Historia

Uruchomił radiostację, myślał o telewizji, studiu filmowym i lotnisku. Magnat prasowy w sutannie

Znał się na promocji. By jeszcze bardziej zwiększyć odbiór „Rycerza Niepokalanej”, wydrukował w 1938 r. milion egzemplarzy i w ramach promocji bezpłatnie rozprowadził ok. 300 tysięcy. Okazało się, że w 1939 r. rozprowadzał już płatnie milion egzemplarzy.

Dla większości współczesnych Maksymilian Maria Kolbe, zamordowany przez Niemców 80 lat temu, 14 sierpnia 1941 roku zastrzykiem z fenolu, jest przede wszystkim kanonizowanym przez Kościół katolicki zakonnikiem, pokornym franciszkaninem, więźniem KL Auschwitz z numerem 16670, który oddał życie za innego więźnia. I rzeczywiście tak jest, ale w najmniejszym stopniu nie oddaje to prawdy o życiu i działaniu tego niezwykłego człowieka.

Kolbe był chłopakiem z prostej, robotniczej, katolickiej rodziny ze Zduńskiej Woli bardzo pobożnie – i ambitnie – wychowującej synów. Wysłany przez swój zakon do Rzymu, na Uniwersytecie Gregorianskim studiował „nie tylko filozofie, ale także matematykę, fizykę, chemię, biologię, astronomię i psychologię. O tym, że miał żyłkę naukowca, świadczy wykonany przez niego projekt rakiety kosmicznej. Polski astronom, prof. A. Bielecki, ocenił go słowami: „jego plany budowy rakiety kosmicznej stawiają go w rzędzie nieomalże odkrywców lotów kosmicznych. Pozwalają również zaliczyć go do jednostek o niepospolitych zaletach umysłu: był typem badacza, naukowca o szerokich widnokręgach myślowych”. Pisze o tym Czesław Ryszka w najnowszej książce „Wiara i ofiara. Życie, dzieło i epoka św. Maksymiliana M. Kolbego” starannie wydanej przez krakowskie wydawnictwo Biały Kruk z okazji 80. rocznicy śmierci męczennika.

Dla sobie współczesnych był on nie tylko szaleńcem Bożym, który w gruncie rzeczy porwał się z motyką na słonce i…zdobył je: założył i od podstaw zbudował z zakonnikami Niepokalanów, na darowanej przez księcia Jana Druckiego-Lubeckiego ziemi. Ale był też niemal magnatem prasowym, który od podstaw, bez oparcia w jakimkolwiek majątku, zbudował imperium medialne, aby poprzez kolejne czasopisma i oddziaływanie słowem szerzyć edukację katolicką i umacniać ducha katolickiej wspólnoty. W tym celu wykorzystywał wszelkie najnowsze zdobycze techniki, z czego dziś zupełnie nie zdajemy sobie sprawy. Fragmenty książki drukujemy dzięki uprzejmości wydawnictwa.
„Wiara i ofiara. Życie, dzieło i epoka św. Maksymiliana M. Kolbego”, wyd. Biały Kruk
Stale myślał, co zmienić czy udoskonalić. Korzystając z doświadczeń zdobytych w Japonii [w Nagasaki również zbudował Niepokalanów, który ocalał, kiedy w 1945 roku miasto zostało zniszczone amerykańską bombą atomową – przyp.red.] uruchomił w 1937 r. elektrownię, następnie wprowadził dalekopis oraz od 1938 r. uruchomił radiostację i zaczął zastanawiać się nad zorganizowaniem telewizji, studia filmowego i lotniska. Co do radiostacji, to zgodnie z obowiązującym w przedwojennej Polsce prawem nie miał możliwości, aby ją uruchomić. Dlatego zapisał się do Polskiego Związku Krótkofalowców, został krótkofalowcem o znaku SP3RN (jako Radio Niepokalanów) i stacja mogła nadawać, pokrywając swoim zasięgiem praktycznie obszar całego kraju.

