Felietony

Polacy kontra Żydzi: to nie była relacja oprawca-ofiara

Żydzi w II RP byli silną, choć niejednolitą, mniejszością. Z jednej strony cieszyli się mocną pozycją w społeczeństwie, między innymi dlatego, że stanowili nadreprezentację w prestiżowych profesjach i w sferze gospodarki rywalizowali z polskim mieszczaństwem. Z drugiej strony pewna część osób wywodzących się z żydowskich domów była znacząco aktywna w ruchu komunistycznym.

Można się było spodziewać, że wpisanie pięciu książek Zofii Kossak-Szczuckiej do kanonu lektur szkolnych wywoła wśród lewicowych intelektualistów oburzenie. Już dawno dorobili oni pisarce gębę nacjonalistki, antysemitki i katolickiej obskurantki, zatem nic dziwnego, że rozporządzenie, które wyszło z Ministerstwa Edukacji i Nauki, podziałało na nich jak czerwona płachta na byka.

Świadczy o tym choćby tekst Adama Leszczyńskiego w serwisie OKO.press. Autor na celownik wziął powieść „Pożoga”, która skądinąd w liceach ogólnokształcących i technikach ma być lekturą, tyle że uzupełniającą. Kanwą tego utworu są wydarzenia na Wołyniu w latach 1917-1919. Kossak przyglądała się im z bliska. „Pożoga” to jej wspomnienia.

Ludowa historia bez niuansów

Z powieści wyłania się dramat kresowego ziemiaństwa. Zaczyna się on rewolucją lutową w Rosji, a kończy wojną polsko-bolszewicką. Wołyń staje się miejscem krwawych konfliktów. W codzienność jego mieszkańców wdzierają się komuniści, armia niemiecka, ukraińscy nacjonaliści. Z perspektywy Kossak przerwana zostaje idylla starego świata.

Tymczasem Leszczyński zarzuca pisarce, że jej wizja grzeszy jednostronnością. Chodzi o to, że Kossak przedstawiła polską szlachtę wyłącznie w korzystnym świetle i jednocześnie wskazała przypadki okazywania przez Ukraińców i Żydów wrogości Polakom, której jednym z przejawów było udzielanie poparcia bolszewikom. Publicysta OKO.press dodaje, że już samo wzmiankowanie o tym, że Żydzi sympatyzowali z komunistami „jest jednym z najpowszechniejszych antysemickich stereotypów”.

A ponieważ – zdaniem Leszczyńskiego – chłopstwo ukraińskie i ludność żydowska stały w hierarchii społecznej niżej polskich panów, toteż miały powody, żeby opowiedzieć się po stronie sił burzących stary porządek. Rewolucje – sugeruje publicysta – obiecywały dyskryminowanym i wyzyskiwanym grupom „wolność, ziemię i tym podobne rzeczy”.
Zofia Kossak-Szczucka wygłasza odczyt „Geneza i sens Krzyżowców" w sali Towarzystwa Higienicznego w Warszawie. Rok 1937. Fot. NAC/IKC
Nie po raz pierwszy Leszczyński interpretuje dzieje Polski na „ludowo”. Sęk w tym, że ta jego wizja nie uwzględnia rozmaitych niuansów, które przemawiają przeciw niej. Weźmy choćby jedną sprawę: pogromów na Żydach. To nie warstwy wyższe ich dokonywały, lecz gmin. Z punktu widzenia szlachty przemoc, jakiej dopuszczała się antysemicka tłuszcza, była – tak jak czyny bolszewików – aktem zła.

Mniejszości się nie ocenia

Stosunek Zofii Kossak-Szczuckiej do Żydów to przewodni motyw tekstu Adama Leszczyńskiego. Stąd autor komentuje również głośną odezwę „Protest!” z roku 1942, w której pisarka apelowała do sumień Polaków, aby w obliczu Holokaustu nie umywali rąk.

