Cywilizacja

12 kobiet i covid. Co zmusiło polityka do dymisji?

Amerykańscy mężczyźni, zwłaszcza pracujący na urzędach i w korporacjach, nie chcą w żadnych okolicznościach zostawać sam na sam z kobietami. Nie chcą spotykać się z nimi na służbowych kolacjach, nie chcą jeździć z nimi w delegacje na konferencje, sympozja, etc.

Nie zaszkodziło mu tysiące ofiar pandemii i oskarżenia o doprowadzenie do ich śmierci. Karierę Andrew Cuomo, gubernatora stanu Nowy Jork, wielkiej nadziei Demokratów zakończy 12 kobiet – 11 ofiar molestowania seksualnego i prokurator generalna stanu, partyjna rywalka, która ogłosiła wyniki śledztwa w jego sprawie.

Na 165 stronach raportu Letitia James ze szczegółowością jak z pornograficznego romansu opisuje niecne postępki, których Cuomo miał dopuszczać się wobec kobiet, w tym wielu pracownic podległych mu instytucji: całowanie w usta, chwytanie za piersi i pośladki, obmacywanie nóg, tali, pośladków, wsuwanie ręki pod rożne części garderoby, napastowanie pracownic ilekroć były z nim same w windzie, biurze czy jakimkolwiek pomieszczeniu, wypytywanie podległych mu kobiet o ich życie intymne, nagabywanie funkcjonariuszki policji stanowej, by pomogła mu znaleźć partnerkę, która będzie znosić ból.

Cuomo i jego pracownicy mieli też zastraszać jedną z kobiet i mścić się za oskarżenia przekazywane w mediach. W odwecie pomagać miała jedna z pracownic Facebooka. Prokurator pisze, iż wszystkie kobiety były wystraszone, poniżone i dotknięte jego zachowaniem.

Gwiazdę Partii Demokratycznej przesłoniły czarne chmury. Cuomo zapowiedział dymisję, gdy zażądali tego się jego partyjni towarzysze: Kathleen Rice z Izby Reprezentantów i senator z Nowego Jorku Chuck Schumer. Nawet prezydent Joe Biden potwierdził swą wydaną kilka miesięcy wcześniej opinię, gdy pojawiły się pierwsze oskarżenia, że jeśli wykazane będzie, iż Cuomo dopuszczał się zarzucanego mu postępowania, powinien złożyć rezygnacje.

Gubernator twierdzi, że sprawa ma charakter polityczny, w czym może być sporo prawdy. Gorliwość, z jaką prokurator generalna stanu Nowy Jork zabrała się za sprawę jest wyjątkowa. Letitia James ma wielkie ambicje zrobienia kariery politycznej i nie ukrywa, że gotowa jest ubiegać się o stanowisko gubernatora. Złośliwi komentarzy twierdzą, że reprezentująca skrajnie lewicowe skrzydło Partii Demokratycznej prokurator wszystko poświęciła karierze zawodowej, nie założyła rodziny, z nikim się nie związała, więc teraz też mści się za niepowodzenia w życiu prywatnym i czyha na stanowisko gubernatora, a potem kto wie, co potem.

Cuomo natomiast opowiada o swej wylewności, spontaniczności o włoskim stylu, ekspresyjności i sposobie zachowania, pod którym nie kryją się żadne niecne zamiary, a jedynie serdeczność i przyjazność. Na dowód opublikował film zmontowany z setek zdjęć pokazujących go w bliskości, uściskach z innymi, często nawet przypadkowymi osobami. Nagranie robi dziwne wrażenie, bo trudno nie zauważyć, iż wiele z tych osób nie ma poczucia komfortu, gdy Cuomo nachalnie je całuje, chwyta pod brodę, za policzki, obejmuje.
Gubernator Nowego Jorku Andrew Cuomo (w środku) i prokurator Letitia James (druga z lewej) jeszcze razem: w czercu 2018 roku w czasie dorocznej parady gejowskiej w Nowym Jorku. Fot. Radin / Zuma Press / Forum
Aż dziw, iż współpracownicy namówili go na taką prezentację i zmontowali dość perwersyjne nagranie. Być może liczono, że w jakiś sposób zostanie to skojarzone z licznymi zdjęciami pokazującymi, jak obecny prezydent Joe Biden obściskuje dzieci, kobiety, dotyka w dość szczególny sposób, chwyta za włosy, obwąchuje. Biden tłumaczył, że ma taki serdeczny, przyjazny styl bycia. Teraz już się tak nie zachowuje, czy to ze względu na to, że jest prezydentem i ktoś pilnuje protokołu, czy też może tak reklamowane z powodu pandemii zachowanie dystansu pomiędzy ludźmi załatwiło tę sprawę.

