Cywilizacja

Konkurencja dla bitcoina. Czy cyfrowy yuan ułatwi Chińczykom podbój świata?

Ukraina i Indie przygotowują się do emisji własnej kryptowaluty. Salwador z kolei uznaje bitcoina za legalny środek płatniczy. A Unia Europejska wciąż święcie wierzy, że wszystko zostanie po staremu.

Żyjemy w epoce ostrych podziałów. Jednym z wielu zjawisk, które wywołują skrajne reakcje, jest bitcoin. Jedni wierzą, że ta kryptowaluta oznacza przełom porównywalny tylko z upowszechnieniem się internetu w latach 90. Ich zdaniem czeka nas potężne zerwanie ze światem, jaki znamy, głębsze niż to, które wprowadziły ze sobą media społecznościowe i smartfony. Ci utopiści wprost twierdzą, że gdybyśmy mogli przyjrzeć się światu za dziesięć lat, nie bylibyśmy w stanie go rozpoznać.

Obok tej wiary w rewolucyjną moc kryptowaluty, pojawiają się również głosy bardziej sceptyczne. Jeden z nich należy do amerykańskiego ekonomisty, statystyka i eseisty pochodzenia libańskiego Nassima Nicholasa Taleba, autora słynnego „Czarnego łabędzia”. Sam przyznaje, że był początkowo zafascynowany kryptograficznymi rozwiązaniami, które stoją za bitcoinem, ale szybko otrząsnął się z tego zauroczenia: „to nie waluta (…) to czysta spekulacja, gra”, ocenił w jednym z wywiadów. Porównał ją do tzw. Ponzi scheme, a więc oszustwa przypominającego piramidę finansową.

Bardziej umiarkowani utrzymują, że bitcoin służy przechowywaniu wartości, a więc stanowi coś w rodzaju cyfrowego złota. Dyrektor Amerykańskiej Komisji Papierów Wartościowych i Giełd, Gary Gensler, zgadza się z tym ujęciem, lecz z zastrzeżeniem, że, w przeciwieństwie do złota, odznacza się on bardzo wysoką, jeśli nie gwałtowną zmiennością. Trzeba przyznać mu rację, rynek kryptowalut zmienia się w szalonym tempie. W lipcu 2020 roku jeden bitcoin była wart trochę mniej niż 12 000 dolarów, aby w rok później potroić tę sumę, a w międzyczasie – w kwietniu – przebić rekordowy pułap 63 000 dolarów.

Można bez przesady powiedzieć, że kryptowaluty największą sympatią cieszą się wśród libertarian, inaczej niż na lewicy. Ekonomista i były szef resortu finansów Grecji Janis Warufakis, jeden z nielicznych poważnych intelektualistów, który określa się mianem socjalisty, przyznał, że nie podziela zapału wobec bitcoina. Dostrzega, jak sam się wyraził, potencjał w technologii kryptograficznej, dzięki której ta waluta funkcjonuje, lecz nie wierzy, aby była ona w stanie naprawdę przemienić kapitalizm. W jego oczach bitcoin prędzej przyniesie świat podobny do XIX-wiecznych Stanów Zjednoczonych niż przyśpieszy nadejście socjalizmu.

Politycy również nie mają jednolitego poglądu w tej sprawie. Indie od roku dążą do zakazania posiadania kryptowalut i teraz znów przygotowują projekt odpowiedniej ustawy. Pierwsza próba z 2018 roku nie powiodła się, bo hinduski Sąd Najwyższy odrzucił zmiany w prawie, które miały zdelegalizować cyfrowe pieniądze, a tych, którzy mimo to by je posiadali, zamykać do więzienia na 10 lat.
Protest w Salwadorze 20 lipca 2021 przeciw dopuszczeniu bitcoina jako legalnego środka płatniczego w ich kraju. Fot. EFE / Vladimir GirlsVLADIMIR CHICAS / EFE / Forum
Z kolei prezydent Salwadoru, Nayib Bukele, nadał bitcoinowi rangę legalnej waluty. Pomimo furory, jaką ten gest wzbudził wśród zwolenników cyfrowych pieniędzy – Salwador to pierwsze państwo, które zdecydowało się na ten krok – ekonomiści oszacowali, że nie będzie miał on istotnego przełożenia na gospodarkę kraju.

Los cyfrowych walut rozstrzygnie się jednak nie na marginesach życia ekonomicznego, lecz w Stanach Zjednoczonych i w Chinach. Dalszy rozwój wirtualnych pieniędzy zależy od postawy, jaką przyjmą największe mocarstwa.

