Cywilizacja

Najbardziej wpływowy człowiek na prawicy. Carlson2024?

W amerykańskich kablówkach ma największą widownię. Nikt – po odejściu Donalda Trumpa z czynnej polityki – nie jest w stanie tak rozgrzać emocji zarówno populistycznej prawicy, jak i lewicowych komentatorów, jak 52-letni Tucker Carlson.

Budapeszt. Czwartek, ósma wieczór. W amerykańskiej telewizji rozpoczynają się najważniejsze trzy godziny codziennej emisji: prime time. Carlson rozpoczyna jak zwykle swój codzienny program „Tucker Carlson Tonight” kilkuminutowym monologiem, tym razem z budapesztańskimi zabytkami w tle. Potem rozmawia z premierem Węgier, Viktorem Orbánem.

Gdy gwiazda amerykańskiej telewizji Fox News przypomina słowa, wtedy jeszcze kandydata na prezydenta Joe Bidena o Węgrzech i Polsce jako przykładach krajów, gdzie umacniają się „totalitarne reżimy”, Orbán ze swadą odpowiada. Biden ma „ograniczoną wiedzę" na temat jego kraju, tak naprawdę nie wie, o czym mówi. „Ktoś, kto nie mówi naszym językiem, wie bardzo mało o Węgrzech, o ostatnich kilkudziesięciu lat naszej historii. To osobista zniewaga dla wszystkich Węgrów” – mówi Orbán więcej niż poprawnym angielskim.

I, jako wytrawny gracz, zmiękcza swoją wypowiedź swobodą i uśmiechem, podkreślając, że wcale nie chciał przywódcy supermocarstwa „okazać braku należnego szacunku”.

I dalej: „Jestem czarną owcą Unii Europejskiej” – śmieje się Orbán. Nielegalna emigracja? „To nie jest żadne prawo człowieka, przybyć tutaj bez pozwolenia i zgody Węgrów. Nie ma mowy. To jest nasz kraj. Tu jest naród, to nasza wspólnota, nasze rodziny, historia, tradycja, język" – mówił na antenie Fox News Orbán. „No i przynajmniej Black Lives Matter nie pali całych dzielnic Budapesztu” – dorzuca jeszcze Tucker.

Carlson, Orbán, dwa bratanki

Wywiad Carlsona z Orbánem był niczym granat ciśnięty w społecznościowo-medialną bańkę lewicy, spowodował prawdziwą erupcję oskarżeń i inwektyw ze strony krytyków, i tak już bardzo zradykalizowanych. Oskarżenie główne: Carlson w imieniu całej amerykańskiej prawicy zdaje się popierać „węgierski autorytaryzm” (zwany też „nieliberalną demokracją” czy – to chyba najgorsze dla żyjących już w postchrześcijańskiej Ameryce elit ze wszystkich oskarżeń – „chrześcijańską demokracją”).
Wystąpienie Tuckera Carlsona 7 sierpnia 2021 podczas święta Kolegium Macieja Korwina (MCC) w węgierskim Ostrzyhomiu. Fot. Janos Kummer/Getty Images
Fakt, w amerykańskiej telewizji takie słowa jak „naród”, „rodzina”, „wiara”, „tradycja”, „granica państwa” wypowiada się coraz rzadziej, gdyż kojarzą się jak najgorzej współczesnym amerykańskim liberałom. Z wyjątkiem oczywiście Carlsona, który korzysta z nich często, bijąc na nich rekordy oglądalności. Pięć razy w tygodniu oglądają go po trzy miliony Amerykanów, a rekordowe programy miały nawet cztery miliony widzów.

„Pełen talentów demagog”, „paleokonserwatysta”, „wyraziciel skarg Białego Człowieka”, populista wzniecający „płomienie resentymentu i nienawiści”. Do tego zestaw obowiązkowych oskarżeń: „rasista”, „ksenofob”, „homofob” i „wróg wyzwolonych kobiet”. Nachodzony w domu przez lewackich aktywistów, zaczepiany w miejscach publicznych.

Choć jest gwiazdą Fox News, kilkakrotnie usiłowano doprowadzić do zwolnienia go z pracy, przetrwał co najmniej dwie akcje bojkotu przez reklamodawców z powodu oskarżeń o rasizm w ramach tzw. cancel culture. Czego innego mógłby doświadczać „najbardziej wpływowy człowiek na prawicy, z wyjątkiem pewnego byłego prezydenta” (jak napisał niedawno dziennikarz „Washington Post”)?