Trzeba przypomnieć, że w okresie międzywojennym Kossak nieraz formułowała na temat Żydów negatywne opinie. Stanowili oni w jej oczach element obcy – do Polaków nastawiony antagonistycznie. W okresie okupacji niemieckiej pisarka, mimo zaangażowania się w akcję niesienia pomocy Żydom, nie zmieniła swojego zdania o nich.

Antysemitka ratująca Żydów i kronikarz zagłady

Zofię Kossak-Szczucką i Tadeusza Borowskiego wspólne obozowe doświadczenie połączyło i zarazem podzieliło.

zobacz więcej
Leszczyński przytacza wymowny cytat z „Protestu!”: „Wobec zbrodni nie wolno pozostawać biernym. Kto milczy w obliczu mordu – staje się wspólnikiem mordercy. Kto nie potępia – ten przyzwala. Zabieramy przeto głos my, katolicy-Polacy. Uczucia nasze względem żydów [pisownia ZK] nie uległy zmianie. Nie przestajemy uważać ich za politycznych, gospodarczych i ideowych wrogów Polski. Co więcej, zdajemy sobie sprawę, że nienawidzą nas oni więcej niż Niemców, że czynią nas odpowiedzialnymi za swoje nieszczęście”.

Za swoją działalność w czasie okupacji Kossak została odznaczona pośmiertnie (w roku 1982) medalem Sprawiedliwy wśród Narodów Świata (przez sześć miesięcy w swoim warszawskim mieszkaniu ukrywała Maurycego Gelbera). Trudno zatem mieć jakiekolwiek wątpliwości co do jej bohaterskiej postawy, jeśli chodzi o ratowanie Żydów.

Niemniej według Leszczyńskiego, przywoływanie w kręgach polskiej prawicy faktu uhonorowania Kossak przez instytut Yad Vashem używane jest jako alibi dla jej antysemityzmu.


Czy rzeczywiście publicysta ma rację? Zacznijmy od tego, że podejście Leszczyńskiego obarczone jest wiktymocentryzmem. Patrzy on na historię Polski, mając na uwadze głównie krzywdę wyrządzaną przez grupy dominujące grupom dominowanym.

Mamy tu do czynienia z dyskursem, w którego ramach w Polsce Żydzi postrzegani są jako mniejszość, czyli ofiara władzy sprawowanej przez większość, jaką stanowią Polacy. A jeśli to postrzeganie w adekwatny sposób odzwierciedla rzeczywistość, to wniosek lewicowych intelektualistów brzmi: działań podejmowanych przez stronę słabszą – ofiarę – nie wypada oceniać, bo oceniając je, popiera się oprawcę.

Bliźni, chociaż wróg

Tyle że dzieje stosunków polsko-żydowskich są złożone i wiktymocentryzm nie stanowi do nich klucza. W II Rzeczypospolitej występował – tak jak w innych krajach świata – antysemityzm. Wyrażał się on choćby w ograniczaniu obywatelom polskim narodowości żydowskiej dostępu do studiów na wyższych uczelniach (tak zwany numerus clausus).
Zjazd Związku Żydów Uczestników Walk o Niepodległość Polski w sali Rady Miejskiej w Warszawie. Rok 1933. Fot. NAC/IKC
Niemniej Żydzi w II RP byli silną, choć niejednolitą, mniejszością. Z jednej strony cieszyli się mocną pozycją w społeczeństwie, między innymi dlatego, że stanowili nadreprezentację w prestiżowych profesjach (prawo, medycyna) i w sferze gospodarki rywalizowali z polskim mieszczaństwem. Z drugiej strony pewna część osób wywodzących się z żydowskich domów była znacząco aktywna w ruchu komunistycznym, a ten – będąc na usługach Kremla – dążył w swoich dalekosiężnych planach do unicestwienia młodej polskiej państwowości.

Stosunki polsko-żydowskie nie były zatem relacją oprawca-ofiara. Natomiast cechowało je napięcie między dwiema żyjącymi obok siebie narodowościami.

