Felietony

Intelektualista, który został katolickim radykałem

Obrzydliwością można nazwać akcje różnych „pożytecznych idiotów”, którzy po śmierci abp. Henryka Hosera wrzucili znowu do swoich Facebooków i innych mediów odgrzewane tezy o jego rękach jakoby splamionych rwandyjską krwią.

Zmarły tydzień temu, w piątek 13 sierpnia, abp Henryk Hoser był nietuzinkową postacią nie tylko wśród polskiego episkopatu. Potomek rodu wybitnych warszawskich ogrodników, dumny z przeszłości ojca i dziadka zamordowanych przez Niemców w pierwszych dniach Powstania Warszawskiego, lekarz, zakonnik, misjonarz, przy tym erudyta czytający w kilku językach, znawca Afryki, bywalec intelektualnych salonów polskiej socjety w Paryżu, wysoki urzędnik struktur watykańskich, przedstawiciel Kościoła w unijnych strukturach, specjalny wysłannik papieża do Rwandy i Medjugorje. A przy tym wszystkim i – przede wszystkim – wiarygodny i spójny w swej postawie i w swym działaniu katolik, kapłan, świadek Chrystusa, jakkolwiek patetycznie to zabrzmi.

Prawdziwy VIP

– Był postacią formatu światowego – mówi o nim Tygodnikowi TVP Monika Florek-Mostowska, dziennikarka i wiceprezes pallotyńskiej Fundacji Salvatti znanej z pomocy dzieciom Afryki i z prowadzenia afrykańskiego sklepu Amakuru w centrum Warszawy. Księdza Hosera poznała ponad dwadzieścia lat temu w Brukseli, kiedy podejmowała tam studia. Udzielił jej wtedy wsparcia duchowego, ale też realnej pomocy. – Początkowo nie wiedziałam nawet, że jest prawdziwym vipem, wysoko postawionym w strukturach pallotyńskich, bo zawsze zauważał drugiego człowieka i był bardzo szczodry w swojej życzliwości dla niego, jak prawdziwy pallotyn chciał „być wszystkim dla wszystkich” (takie było wezwanie św. Wincentego Pallottiego, założyciela zgromadzenia pallotynów – przyp. red.).

„To był naprawdę wyjątkowy człowiek. Znał nie tylko choroby ciała, ale także choroby duszy, potrafił rozmawiać z ludźmi, był otwarty, potrafił słuchać” – mówił PAP rzecznik Konferencji Episkopatu Polski ks. Leszek Gęsiak SJ. Jezuita prowadził swego czasu Katolickie Centrum Europejskie w Brukseli, w którym po nim pracę podjął ks. Henryk Hoser, zarazem będąc od 2004 roku rektorem Pallotyńskiej Prokury Misyjnej w Brukseli.

Do pallotynów (oficjalna nazwa to Stowarzyszenie Apostolstwa Katolickiego, SAC) Henryk Hoser (rocznik 1942) wstąpił w 1969 roku, podjął naukę w Seminarium Duchownym w Ołtarzewie, gdzie od razu założył grupę misyjną. Działa do dziś.

W jednym ze wspomnień, jakie ukazały się po jego śmierci, przeczytałam o jego celnym podsumowaniu dyskusji ówczesnych młodych kleryków na temat tego, co jest kluczem do kapłaństwa. Uważali oni, że jest nim matura – na co nieco starszy, bo już po studiach medycznych, kleryk Hoser powiedział: kluczem do kapłaństwa jest powołanie.
Rok 1969-1970. Henryk Hoser w czasach nowicjatu na wędrówce w Tatrach. Zdjęcie z albumu rodzinnego Julii Hoser, siostry arcybiskupa. Reprodukcja: Darek Golik / Forum
Taką umiejętność szybkich i celnych konkluzji, trafnych ocen sytuacji, głębokich a lapidarnych opinii zachował przez całe życie. Rozmówcy, także dziennikarze, choć nie był przecież wylewny, zachwycali się jego umiejętnościami językowymi i talentem do budowania zwięzłych i sensownych neologizmów wyprowadzanych często z innych języków, których abp Hoser znał kilka.

