Cywilizacja

Uważano je za gatunek wymarły. Myszojelenie są w polskich zoo

Ona jest fanką gotowanych brokułów, on smakoszem fasolki szparagowej. Ale różne gusta kulinarne im nie przeszkadzają – Linda i Arnold w lipcu zamieszkali razem w warszawskim zoo. Są jednymi z najmniejszych ssaków kopytnych. Gdyby nie fotopułapki zainstalowane w lasach północno-zachodniego Wietnamu, myszojelenie wciąż uznawane byłyby za wymarłe, jak przez ostatnich 30 lat.

Od lipca tego roku w warszawskim ogrodzie zoologicznym można spotkać już nie jednego, a dwa kanczyle, szerzej znane jako myszojelenie. Samiczka Linda trafiła tu dopiero kilka tygodni temu, zaś Arnold mieszkańcem ogrodu przy ul. Ratuszowej 1/3 jest od listopada.

Linda przyjechała do stolicy z Łodzi. Tam też przyszła na świat w 2020 roku. – Mimo, że myszojelenie to bardzo wrażliwe i płochliwe zwierzęta, jej podróż do Warszawy odbyła się bez większych przeszkód i problemów. Miała specjalne treningi pod tym kątem, to znaczy pokazywali jej transportówkę, ona do niej wchodziła, podawali jej w niej jedzenie, więc podróż odbywała się w komfortowych dla niej warunkach. Kanczyle są bardzo podatne na stres i moment załadunku stanowi zawsze duży problem – opowiada Marcin Chrapowicki, jeden z opiekunów warszawskich myszojeleni.


Zauważył, że Linda jest w pewnym sensie „odstępstwem od reguł tego gatunku”: – Owszem jest, jak inne myszojelenie, spokojna, ale przy tym bardzo przyjazna i kontaktowa. Po przyjeździe, a wpuściliśmy ją od razu na wybieg, szybko porozumiała się z Arnoldem. Obwąchali się i już następnego dnia razem chodzili po wybiegu, byli blisko siebie. Chyba jest im razem dobrze.

Płochliwe, ale charakterne

Matka Lindy pochodzi z niemieckiego zoo we Frankfurcie, a ojciec jest rodowitym łodzianinem. Nowa mieszkania warszawskiego ogrodu jest fanką gotowanych brokułów, surowego ogórka, roszponki oraz mniszka lekarskiego. Jej towarzysz woli z kolei fasolkę szparagową i brukselkę, ale nie pogardzi także owadami karmowymi, jak chociażby mącznik. Do Warszawy przeniósł się z Berna w Szwajcarii.

Obydwoje zamieszkali w jednej z wolier ptaszarni warszawskiego zoo, głównie ze względu na panujące tam, a odpowiednie dla nich temperatury i wilgotność.

– Para różni się nieco charakterem. On jest klasycznym przedstawicielem tego gatunku, a więc jest bardzo nieśmiały i płochliwy, ale Linda z każdym dniem coraz bardziej go ośmiela, jest energiczna, więc wydaje nam się, że będą się uzupełniać charakterologicznie – mówi Chrapowicki.


Kanczyle – bo tak brzmi oficjalna nazwa tego gatunku – zalicza się do najmniejszych ssaków kopytnych świata. Osiągają od 45 do 80 centymetrów długości i 20-40 centymetrów wysokości. Kanczyl jawajski waży zaledwie 1,5 – 2 kilogramy, a jego kończyny mają średnicę porównywalną do średnicy ołówka. Chociaż wielkością bliżej mu do królika, to bliższym krewniakiem kanczyla jest sarna. Kanczyle są roślinożerne, stąd w ich menu przeważają warzywa. Potrafią również pływać.

