Historia

Sybiraczka z rodu Mickiewiczów

Był duży mróz, synka okrywałam sianem. Byliśmy bliscy śmierci z głodu i wycieńczenia. Najpierw umarł ojciec, po nim Wojtek. Ich groby obłożyłam cegłami z wysuszonej gliny z kawałkami słomy. Zrobiłam szkic tego miejsca na kawałku papieru. Mam go do dzisiaj – wspominała ponad 55 lat później.

Pierwsze przesiedlenia Polaków na ziemiach zajętych po 17 września 1939 roku przez Sowietów rozpoczęły się już w październiku tegoż roku. Wywieziono do wschodnich rejonów Białorusi i Ukrainy 55 tys. uchodźców z centralnej i zachodniej Polski. Ogółem deportacje do 22 czerwca 1941 roku objęły ponad milion polskich obywateli, zesłanych do wschodnich republik sowieckiej Rosji.

Okupanci, sowiecki i niemiecki, ściśle ze sobą współpracowali, planując masowe deportacje obywateli polskich. Na konferencji zorganizowanej przez Gestapo i NKWD w Zakopanem szczegółowo omówiono akcje deportacyjne. Okupant sowiecki pozostawiał wysiedlonym 15 minut na zabranie podręcznego bagażu. Zostawiali dorobek całego życia, w tym bezcenne pamiątki rodzinne. Stłoczeni w bydlęcych wagonach, wywożeni byli w głąb Rosji. Prof. Janusz Odziemkowski, historyk, trafnie ujął to jednym zdaniem: dla bolszewików człowiek był nawozem historii.

Przeglądając niedawno swoje archiwum znalazłem rozmowę, jaką przeprowadziłem w 1998 roku w czasie pobytu w Londynie. Od zaprzyjaźnionych emigrantów polskich dowiedziałem się o Sybiraczce z rodziny Mickiewiczów. Wśród tysięcy opublikowanych wspomnień deportowanych Polaków nigdy nie natrafiłem na losy potomków Adama Mickiewicza.
Rodzina Mickiewiczów: synowie Wieszcza Władysław Mickiewicz (pierwszy z lewej) z żoną Marią i córką Marią (obie również na zdjęciu po lewej) oraz Józef Mickiewicz (pierwszy z prawej). Fot. NAC/ Koncern Ilustrowany Kurier Codzienny - Archiwum Ilustracji, sygn. 1-K-1649 i 1-K-1656
Z wypisanym na kartce adresem pojechałem metrem do stacji Harlesden. W dzielnicy Willesden, w charakterystycznym dla Londynu dwupiętrowym domu w szeregowej zabudowie, zapukałem do drzwi mieszkania Jadwigi Żyźniewskiej. Otworzyła mi 97-letnia pani, jak się okazało – ze znakomitą pamięcią i w dobrej formie. Powitała mnie słowami: – Moja babcia Apolonia była córką brata Adama Mickiewicza. Ale nie mam żadnego dowodu na to. Prawie wszystkie dokumenty i rodzinne pamiątki zniszczyli Rosjanie. Uratowałam tylko jeden.

Usiedliśmy przy stole. Ostrożnie rozłożyliśmy złożony na czworo, nieco przybrudzony dokument:

Świadectwo metryczne ślubu
Dnia 4 lutego 1897 roku Ignacy Marcinkiewicz, kawaler lat 29, syn Jakuba i Apolonii z Mickiewiczów, zawarł związek małżeński z Heleną Kublicką, panną lat 19, córką Damazego i Pauliny ze Statkiewiczów.
Wiarygodność sporządzonego aktu niniejszym stwierdzam, proboszcz parafii rzymsko-katolickiej św. Rafała w Wilnie, ks. J. Adamowicz.


Pani Jadwiga pamięta opowieści ojca o jego mamie Apolonii z Mickiewiczów. I tylko tyle, więcej informacji o przodkach babci nie zachowało się w rodzinie.