„Był człowiekiem błyskotliwej inteligencji, wnikliwej obserwacji, ironicznego i zmyślnego poczucia humoru. Bawił się skojarzeniami leksykalnymi, tworzył słowa dla lepszego wyrazu swojej myśli, był w tym sensie unikalny” – wspominał w rozmowie z KAI prof. Michał Królikowski, prawnik i w przeszłości członek rządu, autor pierwszej rozmowy rzeki z abp. Hoserem „Bóg jest większy”, także członek Komisji Bioetycznej Episkopatu Polski kierowanej przez abp. Henryka Hosera.

Rasizm czarnych i masakry Boko Haram jako oręż w... demokracji

Problemy, które wydają się nam dalekie, mogą do nas bardzo szybko przyjść (lub w tym wypadku – raczej przypłynąć). Afrykańska geografia plemienna.

zobacz więcej
– To był człowiek-fortepian: w którykolwiek klawisz pukniesz, będzie muzyka i to piękna, wyrazista, nie ma głuchych klawiszy – mówi Monika Florek-Mostowska. – Ale często był niezrozumiany, może nawet nie był słuchany, choć miał głębokie poczucie Kościoła powszechnego – dodaje.

Afryka skradła mu serce

W 1975 roku ks. Hoser (rocznik 1942) wyjechał do Rwandy. Wcześniej przez rok, w Paryżu – po święceniach kapłańskich w Warszawie – uczył się języka i przygotowywał się do pracy misyjnej. Był już wtedy lekarzem z kilkuletnią praktyką zarówno naukową w macierzystej Akademii Medycznej w Warszawie, jak i szpitalną.

Według prof. Królikowskiego „Afryka skradła mu serce”: był tam lekarzem, proboszczem, budował ośrodki pomocy rodzinie, organizował wspólnoty życia świeckiego, szkolił i formował współpracowników, zwłaszcza w dziedzinie poradnictwa rodzinnego.

Już w 1978 roku założył w Kigali Ośrodek Medyczno-Socjalny, którym kierował przez 17 lat oraz Centrum Formacji Rodzinnej znane jako Action Familiale, które rozbudowało się i działa coraz szerzej. Pełnił funkcje w tamtejszym episkopacie, był też przewodniczącym Związku Stowarzyszonych Ośrodków Medycznych w Kigali i kierownikiem Centrum Monitoringu Epidemii AIDS i programu opieki chorych na AIDS.

We wrześniu 1993 roku wyjechał z Rwandy w celu odbycia obowiązkowego dla zakonników roku formacyjnego – przebywał w Jerozolimie, a następnie na stażu lekarskim z zakresu ultrasonografii w Warszawie. W 1994 roku został powołany jako ekspert w zakresie rodziny i rozwoju na Synod Specjalny Biskupów dla Afryki.
W Rwandzie ks. Henryk Hoser (z prawej) pracował także jako lekarz. Zdjęcie z albumu rodzinnego Julii Hoser, siostry arcybiskupa. Reprodukcja: Darek Golik/Forum
Do Rwandy wrócił już po krwawej rzezi między plemionami Hutsi i Tutu, która kosztowała życie nawet milion ludzi. Wobec nieobecności nuncjusza został wizytatorem apostolskim na Rwandę: odbudowywał struktury, wizytował diecezje, pomagał biskupom i kapłanom organizować na nowo pracę duszpasterską. Kiedy w 1996 roku przyjechał nuncjusz, ks. Hoser pozostał jeszcze przez kilka miesięcy jako jego doradca i współpracownik. Po zakończeniu misji wyjechał z Rwandy.

Salon z rue Surcouf

Objął pallotyńskie stanowiska w Paryżu i dał się poznać paryskiej Polonii jako wybitny intelektualista, wspaniały mówca, błyskotliwy dyskutant – a to wszystko w sławnym Centre du Dialogue, przy rue Surcouf 25, gdzie od lat 70. XX wieku pallotyni organizowali – na najwyższym poziomie - życie kulturalne Polaków …z kraju i zza granicy.
Po latach bywalcy pallotyńskiego salonu – a przyjeżdżała tam „cała Warszawa” i „cały Paryż”: kardynał Stefan Wyszyński i Władysław Bartoszewski, kardynał Karol Wojtyła i Andrzej Wajda, Stefan Kisielewski i Adam Michnik, Aleksander Smolar i abp Franciszek Macharski, Gustaw Herling-Grudziński i Witold Kieżun, Jan Parys i Jan Lebenstein – z rozrzewnieniem pisali, że w niezwykłej atmosferze tych spotkań nie było nawet wiadomo, kto jest skąd: stąd czy stamtąd, kto przyjechał z Maisons Lafitte, a kto z Krakowa.


