Cywilizacja

Bukmacherzy. Niewyobrażalne pieniądze i gigantyczna konkurencja

Jedna z polskich firm całkowicie zdominowała dziś rodzimy rynek zakładów wzajemnych, chociaż jeszcze kilka lat temu była na krawędzi bankructwa. Teraz zamierza podbić Europę. Jest rozpoznawalna m.in. w Niemczech, Słowenii czy w Wielkiej Brytanii.

To była jedna z najlepiej zapowiadających się karier sędziowskich w Polsce. Hubert Siejewicz występował już na ważnych meczach w europejskich pucharach. Był jednym z nielicznych, którzy zostali zawodowymi arbitrami PZPN. Jak na tamte czasy (czyli po roku 2000), była to niewyobrażalna pensja i niewyobrażalna nobilitacja. W rodzinnym Białymstoku był bardziej rozpoznawalny od piłkarzy Jagiellonii.

Dorobek życia przekreśliło nagranie jednego z białostoczan. W 2013 r. sfilmował z ukrycia, a później udostępnił w internecie, jak Siejewicz obstawia wyniki w zakładach bukmacherskich. Dla człowieka ze świata profesjonalnej piłki nożnej, był to wyrok śmierci. Zbigniew Boniek natychmiast rozwiązał z nim kontrakt, a sędzia już nigdy nie wrócił na murawę.

Wówczas granie „u buków” wyglądało zupełnie inaczej niż dzisiaj. Rynek nie miał niemal żadnych regulacji, internetowe wersje rodzimych firm raczkowały. Częściej chodziło się do stacjonarnego punktu i z tablic wywieszonych w środku spisywało mecze do obstawienia. Odbierało się kupon i czekało na wyniki. Legalnie działające firmy zbierały zaledwie co dziesiątą wydaną nad Wisłą złotówkę.

Sama branża zakładów bukmacherskich również dopiero się profesjonalizowała. Wystarczy wspomnieć, że dzisiejszy lider, który ma połowę polskiego rynku – STS – miał kilkadziesiąt milionów długów i zaledwie 15 proc. tortu. A od własnego ojca, firmę wykupował wówczas 25-letni syn Mateusz Juroszek.

Dziś zmieniło się dosłownie wszystko. Bukmacherzy to w dużej mierze przedsiębiorstwa z sektora nowych technologii stawiających na sztuczną inteligencję i innowacyjne rozwiązania płatnicze.

A przede wszystkim niewyobrażalna gotówka. Zebraliśmy i przeanalizowaliśmy sprawozdania finansowe wszystkich działających legalnie w Polsce firm bukmacherskich. Łącznie w 2020 r. wygenerowały obroty na poziomie ponad 7 mld zł. Niemal 80 proc. przychodów pochodzi już z internetu. Stacjonarne punkty dzisiaj traktowane są bardziej jako outdoorowa reklama.

Pojawiła się zabójcza konkurencja. Licencję z Ministerstwa Finansów ma aż 20 podmiotów. I zaledwie dwa z nich przynoszą zysk. Reszta do interesu dokłada miliony. Mimo to każdy ma gigantyczne budżety marketingowe i wręcz walczy o sponsoring najatrakcyjniejszych klubów piłkarskich.

Mało tego! Od 3 lat branża posiada własną galę „Nagród Bukmacherskich”, gdzie w 11 kategoriach wybierani są bukmacherzy roku. Prowadzą ją gwiazdy dziennikarstwa i topowi sportowcy.

Jednocześnie zakłady bukmacherskie to miejsce, gdzie w najprostszy sposób można wyprać nielegalnie zdobyte pieniądze.
Hubert Siejewicz był najjaśniejszą gwiazdą wśród polskich sędziów futbolowych. Karierę arbitra zakończyło obstawianie u bukmacherów. Z czasem wrócił jednak do pracy w podlaskim oddziale PZPN. Na zdjęciu podczas meczu Zawisza Bydgoszcz - Cracovia Kraków w maju 2013, dwa miesiące przed zwolnieniem z federacji. Fot. PAP/Tytus Żmijewski
Postanowiliśmy sprawdzić, jak funkcjonuje świat zakładów wzajemnych, który z nielicznych zrobił milionerów, niektórych sprowadził na dno, a milionom kibiców daje rozrywkę i nadzieję. Bo, pieniądze tam wydawane są swoistym podatkiem od złudzeń.

