Historia

W oczach pojawiły mu się łzy… 1 sierpnia pułkownika Chruściela „Montera”

Kapitan „Hal” Stykowski w rannej rozmowie poinformował pułkownika, że między Dworcem Zachodnim a Pruszkowem wyładowują się trzy pancerne dywizje niemieckie. Będą przebijały się przez ogarnięte powstaniem miasto, co doprowadzi do rozlewu krwi i śmierci kobiet i dzieci. Wyraził nadzieję, że płk „Monter” i Komenda Główna AK dysponuje lepszym rozeznaniem wywiadu od niego. To zdanie zrobiło na pułkowniku „Monterze” bardzo duże wrażenie i w oczach pojawiły mu się łzy.

Na rocznicę wybuchu Powstania Warszawskiego Telewizja Polska przygotowała wiele filmów, dokumentów i programów, w tym m.in. filmy wojenne Miasto 44 (TVP Historia 31.07 g. 22:50), Godzina „W” (m.in. TVP Historia 30.07 g. 21:55 i TVP Kultura 1.08 g. 14:20) oraz Kolumbowie (TVP Historia 30.07 g. 18:45, kolejny odcinek 2.08 g. 18:50). Premierowo emitowany będzie w TVP Historia dokument Szpital Dobrej Woli (5.08 g. 17:25), a w TVP HD można obejrzeć koncert – Warszawiacy śpiewają (nie)zakazane piosenki (1.08 g. 20:45).


Dzień wcześniej, 31 lipca 1944 roku, pułkownik dyplomowany Antoni Chruściel „Monter”, dowódca Okręgu Warszawskiego Armii Krajowej, informacją o Rosjanach na Pradze spowodował, że gen. Tadeusz Komorowski „Bór” wydał rozkaz o rozpoczęciu 1 sierpnia o godzinie 17.00 powstania w Warszawie. Przedwcześnie. Nie sprawdzając wiarygodności meldunku „Montera”, ani nie konsultując go z szefem wywiadu Komendy Głównej AK płk. Kazimierzem Irankiem-Osmeckim „Hellerem”.

Nie wiemy i już się zapewne nie dowiemy, co przeżywał płk. „Monter” w nocy z 31 lipca na 1 sierpnia. Musiała to być noc bezsenna. Rankiem po tej nocy, o godzinie ósmej, przyjął w punkcie kontaktowym kpt. Wacława Stykowskiego „Hala”, szefa Działu Rachunkowo-Pieniężnego Intendentury IV Wydziału Sztabu (Kwatermistrzostwa). Odebrał od niego meldunek o wydawaniu broni z magazynów Okręgu przez Obwody i zapytał go o wrażenia, jakie wywołał rozkaz o rozpoczęciu powstania o godzinie 17.00. Po latach Wacław Stykowski nagrał na taśmie magnetofonowej wspomnienie tamtego spotkania.

Opowiedział płk. „Monterowi” o niefortunnym, jego zdaniem, wyborze godziny rozpoczęcia walk. Przewożenie w tym czasie broni z uzbrojoną eskortą doprowadzi do ulicznych starć, zaalarmuje niemiecką żandarmerię i wojsko, zniweczy moment zaskoczenia. Dodał, że rozkaz o rozpoczęciu powstania podlegli mu żołnierze przyjęli z entuzjazmem. Pułkownik Chruściel słuchał go uważnie.
Sowieci zajęli warszawską Pragę, ale nie w sierpniu, tylko we wrześniu 1944. A i tak nie wkroczyli do lewobrzeżnej Warszawy lewobrzeżnej, nie udzielili pomocy powstańcom. Fot. autor nieznany - Stanisław Poznański (oprac./edit.), Walka. Śmierć. Pamięć 1939-1945. W dwudziestą rocznicę powstania w warszawskim getcie 1943-1963, Rada Ochrony Pomników Walki i Męczeństwa, Warszawa 1963, Domena publiczna, Wikimedia Commons
Kapitan „Hal” Stykowski, zgodnie z wcześniejszymi ustaleniami z płk. „Monterem”, w momencie wybuchu powstania miał wrócić na wcześniej pełnione stanowisko dowódcy II Rejonu III Obwodu Wola. W tej rannej rozmowie poinformował pułkownika, że między Dworcem Zachodnim a Pruszkowem wyładowują się trzy pancerne dywizje niemieckie. Będą przebijały się przez ogarnięte powstaniem miasto, co doprowadzi do rozlewu krwi i śmierci kobiet i dzieci. Wyraził nadzieję, że płk „Monter” i Komenda Główna AK dysponuje lepszym rozeznaniem wywiadu od niego, dowódcy II Rejonu przylegającego do miejsc rozładowywania niemieckich dywizji. To zdanie zrobiło na pułkowniku „Monterze” (według kpt. Wacława Stykowskiego, który umieścił je w swojej książce Kulisy fałszowania prawdy o Powstaniu Warszawskim ’44, Warszawa 2017), bardzo duże wrażenie i w oczach pojawiły mu się łzy.

