Historia

Jeden z najtragiczniejszych dni powstania. W Bogu pozostała nadzieja

Dzień 15 sierpnia – Wniebowzięcia Najświętszej Marii Panny i Święto Żołnierza, ustanowione po zwycięskiej bitwie z bolszewikami w 1920 roku. Dla powstańców i ludności cywilnej walczącej w 1944 roku Warszawy – święto nadziei i wiary w moc z niebios, nie w pomoc z zewnątrz, której Sowieci kilka dni wcześniej odmówili. Dla północnego Śródmieścia był to jeden z najtragiczniejszych dni powstania.

Już w drugim tygodniu walk mieszkańcy i powstańcy w modlitwach starali się zapewnić stolicy boską pomoc i opiekę. Gwałtowny nawrót religijności warszawiaków oddał publicysta śródmiejskiego pisma „Walka”, pisząc: „Warszawa – powiedzmy to sobie otwarcie – nie należała do miast z charakteru swego religijnych. (…) Od 10 dni, od długich, ciężkich sierpniowych nocy, Warszawa trwa w walce, w pracy i na modlitwach”.

15 sierpnia o godzinie 4.00 nad ranem Niemcy rozpoczęli silne bombardowanie terenów zajętych przez powstańców w Śródmieściu artylerią, działami szturmowymi i miotaczami min. Nawała ognia spadła na domy przy ul. Krochmalnej i Grzybowskiej. Pożary wywołały panikę wśród ludności cywilnej, dezorganizując powstańcze zaplecze. Około godziny 10.00 ruszyło natarcie nieprzyjacielskiej piechoty.

W ocenie nieżyjącego historyka Roberta Bieleckiego: „Niemcy i ronowcy [Ukraińcy, Rosjanie i inni kolaborujący z Niemcami z brygady RONA – Russkaja Oswoboditelnaja Narodnaja Armija] przypuścili atak od północy i zachodu na wszystkie ulice równocześnie, chcąc w ten sposób związać całość sił powstańczych i uniemożliwić Polakom przerzucenie posiłków na najbardziej zagrożone barykady. Taki równoczesny atak z dwóch kierunków pozwalał demontować polską obronę stałym zagrożeniem z boku, był więc szczególnie niebezpieczny. Do tej pory powstańcy z północnego Śródmieścia nie musieli jeszcze stawiać czoła ani tak poważnym siłom przeciwnika, ani też uderzeniu na tak szerokim froncie, obejmującym całą ul. Towarową od pl. Zawiszy po ul. Grzybowską i całą Grzybowską od Towarowej aż po pl. Grzybowski.
Rynek Starego Miasta w płomieniach podczas walk w sierpniu 1944. Wyjątkową kolorową fotografię Agfacolor (wynalazek z 1936 roku) wykonała w czasie Powstania Warszawskiego kapral Armii Krajowej Ewa Faryaszewska (1920-1944). Oryginalna kolekcja jej kolorowych zdjęć znajduje się w Muzeum Warszawy. Fot. Ewa Faryaszewska - Museum of Warsaw, Domena publiczna, Wikimedia Commons
Nieco słabsze było uderzenie prowadzone przez hitlerowców od zachodu, gdzie atakowali ronowcy. Wylotów na ul. Towarową i linii ul. Wroniej bronili żołnierze I Batalionu zgrupowania «Chrobry II» z 3. kompanii por. [ppor.] «Zdunina» (Zbigniewa Bryma) i 2 kompanii por. «Neda» (Edwarda Mańka). Na lewym skrzydle sytuacja ustabilizowała się dość szybko, bo Ukraińcy [z RONA] nie zdołali sforsować barykady zamykającej ul. Srebrną przy Wroniej. Powstańcy utrzymali tu Karbochemię i sąsiednią fabrykę Bormana, mimo że obie te placówki były przez cały dzień ostrzeliwane przez czołgi, a ronowcy parokrotnie próbowali przejść do natarcia”.

Oddziały poruczników „Lecha” Wacława Zagórskiego, „Harnasia” Mariana Krawczyka i kpt. „Hala” Wacława Stykowskiego wycofały się pod naporem natarcia z zajmowanych pozycji przy ulicach Krochmalnej i Grzybowskiej do nowych stanowisk przy ulicach Ceglanej i Łuckiej.

Przed rozpoczęciem nalotów i natarcia niemieckiego, o godzinie 7.00 rano na podwórzu kamienicy przy ul. Złotej 32 ksiądz „Jur” Jan Smogorzewski, kapelan IV Zgrupowania AK „Gurt”, odprawił mszę świętą. Podczas kazania zalecił codzienne odmawianie modlitw porannych Ojcze nasz, Zdrowaś Mario, Wierzę w Boga wraz z pieśnią Kiedy ranne wstają zorze oraz wieczornych modlitw Anioł Pański, Wszystkie nasze dzienne sprawy oraz z trzykrotnym Wiecznym odpoczynkiem za poległych. Po mszy odbył się apel poległych, w czasie którego odśpiewano Rotę i Mazurka Dąbrowskiego.

