Felietony

Po co komu przedsoborowa msza po łacinie?

Papież chce zlikwidować „mszę wszechczasów”? A co to takiego, czy msza nie jest po prostu mszą? – rozważa Barbara Sułek-Kowalska. – Jestem zdziwiony i zasmucony decyzją Ojca Świętego. Zaskoczył mnie ton tego dokumentu – mówi w wywiadzie dla Tygodnika TVP ks. Andrzej Komorowski, Przełożony Generalny Bractwa Kapłańskiego Świętego Piotra (FSSP).

Czytelnikom spoza Kościoła katolickiego, ale i tym spośród katolików, którzy nie śledzą wszystkich watykańskich komunikatów, należy się wyjaśnienie: oto 16 lipca papież Franciszek ogłosił motu proprio (co oznacza list „z własnej inicjatywy” i ma moc dekretu). List ten, zatytułowany „Traditionis Custodes”, ogranicza dotychczasowe możliwości odprawiania mszy w „staroświeckim”, czyli przedsoborowym – chodzi o Sobór Watykański II zakończony w 1965 roku – porządku, przez wielu nazywanym „tradycyjnym”.

Ale słowo „dotychczasowe” oznacza raptem kilkanaście lat, od roku 2008, kiedy papież Benedykt XVI szukając dróg porozumienia i jedności, wydał na ten temat swoje motu proprio „Summorum pontificum” i pozwolił na szerokie stosowanie liturgii przedsoborowej, mając nadzieję, że w ten sposób przyciągnie do Kościoła wiernych błąkających się po obrzeżach.

– Byłem wtedy w jakimś uniesieniu – mówi dziś dr Paweł Milcarek, jeden z filarów ruchów tradycjonalistycznych w Polsce, twórca i redaktor naczelny kwartalnika i portalu „Christianitas” poświęconego katolickiej ortodoksji. – Wydawało się, że wchodzimy na drogę spokoju i jedności.

Milcarek, uznany historyk Kościoła i filozof, urodził się w roku 1966, rok po zakończeniu Soboru Watykańskiego II. Do liturgii, której w dzieciństwie nie poznał, przyciągnęła go chęć zgłębienia tajemnicy – jak to było przedtem, i dlaczego się teraz o tym nie mówi. A jak się dowiedział, to już nie odstąpił.

– Zacząłem docierać do źródeł, zobaczyłem, jaką siłę daje świadomość tradycji i jej ciągłości – zaznacza i podkreśla piękno tej tradycji. – Ale im więcej dobrego miałem do powiedzenia o tej starej tradycji, tym bardziej widziałem, że moi znajomi księża, do których się z tym zwracałem, nic o tym nie wiedzą, a co więcej żartowali sobie z tego. Wstrząsało mnie, że kapłan może tego nie wiedzieć i może go to nie ciekawić!

– Zupełnie tego nie rozumiem – mówi, niestety anonimowo, inny filozof starożytności, ksiądz urodzony w latach 70. XX wieku. – Bo ja nigdzie nie widzę tej rzekomej chęci ukrywania przedsoborowej tradycji. Dla mnie tradycja jest obecna w każdej mszy świętej.

Radykalnie przedstawił to znany bodaj wszystkim sędziwy o. Leon Knabit, benedyktyn z Tyńca:

– Wyobraźmy sobie mszę świętą na Błoniach, gdzie są dwa miliony ludzi i cały tłum olbrzymi aż dyszy chęcią bycia razem z Ojcem Świętym, modli się, a tu dwóch ministrantów z obsługi papieskiej w sutannie klęczy przy ołtarzu i i odpowiada: Et cum Spiritu Tuo… A reszta co robi? Może sobie wziąć partyturę i patrzeć na to, co oni odpowiadają w naszym imieniu? A dlaczego w naszym imieniu, czy my jesteśmy niemowy, czy jak? – przypomniał teraz swoje refleksje na tynieckim blogu.
Papież Franciszek podczas liturgii Mszy Świętej w rzymskiej Bazylice Matki Bożej Większej (Basilica Papale di Santa Maria Maggiore) w styczniu 2016. Fot. Grzegorz Galazka\Mondadori via Getty Images
Nie wszyscy pamiętają – iluż dorosłych katolików urodziło się o wiele później i daleko nie wszyscy studiują historię swojego Kościoła – że tamten Sobór, czyli zgromadzenie biskupów z całego świata, wsparte wiedzą i refleksją wielu świeckich, wprowadził do porządku mszy Kościoła katolickiego poważne zmiany, których celem miał być większy i bardziej świadomy udział wiernych w sprawowanej liturgii (mówiąc w największym skrócie).

W warstwie zewnętrznej oznaczało to, że odprawiający mszę kapłan stanął twarzą do wiernych i zaczął używać języka narodowego: polskiego w Polsce, francuskiego we Francji, włoskiego we Włoszech, suahili w części Afryki, i tak dalej. I wszyscy wierni, a nie tylko ministranci po łacinie, zaczęli odpowiadać na jego wezwania w tym samym, swoim języku. Czy łacina zniknęła? Nie do końca, ale przestała być językiem w Kościele powszechnie znanym i powszechnie obowiązującym.