Prokurator jest nieustępliwa i zarzuca Cuomo, że dopuścił się molestowania seksualnego, napastował byłe i obecne pracownice stanu Nowy Jork, czynił wiele komentarzy o charakterze seksualnym, co wszystko razem stanowi złamanie prawa federalnego i stanowego, a także łamanie praw człowieka. Brzmi więc groźnie. – Żadnemu mężczyźnie, nieważne jak wpływowemu, nie można pozwolić na to, by molestował kobiety i naruszał prawa człowieka – mówiła prokurator na konferencji prasowej, na której przedstawiła wyniki dochodzenia.

Trudno rozstrzygać, jak było, bo sprawy relacji damsko-męskich zwłaszcza w pracy, a też pomiędzy wyższą i niższą, podległą szarżą zawsze odbywają się w cieniu dwuznaczności i niezwykle łatwo naruszyć cienką granicę dzieląca zwykłe, może nawet niezbyt zręczne, zachowania od poniżania i wykorzystywania podległości służbowej.

Niewątpliwie jednak Cuomo w jakiejś mierze padł ofiarą broni, którą amerykańska lewica i feministki wymyśliły, i która jak każda broń jest obosieczna. Molestowanie, seksualne napastowanie to realny problem, ale czasami lekarstwo okazuje się gorsze od choroby. Wiadomo o zrujnowanych pod wpływem fałszywych oskarżeń karierach i życiach, dramatach rodzinnych, o niszczącej relacje między ludźmi próbie skodyfikowania każdego zachowania, czyli w istocie kontrolowania go. Kobiety coraz częściej stają się ofiarami nieznośnej dusznej, atmosfery, pełnych wzajemnej nieufności i podejrzeń relacji pomiędzy pracownikami.

Oto okazuje się, że amerykańscy mężczyźni, zwłaszcza pracujący na urzędach i w korporacjach, nie chcą w żadnych okolicznościach zostawać sam na sam z kobietami. Nie chcą spotykać się z nimi na służbowych kolacjach, nie chcą jeździć z nimi w delegacje, na konferencje, sympozja, etc.

Wszyscy wszystkich nagrywają. Sama rozmowa o awansie czy podwyżce staje się ogromnym wyzwaniem. Takie sprawy załatwia się w dyskrecji, tymczasem gdy kobieta wchodzi do pokoju szefa, otwiera drzwi i przywołuje kogoś na świadka. Jak w takich okolicznościach rozmawiać o podwyżce?

Cuomo był zawsze czempionem walki ze wszelkimi dyskryminacjami i jak wszyscy Demokraci głosił, iż bezwzględnie trzeba dawać wiarę oskarżeniom kobiety przed tłumaczeniami domniemanego agresora – mężczyzny. Niezależnie od tego, jak się zakończy ta sprawa dla gubernatora, wydaje się, że Andrew Cuomo szczyt politycznej kariery ma już za sobą, choć jeszcze rok temu wielu Demokratów widziało w nim swego lidera i być może przyszłego prezydenta Stanów Zjednoczonych.

Stan Bidena budzi obawy. Zapasowa prezydent czeka w gotowości

Jako prokurator za kraty wsadziła ponad 1500 palaczy marihuany, w większości czarnoskóre dzieciaki.

zobacz więcej
A to za sprawą pandemii i jakoby wielkiego pokazu przywództwa w wykonaniu gubernatora stanu Nowy Jork w czasach kryzysu i tragedii. – Patrzcie, tak powinien postępować prawdziwy lider, prawdziwy ojciec narodu – piały w zachwycie media, relacjonując jego codzienne konferencje prasowe. Przodowała telewizja CNN, w której jedną z największych gwiazd jest brat gubernatora - Chris Cuomo.

Prokurator James wskazała nawet, iż pomagał on układać gubernatorowi oświadczenia w sprawie oskarżeń o molestowanie i był jedną z osób, które przyczyniły się do kreowania atmosfery pozwalającej na obrzydliwe sprawki i toksyczne relacje w biurze gubernatora i instytucjach stanowych. To Chris z CNN pomagał też kreować brata Andrew na bohatera Ameryki. Statystyki zarażeń i zgonów rosły jak nigdzie na świecie, nowojorczycy masowo uciekali z miasta i stanu, ale nic nie było w stanie zachwiać pewnością siebie gubernatora. Jego gwiazda wciąż pokazywana przez sprzyjające w przytłaczającej większości Demokratom media promieniowała aż zaczęto dostrzegać w nim przyszłego prezydenta.