Ksiądz „Jur” Smogorzewski odczytał odezwę do żołnierzy.

Drugą mszę świętą odprawił dla 3. kompanii Zgrupowania „Gurt” i cywilów w kaplicy urządzonej w dużym mieszkaniu w kamienicy przy ul. Siennej. W kilka godzin później łączniczka Alina Karpowicz „Miła” opisała swoje wrażenia z mszy w prowadzonym notatniku:

„To już inna modlitwa, nie ta z pierwszych, nieprzytomnych ze szczęścia dni, nie ma w niej nic radosnego, lekkiego. To jest niemy krzyk rozpaczy, błaganie o życie miasta, o pomoc, o broń. I za tych wszystkich bezdomnych, za tych żyjących w nieustannym przerażeniu, za rannych wielokrotnie znów ranionych, za żołnierzy, którzy nie mają czym walczyć. Za wszystkie dzieci pokaleczone, zagubione, głodne. Za wszystkich rodziców, których dzieci może w tej właśnie chwili giną. I za siebie, za nas oboje, że jeżeli tak trzeba, to żeby to było szybko.

Nie było własowców, „Legion Wołyński” wkroczył we wrześniu. Mity i fakty o Powstaniu Warszawskim

„Straszna noc – ciepła, letnia i w ciszy krzyki zarzynanych ludzi, charkot konających. Nic nie można było zrobić. Najwyżej modlić się, żeby nie poszli dalej…”

zobacz więcej
Panno Najświętsza, przecież Ty widzisz, pomóż!
Na podwórku ktoś woła – lotnik!

I zaraz potem huk bomb. Jedna seria. Przeleciał. Nadlatuje drugi. Bomby padają bliżej, tynk sypie się ze ścian. Niepokój wśród zebranych, niektórzy zbiegają na dół, ale ksiądz modli się gorąco i większość z nas zostaje.

Trzeci samolot. Ryk tuż nad głowami. Huk. Zakołysała się kaplica, ciemno od dymu, sadzy, pyłu, które dławią w gardle, oślepiają oczy. Odleciał, a niedługo potem – Ite, missa est.

Kamienica za nami ma rozprute wnętrze, sypią się z niej jeszcze połamane meble, jakieś drobne przedmioty, cegły, gruz. Nasza, pośrodku z kaplicą, ocalała”.

Po bombardowaniach z powietrza, dział i granatników, ruszyło o godzinie 15.00 natarcie ciężkich czołgów i pojazdów pancernych. Za nimi posuwały się oddziały piechoty, które wdarły się od ulicy Towarowej w Łucką i Grzybowską oraz na plac Kazimierza Wielkiego i od ulicy Chłodnej we Wronią, Żelazną, Waliców i Ciepłą. Po kolei padały barykady przecinające ul. Grzybowską, Żelazną i przy Walicowie. Kompania ppor. Leonarda „Jeremiego” Kancelarczyka wycofała się po stratach do fabryki Jarnuszkiewicza przy ul. Grzybowskiej.

Odcinek obrony Dworca Pocztowego w Alejach Sikorskiego, placu Zawiszy i na Towarowej do Srebrnej od rana ostrzeliwały oddziały RONA, także Dom Kolejowy i Dworzec Pocztowy oraz stanowiska powstańcze przy ul. Chmielnej. Ale bez wsparcia czołgów nie zaatakowały. Od czasu przybycia do Warszawy i włączenia się do walk 6 sierpnia, oddziały RONA w ciągu dziesięciu dni straciły około 500 zabitych i rannych.

*


W nawale ognia z powietrza i ziemi znalazła się tego dnia w północnym Śródmieściu oaza spokoju do świętowania Dnia Żołnierza i Wniebowzięcia Najświętszej Marii Panny. Opisał ją por. „Lech” Zagórski: „Biegnę do fabryki Jarnuszkiewicza [przy ul. Grzybowskiej 25]. W wielkiej hali w suterenie peżetki urządziły piękną, żołnierską gospodę. Długie stoły przykryte są czystym, białym papierem. Na ścianach zwisają festony świeżo rwanych pnączy dzikiego wina, przeplatane białoczerwonymi wstęgami z wsyp i prześcieradeł. Na jednej ścianie króluje ogromny, plastyczny orzeł z szeroko rozpiętymi papierowymi skrzydłami.
Powstańcza stołówka w restauracji „Adria” przy ul. Moniuszki 10 W Warszawie, środek sierpnia 1944. Fot. Eugeniusz Lokajski - Domena publiczna, Wikimedia Commons
Aldona [N.N.], Bronisława [Zofia Gosiewska] i Jadwiga [Janina Łojkuć] układają na półmiskach stosy kruchych ciastek. Obok stoją skrzynki z piwem. Prawda, to dzisiaj przecież dzień żołnierza...