– Liturgia łacińska nie była znakiem tego, że wszystko jest idealne, że Kościół bez przeszkód toczy się na drodze do zbawienia – przypomniał o. Leon Knabit. A przecież wie, co mówi, urodził się w 1929 roku, a zakonnikiem jest od ponad siedemdziesięciu lat. Podkreślił, że „ryt trydencki” wcale nie był jedyny, że były ryty dominikańskie, mozarabski, ryty wschodnie. I przypomniał też, co powiedział Benedykt XVI: że Kościół jest tam, gdzie papież. A gdzie Kościół, tam Chrystus

– Taki czy inny ryt nie może być bożkiem – zaznacza ksiądz, który woli występować anonimowo. – A że tak jest, świadczy język, który się pojawił: msza wszechczasów, msza prawdziwa.

– A przecież tak naprawdę chodzi o naśladowanie Chrystusa – podkreśla Sylwia Uryga, młoda dziennikarka zaangażowana we wspólnotę Sant’Egidio. – Bo to jest sedno chrześcijaństwa.

Nie wszystkim się te zmiany podobały, oj nie. Od razu po Soborze Watykańskim II francuski biskup, bardzo zresztą zasłużony, także dla prac soborowych, Marcel Lefebvre (1905-1991) zaczął aktywnie kontestować ustalenia tego zgromadzenia, najwyższego przecież ciała decydenckiego w Kościele. I poszło, arcybiskup w roku 1970 utworzył bractwo kapłańskie Św. Piusa X, które po krótkim czasie zaczęło prowadzić własne kościelne życie, niezależne od Watykanu, czyli Stolicy Piotrowej! Powołał także tradycjonalistyczne seminarium duchowne w Szwajcarii.

Nie sposób w krótkim artykule – na inny przecież temat – przypomnieć całą historię sporu i konfliktu miedzy „lefebrystami” – jak szybko zaczęto nazywać uczniów i zwolenników arcybiskupa – a resztą Kościoła. Kiedy w 1978 roku pojawił się papież z Polski, uznawany za „konserwatystę” – bo w Polsce posoborowe zmiany nie poszły tak szybko jak w zachodnim świecie – ożyły nadzieje na zażegnanie sporu. Wydaje się jednak, że były to nadzieje jednej tylko strony, watykańskiej. Bowiem już za czasów Jana Pawła II (w roku 1988) Lefebvre wyświęcił biskupów bez zgody papieża, co oznaczało schizmę. Zapadła decyzja o ekskomunice dla arcybiskupa i wyświęconych przez niego czterech hierarchów (którą odwołał w roku 2009 papież Benedykt XVI).

Kościół Agnieszki Holland i zszargane tabu

Ekologizm to już nie tylko ideologia, lecz i quasi-religia. Przejaw takiego stanu rzeczy możemy znaleźć w twórczości reżyser „Pokotu”.

zobacz więcej
Po ekskomunice lefebrystów w 1988 roku Jan Paweł II powołał specjalną komisję „Ecclesia Dei”, która we współpracy z biskupami, urzędami kurialnymi i zainteresowanymi środowiskami miała się zajmować kapłanami i seminarzystami, związanymi wcześniej z Bractwem św. Piusa X, pragnącymi odstąpić od schizmy i pozostać w łączności z Kościołem powszechnym, jak również tymi wszystkimi, którzy są przywiązani do przedsoborowego („trydenckiego”) obrzędu mszy św. Powołano dla nich wtedy Bractwo Kapłańskie Św. Piotra (FSSP), sprawujące tradycyjną liturgię po łacinie (jego Przełożonym Generalnym od 2018 roku jest Polak, ks. Andrzej Komorowski– rozmowa poniżej). Do czasu motu proprio Franciszka komisja „Ecclesia Dei” odpowiadała za całokształt kontaktów z FSSP oraz z innymi grupami tradycjonalistów, czyli „tradsów” jak się ich dzisiaj w katolickim slangu nazywa.

Bo motu proprio Franciszka rzeczywiście zmienia ten stan rzeczy, choć – to trzeba powiedzieć wyraźnie, wbrew wszystkim emocjonalnym komentarzom i sporom – nie zamyka dostępu do przedsoborowej liturgii. Nie zamyka! Liturgia według przedsoborowych reguł nadal może być sprawowana.

Ale temperatura dyskusji prowadzonych w agencjach informacyjnych, na falach radiowych i – oczywiście – w mediach społecznościowych (o czym piszę z przekąsem, bo natychmiast zaczęli się wypowiadać także ci, którzy nie mają pojęcia, czego tak naprawdę dotyczy spór, ale zauważyli świetną okazję, aby grzmocić w Kościół katolicki, i z niej skorzystali) podniosła się błyskawicznie. Lecą i płyną mało szlachetne określenia, żeby nie powiedzieć inwektywy, od których odcinają się rozsądni zwolennicy tradycji, którzy w żadnym razie nie chcieliby być utożsamiani z tymi, którzy negują wiarygodność papieża czy Soboru Watykańskiego II.