Czy w tym momencie płk „Monter” Chruściel uświadomił sobie, że decyzja o wybuchu powstania podjęta została tylko na podstawie przekazanych mu meldunków (a może nie przekazanych) o sowieckich czołgach na przedpolach Pragi? W czasie powstania płk. „Heller” Iranek-Osmecki po przeprowadzonych rozmowach i ustaleniach nie znalazł dowodów potwierdzających meldunek płk. „Montera”. Nie nagłośnił tego, ani nie przedstawił w Komendzie Głównej. Ujawnił to po wojnie, na emigracji, już po śmierci Antoniego Chruściela. W okresie międzywojennym byli dobrymi kolegami i nie przestali nimi być w czasie okupacji i powstania. Dzięki płk. Irankowi-Osmeckiemu i jego naciskom na gen. „Bora” Komorowskiego, płk. „Monter” w połowie września awansowany została przez Naczelnego Wodza gen. Kazimierza Sosnkowskiego do stopnia generała brygady.

Warto w tym miejscu przytoczyć opinię płk. Iranka-Osmeckiego o zaprzyjaźnionym z nim płk. Chruścielu. „Miał twardy charakter, był uparty, pamiętliwy, niezwykle ambitny, zawsze poważny, zamknięty w sobie, niezwykle podejrzliwy, zdyscyplinowany, opanowany w słowie i ruchach, nie był towarzyski i za grosz nie miał poczucia humoru”.

*

Jak przebiegało przedpołudnie płk. Chruściela po spotkaniu z kpt. Stykowskim? W swoich wspomnieniach z Powstania, wydanych na emigracji w Londynie, gen. Chruściel napisał: „1 sierpnia o godz. 9.00 w lokalu ul. Chłodna 4 m 12 zameldowałem Dowódcy AK o położeniu i wydanych rozkazach. Dowódca AK był w towarzystwie Wicepremiera na Kraj [Jankowskiego], Szefa Sztabu [gen. Pełczyńskiego], Szefów Oddziału III [płk. Szostaka] i IV Sztabu [płk. Miłkowskiego ] oraz pani H.K. [mjr Karasiówny]”.

Warszawa pokrzyżowała plany Stalina

Romuald Szeremietiew: Bez Powstania Warszawskiego nie byłoby Solidarności i odzyskania przez Polskę niepodległości po 1989 roku.

zobacz więcej
Płk Józef Szostak zaprzeczył w napisanych w kraju wspomnieniach, że był obecny na tym spotkaniu. Nie uczestniczył w nim wicepremier Jan Stanisław Jankowski. Nie było na nim też szefa wywiadu płk. Iranka-Osmeckiego. Czy takie spotkanie miało miejsce o godzinie 9.00 i czy odbyło się?

W godzinę później gen. „Bór” Komorowski w konspiracyjnym lokalu przy ul. Chłodnej 4 z towarzyszącym mu adiutantem przyjął płk. Józefa Kazimierza Pluta-Czachowskiego „Kuczabę”, szefa Oddziału V KG AK, któremu podlegało Dowództwo Wojsk Łączności. Ku wielkiemu swemu zdziwieniu płk „Kuczaba” dowiedział się, że za siedem godzin wybuchnie powstanie. „Płk «Kuczaba» jest zaskoczony – odtworzył po latach historyk Stanisław Podlewski – Daje gen. «Borowi» do podpisu nominacje na dowódców kompanii w pułku «Baszta»”.