Perspektywiczny rynek

Tom (to pseudonim internetowego gracza) może być przykładem, że czasami wyżej wspomniany podatek, przynosi niebywałe efekty. Typer grający na jednej z polskich platform internetowych obstawiał jedynie wyniki Ligi Europy UEFA. Za kilkanaście kuponów zapłacił łącznie 1050 zł, a najwyższa pojedyncza stawka nie przekroczyła 130 zł. Okazało się, że jest wybitnym specjalistą piłkarskim i wszystkie postawione mecze weszły bezbłędnie. Na saldo depozytowe obstawiającego wpłynęło niemal 4 miliony złotych. A konkretnie: 3 960 526 PLN!

Szymon Bartnicki jest z kolei przykładem zupełnie odwrotnym. Był znanym dziennikarzem sportowym. Pracował w „Piłce Nożnej”, Legii Warszawa czy Polskim Związku Piłki Nożnej. Wpadł w szpony hazardu. Totalnie uzależnił się od zakładów bukmacherskich. Stracił kontrolę nad swoim życiem. W pewnym momencie zaczął pożyczać pieniądze od reprezentantów Polski. Przez to stracił pracę. Grał 10 lat. W końcu trafił do zamkniętego ośrodka na leczenie.

– Skrajne przypadki ludzkich historii działają na wyobraźnię. Zarówno pozytywnie jak i negatywnie. Należy jednak pamiętać, że jest to przede wszystkim potężny biznes, a polski rynek jest niezwykle łakomym kąskiem, który w najbliższych latach będzie wyłącznie rósł – uważa Marcin Leoszko ze Związku Przedsiębiorców i Pracodawców.

I rzeczywiście tak jest. Jeszcze w 2008 r. cała branża wpłaciła do budżetu państwa zaledwie 87,9 mln zł podatku, a łączny zysk wszystkich podmiotów wyniósł 0,5 mln zł. Wraz z wejściem w życie nowelizacji ustawy hazardowej w 2017 roku i ograniczeniem szarej strefy wypływy do budżetu znacząco wzrosły. Za 2019 rok bukmacherzy, z tytułu podatku od gier, przekazali ok. 800 mln zł. Ubiegły rok był rekordowy i przyniósł obroty na poziomie ponad 7 mld zł, chociaż jeszcze 5 lat wcześniej było to zaledwie 1,3 mld zł.

Dokładają do interesu

Niewiele jest segmentów rodzimej gospodarki, które wyglądają tak jak zakłady wzajemne. Aż 75 proc. całości posiadają dwa podmioty. Niekwestionowanym liderem jest polska spółka STS, która odpowiada za niemal połowę rynku bukmacherskiego. W ubiegłym roku miała przychód na poziomie ok. 3 mld zł i 126 mln czystego zysku. Do tego doliczyć trzeba ponad 440 punktów stacjonarnych i 1,5 tys. zatrudnionych pracowników.

Dla STS-u Polska staje się powoli za ciasna. Dlatego już kilka lat temu zdecydował się na ekspansję zagraniczną i prowadzi działalność na kilkunastu rynkach europejskich, a usługi są dostępne m.in. w Wielkiej Brytanii, gdzie firma ma swoją licencję.

Brudne pieniądze, chciwe karzełki o lepkich rękach i rodzinne interesy korupcyjne. Sekrety olimpijskiej idei

Koszt jednego medalu zdobytego przez Polaka na igrzyskach w Rio de Janeiro to 36 milionów złotych.

zobacz więcej
– Jesteśmy liderem polskiego rynku m.in. dlatego, że postawiliśmy na rozwój technologiczny. Dlatego możemy dziś śmiało powiedzieć, ze STS to spółka technologiczna. Chcemy umacniać naszą pozycję w kraju i kontynuować dalszy rozwój poza jego granicami – w rozmowie z Tygodnikiem TVP nie ukrywa Paweł Sikora, PR Manager STS. – Brytyjski rynek jest jednym z najbardziej regulowanych. Od dwóch lat bardzo dobrze sobie na nim radzimy zdobywając doświadczenie, które przenosimy na rodzimy rynek, a dzięki któremu jesteśmy jednym z pionierów m.in. w takich obszarach jak „responsible gambling”.

