Historia

Wymyślił termin „geopolityka”. Czy słusznie uchodzi za sprzymierzeńca Niemiec w ich agresywnych aspiracjach mocarstwowych?

W życiu codziennym naruszenia zasady narodowości, nie mniej niż grzechy przeciwko naturze, jawią się jako otwarte rany w systemie państwowym. Nie można tej zasady zasymilować ani przekupić – pisał szwedzki uczony.

Dzięki uprzejmości wydawnictwa Zona Zero publikujemy fragment książki Johana Rudolfa Kjelléna „Państwo jako żywy organizm” w przekładzie Krzysztofa Zmyślińskiego i Tomasza Zmyślińskiego. To pierwsze polskie wydanie tego dzieła. Znalazło się ono w tomie, który zawiera też dwa inne, niepublikowane dotąd po polsku, teksty autora.

Kjellén żył w latach 1864-1922. Był szwedzkim politologiem, wykładowcą uniwersyteckim. Uczestniczył też aktywnie w życiu politycznym swojego kraju – z ramienia konserwatystów zasiadał w szwedzkim parlamencie. Zasłynął jednak jako naukowiec. To on wprowadził do debaty o stosunkach międzynarodowych termin „geopolityka”.

Do Kjelléna przylgnęła opinia, że był on myślicielem legitymizującym agresywne aspiracje mocarstwowe Niemiec. Ważną zatem kwestię poruszają tłumacze jego książki na język polski. W swoim wprowadzeniu do niej piszą między innymi:
Johan Rudolf Kjellén „Państwo jako organizm i inne teksty”, z niemieckiego i szwedzkiego przełożyli: Krzysztof Zmyśliński i Tomasz Zmyśliński, Zona Zero, Warszawa 2021
„Punktem wyjścia były znane nam teksty niemieckie i na nich oparliśmy polski przekład. O ile »Plan systemu polityki« i »Idee 1914 roku« nie przysporzyły większych trudności, o tyle »Państwo jako żywy organizm« okazało się wyzwaniem i to nie tyle erudycyjnym czy językowym, ile czysto formalnym. Tłumacząc tekst z języka niemieckiego mieliśmy potrzebę zweryfikowania terminologii (różnej w pewnych miejscach, by przywołać chociażby »Herrschaftspolitik« versus »regimentspolitik« czy »Demopolitik« versus »etnopolitik«). Wymagało to przestudiowania obszernych fragmentów szwedzkiego oryginału. Ku naszemu zaskoczeniu odnaleźliśmy w niemieckim tłumaczeniu wiele wątków nieobecnych w szwedzkim oryginale oraz takie, które w przekładzie niemieckim zostały pominięte lub po prostu przeinaczone. W zasadzie wymagało to przeprowadzenia analizy porównawczej oryginału szwedzkiego i niemieckiego przekładu, której skutkiem jest niecodzienna forma polskiego wydania. Znacząca większość tekstu to przekład z języka niemieckiego zweryfikowany oryginałem. Fragmenty tekstu, w których wystąpiły znaczące różnice rzeczowe lub stylistyczne pomiędzy oryginałem a niemieckim przekładem, włączyliśmy do polskiego wydania w brzmieniu odpowiadającym oryginałowi w sposób niewidoczny dla czytelnika. Odwrotnie postąpiliśmy z fragmentami pominiętymi w niemieckim przekładzie i z wtrąceniami nieobecnymi w oryginale. Zostały one wyodrębnione edytorsko w sposób widoczny dla czytelnika.