Kazimierz Malinowski, w powstaniu por. „Mirski”, zastępca szefa łączności Okręgu Warszawskiego, dowodzący batalionem łączności Okręgu, skomentował to wydarzenie jednym zdaniem: „Fakt, że szef Oddziału V KG AK dowiedział się o tak istotnych decyzjach Komendanta Głównego jako jeden z ostatnich oficerów jego sztabu, odbił się w sposób zasadniczy na działalności łączności Komendy Głównej w pierwszych dniach powstania”.

Gdzie w tym czasie był płk „Monter”?

Przed południem Antoni Chruściel z szefem sztabu warszawskiego Okręgu mjr. „Chirurgiem” Stanisławem Weberem, przebywali w mieszkaniu Stefana Wilk-Wilczyńskiego „dr Seweryna”, ppor. lekarza chirurga, przy ul. Filtrowej 68 m 46. Wydawali rozkazy i dyspozycje zgłaszającym się dowódcom i szefom sztabów Obwodów. W sąsiednim mieszkaniu mieściła się główna składnica alarmowa Komendy Okręgu.

Po kilku godzinach płk „Monter” i mjr „Chirurg” przenieśli się do lokalu w sąsiedniej kamienicy pod nr 66, gdzie oczekiwali na nich kwatermistrz Okręgu rtm „Badacz” Stefan Kamieński-Dołęga, kierowniczka kancelarii i poczty konspiracyjnej „Ala” Stefania Aluchna, sekretarka płk. „Montera” – „Orska” Janina Gorazdowska i jego łączniczka „Basia” Bronisława Orzechowska.

Stefania Aluchna zapisała ołówkiem w prowadzonym dzienniczku, odnalezionym wiele lat później: „Ostatnie dyspozycje p. Montera, obiad u mnie z wódeczką, obecny p. Monter, p. Chirurg [mjr. dypl. Stanisław Weber], p. Badacz [rtm Stefan Dołęga-Kamieński], Orska [Gorazdowska], Basia [Orzechowska]. Zebranie aktów i materiałów, pożegnałam się ze swoją ukochaną rodziną i o godz. 15 wyszłam z domu”. Wraz z nią opuścili pojedynczo mieszkanie wszyscy obecni na obiedzie.
Gen. Tadeusz Komorowski „Bór” (drugi z lewej) na odprawie w okolicach fabryki Kammlera przy ul. Dzielnej na Woli, 4 sierpnia 1944. Od lewej: mjr Wacław Janaszek „Bolek” (szef sztabu „Radosława”), „Bór”, płk Jan Mazurkiewicz „Radosław” i kapitan Ryszard Krzywicki „Szymon" (adiutant „Bora"). Fot. autor nieznany, Domena publiczna, Wikimedia Commons
Płk Antoni Chruściel „Monter” przemieszczał się do Śródmieścia z fałszywą kenkartą wystawioną na nazwisko Andrzej Smalawski, zatrudniony jako pomocnik oglądacza bydła w gminie Wiązowna, Stara Miłosna i Okuniew. Po drodze minął dwa patrole niemieckie, ale nie zatrzymały go i nie wylegitymowały.

Dalszą drogę do punktu oczekiwania tak opisał: „Idąc w stronę ulicy Jasnej, do prowizorycznego miejsca postoju Sztabu Okręgu, byłem w takim nastroju, w jakim jest chyba każdy wyższy dowódca, który zdaje sobie sprawę, że wiele godzin upłynie, zanim otrzyma od podkomendnych pierwsze meldunki o przebiegu alarmowej mobilizacji, zajęciu podstaw do natarcia i wynikach pierwszego uderzenia. (…)

Na Jasnej nr 20 [błędnie – powinno być nr 22] zastałem już wszystkich; wartownik w bramie wylegitymował mnie przepisowo, ale niebawem uwagę żołnierzy zwróciło pojawienie się samochodu pancernego i lekkiego czołgu niemieckiego, które zatrzymały się tuż obok, na skrzyżowaniu ulic Jasnej i Świętokrzyskiej. Kilka «filipinek» zlikwidowało ów patrol”.