Ćwiartkę tortu posiada Fortuna, która jest częścią holenderskiego Fortuna Entertainment Group NV. I to ostatni z podmiotów, który w Polsce zarabia. Chociaż zdecydowanie mniej niż lider. Przy 2 mld przychodu ma 65 mln zysku. Podium zamyka ForBET z wynikiem 412 mln i stratą na poziomie niemal 2 mln zł (dane za 2019 r.).

Co ciekawe, słabo sobie u nas radzi jeden ze światowych potentatów, czyli Betclic. Firma założona w Londynie z siedzibą na Malcie, a kontrolująca niemal połowę rynku francuskiego była sponsorem największych klubów piłkarskich świata. Jak chociażby Olympique Marsylia czy Juventus Turyn.

I chociaż poza czołową dwójką, wszyscy „jadą” na stracie, to wśród nich wyróżnia się eWinner (ok. 1 proc. udziału w rynku) z przychodami na poziomie 78 mln zł i stratą wynoszącą 20 mln!

Nad Wisłą swojego szczęścia szukają także m.in. Szwedzi czy Rumunii. Ci pierwsi to Cherry AB (u nas spółka nazywa się Cherry Online Polska) czyli PZBuk. W ubiegłym roku ściągnęła z rynku 40 mln zł i zanotowała 3 mln straty przy ponad 7 mln straty w roku ubiegłym. Rumuni z kolei stworzyli u nas markę Superbet, której twarzą jest Jerzy Dudek.

Miliony na start

Dokładania do biznesu nie boją się jednak kolejni gracze. 20. legalnie zarejestrowanym podmiotem został kilka miesięcy temu Fuksiarz, którego mocno promuje dziennikarz sportowy Krzysztof Stanowski.

– Nasz rynek rzeczywiście rośnie mocno i dynamicznie, ale wydaje się że liczba podmiotów wchodzących na niego jest zbyt duża w stosunku do możliwości rozwoju całego segmentu – uważa Leoszko. – Dwie największe firmy okopały się na nim tak mocno, że uszczknięcie chociaż kawałka jest piekielnie trudne i wymaga olbrzymich nakładów finansowych. Stąd mogą brać się permanentne straty. Zostaną na nim ci, którzy będą mieli duże zapasy gotówki np. z zagranicznych spółek-matek. Jeszcze ważniejsza będzie cierpliwość.

A już samo wejście na rynek wymaga od inwestora potężnych nakładów. By zostać bukmacherem, należy utworzyć spółkę o minimalnym kapitale zakładowym w wysokości 2 mln zł. Dla porównania minimum w zwykłej sp. z o.o. wynosi zaledwie 5 tys. zł.

Bukmacher musi też wystąpić z wnioskiem do Ministerstwa Finansów o wydanie zezwolenia oraz zabezpieczenie gwarancji finansowej w wysokości 480 tys. zł na pokrycie ewentualnych roszczeń graczy lub urzędów celno-skarbowych.
Salon zakładow bukmacherskich w Warszawie, rok 2013. Fot. Adam Dauksza / Forum
Przy tak dużej konkurencji trzeba mieć przygotowany odpowiedni budżet marketingowy, by w ogóle przebić się w świadomości graczy.

– Tutaj możemy mówić o kwotach bliżej milionów niż setek tysięcy – uważa Leoszko. – Szacuję, że bez 4-5 mln zł na start nawet nie ma co podchodzić do bukmacherki. Oczywiście do tego trzeba doliczyć kolejne miliony do późniejszej działalności.