To tam na duchowej drodze Czesława Miłosza pojawił się – legendarny, jak mówiono – ks. Józef Sadzik SAC i tam na drodze Jerzego Giedroycia stanął ks. Henryk Hoser SAC. Kazanie, jakie przyszły biskup warszawsko-praski wygłosił na mszy pogrzebowej twórcy paryskiej „Kultury” wejdzie prędzej czy później do historii polskiej literatury, a na pewno już powinno być lekturą obowiązkową dla maturzystów wybierających się na polonistykę czy historię bądź do….seminarium duchownego – żeby zobaczyli, jaką duchowość potrafi wydobyć mądry i światły ksiądz z twórczej pracy redaktora uchodzącego za antyklerykała.

Ks. Henryk Hoser mówił wtedy, 21 września 2000 roku: Świętej pamięci Jerzy Giedroyc był człowiekiem skromnym – był człowiekiem utalentowanym – był człowiekiem twórczym (…) otrzymane od Stwórcy talenty pomnażał gigantyczną, benedyktyńską pracą, bo tylko ona talentów przysparza (…) dojrzałym owocem tego długiego, pracowitego i urodzajnego życia było słowo: słowo wypowiedziane, słowo zapisane i słowo skierowane do tych, którzy szukali orientacji, światła, kierunku, a zwłaszcza uzasadnienia nadziei, nadziei na życie pełne, życie sprawiedliwe i piękne życie.
Pogrzeb Jerzego Giedroycia, redaktora Kultury Paryskiej na cmentarzu w Les Mesnil-le-Roi. Przy trumnie siedzi Zofia Hertz, uroczystość celebruje ks. Adam Boniecki, w głębi ks. Henryk Hoser. Fot. Michał Sadowski/Forum
Kiedy po latach dotarło do mnie, że autorem tego znakomitego kazania jest „mój” biskup – bo pracowałam w tygodniku diecezji warszawsko-praskiej – skorzystałam z pierwszej nadającej się okazji, aby podziękować mu za to kazanie. I abp Hoser wyraźnie się z tego ucieszył, a przy kolejnych okazjach do tego nawiązywał.

Ale nie po to przypominam o pełnych sukcesów paryskich latach nieznanego wtedy w Polsce pallotyna. Centre du Dialogue i pallotyńskie wydawnictwo Edition du Dialogue cieszyły się zasłużoną sławą i dobrą opinią u przedstawicieli różnych stron politycznych i żaden dziennikarz „Gazety Wyborczej” nie szukał wtedy w Rwandzie śladów działalności polskich pallotynów. Kiedy zaś papież Benedykt XVI – po kolejnych latach, tym razem watykańskiej, pracy ks. Hosera, już arcybiskupa – wysłał go w 2008 roku do Polski, aby objął diecezję warszawsko-praską, taż „GazetaWyborcza” nasładzała się wizją „otwartego Kościoła”, jaką zrealizuje światły pallotyn z rue Surcouf.

„Bocian” atakuje arcybiskupa. Będzie się skarżyć do Watykanu

W komunizmie rodzinę miało zastąpić państwo, zaś w kapitalizmie jej miejsce ma zająć korporacja.

zobacz więcej
Zawiedzione nadzieje

A tu – klapa! Światły pallotyn bardzo szybko okazał się – jakże światłym – katolickim radykałem w najlepszym znaczeniu tego słowa: jednoznacznie wypowiadał się w obronie tradycyjnej rodziny i przeciwko ideologii gender, którą uważał za groźną i szkodliwą, stanowczo bronił prawa do życia od poczęcia do naturalnej śmierci, jako lekarz i jako kapłan był zdecydowanym i wyrazistym przeciwnikiem aborcji, jako światowiec i bywalec europejskich struktur okazał się być wybitnym patriotą, nie tolerował homoseksualnych związków wśród księży, zorganizował naukowe dyskusje o procedurach in vitro i doprowadził do wydania wysoko ocenionego podręcznika bioetycznego „Wobec in vitro”, pod redakcją świetnych uczonych ks. prof. Franciszka Longchapms de Berrier i ks. prof. Jacka Grzybowskiego. Już jako biskup pomocniczy ks. prof. Jacek Grzybowski bardzo wysoko ocenił wkład abp. Hosera w pracę Komisji Bioetycznej i jej dokonania.