– Trzeba pamiętać, że prowadzą głównie nocny tryb życia, więc nie jest łatwo je obserwować. Jeśli ktoś chce je zobaczyć, nawet w zoo, musi uzbroić się w cierpliwość i poświęcić na to nieco czasu, albo liczyć na łut szczęścia. Mnie się to wiele razy udało. Może po prostu się mnie nie boją – zastrzega, śmiejąc się, opiekun.

Mało brakowało, a kanczyl – dokładniej jedna z jego odmian: kanczyl srebrnogrzbiety – uznany zostałby za wymarły na zawsze. Do dziś zresztą w „Czerwonej księdze gatunków zagrożonych”, prowadzonej przez Międzynarodową Unię Ochrony Przyrody, myszojelenie posiadają kategorię DD, która oznacza nic innego jak „brak danych”. Powodem takiej klasyfikacji jest właśnie trudność w napotkaniu tego gatunku w naturze.

Najbardziej poszukiwany zaginiony gatunek

Okazuje się, że po raz pierwszy opisał go w 1910 roku Thomas Oldfield, zoolog z Wielkiej Brytanii. Jego praca dotyczyła tylko, a może aż czterech okazów. Z racji tego, że zwierzę to – płochliwe, zwinne i dosyć często się ukrywające – było przez lata trudne do regularnej obserwacji. Kolejnym i jedynym zweryfikowanym zapisem jego istnienia był przypadek z 1990 roku, gdy jeden z myszojeleni został zastrzelony przez myśliwego. Przez lata kanczyl był więc jednym z najbardziej poszukiwanych zaginionych gatunków, jakie udało się odnaleźć.

Jak przeżyć masowe wymieranie. Poradnik surwiwalowca

Trwa właśnie szósta katastrofa w dziejach świata. Ale bądźmy optymistami. O ile nie przeraża nas myśl o ludziach mierzących trochę ponad pół metra wzrostu i zakładających rodziny w wieku dziesięciu lat.

zobacz więcej
Jak doszło do tego, że po 30 latach wspomniana odmiana kanczyl srebrnogrzbiety okazała się wciąż żywą i mającą swoich przedstawicieli w przyrodzie? Zwierzaka uchwyciły fotopułapki zainstalowane w lasach w północno-zachodnim Wietnamie. Andrew Tilker z Global Wildlife Conservation opublikował na łamach pisma „Nature Ecology and Evolution” artykuł, w którym dowiódł, że udało mu się wraz z kolegami uzyskać aż 280 zdjęć myszojelenia. Fotografie powstawały w dwóch osobnych okresach między końcem 2017 roku i połową 2018.

Uczeni dowiedli, że kanczyl srebrnogrzbiety zamieszkuje Wietnam, ale trudno stwierdzić dokładny obszar, w którym bytuje. Ich zdaniem może być także gatunkiem występującym w pobliskiej Kambodży i Laosie. Po publikacji artykułu Tilkera, wietnamski biolog An Nguyen, który również współpracuje z Global Wildlife Conservation, namówił autora, by spotkał się z mieszkańcami miejsca, w pobliżu którego w 1910 roku zaobserwowano wspomniane wcześniej cztery osobniki. Chodziło o to, by miejscowi pomogli w ustaleniu hipotetycznych lokalizacji kanczyli. Eksperyment się powiódł.

– Nie mieliśmy pojęcia, czego się spodziewać, więc byłem ogromnie zaskoczony i zachwycony, kiedy sprawdziliśmy rolki zamontowanych w lesie kamer i odkryliśmy na nich kanczyla. Tak długo ten gatunek istniał tylko jako część naszej wyobraźni. Odkrycie, że on naprawdę żyje, jest pierwszym krokiem do tego, aby upewnić się, że nie stracimy go ponownie z oczu. Szybko podejmiemy działania mające na celu jak największą jego ochronę – mówił Nguyen.

Z kolei Tilker zauważył, że zdjęcia kanczyli nie zaskoczyły mieszkańców: – Dla miejscowych nasze fotografie pokazujące, że myszojelenie żyją w Wietnamie, nie są niczym nowym. Jednak możemy spokojnie powiedzieć, że dla szerszej społeczności naukowej nasza praca stanowi ponowne odkrycie gatunku.