– Moja znajomość przedsoborowej tradycji i zachwyt nad nią w niczym nie zachwiały mojej relacji do Jana Pawła II, to był papież naszego życia, od niego wszystko się zaczęło. I mówiło się nawet, że zluzuje te obostrzenia. Ale potem zaczął się dramat z nieszczęsnym gestem abp. Lefebvre’a [chodzi o samowolne wyświęcenie biskupów – przyp. red.] , który to gest zawsze uważałem za błąd. I znalazłem się w podwójnym ostrzale: z jednej strony wyśmiewali mnie znajomi, także księża, że jestem tradycjonalistą, z drugiej strony w szeroko pojętym środowisku tradycjonalistów byłem wciąż narażony na negatywne opinie, że jestem jakiś „miękiszon”, bo piszę do biskupów pisma, chcąc uzyskać ich zgodę na kolejne miejsca liturgii mszalnej czy inne sakramenty jak chrzty czy śluby. Nigdy jednak nie pozwalałem, aby na łamach „Christinitas” odbierać wiarygodność instytucjom Kościoła – mówi Paweł Milcarek.

Ale jednak gdzie indziej, także w Polsce, pojawiały się takie uwagi. Miejsc wymiany myśli przybywało, co przecież sprzyja kreowaniu opinii i ferowaniu wyroków. Pojawili się biskupi (jak choćby Jan Paweł Lenga z Kazachstanu), którzy o obecnym papieżu mówili po prostu „Bergoglio”, czasem jeszcze z negatywnym przymiotnikiem – co natychmiast zostało podchwycone przez internetowych harcowników.
Abp Marcel Lefebvre podczas święceń kapłańskich w 1988 roku w seminarium Bractwa Św. Piusa X w Ecône w Szwajcarii. Fot. Bruno Kellenberger / RDB / ullstein bild via Getty Images
Niby żartem powtarzano opinie, że Sobór Watykański II należałoby unieważnić lub że działania papieskie trącą herezją. A że „tradsów” przybywało, także w Polsce, bo pozwalało na to motu proprio papieża Benedykta XVI, to i opinii było coraz więcej. Wprawdzie niektórzy wciąż uważali, że na odnowę duchową muszą jeździć do Francji, bo to tam bije źródło tej „najbardziej prawdziwej” liturgii mszy świętej, ale jakoś się sprawy układały.

– Co to znaczy „prawdziwa”, czyli nasza nie jest prawdziwa? Ale najgorsze było to, że bliscy znajomi z „tradsów” zaczynali lekceważyć nasze zaangażowanie w Kościół, ba! nasze sakramenty, nasz ślub i chrzest naszego dziecka – mówi Sylwia Uryga, młoda dziennikarka z bardzo solidną formacją katolicką. – Bo tylko ich śluby czy chrzty były prawdziwe… – dodaje ze goryczą.

Była zdumiona, kiedy dowiedziała się, że w jej ulubionym kościele codziennie rano – nie tylko w niedzielę – odprawiana jest msza według porządku mszalnego z 1962 roku, z mszału zatwierdzonego przez papieża Jana XXIII. Podobnie jak zdumieni byli uczestnicy mszy świętej w intencji powrotu do zdrowia Piotra Semki, na którą stawili się licznie – bo wiadomość rozeszła się szeroko – bez świadomości, że to msza „tradsów”. – W takim kościele!!! – dziwili się, zgoła nieelegancko.

Bo jest to kościół znany w Warszawie, nazywany „kościołem twórców”, pobłogosławiony przez papieża Jana Pawła II w 1999 roku (mieści się na placu Teatralnym). Jego rektorem jest ks. Grzegorz Michalczyk, przez wielu w stolicy uważany za „liberała”, bo zaprasza do kościoła Polską Radę Chrześcijan i Żydów z modlitwą z okazji żydowskiego święta Simchat Tora.

– W roku 2016 przyszedł do mnie ksiądz Wojciech Pobudkowski z Instytutu Dobrego Pasterza [powołanej przez papieża Benedykta XVI instytucji przygotowującej księży do opieki nad wiernymi tradycji przedsoborowej – przyp. red.], który szukał miejsca do prowadzenia swoich zadań – mówi ks. Michalczyk. – Rozmawialiśmy długo i uznałem, że to sensowny człowiek, otwarty, bez żadnych tendencji do zamykania się w sekciarskim światku. Miał wszystkie pozwolenia z kurii, a że ja jestem sam w kościele i Msza była tylko wieczorem, wiec on wszedł ze swoją codziennie rano. On pilnuje, żeby nie było nastrojów wyższości, ja zauważam pozytywne aspekty postawy tej grupy: owszem, są bardzo krytyczni wobec różnych „nowinek” i często słusznie. Ich szacunek dla sacrum budzi uznanie – zaznacza.

– Z rektorem tego kościoła jestem w sporze – mówi dr Paweł Milcarek. – Ale obecność tam księdza Wojtka z IDP i codzienna msza święta łamie stereotypy.

Czyli można? Można! Teraz, po motu proprio papieża Franciszka, wiernych na placu Teatralnym przybywa, bo po drugiej stronie Wisły, w drugiej części Warszawy – czyli w diecezji warszawsko-praskiej natychmiast decyzją biskupa ordynariusza zawieszono wszystkie zgody na przedsoborowe celebry.

Ks. Marek Kruszewski, znany duszpasterz rodzin, proboszcz parafii Św. Patryka „po tamtej stronie Wisły” prowadzi bloga na portalu Tygodnika „Idziemy”. Dzień po motu proprio napisał:

Czy papież krytykuje WHO i lobbystów?