Mimo dużych kosztów, wysokiego podatku i silnej konkurencji o polski rynek chcą się bić kolejne firmy. Niebawem planuje jego podbój Betcris, który działał dotąd w Ameryce Południowej i Północnej, teraz wkracza do w Europy. – Mimo faktycznego zabetonowania rynku przez dwie największe firmy, zdecydowaliśmy się na wejście na polski rynek z uwagi na fakt jego dynamicznego rozwoju i dużego potencjału biznesowego. W porównaniu do innych krajów, wbrew pozorom, polskie regulacje pozwalają na stosunkowo dużo pod względem reklamowym. Coraz więcej firm sceptycznie patrzy m.in. na Niemcy czy Anglię, gdzie z uwagi na postępujące restrykcyjne wymagania regulatora działalność staje się mniej opłacalna – mówi Łukasz Kieza, Head of marketing marki. Betcris angażował się dotychczas w sponsoring m.in. NFL, MLB i Superbowl, Copa America , a jego ambasadorem na amerykańskim rynku jest Ronaldinho.

Biznes na wyszukiwarce

Kampanie zewnętrzne, sponsoring klubów sportowych, opłacenie ambasadorów marki to tylko część działań promocyjnych. Walka toczy się przecież w internecie. Tutaj jest kilka modeli pozyskiwania konkretnego gracza. Przede wszystkim kwestia pozycjonowania, optymalizacji SEO, kampanie PPC i rywalizacji o jak najwyższą pozycję w słowach kluczowych w Google. Bo przecież typer, który dopiero zaczyna przygodę i szuka swojego „buka”, wpisuje np. „zakłady bukmacherskie” w wyszukiwarkę. I wybierze kilka pierwszych stron. Nie będzie mu się chciało scrollować dalej.

Agencja PromoTraffic specjalizująca się w pozycjonowaniu stron w Google przygotowała specjalnie dla nas analizę kosztów, które mogą ponosić bukmacherzy. Karol Wójcik, head of SEO w PromoTraffic tłumaczy, że w SEO cyklicznie pieniądze wydaje się na dwa główne typy działań. Tworzenie contentu oraz pozyskiwanie linków.

Pierwsze to po prostu copywriting i pisanie unikatowych artykułów pod wyszukiwarkę. Sprawdził jednego z najlepszych polskich graczy i okazało się, że sam blog STS-a jest częściej aktualizowany niż niejeden portal informacyjny. Dziennie jest w stanie przygotować nawet 10 materiałów redakcyjnych. Miesięcznie ok. 200-250 artykułów. – Jeżeli weźmiemy średnie stawki dla freelancerów, to miesięczny koszt takiego newsroomu może sięgnąć ok. 100 tys. zł – przekonuje Wójcik.

Nie mniej ważne jest pozyskiwanie linków przekierowujących na samą stronę. Tutaj nie ma już mowy o działaniach wolnych strzelców. Najwięksi gracze, by trzymać wysokie pozycje zazwyczaj decydują się budować własne działy SEO lub współpracować z takimi agencjami jak Promotraffic.

„Czaruś” Roberta Lewandowskiego i inni. Budzi ich szelest banknotów i przyjemnie tuli do snu

Kibice są wściekli. Media sugerują szwindel. Sport na tym traci, ale ktoś zarabia.

zobacz więcej
– Sprawdziłem STS i okazuje się, że w TOP10 wyników wyszukiwania są widoczni na 2 tys. pozycjonowanych fraz, co jest jednym z lepszych wyników w branży. Łącznie w TOP50 wyników wyszukiwania według narzędzia SENUTO są widoczni na ponad 22 tys. słów kluczowych. Konkurencja chcąc być tak wysoko jak oni, miesięcznie musi dysponować 6-cyfrowymi budżetami – przekonuje specjalista PromoTraffic.

Wójcik sprawdził również dla nas liczbę domen, które odsyłają do poszczególnych bukmacherów. Liderem, co nie dziwne, jest STS. Aż 7 tys. stron w polskim internecie przekierowuje ruch właśnie do nich. Co ciekawe, Fortuna ma ich zaledwie 1240, a malutki LVBet aż 2370.