Pod oknami siedzi grupa aktorów z czołówki teatralnej.
– Nie przyjmujecie nas zbyt gościnnie – żartuje Maryna [Maria Buchwald]. – Przyszliśmy na umówioną godziną, a gospodarzy nie ma w domu! Gdzież jest wojsko! My już możemy zaczynać swój koncert”.

Koncert trwał, ale w wykonaniu nieprzyjaciela. Doświadczyli tego aktorzy, gdy Niemcy zaczęli ostrzeliwać fabrykę Jarnuszkiewicza.

W dawnej restauracji Adria przy ul. Moniuszki, gdzie peżetki urządziły gospodę żołnierską, po mszy świętej odbyła się uroczysta akademia.

„W gmachu PKO – napisał w rozkazie dziennym por. „Admirał” Zbigniew Rubach-Połubiński, komendant Kwatery Głównej Okręgu Warszawa – dnia 15 b.m. o godz. 10.30 w świetlicy P.Ż. /hall parter/ artyści Teatru Polskiego i orkiestra urządzają audycję żołnierską”.

We wspomnieniach gońca „Poboga” Juliana Filipowicza z oddziału osłonowego dowódcy powstania płk. „Montera” Antoniego Chruściela: „Od rana nastrój podniosły: lepsze śniadanie (z żarciem było krucho), podobno odznaczenia, podobno awanse, więc trochę podniecenia. Na parterze PKO, w sali, gdzie mieściły się kasy, ustawiono ołtarz. Mszę polową odprawia biskup, olbrzymia sala wypełniona wojskiem. Ks. biskup wygłasza kazanie, płyną słowa pociechy, błogosławieństwo od Ojca Św. Niemcy już się chyba dowiedzieli o uroczystości, bo okolice gmachu okładają ogniem artylerii, ks. biskup intonuje Boże coś Polskę, o szklany dach sali uderza potężny śpiew zebranych, nikt nie zwraca uwagi na artylerię.

Pieśń grzmi, a mnie ściska w gardle jak wtedy, gdy Błyskawica [powstańcza radiostacja] nadała Warszawiankę. Zresztą ja jestem jeszcze «knot», ale widzę, jak starsi łykają łzy. Otrzymujemy ogólne rozgrzeszenie, można przyjąć komunię św. Przed polowym ołtarzem klęka tłum dziewczyn i chłopaków. Następnie coś w rodzaju części artystycznej. Wiersze: o Warszawie, w której ogłoszono alarm, o drodze, co wiodła z daleka, o mocnych butach, by w nich dojść do Warszawy; śpiew, śpiewają wszyscy, Nasza Polska zwycięska jest dziś w nas i przed nami, w równym rytmie marsza raz, dwa, trzy. [Wiersze recytował aktor Marian Wyrzykowski, żołnierz z plutonu 1. kompanii ppor. „Andrzeja Prawdzica” Kazimierza Czyża ze Zgrupowania mjr „Bartkiewicza” Włodzimierza Zawadzkiego].

W oczach pojawiły mu się łzy… 1 sierpnia pułkownika Chruściela „Montera”

Czy uświadomił sobie, że decyzja o wybuchu powstania podjęta została tylko na podstawie przekazanych mu meldunków o sowieckich czołgach na przedpolach Pragi?

zobacz więcej
Bije artyleria. Peżetki roznoszą chleb z jakąś pastą pomidorową (pycha) i czarną kawę (ile kto chce) z cukrem. Lecę na naszą kwaterę, z antresoli spoglądam na salę, jest nas jeszcze dużo, bardzo dużo, musimy wykopać szkopów, to nic, że mają tyle broni, my mamy serce i odwagę. Artyleria grzmi, a nikt nie chowa się do piwnicy, wprost przeciwnie, nastrój jak po wygranej walce. Jak to dobrze, że jestem wśród tych ludzi. Że jestem jednym z nich!

«Mila» [Maria Woźniak] dostaje Krzyż Zasługi, «Jur» [Kazimierz Ostaszewski] st. strzelca, jest kilka Krzyży Walecznych, padają stopnie i pseudonimy, sala zamiera w bezruchu – to odznaczenia dla poległych kolegów. Oni już tego nie usłyszą, nie będą nosić odznaczeń. Tam krzyże drewniane są odznaczeniem”.