– Higiena okazała się ważniejsza od religii – mówi ksiądz profesor Piotr Mazurkiewicz, przypominając czas lockdownu.

zobacz więcej
„Sprawa dotyczy także naszej parafii, bo za moją zgodą była kontynuowana w parafii comiesięczna Msza w rycie trydenckim. Przenieśliśmy ją jedynie z 12.30 na godzinę 14.00. Bowiem na 12.30 raz w miesiącu trafiali przypadkowi wierni, nie zainteresowani rytem nadzwyczajnym i nie bardzo wiedzieli, co robić. Ja osobiście pozwalałem na funkcjonowanie środowiska tradycjonalistycznego, dostrzegając duchowe i psychiczne słabości i niebezpieczeństwa. Ostatnio przeżyłem, że osoby z tego środowiska potępiając nawet delikatnie stroje, sposób zachowania się, przyjmowania komunii innych, realnie odstraszają ludzi od naszego kościoła. Jako proboszcz zareagowałem na to prośbami i upominaniem, bo nie wolno mi pozwolić, aby jakaś grupa zawłaszczyła sobie parafię. Nie kasowałem jednak spotkań i nabożeństw środowiska tradycjonalistycznego. Wychodziłem z założenia, że w parafii powinno być miejsce dla lewej i prawej strony, dla różnych tendencji, nawet dyskusyjnych. Bliski mi jest Pan Jezus, który nie gasił knotka tlącego się. Zawsze istnieje ryzyko, że mógłbym wyrywać ziele kąkolu wraz z pszenicą zanim przyjdzie czas żniwa. Decyzja Stolicy Apostolskiej ogłoszona dnia 16 lipca br ma więc spore znaczenie. Także dla Parafii św. Patryka”.

– We wszystkich tych sprawach ważny jest ustrój Kościoła i odpowiedzialność biskupa, który przecież nie jest urzędnikiem, ale ojcem i taką odpowiedzialność jak ojciec musi podejmować – podkreśla Paweł Milcarek, skądinąd ojciec szóstki dzieci. – Bo ani własna cześć nie jest najwyższym dobrem, ani „cisza w domu”. Trud rodzicielski to trud życia i jak się chce być rodzicem, to trzeba różne rzeczy znieść – mówi

Biskup pomocniczy diecezji warszawsko-praskiej, ks. profesor Jacek Grzybowski na falach Radia Warszawa tak objaśniał decyzję o natychmiastowym zawieszeniu liturgii tradycyjnej: – Będziemy szukać przestrzeni sakralnej, w której można by było realizować tę posługę liturgiczną, ale także pastoralną wobec grup tradycji. Do tej pory ta posługa trwała w kilku parafiach naszej diecezji, dlatego ksiądz biskup ordynariusz chce jeszcze porozmawiać z proboszczami, jak to wyglądało, jak odbywało się i ile osób angażowało się w to – mówił .

I zachęcał wszystkich, aby sięgnęli po – ogólnie dostępne – dwa papieskie dokumenty, zarówno motu proprio, jak i towarzyszący mu List do biskupów: – Warto te dwa dokumenty spokojnie sobie przeczytać i zobaczyć, że taka jest wola papieża (…) Trzeba na nowo podjąć pracę formacyjną i organizacyjną w diecezji dotyczącą rytu nadzwyczajnego. Nie ma w tym nic niewłaściwego ani złego. W Kościele tak dzieje się i jest to całkowicie normalne. Jak papież Benedykt miał wolność, by zrealizować motu proprio prawie 14 lat temu, tak papież Franciszek ma tę samą wolność i takim samym dokumentem może wskazać nam drogę organizacji tego rytu w tym momencie, w którym jesteśmy, czyli na początku XXI wieku.
Msza Święta trydencka w 1998 roku na Jasnej Górze. Fot. PAP/Paweł Kula
Warszawska sytuacja jest poniekąd symboliczna dla całego Kościoła: w diecezji San Francisco na przykład metropolita abp Salvatore Cordileone poparł dalsze sprawowanie tradycyjnej mszy św. łacińskiej, gdyż – jak zaznaczył – „odpowiada ona na uzasadnione potrzeby i pragnienia wiernych”. Jedni tak, drudzy inaczej, choć zrozumienie dla decyzji papieża jest oczywiste.

Jest przy tym sprawą niezwykle ciekawą, ilu tak naprawdę osób rzecz dotyczy. Wprawdzie na łamach „Christianitas” dr Paweł Milcarek cieszył się niedawno, ze przybywa w Polsce miejsc, gdzie sprawowana jest zarówno msza święta tradycyjna, jak i inne obrzędy, ale przecież większości zwyczajnych, codziennych wiernych to zupełnie nie obchodzi. Odbyłam w tych dniach wiele rozmów ze znajomymi, przyjaciółmi i wychowankami – wszyscy praktykujący katolicy – i nie znalazłam wśród nich ani wiedzy, ani zrozumienia dla tych wielkich emocji, które pojawiły się po motu proprio.