Na prawo od Trumpa

Carlson, mąż i ojciec czworga dzieci, nie jest znany – co rzadkość w środowisku dziennikarskim – z żadnych obyczajowych skandali czy choćby skandalików. Jest synem Richarda Carlsona, dziennikarza i działacza Partii Republikańskiej, dyrektora Głosu Ameryki za prezydenta Ronalda Reagana. Matka opuściła rodzinę, gdy Tucker miał 7 lat. Chłopak wychowywał się w bogatych rejonach Kalifornii, odbierając później solidne wykształcenie w prywatnych szkołach na Wschodnim Wybrzeżu. Po studiach (kierunek: historia) w wieku 26 lat trafił do redakcji tygodnika „Weekly Standard” Billa Kristola. Wtedy zaczęła się też jego telewizyjna kariera.

Elokwentny, zawsze w koszulach w prążki, z małą muchą pod szyją, jako 34-latek stał się współprowadzącym popularnego programu publicystycznego stacji CNN „Crossfire”, choć wielu uważało „krzyżowy ogień pytań” (audycję prowadzoną wspólnie z dawnym spindoktorem prezydenta Billa Clintona, Paulem Begalą) nie za poważną debatę, ale raczej za „polityczny teatr”. Później pracował w stacji MSNBC, założył popularny portal konserwatywny Daily Caller i ostatecznie trafił do liderującego wśród informacyjnych telewizji kablowych, konserwatywnego Fox News, gdzie jest od 12 lat.

Kraj upokorzony, ziemie utracone. Żałoba trwa od stu lat

Traktat z Trianon, w opinii wielu, najmniej sprawiedliwa z umów stwarzających ład po I wojnie, okroił Węgry o 2/3.

zobacz więcej
Prawdziwa popularność przyszła jednak za prezydentury Donalda Trumpa, gdy poglądy głoszone przez Carlsona trafiły w gusta populistycznego elektoratu, który wyniósł biznesmena z Nowego Jorku na szczyt władzy. Jak pisał magazyn Politico, dziennikarz Fox News stał się „najbardziej znanym wyznawcą trumpizmu, który nie waha się krytykować Trumpa, jeśli ten zbacza z drogi”.

Jego karierze pomogło odejście dwóch innych gwiazd stacji w 2017 r. Gdy stację opuściła Megyn Kelly, jego program z godz. 19.00 przesunięto na 21.00, czyli do ścisłego prime time’u. Kilka miesięcy później otrzymał jeszcze lepszy czas antenowy, o godz. 20.00. Zastąpił występującego wcześniej o tej porze Billa O’Reilly, lidera oglądalności przez kilkanaście lat, którego zmiótł z wizji ruch #MeToo. Szansę wykorzystał – od ponad roku jest królem kablowej telewizji.

Uratował Fox News?

Gdy Donald Trump przegrał listopadową reelekcję, Fox News znalazł się w trudnej sytuacji. 45. prezydent USA nie mógł darować stacji, że nie poparła go, gdy prowadził walkę o uznanie wyborów za „ukradzione”. Spekulowano nawet, że Trump wezwie do bojkotu Foxa i podejmie próbę stworzenia nowego medium, całkowicie sobie podporządkowanego. Pojawiły się pogłoski, że odchodzący prezydent będzie chciał podebrać stacji jej największe gwiazdy.

Być może to właśnie Tucker Carlson uratował Fox News. Gdyby Carlson odszedł wtedy ze stacji, pociągając inne gwiazdy wieczoru – Seana Hannity’ego (okienko o 21:00) czy Laurę Ingraham (22:00), kto wie, czy nie powstałaby poważna alternatywa dla stacji będącej własnością rodziny Murdochów. A tak, prawie siedem miesięcy po odejściu Trumpa, gwiazda byłego prezydenta nieco zbladła, zaś Fox News wręcz przeciwnie, powrócił do dawnej świetności, dystansując nie tylko CNN czy MSNBC, ale także oddalając chyba możliwość zbudowania silnej medialnej alternatywy skierowanej do zagorzałych zwolenników Trumpa (w postaci stacji takiej jak Newsmax czy One America News Network).
Pikieta lewicowych działaczy przed siedzibą News Corporation w Nowym Jorku, domagających się od reklamodawców bojkotu Fox News. Fot. Erik Mcgregor / Zuma Press / Forum
Duża zasługa w tym Carlsona, który oprócz codziennego programu pięć dni w tygodniu otrzymał jeszcze czas na produkcje na platformie streamingowej Fox Nation. W nagrodę w lutym 2020 podpisał też nowy wieloletni kontrakt z Fox News.