Włączał się także w działalność o charakterze społecznym, a nawet politycznym, jeżeli to miało przysłużyć się dobru Ojczyzny. Brał udział w zjazdach w skali krajowej, wygłaszał odczyty, przemawiał przez radio, wchodził w skład komitetów o randze narodowej (…)

Po ludzku sądząc, było rzeczą niemożliwą, by po 12 latach istnienia Niepokalanowa liczba braci wzrosła do 772, a na całym świecie mówiono o tym klasztorze jako największym w Europie konwencie zakonnym od średniowiecza. Bez pomocy innych, a jedynie za pozwoleniem przełożonych, licząc przede wszystkim na Bożą Opatrzność i ofiarność ludzi świeckich rozwinął ogromne wydawnictwo katolickie, a dzięki sprawnej organizacji wznoszono w Niepokalanowie nowe budynki, rosły nakłady pism, dwóch braci uczyło się pilotażu w aeroklubie warszawskim, aby w Niepokalanowie mogło powstać lotnisko (…).

Gazety zamiast armat

Katolickie kina, katolickie radio, a na niebie samoloty Milicji Niepokalanej. Marzenia ojca Kolbego

Jak polski święty stworzył medialne imperium. Alleluja i do przodu?

zobacz więcej
Od młodości ojciec Maksymilian Kolbe wiedział, jak wielkie znaczenie w czasach postępu i cywilizacji mają środki społecznego przekazu myśli: prasa, radio, film, teatr; myślał także o telewizji, która była wówczas w fazie eksperymentów. Zakładając Rycerstwo Niepokalanej, pragnął nowoczesną technikę wprzęgnąć w służbę idei naczelnej: „zdobycia świata dla Niepokalanej”. Uważał, że Rycerstwo ma wykorzystywać te urządzenia i wynalazki, które zdolne są dosięgnąć i poruszyć nie tylko jednostki, lecz także różne środowiska i grupy, ba, całą społeczność ludzką. To właśnie zapewniały środki społecznego przekazywania myśli, docierając do jak najszerszych kręgów oddziaływania, dostarczając jednolitych, zuniformizowanych treści.

Ojciec Kolbe doceniał znaczenie zwłaszcza prasy, zdawał sobie bowiem sprawę z tego, że ona kształtuje postawy światopoglądowe i moralne szerokich mas ludzkich. Przywoływał słowa Napoleona, który zwykł mawiać: „Cztery nieprzyjazne gazety są groźniejsze od tysięcy bagnetów”.

Obserwował umiejętnie zorganizowaną propagandę, jaką dzięki prasie prowadziły różne ugrupowania areligijne i antykościelne, dostrzegał słabości prasy katolickiej, która nie wywierała na społeczeństwo tak silnego wpływu, jak by należało tego oczekiwać. (…) Dlatego pierwsze, co uczynili masoni, pragnący rządzić światem – jak zauważa ojciec Maksymilian – to opanowali prawie wszystkie agencje telegraficzne i przez nie kierują innymi pismami. Sama agencja Reutera w Londynie – jak informował w „Rycerzu” – zaopatruje 5 tys. dzienników; agencja Stefani w Rzymie – wszystkie dzienniki włoskie; agencja Havasa w Paryżu – francuskie, hiszpańskie i belgijskie; agencja Wolffa w Berlinie – wszystkie niemieckie, a agencja „Stowarzyszenie Prasy” w Nowym Jorku – dzienniki amerykańskie.