Zaryzykowałabym nawet tezę, że wśród tysięcy polskich katolików, którzy każdego dnia idą na mszę świętą do swego kościoła – parafialnego, wakacyjnego czy takiego „po drodze” do pracy – tylko znikomy procent wie, o co chodzi. I nie są to letni katolicy! Nie można im odmówić wiary, szacunku do tradycji, czci dla sacrum – nawet, jeśli nie potrafią z marszu odpowiedzieć na pytanie, w którym roku był Sobór Watykański II i co się tam wydarzyło.

Jeśli więc celem motu proprio, jak chcą komentatorzy, było zwrócenie uwagi na problem „odrzucenia (przez tradycjonalistów) nie tylko reform liturgicznych, ale też całego nauczania Vaticanum II”, to byłoby dobrze, aby i katolicy „zwyczajnego rytu” zainteresowali się dorobkiem Soboru Watykańskiego II. Na łamach „Christianitas” systematycznie publikowane są dokumenty i analizy soborowe, ale kto po nie sięga?

W ten czas rozbuchanych emocji, zamętu i niepokoju po słowa otuchy, rozwagi i nadziei zwróciłam się do znanego dominikanina ojca Jacka Salija, który od lat podnosi mnie na duchu w trudnych chwilach życia zawodowego. Jest jak kompas: kierunek, jaki wskazuje, nigdy nie wiódł mnie na manowce, zawsze wskazywał drogi wyjścia i tę decyzję Ojca świętego przyjął ze sporym zrozumieniem.

– W momencie, kiedy katolicy liberalni (nie tylko w Niemczech) coraz wyraźniej odklejają się od świętego Kościoła katolickiego, Ojciec Święty chce nie dopuścić do schizmy ze strony przeciwnej, ze strony tych radykałów, którzy zwątpili w to, że Duch Święty czuwał nad Kościołem również po śmierci Piusa XII i wciąż nad nim czuwa (…) jest to zdecydowane upomnienie się o szacunek dla ostatniego soboru, który, podobnie jak pozostałych 20 soborów, był prawdziwym soborem Kościoła katolickiego – uważa o. Salij.

– Barbara Sułek Kowalska

Jestem zdziwiony i zasmucony decyzją Ojca Świętego. Zaskoczył mnie ton tego dokumentu – mówi ks. Andrzej Komorowski.

– Ojciec Święty wyraźnie napisał, że nowe grupy kultywujące starszą formę liturgii nie powinny powstawać. Jak to należy rozumieć? Jak ten przepis należy aplikować? - zastanawia się Przełożony Generalny Bractwa Kapłańskiego Świętego Piotra (FSSP).
Ks. Andrzej Komorowski, FSSP
TYGODNIK TVP: Papież Franciszek w wydanym 16 lipca motu proprio „Traditionis Custodes” znacznie ograniczył możliwość sprawowania liturgii w formie przedsoborowej. Czy to oznacza koniec mszy świętej trydenckiej?

KS. ANDRZEJ KOMOROWSKI:
Trudno powiedzieć, jaki będzie skutek decyzji Ojca Świętego w poszczególnych diecezjach. Mam nadzieję, że nie oznacza ona końca starszej formy liturgii w Kościele. Choć niewątpliwie w obecnej sytuacji trudniej będzie sprawować liturgię według mszału św. Jana XXIII. Ale liczę na to, że biskupi, którym w motu proprio zostało przypomniane, iż są odpowiedzialni za liturgię w swoich diecezjach, będą mieli dużo wrażliwości wobec potrzeb wiernych przywiązanych do mszy trydenckiej.

Jak ksiądz odbiera tę decyzję?

Jako przedstawiciel zgromadzenia powołanego, by praktykować, kultywować starszą formę liturgii, jestem zdziwiony i niestety zasmucony decyzją Ojca Świętego, jak i tym, w jaki sposób została ona ujęta. Mam poczucie niesprawiedliwości, jako że papież Franciszek w liście napisał o różnego rodzaju podziałach, o tym, że wierni, którzy są przywiązani do starszej formy liturgii odrzucają reformy, które zaszły po Soborze Watykańskim II itd.

Tymczasem nasze zgromadzenie powstało w dramatycznych okolicznościach, właśnie dlatego, że chcieliśmy być w stuprocentowej łączności z następcą św. Piotra. Dlatego mam poczucie smutku i synowskiego zranienia przez Ojca, który bardzo surowo potraktował tych, którzy zawsze starali się dowieść swojej wierności i łączności z papieżem.

Dlaczego Ojciec Święty zdecydował się ograniczyć możliwość sprawowania starszej formy liturgii?

Należy wczytać się w list, który towarzyszy motu proprio. Odniosłem wrażenie, że papież Franciszek pisze o pewnych nadużyciach, o niezrozumieniu – ze strony zwolenników starszej formy liturgii – intencji jego poprzedników: św. Jana Pawła II i Benedykta XVI. Tak przynajmniej zostało to ujęte. To nie tak, że motu proprio „Traditionis Custodes” pojawiło się nagle – pewne informacje, plotki na ten temat krążyły już wcześniej. Natomiast zaskoczył mnie ton tego dokumentu.