Rycerz zwykłej Ameryki

Jak na populistę przystało, Carlson nie przebiera w słowach, stając się chyba najlepszym wyrazicielem poglądów „ludu pracującego” Ameryki: pracowników najemnych, klasy średniej, właścicieli drobnych czy rodzinnych biznesów. Nikt tak wiele nie mówi w swoich programach o „różnicach klasowych” pomiędzy skąpanymi w miliardach łatwych pieniędzy (drukowanych bez umiaru przez Rezerwę Federalną) elitami, wspierającymi sojusz wielkiego biznesu z rozrastającą się rządową biurokracją a „zwykłymi Amerykanami”, na których nakłada się coraz więcej obowiązków, podatków i innych obciążeń.

Ale wpadki też mu się zdarzają. Kilka tygodni temu Carlson oświadczył – bez podawania dowodów – że zajmująca się wywiadowczym nasłuchem elektronicznym National Security Agency (NSA) nielegalnie podsłuchiwała go, próbując skompromitować przeciekami rozmów, aby doprowadzić do „zdjęcia programu z anteny”. Doszło do bezprecedensowego dementi ze strony NSA, która oficjalnie zaprzeczyła, iż Carlson był obiektem jej zainteresowań, a już na pewno nie próbowała zlikwidować jego programu. Sprawa dalej jest wyjaśniana, ale już stała się przedmiotem tak bardzo przewidywalnej politycznej awantury.

Ekscytację na amerykańskiej prawicy wywołała pogłoska, że Tucker Carlson mógłby kandydować w najbliższych wyborach prezydenckich. W internecie pojawiła się strona Carlson2024.com, wspierająca ten pomysł, zaś na Twitterze zwolennicy kandydatury publicysty używają hasztaga #Carlson2024. Dziennikarz jednak stanowczo odrzuca możliwość wejścia do polityki. Pytany o prezydenckie aspiracje w wywiadzie dla portalu ruthlesspodcast.com stwierdził, że jest „ostatnim człowiekiem na ziemi, który by się na to zdecydował”. Dodał, że świetnie się czuje jako gospodarz programu w telewizji.

12 kobiet i covid. Co zmusiło polityka do dymisji?

Całował je w usta, chwytał za piersi i pośladki, obmacywał nogi.

zobacz więcej
Środa. Ósma wieczorem. Studio w Nowym Jorku. Tucker rozpoczyna monolog o Demokracie Andrew Cuomo, który podjął decyzję o rezygnacji z urzędu gubernatora Nowego Jorku po kolejnych doniesieniach o molestowaniu kobiet. Kolejny segment traktuje o szaleństwach postępowej ideologii, chętnie wspieranych przez „elity i milionerów Big Tech”. „Media społecznościowe zniszczą naszą cywilizację” – stwierdza Carlson. A za chwilę wymienia nazwiska 19 senatorów Partii Republikańskiej, „fałszywych Republikanów”, którzy zagłosowali za wspieranym przez prezydenta Bidena pakietem wydatków na infrastrukturę.

Kolejny wieczór: Carlson krytykuje próby zmuszenia dzieci do noszenia maseczek w związku z pandemią. „Najwyższy czas zdemaskować fałszywych ekspertów, naukowców-oszustów, partyjniaków” – grzmi. Potem podaje inne przykłady zmian w szkołach wprowadzanych przez lewicę, które prowadzą tylko do „tworzenia podziałów, wywoływania najgorszych instynktów, dzielenia na Tutsi i Hutu”. I tak od poniedziałku do piątku, pięć razy w tygodniu przez godzinę, plus materiały w internecie. Telewizyjny vox populi.

– Jeremi Zaborowski z Chicago

TYGODNIK TVP, ul. Woronicza 17, 00-999 Warszawa. Redakcja i autorzy


Dla liberałów problemem jest sukces Polski i Węgier
– mówi Tuckerowi Carlsonowi Viktor Orbán, premier Węgier. Fragmenty wywiadu.



TUCKER CARLSON, FOX NEWS: W 2015 r. setki tysięcy imigrantów stanęło na waszej południowej granicy. Chcieli jechać do Niemiec. Reszta Unii Europejskiej powiedziała: prosimy, przychodźcie, poradzimy sobie. Tylko Węgry mówiły „nie”. Dlaczego mieliście odmienne zdanie w sprawie imigracji?