Popularność z Youtube’a

W Polsce doniesienia na temat kanczyli sprawiły, że zwierzę to zyskało ogromną popularność. Wszystko za sprawą Luizy Kuklińskiej. Youtuberka w grudniu 2020 roku nagrała piosenkę zatytułowaną „Myszojeleń”. Nagranie stało się hitem internetu. Kanczyl był także inspiracją dla jednej z marek ubrań powstałej pod Toruniem.


Naukowcy w swoich obserwacjach podkreślili, że w czasach coraz bardziej wszechobecnego kłusownictwa oraz wylesiania, myszojelenie są gatunkiem zagrożonym. „Bez natychmiastowych działań istnieje ryzyko, że kanczyl srebrnogrzbiety ponownie zostanie utracony” – stwierdzili w swojej publikacji.

Wiedzą o tym także ogrody zoologiczne, które prowadzą dla kanczyli program hodowlany (EEP), mający zapewnić trwanie i rozwój populacji tych zwierząt w zoo zrzeszonych w międzynarodowych organizacjach. Oznacza to, że każdy kanczyl jest pod baczną opieką nie tylko swoich opiekunów w ogrodzie, ale też europejskiego koordynatora tego gatunku. – To koordynator zadecydował o przemieszczeniu Lindy do warszawskiego zoo. Czuwa również nad doborem par pod kątem genetycznym, by przykładowo nie rozmnażał się ojciec z córką albo brat z siostrą – wyjaśnia Chrapowicki.

W Europie kanczyle zamieszkują 23 ogrody zoologiczne. Jest wśród nich 31 samców, 21 samic i 3 osobniki nieoznaczonej płci. Nie jest to proste głównie ze względu na to, że samce bardzo bronią swojego rewiru. Często atakują intruza swoimi długimi i ostrymi kłami, starają się odstraszyć go również tupiąc kopytami. Częstotliwość tego ruchu może wynosić nawet do siedmiu uderzeń o podłoże na sekundę.

W Polsce myszojelenie mieszkają w ogrodach w Łodzi, Wrocławiu i Warszawie.

– Marta Kawczyńska

TYGODNIK TVP, ul. Woronicza 17, 00-999 Warszawa. Redakcja i autorzy

Zdjęcie główne: Linda jest w pewnym sensie „odstępstwem od reguł tego gatunku”: owszem jest, jak inne myszojelenie, spokojna, ale przy tym bardzo przyjazna i kontaktowa. Po przyjeździe, a wpuściliśmy ją od razu na wybieg, szybko porozumiała się z Arnoldem. Obwąchali się i już następnego dnia razem chodzili po wybiegu, byli blisko siebie.Fot. warszawskie zoo
Zobacz więcej
Cywilizacja Najnowsze wydanie
Nasze ulubione piosenki są „gimnastyką mózgu”
Muzyka dała początek… fizyce. Pomaga nawet w matematyce.
Cywilizacja Najnowsze wydanie
Kobieta bez twarzy. Nie chciała być rozpoznana nawet po śmierci
Czy była szpiegiem? Albo należała do gangu i miała status świadka koronnego?
Cywilizacja Najnowsze wydanie
Pożyteczni idioci Putina
Deklaracje polityków i myślicieli związanych z zachodnią lewicą dotyczące rosyjskiej napaści na Ukrainę mogą zaskakiwać.
Cywilizacja Poprzednie wydanie
Wolność od rosyjskiego gazu
Niebawem Polska uzyska dostęp do złóż izraelskich i egipskich.
Cywilizacja Poprzednie wydanie
Identyczne bliźnięta nieidentyczne
Są od siebie genetycznie różne. Czy tylko jedno może mieć skłonność np. do raka?