Pisze bez ogródek, że „w kilku większych miastach Europy cały szereg przepłaconych pismaków wylewa codziennie całą swą żółć na wszystko, co katolickie. Setki gazet i dzienników powtarza to samo i w ten sposób jad ten wciska się z dnia na dzień w setki tysięcy rodzin, zatruwając miliony dusz. Tak pracuje olbrzymia maszyna codziennej prasy, stojąca na usługach niewiary i złych obyczajów. Czas i czas najwyższy, by nastąpiła ta zmiana. Pierwszym jednak krokiem do tej zmiany – to bezwzględne bojkotowanie złej prasy; następnie – popieranie dobrej”. (...)
W 1937 r. w Niepokalanowie zaczęła działać elektrownia, następnie dalekopis, a od 1938 r. radiostacja. Fot. Mat. wyd. Biały Kruk
Myśląc o Polsce, ojciec Maksymilian potwierdzał, że „istnieją wprawdzie i silniejsze ogniska jak Drukarnia i Księgarnia Św. Wojciecha w Poznaniu, Wydawnictwo OO. Jezuitów w Krakowie, Wydawnictwo Karola Miarki w Mikołowie itd., ale przeważnie spotyka się rozstrzelone wysiłki, nieraz i bardzo wielkie, pojedynczych ludzi. Brak nam jeszcze ogólnego porozumienia się w tej pracy i wzajemnej pomocy. Ze strony zaś społeczeństwa wielkie jeszcze panuje niezrozumienie doniosłości tej pracy, a ofiarność okazuje się niedostateczna, by prasę katolicką w Polsce postawić na silne nogi. Wrogowie Kościoła mają miliony i miliardy (z dolarów np.), a pracownik na niwie katolickiej prasy nie może wytężyć sił, by prace swe doskonalić i potęgować, bo musi po prostu walczyć o byt materialny dla swojej prasowej działalności. Mało też mamy świeckich ludzi dostatecznie wyrobionych, by mogli pracować piórem na katolickiej niwie: stąd też dorobek prasy katolickiej u nas jest bardzo, a bardzo jeszcze skromny. Przygotować i świeckich pracowników i zapewnić wydawnictwom byt materialny – to najbardziej może piekąca sprawa w akcji prasowej”. (…)

By dotrzeć do jak największej liczby odbiorców, uważał, że Rycerstwo powinno wydawać różne rodzaje pism, a więc: dzienniki, tygodniki, miesięczniki, kwartalniki, periodyki, ulotki, broszury, książki. Marzeniem ojca Kolbego było także, by Rycerstwo stworzyło własną literaturę przeznaczoną dla dorosłych, młodzieży i dzieci z wszystkich warstw społecznych i by pozycje książkowe drukowało całymi seriami.

Pierwszy premier wolnej Polski był księdzem. Nieznana historia redaktora tygodnika, który został politykiem

Zasiadał w parlamencie i w czasach niewoli, i po odzyskaniu niepodległości.

zobacz więcej
Jak zdobyć czytelnika

Jego instrukcje wydawnicze zawierały szczegółowe wskazówki o tym, jak zdobyć masy odbiorców, jak mieć wśród nich zapewniony odbiór swych pism, jak trafić do najmniej wykształconych i najuboższych warstw społecznych. Pod adresem redakcji i dyrekcji centrali stawia dwa postulaty: pierwszy wymaga, aby treść i forma słowa drukowanego były zrozumiałe przez jak najszersze masy; drugi – by ceny pism były tak niskie, aby były najtańszymi pismami w kraju.

„Wówczas całe rzesze ludzi nie posiadających nawet średniego wykształcenia i biednych będą mogły je czytać, a ponadto przełamie się powszechnie utrzymywane przekonanie, że co katolickie, to drogie”.

(…) Już wówczas zdawał sobie sprawę, że świat jest globalną wioską, wystarczy nadać właściwą wiadomość, aby obiegła świat w mgnieniu oka i… zbawiła. Ważne było, kto tę wiadomość nadaje i jaką najlepszą możliwą treść powinna zawierać. On nadał jej imię Niepokalana, które oznaczało wszystkie świętości. Niepokalana – to słowo należało nadawać nieustannie przez radio, drukować w milionach egzemplarzy, rozrzucać z samolotów, rozsiać po świecie, dotykając osobiście każdego tą wiarą, tą pewnością, dla której w końcu sam oddał życie. By jednak można było marzyć o nawróceniu całego świata, należało sięgnąć do masowych środków przekazu.

(…) Apostolat mediów stanowił dla ojca Maksymiliana najbardziej właściwą i największą szansę ewangelizacji całego świata. Ich siła była niepoliczalna i niemierzalna.