VIKTOR ORBÁN:
To było jedyne rozsądne zachowanie. Jeśli ktoś bez pozwolenia państwa węgierskiego próbuje przekroczyć granicę, należy bronić swojego kraju i powiedzieć: stop, jeśli chcecie przekroczyć granicę, musicie postępować zgodnie z przepisami prawa. Nie można przekraczać granicy bez żadnych ograniczeń, bez pozwolenia, poza kontrolą państwa węgierskiego. To niebezpieczne (…)

Myśli pan, że miał pan prawo tak zrobić?

Oczywiście. To prawo od Boga, prawo naturalne. Wszystkie racje były po naszej stronie, bo to nasz kraj, nasi obywatele. To nasza historia, nasz język, więc musieliśmy tak zrobić. Oczywiście, jeśli ktoś ma kłopoty, a Węgry są najbliżej, to musimy mu pomóc. Ale nie można po prostu sobie powiedzieć: to całkiem miły kraj do życia, więc chcę tu przyjechać i zamieszkać, ponieważ tutaj żyje się przyjemniej. Nie jest żadnym prawem człowieka przybyć tutaj bez pozwolenia i bez zgody Węgrów. Nie ma mowy. Bo to jest nasz kraj. Tu jest naród, to nasza wspólnota, nasze rodziny, historia, tradycja, język (…)
Stał się pan sławny pod koniec lat 80., gdy jako student walczył pan z sowiecką okupacją Węgier. Był pan bohaterem w USA (…) Rząd amerykański był po pana stronie, a pan po naszej. Trzydzieści lat później prowadząc kampanię prezydencką, Joe Biden zasugerował na antenie telewizji ABC, że jest pan – cytuję – „totalitarnym zbirem” („totalitarian thug”).

Tu następuje przerwa w wywiadzie, pojawia się materiał wideo, na którym Joe Biden mówi: „To, co się dzieje wszędzie, od Białorusi po Polskę, po Węgry to wzrost totalitarnych reżimów na świecie, a obecny prezydent [Trump – przyp. red.] ściska się ze wszystkimi zbirami świata”.

Czy nie wprawia pana w zakłopotanie ta zmiana, i jaka jest pańska reakcja taką opinię na swój temat?

Pierwsza reakcja na takie opinie tutaj, na Węgrzech, nie jest zbyt grzeczna, ale okej, skoro mówi to prezydent USA, należy to potraktować poważnie. Z drugiej strony to ktoś, kto nie mówi naszym językiem, kto wie bardzo mało o Węgrzech, o ostatnich kilkudziesięciu latach naszej historii. Nie rozumiejąc nas, wypowiada takie opinie… To osobista zniewaga dla wszystkich Węgrów. Ale ponieważ to prezydent USA, musimy pozostać bardzo powściągliwi, okazać szacunek. Musimy wyjaśniać, że to, co mówi to fałsz. Chcemy to robić w bardzo grzeczny sposób, gdyż szanujmy Amerykanów (…) Współpracujemy w dziedzinie obronności jako sojusznicy w NATO, współpraca gospodarcza układa się doskonale. Jesteście u nas wielkimi inwestorami, handel się rozwija. Wasi biznesmeni mają tutaj dużo możliwości do działania, więc wszystko jest dobrze, poza polityką, wtedy, gdy to liberałowie rządzą w Waszyngtonie. To jest problem.

Ale to jednak trochę dziwne, bo nie sądzę, żeby Joe Biden kiedykolwiek nazwał na przykład Xi Jinpinga, który zamordował wielu ze swych politycznych przeciwników, „totalitarnym zbirem”. Dlaczego wybrał pana, zresztą nie tylko, bo mówił też o polskim rządzie?

Dla liberalnych myślicieli prawdziwym problemem i wyzwaniem jest… sukces, jaki jest udziałem Europy Środkowej, Polski i Węgier. Otóż budujemy społeczeństwo, które odnosi sukces ekonomiczny, polityczny, kulturalny, mamy też pewne sukcesy w polityce rodzinnej. Więc mamy wielki sukces, ale jego fundamenty są zupełnie odmienne od tych, na jakich zbudowanych jest wiele państw Zachodu. Liberałowie z Zachodu nie mogą zaakceptować, że wewnątrz cywilizacji zachodniej istnieje konserwatywna, narodowa alternatywa, która jest lepsza na poziomie życia codziennego. To dlatego nas krytykują. Oni walczą o swoje racje, a nie przeciwko nam. Jesteśmy bowiem przykładem, że państwo, które opiera się na tradycyjnych wartościach, narodowej tożsamości, tradycji chrześcijańskiej, może odnosić większy sukces niż te, które są rządzone przez lewicowych liberałów.