Zapłata za rozwiązywanie zagadek

Czym jest właściwie kryptowaluta? Najprościej rzecz ujmując, jest to forma cyfrowego pieniądza, który posługuje się kryptografią, aby weryfikować i zabezpieczać transakcje. Bitcoin – powstały w 2008 roku – to pierwszy zdecentralizowany jej rodzaj. Od tego czasu pojawiło się ponad 1 800 różnych wirtualnych pieniędzy i żetonów opartych o techniki kryptograficzne.

Aby zrozumieć, czym jest bitcoin, należy uzmysłowić sobie, co oznacza mining oraz blockchain. Mining, czyli wydobywanie bitcoinów, to proces polegający na zapisywaniu transakcji w cyfrowym, publicznym rejestrze, nazywanym blockchainem, w wolnym tłumaczeniu – łańcuchem bloków. Każdy blok przechowuje zaszyfrowane informacje dotyczące transakcji, odniesienie do poprzedzającego bloku oraz matematyczny problem, którego rozwiązanie pozwala potwierdzić jego zawartość.

Komputery, które rozwiązują matematyczne zagadki niezbędne do funkcjonowania całego systemu, otrzymują zapłatę w postaci bitcoinów. Z czasem stopień złożoności tych problemów staje się tak wielki, że wymaga mocy przerobowej tysięcy komputerów.

Zdecentralizowany charakter kryptowalut pozwala na obejście tradycyjnych systemów finansowych. Przy dokonywaniu transakcji tym sposobem nie trzeba więc martwić się – w teorii - opłatami naliczanymi przez banki czy za korzystanie z kart kredytowych. Druga strona medalu odkrywa jednak niepokojące możliwości dla przestępców.

Na te konsekwencje wyczulone są komunistyczne Chiny. W Państwie Środka popularność wirtualnych pieniędzy osiągnęła wybuchową skalę, uruchamiając falę oszustw. Typowym przykładem była tu sprawa Global Bond Limited, platformy służącej do kupna i sprzedaży kryptowalut, która zniknęła bez zapowiedzi, zgarniając sumę bitcoinów wartą łącznie 5 milionów dolarów. Ze względu na rozproszony, zdecentralizowany charakter systemu transakcji, chińskie organy ścigania miały kłopoty z ustaleniem, co dokładnie zostało skradzione.

W odpowiedzi na brak regulacji komunistyczny bank centralny wprowadził w 2013 roku nowe zasady. Bitcoin odtąd przestał być traktowany jako waluta albo środek płatniczy, lecz jako postać cyfrowego kapitału. Jednocześnie ostrzeżono społeczeństwo przed groźnym, spekulacyjnym wymiarem tych aktywów. Dalej ograniczając funkcjonowanie bitcoina, komunistyczne władze rozpoczęły pracę nad technologią kryptograficzną, oddzielając ją od samej waluty.

Polskie państwo czerpie niemałe przychody z bitcoina. Czy nad Wisłą są kryptowalutowi milionerzy?

Będziemy płacili librą Facebooka albo walutą chińską. Chyba, że powstanie narodowy pieniądz cyfrowy.

zobacz więcej
Amerykańskie władze mają inny, bardziej otwarty stosunek do kryptowalut. W 2014 roku Internal Revenue Service, agencja zajmująca się ściąganiem podatków w Stanach, określiła, że wirtualne pieniądze będą traktowanie nie jak waluta, lecz jako własność. Waszyngton postanowił nie narzucać ścisłych regulacji, godząc się z nieobliczalnymi i trudnymi do przewidzenia skutkami technologii, inaczej niż czerwony Pekin, który tę swobodę technologiczną w finansach ograniczył.

Rezerwa Federalna oznajmiła – w duchu tolerancji dla innowacji – że nie chce wydawać przedwczesnych sądów, bo są to, jej zdaniem, rozwiązania, które mogą przynieść społeczeństwu spore korzyści. Ostatnio jednak Gary Gensler, zawiadujący Komisją Papierów Wartościowych i Giełd, oświadczył, że przepływy kryptowalut należy poddać pewnej kontroli.

Bitcoin zatruwa środowisko

Bitcoin nie funkcjonuje w geopolitycznej pustce. Wielu jego krytyków wskazuje na to, że dostatecznie silny podmiot może go w pewien sposób przejąć. Idealistyczna wizja chce widzieć w wirtualnym pieniądzu wyłącznie rozproszoną sieć transakcji, rozwidlającą się anonimowo na tysiące komputerów na całym globie. Rzeczywistość nie potwierdza tego utopijnego wyobrażenia. Analizy przeprowadzone przez uniwersytet w Cambridge ujawniły, że 65% światowego wydobywania bitcoinów dokonuje się w Chinach.