I


Pani Jadwiga rozpoczęła opowieść o rodzinie:


Było nas dziesięcioro rodzeństwa. Najstarszy był brat Adam, urodzony w 1899 roku. Rok później urodził się Władysław, ja jestem z maja 1901 roku. Po mnie były Maria i Zuzanna, które zmarły wcześnie i leżą pochowane na cmentarzu na Rossie. Z 1906 roku był brat Jan, zmarły w 1969 roku w Elblągu i tam jest pochowany. W rok po nim urodziła się Teresa, zmarła w Winnicy, po niej braciszek Rafałek, którego zabił koń wojskowy podczas I wojny światowej. Siostra Franciszka, z męża Nazarewiczowa, zamieszkała po wojnie w Szczecinie. Najmłodszy brat Edward zmarł w 1978 roku.

Byłam ochrzczona i bierzmowana w kościele św. Jana w Wilnie. Rodzice mieszkali początkowo przy ul. Wielkiej, potem przenieśli się na drugie piętro w kamienicy przy ul. Gubernatorskiej. I tam moi dwaj starsi bracia w czasie nieobecności rodziców postanowili spuścić się po rynnie w dół. Weszli na parapet okna, a ja, miałem wtedy trzy lata, za nimi. Mama zobaczyła nas, gdy wracała ulicą do domu. Omal nie zemdlała z wrażenia. Czuwała nad nami Opatrzność. Po tym wydarzeniu ojciec pozabijał wszystkie okna deskami.
Bienica, niestniejący już Dwór Kociełłów na rysunku Napoleona Ordy z 1875 roku. Dwór przetrwał w prawie niezmienionym stanie do 1939 roku, później został rozgrabiony, a w 1987 roku ostatecznie rozebrano go do fundamentów. Według przekazów spędził tu noc 5 grudnia 1812 roku Napoleon Bonaparte. Dwór otaczał wielki park krajobrazowy z 7 stawami. W czasie I wojny światowej jego znaczną część wycięto. Fot. Domena publiczna, Muzeum Narodowe w Krakowie. MNK III-r.a-3978. Za Wikimedia Commons
W 1906 roku przenieśliśmy się na wieś. Zalecili to lekarze mojej mamie, która chorowała na płuca. Ojciec został zarządcą majątku Bienica nad rzeką Kopanicą [dziś zwaną Bieniczanką] w północno-wschodniej części dawnego powiatu oszmiańskiego [województwo wileńskie w I i II RP, obecnie obwód miński na Białorusi]. Dobra należały do rodu Kociełłów. Pułkownik Kazimierz Michał Kociełł, wojewoda trocki [kasztelan trocki Michał Kazimierz Kociełł żył w latach 1644–1722], ufundował w Bienicy kościół i klasztor dla zakonu bernardynów. Przed śmiercią kazał wymalować swój portret ze wstęgą Orła Białego, tarczą herbową i szkatułą pełną złotych dukatów u stóp. Zapowiedział w ostatniej woli, że sięgnąć po dukaty do jego trumny można tylko wtedy, gdy kościół spłonie.

W kilkadziesiąt lat później spłonął dach na klasztornych zabudowaniach. Bernardyni uznali, że mogą sięgnąć do grobowca po dukaty na remont. Odsłonili kryptę, a gdy chcieli otworzyć wydobytą trumnę, ta zsunęła się sama z takim hukiem do grobowca, że zarysowały się ściany kościoła. Bernardyni zrezygnowali, zostawili trumnę nieotwartą. Nie pomogło zamurowywanie, szczeliny pozostały. Gdy do Bienicy weszli Rosjanie, ukradli z trumny wszystkie dukaty.

W sierpniu 1914 roku wjechali do Bienicy Kozacy. Ojciec nie chciał ich wpuścić, chcieli go rozstrzelać. W piwnicach dworskich były trzy zbiorniki na spirytus, który płynął do nich rurami prosto z gorzelni. Najstarszy zbiornik miał trzysta lat, przechowywana w nim była starka. Kozacy rozbili zbiorniki. Zrobiło się takie jezioro, że po gazonie przed dworem można było pływać łódką. Kozacy zaczęli pić, a ojciec zaprzągł dwa konie do wozu, do którego wsadził nas wszystkich, trochę ubrań i chleba i wywiózł przed pijanymi Kozakami 10 kilometrów od dworu.

