jest przyzwolenie na patologie
W spektaklach, w których króluje relatywizm i brzydota, kłamstwo i zło, raczej mnie państwo nie zobaczycie - mówi aktor.
Rozmowy Najnowsze wydanie
Armia rosyjska ma za grube paluchy
Wojna taka sama jak sto lat temu.
Rozmowy wydanie 17.06.2022 – 24.06.2022
Łapiemy przestępców, którzy ćwierć wieku temu byliby nieuchwytni
Na podstawie małżowiny usznej można zidentyfikować człowieka.
Rozmowy wydanie 10.06.2022 – 17.06.2022
Za wszystko będziemy płacić kodem QR. Nadchodzi cyfrowy pieniądz
Ale całkowite pozbycie się gotówki byłoby szaleństwem.
Rozmowy wydanie 10.06.2022 – 17.06.2022
Wildstein: Zrozumiałem, że katolicyzm to mój los
Domyślałem się, że mój ojciec jest Żydem...