Na miejsce oczekiwania pułkownika „Montera” i jego sztabu wyznaczone zostało mieszkanie Wacława Lotha przy ulicy Jasnej 22 pod numerem 20. Budynek osłaniać miał Oddział Dyspozycyjny „B” Warszawskiego Kedywu-Kolegium.

*

Według wcześniejszych planów, do ochrony Kwatery Głównej Okręgu płk. „Montera” miał być też przydzielony dobrze uzbrojony Oddział „A” uderzeniowy Warszawskiego Kedywu pod dowództwem ppor. „Stasinka” Stanisława Janusza Sosabowskiego. W pierwszych godzinach powstania oddział miał za zadanie zdobyć magazyny niemieckie na Stawkach a następnie przejść do Śródmieścia, do gmachu PKO przy ul. Świętokrzyskiej jako oddział dyspozycyjny płk. „Montera”. Po zdobyciu magazynów na Stawkach nie dotarł do Śródmieścia, przeszedł pod dowództwo ppłk. „Radosława” Jana Mazurkiewicza i walczył na Woli, a później do końca sierpnia na Starym Mieście.

Z konieczności, do czasu przyjścia ze Stawek Oddziału „A”, zastąpił go Oddział Dyspozycyjny „B” Warszawskiego Kedywu. Kompanią składającą się z trzech plutonów dowodził por. cichociemny „Kosa” Ludwik Witkowski. Pluton ppor. „Kruka” Zygmunta Malinowskiego oczekiwał na godzinę W w kamienicy przy ul. Śliskiej. Pluton ppor. „Chmury” Józefa Łapińskiego w magazynach Dobrolina przy ul. Szpitalnej. Trzeci pluton, dowodzony przez ppor. „Borutę” Henryka Witkowskiego, zajmował czwarte piętro w klasach szkoły w kamienicy przy ul. Marszałkowskiej, róg ul. Sienkiewicza, z ogromną, okrągłą reklamą Bayera na dachu. Żołnierze plutonu ubrani byli w jednakowe berety z orzełkami, mieli przyszyte do ubrań biało-czerwone opaski, w chlebakach granaty, w kaburach na paskach pistolety i rewolwery.

Duma i godność wymagały, by stolica była wyzwolona polskimi rękoma...

Latem 1944 roku Niemcy byli już w odwrocie

zobacz więcej
O 16.30 por. „Kosa” Witkowski polecił dokonać rozeznania hotelu Victoria, który miał być kwaterą płk. „Montera” i jego sztabu. Wysłany został goniec Jerzy Filipowicz „Pogoń”.

Portier nie wpuścił go do środka restauracji, ale „Pogoń” zdążył wzrokiem policzyć, że w restauracji było około 60 osób. Naprzeciwko hotelu, w dwupiętrowej kamienicy, okna na parterze były okratowane. O tym wszystkim „Pogoń” zameldował por. „Kosie”.

W budynku przy Jasnej 22 odbywała się penetracja mieszkań przez Oddział Dyspozycyjny „B” Kedywu i pracowników Biura Informacji i Propagandy KG AK (BIP-u). W lokalu na pierwszym piętrze znaleźli niemieckiego urzędnika, który nie zdążył uciec. W opisie por. „Zycha” Jana Jeziorańskiego (Nowaka): „Klęczy teraz i błaga o darowanie życia. W oczach zwierzęcy strach i łzy. Dostrzegam w rogu pokoju wspaniały odbiornik radiowy i konfiskuję go natychmiast. Dzięki niemu będziemy mieli własny nasłuch Londynu i innych radiostacji”. O dalszych losach niemieckiego urzędnika nie wspomniał.

*

Godzina 17.00. W relacji por. „Zycha” Jeziorańskiego: „Zaczęło się. Nakładamy opaski biało-czerwone z literami WP (Wojsko Polskie), niektórzy mają i orzełki. W ciągu następnych kilku minut wywiązuje się krótka walka o pobliski hotel Victoria [ …]. W hotelu nur für Deustche jest pięciu niemieckich żandarmów, którzy usiłują się ostrzeliwać. W ciągu paru minut jest już po wszystkim”.