Wspomniany przez gońca Filipowicza kapłan, to ksiądz biskup Stanisław Adamski. Msza św. rozpoczęła się o godz. 9.00. Później ks. bp Adamski celebrował mszę w gospodzie PŻ – Pomocy Żołnierza w Poczcie Głównej, w której uczestniczył płk. „Monter” Chruściel.

**


Mimo bombardowań odbywały się występy aktorów i piosenkarzy dla powstańców. Śpiewali m.in. Mira Zimińska i Mieczysław Fogg „Ptaszek”. To o nim Maria Zieleniewska-Ginterowa napisała w pamiętniku pod datą 15 sierpnia: „Śpiewał na gremialną prośbę tak długo, aż ochrypł zupełnie. Chłopcy znieśli go z estrady na rękach. Podrzucali do góry i śpiewali Sto lat.

W drugiej części programu żołnierskie chóry wykonały znane okupacyjne piosenki, do których przyłączyła się cała sala. Najbardziej podniosła na duchu była Szturmówka. Zakończono uroczystym odśpiewaniem Warszawianki”.

W dniu Wniebowzięcia Najświętszej Marii Panny i Święta Żołnierza uroczysty charakter miały audycje dwóch rywalizujących ze sobą rozgłośni radiowych nadawczej stacji Błyskawica. Rozgłośnia BIP KG AK nadała specjalny program słowno-muzyczny z udziałem solistów i chóru rewelersów Bronisława Rutkowskiego „Koryckiego”. Prezenter „Jan Gor” Edmund Osmańczyk z zespołu Polskiego Radia kończył swój komentarz słowami: „Sami piszemy historię i nowe w dziejach ustalamy rocznice: ludność w pracy, żołnierze w bitwie. Patronką naszą Matka Boska Zwycięska – trzeba zapamiętać z dzisiejszego dnia. Warszawa walczy”.
„Symbol walczącej stolicy: kapłan – z opaską o polskich barwach na ramieniu, z Przenajświętszym Sakramentem na piersi, ze stułą w ręce, który wśród kul i bomb, wśród gryzącego dymu pożarów i trzasku walących się domów śpieszy na swój kapłański posterunek”. Na zdjęciu ksiądz odbiera przysięgę wojskową od powstańców. Reprodukcja: FoKa / Forum
Hrabina Maria Tarnowska wspominała: „Kapelani wojskowi obeszli sale szpitalne oraz kamienice, odprawiając msze przy kapliczkach wzniesionych tego lata. My również mieliśmy nabożeństwo na podwórku; powstańcy, którzy wtedy odpoczywali, stanęli w szeregu jak na paradzie, a mój mąż służył do mszy. Zamiast pieśni oraz muzyki organów słyszeliśmy ryk pikujących w górze sztukasów i huk dział strzelających ze wszystkich stron. Z nadzieją i wiarą, że siły zła zostaną pokonane, modliliśmy się o cud ocalenia, choć rozsądek podpowiadał, że trzeba wreszcie spojrzeć prawdzie w oczy...”

W budynku Domu Technika przy ul. Czackiego 3/5 ksiądz Stańczyk, kapelan Pułku NSZ im. gen. Władysława Sikorskiego, uroczyście odprawił mszę św. w wypełnionej żołnierzami salce konferencyjnej na pierwszym piętrze.

W czasie mszy św. w sali Banku Handlowego przy ul. Traugutta ksiądz poświęcił rkm zdobyty przez żołnierzy 2. kompanii Zgrupowania „Lewar”.

W Arbeitsamcie, przedwojennym Towarzystwie Kredytowym Ziemskim przy placu Małachowskiego, odprawiana była w tym czasie msza polowa w oszklonym hallu. Maria Czapska, mieszkanka pobliskiej kamienicy w zaułku Dowcip, poprzecznym do ul. Czackiego, zanotowała w prowadzonym pamiętniku: „Gwizd i łoskot pocisków. Chłopcy stoją w szeregach niewzruszeni, ja, odruchowo, pochylam głowę, zamykam oczy.

Bezduszne przemówienie starszego majora ze sztabu naszej dzielnicy. Mówił o roku 1920, podkreślał cudowność tego zwycięstwa, ani słowa o Piłsudskim, o chwili obecnej. – Matka Boska Patronka Polski itd., słowa, wytarte słowa”.