Jako że nie chcemy odbierać czytelnikom przyjemności, jaką my odczuwaliśmy, odkrywając te różnice, nie będziemy ich tutaj omawiać, a już tym bardziej spekulować co do ich istoty, gdyż nie taka jest nasza rola. Pozostawiamy to ludziom żyjącym z tej sztuki. Odnotowujemy tylko, że również nauka zawsze w jakimś stopniu ulega wpływom ideologii i służy politycznym celom, a naszym obowiązkiem jako tłumaczy jest stanąć po stronie myśli faktycznie wyrażonych. Polskie wydanie eseju »Państwo jako żywy organizm« odkrywa przed nami wiele wątków nieznanych niemieckiej publiczności. Pozwala dostrzec silny wpływ szwedzkiej myśli państwowej i rzeczywistości politycznej Szwecji na dzieło Rudolfa Kjelléna. Pozwala też ujrzeć w innym świetle rzekome germanofilstwo autora, lecz co najważniejsze, pozwala poddać weryfikacji obiegowe wyobrażenie o organicznym charakterze państwa. Państwo organiczne Kjelléna nie ma charakteru postulatywnego. Kjellén wielokrotnie zwraca uwagę na to, że państwo interesuje go nie jako idea, lecz jako przedmiot podlegający empirycznemu poznaniu, że jest ono pewną obiektywnie istniejącą rzeczywistością, a rolą nauki jest tylko i wyłącznie opis tej rzeczywistości, takiej jaka ona jest. Z naszej polskiej perspektywy interesujący jest jego zdecydowanie negatywny stosunek do germanizacji (i madziaryzacji) oraz wizja przywróconej polskiej państwowości”.
Satyryczna mapa Europy z 1914 roku. To w tamtych czasach wykuwał się termin „geopolityka”. Fot. Universal History Archive/Universal Images Group via Getty Images
Kiedy świadomość bycia członkami wyższej i większej osobowości po raz pierwszy pojawi się u tych, którzy przynależą do narodu, wtedy ten naród naprawdę „staje się człowiekiem”. W tym momencie proces nie jest już jedynie biologiczny, lecz staje się polityczny. Bo naród, który czuje się dojrzały, chce być też za taki uznawany. Chce wysadzić istniejący system państwowy, gdyż w starym nie ma dla niego miejsca. Chce mieć prawa równe ze starszymi członkami systemu. Domaga się swego potwierdzenia w postaci państwa. Wyraz tej siły to znów typowa deklaracja niepodległości. To właśnie ten proces doprowadził Holendrów do 23 stycznia 1579 roku, Amerykanów do 4 lipca 1776 roku, Norwegów do 17 maja 1814 roku i 7 czerwca 1905 roku oraz Bułgarów do 5 października 1908 roku.

Państwowa forma istnienia jest więc końcem tęsknoty narodu za życiem. Tylko w ten sposób jest on również zewnętrznie oddzielony od innych. Teraz może również zapłodnić, ze źródła lojalności, naturalną solidarność, tak jak i całe dzieło władzy państwowej. Ale jest tu coś jeszcze głębszego. Za pośrednictwem państwa naród otrzymuje wyższą duchową treść, której jemu samemu brakuje. Jego ślepe instynkty przekuwane są przez państwo w rozsądne idee prawne. Jego naturalna moc wchodzi na wyższy, rozsądniejszy poziom świadomości. W kuszącym świetle wolności naród zobowiązuje się do odpowiedzialności historycznej.


Taka jest treść zasady narodowościowej, jednej z najwspanialszych idei, jakie kiedykolwiek zdominowały epokę historyczną. Nie jest ona jednak tak stara; nie odegrała żadnej roli w tworzeniu państw przed połową XIX wieku. Choć narody są stare, to ich świadome roszczenia do indywidualności politycznej są młode. Starożytność o tym nic nie wiedziała. W przypadku Grecji mamy do czynienia z politycznymi mikrokosmosami, które nigdy nie zdołały osiągnąć jedności narodowej, a później w Rzymie z rządzącym makrokosmosem sojuszników i niewolników różnych narodowości. Również średniowiecze – łącznie z erą monarchii absolutnej – nie uznawało rzeczywistości narodów. W królestwach nie miało znaczenia, czy składają się z jednego ludu czy z wielu. Nauka też nie dostrzegała tego zagadnienia; również Monteskiusz nic nie wie o zdolności i prawie narodu do budowania państwa. Z pozycji prawa naturalnego nie było żadnych pośrednich form ani stopni między jednostkami a ich sumą – ludzkością. Państwa budowano z abstrakcyjnych typów ludzkich, średnich proporcji francusko-niemiecko-angielskich i innych podobnych. Te jednostki wypełniały następnie państwo rzeczywistą aktywnością i rozwojem – nie widziano innego bohatera w historii.
Johan Rudolf Kjellén widział w Ottonie von Bismarcku wielkiego męża stanu, który zjednoczył Niemcy, a zarazem polityka odbierającego Polakom należne im prawo do własnej państwowości. Zdjęcie „żelaznego kanclerza” z około 1895 roku. Fot. Hulton Archive/Getty Images
Teoria ta została zważona na szalach historii i uznana za zbyt prostą. Wymagało to męstwa bezdomnego Korsykanina. Napoleon Bonaparte ucieleśnia gigantyczną próbę objęcia świata przez jednostkę w jej własnym imieniu, bez pomysłu w sobie: bez narodu wokół niej i bez Boga nad nią. To nadużycie, ta przesada indywidualizmu była konieczna, aby narody w ogóle się obudziły. O nią i tylko o nią – o zdeptaną i wskrzeszoną świadomość narodową Hiszpanii, Niemiec i Rosji – rozbił się Napoleon. A potem przyszło odkrycie polityczne większe niż jakiekolwiek inne od czasu odkrycia jednostki przez chrześcijaństwo: jest inna osoba w historii, a tą osobą jest naród. To było tak, jak gdyby drugi aktor pojawił się obok Tespisa: sztuka mogła nabrać głębszego znaczenia. Ale z nich dwóch naród jest większy. Jednostka nie jest panem, ale narzędziem. Naród, a nie jednostka, jest prawdziwym bohaterem historii.