We wspomnieniach komendanta „Montera” zaczęło się kilka minut wcześniej: „Na 5 minut przed godz. 17 oddział ochrony Kwatery Głównej Okręgu [Oddział Dyspozycyjny „B” Kedywu] wysłał patrol do zajęcia hotelu… […]. Patrol ten stoczył walkę z kilkoma żandarmami, którzy umieścili się w hotelu. Niemcy nie zdawali sobie jednak sprawy z ogólnego wystąpienia zbrojnego ze strony polskiej, oceniali widocznie, że jest to jedna z licznych w ostatnich miesiącach walk ulicznych.
Były to drobne utarczki, nie mogłem temu poświęcać uwagi, bo trzeba było zredagować odezwę do ludności, przyjąć meldunek szefa sztabu o rozlokowaniu w hotelu poszczególnych oddziałów Sztabu i aktualnego stanu funkcjonowania łączności”.
Żołnierze Kolegium „A” – elitarnej jednostki Kedywu Okręgu Warszawskiego AK. Okolice ul. Stawki. Od lewej: Włodzimierz Denkowski „Kostek” (z Thompsonem), Leon Zbigniew Zubrzycki „Lech”, Czesław Kraśniewski „Kryst” (klęczy), Jan Bagiński „Socha”, Zygmunt Siennicki „Bor” (z Bergmannem MP35). Fot. Juliusz Bogdan Deczkowski - Tadeusz Sumiński , ed. (1959), Pamiętniki żołnierzy baonu „Zośka”; Stanisław Kopf (1984) Dni Powstania, Kronika Fotograficzna Walczącej; Domena publiczna, Wikimedia Commons
Por. „Zych” Jeziorański: „Zajmujemy nowe kwatery w obszernym hotelu. Zdobywam pokój na wyższym piętrze z myślą o zapewnieniu sobie możliwie najlepszego odbioru radiowego. Pod pachą dźwigam ogromny aparat, który natychmiast instaluję. Okna pokoju wychodzą na podwórze i spory ogródek. Dochodzą odgłosy intensywnej strzelaniny od strony placu Napoleona. W pewnym momencie ktoś gwałtownie szarpie mnie za ramię, pokazuje coś ręką wysoko na niebie. Na szczycie Prudentialu dumnie i wolno powiewa ogromna biało-czerwona flaga. Przeżywam chwile gwałtownego wzruszenia. Prudential jest obok PAST-y jedynym w Warszawie drapaczem chmur. Flaga musi być widoczna w całym mieście, a także po drugiej stronie Wisły, na Pradze”.

Sztab dowódcy warszawskiego Okręgu AK, który zakwaterował się w Victorii był liczny, mimo że nie wszyscy dotarli w godzinie W. Z dzienniczka Stefanii Aluchny „Ali”, szefowej łączności konspiracyjnej w Sztabie Okręgu Warszawskiego AK: „W Hotelu [Victoria] zorganizowałam Kancelarię [Sztabu Okręgu] i rozpoczęła się ciężka praca trwająca 24 godziny na dobę bez jedzenia i wypoczynku. Kwatermistrzostwo nie zdało egzaminu, kuchni nie przygotowano nam. Kuchnię zorganizowały p.ż.-tki [Pomoc Żołnierza], p. Habowska Wanda z PKB [Państwowy Korpus Bezpieczeństwa] zajęła się zorganizowaniem odżywiania generała [wtedy jeszcze pułkownika] Montera. Kancelarię zorganizowałam, maszyny do pisania i podział pracy”.

W hotelu zakwaterował się także por. Ludwik Witkowski „Kosa” wraz z dowodzonym przez niego Oddziałem Dyspozycyjnym „B” Kedywu Okręgu Warszawa. Oddział wystawił warty i posterunki wokół kwatery.

Opis wnętrza hotelu pozostawiła Hanna Downarowicz, łączniczka Biura Informacji i Propagandy KG AK [BIP KG AK został przydzielony na czas powstania do sztabu Okręgu Warszawa]. Zameldowała się wieczorem 1 sierpnia. „To nasze m.p. [miejsce postoju] było wspaniałe. Luksusowe. Hotel dla niemieckich oficerów, zdobyty już w pierwszych godzinach powstania. Warunki mieszkaniowe doskonałe. Pięknie umeblowane dwuosobowe pokoje. Pokoje dowództwa, halle, poczekalnie. Czarna kawa serwowana naczalstwu, do którego dzięki «Elżbiecie» Irenie Piaseckiej ja także należałam. Same luksusy i sielanka. Przydzielono mi pokój w prawym skrzydle, na końcu korytarza na drugim piętrze. Długi korytarz wyłożony był czerwonym, kokosowym chodnikiem, miękkim i tłumiącym kroki”.