Znał się na promocji, i tak by jeszcze bardziej zwiększyć odbiór „Rycerza Niepokalanej”, wydrukował w 1938 r. milion egzemplarzy i w ramach promocji bezpłatnie rozprowadził ok. 300 tysięcy. Okazało się, że w 1939 r. rozprowadzał już płatnie milion egzemplarzy. Od 1932 r. ukazywał się „Rycerz Niepokalanej” w języku włoskim (Cavaliere dell’ Immacolata), w 1933 r. „Rycerzyk Niepokalanej” dla młodzieży, a w 1935 r. „Mały Dziennik”, drukowany na maszynie rotacyjnej [wtedy najnowocześniejszej – przyp.red.] w tempie 76 tys. egzemplarzy na godzinę (od września 1936 r. ); jego nakład w marcu 1936 r. wynosił w dni powszednie 115 tysięcy egzemplarzy, by w 1938 r. (w 10 różnych wydaniach) osiągnąć prawie 250 tysięcy. W 1935 r. ukazał się „Informator Rycerza Niepokalanej”, przeznaczony dla kół i ognisk Milicji Niepokalanej w Polsce.

Ponadto w drukarni Niepokalanowa wydawano również miesięczniki dla dzieci „Rycerzyk Niepokalanej” (od 1933) i „Mały Rycerzyk Niepokalanej” (od 1938), „Biuletyn Misyjny” (od 1939), „Echo Niepokalanowa”, kwartalnik po łacinie Miles Immaculatae, a także publikacje książkowe (…).
Ojciec Maksymilian zamierzał również wydawać pismo sportowe dla młodzieży, które miało się ukazywać dwa razy w tygodniu. W grudniu 1938 r. w Niepokalanowie ruszyła własna radiostacja i nadawanie audycji rozpoczęła Stacja Polska 3 – Radio Niepokalanów. Myślano wówczas bardzo konkretnie o budowie lotniska na terenie klasztoru, z którego mogłyby startować samoloty obsługiwane przez braci zakonnych. Miało to usprawnić kolportaż prasy. Ten ostatni plan ojca Maksymiliana, jak i pomysł stworzenia specjalnego działu filmowego w Niepokalanowie, przekreślił wybuch II wojny światowej. (…).

Ksiądz prymas kard. Stefan Wyszyński po wojnie wysoko ocenił rolę Niepokalanowa, mówiąc: „Może dopiero dzisiaj lepiej to rozumiemy, gdy uświadamiamy sobie, że miliony zeszytów »Rycerza Niepokalanej«, zapisane przez Ojca Maksymiliana, rozrzucone po całej Polsce, były niemal jedyną krzepiącą nas lekturą w czasie długoletniej wojny. Może to właśnie one podtrzymywały nadzieję w chatach i więzieniach, które pokrywały całą Ojczyznę. Dobry Bóg stara się o to, aby na ciężkie doświadczenia naród miał swoich proroków, ukazujących zwycięstwo prawa miłości nad nienawiścią i bezprawiem”.

– Czesław Ryszka

TYGODNIK TVP, ul. Woronicza 17, 00-999 Warszawa. Redakcja i autorzy


Tytuł i śródtytuły od redakcji
Zdjęcie główne: Sprzęt drukarski był nowoczesny i często bardzo drogi. Fot. Mat. wyd. Biały Kruk
Zobacz więcej
Historia Najnowsze wydanie
Setki manifestantów utopionych w rzece? Fakty czy legenda
Prezydent przyjął wersję wydarzeń przygotowaną przez komunizujących historyków.
Historia Najnowsze wydanie
Ścięty na gilotynie. Śląski męczennik
Dlaczego młody ksiądz został oskarżony o zdradę stanu?
Historia Poprzednie wydanie
Polska pod obcym protektoratem. Suwerenność reglamentowana
Skoro sami Polacy zaprosili „zagranicę” do ingerencji, trudno, żeby nie skorzystała.
Historia Poprzednie wydanie
Sybiraczka z rodu Mickiewiczów
Dwa tygodnie po śmierci synka przyszła paczka od męża przez Czerwony Krzyż z Persji. Myślałam, że mnie to zabije. Czemu nie przyszła wcześniej!
Historia Poprzednie wydanie
Miał kmicicowatą naturę. Pierwszy rzucał butelkę z benzyną
Śmierć przyszła po Baczyńskiego wcześniej, i to na polu chwały, a nie w ubeckich kazamatach, jak dopadła „Anodę” Rodowicza.