Tego dnia po raz pierwszy przyjechali do Warszawy niemieccy sprawozdawcy wojenni z PK (Propaganda-Kompanie). Oberleutnant Gerard Starcke, szef Kompanii Propagandowej nr 612 z 9. Armii przekazał telefonicznie korespondencję, w której napisał m.in.: „Sposób prowadzenia walki przez powstańców jest podstępny i nikczemny. Walczą częściowo w niemieckich mundurach i próbują w ten sposób powodować zamieszanie, przede wszystkim u żołnierzy brygadiera Kamińskiego [Bronisława, dowódcy RONA], którzy ramię w ramię z niemieckimi oddziałami zwalczają opór powstańców. Obok rosyjskich oddziałów brygadiera Kamińskiego zostali tu także skierowani Azerbejdżanie, którzy w sposób wyróżniający biorą udział w walce przeciw powstańcom.

„Z naszej mogiły nowa się Polska – zwycięska narodzi”. Strofy, które towarzyszyły Powstaniu Warszawskiemu

Powojenny rząd, dyplomacja i Sejm nie były dla chłopców z „Parasola”. „Ziutek” nie mógł tego wiedzieć, ale coś przeczuwał. „Czerwona zaraza” to wiersz równie znany, jak „Pałacyk Michla”.

zobacz więcej
Większość ludności Warszawy, która ustosunkowała się do zamiarów bandytów od początku obojętnie lub nieprzychylnie, została jednak częściowo przez bandytów wykorzystana przeciwko niemieckim siłom zbrojnym. Bandyci rekrutują się w większości z młodych chłopaków między 15 a 21 rokiem życie, którzy całkowicie pomijając realne fakty uwierzyli, że przez powstanie przysłużą się mglistym ideałom politycznym. Uzbrojeni są w karabiny i używani jako snajperzy; trochę ciężkiej broni, kilka czołgów i dział ppanc. [sic!] zwiększają siłę ognia tych ciągle jeszcze już tylko o przetrwanie walczących bandytów.

Jeżeli uwzględni się cel, który postawili sobie powstańcy, mianowicie zniszczenie stacjonujących tu jednostek Wehrmachtu, następnie odcięcie zaopatrzenia dla walczących na wschód od Wisły niemieckich dywizji i szybkie połączenie z wojskami sowieckiej armii, to można już dzisiaj określić powstanie w całości jako chybione”.

***


26 sierpnia, sobota, była dniem Matki Bożej Patronki i Królowej Korony Polskiej. Zgodnie z rozkazem pułkownika „Montera” Chruściela, do modlitw odmawianych codziennie dodano tego dnia Pod Twoją obronę... z trzykrotnym wezwaniem: „Królowo Korony Polskiej, módl się za nami!”.

Na parterze w sali gmachu PKO przy ul. Jasnej róg Świętokrzyskiej postawiono ołtarz przystrojony narodowymi flagami. Powstańcy z pistoletami maszynowymi zawieszonymi na szyjach, z karabinami przewieszonymi przez ramię i ci bez broni, stali obok personelu szpitalnego i cywilów w ogromnej sali pod gołym niebem. Szklany dach już dawno został rozbity przez pociski i bomby. Ze wspomnień księdza kapelana „Jacka” Stanisława Tworkowskiego:

„Jest 8 rano, święto Matki Boskiej Jasnogórskiej. Obchodzimy je bardzo uroczyście. Płk «Monter» wydał specjalny rozkaz, wzywający wszystkich dowódców do pogłębienia i mobilizacji wartości moralnych, jako broni powstańczej przeciw słabszemu pod tym względem wrogowi. Rozpoczynam Mszę świętą w asyście księdza «Biblii» [Stefana Kowalczyka] i księdza «Jana I» [Stanisława Piotrowskiego]. Zamiast muzyki organowej dochodzą odgłosy częstych i niedalekich wybuchów. (…)

Do wnętrza zagląda błękit nieba przesłaniany obłoczkami dymu palących się po drugiej stronie Marszałkowskiej domów. Czuć spaleniznę oraz mdły zapach lekarstw. W podziemiach, tuż pod nami, mieści się główny szpital Śródmieścia”.
Niemieckie działo pancerne StuG III Ausf. G podczas walk o Polską Wytwórnię Papierów Wartościowych, 28 sierpnia 1944. Fot. Domena publiczna, Wikimedia Commons
Podczas wygłaszania kazania przez kapelana „Jacka”, nad gmachem PKO pojawiły się niemieckie samoloty. Kapelan nie przerwał, jego słowa porównujące powstańczą Warszawę do oblężonej przez Szwedów Częstochowy, zanotowała doktor Sabina Dembowska: „Patrzcie – mówił kapłan – oto unoszą się nad nami posępne skrzydła brunatnego antychrysta, aby nam i ojczyźnie naszej zgotować zagładę… Ale nie jesteśmy sami. Czuwa nad naszą placówką i nad całą umęczoną polską ziemią miłująca moc Boża… Pamięta o nas Jasnogórska Królowa i Matka…”

Spokój i opanowanie księdza kapelana udzieliły się wszystkim uczestnikom mszy. Piloci Junkersów celowali w widocznych z góry uczestników mszy przez pozbawioną dachu salę. Bomby spadły obok. Gmach zakołysał się od eksplozji i podmuchu. Dr Dembowska napisała: „Wszyscy pozostali na swoich miejscach, śpiewając słowa hymnu Przed Twe oblicze zanosim błaganie, Ojczyznę wolną racz nam wrócić, Panie!”.