Cudownie ocaleni. Niezwykłe przypadki z Powstania Warszawskiego

„Usłyszałam słowa Andrzeja, powiedział mi, żeby się czołgać. Później okazało się, że wtedy nie żył już od trzech dni”. „Było tak, jakby mnie Matka Boska swoim płaszczem zasłoniła”. „Odezwał się we mnie głos, który mówił, co należy zrobić”.

zobacz więcej
W takich warunkach kwaterował przez trzy dni dowódca powstania, wydawał rozkazy, rozporządzenia, odezwy.

o godzinie 17.00 w sztabie dowódcy powstania zameldował się ppor. Witold Majewski „Dominik”, w konspiracji sędzia Wojskowego Sądu Specjalnego (WSS) Obszaru Warszawskiego AK. Z polecenia płka „Montera” zajął się organizacją WSS Okręgu Warszawskiego AK, ponieważ nie stawili się szef służby sprawiedliwości KG AK płk dr Konrad Zieliński „Karol” i jego zastępca płk Witold Szulborski „Mora”. Obaj nie zostali powiadomieni o wybuchu powstania, podobnie jak inni sędziowie i prokuratorzy podziemnego sądownictwa wojskowego. Odcięci w swoich mieszkaniach w strefach zajętych przez Niemców, nie wzięli udziału w powstaniu.

*

Władze cywilne w Komendzie Okręgu reprezentował Franciszek Godlewski „Ekiert”. Skierował go tam Delegat Okręgowy Delegatury Rządu na m. st. Warszawę Marceli Porowski „Sowa”. „Ekiert” Godlewski, komisarz cywilny przy dowództwie Okręgu AK, przekazał trzy lata później, w 1947 roku: „Do hotelu Victoria sprowadzono jeńców niemieckich i gestapowców, których sądzono w sądzie wojskowym [zespołowi sędziowskiemu przewodniczył sędzia WSS ppor. Witold Majewski „Dominik”]. Jeśli chodzi o Wehrmacht, to trzymano jeńców w piwnicach naprzeciwko hotelu. Hotel bowiem zajmowało samo dowództwo. Gestapo i żandarmerię sądzono i zlikwidowano na placu poza hotelem. Jeńców przebywało w podziemiach około 30. Gestapowców zlikwidowano 7 i ponadto 2 polskie ich przyjaciółki, w torbach których znaleziono legitymacje gestapo i notatki ich prac konfidencyjnych”.

W hotelu Victoria odkryto na strychu oficera gestapo, który chociaż uzbrojony w pistolet, poddał się bez walki. Jego dalsze losy opisał „Pogoń” Filipowicz: „Gestapowiec stawia się w czasie przesłuchania i grozi naszym oficerom. Żąda puszczenia do swoich. Dla otrzeźwienia spuszczają mu spodnie i odmierzają porcję pasem z napisem Gott mit uns. Szkop klnie i odmawia zeznań. Całe przesłuchanie odbywa się w języku niemieckim, bo on po polsku nie kapuje ani w ząb. Decyzja może być tylko jedna. Ma zdjąć buty i boso zostanie odprowadzony – dokąd?
Obserwuje nas podejrzliwie, ale ściąga buty z cholewami. Boso, w kalesonach, ale w bluzie mundurowej i czapce na głowie wędruje na podwórko hotelu”.