Kiedy wróciliśmy, meble były porąbane, rozbita lampa naftowa z abażurem, która była ślubnym prezentem mojej mamy i wszystkie rodzinne pamiątki poniszczone. Nie zniszczyli jedynie trzech obrazów: z Matką Boską Częstochowska, Matką Boską Wniebowzięcia i Niderską.

Na „białe niedźwiedzie”. 80 lat temu Sowieci rozpoczęli zsyłki Polaków

Chodzili po wagonach, nosząc pod rękami zmarzłe dzieci, niemowlęta, pytając się czy „zamierszczych rebiat nima”.

zobacz więcej
Na podwórcu drób i świnie pokaleczone szablami. Przegnali Kozaków polski korpus i 26 armijski białogwardzistów. Stacjonowali potem co pół roku przez dwa lata we włościach, na zmianę z 3 korpusem syberyjskim. Zachowywali się bardzo przyzwoicie.

Potem przyszli Sowieci, ale nie pamiętam, w jakich okolicznościach nasze mieszkanie zostało podpalone. Miałam wtedy 19 lat. Zdążyłam uratować maszynę do szycia i trochę ubrań. Dziedzic Szwykowski dał wtedy ojcu łóżko z dworu, na którym 5 grudnia 1812 roku spał Napoleon Bonaparte wycofując się spod Moskwy.

Mój starszy brat Władysław, który pracował na kolei, ewakuował się przed bolszewikami ostatnim pociągiem. Miał dyzenterię, koledzy wnieśli go na fotelu do wagonu i od tej chwili ślad po nim zaginął.

Ojca Sowieci złapali, jak uciekał przed nimi z Winnicy. Wzięli go jako woźnicę do taborów. Był aż pod Warszawą. Wrócił cień, trup prawie. Dawali mu codziennie do zjedzenia 200 gram suchej mąki.

II


Jak przyszły polskie wojska, pojechałam na dwumiesięczny kurs języka polskiego do Oszmiany, założony dla takiej jak ja, poszkodowanej młodzieży. Byłam po trzech klasach rosyjskiej szkoły, a po polsku umiałam tyle, co mnie mama w domu nauczyła.

W 1934 roku po ślubie zamieszkałam z mężem Józefem w majątku Telkinopol, gdzie mąż był nadleśniczym. Ale ten majątek poszedł pod parcelacje i przenieśliśmy się do folwarku Las Piotrowicza, 6 kilometrów od Boron i 7 kilometrów od stacji Bogdanowa. Niedaleko od nas mieszkali bliscy krewni ojca, Mickiewicze. Arendowali majątki, co kilka lat zmieniali miejsce zamieszkania. Najstarszy miał na imię Michał. Młodszy Franciszek ożenił się z moją przyjaciółką. Mieszkali niedaleko od nas, w Studzieńcu. Ich siostra, Zosia Mickiewiczówna, wyszła za mąż za policjanta Góraja.

Mego męża Sowieci wywieźli przed Wigilią 1939 roku. Po mego ojca, który z nami mieszkał, mnie i mego 7-letniego syna Wojtka, przyszli 13 kwietnia 1940 roku. Wsadzili nas do bydlęcego wagonu zabitego deskami. W Mołodecznie wyrzuciłam przez szparę karteczkę do brata Edwarda, który tam mieszkał, pracował na kolei i u którego była wtedy moja mama. Ktoś znalazł karteczkę i zawiadomił mamę.
Ulotki na rzecz pomocy Polakom wywiezionym do ZSRR, z lat 1941 – 1943. Fot. NAC/Ministerstwo Informacji i Dokumentacji rządu RP na emigracji, sygn. 21-237 i 21-233
1 maja dowieźli nas promem do Kujbyszewa i wysadzili na brzegu Irtysza. Tam spotkałam Zosię z Mickiewiczów. Rozłożyłam pościel na brzegu między schodzącym się do wodopoju bydłem i położyłam ojca z synkiem. Było mroźno, czuwałam przy nich. Nie mogłam podejść do Zosi, bo wokoło kręcili się złodzieje. Nigdy już jej więcej w życiu nie widziałam.