Przypomnę jeszcze kilka cytatów z wywiadów abp. Henryka Hosera. W 2015 roku mówił w rozmowie, którą przeprowadziła z nim Alina Petrowa z KAI: (…) Genderyzm nie jest walką o równouprawnienie kobiet i mężczyzn: to walka ze wszystkimi konstytutywnymi strukturami społecznymi, określanymi jako stereotypy, na pierwszym miejscu z „tradycyjną rodziną”. Ma powstać społeczeństwo niezależnych osobników. Społeczeństwo zarazem aseksualne i panseksualne (…) Długo sączona była propaganda przeciw rodzinom wielodzietnym, uważano je za patologię, zajmowały się nimi kabarety, które wykpiwały tych ludzi, śpiewały szydercze piosenki „Co rok to prorok”. Teraz, gdy jest już za późno, pojawia się refleksja i podejmuje działania, żeby myślenie o dzietności odwrócić, ale wszystkie działania są w Europie podejmowane za późno (…)

Na licznych portalach internetowych i w tabloidach odbiorcy tumanieni są życiem gwiazd, w którym jest wiele patologii. Aktor lub polityk, którzy porzucili żony z kilkorgiem dzieci, kreowani są na bohaterów. Cały czas społeczeństwo epatowane jest negatywnymi bohaterami, stawianymi na piedestale. Ludzie to widzą, chłoną, są całkowicie bezkrytyczni wobec przekazu medialnego. Ten brak krytycyzmu rzucił mi się najbardziej w oczy, gdy wróciłem do Polski po 34 latach (…)
.

Cel lewicowych hejterów

Nie o takim „światłym” biskupie roiło środowisko „GW”, o nie! I jakoś nie bronili abp. Henryka Hosera, kiedy spłynęła na niego fala inwektyw i pomówień. A te pojawiły się najpierw w związku z książką Wojciecha Tochmana o ludobójstwie w Rwandzie, a potem w związku z awanturniczą postawą księdza Wojciecha Lemańskiego, za którym – w jego personalnym konflikcie z biskupem, któremu wszak ślubował posłuszeństwo – nagle zaczęli się opowiadać różni „jaśnie oświeceni” panie i panowie pozujący na tak zwane autorytety.
Ks. Henryk Hoser (w środku) podczas misji w Rwandzie. Zdjęcie z albumu rodzinnego Julii Hoser, siostry arcybiskupa. Reprodukcja: Darek Golik/Forum
W opublikowanym w KAI kilka dni po śmierci abp. Hosera wywiadzie prof. Michał Królikowski tak mówi o fali hejtu, jak spłynęła na abp. Hosera: „To było konsekwencją tego, że był czytelnym oponentem wobec liberalnej kultury moralnej. Był charyzmatyczny, widoczny, stąd skupiał na sobie uwagę. Niemniej, obraz medialny jego osoby był karykaturalny. Trochę stało się jak z kardynałem Ratzignerem – pancernym kardynałem, który w rzeczywistości jest niezwykle delikatnym i wrażliwym człowiekiem. Arcybiskup Hoser miał przypadłość intelektualisty – potrafił dokonać błyskotliwej syntezy, ostrej i zmyślnej, i ją jako taką było widać najwyraźniej. Nie tracił jednak zdolności do niuansowania, do dostrzegania stopnia złożoności problemów. Niemniej, w którymś momencie decydował o tym, że w danych warunkach konieczne jest wyakcentowanie danego aspektu problemu".

O czasach afrykańskich arcybiskupa prof. Królikowski mówił tak: „Mieszkańców Afryki podziwiał, cenił prostotę ich trosk i kulturę relacji. Może warto powiedzieć, że moją habilitację napisałem z problematyki zbrodni międzynarodowych, w tym ludobójstwa w Rwandzie – z tej perspektywy powiem, że sytuacja Kościoła katolickiego w okresie poprzedzającym brutalny finał konfliktu między Hutu i Tutsi była politycznie bardzo trudna, niekiedy polegała wprost na przejawach prześladowania. Jednak nie potrafię potwierdzić żadnej prawdziwości w zarzutach o wspieraniu systemu opresji przez pallotynów ani samego Henryka Hosera, zresztą wówczas przecież jeszcze nie biskupa”.