Wygląda na to, że Węgry podążają w zupełnie inną stronę niż reszta kontynentu, reszta zachodniego świata. Czy myśli pan, że za 20 lat będą to różnice nie do przezwyciężenia?
Myślę, że moje podejście, węgierska droga jest bardzo popularna w państwach Środkowej Europy, które cierpiały pod sowiecką okupację i komunistyczną dyktaturą. Prawdopodobnie mamy większość we wszystkich tych społeczeństwach, nie tylko na Węgrzech czy w Polsce. Inni są może bardziej umiarkowani, ale jeśli zrozumie się ich motywacje i podstawy działania, to widać, że tak naprawdę należymy do tej samej politycznej rodziny (…) W zachodnich społeczeństwach są miliony, miliony ludzi, którzy nie zgadzają się z kierunkiem obecnej polityki, która jest antyrodzinna, nie szanuje rodzin, opiera się na imigracji, otwartym społeczeństwie, większych zasiłkach społecznych. Nie sądzę więc, że walka polityczna w społeczeństwach Zachodniej Europy się skończyła. Widzę szansę i kluczowe tutaj są dzisiaj Włochy, gdzie widać tę rywalizację. Tak więc widzę w krajach Zachodu szansę na zmianę polityki z liberalnej na konserwatywną, z lewicowego liberalizmu ku chrześcijańskiej demokracji. Najbliższe lata będą więc naprawdę bardzo emocjonujące (…)

W kwietniu będą wybory. Czy obawia się pan, że społeczność międzynarodowa będzie próbowała wpłynąć na wyniki głosowania na Węgrzech?

Będzie próbowała. Ale nie obawiamy się, bo jesteśmy przygotowani. Jest rzeczą oczywistą, że międzynarodowa lewica uczyni wszystko, co może, a nawet i więcej, żeby zmienić władzę na Węgrzech. Wiemy o tym, jesteśmy przygotowani, i będziemy walczyć.

Skoro prezydent USA nazywa pana „totalitarnym zbirem”, to sprawa jest poważna. To sugerowałoby, że Departament Stanu prezydenta Bidena pracuje nad tym, aby zapobiec pana reelekcji.

Myślę, że prędzej czy później Amerykanie zrozumieją, że o węgierskich sprawach muszą decydować sami Węgrzy, a dla lewicowego, liberalnego rządu w USA wygodniej jest mieć dobrego partnera w konserwatywnym rządzie chrześcijańskich demokratów, który dysponuje stabilnym i długoletnim poparciem Węgrów. To lepsza sytuacja niż rząd nawet popierany przez Amerykę, ale taki, który przegra za kilka miesięcy, powodując destabilizację i niepewność. Więc może niekochany, ale stabilny partner jest lepszy niż nowy, który ma niepewną przyszłość. Mam nadzieję, że Amerykanie to zrozumieją.

– rozmawiał Tucker Carlson, Fox News, 5 sierpnia 2021. Wybór, skróty i tytuł - redakcja Tygodnika TVP

Zdjęcie główne: Fotografia Tuckera Carlsona na budynku News Corporation w Nowym Jorku w marcu 2019. Fot. BRENDAN MCDERMID / Reuters / Forum
Zobacz więcej
Cywilizacja Najnowsze wydanie
Imigranci kolonizują Europę. Dzielnice z szariatem, ulice, na...
Trzeci świat został wpuszczony na nasz kontynent dzięki nowej religii praw człowieka.
Cywilizacja Najnowsze wydanie
Dziecko i propaganda. Tak uśmiech, jak i ból służą do manipulacji
Prawdziwa może być buzia dziecka, łzy, bagna i las. A mimo to wszystko razem może być kłamstwem.
Cywilizacja Najnowsze wydanie
Czy covid zniknął z Japonii?
Nie bez znaczenia może się okazać genetyczna konstrukcja Japończyków.
Cywilizacja Najnowsze wydanie
Czarna legenda nacjonalizmu
Uczyniono go głównym odpowiedzialnym za ksenofobię, wykluczenie, brak tolerancji. Czy słusznie?
Cywilizacja Poprzednie wydanie
Kremlowska technologia władzy. Putinowski konserwatyzm
Prezydent Rosji nie odrzuca dziedzictwa sowieckiego, w tym również stalinowskiego.