Cuomo miał mieć jakoby wszystko to, czego według mediów brakowało Trumpowi: spokój, odpowiedzialność, odwagę w mówieniu prawdy i mierzeniu się z faktami, opanowanie, racjonalność pozwalającą reagować i planować. Trump miał zaś być królem chaosu, niekompetencji, miotającym się pod wpływem emocji sprzedawcą półprawd na temat pandemii i całych kłamstw jak dealer samochodowy czy agent nieruchomości. Występy Cuomo uznano za tak wspaniałe, że właśnie za codzienne briefingi na temat pandemii dostał Nagrodę Emmy – telewizyjny odpowiednik Oskarów.

Jak się okazało, czujna prokurator James po przesłuchaniu 179 świadków w sprawie o napastowanie seksualne odkryła i w swym raporcie napisała, że gubernator trzymał w swoim gabinecie statuetkę Emmy (uskrzydlona kobieta, która dźwiga sferę niebieską) i mówił swym gościom, że jest „cycata”.

Pandemia okazała się też dla Cuomo okazją do zarobienia fortuny. Za swą książkę „Amerykański kryzys: Lekcje przywództwa w czasach pandemii COVID-19” otrzymał honorarium w wysokości aż 5,1 miliona dolarów. To tyle, ile na stanowisku gubernatora zarobiłby w przeciągu 20 lat. Wynagrodzenie było tak duże, nawet jak na amerykańskie standardy, że aż zaczęło kłuć w oczy i stało się przyczyną kolejnych problemów.

Wszystko zaczęło się zbiegać w jednym czasie, jak gdyby jedna chmura nad głową Cuomo ściągała kolejne. Pierwsze, jeszcze tylko medialne, oskarżenia dotyczące molestowania pojawiły się pod koniec ubiegłego roku, miesiąc po tym, jak Cuomo otrzymał Nagrodę Emmy. Wtedy też ukazała się jego książka, ale też okazało się, że nie można już dłużej ignorować pewnych pytań.

Skoro Andrew Cuomo jest takim wspaniałym przywódcą przeprowadzającym Nowy Jork przez tragedię pandemii, to dlaczego wskaźniki w tym stanie są obok New Jersey najgorsze w USA i jedne z najgorszych na świecie? Dość powiedzieć, że np. na Florydzie koronawirusem zaraziło się pół miliona osób więcej niż w stanie Nowy Jork, a zmarło 15 tysięcy osób mniej, choć to właśnie Orange State ma najstarszą populację w Ameryce. Wskaźnik umieralności w stanie Nowy Jork jest dwa razy wyższy niż w całych USA.
Prezydent Bill Clinton z Andrew Cuomo, ówczesnym kandydatem na szefa federalnego Departamentu Mieszkalnictwa i Rozwoju Miast, w grudniu 1996. Fot. Gary Hershorn / Reuters / Forum
Kiedy Cuomo chwalił się na konferencjach sukcesami, przed siedzibą gubernatora w Albany obywatele wystawiali trumny, oskarżając go o doprowadzenie do śmierci tysięcy ludzi. Do pracy zabrała się więc pani prokurator, która najwyraźniej zagięła parol na Cuomo i w opublikowanym w styczniu raporcie ogłosiła, że stanowy Departament Zdrowia zaniżył o 50 proc. liczbę zmarłych pensjonariuszy domów opieki.

Początkowo mowa była o ponad 7 tysiącach ofiar, potem o ponad 12 tysiącach. Te liczby jednak rosną i różnią się w zależności od tego, kto je przekazuje. Teraz jest już mowa o co najmniej 15 tysiącach ofiar. To oznacza, że prawie 30 procent zgonów dotyczy pensjonariuszy domów opieki.

Liderzy Demokratów w stanie Nowy Jork twierdzą, że gdyby znane były prawdziwe dane dotyczące zgonów, stanowa legislatura podjęłaby odpowiednie działania i uratowano by tysiące osób.

Rzecz dotyczy m.in. decyzji, jaką podjął gubernator Cuomo w marcu 2020 o umieszczaniu zarażonych osób starszych w domach opieki i seniora, a nie hospitalizowanie ich. Konsekwencją był wybuch epidemii w tych placówkach, skąd chorych dalej nie przewożono do szpitali, tylko pozostawiano na miejscu. Co więcej chodzi też o decyzje władz stanowych o wysyłaniu ze szpitali tysięcy pacjentów leczonych na covid z powrotem do domów opieki.