Po Soborze Watykańskim II, kiedy ryt zreformowany przez papieża św. Pawła VI stał się powszechnie celebrowany, pojawiły się też próby zachowania starszej formy liturgii. Papież Benedykt XVI w wydanym w 2007 roku motu proprio „Summorum Pontificum” przypomniał, że ta starsza forma liturgii nie została nigdy zniesiona. Określił ją jako nadzwyczajną formę liturgii rytu rzymskiego.

Jednocześnie motu proprio „Summorum Pontificum” spotkało się z wrogością ze strony części hierarchów. Od początku, kiedy tylko dokument został wydany, dokładali oni starań, by nie implementować go w swoich diecezjach. A niektórzy wręcz usiłowali wpłynąć na papieża, aby ten wprowadził zmiany i pewne ograniczenia do tego dokumentu.

Skąd bierze się niechęć niektórych hierarchów do starszej formy liturgii? Jakich argumentów używają?

Czy papież traci kontrolę nad Kościołem? Franciszek zakazał błogosławienia związków homoseksualnych, Niemcy to zlekceważyli

W niemieckiej liberalnej maszynie religijnej coś się zacięło.

zobacz więcej
Argumenty są zawsze takie same. Mają oni poczucie, że w ramach jedności musimy w taki sam sposób sprawować liturgię. Jest to bardzo dyskusyjne, także ze względów ekumenicznych, bo skoro rozmawiamy na przykład z Kościołami wschodnimi, to musimy szanować ich odrębność.

Jedność nie oznacza uniformizacji liturgicznej. Ponadto tego typu „jedność” jest wymuszana na zwolennikach nadzwyczajnej formy rytu rzymskiego, podczas gdy w Kościele dopuszczane są różnego rodzaju wariancje liturgiczne – ryty afrykańskie, inkulturacja itd.

Część hierarchów jest przeświadczona, że ci, którzy są przywiązani do starej formy liturgii, odrzucają Sobór Watykański II i reformy, które zostały po nim wprowadzone. Tyle że ocenianie w tak jednoznaczny sposób wszystkich wiernych, przywiązanych do starszej formy liturgii, to bardzo duże nadużycie.

Wśród tych hierarchów jest wiele niezrozumienia; brakuje im chęci, by spróbować zrozumieć i skonfrontować się z ludźmi, którzy autentycznie kochają Kościół, Ojca Świętego, a także hierarchię Kościoła – niezależnie od tego, jak są traktowani – i którzy starają się jak najlepiej służyć Kościołowi i Panu Bogu, umacniając się poprzez uczestnictwo w starszej formie liturgii rzymskiej.

Motu proprio „Traditionis Custodes” papieża Franciszka spotkało się z dość szeroką krytyką.

Można zadać sobie pytanie, dlaczego ten dokument pojawił się akurat teraz i w takiej formie – przecież w obecnej sytuacji nie jest to najpilniejsza potrzeba w Kościele. Ale o tym należałoby porozmawiać z Ojcem Świętym i zapytać, co dokładnie miał na myśli, pisząc takie słowa, a nie inne.

A jeżeli rzeczywiście jest tak, że wśród niektórych wiernych, środowisk katolickich – praktykujących starszą formę liturgii – istnieją niewłaściwe trendy, to niewątpliwie należy się tym zająć, ale bardziej lokalnie, indywidualnie, a nie karać wszystkich bez wyjątku restrykcjami i surowym podejściem.

Dlaczego starsza forma liturgii jest dla wielu katolików tak bardzo atrakcyjna?

Pierwszym powodem jest jej głębia, logiczność, jeśli chodzi o wyraz prawd naszej wiary. Skoro główną prawdą wiary jest to, że msza święta to bezkrwawe odnowienie ofiary Chrystusa na krzyżu, to należy spojrzeć na ryt, który jest tworzony przez Kościół przez wieki. Zresztą to nie tak, że starsza forma liturgii została stworzona na Soborze Trydenckim – ona się rozwijała od czasów apostolskich.

W elementach, gestach, które są w niej obecne, wyraża się prawda o mszy świętej, że jest ona ofiarą Chrystusa. Bardzo ważna jest też niezmienność i poczucie stabilności, które dla wiernych idących na mszę świętą niedzielną czy codzienną są istotne. Odrywamy się bowiem od tej codziennej zmienności, szarości i przypominamy sobie, że Pan Bóg jest niezmienny.

Tak więc starsza forma mszy świętej jest atrakcyjna, bo daje poczucie niezmienności, głębi, a przy tym poczucie piękna, które powinno nas wszystkich pociągać i odrywać od codzienności. Idąc na mszę, szukamy umocnienia naszej duszy i wiary.
Kaplica w kościele przy Seminarium Św. Piotra w Wigratzbad. Fot. Wikimedia/ Richard Mayer
A nie jest tak, że starsza forma liturgii – w której ogromną rolę pełnią gesty, symbole, do tego jest sprawowana w języku łacińskim – w obecnych czasach jest dla wielu wiernych po prostu mało zrozumiała?

Niewątpliwie uczestnictwo we mszy świętej trydenckiej wymaga pewnego wysiłku czy chociaż próby podjęcia wysiłku, by starać się ją zrozumieć, poznać. Ale jeżeli ten wysiłek zostanie podjęty, to później otworzy się ogromne pole możliwości, jeżeli chodzi o sposób uczestnictwa w liturgii.