Ten sam moment we wspomnieniach księdza Jacka: „Ujrzałem skrzydła naznaczone czarnym krzyżem i jednocześnie potężny wybuch wstrząsnął gmachem. Tłum przed ołtarzem zakołysał się jak łan zboża od podmuchu wichury. Rozległy się krzyki przerażenia. Żołnierze nie ruszyli się, ale ludność rzuciła się do ucieczki.

– Spokojnie! Nic się nie stało! Jesteśmy pod opieką Matki Boskiej – zawołałem.

Bałem się. Część gmachu była odsłonięta, ludzie stali pod gołym niebem. Mówiłem jednak słowami Pisma świętego: Szatan krąży jak lew ryczący naokoło nas, szukając kogo by pożarł… Krąży nad nami, nad naszą ziemią i nad całym światem, niosąc krzywdę i mord. Ale to już ostatek jego szaleństw i zbrodni. Walczymy z nim mocą wiary.

Cień bombowca znów przemknął nad salą i huk ponownie zakołysał gmachem. Ale nikt nie uciekał. Wszyscy stali spokojnie, zapatrzeni w ołtarz. Wybuchy bomb oddalały się. Trzeba się spieszyć. Po nalocie są ranni i przywaleni gruzem.

W słoneczny błękit, przebijający się przez czarne chmury, uderzył potężny śpiew: Boże coś Polskę…”.

Cudownie ocaleni. Niezwykłe przypadki z Powstania Warszawskiego

„Usłyszałam słowa Andrzeja, powiedział mi, żeby się czołgać. Później okazało się, że wtedy nie żył już od trzech dni”. „Było tak, jakby mnie Matka Boska swoim płaszczem zasłoniła”. „Odezwał się we mnie głos, który mówił, co należy zrobić”.

zobacz więcej
Refleksja obecnego na tej mszy Komendanta Głównego AK, gen. Tadeusza „Bór” Komorowskiego: „Zrzucane bomby uderzały raz po raz w sąsiednie budynki. Ściany trzęsły się do fundamentów i miałem wrażenie, że lada chwila cały strop ugodzony następną bombą runie nam na głowy. Za każdym nowym poszumem lecącej bomby ludzie mimo woli kurczyli się w sobie, pochylając głowy jeszcze niżej. Spojrzałem na księdza stojącego u ołtarza. Odprawiał nabożeństwo, jakby to było w najzaciszniejszym kościółku. Za jego przykładem obecni na mszy św. przestali zwracać uwagę na niebezpieczeństwo i modlili się spokojnie dalej, mimo coraz bliższych i coraz gwałtowniejszych wybuchów”.

****


Ksiądz i kapelan stali się symbolem nadziei poprzez wiarę. Pisał o nich w święto 26 sierpnia publicysta powstańczego pisma w Śródmieściu: „Dwa są symbole Sierpniowego Powstania – i Walczącej Warszawy: biały orzeł na czerwonym tle i ksiądz z biało-czerwoną opaską, który wśród kul i bomb, wśród gryzącego dymu pożarów i trzasku walących się domów śpieszy na swój kapłański posterunek.

Orzeł polski i polski sztandar pojawiły się od pierwszej chwili Powstania wszędzie tam, gdzie żołnierz AK stał na posterunku: na gmachu, który w twardym boju zdobył, na domu, w którym się zakwaterował, na barykadzie, która Tygrysom dostęp zagradzała. Biel i czerwień: symbol Rzeczypospolitej objawionej na ulicach stolicy.

A równocześnie z tym – symbol drugi: kapłan. Znamy go wszyscy z czasów konspiracji. Pamiętamy jego płomienne kazania do Polaków, pamiętamy przekradanie się po cywilnemu na komplety szkolne, pamiętamy jego zasługi w kształtowaniu młodych dusz polskich.

Dziś ten sam kapłan spieszy tam, gdzie go katolicki i polski wzywa obowiązek: do chorego w szpitalu, do rannego na placu boju, a nie rzadko i gdzieś w zakamarki, by któregoś z tych, co życiem bój o wolność opłacili, na zawsze pożegnać.