Współpracownik prawdy. Na łamach niemieckich tygodników był zawsze obiektem krytyki i złośliwości

Czy możliwe, że dla młodszego pokolenia dziennikarzy te sprawy nie są już istotne?

zobacz więcej
Obrzydliwością można więc nazwać obecne akcje różnych „pożytecznych idiotów” działających pod wpływem prawdziwych przeciwników abp. Hosera, którzy po jego śmierci wrzucili znowu do swoich Facebooków i innych mediów odgrzewane tezy o jego jakoby splamionych rwandyjską krwią rękach. W odpowiedzi można tylko przywołać artykuły jego młodszych współbraci pallotynów, Jerzego Limanówki SAC czy Stanisława Filipka SAC, którzy przed ośmiu, dziesięciu laty protestowali i prostowali szkalujące pallotynów teksty. Wtedy jednak w „Tygodniku Powszechnyn” nie znalazło się miejsca na list księży Filipka i Stanisława Stawickiego SAC.

Gołym okiem było widać zbieżność w czasie ataków na abp. Hosera i jego postawy wobec procedur in vitro, wobec manipulacji genetycznych i aborcji.

W wydanej w 2018 roku książce Moniki Odrobińskiej „Żyć nie umierać” abp Henryk Hoser mówi wprost: tym, czego się nie dostrzega w dzisiejszej debacie na temat życia, jest jego wartość. Czy jest ona stała, czy relatywna? Kolejne relatywizowanie tej wartości przypomina metodę salami – odcinania plasterek po plasterku: teraz relatywizujemy wartość życia przed narodzinami, potem – wartość życia po narodzinach. Jest symetria w traktowaniu życia na jego początku i u jego końca.
Przewodniczący Konferencji Episkopatu Polski abp Stanisław Gądecki i arcybiskup warszawsko-praski Henryk Hoser (z lewej) oraz audytorzy Synodu o Rodzinie, Jadwiga i Jacek Pulikowscy podczas konferencji KEP poświęconej prezentacji stanowiska Kościoła w Polsce przed Synodem Biskupów w Warszawie w 2015 roku. Fot. PAP/Paweł Supernak
Monika Odrobińska spędziła na rozmowach z abp. Hoserem niejedną godzinę, bo jako publicystka tygodnika „Idziemy” omawiała z nim systematycznie cały przebieg synodu o rodzinie, którego w 2015 roku arcybiskup był aktywnym uczestnikiem,

– Zachwycała mnie jego postawa – mówi teraz w rozmowie z Tygodnikiem TVP. – Jego stanowcze trwanie przy stanowisku obrony życia, umiejętnie dobierane argumenty naukowe podawane w zrozumiały sposób, konsekwentnie mimo ataków powtarzane tezy i dowody, które mógł zrozumieć każdy, kto ma zdrowy rozsądek. Nie schlebiał trendom i modom nie popierał postaw „tolerancja dla wszystkich i dla wszystkiego”, a do tego miał piękny język, wspaniale tworzył nowe potrzebne mu słowa i pięknie mówił o „teologii ciąży”. Odwoływał się do Matki Bożej i widać było, ze to bliska mu postać – zaznacza.

Zmieniony kraj

To, że nie schlebiał nikomu, było widać i słychać, choć przecież abp Henryk Hoser nie epatował swoim zdumieniem zastaną w Polsce sytuacją. Kiedy w 2013 roku już jako biskup warszawsko-praski gościł na rue Surcouf jako główny prelegent przyznał, że po 34 latach nieobecności to Polska, nie Afryka, jest dla niego krajem egzotycznym, a społeczeństwo jest kompletnie zmienione.

Potrafił bez ogródek powiedzieć, że ociężałość i inercja w Kościele jest ogromna, nawet sobie nie zdajemy sprawę, jak wielka. Przyzwyczajenia, przeświadczenie, że było dobrze, więc po co coś zmieniać, że trzeba się ruszyć (wywiad dla KAI, luty 2015).