Wywieźli nas w obłast’ pawłodarską, rejon kujbyszewski, sowchoz Kalinina, ferma nr 4. Były z nami dwie rodziny Bychowców i pani Odyńcowa z wychowanką. Przez całe lato wyrabiałyśmy ręcznie cegły.

Najpierw wykopaliśmy głęboką jamę w ziemi, wywieźliśmy z niej beczkami nagromadzoną wodę, a potem zapędziliśmy do jamy cztery woły, by racicami wymięsiły glinę. W formie na cztery cegły ubijałyśmy glinę, potem układało się formy w rząd na tysiąc cegieł. Następnie suszyło. I do pieca, do wypalenia. Ze mną pracowały panie Zawadzka, Przeździecka i Kochanowska.

Przez trzy dni składałam do form pięć tysięcy cegieł. Wieczorem padaliśmy nieprzytomni ze zmęczenia.

III


Dowiedzieliśmy się, że tworzy się polska armia w Sowietach. Byliśmy o 4 tysiące kilometrów od punktu zbornego. Odnalazł się mój mąż, miał po nas przyjechać. Ale jak go umundurowali i zakwaterowali, napisał do mnie, żebym pilnowała ojca i synka. Wkrótce potem polska armia wyjechała do Persji.

Był duży mróz, synka okrywałam sianem. Byliśmy wszyscy bliscy śmierci z głodu i z wycieńczenia. Najpierw umarł ojciec, po nim Wojtek. Ich groby obłożyłam cegłami z wysuszonej gliny z kawałkami słomy. Zrobiłam szkic tego miejsca na kawałku papieru. Mam go do dzisiaj.

W dwa tygodnie po śmierci Wojtka przyszła paczka od męża przez Czerwony Krzyż z Persji. Myślałam, że mnie ta paczka zabije. Czemu nie przyszła wcześniej!

Ta paczka mnie uratowała. Potem ludzie dziwili się, dlaczego ja przeżyłam, a ich pochowałam? Już Pan Bóg widocznie tak pokierował.

Czirakczi znaczy „dno piekła”. Każdy chciał się stamtąd wydostać

„Ty jesteś nasz tatuś” – powiedziała do mnie mama, gdy naszego taty zabrakło. Byłam z nas trzech najstarsza – miałam osiem lat.

zobacz więcej
Po dwóch tygodniach dostałam drugą paczkę, po miesiącu trzecią, na imię i nazwisko ojca. Wyjechałam stamtąd do innego rejonu, Siewiernego, bo mówili, że tam jest więcej chleba.

Wyprawili mnie do pracy nad zamarznięty Irtysz. Miałam lód rąbać. Bryła lodu obsunęła się, przygniotła i wykręciła mi nogę. Był tam felczer staruszek, który żałował Polaków, dawał im zwolnienia z pracy, mnie trzymał trzy miesiące w szpitalu. Tam doszła do mnie czwarta paczka od męża.

W szpitalu była jedna sala, na której leżeli obok siebie mężczyźni, kobiety i dzieci z różnymi chorobami – z gruźlicą, rakiem, zapaleniami. Nie wytrzymywałam tam nerwowo. Podarowałam lekarce sweterek z paczki od męża. Zwolniła dla mnie swój pokoik lekarski, a sama przeniosła się przyjmować chorych do łazienki. Wyszłam ze szpitala przy końcu kwietnia 1944 roku.

IV


Wydostałam się z Rosji dzięki siostrze. Osiedliła się z mężem w Górze Śląskiej koło Wrocławia. Szwagier pędził samogon, kupowali u niego żołnierze sowieccy. Siostra poprosiła ich o wyciągnięcie mnie z zesłania. Poradzili: „Napiszitie pismo, my wyślemy przez pocztę polową”.

Wróciłam w czerwcu 1946 roku. Zamieszkałam u siostry i zaczęłam pracę w rzemiośle artystyczno-ludowym. Mąż odnalazł mnie przez Czerwony Krzyż. Był kapralem w kompanii piechoty w I Dywizji Pancernej generała Maczka. Napisał do mnie z Niemiec, czy chcę przyjechać do niego nielegalnie przez granicę, to on postara się to załatwić.