Cuomo argumentował, że było to zgodne z wytycznymi federalnymi w oparciu o teorię, że seniorzy prawdopodobnie już nie zakażają, a w przeładowanych szpitalach potrzebne są wolne łóżka. To jednak była nieprawda, nigdy takich zaleceń nie wydano.


Dziennik „New York Post” ujawnił, że najbliższa współpracownica Cuomo, Melissa DeRosa w czasie wewnętrznego spotkania z politykami Partii Demokratycznej mówiła, iż celowo zaniżano liczbę zgonów w domach opieki i seniora, bo chciano zablokować śledztwo władz federalnych w tej sprawie.

W sprawach zgonów trwa, a właściwie wlecze się, śledztwo federalne, które wszczęto jeszcze za administracji prezydenta Trumpa. Do dziś nie wyjaśniono, ile było zgonów w szpitalach i placówkach opiekuńczych, i jakie były przyczyny.

Tymczasem Cuomo ma kolejny problem związany z nieszczęsną książką, która ma pokazywać, jak wspaniale radził sobie z zarazą. Otóż sprawdzane jest, czy aby gubernator nie korzystał z zasobów publicznych, pisząc ją. Chodzi głównie o wykorzystywanie opłacanych przez stan współpracowników Cuomo do pisania, zbierania i weryfikowania danych, dyktowania, spisywania z taśm i promowania samej książki.

Według świadków gubernator miał m.in. organizować seanse czytania na głos maszynopisu przez pracowników, by ci komentowali go i wyłapywali błędy. Gubernator oświadczył, że współpracownicy pomagali mu ochoczo z własnej woli. Firma księgowa PricewaterhouseCoopers przedstawiła wyliczenia, z których wynika, iż wydatki własne gubernatora związane z napisaniem książki wyniosły 118 tysięcy dolarów.

Syn prezydenta. Wielokrotnie marnotrawny. Hunter Biden

Co Rosja i Chiny mają na prezydenta USA?

zobacz więcej
Dla wydawnictwa Crown umowa z Cuomo okazała się fatalnym interesem. Sprzedano zaledwie 50 tysięcy egzemplarzy w twardej okładce. To zdecydowanie za mało, by koszty, w tym 5,1 miliona dolarów dla Cuomo, się zwróciły. W marcu, gdy na jaw wyszło, iż gubernator mógł fałszować dane dotyczące liczby zgonów w domach opieki, wydawnictwo oznajmiło, że nie wydrukuje wersji w miękkiej okładce i nie będzie już promować książki.

Stała się ona zgniłym jajem, bo nie tylko nikt nie chce jej kupować, ale kojarzona jest też z wielką tragedią, jaka dotknęła tysiące mieszkańców stanu i medialnymi popisami gubernatora, za które dostał nagrody, a teraz jeszcze wszystko opisał, fałszując dane, i zarobił miliony.

Kiedy on pisał tę książkę, skoro codziennie walczył z pandemią i występował w telewizji, w tym w programie swego brata w CNN „Cuomo Primetime”? – pytają Amerykanie.

Przy okazji kłopotów Cuomo, jego brata i stacji CNN, która całkowicie pomija problemy gubernatora, coraz częściej pojawiać się zaczyna inna kwestia. Demokraci skazali Cuomo i najprawdopodobniej zrobią wszystko, być może łącznie z impeachmentem, by się go pozbyć, by znikł i przestał psuć im opinię. Republikanie wskazują jednak na to, że Cuomo powinien zostać „stracony” za sprawy znacznie poważniejsze – jak śmierć tysięcy ludzi w czasie pandemii i fałszowanie danych medycznych.

Ogromna większość mediów, choć zdecydowanie sprzyja Demokratom i na wyścigi informuje o oskarżeniach dotyczących traktowania współpracownic, to jednak to nie ten sam kaliber, co oskarżenia o fatalne decyzje związane z pandemią i fałszowanie danych o liczbie zgonów. Na ten temat media i Demokraci właściwie milczą, tak jakby nie było co najmniej 15 tysięcy zmarłych w domach opieki i raportu prokurator o fałszowaniu statystyk.

Ekscesy seksualne to poniekąd „prywatne” sprawki gubernatora. Nie zagrażają one integralności Partii Demokratycznej, w której trwa wielka walka o przyszłe przywództwo. Postępki Cuomo wynikają z jego osobistych słabości, podczas gdy rządy w stanie to już kwestia polityki, programu wyborczego systemu wartości i przekonań i czegoś, czego nie da się zrobić w oderwaniu od instytucji, procedur i innych Demokratów, którzy obsadzili legislaturę i stanowiska w Nowym Jorku.