Z opaską o polskich barwach na ramieniu, z Przenajświętszym Sakramentem na piersi, ze stułą w ręce spełnia swój odpowiedzialny obowiązek – polski kapłan.
Symbol walczącej stolicy i symbol katolickiej Polski”.
Ślub powstańców: sanitariuszki Alicji Treutler „Jarmuż” i pchor. Bolesława Biegi „Pałąka”, udzielany przez ks. Wiktora Potrzebskiego „Corda”. Kaplica przy ul. Moniuszki 11 w Warszawie, 13 sierpnia 1944. Fot. Eugeniusz Lokajski, Domena publiczna, Wikimedia Commons
26 sierpnia we wszystkich oddziałach odczytano „Apel do żołnierzy”, podpisany przez księdza Stefana Kowalczyka „Biblię”, dziekana Warszawskiego Okręgu AK.

„Obok broni materialnej – pisał ksiądz dziekan – musimy do zwycięstwa ostatecznego zmobilizować broń duchową: bronią tą jest jasność moralna duszy ludzkiej, głęboka wiara w nadprzyrodzoną pomoc Boga, wysoki poziom ideowy wszelkich poczynań powstańczych. Bez tych wartości duchowych o zwycięstwie nawet i marzyć nie można, jak stwierdza sam Bóg, Stwórca Wszechrzeczy – «Na próżno pracują ci, którzy budują bez Boga».

Wszelka siła materialna bez duchowych wartości Bożych może osiągnąć czasowe sukcesy, ale zwycięstwa ostatecznego nigdy. Dowodem tego jest wróg nasz, którego przemoc, na brutalnej, barbarzyńskiej sile zbudowana, dziś rozpada się, zamieniając butę zuchwałą w klęskę ostateczną...

(...) Do Ciebie, żołnierzu, mężczyzno i kobieto, bez różnicy szarż i stanowisk, żołnierzu polski, który krwią swą wyrąbujesz drogi wolności Ojczyzny, zwracam się z prośbą serdeczną, abyś odtrącił precz wszelką małość i poniżenie moralne, sięgnął po wielkość i czystość swej duszy, ujrzał promienną i jasną Ojczyznę swą wolną i odrodzoną, ale w sprawiedliwości i miłości.

(...) Nie ten jest żołnierzem Polski, nie ten walczy o Jej wolność, kto tylko bronią w ręku krwawi na szańcach, ale ten, który walcząc i krwawiąc, daje jednocześnie Ojczyźnie swojej duszę jasną i czystą. Ofiary zanieczyszczonej brudem zmysłów, splamionej grabieżą dobra ogólnego, obniżonej pijaństwem – Bóg nie przyjmie”.

Może tego właśnie dnia papież otrzymał już depeszę wysłaną z walczącej Warszawy w trzecim tygodniu sierpnia:
„Ojcze Święty, my, kobiety, walczymy... bronimy się już trzy tygodnie...
Warszawa jest w gruzach.
Niemcy mordują rannych w szpitalach.
Kobiety i dzieci pędzą przed czołgami.
Nasi synowie, mężowie i bracia, walczący o wolność, nie są uważani za kombatantów.
Świat nie chce wiedzieć o naszej walce.
Jedynie Bóg jest z nami”.

*****


26 sierpnia, w święto Matki Boskiej Częstochowskiej, odbyła się uroczysta msza święta, podczas której przy dźwiękach skrzypiec i akordeonu nastąpiło zaprzysiężenie do Armii Krajowej w IV Zgrupowaniu „Gurt” kilku sanitariuszek-harcerek z 23 Warszawskiej Żeńskiej Drużyny Harcerskiej, niezaprzysiężonych w okresie konspiracji. Zaprzysiężona „Sowa” Alina Kiszkowska zapisała w dzienniczku:
„Stoję wyprostowana przed ołtarzem… Płyną słodkie tony skrzypiec. Na ołtarzu odbywa się bezkrwawa ofiara za tych, co krwawo za wolność płacili, za tych, co walczą z wrogiem na wysuniętych placówkach, za ich rodziny siedzące w schronach i za wszystkich, wszystkich ludzi.

Na lichtarzu tańczą płomyki świec, tańczą w takt wiatru. Smutnie łkają skrzypce… Płynie szept modlitw… I każdy myśli o tych, których kocha… Gdzie on jest w tej chwili? Czy żyje? Co robi? Boże, osłoń go od kul! Ocal przed śmiercią zdradziecką, o Boże… (…)

Podczas uroczystej mszy św. trzasnęły dwa pociski i przyniesiono nam rannych ze Złotej. Wrażenie ogromne. Cywilne niewiasty zaczęły popłakiwać etc. Przez cały dzień miałyśmy niezły chrzest. Cała masa rannych.