Jedna moja znajoma z Góry Śląskiej tak wyjechała, ale ani tam nie dotarła, ani do nas nie wróciła. Zaginęła. Odpisałam mężowi, że tak nie pojadę do niego. Wkrótce potem męża przenieśli do Anglii.
Po raz pierwszy do męża do Londynu przyjechałam jesienią 1958 roku. Był ciężko chory na nerwy. Wyleczyłam go zimną wodą, metodami doktora Kneippa. Mówił mi: „Ja długo nie pożyję, ty nie znasz języka, do pracy cię nie przyjmą, ja nie mam oszczędności. Wracaj do Polski i dopracuj do swojej renty”. Chyba nie wiedział, że w Anglii żona po śmierci męża otrzymuje po nim emeryturę. Wróciłam i jeszcze trzy lata przepracowałam w spółdzielni krawieckiej w Górze Śląskiej.

Za pracę na Syberii zliczyli mi 6 lat do emerytury. Zaświadczenia miałam zapisane po rosyjsku na skrawkach gazet. Otrzymałam 967 złotych, to w 1963 roku było dużo pieniędzy. Przyjechałam na stałe do męża, do Londynu. Po jego śmierci dostałam po nim emeryturę.

V


Z informacjami przekazanymi mi przez p. Jadwigę Żyźniewską po powrocie do Polski udałem się do prof. Janusza Odrowąż-Pieniąźka, dyrektora Muzeum Literatury im. Adama Mickiewicza przy Rynku Starego Miasta w Warszawie. Z okazji dwusetnej rocznicy urodzin Wieszcza muzeum przygotowało okolicznościową wystawę, na której m.in. przedstawiono historię rodu Mickiewiczów. Zdaniem profesora Apolonia, matka ojca Jadwigi Żyźniewskiej, z całą pewnością nie była córką żadnego z braci ani dzieci Wieszcza. Mogła wywodzić się w prostej linii z innego Adama Mickiewicza, stryjecznego brata Mikołaja, ojca Wieszcza.

Ten drugi Adam, żonaty z Saplicówną (w rękopisie „Pana Tadeusza” występuje Saplica, dopiero w pierwodruku pojawia się Soplica) miał czworo dzieci: Felicjana, Hipolita, Apolonię i Barbarę. Prawdopodobnie – dodał profesor – jednym z dzieci Hipolita Mickiewicza była Apolonia, nosząca takie samo imię jak jej ciotka.

VI


Zaborcy i okupanci, Rosjanie i Niemcy, uśmiercili kilka milionów Polaków. Pozbawili miliony Polaków dorobku życia, dokumentów i pamiątek rodzinnych, ale nie wymazali z pamięci zbrodni, jakich dokonywali. Nieliczne zachowane dokumenty, jak ten, który Jadwiga Żyźniewska podczas zesłania chroniła jak największy skarb, są skarbem nie tylko dla historyków, ale dla nas wszystkich.

– Maciej Kledzik

TYGODNIK TVP, ul. Woronicza 17, 00-999 Warszawa. Redakcja i autorzy

Zobacz więcej
Historia Najnowsze wydanie
SB nagrała, media wyemitowały. Największy sukces komunistów AD...
Nieformalne posiedzenie rejestrowali agenci bezpieki oraz – także podejrzewany o współpracę ze służbami – Mieczysław Wachowski.
Historia Poprzednie wydanie
Jak „zagranica” zmuszała Polskę do pokory
„Nie pozostawimy Polski w potrzebie i nie pozwolimy jej skrzywdzić” – zapowiedzieli sojusznicy.
Historia Poprzednie wydanie
Największa winiarnia Starego Świata. Odkryto ją w Izraelu
Tutejsze wino było zapewne codziennym napojem św. Hieronima, który stworzył Wulgatę.
Historia Poprzednie wydanie
Ściśle tajne. Jedyna prawdziwa gazeta w PRL
Kto miał w PRL władzę, ten miał BS. Lub jak kto woli, kto miał BS, ten był kimś.
Historia Poprzednie wydanie
Superszpieg z „Liceum”
Miała 24 lata i kierowała siatką wywiadowczą.