Tak naprawdę najważniejszą formą naszego uczestnictwa jest aktywne zjednoczenie się z Chrystusem, odnawiającym swoją ofiarę na ołtarzu. I czy to odbędzie się za sprawą ciszy, która przejmuje, ale też pociąga, czy za sprawą piękna chorału gregoriańskiego, który wznosi duszę ku Panu Bogu, to już zależy od indywidualnej potrzeby uczestnika.

Msza w języku łacińskim, cisza, kapłan zwrócony ku ołtarzowi – to tak niecodzienne przeżycie dla wiernego uczestniczącego po raz pierwszy w tej formie liturgii, że może ona stanowić pewną barierę. Ale powtórzę, że jeżeli zada on sobie trud, żeby przez to przejść, to pojawi się zrozumienie tego rytu, jego wszystkich gestów, logiczności i głębi.

Kard. Robert Sarah wzywał kilka lat temu do tego, by kapłani przodem do ołtarza odprawiali mszę świętą. Ale nie spotkało się to z pozytywnym odbiorem.

Niestety nie.

Dlaczego?

Należałoby o to zapytać tych księży czy biskupów, którzy niestety niechętnie do pomysłu kard. Roberta Saraha podchodzą.

Niektórzy mówią, że to msza „tyłem do ludu”.

Istnieje zasadnicza różnica między dwiema formami liturgii, związana ze sposobem celebracji. Mówi się często, że forma nadzwyczajna rytu rzymskiego charakteryzuje się bardzo teocentrycznym charakterem – wspólnie zwracamy się ku Panu, zarówno wierni, jak i kapłan, który jest pośrednikiem. To on, w imieniu ludu zanosi modlitwy i uzyskuje błogosławieństwo; w centrum natomiast jest tabernakulum i ołtarz.

W liturgii zreformowanej po soborze - choć de facto dokumenty reformy soborowej nie zakładały odwrócenia się kapłana w stronę ludu – to kapłani zwróceni są w stronę wiernych. Podkreśla to wspólnotowy charakter liturgii. Choć również w starej formie liturgii ta wspólnotowość jest podkreślana – poprzez wspólne zwrócenie się ku Panu, wspólne patrzenie w górę na ołtarz i tabernakulum.

Słaby odzew wobec zachęty kard. Roberta Saraha dotyczącej wspólnego zwrócenia się ku ołtarzowi – a nawet niechęć niektórych hierarchów – pokazuje brak zrozumienia części hierarchów i księży wobec tej idei. Ale także pewne przyzwyczajenia. Bo jeżeli kapłan przez wiele lat odprawia mszę świętą zwrócony w stronę wiernych, to dla niego taka zmiana mogłaby być niewątpliwie szokiem. Zresztą często jest tak, że jakiekolwiek zmiany, czy na lepsze, czy na gorsze, wywołują niechęć.

Kościół dwóch papieży. Stan wyjątkowy z woli Nieba?

Coraz wyraźniej widać, jak rozjeżdżają się wizje Franciszka i Benedykta XVI. Różnice dotyczą choćby przyczyn skandali seksualnych, jakie niszczą obecnie Kościół od wewnątrz.

zobacz więcej
A może jest tak, że skoro najważniejszy jest Bóg, to forma liturgii nie jest aż tak ważna?

Tyle że ludzie składają się z aspektu duchowego i fizycznego, z duszy i ciała – nie można oddzielić jednego od drugiego. Tak samo poznajemy Pana Boga i wyrażamy naszą miłość do Niego. I dusza, i ciało uczestniczą w hołdzie, jaki człowiek składa Panu Bogu.

Dlatego znaki zewnętrzne są bardzo ważne. Nie jesteśmy w stanie oderwać się od ciała, powiedzieć, że „ja w duszy Pana Boga uwielbiam”, jeżeli nie jestem w stanie w żaden sposób tego pokazać.

Zresztą widać to również w relacjach międzyludzkich. Trudno mówić między ludźmi o miłości, jeżeli nie jest ona w żaden sposób okazywana.

A nie martwi księdza, że spory dotyczące formy liturgii są często bardzo emocjonalne?

Z jednej strony one pokazują, że kwestie liturgii są ważne; że nie jest tak, iż wzruszamy ramionami i jest nam obojętna forma ekspresji naszej wiary. To jest pozytywny aspekt. Ale z drugiej strony dużo jest w tym negatywnych emocji, które należy hamować. Trzeba tłumaczyć, wyjaśniać, by ludzie prowadzili ze sobą dialog – w oparciu o zrozumienie i wzajemny szacunek.

Biorąc pod uwagę cały Kościół, mamy do czynienia z różnymi rodzajami liturgii – są Kościoły wschodnie, zachowujące jedność z papieżem, ale też odrębną liturgię. Tak też i my, w ramach Kościoła zachodniego, powinniśmy mieć do siebie wzajemny szacunek; pozostawać w pełnej jedności z papieżem, a jednocześnie mieć różne formy ekspresji naszej wiary, właśnie poprzez starszą formę liturgii czy liturgię zreformowaną po Soborze Watykańskim II.