Skupienie się na „obyczajówce” pozwala uniknąć porównań ze stanami, w których rządzą Republikanie, jak choćby Floryda, której gubernator Ron DeSantis, ledwie 42-letni polityk mający za sobą m.in. pracę w wojskowych biurach śledczych (JAG), w tym w Iraku przy słynnej jednostce Navy SEAL, wyrasta na wielką gwiazdę amerykańskiej prawicy.

Na tle Florydy stan Nowy Jork i miasto, którego burmistrzem jest Demokrata o marksistowskich proweniencjach Bill de Blasio, wypadają katastrofalnie. Zgony, fatalne zarządzanie w czasach pandemii i fałszerstwa można przypisać Demokratom, podczas gdy molestowanie to już tylko osobisty grzech gubernatora. Trwa więc gra o to, jak się pozbyć Cuomo, nie szkodząc jednocześnie Partii Demokratycznej.
Prezydent Barack Obama i gubernator Nowego Jorku Andrew Cuomo w 2014 roku. Fot. Kevin Lamarque / Reuters / Forum
Sprawa molestowania spadła Demokratom jak z nieba i nie ma wątpliwości, że jest przez nich podgrzewana. Czemu innemu miały służyć w raporcie prokurator wzmianki o tym, iż gubernator Cuomo mówił, że statuetka Emmy jest „cycata”, jak tylko poniżeniu go w oczach opinii publicznej, zrobieniu z niego obleśnego macho.

Letitaia James należy do tego skrajnie lewicowego skrzydła Demokratów, które toczy bezwzględną wojnę o władzę z umiarkowanymi Demokratami, często przedstawicielami prominentnych rodów, nowej arystokracji, którą uosabia także Andrew Cuomo. Jego ojciec Mario Cuomo przez 12 lat był gubernatorem Nowego Jorku.

Sam Andrew wżenił się w jeden z najpotężniejszych klanów Ameryki – Kennedych. Jego żona Kerry Kennedy, szefowa Rady Amnesty International była córką Roberta Kennedy’ego, prokuratora generalnego, który zginął w zamachu w 1968 roku. Jej wujem był nie kto inny jak prezydent John Kennedy zastrzelony w 1963 roku w Dallas. W rodzie Kennedych byli prezydent USA, Prokurator Generalny, ambasadorowie w Japonii, Wielkiej Brytanii i Irlandii, szef Komisji Giełdowej i Papierów Wartościowych, burmistrz, dwoje gubernatorów i aż 9 członków Kongresu.

Ale w czasie ostatnich wyborów, ku wielkiemu zdumieniu partyjnego establishmentu Demokratów, Joe Patrick Kennedy III przegrał prawybory do Senatu z partyjnym, skrajnie lewicowym rywalem Edwardem Markeyem. To zwiastowało nadejście nowych czasów dla partii Demokratycznej. Joe Patrick Kennedy III był pierwszym w historii rodu, który przegrał wybory w Massachusetts. Teraz przyszedł czas na zniknięcie z Nowego Jorku klanu Cuomo.

– Dariusz Matuszak

TYGODNIK TVP, ul. Woronicza 17, 00-999 Warszawa. Redakcja i autorzy

Zdjęcie główne: Joe Biden i Andrew Cuomo w lipcu 2025 roku. Fot. Mike Segar / Reuters / Forum
Zobacz więcej
Cywilizacja Najnowsze wydanie
Francja nad przepaścią. Macron obraża obywateli, a wojsko mówi o...
Aż 70 procent obywateli twierdzi, że ich kraj się rozpada.
Cywilizacja Najnowsze wydanie
Umarł chan, niech żyje chan! Po przewrocie w Kazachstanie
Rewolucja ludowa czy pałacowa?
Cywilizacja Najnowsze wydanie
Mafiozi celebryci. Jak „Słowik” został bossem MMA
Gangster wszedł na scenę w rytm muzyki z „Ojca Chrzestnego”.
Cywilizacja Najnowsze wydanie
I póki śmierć nas nie rozłączy…
Co sprawiło, że z zimną krwią zabiła?
Cywilizacja Najnowsze wydanie
Lęk przed „szczypawką”
Paradoks: im szczepionki skuteczniejsze i bezpieczniejsze, tym mniej ludzi chce się szczepić.