– W takich realiach nowe firmy wchodzące na rynek muszą mieć miliony, by walczyć o klienta – uważa Wójcik. – Jednak bez rozpoznawalności marki wśród klientów, same działania SEO będą przepalaniem pieniędzy. Najpierw muszą postawić na telewizję, influencerów czy outdoor.

Warto też dodać, że dzisiejsze firmy bukmacherskie coraz bardziej przypominają te z sektora IT. Niezwykle mocno stawiają na sztuczną inteligencję, oprogramowanie do analizy kursów w trybie rzeczywistym, tworzenie własnych systemów płatności. Im więcej możliwości ułatwiających życie dla klienta, tym większa szansa, że wygra się z konkurencją.

Giganci z szarej strefy

A trzeba też pamiętać, że 20 legalnych bukmacherów ma jeszcze rywali omijających polskie prawo. Z badań CXStream wynika, że 3,2 mln osób korzysta w sieci z nielegalnych operatorów hazardowych. EY wylicza z kolei, że wartość obrotów w szarej strefie wynosi ponad 50 proc. całego rodzimego rynku!

Szacunki EY wskazują, że szara strefa na rynku hazardowym online w Polsce w ujęciu nominalnym nie tylko nie maleje, ale szybko rośnie. Spadek udziału szarej strefy w rynku wynika natomiast z tego, że jeszcze szybciej rośnie rynek legalny.

Co ciekawe szarą strefą są u nas najwięksi światowi gracze typu Bet365 czy Unibet. Ministerstwo Finansów blokuje linki do ich stron, ale firmy tworzą kolejne odnośniki, których urzędnicy nie są w stanie z dnia na dzień zamknąć. Ta zabawa w kotka i myszkę jest bezkosztowa dla gigantów i niezwykle uciążliwa dla polskich władz. Nielegalne firmy nie muszą się również obawiać żadnych sankcji. Wszak nie mają u nas zarejestrowanej działalności, więc nic im nie grozi.

Dlaczego światowe potęgi wolą bawić się w swoiste piractwo, zamiast po prostu otworzyć przedstawicielstwo nad Wisłą? Odpowiedź jest banalnie prosta. W Polsce mamy jedną z najwyższych w Europie stawek podatku – 12 proc.

Jeżeli więc chcemy postawić kupon za 100 zł, to obstawiamy w rzeczywistości go za 88 zł. 12 zł zabiera fiskus niezależnie czy wygramy czy przegramy. Dla porównania, w Austrii ten podatek to 2 proc., w Irlandii 1 proc., na Słowacji 5,5 proc., a w Niemczech 5 proc.
Rodzina obstawiająca wyniki meczów piłkarskich, lata 40-50. Fot. Gordon Cradock/Hulton Archive/Getty Images
Przedstawiciele polskich firm narzekają na drakoński podatek. Jednak regulator mógł pójść dalej i zabronić funkcjonowania podmiotów prywatnych w ogóle. Są bowiem w Unii Europejskiej kraje, które zdecydowały się wprowadzić monopol państwowy na zakłady wzajemne. Tak jest chociażby w Finlandii, Grecji czy na Węgrzech.

Pralnie, mafie, oszuści

Jednak kwestia unikania opodatkowania jest najmniejszym problemem. Zakłady bukmacherskie to idealne miejsce do prania brudnych pieniędzy. Sprawdziliśmy, jak wyglądało to przed wprowadzeniem nowelizacji ustawy.

Generalny Inspektor Informacji Finansowej poinformował nas, że w 2016 r. aż co piąta przeprowadzona przez nich kontrola instytucji zobowiązanych pod kątem przestrzegania przepisów o przeciwdziałaniu prania pieniędzy i finansowania terroryzmowi dotyczyła właśnie zakładów bukmacherskich. Europol idzie jeszcze dalej i twierdzi, że bukmacherka jest jednym z dziesięciu głównych obszarów zainteresowania grup przestępczości zorganizowanej w Europie.