Na podwórku domu przy ulicy Jasnej 31 niemieckim żandarmom i gestapowcom odczytany został wyrok śmierci. Prawdopodobnie po tej egzekucji płk „Monter” zakazał wykonywania wyroków śmierci w pobliżu swojej kwatery. Egzekucje odbywały się w ogródkach na zapleczu kawiarni Aktorek i restauracji Batawia przy ulicy Mazowieckiej, które zamieniły się w ciągu dwóch miesięcy w duży cmentarz powstańczy i ludności cywilnej. Franciszek Godlewski w zachowanej relacji jako miejsce egzekucji wymienia plac poza hotelem.
Odezwa władz powstańczych rozplakatowana na ulicach miasta 1 sierpnia 1944. Fot. NAC/Wacław Żdżarski, sygn. 13-170
Czym kierowali się sędziowie WSS pod przewodnictwem sędziego ppor. „Dominika” Witolda Majewskiego wydając wyroki śmierci? Na jednej z ostatnich odpraw dowódców Obwodów Okręgu Warszawskiego AK płk „Monter” Chruściel ustnie przekazał im rozkaz o postępowaniu wobec nieprzyjaciela w momencie wybuchu powstania:
a) żołnierzy zdających broń oszczędzamy (jako jeńców traktujemy);
b) jeśli opór – likwidować;
c) zabitych – uprzątać;
d) wolno likwidować policję, SS, żandarmerię, gestapo;
cywilnych z bronią poddających się – jako jeńców, opornych likwidować; policja polska – jak Wehrmacht.

Goniec „Pogoń” Filipowicz przekazał we wspomnieniach szczegółową instrukcję z pierwszych godzin walki dla swojej kompanii (osłonowej Kwatery Głównej płk. „Montera”) o zachowaniu wobec jeńców. „Wehrmacht – napisał – jest objęty umowami genewskimi, żadnych samosądów w stosunku do jeńców, wolno zabierać jeńcom tylko oporządzenie wojskowe, plecaki, pasy, mapniki, lornetki, nie wolno zabierać – pod karą sądu polowego – zegarków, pieniędzy, odzieży, obuwia. Wszystkie formacje nieprzyjaciela mające w nazwie literę «S» (SS, SA, SD) są poza prawem, jednak decyzję likwidacji wyda każdorazowo dowództwo plutonu lub kompanii”.

*

Pułkownik Chruściel „Monter” wspólnie z Franciszkiem Godlewskim „Ekiertem” w kilka godzin po zajęciu Victorii podpisali pierwszą odezwę do ludności cywilnej. Zaczynała się wybitym dużymi czcionkami słowem: „Polacy!”.

Informowała o walce oddziałów Armii Krajowej z najeźdźcą niemieckim w Okręgu Stołecznym, wzywała do zachowania spokoju i zimnej krwi we współdziałaniu z walczącymi oddziałami. W czterech punktach Komendant zarządził prowizoryczne grzebanie poległych Polaków i niemców [tak w oryginale – pisane z małej litery] i przechowywanie znalezionych u nich dokumentów, zakazywał samosądów, informował o karaniu z całą surowością prawa Niemców i volksdeutschów przez właściwe sądy oraz protokolarnym zabezpieczeniu mienia władz i obywateli niemieckich w każdym domu. Odpowiedzialne za wykonanie tych zadań miały być lokalne organy OPL (obrony przeciwlotniczej) i Straży Porządkowej.

Odezwa z datą 1 sierpnia 1944 roku podpisana była bezimiennie: w imieniu Okręgowego Delegata Rządu na miasto stołeczne Warszawę Komisarz Cywilny i Komendanta Okręgu Stołecznego Armii Krajowej.

– Maciej Kledzik

TYGODNIK TVP, ul. Woronicza 17, 00-999 Warszawa. Redakcja i autorzy

Zobacz więcej
Historia Najnowsze wydanie
SB nagrała, media wyemitowały. Największy sukces komunistów AD...
Nieformalne posiedzenie rejestrowali agenci bezpieki oraz – także podejrzewany o współpracę ze służbami – Mieczysław Wachowski.
Historia Poprzednie wydanie
Jak „zagranica” zmuszała Polskę do pokory
„Nie pozostawimy Polski w potrzebie i nie pozwolimy jej skrzywdzić” – zapowiedzieli sojusznicy.
Historia Poprzednie wydanie
Największa winiarnia Starego Świata. Odkryto ją w Izraelu
Tutejsze wino było zapewne codziennym napojem św. Hieronima, który stworzył Wulgatę.
Historia Poprzednie wydanie
Ściśle tajne. Jedyna prawdziwa gazeta w PRL
Kto miał w PRL władzę, ten miał BS. Lub jak kto woli, kto miał BS, ten był kimś.
Historia Poprzednie wydanie
Superszpieg z „Liceum”
Miała 24 lata i kierowała siatką wywiadowczą.