Pogląd ten wygłosił już Fichte w Berlinie 1807 roku, w przemówieniu „do narodu niemieckiego”, któremu wtórowały dźwięki bębnów garnizonu francuskiego. Szkoła historyczna wyolbrzymiła go w sposób jednostronny. Została też ona wtedy znieważona przez dyplomatów na Kongresie Wiedeńskim. Nie uważali oni za konieczne uwzględnienie tego stanowiska podczas tworzenia nowej mapy politycznej Europy (Niderlandy zostały zjednoczone z Belgią, podtrzymano rozbicie Italii i Niemiec). Pogląd tej szkoły potępiono też w liście pasterskim synodu wiedeńskiego w 1849 roku jako „pozostałość pogaństwa”. To była legitymacja dla ancien régime. Zarazem Joly odrzucił ten pogląd w 1863 roku z pozycji indywidualizmu rewolucji francuskiej.

Ale wtedy (1851) zasada narodowości została już uznana przez Manciniego w jego słynnych wykładach „Delhi nazionalità come fondamento del diritto delle genti” za „świętą i boską sprawę” (santa e divina cosa), na której chciał oprzeć całe prawo międzynarodowe. To był duchowy marsz nowych Włoch. Pod patronatem francuskim (Napoleon III) idea ta pojawiła się jako motyw zwycięski w światowej historii i od tamtej pory nie zniknęła z historycznej sceny.
Geopolityka
Zasada narodowości działa w praktyce na dwa różne sposoby: jako siła odśrodkowa, gdy kilka narodów w tym samym państwie wzdycha do wolności, albo jako siła dośrodkowa, gdy różne państwa tego samego narodu wołają o jedność. Jest to więc ta sama siła, która stoi za wyzwoleniem narodów bałkańskich z jednej strony i za jednością Włoch i Niemiec z drugiej. Widzimy to również, delikatniej zarysowane, w Holsztynie (i Alzacji) powracającymi do Niemiec i we wschodniej Rumelii ciążącej do Bułgarii. W rzeczywistości stoi ona za praktycznie wszystkimi zmianami granic, jakie zaszły na mapie Europy w ciągu ostatniego półwiecza. Nic więc dziwnego, że idea, która zaowocowała tak wspaniałymi dziełami, jest postrzegana w polityce międzynarodowej jako obiekt troski. Teraz, gdy Ententa zabrała się za program pokojowy na czas po wojnie światowej, idea narodowości jest jej głównym, deklarowanym motywem: nowa Europa musi teraz całkowicie opierać się na zasadzie prawa narodu do jedności i wolności.

Nadal istnieje wiele niedociągnięć w pełnej realizacji tego pomysłu. Jeśli przyjrzymy się bliżej mapie Europy w momencie wybuchu wojny, to znajdziemy trzy grzechy główne: a) jedność bez wolności: Czesi w Austrii i Irlandczycy w Anglii; b) wolność bez jedności: Włochy ze swoimi rodakami w Austrii, Szwajcarii itd., Rumunia ze swoimi na Węgrzech i w Rosji, Serbia z jej rodakami w Austrii; c) ani wolność, ani jedność: 33 miliony Ukraińców w Rosji i Austrii i 20 milionów Polaków w Rosji i w Niemczech.