Powiem brutalnie: Kościół zdradził Jana Pawła II. Nie Kościół jako oblubienica Chrystusa, Kościół naszego Credo, ale praktyka duszpasterska zdradziła Jana Pawła II , nie poszła za jego głosem, nie zapoznała się nawet z jego nauczaniem – mówił arcybiskup, komentując dyskusje synodu o rodzinie.

Kim są panie, które każą wszystkim „wypier…”? Przewodnik po polskim feminizmie

Przyszłość polityki czy gwiazdy jednego sezonu?

zobacz więcej
Trudno znaleźć klucz interpretacyjny do pewnych postaw, wypowiedzi, bólów i pretensji, oburzeń i zachwyceń – mówił. Ubolewał, że to społeczeństwo, które kiedyś umiało doskonale rozróżnić, rozszyfrować propagandę systemu komunistycznego, dzisiaj jest jakby zagubione, nie umie odczytywać całej tej mechaniki, inżynierii medialnej, które stały się elementem władzy i ideologii.

Mówił, że średnie i starsze pokolenie ogląda telewizję i jest skłonne wierzyć we wszystko, co powiedziano w telewizji, „bo tak powiedziano”. Bez wahania nazwał wtedy „Szkło kontaktowe” w TVN czymś niezwykle ohydnym, czymś antywychowawczym, najgorszym przykładem dziennikarstwa (podaję za tekstem z książki „Homi homini res sacra. Cztery dekady działalności paryskiego Centrum Dialogu” pod redakcją ks. Aleksandra Pietrzyka SAC, wydawnictwo Apostolicum, 2016)

Kilka miesięcy temu komentując rozlewające się po całym kraju proaborcyjne protesty i demonstracje, przypomniał (w wypowiedzi dla PAP), że marksizm jest ideologią rewolucyjną, która zrywa z przeszłością i jej wartościami i buduje „nowego człowieka”, wyznawcę tejże ideologii. Jest skrajnie ateistyczny i antyreligijny, w imię własnych konstruktów; zakłada „walkę klas”, czyli ma prowadzić do zniszczenie przeciwników „wrogów klasowych” .

Abp Hoser zwrócił jednocześnie uwagę, że walka klas dotyczy już nie kapitalizmu, lecz społeczeństwa „patriarchalnego”: Walka klas ma za swoje pole podział biologiczny na płeć męską i żeńską. Nowy człowiek ma z tego być wyzwolony na rzecz płci psychokulturowej (gender).

Ostatnia misja

Cenił rolników i dawał temu wyraz, odwołując się niekiedy do swoich korzeni: był przecież potomkiem rodu Hoserów, którzy od połowy XIX wieku dawali Warszawie wspaniałe ogrody i wzory upraw, sławne sklepy nasienne i znakomicie wykształconych ogrodników.

Abp Hoser podkreślał: szacunek polskiemu rolnikowi należy się tak ze strony społeczeństwa, jak i władz państwowych i samorządowych wszystkich szczebli. Wielokrotnie mówił, że to dzięki miłości do ziemi i poczuciu wolności rolników przetrwaliśmy czasy totalitaryzmu hitlerowskiego i komunizmu. Nazywał rolników twórcami naszej narodowej tożsamości: Rolnicy głęboko czują swą wolność i niezależność. Można powiedzieć, że Polacy wyrośli z doświadczeń rolników, a etos ich pracy ukształtował mentalność i formę polskiego społeczeństwa.
Pielgrzymi w Medjugorje 25 czerwca 2021 roku, w dniu 40. rocznicy objawień Matki Bożej. Ocenia się, że od tamtej pory bośniacką wieś odwiedziło ponad 30 milionów ludzi. Fot. FEHIM DEMIR/EPA/PAP.
– Był człowiekiem wielkiego ducha i wielkich idei – podkreśla Monika Florek-Mostowska. – Ale też człowiekiem bardzo praktycznym, który wiedział, że do ich realizacji potrzebny jest dom, że wielkie idee muszą gdzieś mieszkać. I wznosił dla nich domy: wykupił w Ostrówku willę , w której pracowała Helenka Kowalska zanim została wybraną do objawień siostrą Faustyną i odremontował go na dom rekolekcyjny, zbudował na Pradze nowoczesny dom dla studentów, zainicjował dom warszawsko-praskich misji w Sierra Leone, a na koniec wsparł starania pallotynów i – dosłownie teraz, w ostatnich tygodniach – powstał polski dom pielgrzyma w Medjugorje. I nie szczędził na to własnych środków, o czym wiedzieli tylko nieliczni.