Świetnym – udowodnionym – przykładem możliwości zarobienia dużych pieniędzy na jednym spotkaniu jest sprawa zmowy we francuskiej lidze piłki ręcznej, do której doszło niemal dekadę temu pomiędzy zawodnikami Montpellier. Bukmacher FDJ zanotował przed meczem zakłady w wysokości ponad 100 tys. euro na porażkę Montpellier w pierwszej połowie. Średnia na mecz szczypiorniaka wynosiła wówczas 2 tys. euro. Dodatkowym smaczkiem był fakt, że gros zakładów pochodziło właśnie z Montpellier. A przeważnie fani swojej drużyny nie stawiają na jej przegraną.


W wyniku śledztwa 16 osób, w tym siedmiu zawodników, ukarano grzywną w wysokości od 1,5 do 30 tys. euro.

W tym przypadku wzbogacić się chcieli zawodnicy. Jednak rosyjska mafia wykupiła kiedyś cały klub w Portugalii. Uniao de Leiria po spadku do III ligi został przejęty przez „inwestorów” zza naszej wschodniej granicy i stał się klasycznym modelem pralni pieniędzy.

Dochodziło tam do wszystkich możliwych patologii finansowych. Deloitte wyliczyło to szczegółowo: wykorzystanie fikcyjnych podmiotów do rejestracji mienia o szczególnie dużej wartości, nadmierne używanie kurierów gotówkowych w ramach transferu pieniędzy z Rosji do Portugalii, używanie niejasnych struktur właścicielskich w formie spółek fasadowych zarejestrowanych w rajach podatkowych.

Posiadając klub można oczywiście wzbogacać się na obstawianiu jego wyników w innych krajach. Ustawiony mecz np. w Portugalii zostanie postawiony u bukmachera w Rosji czy na Białorusi, a późniejsza wygrana jest już legalną gotówką.

– Jeżeli do takich sytuacji dochodzi w Unii Europejskiej, gdzie działają najsprawniejsze służby skarbowe i kryminalne, to proszę sobie wyobrazić do jakich nadużyć musi dochodzić w krajach trzeciego świata – pyta retorycznie na koniec Leoszko.

– Karol Wasilewski

TYGODNIK TVP, ul. Woronicza 17, 00-999 Warszawa. Redakcja i autorzy

Stawka podatku od gier w Polsce to dla:

• loterii fantowej i gry bingo fantowe – 10%;
• loterii pieniężnej – 15%;
• gry liczbowej – 20%;
• gry bingo pieniężne, gry telebingo, loterii audioteksowej i pokera rozgrywanego w formie turnieju gry pokera – 25%;
• gry na automacie, gry cylindrycznej, gry w kości, gry w karty, z wyłączeniem pokera rozgrywanego w formie turnieju gry pokera – 50%;
• zakładów wzajemnych na sportowe współzawodnictwo zwierząt na podstawie zezwoleń udzielanych wyłącznie na ich urządzanie – 2,5%;
• zakładów wzajemnych innych niż dotyczące sportowego współzawodnictwa zwierząt na podstawie zezwoleń udzielanych wyłącznie na ich urządzanie – 12%.
Zdjęcie główne: Fot. PAP/Marcin Bielecki
Zobacz więcej
Cywilizacja Najnowsze wydanie
Imigranci kolonizują Europę. Dzielnice z szariatem, ulice, na...
Trzeci świat został wpuszczony na nasz kontynent dzięki nowej religii praw człowieka.
Cywilizacja Najnowsze wydanie
Dziecko i propaganda. Tak uśmiech, jak i ból służą do manipulacji
Prawdziwa może być buzia dziecka, łzy, bagna i las. A mimo to wszystko razem może być kłamstwem.
Cywilizacja Najnowsze wydanie
Czy covid zniknął z Japonii?
Nie bez znaczenia może się okazać genetyczna konstrukcja Japończyków.
Cywilizacja Najnowsze wydanie
Czarna legenda nacjonalizmu
Uczyniono go głównym odpowiedzialnym za ksenofobię, wykluczenie, brak tolerancji. Czy słusznie?
Cywilizacja Poprzednie wydanie
Kremlowska technologia władzy. Putinowski konserwatyzm
Prezydent Rosji nie odrzuca dziedzictwa sowieckiego, w tym również stalinowskiego.