O godzinie 14-ej zaczęła ryczeć krowa [wyrzutnia pocisków] i to ryczeć nader groźnie. Schowałam się za ścianę na parterze, w korytarzu i wśród huku i brzęku lecących szyb doszłam do wniosku, że krowa nas wymacała i że to moja ostatnia godzina. W ciągu paru sekund uspokoiło się, ale ciemno było od kurzu i pełno było szkła potłuczonego. Zaczęło się latanie z góry na dół. Okazało się, że wszyscy żyją. Tylko jedną z dziewcząt «Myszkę» [Marię Jabłonowską], oparzono w kuchni w nogi, wylewając na nie kocioł z gorącą zupą.


Zaczęli znosić rannych, nota bene nie specjalnie dużo, ale ciężej rannych. Po godzinie krowa znowu ryknęła. Trzeba było podziwiać to uciekające w dzikiej panice stado ludzkie. Kobiety pouciekały z góry i zrobiły tłok na dole przy tej sakramentalnej ścianie. Ja stałam w środku i zastanawiałam się, czy mi coś zleci na łeb, czy nie. Jakoś nie zleciało. Za to ktoś mnie oblał gorącą zupą. Gdy potem poszłam do sali chorych okazało się, że mam nawet kluski na plecach. Trzeba było robić porządek i przenosić chorych z góry na dół”.

******


Stanisław Zadrożny, szef zespołu BIP radia Błyskawica, napisał po wojnie: „W czasie powstania nabożeństwa nabierały szczególnego wyrazu. Były wypowiedzią wiary i nadziei, były poszukiwaniem siły dla przezwyciężenia ludzkiego cierpienia. Były surowe i proste jak pierwsze modlitwy chrześcijan w katakumbach. Najpierw odbywały się nabożeństwa w dużych schronach w kaplicach i kościołach. Gdy kościołów nie było, na gruzach lub w podwórzach domów”.

„W powstaniu – napisał inny uczestnik powstania, Władysław Bartoszewski „Teofil” – w obliczu – jak się wydawało wtedy – ostatniej i rozstrzygającej walki o wolność i suwerenność niepodległej Polski, ogromną rolę odgrywała wiara. W połączeniu z patriotyzmem była ona dla wielu ludzi – można zaryzykować stwierdzenie, że wówczas dla większości ludzi – czynnikiem podtrzymującym, czynnikiem utrzymującym nadzieję, źródłem siły moralnej”.

Życie religijne, wiara, łączyła mieszkańców i powstańców. Tłumnie, mimo nalotów, bombardowania i ostrzeliwania zbierali się przy kapliczkach, które były na prawie każdym podwórzu i na odprawianych przez kapelanów mszach polowych.

– Maciej Kledzik

TYGODNIK TVP, ul. Woronicza 17, 00-999 Warszawa. Redakcja i autorzy


W nawiasach kwadratowych [ ] autor wyjaśnił nazwiska, nazwy, terminy i określenia często niezrozumiałe dla współczesnego czytelnika.
Miasto 44
Zdjęcie główne: Figura Chrystusa dźwigającego krzyż przed kościołem Świętego Krzyża na Krakowskim Przedmieściu cudem pozostała nietknięta w zrujnowanej w sierpniu 1944 roku Warszawie. We wrześniu kościół ponownie zdobyli Niemcy i wprowadzili do wnętrza goliaty – po eksplozji runęła wieża, sklepienia i pomnik. Chrystus, leżąc na ulicy, nadal wyciągał rękę ku niebu, jakby wzywając: „Sursum corda”. Fot. NAC/Ministerstwo Informacji i Dokumentacji rządu RP na emigracji, sygn. 21-220 oraz Wikimedia Commons
Zobacz więcej
Historia Najnowsze wydanie
Setki manifestantów utopionych w rzece? Fakty czy legenda
Prezydent przyjął wersję wydarzeń przygotowaną przez komunizujących historyków.
Historia Najnowsze wydanie
Ścięty na gilotynie. Śląski męczennik
Dlaczego młody ksiądz został oskarżony o zdradę stanu?
Historia Poprzednie wydanie
Polska pod obcym protektoratem. Suwerenność reglamentowana
Skoro sami Polacy zaprosili „zagranicę” do ingerencji, trudno, żeby nie skorzystała.
Historia Poprzednie wydanie
Sybiraczka z rodu Mickiewiczów
Dwa tygodnie po śmierci synka przyszła paczka od męża przez Czerwony Krzyż z Persji. Myślałam, że mnie to zabije. Czemu nie przyszła wcześniej!
Historia Poprzednie wydanie
Miał kmicicowatą naturę. Pierwszy rzucał butelkę z benzyną
Śmierć przyszła po Baczyńskiego wcześniej, i to na polu chwały, a nie w ubeckich kazamatach, jak dopadła „Anodę” Rodowicza.