Medjugorje w bałkańskich górach, gdzie 40 lat temu miała objawić się – i nadal się objawiać – Matka Boża z wezwaniem do pokuty i modlitwy, było ostatnią placówką arcybiskupa Henryka Hosera. Papież Franciszek wysłał tam świeżo upieczonego emeryta z misją specjalną. W Medjugorje, które przyciąga z całego świata znękanych ludzi szukających Pana Boga i które wciąż mnie ma jasnego statusu kościelnego, abp Henryk Hoser znowu wprowadzał ład duszpasterski, budował struktury, wygładzał relacje. Nauczył się nawet miejscowego języka, kolejnego w swoim życiu – i jakże różnego od suahili czy kinyaruanda.

Wygładzał relacje jak otoczaki wygładzają się w potoku. – To było jego ulubione porównanie – wspomina Monika Odrobińska – mówił i pisał, że w rodzinie wielodzietnej, co zwłaszcza w afrykańskiej rodzinie widać gołym okiem, dzieci ocierają się o siebie we wszelkich czynnościach domowych i zabawach, i wzajemnie wciąż na siebie wpływają, wygładzają się i są sobie bliższe. I dzięki temu bliższe każdemu człowiekowi. I choć abp Hoser nie był wylewny, może nawet był powściągliwy – ale serdecznie powściągliwy – to też byliśmy jak te otoczaki i z każdej z nim rozmowy wychodziłam mądrzejsza i w większej z nim zażyłości, z poczuciem, że i on mnie rozumie. Zawsze dbał, aby przekazać mi pozdrowienia dla męża i córek, abym pogłaskała je od niego po płowych główkach, jak mówił.

– Był sobą zarówno w rezydencji biskupiej, jak i w małym mieszkanku w Ołtarzewie, w pallotyńskim domu – wtóruje Monika Florek-Mostowska.

Trudno się więc dziwić, że na uroczystości pogrzebowe zmarłego arcybiskupa odbywające się w czwartek i piątek (19 i 20 sierpnia) przyjechali pallotyni z Rwandy i Belgii, franciszkanie i świeccy z Medjugorje oraz jako przedstawiciel papieża Franciszka kard. Konrad Krajewski.

„Był dla nas wzorem i inspiracją. Człowiek otwarty i gotowy na niebezpieczne misje kościelne” – napisał następca ks. Hosera w belgijskim rektoracie, ks. Theodor Bahish z Konga, wdzięczny za wszystko, co Henryk Hoser zrobił w Rwandzie i czego nauczał. On też stawił się w katedrze św. Floriana, aby pożegnać tego wielkiego człowieka, spełnionego i pogodzonego z wolą Bożą, której ufał zawsze i wszędzie.

Zakończę jeszcze jednym cytatem z rozmowy z prof. Michałem Królikowskim: „Arcybiskup raczej kroczył za tym, do czego był wzywany niż o te rzeczy zabiegał. I zawsze pozostawał w żywym dialogu z Tym, któremu oddał swoje życie”.

– Barbara Sułek-Kowalska

TYGODNIK TVP, ul. Woronicza 17, 00-999 Warszawa. Redakcja i autorzy

Zdjęcie główne: Warszawa, 20 lutego 2020. Abp Henryk Hoser podczas uroczystości wręczenia mu nagrody im. Ks. Bp. Romana Andrzejewskiego za rok 2019 w Sekretariacie Konferencji Episkopatu Polski w Warszawie. Fot. PAP/Piotr Nowak
Zobacz więcej
Felietony Najnowsze wydanie
Koguty
Andrzej Krauze dla Tygodnika TVP.
Felietony Najnowsze wydanie
Debata
Komentarze Piotra Młodożeńca w Tygodniku TVP.
Felietony Najnowsze wydanie
Kapłan to nie kawaler na wydaniu
Gdy porzuci powołanie dla kobiety, popkultura przedstawia go jako romantycznego bohatera. Męża porzucającego żonę też?
Felietony Poprzednie wydanie
Oblicza politycznej niepoprawności
Wystawa bez cenzury.
Felietony Poprzednie wydanie
Koniec lata
Andrzej Krauze dla Tygodnika TVP.