We wszystkich tych punktach praktyczna polityka musi się liczyć z mniej lub bardziej otwartymi konfliktami. Ma to związek z uciskiem włoskiej „irredenty” w Trydencie i Trieście, Serbów w Bośni, Rumunów w Siedmiogrodzie, Bułgarów w Macedonii; to samo kryje się za spiskami Irlandczyków i Czechów za jednością ich państw, oraz za marzeniami o wolności Polaków i Ukraińców. W życiu codziennym naruszenia zasady narodowości, nie mniej niż grzechy przeciwko naturze, jawią się jako otwarte rany w systemie państwowym. Nie można tej zasady zasymilować ani przekupić. Jako imperatyw bardziej kategoryczny i mniej podatny na rozsądną krytykę niż cokolwiek innego, legitymizuje „zaciekłych” mężów stanu krajów, a także bohaterów wolności narodów, które żyją pod władzą i nadzorem innych narodów.

Biopolityka. Czy życie ludzkie to zasoby państwa? Takie same jak węgiel?

W czasach koronawirusa wróciło pytanie, czy dobro społeczeństwa jest warte więcej niż życie pojedynczego człowieka.

zobacz więcej
Siła tej mocy jest widoczna w jednym słowie. Zasada narodowości jest ni mniej, ni więcej tylko zasadą osobowości zastosowaną do osobowości narodowych: z jej wieczną prawdą i wiecznymi ograniczeniami. W nagłym rozjaśniającym świetle widzimy tutaj, że jest to dziecko tego samego ducha, który zrodził powszechne prawa wyborcze w obrębie narodów. Olbrzymia moc pochodzi z tego samego źródła. To „wartość narodowa”, która chce odegrać większą rolę na szczeblu politycznym i społecznym, na większej scenie, tak jak wartość ludzka jednostki na mniejszej.

Możemy teraz zrozumieć, że zasada narodowości napotyka w niektórych miejscach wciąż na duży opór. W świadomym akcie reakcja ta przejawia się w takich zjawiskach polityki jak rusyfikacja, madziaryzacja i germanizacja, z których wszystkie skierowane są przeciwko mniejszościom obcym rządzącemu narodowi. W imię lojalności, przemocą dąży się do jedności, kosztem poczucia przynależności narodowej rozczłonkowanych elementów. Widzimy więc na wojennej ścieżce Niemcy, które w imię wielkiej idei rozwiązały swój własny problem jedności; a na czele tej najbardziej zdecydowanej reakcji przeciwko zasadzie narodowej, reakcji przeciwko Polakom na wschodzie, znajdujemy tego samego wielkiego męża stanu, który był ojcem narodu i jego jedności. Fakt, że Austria również musi wziąć udział w reakcji, nie mówiąc już o tym, w jaki sposób, jest wyraźnym efektem dążenia tego państwa do samoobrony: tam, gdzie lojalność nie jest wspierana przez żaden naród, idea narodowości oznacza automatyczny rozpad.

– Johan Rudolf Kjellén

Z niemieckiego i szwedzkiego przełożyli: Krzysztof Zmyśliński i Tomasz Zmyśliński

Zdjęcie autora – Svenskt Biografiskt Lexikon (Riksarkivet), Public Domain, https://commons.wikimedia.org/w/index.php?curid=33355253


TYGODNIK TVP, ul. Woronicza 17, 00-999 Warszawa. Redakcja i autorzy


Zdjęcie główne: Posąg Atlasa podtrzymującego glob ziemski. Fragment frontonu Pałacu Królewskiego w Amsterdamie. Fot. Roger Viollet via Getty Images
Zobacz więcej
Historia Najnowsze wydanie
Setki manifestantów utopionych w rzece? Fakty czy legenda
Prezydent przyjął wersję wydarzeń przygotowaną przez komunizujących historyków.
Historia Najnowsze wydanie
Ścięty na gilotynie. Śląski męczennik
Dlaczego młody ksiądz został oskarżony o zdradę stanu?
Historia Poprzednie wydanie
Polska pod obcym protektoratem. Suwerenność reglamentowana
Skoro sami Polacy zaprosili „zagranicę” do ingerencji, trudno, żeby nie skorzystała.
Historia Poprzednie wydanie
Sybiraczka z rodu Mickiewiczów
Dwa tygodnie po śmierci synka przyszła paczka od męża przez Czerwony Krzyż z Persji. Myślałam, że mnie to zabije. Czemu nie przyszła wcześniej!
Historia Poprzednie wydanie
Miał kmicicowatą naturę. Pierwszy rzucał butelkę z benzyną
Śmierć przyszła po Baczyńskiego wcześniej, i to na polu chwały, a nie w ubeckich kazamatach, jak dopadła „Anodę” Rodowicza.