Jak Polska urodziła Izrael

Oficerowie polskiego wywiadu w tajnych obozach szkolili żydowskich bojowników, także tych z grup terrorystycznych.

zobacz więcej
Jeśli więc chce się zrozumieć argumenty Zofii Kossak-Szczuckiej w zakresie jej nastawienia do Żydów, to nie wolno pomijać historycznego kontekstu, w jakim one padały. Przede wszystkim jednak trzeba wyjaśnić coś, co w głowach lewicowych intelektualistów się nie mieści. Chodzi o to, jak ktoś, dla kogo objawieniem były słowa zawarte w Ewangeliach, mógł – w dodatku w obliczu Holokaustu – twierdzić, że Żydzi są wrogami Polaków.

Otóż ów dylemat Kossak rozstrzygnęła już w swojej publicystyce z okresu międzywojennego. Można tu choćby przytoczyć fragment reportażu „Najpilniejsza sprawa” z roku 1936: „walczę o prawo bytu na swojej własnej ziemi, walczyć muszę, bo ginę, ale nie: walczę, bo jestem katolikiem. (...) Młodzież polska musi walczyć z zalewem żydowskim pomimo, a nie z powodu, swego odrodzenia religijnego”.

Ów cytat szokuje. Co jednak z niego wynika? Otóż to, że między nacjonalizmem – w tym przypadku polskim – a katolicyzmem zachodzi sprzeczność. Katolika bowiem obowiązuje przykazanie miłowania nieprzyjaciół. Nie da się jednak nieprzyjaciół miłować, jeśli się ich nie ma.

A zatem mamy tu realistyczne założenie, że każdy człowiek zawsze jest z kimś w jakimś sporze. W polityce zaś toczy się spór o to, kto ma sprawować władzę, czyli podejmować brzemienne dla wspólnoty politycznej decyzje. Stronami takiego sporu bywają narodowości. To naturalny stan rzeczy, taka jest ludzka kondycja.

Natomiast lewicowi intelektualiści chcieliby zaczarować rzeczywistość jakimiś pacyfistycznymi mrzonkami. W swoich fantazjach wyobrażają sobie oni ludzkość jako wyzwolone z wszelkich waśni, zjednoczone, światowe, politycznie jednolite społeczeństwo – oczywiście pod warunkiem eliminacji lub reedukacji elementów wstecznych.

Dla Zofii Kossak-Szczuckiej Żydzi byli wrogiem Polaków w sensie wyłącznie politycznym. Tak więc – upraszczając – nie chciała ona, żeby przejęli oni władzę w Polsce. Tyle że władza to nie wszystko. Pisarka, niezależnie od antagonizmów politycznych, widziała w Żydach swoich bliźnich, którzy mają takie samo prawo do bezpiecznego i godnego życia jak Polacy. I w chwili próby dała tego dowód.

– Filip Memches

TYGODNIK TVP, ul. Woronicza 17, 00-999 Warszawa. Redakcja i autorzy

Zdjęcie główne: Nauczyciele z żydowskich szkół powszechnych i średnich u marszałka Polski Józefa Piłsudskiego. Lata 30. XX wieku. Fot. NAC/IKC
Zobacz więcej
Felietony Najnowsze wydanie
Ten film zafałszował historię rewolucji w świecie win
Nawet Degustacja Paryska odbywa się tu w… jakimś ogrodzie na wsi.
Felietony Najnowsze wydanie
Chopin
Komentarze Piotra Młodożeńca w Tygodniku TVP.
Felietony Najnowsze wydanie
W parku
Andrzej Krauze dla Tygodnika TVP.
Felietony Najnowsze wydanie
Czy da się pogodzić wiarę mojżeszową z lewacką ideologią?
Racje orędowników prawa do aborcji mogą być na gruncie judaizmu interpretowane jako pogańskie przesądy.
Felietony Poprzednie wydanie
Kwaśnych nie pijemy! Kiedy powinniśmy jednak za flaszkę zapłacić?
Kiedy i czy w ogóle dyskutujemy z sommelierem.