Na pewno jednym ze źródeł emocji jest poczucie niesprawiedliwości. Z jednej strony istnieje nieograniczona tolerancja wobec nadużyć; nie słychać bowiem o reakcjach ze strony hierarchii kościelnej na to, że na przykład niektórzy księża próbują błogosławić związki homoseksualne albo że odprawia się „msze święte dla środowisk LGBT”. Nie słychać słów krytyki.

Z drugiej strony bardzo surowo podchodzi się do tych, którzy jedyne, czego pragną, to móc modlić się i uczestniczyć w liturgii według starszej formy rytu rzymskiego, która – jak przypomniał papież Benedykt XVI – nie została nigdy oficjalnie zniesiona. Na pewno taka dwustandardowość wywołuje rozgoryczenie, a nawet negatywne emocje. A tego nie powinno być. Sposób, w jaki się modlimy, nigdy nie powinien nas dzielić.

Od wydania motu proprio „Traditionis Custodes” wprawdzie nie upłynęło wiele czasu, ale czy decyzja papieża Franciszka wpłynęła już w jakiś sposób na działalność Bractwa Kapłańskiego Świętego Piotra?

Jeśli chodzi o obecną sytuację zgromadzenia, to nie mieliśmy informacji, że nasze parafie zostały (czy wkrótce zostaną) zamknięte; albo że nie możemy kontynuować naszej pracy duszpasterskiej. Dokument Ojca Świętego został wydany bez vacatio legis – wszedł w życie od razu w momencie publikacji – dlatego wielu biskupów jest po prostu zaskoczonych, nie wiedzą, jak się w tym wszystkim odnaleźć.
Msza trydencka w kościele pw. św. Rity w miejscowości Alexandria w Wirginii (USA) odprawiana w 2007 roku przez ks. Carla N. Gismondiego z Bractwa Kapłańskiego Św. Piotra, absolwenta należącego do FSSP seminarium pw. Matki Bożej z Guadalupe w Scranton w Pensylwanii (później przeniesionego do Denton w Nebrasce). Fot. Sarah L. Voisin / The Washington Post via Getty Images
Dotychczasowe informacje, jakie dotarły do Domu Generalnego FSSP raczej są pozytywne. Na razie nasza działalność przebiega bez zmian; jeżeli one zajdą, to pewnie dopiero po wakacjach, kiedy zbiorą się lokalne konferencje biskupów, porozmawiają i zorientują się, jakie są konkretne sposoby aplikacji motu proprio.

Niemniej jednak, żeby trochę ten optymizm przyhamować, to również słyszałem, że niektórzy biskupi od razu zakazali księżom diecezjalnym celebrowania starszej formy mszy świętej albo że została ona przez nich zawieszona.

Żyjemy w niepewności, nie wiemy, jak sytuacja się rozwinie. Z uwagi na ton, który towarzyszy motu proprio papieża Franciszka, słuszne wydają się obawy o rozwój wspólnot. Ojciec Święty wyraźnie napisał, że nowe grupy – kultywujące starszą formę liturgii – nie powinny powstawać. Jak to należy rozumieć? Jak ten przepis należy aplikować? Biskupi jako odpowiedzialni za liturgię w swoich diecezjach, będą musieli się z tym zmierzyć.

– rozmawiał Łukasz Lubański

TYGODNIK TVP, ul. Woronicza 17, 00-999 Warszawa. Redakcja i autorzy


Ks. Andrzej Komorowski (ur. 1975) skończył studia ekonomiczne na Uniwersytecie w Poznaniu, a następnie Międzynarodowe Seminarium Świętego Piotra w bawarskim Wigratzbad. 10 czerwca 2006 roku przyjął święcenia. Pracował w apostolatach Bractwa Kapłańskiego Świętego Piotra (FSSP) w Polsce, Belgii i Holandii. Od roku 2012 był asystentem przełożonego generalnego i generalnym ekonomem Bractwa. 9 lipca 2018 r. Kapituła Generalna FSSP, która obradowała w Denton w Nebrasce, wybrała go na Przełożonego Generalnego na 6 lat. Decyzję zaaprobowała Papieska Komisja "Ecclesia Dei".
Zdjęcie główne: Msza Święta w klasycznym rycie rzymskim, popularnie zwanym przedsoborowym albo trydenckim w maju 2006 roku w kościele św. Benona w Warszawie, gdzie za zgodą arcybiskupa warszawskiego od 1996 roku sprawowana była liturgia tradycyjna. Fot. PAP/Paweł Kula
Zobacz więcej
Felietony Najnowsze wydanie
Dmowski, konsekwentny przeciwnik lewicy
Nie chciał wzmacniać rosyjskich komunistów i osłabiać obozu białych.
Felietony Najnowsze wydanie
Wino w dużych flachach, czyli o piciu w czasach kryzysu
To opowieść o ludziach, których niewiele interesuje ponad to, by codziennie obficie pociągnąć z galonowego gąsiorka.
Felietony Najnowsze wydanie
Książę
Komentarze Piotra Młodożeńca w Tygodniku TVP.
Felietony Najnowsze wydanie
Bullfighting
Andrzej Krauze dla Tygodnika TVP.
Felietony Najnowsze wydanie
Tyle nierozliczonych spraw
Dlaczego starzec jest chowany z honorami, skoro za Solidarności, został na jej żądanie pozbawiony wysokiej funkcji?