Jeśli przypomnimy, że bitcoin wymieniany jest przeważnie na dolary, to wyłania się piorunujący wniosek: komuniści wyciskają setki milionów dolarów z amerykańskiej gospodarki. Głosy, które podnoszą takie wątpliwości, łącznie z pytaniem, czy Chiny mogłyby przeprowadzić atak na bitcoin, są zagłuszane przez inwestorów ślepo wierzących w moc wirtualnego pieniądza.

Podobnie działa Iran, inny reżim, któremu brakuje dolarów. Rząd zakazał tam posiadania bitcoina, ale wydobywanie pozostaje legalne, tylko że pod nadzorem państwowym. Teheranowi udało się wymienić bitcoin na ponad 400 mln dolarów. Na tym samym polu wysiłki czyni Korea Północna, choć z mniejszą skutecznością.

Chińczycy zaczęli wydobywać kryptowalutę na wielką skalę po 2017 roku, gdy wartość tych aktywów znacznie się podniosła. Drogę mieli ułatwioną, bo w Państwie Środka już wtedy budowano większość maszyn służących do miningu, a także odpowiednie czipy do tego rodzaju działalności. Choć w 2017 roku reżim zakazał handlu cyfrowym pieniądzem, to wydobywanie nadal było dozwolone, a poszczególne regiony chętnie sprzyjały tego typu operacjom, które, dzięki podatkom, stanowiły dla nich ważne źródło dochodu. „Kopalnie” otwierały się w regionach, gdzie prądu i siły roboczej było dużo i pod dostatkiem, jak na przykład w Seczuanie.
Komputery do wykopywania bitcoinów w chińskim domu towarowym w 2017 roku. Fot. Qilai Shen/Panos Pictures / Panos Pictures / Forum
Po jakimś czasie komunistyczne władze zaczęły jednak ograniczać „operacje wydobywcze”, powołując się na ich szkodliwy wpływ na środowisko. Pretekstem były emisja dwutlenku węgla oraz nadmierne zużycie energii. Rząd nakazał zamknięcie „kopalni bitcoinów” w Xinjiang, w Mongolii Wewnętrznej i w Qinghai, odbierając przy tym pozwolenia na zakładanie nowych przedsięwzięć. Niektóre regiony grożą drakońskimi karami nawet dostawcom internetu, którzy zawieraliby umowy z firmami trudniącymi się wydobyciem.

Przedsiębiorcy zajmujący się tym procederem, w odpowiedzi na nacisk reżimu, przerzucają swój sprzęt do Rosji i Kazachstanu, gdzie drenowanie dolara ze światowej gospodarki ciągle stanowi priorytet.

Cyfrowy yaun dla starych i ubogisz

Czemu chińscy komuniści zmienili swoje nastawienie wobec wydobywania kryptowalut? Jak wiadomo, dotarcie do intencji, które kierują postępowaniem Pekinu to rzecz trudna. Pracują nad nią całe instytuty, setki specjalistów, dokładnie tak jak dawniej, gdy setki ekspertów śledziło każdy detal sowieckiego życia politycznego, aby odgadnąć, co powoduje zachowaniem Kremla. Te drobiazgowe analizy nie zawsze przynosiły wymierne owoce, a często – zwykłe błędy. W obszarze, o którym mowa, nasuwa się jednak teza, która współgra z postępowaniem Xi Jinpinga na wielu innych polach.

Porzucenie złota na rzecz dolara stanowiło przejście do nowej epoki. Wprowadzenie cyfrowych walut może oznaczać koniec panowania dolara i otwarcie nowego okresu geopolitycznego. Tego życzą sobie Chiny, ich celem jest podkopanie amerykańskiej waluty i całego systemu, który na nim spoczywa.

Bitcoin przestał być potrzebny ChRL. Mógł być manipulowany, albo używany do gromadzenia rezerw dolarowych, teraz jednak pojawiło się ważniejsze zadanie. Chodzi o internacjonalizację yuana. Komuniści wydają się wierzyć, że wirtualizacja to metoda, która pozwoli to osiągnąć.


Wprowadzeniem cyfrowego yuana zajął się chiński bank centralny. Na razie na zasadzie testów wypróbowuje się go w niektórych regionach i miastach. Obywatele otrzymują go losowo, wyłania ich loteria. Do dzisiaj rozdano sumę wirtualnych yuanów o łącznej wartości ponad 40 milionów dolarów. Pierwszy sprawdzian przeprowadzono w Chengdu, którego rozgałęziony system transportu publicznego przyjmował opłaty w tej postaci. Następnie programy pilotażowe uruchomiono w Suzhou i w Pekinie, gdzie wirtualnym pieniądzem można było płacić za przejazdy metrem.

Chiński bank centralny jako jedną z przyczyn, dla których rozpoczęto ten eksperyment, wymienia chęć podważenia monopolu cyfrowych systemów płatniczych, takich jak WeChat Pay czy Alipay. Wielka przewaga elektronicznego yuana polega na tym, że aby nim płacić, nie potrzeba połączenia z internetem. Wystarczy zbliżenie jednego telefonu do drugiego albo akcesorium typu smartwatcha, albo specjalnej karty. To szerokie podejście ma sprawić, że cyfrowy yuan będzie dostępny dla wszystkich, nawet dla ubogich i ludzi starszych, którzy nie posiadają smartfonów.

Chińska wojna o półprzewodniki. Waży się los światowej gospodarki

Tajwan to rozrusznik cyfrowej cywilizacji. A ryzyko inwazji Pekinu na Tajpej wzrosło do poziomu, którego dotąd nie notowano.

zobacz więcej
Do upowszechnienia się wirtualnego chińskiego pieniądza przyczyniają się również wielkie marki technologiczne, jak JD.com, największa platforma sprzedaży internetowej w Państwie Środka, która wypłaca teraz pensje swoim pracownikom właśnie w formie cyfrowej. To samo robi Didi Chuxing, jedna z najpopularniejszych aplikacji przewozowych w Chinach.

Chińscy komuniści nie ukrywają swoich ambicji w tym względzie. Celem jest, aby ich wirtualna waluta stała się środkiem płatniczym na całym świecie. Chiński bank centralny pracuje już nad tym, aby emitowany przez niego cyfrowy pieniądz mógł być używany w transakcjach z Tajlandią, ze Zjednoczonymi Emiratami Arabskimi i Hong Kongiem. To pierwszy krok, który może prowadzić do ogromnych przeobrażeń.

Europa wciąż w XX wieku

Niedawno Wołodymyr Zelensky podpisał ustawę, która pozwoli ukraińskiemu bankowi centralnemu na emitowanie wirtualnego pieniądza. Rząd Nanendry Modiego w Indiach niebawem całkowicie zakaże posiadania kryptowalut w ramach przygotowań do wprowadzenia własnej, cyfrowej waluty.

Gdzie w tym wszystkim Europa? Czy bitcoin stanowi dla niej niebezpieczeństwo? Czy wirtualny pieniądz byłby dla niej szansą? Unia Europejska, pomimo tylu sygnałów historycznych, pomimo wstrząsów, jakie przeżyła, woli patrzeć wstecz. Święcie wierzy, że wszystko zostanie po staremu. Europa żyje uparcie w XX wieku, podczas gdy świat ruszył w wiek XXI.

– Krzysztof Tyszka-Drozdowski

TYGODNIK TVP, ul. Woronicza 17, 00-999 Warszawa. Redakcja i autorzy

Zdjęcie główne: Reklama Banku Jiangsu z symbolem yuana na dworcu w Nankinie w chińskiej prowincji Jiangsu. Fot. VCG/VCG via Getty Images
Zobacz więcej
Cywilizacja Najnowsze wydanie
Imigranci kolonizują Europę. Dzielnice z szariatem, ulice, na...
Trzeci świat został wpuszczony na nasz kontynent dzięki nowej religii praw człowieka.
Cywilizacja Najnowsze wydanie
Dziecko i propaganda. Tak uśmiech, jak i ból służą do manipulacji
Prawdziwa może być buzia dziecka, łzy, bagna i las. A mimo to wszystko razem może być kłamstwem.
Cywilizacja Najnowsze wydanie
Czy covid zniknął z Japonii?
Nie bez znaczenia może się okazać genetyczna konstrukcja Japończyków.
Cywilizacja Najnowsze wydanie
Czarna legenda nacjonalizmu
Uczyniono go głównym odpowiedzialnym za ksenofobię, wykluczenie, brak tolerancji. Czy słusznie?
Cywilizacja Poprzednie wydanie
Kremlowska technologia władzy. Putinowski konserwatyzm
Prezydent Rosji nie odrzuca dziedzictwa sowieckiego, w tym również stalinowskiego.